Dodaj do ulubionych

Powrót imperialnej mentalności...?

01.04.04, 08:35
serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34591,1990493.html
Obserwuj wątek
    • eliot Re: Powrót imperialnej mentalności...? 01.04.04, 08:38
      eliot napisał:

      > serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34591,1990493.html

      Back in the USSR




      Na wystawie ?Diamenty nowej Rosji? widzowie podziwiają wycięty laserem w
      krysztale portret Władimira Putina. 14 lutego 2004 r.
      DMITRY LOVETSKY AP




      Tadeusz Klimowicz 26-03-2004, ostatnia aktualizacja 26-03-2004 21:15

      Putin, gdy tylko objął władzę, stał się ikoną. Ikoną z epoki McDonald's -
      zawieszoną między kom-przeszłością, popteraźniejszością i niejasną
      przyszłością. Dowiedzieliśmy się, że miał niezwykłych przodków - dziadek był
      kucharzem Lenina i Stalina. Był zawsze prymusem, odnosił sukcesy w sambo i
      dżudo. I chętnie akceptuje reguły demokracji - to taki żart oświeconego
      monarchy. Artykuł Tadeusza Klimowicza

      Przyjaciół Rosjan miałem od zawsze; z Rosją zaprzyjaźniłem się w połowie lat
      80. - w czasach pierestrojki. To był czas karnawału. Gorbaczowowska prohibicja
      sprawiła wprawdzie, że były kłopoty z kupieniem wódki, ale upijano się przecież
      wolnością. Po 70 latach do Moskwy powróciła wolność. Pamiętam Newski Prospekt i
      Arbat zamienione w Hyde Park. Pamiętam ślub udzielany młodej parze w jakiejś
      cerkiewce przez stremowanego młodego duchownego - wszyscy troje robili to
      zapewne po raz pierwszy i z wdzięcznością korzystali z podpowiedzi specjalnie
      zaproszonej na tę okoliczność starszej pani.

      Na fali powszechnego entuzjazmu podjęto walkę o autonomię sztuki. Na zjeździe
      filmowców odrzucono nadzór Goskina [państwowego zarządu kinematografii]. W
      galeriach, domach kultury i muzeach swoje prace - na równi z Ilją Głazunowem
      [malarzem, którego płótna są manifestacją ideologii skrajnie szowinistycznej] -
      wystawiali konceptualiści i hiperrealiści. Z podziemia na estradę przeniosła
      się muzyka rockowa. Wydawnictwa prześcigały się w publikowaniu wczorajszej
      zaprietki [literatury zakazanej] - religijnej, politycznej i obyczajowej.

      Po kilku latach okazało się jednak, że masowego widza przyciągają do kina
      jedynie amerykańskie filmy akcji. W Moskwie, gdzie powstało ponad 200 nowych
      grup teatralnych, reżyserzy i aktorzy uświadomili sobie, iż brak powodzenia nie
      bierze się z knowań biurokratów, to publiczność była obojętna. Popularność
      twórców soc-artu nie przekładała się na sukcesy finansowe, wykonawcy muzyki
      klasycznej zaczęli się uskarżać na nadmiar kakofonii w eterze.

      Najboleśniej odejście starego systemu odczuli pisarze. Zarówno ci sprawnie
      poruszający się w rzeczywistości radzieckiej, skwapliwie korzystający z hojnej
      machiny partyjno-państwowej, jak i ci, którzy ignorowali lub kontestowali ową
      rzeczywistość, będąc sumieniem zniewolonego kraju. Pierwszych zdradził mecenas -
      nie mają już szans, by zmienić swe żiguli na nowe auta. Drugich zdradził
      czytelnik. Do niedawna w ich utworach wyławiano każdy podtekst, tropiono każdy
      niepokorny gest. Gdy przestali być owocem zakazanym, Rosjanie bez większego
      żalu zamienili samizdat na literaturę popularną, kulturę na "makulakulturę".
      Tak dobiegła końca fiesta głasnosti i "miłosna łódka rozbiła się o byt" - jak
      napisał kiedyś Majakowski.

      W takich nastrojach żegnano Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich.
      • eliot Re: Powrót imperialnej mentalności...? ( 2) 01.04.04, 08:41
        Znowu jest jak zawsze

        W poszukiwaniu swej symboliki i tożsamości państwowej Rosja Jelcyna - zrodzona
        w dniach heroiczno-romantycznego oporu przeciw puczystom [19-21 sierpnia 1991
        r. w Rosji miał miejsce nieudany zamach stanu, jego organizatorzy z Giennadijem
        Janajewem na czele dążyli do restauracji dawnych porządków] - z początku
        odwoływała się do tradycji Rosji przedpaździernikowej. Nowa flaga państwowa
        obowiązywała w latach 1896--1917, nowy hymn skomponował Michaił Glinka w 1834
        r., miastom i ulicom przywracano nazwy z przełomu XIX i XX stulecia. Pozostało
        tylko zdelegalizować KPZR, odgrzać hasło o pansłowiańskim braterstwie (które
        miało zastąpić internacjonalizm), przypomnieć ideologię euroazjatyzmu - i
        ostatnie 70 lat można było wymazać z pamięci.

        Wszyscy odetchnęli... Okazało się, że całą winę za te straszne lata ponoszą
        Lenin, Stalin, może jeszcze kilkunastu zdeprawowanych rzezimieszków w rodzaju
        Ławrentija Berii. Znakiem rozpoznawczym pierestrojki był dla mnie film Tengiza
        Abuładze "Pokuta" (1987 r.). Symbolem ostatecznego odejścia od jej haseł -
        "Spaleni słońcem" Nikity Michałkowa (1994 r.), wyciskacz łez o czystkach w
        Armii Czerwonej w latach 30. Gdy dziś pisze się ze współczuciem, jak to Nikołaj
        Bucharin kochał swą żonę, a marszałek Michaił Tuchaczewski rodzinę, to
        mieszkaniec jakiejś parszywej komunałki, którego donosy doprowadziły do
        aresztowania sąsiada, może poczuć się rozgrzeszony i usprawiedliwiony. On
        przecież też kocha swoich najbliższych, a poza tym donosicielstwem zajmowało
        się pół Rosji.

        "Tragedia epoki polegała nie tylko na tym - pisał krytyk Arkadij Bielinkow w
        przejmującej książce o losach prozaika Jurija Oleszy - że odbywała się
        metodyczna likwidacja ludzi utalentowanych i myślących, ale też na tym, że
        niezlikwidowanych zmuszano do robienia tego, na co nie pozwala sumienie
        ludzkie, honor, rozum i talent. Żeby jednak to wszystko robić, należało
        najpierw przekonać samego siebie, że nie ma niczego lepszego od sprawy, w imię
        której było się zmuszanym". Większość obywateli potrafiła się do tego przekonać.

        Tak zatem w latach 90. już dość niechętnie rozliczano się z niechlubną
        przeszłością i coraz rzadziej dyskutowano o mechanizmach społeczeństwa
        obywatelskiego. Nie zrobiono niemal nic, by stopniowo odrzucić myślenie w
        kategoriach imperialnych, wyrosłe z mistyczno-magicznej koncepcji Moskwy -
        Trzeciego Rzymu, zrodzonej w czasach Iwana Groźnego. Rosjanie nie potrzebowali
        już odważnych krytyków, Andrieja Sacharowa czy Siergieja Kowaliowa. Ich miejsce
        zajął hipnotyzer Anatolij Kaszpirowski usypiający kraj.

        W połowie lat 90., w odpowiedzi na zapotrzebowanie społeczne, więcej publikacji
        poświęcano wyimaginowanym nieszczęściom, jakie spadły na Rosję i Rosjan, niż
        rzeczywistym cierpieniom, jakie Rosjanie zgotowali Polakom, Finom, Węgrom,
        Czechom, mieszkańcom Afganistanu. Mit narodu wybranego miał się dobrze i
        chętnie powtarzano, że „winni są wszyscy wokół” - jak zauważył Wiktor
        Jerofiejew w „Encyklopedii duszy rosyjskiej”. Inny pisarz, Wieniedikt
        Jerofiejew, dworował swego czasu: „Kręcę się przed toaletą: »M « i »Ż «. Jedna
        dla Żydów, druga dla masonów. A ja, rdzenny Rosjanin, dokąd mam pójść?”.

        Znów było tak jak zawsze, jak w balladzie Władimira Wysockiego z końca lat 70.
        (w tłum. Piotra Fasta):

        Jak wszyscy byłem bez pojęcia,

        A jeśli miałem - całkiem małe:

        Budapeszt spłynął jak po gęsi,

        Pragę przeżyłem bez zawału.

        Nikt podnieść oczu nie miał mocy,

        Choć przecież nie strzelano w nas.

        I wszystkich - dzieci strasznej Rosji

        Napełniał wódą pusty czas.
        • eliot Re: "Back in the USSR" (3) 01.04.04, 08:44
          Ze świeżą głową wziąłem się

          do Puszkina...

          Po puczu tak naprawdę niewiele się zmieniło. W mauzoleum wciąż oddawano cześć
          Leninowi, na ulicach pozostały jego pomniki, słodycze produkowano w fabryce im.
          Nadieżdy Krupskiej, książki sprzedawano w Domu Kultury im. Krupskiej, Sankt
          Petersburg był stolicą obłasti leningradzkiej, a tamtejszy konsulat RP nadal
          mieści się przy ul. Piątej Sowieckiej - bo jest Pierwsza Sowiecka, Druga
          Sowiecka itd.; przed rewolucją były to Pierwsza Rożdiestwienskaja
          (Bożonarodzeniowa), Druga Rożdiestwienskaja... Rosjanie paranoicznie krążą w
          dwóch przestrzeniach kulturowych i historycznych.

          Wielu ludzi traktuje ostatnie kilkanaście lat XX stulecia jako kolejną smutę
          rozpętaną z kaprysu władcy, który postanowił narzucić poddanym niechciane przez
          nich reformy. Rozczarowali obaj prezydenci. Michaił Gorbaczow - który
          zainicjował pierestrojkę i wstrząsnął krajem niczym Piotr I - skończył jak
          pokonany, który opuszcza pole bitwy w stanie szoku. Borys Jelcyn - który
          znakomicie zadebiutował jako człowiek z karabinem - kończył jako dyrygent
          średniej klasy.

          W Rosji rozległo się więc powszechne wołanie o kolejnego bohatera naszych
          czasów. Najlepiej w mundurze. Początkowo na gwiazdę wykreowano gen. Aleksandra
          Lebiedzia, macho o głosie zniewalającym kobiety i oczytaniu fascynującym paru
          intelektualistów - w napisanej ponoć samodzielnie autobiografii
          cytował "Państwo" Platona i pomieścił trochę aluzji literackich. Nie dane mu
          było zostać prezydentem [zmarł w 2002 r.], ale tytuł jego bestselleru - "Za
          mocarstwo mi wstyd..." - mówił wszystko o nastrojach w sfrustrowanym
          społeczeństwie.

          To dlatego pod koniec lat 90. - a więc jeszcze w czasach Jelcyna - coraz
          częściej przeżywałem déja vu. W 1998 r. na polecenie Władimira Putina, świeżo
          mianowanego dyrektora Federalnej Służby Bezpieczeństwa, na budynku Łubianki
          znów wmurowano tablicę upamiętniającą Jurija Andropowa [szefa KGB w latach 1967-
          -82, następnie, do 1984 r., sekretarza generalnego KPZR]. Rok później Putin,
          już jako premier Rosji, podpisał rozporządzenie o przywróceniu w szkołach
          przysposobienia obronnego.

          Szczególnie dobrze zapamiętałem czerwiec 1999 r. 8 czerwca zapowiedziano w
          Dumie, że wkrótce NATO zaatakuje Białoruś pod pretekstem obrony "Polaków
          katolików". Następnego dnia telewizyjny komentator meczu futbolowego Rosja -
          Islandia oznajmił patetycznie: "Drodzy przyjaciele, musimy stale pamiętać, że
          za nami stoi Wielka Rosja. Powinniśmy stale pamiętać. Jesteśmy wtedy zdolni do
          wielkich rzeczy. Dotyczy to nie tylko piłki nożnej". A 12 czerwca w mojej
          obecności zamordowano z zimną krwią znanego poetę. To bowiem nieprawda, że
          Aleksander Puszkin zginął z ręki d'Anthes'a w 1837 r. Zabili go animatorzy
          uroczystości jubileuszowych w 200. rocznicę jego urodzin.

          Po raz ostatni tyle żenujących banałów i frazesów wypowiedziano zapewne z
          okazji setnej rocznicy urodzin Lenina. W mediach odliczano miesiące, tygodnie i
          dni do 12 czerwca. Każdego dnia gawiedź polityków i dziennikarzy bezkarnie
          gwałciła pamięć poety. Wszystkie telewizje szukały panów, którzy nazywaliby się
          Aleksander Puszkin (nie rozumiem, dlaczego nie poszukiwano współczesnych
          d'Anthes'ów), by wymusić na nich wyznanie, że też piszą wiersze. W atmosferze
          ogólnonarodowej (czy może ogólnopaństwowej) histerii uczestnicy
          Międzynarodowego Kongresu Poetów recytowali Puszkina, analizowali Puszkina,
          składali kwiaty pod pomnikiem Puszkina i bawili się na ul. Puszkinowskiej. W
          wigilię rocznicy usłyszałem wzruszającą wypowiedź prezydenta
          Jelcyna: "Obudziłem się o drugiej w nocy i od razu ze świeżą głową wziąłem się
          do czytania Puszkina".
          • eliot Re: "Back in the USSR" (4) 01.04.04, 08:45
            Święty Władimir

            Pół roku później Rosja zapomniała o biednym poecie - miała już bowiem nowego
            bohatera. 31 grudnia abdykujący Jelcyn namaścił na swego następcę premiera
            Putina. W sylwestrowym orędziu stwierdził: "Jestem go pewny".

            Po kilku miesiącach "pełniący obowiązki" zwyciężył w wyborach prezydenckich.

            Przed wyborcami nie miał nic do ukrycia: urodził się w roku 1952, w 1975
            ukończył stosunki międzynarodowe na Uniwersytecie Leningradzkim, po czym
            skierowano go do pracy w KGB. Szkolenie przeszedł w Szkole Wyższej KGB nr 1,
            znanej jako Krasnoznamionnyj institut im. J.W. Andropowa (obecnie Szkoła
            wnieszniej razwiedki). W latach 1985-90 przebywał, jak to pięknie
            określono, "na delegacji służbowej w NRD". Po powrocie pracował najpierw
            jako "zastępca prorektora Państwowego Uniwersytetu Leningradzkiego ds.
            kontaktów międzynarodowych" (po prostu był rezydentem KGB w tej uczelni),
            następnie został zatrudniony przez ówczesnego mera Leningradu Anatolija
            Sobczaka. Podobno 20 sierpnia 1991 r., nazajutrz po rozpoczęciu puczu Janajewa,
            wystąpił z prośbą o zwolnienie z organów bezpieczeństwa. Do rezerwy
            przeniesiono go w stopniu podpułkownika na początku 1992 r. W 1995 r. został
            szefem komitetu wyborczego Nasz Dom Rosja (złośliwi mówili: "Nasz Dom
            Gazprom"). Gdy Sobczak utracił stanowisko mera, Putin przeniósł się z
            Petersburga do Moskwy i wkrótce znalazł pracę w administracji Jelcyna.
            Kremlowskim koneksjom zawdzięczał swe kolejne awanse - na dyrektora FSB,
            sekretarza prezydenckiej Rady Bezpieczeństwa, wreszcie premiera.

            Na początku 2000 r. mówiło się, że Putin jest postacią znikąd, "człowiekiem bez
            właściwości", politykiem pozbawionym charyzmy. Nie pamiętano (czy może nie
            rozumiano), że - jak pisali semiolodzy Borys Uspienski i Wiktor Żywow w
            książce "Car i Bóg" - "stosunek do monarchy w Rosji nabrał charakteru
            religijnego". Z chwilą objęcia tronu czy urzędu na władcę Rosji spływa święty
            charyzmat. Prezydenci ZSRR i Rosji dziedziczyli go po sekretarzach generalnych
            KPZR, ci - po carach, tamci - po bizantyjskich basileusach, oni wreszcie - po
            rzymskich imperatorach. Od czasów Borysa Godunowa portrety cara coraz częściej
            przypominały ikony świętych.

            A więc w tamtą sylwestrową noc Putin - za sprawą Jelcyna - stał się ikoną.
            Ikoną, dodajmy, z epoki McDonald's - zawieszoną między kom-przeszłością, pop-
            teraźniejszością i amorficzną przyszłością. Jego biografia zaczęła obrastać w
            wątki liryczno-panegiryczno-hagiograficzne. Dowiedzieliśmy się, że miał
            niezwykłych przodków (dziadek był osobistym kucharzem Lenina i Stalina), "był
            zawsze prymusem", miał znaczące osiągnięcia w sportach walki (sambo, dżudo). Że
            jest oddanym sprawie, rodzinie i przyjaciołom skromnym pracoholikiem, który
            wie, że droga do sukcesów prowadzi przez "pot i krew", lecz podąża nią
            konsekwentnie, bez rozterek. Na dodatek ma fenomenalną pamięć wzrokową (zapewne
            za sprawą kagiebowskich uniwersytetów), czuje się Europejczykiem (tak
            zaowocowała "delegacja służbowa" do NRD) i chętnie akceptuje reguły
            obowiązujące w systemie demokratycznym (to taki żart oświeconego monarchy).
            • eliot Re: "Back in the USSR" (5) 01.04.04, 08:47
              Pięć minut w blasku władzy

              Kanoniczną wersję biografii - to kolejny etap sakralizacji - zawiera wydana
              przed kilku laty książka "W pierwszej osobie. Rozmowy z Władimirem Putinem".
              Już sam spis treści może wywołać u wrażliwego czytelnika stan iluminacji: "Syn.
              Uczeń. Student. Młody specjalista. Agent wywiadu. Demokrata. Urzędnik. Człowiek
              rodzinny. Polityk. Pełniący obowiązki". Dziennikarze Natalia Geworkian, Natalia
              Timakowa i Andriej Kolesnikow - świadomi niezwykłości sytuacji i niezwykłości
              osoby; tak czuje się tylko ktoś, kto piszet świętą ikonę - próbowali znaleźć u
              swego rozmówcy jakąś zwykłą ludzką słabość. Nic z tego. "Rozmawialiśmy z
              Putinem o życiu. Przede wszystkim o jego życiu. Rozmawialiśmy - jak to bywa
              czasem w Rosji - nie w kuchni wprawdzie, ale jednak przy nakrytym stole.
              Niekiedy przyjeżdżał wymęczony, ze zmęczonymi oczyma, ale ani razu nie przerwał
              rozmowy z własnej inicjatywy".

              Nas taka ocierająca się o kicz literatura śmieszy, większość Rosjan - wzrusza.
              To z niezrozumienia tamtejszej wrażliwości, mentalności, klimatów (tam życie
              smakuje inaczej), archetypu "rosyjskiej duszy" wynika niezrozumienie fenomenu
              Putina - ale też w jakiejś mierze Lenina czy Stalina.

              Putin nie tylko przywrócił prezydenturze sakralność sprofanowaną przez jego
              poprzedników - Gorbaczowowi nigdy nie wybaczono nadobecności żony w życiu
              publicznym patriarchalnego kraju; Jelcynowi - niekonwencjonalnych, nazwijmy to
              tak, zachowań. Odbudował też nadwerężony w ostatnich latach system wartości
              oparty na odwiecznym rosyjskim lęku przed Władzą. "Po staremu boimy się władzy -
              pisze Wiktor Jerofiejew - choć wydawałoby się, że ją wybieramy. (...). Po
              staremu kłaniamy się jej, a ona po staremu zadziera nosa".

              Istota systemu autorytarnego polega jednak na tym, że wielu spośród tych
              kłaniających się ma codziennie swoje pięć minut metafizycznego poczucia Bycia
              Kimś Ważnym. W ogromnych komnatach Kremla premier Michaił Kasjanow na oczach
              milionów telewidzów zawsze malał przed obliczem Putina, przyjmując pozycję ni
              to siedzącą, ni to klęczącą. W kolejnej sekwencji dziennika telewizyjnego -
              akcja przenosi się do mniejszego gabinetu premiera - tenże Kasjanow udziela
              posłuchania ministrowi zdrowia, który tak samo się przed nim płaszczy.
              Nazajutrz minister spotka się z dyrektorami szpitali... I tak w blasku Władzy,
              której mistycznym źródłem jest półbóg-prezydent, pławi się pół narodu -
              premier, ministrowie, urzędnicy, szatniarki, portierki i babcie klozetowe.
              • eliot Re: "Back in the USSR" (6) 01.04.04, 08:51
                Jak się miewa Pańska suka?

                Putin, jak na właściwego człowieka na właściwym miejscu przystało, nie tylko
                wzbudza szacunek i lęk. Ujmuje też erudycją - gdy 12 lutego witał na Kremlu
                ministra spraw zagranicznych Niemiec Joschkę Fischera, swe przemówienie zaczął,
                trawestując Kanta: Zwiozdnoje niebo nad nami i wnutriennij mir wnutri nas
                wsiegda budut intieriesowat' czełowieczestwo... [Niebo gwiaździste nad nami i
                świat wewnętrzny w nas zawsze będą interesowały ludzkość].

                Zasłynął także umiejętnością wsłuchiwania się w głos ludu. Na stronie
                www.president.kremlin.ru pojawiają się cotygodniowe przeglądy korespondencji
                napływającej na plac Czerwony. Piszący popierają decyzje prezydenta, opowiadają
                o swoich sukcesach, skarżą się na miejscowych urzędników. Od czasu do czasu
                Putin kontaktuje się z narodem za pośrednictwem internetu. Z wirtualną
                szczerością odpowiada na bezkompromisowe w swojej wirtualności pytania: "Z
                Komsomolska nad Amurem. Czy można złożyć Panu życzenia z okazji zbliżającego
                się Nowego Roku? Życzę Panu szczęścia, zdrowia, nazywam się Katia Waszlenko".
                Albo: "Z obłasti nowgorodzkiej. Witalij, elektryk. Przed wyborami do Dumy
                Pańska suka urodziła szczeniaki. Jak się czują i co się z nimi dzieje?". Lub
                też: "Dziecko, lat siedem. Dlaczego należy słuchać dorosłych?".

                Popularność zjednuje też Putinowi jego kagiebowska przeszłość. W mitologii
                radzieckiej ważne miejsce zajmują szlachetni, kryształowo uczciwi czekiści
                Feliksa Dzierżyńskiego, odważnie i bezkompromisowo walczący ze Złem. Najlepsi -
                Stirlitz czy Putin - toczyli tę walkę poza granicami ZSRR. "Moje wyobrażenia o
                KGB - opowiada prezydent - zrodziły się na podstawie romantycznych opowiadań o
                pracy agentów wywiadu. Bez żadnej przesady można mnie było uznać za udany
                produkt wychowania patriotycznego człowieka radzieckiego".

                Putin jest dumny ze swej przeszłości, choć ubolewa, że jego ciężka praca szła
                na marne: "To, co robiliśmy, okazało się nikomu niepotrzebne. Jaki sens miało
                pisanie, werbowanie, zdobywanie informacji? W centrali nikt niczego nie
                czytał". Po powrocie z NRD zrozumiał, że "ten system nie ma przyszłości. Kraj
                nie ma przyszłości" - i poczuł gorycz niczym smutni, zdradzeni bohaterowie
                Johna Le Carré. Nie sądzę, by mówiąc "system", miał na myśli komunizm. Raczej
                czasy pierestrojki, która doprowadziła do rozpadu imperium.

                W następnych latach atakowanej zewsząd ojczyzny, już jelcynowskiej Rosji,
                bronił osamotniony podpułkownik KGB (nie dodaję "eks", bo ze służb specjalnych -
                też czytam Le Carré - odchodzi się po śmierci; to nie zawód, lecz powołanie,
                nie wszystkim dany stan ducha i umysłu): "Po tym, gdy Meri [Lennart Meri,
                prezydent Estonii] kolejny raz grubiańsko powiedział o okupantach, mając na
                myśli Rosję, Putin nie wytrzymał. Wstał i demonstracyjnie wyszedł z sali. To
                zrobiło wrażenie. Obradowaliśmy w Sali Rycerskiej. Gdy tak szedł w całkowitej
                ciszy, każdy jego krok odbijał się echem pod sklepieniem. Kute drzwi
                zatrzasnęły się za nim z ogłuszającym hukiem".
                • eliot Re: "Back in the USSR" (7) 01.04.04, 08:53
                  Dzień Milicjanta

                  Gdy w 2000 r. został prezydentem, już wiedział, że musi odwrócić proces
                  desowietyzacji, krok po kroku zrehabilitować ZSRR i zwrócić narodowi ukradzioną
                  przeszłość. Te cudowne 70 lat...

                  Właściwie odczytał oczekiwania społeczne - chleba i igrzysk. W dużych miastach
                  (być może też na prowincji) regularnie wypłaca się już pensje i
                  emerytury. "Komsomolskaja Prawda" z dumą poinformowała, że w 2003 r.
                  obywatelowi Federacji Rosyjskiej żyło się równie dobrze jak obywatelowi ZSRR w
                  roku 1985. Od czasów Dostojewskiego Rosjanie wyznają zasadę, że nie jest ubogi
                  ktoś, kto nie jest głodny, codziennie pije herbatę i ma buty. Nawiasem mówiąc,
                  średnia płaca wynosi obecnie 5722 ruble - około 200 dolarów. Nie wspomnę, że
                  bilet na bal sylwestrowy w petersburskim Grand Hotel Europe kosztował 398
                  dolarów.

                  Wraz z poziomem życia sprzed kilkunastu lat powróciła dziarska melodia
                  radzieckiego hymnu państwowego, wkrótce powrócą studenckie hufce pracy, w
                  październiku 2003 r. uroczyście obchodzono 85. rocznicę powstania Komsomołu,
                  Aleksiej Wisznia skomponował "Pieśń o Putinie". Do łask wraca "piosenka
                  patriotyczna" - w klipie "Niebo Słowian" znanej kapeli rockowej Alisa
                  wykorzystano fragmenty filmu Siergieja Eisensteina z 1938 r. "Aleksander
                  Newski". W telewizji pokazali, że górnicy jakiejś tam kopalni pobili jakiś tam
                  rekord świata w wydobyciu węgla. Autor reportażu przywołał nazwisko Aleksieja
                  Stachanowa [który w 1935 r. zainicjował "socjalistyczne współzawodnictwo
                  pracy"].

                  Z tego wszystkiego suka prezydenta urodziła w dniu wyborów do Dumy 11
                  szczeniąt...

                  Wyciszono natomiast w ostatnich latach wszystkie głosy mówiące o potrzebie
                  rozliczeń z totalitaryzmem i nawołujące do powszechnej ekspiacji, do
                  uczestnictwa w narodowym katharsis. Już prawie nikt - może poza moimi znajomymi
                  z Memoriału - nie chce rozdrapywać starych ran. W Rosji do głosu doszedł homo
                  ludens. Codziennie więc - jak w najlepszych breżniewowskich czasach - jest
                  jakiś Dzień, czyli prazdnik (świąt prawosławnych Rosja dopiero się uczy). Dni
                  dzielą się na takie, kiedy pije cały kraj (Dzień Obrońców Ojczyzny, Kobiet,
                  Zwycięstwa, Zgody i Pojednania, Święto Wiosny, Święto Pracy) i kiedy pije pół
                  kraju (Pamięci Żołnierzy Internacjonalistów - na cześć zwycięskiego wycofania
                  się z Afganistanu, Żołnierza Straży Granicznej, Pamięci i Smutku - 22 czerwca,
                  w rocznicę najazdu Hitlera na ZSRR).

                  Prezydenta Putina pozdrawiamy 20 grudnia - w Dniu Pracownika Organów
                  Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej.

                  Wcześniej, 10 listopada, świętują milicjanci. Z tej okazji telewizja Rossija
                  transmitowała ostatnio na żywo uroczysty wielogodzinny koncert. Jednym z
                  konferansjerów był Kiryłow, który w czasach radzieckich celebrował
                  dziennik "Wriemia". Teraz po jego zapowiedziach śpiewał kwiat rosyjskiej
                  estrady: Josif Kobzon, Aleksander Rozenbaum, Lajma Wajkule. Piosenkarzom
                  towarzyszyła milicyjna orkiestra w czapkach z czerwonymi otokami. Wzruszeni
                  artyści dedykowali piosenki słuchaczom - tym w mundurach i tym w cywilu.
                  Wdzięczni widzowie dziękowali oklaskami. Nad estradą wisiało stosowne hasło
                  (cytat z Putina). Prowadzący od czasu do czasu rzucał jakąś złotą myśl, na
                  przykład: Milicyja i narod jediny ["Milicja i lud to jedno"]. Miał w zanadrzu
                  wiele takich sentencji, przecież doskonale pamięta je z niegdysiejszych
                  dzienników telewizyjnych. Z telebimów zwrócił się do zebranych sam prezydent:
                  My wmiestie dołżny sdiełat' Rossiju jedinoj, silnoj... ["Razem powinniśmy
                  uczynić Rosję zjednoczoną, silną"].

                  Wyłączyłem telewizor, gdy życzenia milicjantom składała jakaś dojarka. Naprawdę
                  tak było. Widziałem na własne oczy.

                  W telewizji królują radzieckie opery mydlane, tandetne seriale latynoskie,
                  odpustowe programy rozrywkowe (muzyka na poziomie disco polo, którą Rosjanie
                  nazywają popsa, popisy cyrkowe) i produkty globalnej wioski: "Narodnyj artist" -
                  czyli "Idol", "Familiada", "Milionerzy"...
                  • eliot Re: "Back in the USSR" (8) 01.04.04, 08:56
                    Postaw, babciu, ptaszka

                    Nad Rosjanami zawsze czuwał wszechmocny Pan, pomazaniec boży. Ten, który czuwa
                    dzisiaj, opanował już całą przestrzeń wirtualną, proponując seans zbiorowej
                    amnezji. Wieczorami "obywatele pokornie zasypiają" - jak śpiewał Wysocki -
                    śniąc o staro-nowym imperium (nigdy o gułagach). Rano budzą się, idą do
                    pracy... Wracają, włączają telewizor i widzą, jak On wypowiada wojnę Złu (Zło
                    ma zawsze twarz mieszkańca Kaukazu), jak ściga wampirów-oligarchów wysysających
                    krew rosyjskiego ludu. Szkoda, że Putin nie słyszał o rozmowie Anny Achmatowej
                    z pewnym bolszewikiem. "O co walczycie?" - zapytała poetka. "Zrobimy wszystko,
                    żeby w Rosji nie było bogaczy". "A ja myślałam, że zależy wam na kraju bez
                    nędzarzy".

                    A jeśli wzorowy obywatel obudzi się w niedzielę, to idzie na wybory i głosuje
                    na boga-prezydenta albo wskazane przezeń ugrupowanie. Przed ostatnimi wyborami
                    do parlamentu, 7 grudnia 2003 r., niemal wszystkie partie postawiły na
                    słowo "Rosja" (Za Świętą Ruś, Zjednoczona Partia Rosyjska "Ruś", Prawdziwi
                    Patrioci Rosji, Partia Odrodzenia Rosji - Rosyjska Partia Życia itp.), ale
                    wygrała, jak zawsze, partia proprezydencka. Oczywiście, że nie z powodu swojej
                    nazwy "Jedinaja Rossija" czy związków z Kremlem. Wygrała dlatego, że - jak
                    przekonywał reportaż telewizyjny wyemitowany w dniu wyborów - miała najlepszy
                    program.

                    Gdzieś na prowincji śnieg odciął drogę do lokalu wyborczego. Nic nie szkodzi,
                    urny trafią pod strzechy. Członkowie komisji pukają do drzwi. Otwiera starsza
                    pani. "Babciu - powiada ktoś z komisji - dziś są wybory. Czy chcesz, babciu,
                    głosować?". "Tak - odpowiada. - Chciałabym, ale nie czuję się najlepiej i ta
                    pogoda... "Ależ nic nie szkodzi - usłużna komisja objazdowa rozkłada na
                    babcinym stole kartki do głosowania. - A na kogo chciałabyś, babciu, głosować? -
                    życzliwie pyta któryś z członków komisji. "No na tych, co to emeryturę mi
                    podniosą". "Czyli, babciu, chcesz głosować na Wspólną Rosję? O, tu postaw,
                    babciu, ptaszka". Demokracji stało się zadość - babcia dokonała wyboru, komisja
                    rusza w dalszą drogę. A za nią ekipa telewizyjna.

                    Następnego dnia cała Rosja powtarzała: "Obudziliśmy się w innym kraju".
                    Rozejrzałem się - na szczęście jeszcze nie... Ale zrozumiałem, że to tylko
                    kwestia czasu. To będzie wymarzone putinowskie ZSRR-light - z enerdowskim
                    Ordnungiem (na pewno) i chińskim rozwojem gospodarczym (być może). Kraj, w
                    którym staną się zbędne niektóre procedury demokratyczne. Wybory już zamieniły
                    się w referendum poparcia dla panującego prezydenta. Na ich wyniki nie ma
                    najmniejszego wpływu ani to, co mówią konkurenci (przez wielu Rosjan
                    postrzegani jako groteskowi, przepełnieni pychą bluźniercy-samozwańcy), ani
                    wydarzenia z ostatnich lat wskazujące na nie najlepszą jakość funkcjonowania
                    państwa (zatonięcie "Kurska", tragiczne w skutkach odbicie zakładników z teatru
                    na Dubrowce).

                    Na szczęście proces reaktywacji ZSRR przebiega wolniej od jego rehabilitacji.
                    To dlatego publicysta Wiktor Toporow może bezkarnie (?) napisać: "Żyjemy w
                    państwie policyjnym". A Julia Karapetian, pytana przez "Peterburgskij Czas
                    Pik": "Jak Pani sądzi, czy porażka wyborcza Sojuszu Sił Prawicowych i Jabłoka
                    nie oznacza końca demokracji w Rosji?" - może odpowiedzieć: "A czy w ogóle u
                    nas była demokracja? Uważam, że prawdziwą demokrację mieliśmy tylko w końcu lat
                    80. i na początku 90. Wtedy mieliśmy wolność słowa, upadł mur berliński, Jelcyn
                    był na czołgu. Potem to wszystko zmieniło się w farsę".

                    Na szczęście młodzi Rosjanie wolą kosmopolityczną Colę. Pisarz Wiktor Pielewin
                    nazwał ich "Generacją P" - jak Pepsi [taki właśnie tytuł nosi powieść Pielewina
                    wydana również w Polsce]. Ale pokolenie ich ojców - generacja P jak Putin -
                    nigdy nie zapomni o kwasie chlebowym.

                    To dlatego jestem pełen obaw o losy mojej Rosji, tej dwudziestoletniej.
                    Domyślam się, jaka może być za cztery lata. Polubiłem Sankt Petersburg i nie
                    chciałbym wracać do Sankt Leningradu, nie chciałbym powrotu ZSRR. Nawet tego
                    light, nawet w wersji soft. Nie chciałbym też, by na listy przebojów powróciła
                    zapomniana piosenka The Beatles "Back in the USSR".

                    Prof. Tadeusz Klimowicz - ur. w 1950 r., historyk literatury rosyjskiej,
                    wykłada na Uniwersytecie Wrocławskim. Wydał m.in.: "Obywatele Arkadii. Losy
                    pisarzy rosyjskich po roku 1917" (1993), "Przewodnik po współczesnej
                    literaturze rosyjskiej i jej okolicach 1917-1996" (1996).


                    Tadeusz Klimowicz
                    • 1szylider You dont know how lucky You are, US back! 01.04.04, 09:05

                      • eliot Re: You dont know how lucky You are, US back! 01.04.04, 10:52
                        serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34474,1998537.html
      • lacietis A co kiedyś było odejście? 02.04.04, 15:48
        A co kiedyś było odejście od tej mentalności??? Chyba tylko w kilku -
        statystycznie nieistotnych przypadkach...
        • eliot Re: A co kiedyś było odejście? 05.04.04, 10:39
          lacietis napisał:

          > A co kiedyś było odejście od tej mentalności??? Chyba tylko w kilku -
          > statystycznie nieistotnych przypadkach...


          Tak! Ale to były zazwyczaj okresy przełomowe w historii Rosji i dawały jej
          impuls do przemiany i odrodzenia. Później Rosja stopniowo zastygała w
          imperialnym pancerzu, aż do jego zapadnięcia, czyli kolejnego przełomu.
          • lacietis Re: A co kiedyś było odejście? 05.04.04, 12:20
            eliot napisał:

            > lacietis napisał:
            >
            > > A co kiedyś było odejście od tej mentalności??? Chyba tylko w kilku -
            > > statystycznie nieistotnych przypadkach...
            >
            >
            > Tak! Ale to były zazwyczaj okresy przełomowe w historii Rosji i dawały jej
            > impuls do przemiany i odrodzenia. Później Rosja stopniowo zastygała w
            > imperialnym pancerzu, aż do jego zapadnięcia, czyli kolejnego przełomu.
            >
            ++Moze masz rację - zwłaszcza, że poza tym imperialnym zboczeniem - Rosjanie to
            na ogół fajni ludzie - no i bądź co bądź Słowianie. Ale ten ich imperializm
            zniechęca do wszystkiego!
            To tajk jakby całkiem fajna z wyglądu "laska" - i nawet niegłupia, sympatyczna -
            miała jeden "nieznośny" zwyczaj - mordowała kazdego, kto nieopatrznie dłużej
            się z nią zagada...
            • eliot Re: A co kiedyś było odejście? 05.04.04, 13:56
              lacietis napisał:

              > eliot napisał:
              >
              > > lacietis napisał:
              > >
              > > > A co kiedyś było odejście od tej mentalności??? Chyba tylko w kilku -
              >
              > > > statystycznie nieistotnych przypadkach...
              > >
              > >
              > > Tak! Ale to były zazwyczaj okresy przełomowe w historii Rosji i dawały jej
              >
              > > impuls do przemiany i odrodzenia. Później Rosja stopniowo zastygała w
              > > imperialnym pancerzu, aż do jego zapadnięcia, czyli kolejnego przełomu.
              > >
              > ++Moze masz rację - zwłaszcza, że poza tym imperialnym zboczeniem - Rosjanie
              to
              >
              > na ogół fajni ludzie - no i bądź co bądź Słowianie. Ale ten ich imperializm
              > zniechęca do wszystkiego!
              > To tajk jakby całkiem fajna z wyglądu "laska" - i nawet niegłupia,
              sympatyczna
              > -
              > miała jeden "nieznośny" zwyczaj - mordowała kazdego, kto nieopatrznie dłużej
              > się z nią zagada...

              A szczególną zaś estymą, czasami wręcz uwielbieniem darzyłą tych, którzy ją
              szpicrutą, lub nahajką oćwiczyli...
              wink))
    • eliot Re: "Znotatnika Demiurga" (1) 01.04.04, 10:56
      eliot napisał:

      > serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34591,1990493.html



      Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza > Publicystyka > Opinie Czwartek, 1 kwietnia 2004




      Z notatnika demiurga




      Borys Tumanow, tłumaczyła Irena Lewandowska 31-03-2004, ostatnia aktualizacja
      31-03-2004 19:18

      Jak można bez szczególnego wysiłku na zawsze powstrzymać rozszerzenie NATO -
      Borys Tumanow

      1999 rok

      No tak, zaczęło się! Ojczyzna znowu w niebezpieczeństwie. Czechy, Węgry i
      Polska wstąpiły do NATO. I na pewno nie ot, tak sobie. No dobrze, Czesi i
      Węgrzy to jeszcze pół biedy. Ale Polacy na pewno wcześniej czy później zażądają
      Smoleńska.

      Wszyscy do walki z rozszerzeniem NATO na Wschód!

      2000 rok

      Dowiedziałem się, że Węgry, Bułgaria, Rumunia, Słowacja, Łotwa, Litwa i Estonia
      też zamierzają wstąpić do NATO. Trzeba szybko zadzwonić do Waszyngtonu i
      wytłumaczyć, że Sojusz Atlantycki popełnia wielki błąd, kolegując się z tymi
      państwami. No dobrze, Słowacja i Słowenia to jeszcze jak cię mogę. Ale już na
      przykład Rumuni mogą sprawić NATO wielkie kłopoty przez swoje
      niezdyscyplinowanie. Ile to my sami mieliśmy z nimi zmartwień, kiedy Rumunia
      należała do Układu Warszawskiego! Na przykład w sierpniu 1968 roku trzeba było
      wspólnymi wysiłkiem zawrócić Pragę na właściwą drogę, a Rumunia odmówiła
      wprowadzenia swoich wojsk do Czechosłowacji. No, czy to jest poważny partner
      dla takiej zdyscyplinowanej organizacji jak NATO? Albo weźmy Bułgarię. Teraz
      wyrywa się na Zachód. A co będzie jutro? Przecież nietrwałość uczuć to, można
      powiedzieć, narodowa cecha Bułgarów. Trzeba przypomnieć naszym amerykańskim
      partnerom, że jeszcze niedawno Bułgarzy przysięgali Rosji dozgonną miłość za
      to, że wyzwoliła ich od tureckiego jarzma. I gdzie teraz ta miłość? A jeszcze
      nazywają siebie Słowianami. Powinniśmy za wszelką cenę powstrzymać rozszerzenie
      NATO na Wschód!

      2001 rok

      Dzwoniłem do Paryża i próbowałem wytłumaczyć Francuzom, że zbyt wielu członków
      Sojuszu Atlantyckiego spowoduje, że ta organizacja stanie się zbyt ciężka i
      niesprawna, więc w konsekwencji znacznie bardziej narażona na uszkodzenia. I że
      my, w Rosji, bardzo się obawiamy o naszych partnerów. Lekkomyślni Francuzi
      odpowiedzieli, że niech się tym martwi George Bush junior.

      No i jak mimo wszystko powstrzymać rozszerzenie NATO?

      2004 rok

      Dzwoniłem do Berlusconiego, żeby mu wytłumaczyć, że Bałtowie to narody
      pamiętliwe i mściwe, które do tej pory nie mogą darować Moskwie stalinowskiej
      okupacji, i że z całą pewnością wciągną NATO w wojnę przeciwko Rosji.
      Berlusconi odpowiedział, że rzuci na szalę cały swój autorytet, którym cieszy
      się w NATO, żeby do tego nie dopuścić.

      Można powiedzieć, że mnie uspokoił!

      Czy uda się kiedykolwiek powstrzymać rozszerzenie NATO?

      2004 rok

      Dzwoniłem do Belgii i prosiłem, żeby nie posyłali na Litwę czterech belgijskich
      myśliwców. Wytłumaczyłem, że Litwini, którzy nie mają własnych samolotów, z
      całą pewnością je ukradną i polecą bombardować Moskwę. Belgowie zapewnili mnie,
      że nie ma się co niepokoić, ponieważ na noc będą na pewno wyjmować motory z
      każdego samolotu bazującego na Litwie.

      Boże, dopomóż powstrzymać rozszerzenie NATO!

      201? rok

      Albania, Bośnia, Chorwacja, Serbia, Czarnogóra i Macedonia weszły do NATO. No i
      broń po tym wszystkim Miloszevicia!

      No jak, jak uniemożliwić rozszerzenie NATO?

      202? rok

      Już niczemu się nie dziwię. Szwajcaria, Szwecja i Finlandia wstąpiły do NATO. A
      przecież tak długo udawały neutralne państwa!



      • eliot Re: "Znotatnika Demiurga" (2) 01.04.04, 10:58

        Gazeta.pl > Gazeta Wyborcza > Publicystyka > Opinie Czwartek, 1 kwietnia 2004




        Z notatnika demiurga (2)




        Niemniej wcześniej czy później osiągniemy to, co chcemy - rozszerzenie NATO się
        skończy!

        203? rok

        No i doigrali się. Cypr, Gruzja, Armenia i Azerbejdżan są członkami NATO.
        Mołdawia zdaje się też.

        Jestem absolutnie pewny, że dzień, w którym NATO przestanie się rozszerzać,
        będzie najszczęśliwszym dniem mojego życia!

        204? rok

        Z trudem powstrzymuję nerwowy śmiech. Dopiero co dzwonili z Kijowa, żeby
        podzielić się radością - Ukraina została członkiem Sojuszu Atlantyckiego.
        Żegnaj, półwyspie Krym.

        Kiedy wreszcie zakończy się ten koszmar z rozszerzaniem NATO?

        205? rok

        Hura! Białoruś wreszcie wstąpiła do NATO!!! Osiągnęliśmy to, co chcieliśmy.
        NATO już się dalej nie rozszerzy! Chociażby dlatego, że Andora, Liechtenstein i
        Monako ustąpiły przed naszymi żądaniami i obiecały nie przystępować do tego
        agresywnego Sojuszu.

        Borys Tumanow - rosyjski publicysta z "Nowoje Wriemia"




        Borys Tumanow, tłumaczyła Irena Lewandowska



    • l4l0 Re: Powrót imperialnej mentalności...? 01.04.04, 23:21
      Prawda jest taka że imperium znaczy wiecej, ma większe możliwości i korzyści
      skali niż poszatkowany (zwykle przez jego wrogów) konglomerat. Nie przypadkiem
      ludziom w ZSRR żyło się lepiej niż teraz, zwłaszcza w byłych republikach (ponoć
      wyzyskiwanych przez Rosję)! I to mimo księżycowej gospodarki komunistycznej! A
      jak było z wielką Polską aż do nawały szwedzkiej? Póki miała siłę póty ludziom
      żyło się dostatnio. Mówiło się że Polszcza kraj mlekiem i miodem płynący.
      • eliot Re: Powrót imperialnej mentalności...? 02.04.04, 12:55
        l4l0 napisał:

        > Prawda jest taka że imperium znaczy wiecej, ma większe możliwości i korzyści
        > skali niż poszatkowany (zwykle przez jego wrogów) konglomerat. Nie
        przypadkiem
        > ludziom w ZSRR żyło się lepiej niż teraz, zwłaszcza w byłych republikach
        (ponoć
        >
        > wyzyskiwanych przez Rosję)! I to mimo księżycowej gospodarki komunistycznej!
        A
        > jak było z wielką Polską aż do nawały szwedzkiej? Póki miała siłę póty
        ludziom
        > żyło się dostatnio. Mówiło się że Polszcza kraj mlekiem i miodem płynący.


        To, że ludziom w ZSRR żyło sie lepiej niż w dzisiejszej Rosji nie świadczy
        dobrze o ZSRR, tylko źle o wspólczesnej Rosji... o czym był tekst...
        To, że lud niewolniczy chwali dobrego pana to rzecz zwyczajna i pospolita. Czy
        to że niewolnikowi lepiej przy dobrym (czy tez lepszym) panu świadczy o tym, że
        przestał być niewolnym?
        W b. republikach, ale głównie muzułmańskich czas ZSRR był czasem kiedy
        przeciętnemu obywatelowi, jeśli był posłuszny, żyło sie lepiej niż obecnie. Co
        też nie tyle dobrze swiadczy o ZSRR ile o obecnym czasie tychże republik...
        Co wdzięcznej uwadze polecam...
        Polskę i jej dobrobyt oprócz najazdu szwedzkiego zniszczyła monokultura oraz
        prawo stanowione. Głównym źródłem tego dobrobytu był eksport zboża, gdy podczas
        wojen szwedzkich z rynków zachodniej Europy wyparła nas (głównie) Rosja nie
        było już takiego zapotrzebowania na polskie zboże a i nadmiar tegoż zboża
        powodował zniżanie cen. Dopływ gotówki do Rzeczypospolitej spadł drastycznie.
        Na rozwój innego handlu i gospodarki nie pozwalał istniejący po wojnach
        szwedzkich system prawny.
        Pozdr.
        -
        Eliot
        • l4l0 Re: Powrót imperialnej mentalności...? 03.04.04, 21:55
          eliot napisał:


          > To, że ludziom w ZSRR żyło sie lepiej niż w dzisiejszej Rosji nie świadczy
          > dobrze o ZSRR, tylko źle o wspólczesnej Rosji... o czym był tekst...


          .. czyli wtedy było lepiej skoro teraz jest gorzej? Tylko czemu teraz gorzej
          skoro komunizm to był ustrój księżycowy i niewydajny. To rozpad imperium i
          narzucony przez Zachód skrajny "złodziejski" liberalim pogrążył kraje
          posowieckie . Teraz Rosja podnosi się z dna. Naturalnie że będzie dążyć do
          odbudowy części dawnych wpływów. Putin to nie jest liberał ani kosmopolita, on
          zdobył tak wielkie poparcie polityką propaństwową i pronarodową. Nic nie
          sprzyja bardziej odrodzeniu państwa i narodu jak silna władza mająca zaufanie
          społeczne, zwłaszcza w krajach Wschodu. Pozostaje mieć nadzieje że też w Polsce
          dojdą do władzy siły narodowe i odrodzi się idea Polski mocarstwowej, dążącej
          do suwerenności gospodarczej i politycznej oraz odzyskania swojego dawnego
          stanowiska na wschodzie.


          > To, że lud niewolniczy chwali dobrego pana to rzecz zwyczajna i pospolita.
          Czy
          > to że niewolnikowi lepiej przy dobrym (czy tez lepszym) panu świadczy o tym,
          że
          >
          > przestał być niewolnym?


          jaki znowu niewolnik, co panował nad połową świata... To jest po prostu kraj
          wschodu a nie zachodu. Mentalność bardziej zbliżona do chińskiej niż
          holenderskiej. Śmiem twierdzić że gdy władza cieszy się wielkim poważaniem to
          jest bardziej zaletą niż wadą- gdy władca zdolny i rozsądny.


          > W b. republikach, ale głównie muzułmańskich czas ZSRR był czasem kiedy
          > przeciętnemu obywatelowi, jeśli był posłuszny, żyło sie lepiej niż obecnie.
          Co
          > też nie tyle dobrze swiadczy o ZSRR ile o obecnym czasie tychże republik...
          > Co wdzięcznej uwadze polecam...
          > Polskę i jej dobrobyt oprócz najazdu szwedzkiego zniszczyła monokultura oraz
          > prawo stanowione. Głównym źródłem tego dobrobytu był eksport zboża, gdy
          podczas
          >
          > wojen szwedzkich z rynków zachodniej Europy wyparła nas (głównie) Rosja nie
          > było już takiego zapotrzebowania na polskie zboże a i nadmiar tegoż zboża
          > powodował zniżanie cen. Dopływ gotówki do Rzeczypospolitej spadł drastycznie.
          > Na rozwój innego handlu i gospodarki nie pozwalał istniejący po wojnach
          > szwedzkich system prawny.

          To jest pomylenie przyczyny ze skutkami. W czasie potopu wywieziono z Polski
          wszystko co się opłacało wywieść. Skutkiem rabunku,zniszczeń, głodu na taką
          skale był np. spadek ludności kraju o 1/3. W miastach jeszce większy.
          Zniszczono miasta i rodzime mieszczaństwo, dopiero wtedy zaczęli z nich
          dominować żydzi. Prócz zniszczeń zastąpił koniec stanowiska mocarstwoweg w
          polityce zagranicznej (utrata części kraju na rzecz Turcji, Rosji,
          Brandenburgii) i upadek ustroju wewnetrznego (liberum veto).
          • eliot Re: Powrót imperialnej mentalności...? 05.04.04, 11:13
            l4l0 napisał:

            > eliot napisał:
            >
            >
            > > To, że ludziom w ZSRR żyło sie lepiej niż w dzisiejszej Rosji nie świadczy
            >
            > > dobrze o ZSRR, tylko źle o wspólczesnej Rosji... o czym był tekst...
            >
            >
            > .. czyli wtedy było lepiej skoro teraz jest gorzej?

            Tylko czemu teraz gorzej
            > skoro komunizm to był ustrój księżycowy i niewydajny.

            Bo był! Gdyby było inaczej to płakałbyś teraz po "kapitaliźmie" a nie
            po "przodującym ustroju ludzkości" wink

            To rozpad imperium

            Rozpad imperium był skutkiem nie przyczyną.
            i
            > narzucony przez Zachód skrajny "złodziejski" liberalim pogrążył kraje
            > posowieckie .
            Nie "złodziejski" liberalizm tylko złodziejskie "elity", które o kapitaliźmie
            słyszały z telewizji a w ich mniemaniu sprowadziło się to do grabienia zarówno
            pomocy (wielkiej) jak i dochodów pochodzących z eksportu surowców.


            Teraz Rosja podnosi się z dna. Naturalnie że będzie dążyć do
            > odbudowy części dawnych wpływów. Putin to nie jest liberał ani kosmopolita,
            on>
            > zdobył tak wielkie poparcie polityką propaństwową i pronarodową. Nic nie
            > sprzyja bardziej odrodzeniu państwa i narodu jak silna władza mająca zaufanie
            > społeczne, zwłaszcza w krajach Wschodu. Pozostaje mieć nadzieje że też w
            Polsce
            >
            Zasługą Putina jest to, że zmusił te "elity" do podzielenia się łupami z
            grabierzy z państwm. Jak to zrobił i jak do tego wykorzystał ukształtowaną od
            Iwana Groźnego mentalność rosyjskiego społeczeństwa, jego pragnienie ucieczki
            od wolności i tęsknotą za "dobrym carem" pokazuje świetnie wspomniany esej.
            A że car dobry to najlepiej widac po tym, że nie smaży swoich przeciwników
            publicznie na wielkich patelniach jak Iwan tylko wsadza ich do kicia...
            I czy można o nim złe słowo powiedzieć...???!!!
            wink))

            > dojdą do władzy siły narodowe i odrodzi się idea Polski mocarstwowej, dążącej
            > do suwerenności gospodarczej i politycznej oraz odzyskania swojego dawnego
            > stanowiska na wschodzie.
            >
            Nie do pogodzenia z odrodzeniem się "imperialnej" Rosji. Polska nie dysponuje
            ŻADNYM środkiem do zrealizowania "idei Polski mocarstwowej".
            Marzenia "mocarstwowców" są akurat ostatnimi na liście potrzebnych środków...

            > > To, że lud niewolniczy chwali dobrego pana to rzecz zwyczajna i pospolita.
            >
            > Czy
            > > to że niewolnikowi lepiej przy dobrym (czy tez lepszym) panu świadczy o ty
            > m,
            > że
            > >
            > > przestał być niewolnym?
            >
            >
            > jaki znowu niewolnik, co panował nad połową świata... To jest po prostu kraj
            > wschodu a nie zachodu. Mentalność bardziej zbliżona do chińskiej niż
            > holenderskiej. Śmiem twierdzić że gdy władza cieszy się wielkim poważaniem to
            > jest bardziej zaletą niż wadą- gdy władca zdolny i rozsądny.
            >
            Myślisz, że kołchoźnik pozbawiony nawet "paszportu" (dowodu osobistego) i
            glebae adscripti a więc bez pozwolenia dyrektora kołchozu nie mogący z niego
            wyjechać nawet w odwiedziny np. do syna czy żony leżacej w szpitalu dumał
            sobie: no job twoju mać syn i żona mi zdechną i nawet ich nie zobaczę ale was
            kapitalistów bladzie dobijeny gady...!!!
            Ale się czuł wtedy wolny...

            > To jest pomylenie przyczyny ze skutkami. W czasie potopu wywieziono z Polski
            > wszystko co się opłacało wywieść. Skutkiem rabunku,zniszczeń, głodu na taką
            > skale był np. spadek ludności kraju o 1/3. W miastach jeszce większy.
            > Zniszczono miasta i rodzime mieszczaństwo, dopiero wtedy zaczęli z nich
            > dominować żydzi. Prócz zniszczeń zastąpił koniec stanowiska mocarstwoweg w
            > polityce zagranicznej (utrata części kraju na rzecz Turcji, Rosji,
            > Brandenburgii) i upadek ustroju wewnetrznego (liberum veto).


            Pominąłem potop jako jedną z przyczyn bo jego skutki są oczywiste.
            Mieszczaństwo przed potopem było głównie niemieciego pochodzeniea a nie
            polskigo, Żydzi odgrywali w miastach i przed potopem duża rolę, ale do końca
            istnienia Rzeczypospolitej była to odrębna społeczność (prawnie) i
            zanieszkująca wyodrębnione dzielnice. Przyczyną upadku gospodarki i niemożności
            jej podniesienia sie po potopie było ograniczenie samodzielności miast i
            mieszczaństwa i zakaz uprawiania handlu przez szlachte. Zamknęło to drogę do
            rozwoju stosunków rynkowych (kapitalistycznych) na wzór Zachodu.
    • oleg3 Świetny tekst 02.04.04, 14:17
      dziękuję za link.

      Długo by gadać czy pisać. W sumie tekst potwierdza obraz Rosji jaki sam sobie
      wyrobiłem, ale nieźle udokumentowany i napisany z pazurem.

      Najbardziej jednak podoba mi się rozmowa:

      "Szkoda, że Putin nie słyszał o rozmowie Anny Achmatowej z pewnym
      bolszewikiem. "O co walczycie?" - zapytała poetka. "Zrobimy wszystko, żeby w
      Rosji nie było bogaczy". "A ja myślałam, że zależy wam na kraju bez nędzarzy".

      Naszym lewakom też niczego nie brakuje. Przysłowie o chłopie z jednym jajem
      (okiem) pasuje jak ulał.

      Ukłony
      • eliot Re: Świetny tekst 02.04.04, 14:24
        oleg3 napisał:

        > dziękuję za link.
        >
        > Długo by gadać czy pisać. W sumie tekst potwierdza obraz Rosji jaki sam
        sobie
        > wyrobiłem, ale nieźle udokumentowany i napisany z pazurem.
        >
        > Najbardziej jednak podoba mi się rozmowa:
        >
        > "Szkoda, że Putin nie słyszał o rozmowie Anny Achmatowej z pewnym
        > bolszewikiem. "O co walczycie?" - zapytała poetka. "Zrobimy wszystko, żeby w
        > Rosji nie było bogaczy". "A ja myślałam, że zależy wam na kraju bez nędzarzy".
        >
        Tak, to jest świetne, jakby kwitesencja oceny tego typu lewego myślenia.


        Pozdr.
        • alex.4 Re: Świetny tekst 03.04.04, 15:09
          Rosja wyraźnie wraca do mentalności imperialnej. Tymbardziej dla nas jest ważne
          aby być zakorzenionym w strukturach zachodnich UE i NATO
          pozdr
    • ignorant11 Panowie bez złudzeń! 04.04.04, 12:50
      Sława!

      Bo Rosja nadal mimo ogromnych strat terytorialnych w wyniku ropzadu ZSRR nadal
      jest potęgą!

      Czy znacie drugie państwo o powierzchni 17mln km2..?

      Rozciągające się na połowie dwoch kontynetów...

      Przecież skala ich interesów jest światowa, bo przecież same ich traktaty
      graniczne obejmuja pół świata...

      Od oceanu do oceanu!

      Zaś Ocean Lodowaty to właściwie rosyjskie Mare Nostrum.

      Rosja nadal pozostaje jedyn mocarstwem mogącym rownać się militarnie z USA.

      Sama jej wielkośc daje ogromne wpywy gospodarcze ( ropa, gaz, terytorium) i
      polityczne, zreszta jak napisałem same kontakty sąsiedzkie obejmują pół świata
      i wszystkie najsilniejsze i ważne państwa świata...

      Pozdrawiam i zapraszam na:
      Forum Słowiańskie
      nakarm dziecko, kliknij w pajacyka TERAZ:
      www.pajacyk.pl
      Ignorant
      +++
      • eliot Re: Panowie bez złudzeń! 05.04.04, 11:33
        ignorant11 napisał:

        >>
        > Rosja nadal pozostaje jedyn mocarstwem mogącym rownać się militarnie z USA.
        >
        Nie! Już nie jest w stanie równć się z USa i ta nierównowagą będzie się
        pogłębiała z każdą dekadą. Miałaby szansę w wypadku gdyby w Rosji zwyciężył i
        ugruntował się kapitalizm rynkowy, a nie kapitalizm państwowy. Ten pierwszy
        przegrał bo nie było warstwy społecznej i wypracowanej etyki na której mógł sie
        oprzeć, byli tylko złodzieje...
        Pozycję Rosji, mimo jej rozmiarów, będą na scenie światowej przejmować w
        najbliższym ćwierćwieczu Chiny. I, to taki paradoks historii, będą prędzej
        demokratyczne niż Rosja... Ja już tego nie dożyję, ale co młodsi z Was wspomną
        za ok. 30-40 lat... "chyba w początkach wieku pisał coś takiego Eliot?
        Pamiętacie...? Ja pamiętam! Ja pamiętam! Brałem dziś Geriavit (dzięki ci NFZ wink
        to pamiętam!" krzyknie Ignorant11...
        wink))

        > Sama jej wielkośc daje ogromne wpywy gospodarcze ( ropa, gaz, terytorium) i
        > polityczne, zreszta jak napisałem same kontakty sąsiedzkie obejmują pół
        świata
        > i wszystkie najsilniejsze i ważne państwa świata...
        >
        Sama wielkość i nawet zasobność w surowce na wiele się nie zda jeśli Rosji nie
        uda się odejść od monokultury (ropa) gospodarczej. Wyobraź sobie (a jest to
        mozliwe), że w tym cholernym USA, albo innej Japonii wynajdują wreszcie
        wysokowydajne ogniwo elektryczne. Mozna stosować w samochodach, domach,
        zakładach pracy, jak kto chce...
        I na ch.j już ludziom potrzebna ropa... potrzebna jest co najwyżej woda...
        Pozdr.
    • kontrkultura Re: Powrót imperialnej mentalności...? 04.04.04, 17:06
      Dotychczas bylo tylko dwoch prezydentow Rosji z ktorych jeden to Jelcyn, drugi
      Putin. W sprawie tego pierwszego wystarczy upomniec, ze w robionym plebiscycie
      najwiekszych bandytow Rosji, Rosjanie przyznali Jelcynowi (nie pamietam
      dokladnie) 2, czy 3 miejsce. Putin, ktokolwiek cokolwiek o nim mysli, musi
      przyznac, ze przynajmniej cos robi, reformuje, no i ta gospodarka rosnie. Ale
      co najwazniejsze Putin daje Rosjanom nadzieje na lepsze jutro, bo od lat nie
      wierzyli.
    • oleg3 Wielkodzierżawny patriotyz 05.04.04, 09:35
      Jeśli wierzyć badaniom socjologicznym, przeprowadzonym przez moskiewskie
      Centrum Analityczne Jurija Lewady (do niedawna szefa prestiżowego instytutu
      badań opinii publicznej WCIOM, usuniętego w wyniku kremlowskiej intrygi), ponad
      31 proc. ankietowanych Rosjan opowiada się za weryfikacją wyników prywatyzacji,
      a 29 proc. chce, aby państwo stało się znowu głównym "regulatorem" gospodarki.
      Za pogłębieniem reform i umocnieniem kapitału prywatnego opowiada się niespełna
      13 proc. badanych, a odsetek zwolenników kontynuowania prywatyzacji oraz
      przekazywania ziemi w ręce prywatne zmalał do 6 proc. W sumie zdecydowanych
      liberałów jest w Rosji nie więcej niż 9 proc., a opowiadających się za
      kapitalistyczną drogą rozwoju - najwyżej 20 proc.

      W sferze "idei" badania socjologiczne wykazują jeszcze jedną niepokojącą
      tendencję: lawinowo narastającą liczbę zwolenników "wielkodzierżawnego
      patriotyzmu". Jego istotę socjologowie z Centrum Lewady definiują jako
      połączenie olbrzymich ambicji wobec świata zewnętrznego, przy braku
      materialnych podstaw dla ich realizacji. Ludzie - mówi Leonid Siedow z Centrum
      Analitycznego - chcą, by ich kraj był potężny i silny, aby wszyscy się go
      bali...

      Wyniki te potwierdza sondaż przeprowadzony krótko przed wyborami prezydenckimi
      przez Fundację Ekspertyza Marka Urnowa. Rosji, której wszyscy się boją -
      pragnie 64 proc. badanych. Oprócz tego 42 proc. uważa za
      konieczne "ograniczenie wpływów żydowskich", a 60 proc. chciałoby ograniczenia
      możliwości zamieszkiwania na terenie Rosji wychodźców z Kaukazu. A nad
      wszystkim powinien czuwać "prezydent gospodarz", za którym tęskni ponad 53
      proc. ankietowanych, a jeszcze 11 proc. jest po prostu wszystko jedno...

      Przy okazji niedawnych wyborów prezydenckich wiele mówiono i pisano o
      nasilających się tendencjach autorytarnych w rosyjskiej polityce. Teraz
      przynajmniej wiadomo, z czego czerpią swoje soki. Ktoś kiedyś powiedział, że
      największym problemem Rosji są Rosjanie. Czyżby miał rację?

      rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040405/publicystyka/publicystyka_a_12.html
      • ignorant11 Podobnie jak w Polsce, Hiszpanii, Portugalii, UK.. 05.04.04, 10:49
        Witam!

        Przeszłość mocarstwowa jest głęboko zakorzeniona w mentalności...

        Weźmy polskie aspiracje wobec Słowiańszczyzny Zachodniej, Rusi Jagiellonskiej,
        Pribałtyki...

        Jak również Bałkanów i Morza Czarnego...

        Chęć równoważenia duzych i bogatych Niemiec...

        Podobnie aspiracje Hiszpanii i Portugalii wobec Ameryki Łacińskiej, symetryczne
        wobec ukańskich aspiracji północnoatlantyckich...


        Tyle, że skala dziedzictwa rosyjskiego jest może nawet większa niż
        brytyjskiego...

        Zresztą samo ich terytorium zmusza do myślenia w kategoriach światowych.

        Chcesz więcej,klinij tu:MLM, biznes po godzinach...  Katalog Oriflame
        Pozdrawiam i zapraszam!
      • eliot Re: Wielkodzierżawny patriotyz 05.04.04, 11:36
        oleg3 napisał:

        > Przy okazji niedawnych wyborów prezydenckich wiele mówiono i pisano o
        > nasilających się tendencjach autorytarnych w rosyjskiej polityce. Teraz
        > przynajmniej wiadomo, z czego czerpią swoje soki. Ktoś kiedyś powiedział, że
        > największym problemem Rosji są Rosjanie. Czyżby miał rację?
        >
        > rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040405/publicystyka/publicystyka_a_12.html
        >
        Miał!!!
        I ma...!

        Pozdr.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka