eliot 01.04.04, 08:35 serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34591,1990493.html Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
eliot Re: Powrót imperialnej mentalności...? 01.04.04, 08:38 eliot napisał: > serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34591,1990493.html Back in the USSR Na wystawie ?Diamenty nowej Rosji? widzowie podziwiają wycięty laserem w krysztale portret Władimira Putina. 14 lutego 2004 r. DMITRY LOVETSKY AP Tadeusz Klimowicz 26-03-2004, ostatnia aktualizacja 26-03-2004 21:15 Putin, gdy tylko objął władzę, stał się ikoną. Ikoną z epoki McDonald's - zawieszoną między kom-przeszłością, popteraźniejszością i niejasną przyszłością. Dowiedzieliśmy się, że miał niezwykłych przodków - dziadek był kucharzem Lenina i Stalina. Był zawsze prymusem, odnosił sukcesy w sambo i dżudo. I chętnie akceptuje reguły demokracji - to taki żart oświeconego monarchy. Artykuł Tadeusza Klimowicza Przyjaciół Rosjan miałem od zawsze; z Rosją zaprzyjaźniłem się w połowie lat 80. - w czasach pierestrojki. To był czas karnawału. Gorbaczowowska prohibicja sprawiła wprawdzie, że były kłopoty z kupieniem wódki, ale upijano się przecież wolnością. Po 70 latach do Moskwy powróciła wolność. Pamiętam Newski Prospekt i Arbat zamienione w Hyde Park. Pamiętam ślub udzielany młodej parze w jakiejś cerkiewce przez stremowanego młodego duchownego - wszyscy troje robili to zapewne po raz pierwszy i z wdzięcznością korzystali z podpowiedzi specjalnie zaproszonej na tę okoliczność starszej pani. Na fali powszechnego entuzjazmu podjęto walkę o autonomię sztuki. Na zjeździe filmowców odrzucono nadzór Goskina [państwowego zarządu kinematografii]. W galeriach, domach kultury i muzeach swoje prace - na równi z Ilją Głazunowem [malarzem, którego płótna są manifestacją ideologii skrajnie szowinistycznej] - wystawiali konceptualiści i hiperrealiści. Z podziemia na estradę przeniosła się muzyka rockowa. Wydawnictwa prześcigały się w publikowaniu wczorajszej zaprietki [literatury zakazanej] - religijnej, politycznej i obyczajowej. Po kilku latach okazało się jednak, że masowego widza przyciągają do kina jedynie amerykańskie filmy akcji. W Moskwie, gdzie powstało ponad 200 nowych grup teatralnych, reżyserzy i aktorzy uświadomili sobie, iż brak powodzenia nie bierze się z knowań biurokratów, to publiczność była obojętna. Popularność twórców soc-artu nie przekładała się na sukcesy finansowe, wykonawcy muzyki klasycznej zaczęli się uskarżać na nadmiar kakofonii w eterze. Najboleśniej odejście starego systemu odczuli pisarze. Zarówno ci sprawnie poruszający się w rzeczywistości radzieckiej, skwapliwie korzystający z hojnej machiny partyjno-państwowej, jak i ci, którzy ignorowali lub kontestowali ową rzeczywistość, będąc sumieniem zniewolonego kraju. Pierwszych zdradził mecenas - nie mają już szans, by zmienić swe żiguli na nowe auta. Drugich zdradził czytelnik. Do niedawna w ich utworach wyławiano każdy podtekst, tropiono każdy niepokorny gest. Gdy przestali być owocem zakazanym, Rosjanie bez większego żalu zamienili samizdat na literaturę popularną, kulturę na "makulakulturę". Tak dobiegła końca fiesta głasnosti i "miłosna łódka rozbiła się o byt" - jak napisał kiedyś Majakowski. W takich nastrojach żegnano Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich. Odpowiedz Link
eliot Re: Powrót imperialnej mentalności...? ( 2) 01.04.04, 08:41 Znowu jest jak zawsze W poszukiwaniu swej symboliki i tożsamości państwowej Rosja Jelcyna - zrodzona w dniach heroiczno-romantycznego oporu przeciw puczystom [19-21 sierpnia 1991 r. w Rosji miał miejsce nieudany zamach stanu, jego organizatorzy z Giennadijem Janajewem na czele dążyli do restauracji dawnych porządków] - z początku odwoływała się do tradycji Rosji przedpaździernikowej. Nowa flaga państwowa obowiązywała w latach 1896--1917, nowy hymn skomponował Michaił Glinka w 1834 r., miastom i ulicom przywracano nazwy z przełomu XIX i XX stulecia. Pozostało tylko zdelegalizować KPZR, odgrzać hasło o pansłowiańskim braterstwie (które miało zastąpić internacjonalizm), przypomnieć ideologię euroazjatyzmu - i ostatnie 70 lat można było wymazać z pamięci. Wszyscy odetchnęli... Okazało się, że całą winę za te straszne lata ponoszą Lenin, Stalin, może jeszcze kilkunastu zdeprawowanych rzezimieszków w rodzaju Ławrentija Berii. Znakiem rozpoznawczym pierestrojki był dla mnie film Tengiza Abuładze "Pokuta" (1987 r.). Symbolem ostatecznego odejścia od jej haseł - "Spaleni słońcem" Nikity Michałkowa (1994 r.), wyciskacz łez o czystkach w Armii Czerwonej w latach 30. Gdy dziś pisze się ze współczuciem, jak to Nikołaj Bucharin kochał swą żonę, a marszałek Michaił Tuchaczewski rodzinę, to mieszkaniec jakiejś parszywej komunałki, którego donosy doprowadziły do aresztowania sąsiada, może poczuć się rozgrzeszony i usprawiedliwiony. On przecież też kocha swoich najbliższych, a poza tym donosicielstwem zajmowało się pół Rosji. "Tragedia epoki polegała nie tylko na tym - pisał krytyk Arkadij Bielinkow w przejmującej książce o losach prozaika Jurija Oleszy - że odbywała się metodyczna likwidacja ludzi utalentowanych i myślących, ale też na tym, że niezlikwidowanych zmuszano do robienia tego, na co nie pozwala sumienie ludzkie, honor, rozum i talent. Żeby jednak to wszystko robić, należało najpierw przekonać samego siebie, że nie ma niczego lepszego od sprawy, w imię której było się zmuszanym". Większość obywateli potrafiła się do tego przekonać. Tak zatem w latach 90. już dość niechętnie rozliczano się z niechlubną przeszłością i coraz rzadziej dyskutowano o mechanizmach społeczeństwa obywatelskiego. Nie zrobiono niemal nic, by stopniowo odrzucić myślenie w kategoriach imperialnych, wyrosłe z mistyczno-magicznej koncepcji Moskwy - Trzeciego Rzymu, zrodzonej w czasach Iwana Groźnego. Rosjanie nie potrzebowali już odważnych krytyków, Andrieja Sacharowa czy Siergieja Kowaliowa. Ich miejsce zajął hipnotyzer Anatolij Kaszpirowski usypiający kraj. W połowie lat 90., w odpowiedzi na zapotrzebowanie społeczne, więcej publikacji poświęcano wyimaginowanym nieszczęściom, jakie spadły na Rosję i Rosjan, niż rzeczywistym cierpieniom, jakie Rosjanie zgotowali Polakom, Finom, Węgrom, Czechom, mieszkańcom Afganistanu. Mit narodu wybranego miał się dobrze i chętnie powtarzano, że „winni są wszyscy wokół” - jak zauważył Wiktor Jerofiejew w „Encyklopedii duszy rosyjskiej”. Inny pisarz, Wieniedikt Jerofiejew, dworował swego czasu: „Kręcę się przed toaletą: »M « i »Ż «. Jedna dla Żydów, druga dla masonów. A ja, rdzenny Rosjanin, dokąd mam pójść?”. Znów było tak jak zawsze, jak w balladzie Władimira Wysockiego z końca lat 70. (w tłum. Piotra Fasta): Jak wszyscy byłem bez pojęcia, A jeśli miałem - całkiem małe: Budapeszt spłynął jak po gęsi, Pragę przeżyłem bez zawału. Nikt podnieść oczu nie miał mocy, Choć przecież nie strzelano w nas. I wszystkich - dzieci strasznej Rosji Napełniał wódą pusty czas. Odpowiedz Link
eliot Re: "Back in the USSR" (3) 01.04.04, 08:44 Ze świeżą głową wziąłem się do Puszkina... Po puczu tak naprawdę niewiele się zmieniło. W mauzoleum wciąż oddawano cześć Leninowi, na ulicach pozostały jego pomniki, słodycze produkowano w fabryce im. Nadieżdy Krupskiej, książki sprzedawano w Domu Kultury im. Krupskiej, Sankt Petersburg był stolicą obłasti leningradzkiej, a tamtejszy konsulat RP nadal mieści się przy ul. Piątej Sowieckiej - bo jest Pierwsza Sowiecka, Druga Sowiecka itd.; przed rewolucją były to Pierwsza Rożdiestwienskaja (Bożonarodzeniowa), Druga Rożdiestwienskaja... Rosjanie paranoicznie krążą w dwóch przestrzeniach kulturowych i historycznych. Wielu ludzi traktuje ostatnie kilkanaście lat XX stulecia jako kolejną smutę rozpętaną z kaprysu władcy, który postanowił narzucić poddanym niechciane przez nich reformy. Rozczarowali obaj prezydenci. Michaił Gorbaczow - który zainicjował pierestrojkę i wstrząsnął krajem niczym Piotr I - skończył jak pokonany, który opuszcza pole bitwy w stanie szoku. Borys Jelcyn - który znakomicie zadebiutował jako człowiek z karabinem - kończył jako dyrygent średniej klasy. W Rosji rozległo się więc powszechne wołanie o kolejnego bohatera naszych czasów. Najlepiej w mundurze. Początkowo na gwiazdę wykreowano gen. Aleksandra Lebiedzia, macho o głosie zniewalającym kobiety i oczytaniu fascynującym paru intelektualistów - w napisanej ponoć samodzielnie autobiografii cytował "Państwo" Platona i pomieścił trochę aluzji literackich. Nie dane mu było zostać prezydentem [zmarł w 2002 r.], ale tytuł jego bestselleru - "Za mocarstwo mi wstyd..." - mówił wszystko o nastrojach w sfrustrowanym społeczeństwie. To dlatego pod koniec lat 90. - a więc jeszcze w czasach Jelcyna - coraz częściej przeżywałem déja vu. W 1998 r. na polecenie Władimira Putina, świeżo mianowanego dyrektora Federalnej Służby Bezpieczeństwa, na budynku Łubianki znów wmurowano tablicę upamiętniającą Jurija Andropowa [szefa KGB w latach 1967- -82, następnie, do 1984 r., sekretarza generalnego KPZR]. Rok później Putin, już jako premier Rosji, podpisał rozporządzenie o przywróceniu w szkołach przysposobienia obronnego. Szczególnie dobrze zapamiętałem czerwiec 1999 r. 8 czerwca zapowiedziano w Dumie, że wkrótce NATO zaatakuje Białoruś pod pretekstem obrony "Polaków katolików". Następnego dnia telewizyjny komentator meczu futbolowego Rosja - Islandia oznajmił patetycznie: "Drodzy przyjaciele, musimy stale pamiętać, że za nami stoi Wielka Rosja. Powinniśmy stale pamiętać. Jesteśmy wtedy zdolni do wielkich rzeczy. Dotyczy to nie tylko piłki nożnej". A 12 czerwca w mojej obecności zamordowano z zimną krwią znanego poetę. To bowiem nieprawda, że Aleksander Puszkin zginął z ręki d'Anthes'a w 1837 r. Zabili go animatorzy uroczystości jubileuszowych w 200. rocznicę jego urodzin. Po raz ostatni tyle żenujących banałów i frazesów wypowiedziano zapewne z okazji setnej rocznicy urodzin Lenina. W mediach odliczano miesiące, tygodnie i dni do 12 czerwca. Każdego dnia gawiedź polityków i dziennikarzy bezkarnie gwałciła pamięć poety. Wszystkie telewizje szukały panów, którzy nazywaliby się Aleksander Puszkin (nie rozumiem, dlaczego nie poszukiwano współczesnych d'Anthes'ów), by wymusić na nich wyznanie, że też piszą wiersze. W atmosferze ogólnonarodowej (czy może ogólnopaństwowej) histerii uczestnicy Międzynarodowego Kongresu Poetów recytowali Puszkina, analizowali Puszkina, składali kwiaty pod pomnikiem Puszkina i bawili się na ul. Puszkinowskiej. W wigilię rocznicy usłyszałem wzruszającą wypowiedź prezydenta Jelcyna: "Obudziłem się o drugiej w nocy i od razu ze świeżą głową wziąłem się do czytania Puszkina". Odpowiedz Link
eliot Re: "Back in the USSR" (4) 01.04.04, 08:45 Święty Władimir Pół roku później Rosja zapomniała o biednym poecie - miała już bowiem nowego bohatera. 31 grudnia abdykujący Jelcyn namaścił na swego następcę premiera Putina. W sylwestrowym orędziu stwierdził: "Jestem go pewny". Po kilku miesiącach "pełniący obowiązki" zwyciężył w wyborach prezydenckich. Przed wyborcami nie miał nic do ukrycia: urodził się w roku 1952, w 1975 ukończył stosunki międzynarodowe na Uniwersytecie Leningradzkim, po czym skierowano go do pracy w KGB. Szkolenie przeszedł w Szkole Wyższej KGB nr 1, znanej jako Krasnoznamionnyj institut im. J.W. Andropowa (obecnie Szkoła wnieszniej razwiedki). W latach 1985-90 przebywał, jak to pięknie określono, "na delegacji służbowej w NRD". Po powrocie pracował najpierw jako "zastępca prorektora Państwowego Uniwersytetu Leningradzkiego ds. kontaktów międzynarodowych" (po prostu był rezydentem KGB w tej uczelni), następnie został zatrudniony przez ówczesnego mera Leningradu Anatolija Sobczaka. Podobno 20 sierpnia 1991 r., nazajutrz po rozpoczęciu puczu Janajewa, wystąpił z prośbą o zwolnienie z organów bezpieczeństwa. Do rezerwy przeniesiono go w stopniu podpułkownika na początku 1992 r. W 1995 r. został szefem komitetu wyborczego Nasz Dom Rosja (złośliwi mówili: "Nasz Dom Gazprom"). Gdy Sobczak utracił stanowisko mera, Putin przeniósł się z Petersburga do Moskwy i wkrótce znalazł pracę w administracji Jelcyna. Kremlowskim koneksjom zawdzięczał swe kolejne awanse - na dyrektora FSB, sekretarza prezydenckiej Rady Bezpieczeństwa, wreszcie premiera. Na początku 2000 r. mówiło się, że Putin jest postacią znikąd, "człowiekiem bez właściwości", politykiem pozbawionym charyzmy. Nie pamiętano (czy może nie rozumiano), że - jak pisali semiolodzy Borys Uspienski i Wiktor Żywow w książce "Car i Bóg" - "stosunek do monarchy w Rosji nabrał charakteru religijnego". Z chwilą objęcia tronu czy urzędu na władcę Rosji spływa święty charyzmat. Prezydenci ZSRR i Rosji dziedziczyli go po sekretarzach generalnych KPZR, ci - po carach, tamci - po bizantyjskich basileusach, oni wreszcie - po rzymskich imperatorach. Od czasów Borysa Godunowa portrety cara coraz częściej przypominały ikony świętych. A więc w tamtą sylwestrową noc Putin - za sprawą Jelcyna - stał się ikoną. Ikoną, dodajmy, z epoki McDonald's - zawieszoną między kom-przeszłością, pop- teraźniejszością i amorficzną przyszłością. Jego biografia zaczęła obrastać w wątki liryczno-panegiryczno-hagiograficzne. Dowiedzieliśmy się, że miał niezwykłych przodków (dziadek był osobistym kucharzem Lenina i Stalina), "był zawsze prymusem", miał znaczące osiągnięcia w sportach walki (sambo, dżudo). Że jest oddanym sprawie, rodzinie i przyjaciołom skromnym pracoholikiem, który wie, że droga do sukcesów prowadzi przez "pot i krew", lecz podąża nią konsekwentnie, bez rozterek. Na dodatek ma fenomenalną pamięć wzrokową (zapewne za sprawą kagiebowskich uniwersytetów), czuje się Europejczykiem (tak zaowocowała "delegacja służbowa" do NRD) i chętnie akceptuje reguły obowiązujące w systemie demokratycznym (to taki żart oświeconego monarchy). Odpowiedz Link
eliot Re: "Back in the USSR" (5) 01.04.04, 08:47 Pięć minut w blasku władzy Kanoniczną wersję biografii - to kolejny etap sakralizacji - zawiera wydana przed kilku laty książka "W pierwszej osobie. Rozmowy z Władimirem Putinem". Już sam spis treści może wywołać u wrażliwego czytelnika stan iluminacji: "Syn. Uczeń. Student. Młody specjalista. Agent wywiadu. Demokrata. Urzędnik. Człowiek rodzinny. Polityk. Pełniący obowiązki". Dziennikarze Natalia Geworkian, Natalia Timakowa i Andriej Kolesnikow - świadomi niezwykłości sytuacji i niezwykłości osoby; tak czuje się tylko ktoś, kto piszet świętą ikonę - próbowali znaleźć u swego rozmówcy jakąś zwykłą ludzką słabość. Nic z tego. "Rozmawialiśmy z Putinem o życiu. Przede wszystkim o jego życiu. Rozmawialiśmy - jak to bywa czasem w Rosji - nie w kuchni wprawdzie, ale jednak przy nakrytym stole. Niekiedy przyjeżdżał wymęczony, ze zmęczonymi oczyma, ale ani razu nie przerwał rozmowy z własnej inicjatywy". Nas taka ocierająca się o kicz literatura śmieszy, większość Rosjan - wzrusza. To z niezrozumienia tamtejszej wrażliwości, mentalności, klimatów (tam życie smakuje inaczej), archetypu "rosyjskiej duszy" wynika niezrozumienie fenomenu Putina - ale też w jakiejś mierze Lenina czy Stalina. Putin nie tylko przywrócił prezydenturze sakralność sprofanowaną przez jego poprzedników - Gorbaczowowi nigdy nie wybaczono nadobecności żony w życiu publicznym patriarchalnego kraju; Jelcynowi - niekonwencjonalnych, nazwijmy to tak, zachowań. Odbudował też nadwerężony w ostatnich latach system wartości oparty na odwiecznym rosyjskim lęku przed Władzą. "Po staremu boimy się władzy - pisze Wiktor Jerofiejew - choć wydawałoby się, że ją wybieramy. (...). Po staremu kłaniamy się jej, a ona po staremu zadziera nosa". Istota systemu autorytarnego polega jednak na tym, że wielu spośród tych kłaniających się ma codziennie swoje pięć minut metafizycznego poczucia Bycia Kimś Ważnym. W ogromnych komnatach Kremla premier Michaił Kasjanow na oczach milionów telewidzów zawsze malał przed obliczem Putina, przyjmując pozycję ni to siedzącą, ni to klęczącą. W kolejnej sekwencji dziennika telewizyjnego - akcja przenosi się do mniejszego gabinetu premiera - tenże Kasjanow udziela posłuchania ministrowi zdrowia, który tak samo się przed nim płaszczy. Nazajutrz minister spotka się z dyrektorami szpitali... I tak w blasku Władzy, której mistycznym źródłem jest półbóg-prezydent, pławi się pół narodu - premier, ministrowie, urzędnicy, szatniarki, portierki i babcie klozetowe. Odpowiedz Link
eliot Re: "Back in the USSR" (6) 01.04.04, 08:51 Jak się miewa Pańska suka? Putin, jak na właściwego człowieka na właściwym miejscu przystało, nie tylko wzbudza szacunek i lęk. Ujmuje też erudycją - gdy 12 lutego witał na Kremlu ministra spraw zagranicznych Niemiec Joschkę Fischera, swe przemówienie zaczął, trawestując Kanta: Zwiozdnoje niebo nad nami i wnutriennij mir wnutri nas wsiegda budut intieriesowat' czełowieczestwo... [Niebo gwiaździste nad nami i świat wewnętrzny w nas zawsze będą interesowały ludzkość]. Zasłynął także umiejętnością wsłuchiwania się w głos ludu. Na stronie www.president.kremlin.ru pojawiają się cotygodniowe przeglądy korespondencji napływającej na plac Czerwony. Piszący popierają decyzje prezydenta, opowiadają o swoich sukcesach, skarżą się na miejscowych urzędników. Od czasu do czasu Putin kontaktuje się z narodem za pośrednictwem internetu. Z wirtualną szczerością odpowiada na bezkompromisowe w swojej wirtualności pytania: "Z Komsomolska nad Amurem. Czy można złożyć Panu życzenia z okazji zbliżającego się Nowego Roku? Życzę Panu szczęścia, zdrowia, nazywam się Katia Waszlenko". Albo: "Z obłasti nowgorodzkiej. Witalij, elektryk. Przed wyborami do Dumy Pańska suka urodziła szczeniaki. Jak się czują i co się z nimi dzieje?". Lub też: "Dziecko, lat siedem. Dlaczego należy słuchać dorosłych?". Popularność zjednuje też Putinowi jego kagiebowska przeszłość. W mitologii radzieckiej ważne miejsce zajmują szlachetni, kryształowo uczciwi czekiści Feliksa Dzierżyńskiego, odważnie i bezkompromisowo walczący ze Złem. Najlepsi - Stirlitz czy Putin - toczyli tę walkę poza granicami ZSRR. "Moje wyobrażenia o KGB - opowiada prezydent - zrodziły się na podstawie romantycznych opowiadań o pracy agentów wywiadu. Bez żadnej przesady można mnie było uznać za udany produkt wychowania patriotycznego człowieka radzieckiego". Putin jest dumny ze swej przeszłości, choć ubolewa, że jego ciężka praca szła na marne: "To, co robiliśmy, okazało się nikomu niepotrzebne. Jaki sens miało pisanie, werbowanie, zdobywanie informacji? W centrali nikt niczego nie czytał". Po powrocie z NRD zrozumiał, że "ten system nie ma przyszłości. Kraj nie ma przyszłości" - i poczuł gorycz niczym smutni, zdradzeni bohaterowie Johna Le Carré. Nie sądzę, by mówiąc "system", miał na myśli komunizm. Raczej czasy pierestrojki, która doprowadziła do rozpadu imperium. W następnych latach atakowanej zewsząd ojczyzny, już jelcynowskiej Rosji, bronił osamotniony podpułkownik KGB (nie dodaję "eks", bo ze służb specjalnych - też czytam Le Carré - odchodzi się po śmierci; to nie zawód, lecz powołanie, nie wszystkim dany stan ducha i umysłu): "Po tym, gdy Meri [Lennart Meri, prezydent Estonii] kolejny raz grubiańsko powiedział o okupantach, mając na myśli Rosję, Putin nie wytrzymał. Wstał i demonstracyjnie wyszedł z sali. To zrobiło wrażenie. Obradowaliśmy w Sali Rycerskiej. Gdy tak szedł w całkowitej ciszy, każdy jego krok odbijał się echem pod sklepieniem. Kute drzwi zatrzasnęły się za nim z ogłuszającym hukiem". Odpowiedz Link
eliot Re: "Back in the USSR" (7) 01.04.04, 08:53 Dzień Milicjanta Gdy w 2000 r. został prezydentem, już wiedział, że musi odwrócić proces desowietyzacji, krok po kroku zrehabilitować ZSRR i zwrócić narodowi ukradzioną przeszłość. Te cudowne 70 lat... Właściwie odczytał oczekiwania społeczne - chleba i igrzysk. W dużych miastach (być może też na prowincji) regularnie wypłaca się już pensje i emerytury. "Komsomolskaja Prawda" z dumą poinformowała, że w 2003 r. obywatelowi Federacji Rosyjskiej żyło się równie dobrze jak obywatelowi ZSRR w roku 1985. Od czasów Dostojewskiego Rosjanie wyznają zasadę, że nie jest ubogi ktoś, kto nie jest głodny, codziennie pije herbatę i ma buty. Nawiasem mówiąc, średnia płaca wynosi obecnie 5722 ruble - około 200 dolarów. Nie wspomnę, że bilet na bal sylwestrowy w petersburskim Grand Hotel Europe kosztował 398 dolarów. Wraz z poziomem życia sprzed kilkunastu lat powróciła dziarska melodia radzieckiego hymnu państwowego, wkrótce powrócą studenckie hufce pracy, w październiku 2003 r. uroczyście obchodzono 85. rocznicę powstania Komsomołu, Aleksiej Wisznia skomponował "Pieśń o Putinie". Do łask wraca "piosenka patriotyczna" - w klipie "Niebo Słowian" znanej kapeli rockowej Alisa wykorzystano fragmenty filmu Siergieja Eisensteina z 1938 r. "Aleksander Newski". W telewizji pokazali, że górnicy jakiejś tam kopalni pobili jakiś tam rekord świata w wydobyciu węgla. Autor reportażu przywołał nazwisko Aleksieja Stachanowa [który w 1935 r. zainicjował "socjalistyczne współzawodnictwo pracy"]. Z tego wszystkiego suka prezydenta urodziła w dniu wyborów do Dumy 11 szczeniąt... Wyciszono natomiast w ostatnich latach wszystkie głosy mówiące o potrzebie rozliczeń z totalitaryzmem i nawołujące do powszechnej ekspiacji, do uczestnictwa w narodowym katharsis. Już prawie nikt - może poza moimi znajomymi z Memoriału - nie chce rozdrapywać starych ran. W Rosji do głosu doszedł homo ludens. Codziennie więc - jak w najlepszych breżniewowskich czasach - jest jakiś Dzień, czyli prazdnik (świąt prawosławnych Rosja dopiero się uczy). Dni dzielą się na takie, kiedy pije cały kraj (Dzień Obrońców Ojczyzny, Kobiet, Zwycięstwa, Zgody i Pojednania, Święto Wiosny, Święto Pracy) i kiedy pije pół kraju (Pamięci Żołnierzy Internacjonalistów - na cześć zwycięskiego wycofania się z Afganistanu, Żołnierza Straży Granicznej, Pamięci i Smutku - 22 czerwca, w rocznicę najazdu Hitlera na ZSRR). Prezydenta Putina pozdrawiamy 20 grudnia - w Dniu Pracownika Organów Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej. Wcześniej, 10 listopada, świętują milicjanci. Z tej okazji telewizja Rossija transmitowała ostatnio na żywo uroczysty wielogodzinny koncert. Jednym z konferansjerów był Kiryłow, który w czasach radzieckich celebrował dziennik "Wriemia". Teraz po jego zapowiedziach śpiewał kwiat rosyjskiej estrady: Josif Kobzon, Aleksander Rozenbaum, Lajma Wajkule. Piosenkarzom towarzyszyła milicyjna orkiestra w czapkach z czerwonymi otokami. Wzruszeni artyści dedykowali piosenki słuchaczom - tym w mundurach i tym w cywilu. Wdzięczni widzowie dziękowali oklaskami. Nad estradą wisiało stosowne hasło (cytat z Putina). Prowadzący od czasu do czasu rzucał jakąś złotą myśl, na przykład: Milicyja i narod jediny ["Milicja i lud to jedno"]. Miał w zanadrzu wiele takich sentencji, przecież doskonale pamięta je z niegdysiejszych dzienników telewizyjnych. Z telebimów zwrócił się do zebranych sam prezydent: My wmiestie dołżny sdiełat' Rossiju jedinoj, silnoj... ["Razem powinniśmy uczynić Rosję zjednoczoną, silną"]. Wyłączyłem telewizor, gdy życzenia milicjantom składała jakaś dojarka. Naprawdę tak było. Widziałem na własne oczy. W telewizji królują radzieckie opery mydlane, tandetne seriale latynoskie, odpustowe programy rozrywkowe (muzyka na poziomie disco polo, którą Rosjanie nazywają popsa, popisy cyrkowe) i produkty globalnej wioski: "Narodnyj artist" - czyli "Idol", "Familiada", "Milionerzy"... Odpowiedz Link
eliot Re: "Back in the USSR" (8) 01.04.04, 08:56 Postaw, babciu, ptaszka Nad Rosjanami zawsze czuwał wszechmocny Pan, pomazaniec boży. Ten, który czuwa dzisiaj, opanował już całą przestrzeń wirtualną, proponując seans zbiorowej amnezji. Wieczorami "obywatele pokornie zasypiają" - jak śpiewał Wysocki - śniąc o staro-nowym imperium (nigdy o gułagach). Rano budzą się, idą do pracy... Wracają, włączają telewizor i widzą, jak On wypowiada wojnę Złu (Zło ma zawsze twarz mieszkańca Kaukazu), jak ściga wampirów-oligarchów wysysających krew rosyjskiego ludu. Szkoda, że Putin nie słyszał o rozmowie Anny Achmatowej z pewnym bolszewikiem. "O co walczycie?" - zapytała poetka. "Zrobimy wszystko, żeby w Rosji nie było bogaczy". "A ja myślałam, że zależy wam na kraju bez nędzarzy". A jeśli wzorowy obywatel obudzi się w niedzielę, to idzie na wybory i głosuje na boga-prezydenta albo wskazane przezeń ugrupowanie. Przed ostatnimi wyborami do parlamentu, 7 grudnia 2003 r., niemal wszystkie partie postawiły na słowo "Rosja" (Za Świętą Ruś, Zjednoczona Partia Rosyjska "Ruś", Prawdziwi Patrioci Rosji, Partia Odrodzenia Rosji - Rosyjska Partia Życia itp.), ale wygrała, jak zawsze, partia proprezydencka. Oczywiście, że nie z powodu swojej nazwy "Jedinaja Rossija" czy związków z Kremlem. Wygrała dlatego, że - jak przekonywał reportaż telewizyjny wyemitowany w dniu wyborów - miała najlepszy program. Gdzieś na prowincji śnieg odciął drogę do lokalu wyborczego. Nic nie szkodzi, urny trafią pod strzechy. Członkowie komisji pukają do drzwi. Otwiera starsza pani. "Babciu - powiada ktoś z komisji - dziś są wybory. Czy chcesz, babciu, głosować?". "Tak - odpowiada. - Chciałabym, ale nie czuję się najlepiej i ta pogoda... "Ależ nic nie szkodzi - usłużna komisja objazdowa rozkłada na babcinym stole kartki do głosowania. - A na kogo chciałabyś, babciu, głosować? - życzliwie pyta któryś z członków komisji. "No na tych, co to emeryturę mi podniosą". "Czyli, babciu, chcesz głosować na Wspólną Rosję? O, tu postaw, babciu, ptaszka". Demokracji stało się zadość - babcia dokonała wyboru, komisja rusza w dalszą drogę. A za nią ekipa telewizyjna. Następnego dnia cała Rosja powtarzała: "Obudziliśmy się w innym kraju". Rozejrzałem się - na szczęście jeszcze nie... Ale zrozumiałem, że to tylko kwestia czasu. To będzie wymarzone putinowskie ZSRR-light - z enerdowskim Ordnungiem (na pewno) i chińskim rozwojem gospodarczym (być może). Kraj, w którym staną się zbędne niektóre procedury demokratyczne. Wybory już zamieniły się w referendum poparcia dla panującego prezydenta. Na ich wyniki nie ma najmniejszego wpływu ani to, co mówią konkurenci (przez wielu Rosjan postrzegani jako groteskowi, przepełnieni pychą bluźniercy-samozwańcy), ani wydarzenia z ostatnich lat wskazujące na nie najlepszą jakość funkcjonowania państwa (zatonięcie "Kurska", tragiczne w skutkach odbicie zakładników z teatru na Dubrowce). Na szczęście proces reaktywacji ZSRR przebiega wolniej od jego rehabilitacji. To dlatego publicysta Wiktor Toporow może bezkarnie (?) napisać: "Żyjemy w państwie policyjnym". A Julia Karapetian, pytana przez "Peterburgskij Czas Pik": "Jak Pani sądzi, czy porażka wyborcza Sojuszu Sił Prawicowych i Jabłoka nie oznacza końca demokracji w Rosji?" - może odpowiedzieć: "A czy w ogóle u nas była demokracja? Uważam, że prawdziwą demokrację mieliśmy tylko w końcu lat 80. i na początku 90. Wtedy mieliśmy wolność słowa, upadł mur berliński, Jelcyn był na czołgu. Potem to wszystko zmieniło się w farsę". Na szczęście młodzi Rosjanie wolą kosmopolityczną Colę. Pisarz Wiktor Pielewin nazwał ich "Generacją P" - jak Pepsi [taki właśnie tytuł nosi powieść Pielewina wydana również w Polsce]. Ale pokolenie ich ojców - generacja P jak Putin - nigdy nie zapomni o kwasie chlebowym. To dlatego jestem pełen obaw o losy mojej Rosji, tej dwudziestoletniej. Domyślam się, jaka może być za cztery lata. Polubiłem Sankt Petersburg i nie chciałbym wracać do Sankt Leningradu, nie chciałbym powrotu ZSRR. Nawet tego light, nawet w wersji soft. Nie chciałbym też, by na listy przebojów powróciła zapomniana piosenka The Beatles "Back in the USSR". Prof. Tadeusz Klimowicz - ur. w 1950 r., historyk literatury rosyjskiej, wykłada na Uniwersytecie Wrocławskim. Wydał m.in.: "Obywatele Arkadii. Losy pisarzy rosyjskich po roku 1917" (1993), "Przewodnik po współczesnej literaturze rosyjskiej i jej okolicach 1917-1996" (1996). Tadeusz Klimowicz Odpowiedz Link
eliot Re: You dont know how lucky You are, US back! 01.04.04, 10:52 serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34474,1998537.html Odpowiedz Link
lacietis A co kiedyś było odejście? 02.04.04, 15:48 A co kiedyś było odejście od tej mentalności??? Chyba tylko w kilku - statystycznie nieistotnych przypadkach... Odpowiedz Link
eliot Re: A co kiedyś było odejście? 05.04.04, 10:39 lacietis napisał: > A co kiedyś było odejście od tej mentalności??? Chyba tylko w kilku - > statystycznie nieistotnych przypadkach... Tak! Ale to były zazwyczaj okresy przełomowe w historii Rosji i dawały jej impuls do przemiany i odrodzenia. Później Rosja stopniowo zastygała w imperialnym pancerzu, aż do jego zapadnięcia, czyli kolejnego przełomu. Odpowiedz Link
lacietis Re: A co kiedyś było odejście? 05.04.04, 12:20 eliot napisał: > lacietis napisał: > > > A co kiedyś było odejście od tej mentalności??? Chyba tylko w kilku - > > statystycznie nieistotnych przypadkach... > > > Tak! Ale to były zazwyczaj okresy przełomowe w historii Rosji i dawały jej > impuls do przemiany i odrodzenia. Później Rosja stopniowo zastygała w > imperialnym pancerzu, aż do jego zapadnięcia, czyli kolejnego przełomu. > ++Moze masz rację - zwłaszcza, że poza tym imperialnym zboczeniem - Rosjanie to na ogół fajni ludzie - no i bądź co bądź Słowianie. Ale ten ich imperializm zniechęca do wszystkiego! To tajk jakby całkiem fajna z wyglądu "laska" - i nawet niegłupia, sympatyczna - miała jeden "nieznośny" zwyczaj - mordowała kazdego, kto nieopatrznie dłużej się z nią zagada... Odpowiedz Link
eliot Re: A co kiedyś było odejście? 05.04.04, 13:56 lacietis napisał: > eliot napisał: > > > lacietis napisał: > > > > > A co kiedyś było odejście od tej mentalności??? Chyba tylko w kilku - > > > > statystycznie nieistotnych przypadkach... > > > > > > Tak! Ale to były zazwyczaj okresy przełomowe w historii Rosji i dawały jej > > > impuls do przemiany i odrodzenia. Później Rosja stopniowo zastygała w > > imperialnym pancerzu, aż do jego zapadnięcia, czyli kolejnego przełomu. > > > ++Moze masz rację - zwłaszcza, że poza tym imperialnym zboczeniem - Rosjanie to > > na ogół fajni ludzie - no i bądź co bądź Słowianie. Ale ten ich imperializm > zniechęca do wszystkiego! > To tajk jakby całkiem fajna z wyglądu "laska" - i nawet niegłupia, sympatyczna > - > miała jeden "nieznośny" zwyczaj - mordowała kazdego, kto nieopatrznie dłużej > się z nią zagada... A szczególną zaś estymą, czasami wręcz uwielbieniem darzyłą tych, którzy ją szpicrutą, lub nahajką oćwiczyli... )) Odpowiedz Link
eliot Re: "Znotatnika Demiurga" (1) 01.04.04, 10:56 eliot napisał: > serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34591,1990493.html Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza > Publicystyka > Opinie Czwartek, 1 kwietnia 2004 Z notatnika demiurga Borys Tumanow, tłumaczyła Irena Lewandowska 31-03-2004, ostatnia aktualizacja 31-03-2004 19:18 Jak można bez szczególnego wysiłku na zawsze powstrzymać rozszerzenie NATO - Borys Tumanow 1999 rok No tak, zaczęło się! Ojczyzna znowu w niebezpieczeństwie. Czechy, Węgry i Polska wstąpiły do NATO. I na pewno nie ot, tak sobie. No dobrze, Czesi i Węgrzy to jeszcze pół biedy. Ale Polacy na pewno wcześniej czy później zażądają Smoleńska. Wszyscy do walki z rozszerzeniem NATO na Wschód! 2000 rok Dowiedziałem się, że Węgry, Bułgaria, Rumunia, Słowacja, Łotwa, Litwa i Estonia też zamierzają wstąpić do NATO. Trzeba szybko zadzwonić do Waszyngtonu i wytłumaczyć, że Sojusz Atlantycki popełnia wielki błąd, kolegując się z tymi państwami. No dobrze, Słowacja i Słowenia to jeszcze jak cię mogę. Ale już na przykład Rumuni mogą sprawić NATO wielkie kłopoty przez swoje niezdyscyplinowanie. Ile to my sami mieliśmy z nimi zmartwień, kiedy Rumunia należała do Układu Warszawskiego! Na przykład w sierpniu 1968 roku trzeba było wspólnymi wysiłkiem zawrócić Pragę na właściwą drogę, a Rumunia odmówiła wprowadzenia swoich wojsk do Czechosłowacji. No, czy to jest poważny partner dla takiej zdyscyplinowanej organizacji jak NATO? Albo weźmy Bułgarię. Teraz wyrywa się na Zachód. A co będzie jutro? Przecież nietrwałość uczuć to, można powiedzieć, narodowa cecha Bułgarów. Trzeba przypomnieć naszym amerykańskim partnerom, że jeszcze niedawno Bułgarzy przysięgali Rosji dozgonną miłość za to, że wyzwoliła ich od tureckiego jarzma. I gdzie teraz ta miłość? A jeszcze nazywają siebie Słowianami. Powinniśmy za wszelką cenę powstrzymać rozszerzenie NATO na Wschód! 2001 rok Dzwoniłem do Paryża i próbowałem wytłumaczyć Francuzom, że zbyt wielu członków Sojuszu Atlantyckiego spowoduje, że ta organizacja stanie się zbyt ciężka i niesprawna, więc w konsekwencji znacznie bardziej narażona na uszkodzenia. I że my, w Rosji, bardzo się obawiamy o naszych partnerów. Lekkomyślni Francuzi odpowiedzieli, że niech się tym martwi George Bush junior. No i jak mimo wszystko powstrzymać rozszerzenie NATO? 2004 rok Dzwoniłem do Berlusconiego, żeby mu wytłumaczyć, że Bałtowie to narody pamiętliwe i mściwe, które do tej pory nie mogą darować Moskwie stalinowskiej okupacji, i że z całą pewnością wciągną NATO w wojnę przeciwko Rosji. Berlusconi odpowiedział, że rzuci na szalę cały swój autorytet, którym cieszy się w NATO, żeby do tego nie dopuścić. Można powiedzieć, że mnie uspokoił! Czy uda się kiedykolwiek powstrzymać rozszerzenie NATO? 2004 rok Dzwoniłem do Belgii i prosiłem, żeby nie posyłali na Litwę czterech belgijskich myśliwców. Wytłumaczyłem, że Litwini, którzy nie mają własnych samolotów, z całą pewnością je ukradną i polecą bombardować Moskwę. Belgowie zapewnili mnie, że nie ma się co niepokoić, ponieważ na noc będą na pewno wyjmować motory z każdego samolotu bazującego na Litwie. Boże, dopomóż powstrzymać rozszerzenie NATO! 201? rok Albania, Bośnia, Chorwacja, Serbia, Czarnogóra i Macedonia weszły do NATO. No i broń po tym wszystkim Miloszevicia! No jak, jak uniemożliwić rozszerzenie NATO? 202? rok Już niczemu się nie dziwię. Szwajcaria, Szwecja i Finlandia wstąpiły do NATO. A przecież tak długo udawały neutralne państwa! Odpowiedz Link
eliot Re: "Znotatnika Demiurga" (2) 01.04.04, 10:58 Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza > Publicystyka > Opinie Czwartek, 1 kwietnia 2004 Z notatnika demiurga (2) Niemniej wcześniej czy później osiągniemy to, co chcemy - rozszerzenie NATO się skończy! 203? rok No i doigrali się. Cypr, Gruzja, Armenia i Azerbejdżan są członkami NATO. Mołdawia zdaje się też. Jestem absolutnie pewny, że dzień, w którym NATO przestanie się rozszerzać, będzie najszczęśliwszym dniem mojego życia! 204? rok Z trudem powstrzymuję nerwowy śmiech. Dopiero co dzwonili z Kijowa, żeby podzielić się radością - Ukraina została członkiem Sojuszu Atlantyckiego. Żegnaj, półwyspie Krym. Kiedy wreszcie zakończy się ten koszmar z rozszerzaniem NATO? 205? rok Hura! Białoruś wreszcie wstąpiła do NATO!!! Osiągnęliśmy to, co chcieliśmy. NATO już się dalej nie rozszerzy! Chociażby dlatego, że Andora, Liechtenstein i Monako ustąpiły przed naszymi żądaniami i obiecały nie przystępować do tego agresywnego Sojuszu. Borys Tumanow - rosyjski publicysta z "Nowoje Wriemia" Borys Tumanow, tłumaczyła Irena Lewandowska Odpowiedz Link
l4l0 Re: Powrót imperialnej mentalności...? 01.04.04, 23:21 Prawda jest taka że imperium znaczy wiecej, ma większe możliwości i korzyści skali niż poszatkowany (zwykle przez jego wrogów) konglomerat. Nie przypadkiem ludziom w ZSRR żyło się lepiej niż teraz, zwłaszcza w byłych republikach (ponoć wyzyskiwanych przez Rosję)! I to mimo księżycowej gospodarki komunistycznej! A jak było z wielką Polską aż do nawały szwedzkiej? Póki miała siłę póty ludziom żyło się dostatnio. Mówiło się że Polszcza kraj mlekiem i miodem płynący. Odpowiedz Link
eliot Re: Powrót imperialnej mentalności...? 02.04.04, 12:55 l4l0 napisał: > Prawda jest taka że imperium znaczy wiecej, ma większe możliwości i korzyści > skali niż poszatkowany (zwykle przez jego wrogów) konglomerat. Nie przypadkiem > ludziom w ZSRR żyło się lepiej niż teraz, zwłaszcza w byłych republikach (ponoć > > wyzyskiwanych przez Rosję)! I to mimo księżycowej gospodarki komunistycznej! A > jak było z wielką Polską aż do nawały szwedzkiej? Póki miała siłę póty ludziom > żyło się dostatnio. Mówiło się że Polszcza kraj mlekiem i miodem płynący. To, że ludziom w ZSRR żyło sie lepiej niż w dzisiejszej Rosji nie świadczy dobrze o ZSRR, tylko źle o wspólczesnej Rosji... o czym był tekst... To, że lud niewolniczy chwali dobrego pana to rzecz zwyczajna i pospolita. Czy to że niewolnikowi lepiej przy dobrym (czy tez lepszym) panu świadczy o tym, że przestał być niewolnym? W b. republikach, ale głównie muzułmańskich czas ZSRR był czasem kiedy przeciętnemu obywatelowi, jeśli był posłuszny, żyło sie lepiej niż obecnie. Co też nie tyle dobrze swiadczy o ZSRR ile o obecnym czasie tychże republik... Co wdzięcznej uwadze polecam... Polskę i jej dobrobyt oprócz najazdu szwedzkiego zniszczyła monokultura oraz prawo stanowione. Głównym źródłem tego dobrobytu był eksport zboża, gdy podczas wojen szwedzkich z rynków zachodniej Europy wyparła nas (głównie) Rosja nie było już takiego zapotrzebowania na polskie zboże a i nadmiar tegoż zboża powodował zniżanie cen. Dopływ gotówki do Rzeczypospolitej spadł drastycznie. Na rozwój innego handlu i gospodarki nie pozwalał istniejący po wojnach szwedzkich system prawny. Pozdr. - Eliot Odpowiedz Link
l4l0 Re: Powrót imperialnej mentalności...? 03.04.04, 21:55 eliot napisał: > To, że ludziom w ZSRR żyło sie lepiej niż w dzisiejszej Rosji nie świadczy > dobrze o ZSRR, tylko źle o wspólczesnej Rosji... o czym był tekst... .. czyli wtedy było lepiej skoro teraz jest gorzej? Tylko czemu teraz gorzej skoro komunizm to był ustrój księżycowy i niewydajny. To rozpad imperium i narzucony przez Zachód skrajny "złodziejski" liberalim pogrążył kraje posowieckie . Teraz Rosja podnosi się z dna. Naturalnie że będzie dążyć do odbudowy części dawnych wpływów. Putin to nie jest liberał ani kosmopolita, on zdobył tak wielkie poparcie polityką propaństwową i pronarodową. Nic nie sprzyja bardziej odrodzeniu państwa i narodu jak silna władza mająca zaufanie społeczne, zwłaszcza w krajach Wschodu. Pozostaje mieć nadzieje że też w Polsce dojdą do władzy siły narodowe i odrodzi się idea Polski mocarstwowej, dążącej do suwerenności gospodarczej i politycznej oraz odzyskania swojego dawnego stanowiska na wschodzie. > To, że lud niewolniczy chwali dobrego pana to rzecz zwyczajna i pospolita. Czy > to że niewolnikowi lepiej przy dobrym (czy tez lepszym) panu świadczy o tym, że > > przestał być niewolnym? jaki znowu niewolnik, co panował nad połową świata... To jest po prostu kraj wschodu a nie zachodu. Mentalność bardziej zbliżona do chińskiej niż holenderskiej. Śmiem twierdzić że gdy władza cieszy się wielkim poważaniem to jest bardziej zaletą niż wadą- gdy władca zdolny i rozsądny. > W b. republikach, ale głównie muzułmańskich czas ZSRR był czasem kiedy > przeciętnemu obywatelowi, jeśli był posłuszny, żyło sie lepiej niż obecnie. Co > też nie tyle dobrze swiadczy o ZSRR ile o obecnym czasie tychże republik... > Co wdzięcznej uwadze polecam... > Polskę i jej dobrobyt oprócz najazdu szwedzkiego zniszczyła monokultura oraz > prawo stanowione. Głównym źródłem tego dobrobytu był eksport zboża, gdy podczas > > wojen szwedzkich z rynków zachodniej Europy wyparła nas (głównie) Rosja nie > było już takiego zapotrzebowania na polskie zboże a i nadmiar tegoż zboża > powodował zniżanie cen. Dopływ gotówki do Rzeczypospolitej spadł drastycznie. > Na rozwój innego handlu i gospodarki nie pozwalał istniejący po wojnach > szwedzkich system prawny. To jest pomylenie przyczyny ze skutkami. W czasie potopu wywieziono z Polski wszystko co się opłacało wywieść. Skutkiem rabunku,zniszczeń, głodu na taką skale był np. spadek ludności kraju o 1/3. W miastach jeszce większy. Zniszczono miasta i rodzime mieszczaństwo, dopiero wtedy zaczęli z nich dominować żydzi. Prócz zniszczeń zastąpił koniec stanowiska mocarstwoweg w polityce zagranicznej (utrata części kraju na rzecz Turcji, Rosji, Brandenburgii) i upadek ustroju wewnetrznego (liberum veto). Odpowiedz Link
eliot Re: Powrót imperialnej mentalności...? 05.04.04, 11:13 l4l0 napisał: > eliot napisał: > > > > To, że ludziom w ZSRR żyło sie lepiej niż w dzisiejszej Rosji nie świadczy > > > dobrze o ZSRR, tylko źle o wspólczesnej Rosji... o czym był tekst... > > > .. czyli wtedy było lepiej skoro teraz jest gorzej? Tylko czemu teraz gorzej > skoro komunizm to był ustrój księżycowy i niewydajny. Bo był! Gdyby było inaczej to płakałbyś teraz po "kapitaliźmie" a nie po "przodującym ustroju ludzkości" To rozpad imperium Rozpad imperium był skutkiem nie przyczyną. i > narzucony przez Zachód skrajny "złodziejski" liberalim pogrążył kraje > posowieckie . Nie "złodziejski" liberalizm tylko złodziejskie "elity", które o kapitaliźmie słyszały z telewizji a w ich mniemaniu sprowadziło się to do grabienia zarówno pomocy (wielkiej) jak i dochodów pochodzących z eksportu surowców. Teraz Rosja podnosi się z dna. Naturalnie że będzie dążyć do > odbudowy części dawnych wpływów. Putin to nie jest liberał ani kosmopolita, on> > zdobył tak wielkie poparcie polityką propaństwową i pronarodową. Nic nie > sprzyja bardziej odrodzeniu państwa i narodu jak silna władza mająca zaufanie > społeczne, zwłaszcza w krajach Wschodu. Pozostaje mieć nadzieje że też w Polsce > Zasługą Putina jest to, że zmusił te "elity" do podzielenia się łupami z grabierzy z państwm. Jak to zrobił i jak do tego wykorzystał ukształtowaną od Iwana Groźnego mentalność rosyjskiego społeczeństwa, jego pragnienie ucieczki od wolności i tęsknotą za "dobrym carem" pokazuje świetnie wspomniany esej. A że car dobry to najlepiej widac po tym, że nie smaży swoich przeciwników publicznie na wielkich patelniach jak Iwan tylko wsadza ich do kicia... I czy można o nim złe słowo powiedzieć...???!!! )) > dojdą do władzy siły narodowe i odrodzi się idea Polski mocarstwowej, dążącej > do suwerenności gospodarczej i politycznej oraz odzyskania swojego dawnego > stanowiska na wschodzie. > Nie do pogodzenia z odrodzeniem się "imperialnej" Rosji. Polska nie dysponuje ŻADNYM środkiem do zrealizowania "idei Polski mocarstwowej". Marzenia "mocarstwowców" są akurat ostatnimi na liście potrzebnych środków... > > To, że lud niewolniczy chwali dobrego pana to rzecz zwyczajna i pospolita. > > Czy > > to że niewolnikowi lepiej przy dobrym (czy tez lepszym) panu świadczy o ty > m, > że > > > > przestał być niewolnym? > > > jaki znowu niewolnik, co panował nad połową świata... To jest po prostu kraj > wschodu a nie zachodu. Mentalność bardziej zbliżona do chińskiej niż > holenderskiej. Śmiem twierdzić że gdy władza cieszy się wielkim poważaniem to > jest bardziej zaletą niż wadą- gdy władca zdolny i rozsądny. > Myślisz, że kołchoźnik pozbawiony nawet "paszportu" (dowodu osobistego) i glebae adscripti a więc bez pozwolenia dyrektora kołchozu nie mogący z niego wyjechać nawet w odwiedziny np. do syna czy żony leżacej w szpitalu dumał sobie: no job twoju mać syn i żona mi zdechną i nawet ich nie zobaczę ale was kapitalistów bladzie dobijeny gady...!!! Ale się czuł wtedy wolny... > To jest pomylenie przyczyny ze skutkami. W czasie potopu wywieziono z Polski > wszystko co się opłacało wywieść. Skutkiem rabunku,zniszczeń, głodu na taką > skale był np. spadek ludności kraju o 1/3. W miastach jeszce większy. > Zniszczono miasta i rodzime mieszczaństwo, dopiero wtedy zaczęli z nich > dominować żydzi. Prócz zniszczeń zastąpił koniec stanowiska mocarstwoweg w > polityce zagranicznej (utrata części kraju na rzecz Turcji, Rosji, > Brandenburgii) i upadek ustroju wewnetrznego (liberum veto). Pominąłem potop jako jedną z przyczyn bo jego skutki są oczywiste. Mieszczaństwo przed potopem było głównie niemieciego pochodzeniea a nie polskigo, Żydzi odgrywali w miastach i przed potopem duża rolę, ale do końca istnienia Rzeczypospolitej była to odrębna społeczność (prawnie) i zanieszkująca wyodrębnione dzielnice. Przyczyną upadku gospodarki i niemożności jej podniesienia sie po potopie było ograniczenie samodzielności miast i mieszczaństwa i zakaz uprawiania handlu przez szlachte. Zamknęło to drogę do rozwoju stosunków rynkowych (kapitalistycznych) na wzór Zachodu. Odpowiedz Link
oleg3 Świetny tekst 02.04.04, 14:17 dziękuję za link. Długo by gadać czy pisać. W sumie tekst potwierdza obraz Rosji jaki sam sobie wyrobiłem, ale nieźle udokumentowany i napisany z pazurem. Najbardziej jednak podoba mi się rozmowa: "Szkoda, że Putin nie słyszał o rozmowie Anny Achmatowej z pewnym bolszewikiem. "O co walczycie?" - zapytała poetka. "Zrobimy wszystko, żeby w Rosji nie było bogaczy". "A ja myślałam, że zależy wam na kraju bez nędzarzy". Naszym lewakom też niczego nie brakuje. Przysłowie o chłopie z jednym jajem (okiem) pasuje jak ulał. Ukłony Odpowiedz Link
eliot Re: Świetny tekst 02.04.04, 14:24 oleg3 napisał: > dziękuję za link. > > Długo by gadać czy pisać. W sumie tekst potwierdza obraz Rosji jaki sam sobie > wyrobiłem, ale nieźle udokumentowany i napisany z pazurem. > > Najbardziej jednak podoba mi się rozmowa: > > "Szkoda, że Putin nie słyszał o rozmowie Anny Achmatowej z pewnym > bolszewikiem. "O co walczycie?" - zapytała poetka. "Zrobimy wszystko, żeby w > Rosji nie było bogaczy". "A ja myślałam, że zależy wam na kraju bez nędzarzy". > Tak, to jest świetne, jakby kwitesencja oceny tego typu lewego myślenia. Pozdr. Odpowiedz Link
alex.4 Re: Świetny tekst 03.04.04, 15:09 Rosja wyraźnie wraca do mentalności imperialnej. Tymbardziej dla nas jest ważne aby być zakorzenionym w strukturach zachodnich UE i NATO pozdr Odpowiedz Link
ignorant11 Panowie bez złudzeń! 04.04.04, 12:50 Sława! Bo Rosja nadal mimo ogromnych strat terytorialnych w wyniku ropzadu ZSRR nadal jest potęgą! Czy znacie drugie państwo o powierzchni 17mln km2..? Rozciągające się na połowie dwoch kontynetów... Przecież skala ich interesów jest światowa, bo przecież same ich traktaty graniczne obejmuja pół świata... Od oceanu do oceanu! Zaś Ocean Lodowaty to właściwie rosyjskie Mare Nostrum. Rosja nadal pozostaje jedyn mocarstwem mogącym rownać się militarnie z USA. Sama jej wielkośc daje ogromne wpywy gospodarcze ( ropa, gaz, terytorium) i polityczne, zreszta jak napisałem same kontakty sąsiedzkie obejmują pół świata i wszystkie najsilniejsze i ważne państwa świata... Pozdrawiam i zapraszam na: Forum Słowiańskie nakarm dziecko, kliknij w pajacyka TERAZ: www.pajacyk.pl Ignorant +++ Odpowiedz Link
eliot Re: Panowie bez złudzeń! 05.04.04, 11:33 ignorant11 napisał: >> > Rosja nadal pozostaje jedyn mocarstwem mogącym rownać się militarnie z USA. > Nie! Już nie jest w stanie równć się z USa i ta nierównowagą będzie się pogłębiała z każdą dekadą. Miałaby szansę w wypadku gdyby w Rosji zwyciężył i ugruntował się kapitalizm rynkowy, a nie kapitalizm państwowy. Ten pierwszy przegrał bo nie było warstwy społecznej i wypracowanej etyki na której mógł sie oprzeć, byli tylko złodzieje... Pozycję Rosji, mimo jej rozmiarów, będą na scenie światowej przejmować w najbliższym ćwierćwieczu Chiny. I, to taki paradoks historii, będą prędzej demokratyczne niż Rosja... Ja już tego nie dożyję, ale co młodsi z Was wspomną za ok. 30-40 lat... "chyba w początkach wieku pisał coś takiego Eliot? Pamiętacie...? Ja pamiętam! Ja pamiętam! Brałem dziś Geriavit (dzięki ci NFZ to pamiętam!" krzyknie Ignorant11... )) > Sama jej wielkośc daje ogromne wpywy gospodarcze ( ropa, gaz, terytorium) i > polityczne, zreszta jak napisałem same kontakty sąsiedzkie obejmują pół świata > i wszystkie najsilniejsze i ważne państwa świata... > Sama wielkość i nawet zasobność w surowce na wiele się nie zda jeśli Rosji nie uda się odejść od monokultury (ropa) gospodarczej. Wyobraź sobie (a jest to mozliwe), że w tym cholernym USA, albo innej Japonii wynajdują wreszcie wysokowydajne ogniwo elektryczne. Mozna stosować w samochodach, domach, zakładach pracy, jak kto chce... I na ch.j już ludziom potrzebna ropa... potrzebna jest co najwyżej woda... Pozdr. Odpowiedz Link
kontrkultura Re: Powrót imperialnej mentalności...? 04.04.04, 17:06 Dotychczas bylo tylko dwoch prezydentow Rosji z ktorych jeden to Jelcyn, drugi Putin. W sprawie tego pierwszego wystarczy upomniec, ze w robionym plebiscycie najwiekszych bandytow Rosji, Rosjanie przyznali Jelcynowi (nie pamietam dokladnie) 2, czy 3 miejsce. Putin, ktokolwiek cokolwiek o nim mysli, musi przyznac, ze przynajmniej cos robi, reformuje, no i ta gospodarka rosnie. Ale co najwazniejsze Putin daje Rosjanom nadzieje na lepsze jutro, bo od lat nie wierzyli. Odpowiedz Link
oleg3 Wielkodzierżawny patriotyz 05.04.04, 09:35 Jeśli wierzyć badaniom socjologicznym, przeprowadzonym przez moskiewskie Centrum Analityczne Jurija Lewady (do niedawna szefa prestiżowego instytutu badań opinii publicznej WCIOM, usuniętego w wyniku kremlowskiej intrygi), ponad 31 proc. ankietowanych Rosjan opowiada się za weryfikacją wyników prywatyzacji, a 29 proc. chce, aby państwo stało się znowu głównym "regulatorem" gospodarki. Za pogłębieniem reform i umocnieniem kapitału prywatnego opowiada się niespełna 13 proc. badanych, a odsetek zwolenników kontynuowania prywatyzacji oraz przekazywania ziemi w ręce prywatne zmalał do 6 proc. W sumie zdecydowanych liberałów jest w Rosji nie więcej niż 9 proc., a opowiadających się za kapitalistyczną drogą rozwoju - najwyżej 20 proc. W sferze "idei" badania socjologiczne wykazują jeszcze jedną niepokojącą tendencję: lawinowo narastającą liczbę zwolenników "wielkodzierżawnego patriotyzmu". Jego istotę socjologowie z Centrum Lewady definiują jako połączenie olbrzymich ambicji wobec świata zewnętrznego, przy braku materialnych podstaw dla ich realizacji. Ludzie - mówi Leonid Siedow z Centrum Analitycznego - chcą, by ich kraj był potężny i silny, aby wszyscy się go bali... Wyniki te potwierdza sondaż przeprowadzony krótko przed wyborami prezydenckimi przez Fundację Ekspertyza Marka Urnowa. Rosji, której wszyscy się boją - pragnie 64 proc. badanych. Oprócz tego 42 proc. uważa za konieczne "ograniczenie wpływów żydowskich", a 60 proc. chciałoby ograniczenia możliwości zamieszkiwania na terenie Rosji wychodźców z Kaukazu. A nad wszystkim powinien czuwać "prezydent gospodarz", za którym tęskni ponad 53 proc. ankietowanych, a jeszcze 11 proc. jest po prostu wszystko jedno... Przy okazji niedawnych wyborów prezydenckich wiele mówiono i pisano o nasilających się tendencjach autorytarnych w rosyjskiej polityce. Teraz przynajmniej wiadomo, z czego czerpią swoje soki. Ktoś kiedyś powiedział, że największym problemem Rosji są Rosjanie. Czyżby miał rację? rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040405/publicystyka/publicystyka_a_12.html Odpowiedz Link
ignorant11 Podobnie jak w Polsce, Hiszpanii, Portugalii, UK.. 05.04.04, 10:49 Witam! Przeszłość mocarstwowa jest głęboko zakorzeniona w mentalności... Weźmy polskie aspiracje wobec Słowiańszczyzny Zachodniej, Rusi Jagiellonskiej, Pribałtyki... Jak również Bałkanów i Morza Czarnego... Chęć równoważenia duzych i bogatych Niemiec... Podobnie aspiracje Hiszpanii i Portugalii wobec Ameryki Łacińskiej, symetryczne wobec ukańskich aspiracji północnoatlantyckich... Tyle, że skala dziedzictwa rosyjskiego jest może nawet większa niż brytyjskiego... Zresztą samo ich terytorium zmusza do myślenia w kategoriach światowych. Chcesz więcej,klinij tu:MLM, biznes po godzinach... Katalog Oriflame Pozdrawiam i zapraszam! Odpowiedz Link
eliot Re: Wielkodzierżawny patriotyz 05.04.04, 11:36 oleg3 napisał: > Przy okazji niedawnych wyborów prezydenckich wiele mówiono i pisano o > nasilających się tendencjach autorytarnych w rosyjskiej polityce. Teraz > przynajmniej wiadomo, z czego czerpią swoje soki. Ktoś kiedyś powiedział, że > największym problemem Rosji są Rosjanie. Czyżby miał rację? > > rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040405/publicystyka/publicystyka_a_12.html > Miał!!! I ma...! Pozdr. Odpowiedz Link