gebels2 08.06.04, 13:24 kiosk.onet.pl/art.html?NA=1&ITEM=1168809&KAT=237 Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
randybvain Artykuł 1. 08.06.04, 13:36 Niepokojące tony Śląska Wciągnięcie europejskich sztandarów na polskie maszty wyzwoliło na Śląsku, a także w Niemczech, skrywane dotąd myśli i działania Tak szybkiej zmiany w stosunkach polsko-niemieckich w wyniku wejścia Polski do Unii nie spodziewali się najwięksi eurosceptycy. Starosta Strzelec Opolskich, Niemiec Gerhard Matheja, l maja, w dniu wejścia Polski do Unii, wyrzucił znad wejścia do siedziby starostwa polskie godło państwowe - wizerunek orła w koronie. TERESA KUCZYŃSKA 2004-06-07 Na jego miejscu zawiesił tablice informacyjne starostwa z napisami po polsku i niemiecku. - Uznaliśmy to za symboliczne podkreślenie faktu, że wchodzimy do wielkiej europejskiej rodziny - wyjaśnił starosta. Starosta, cieszący się silnym poparciem lokalnej mniejszości niemieckiej, nadal pełni swoją funkcję. Poseł Henryk Kroll, lider mniejszości niemieckiej na Opolszczyźnie, fundamentalista niemieckości Śląska, postulujący postawienie znaku równości między Ślązakami a Niemcami, zbagatelizował sprawę. - Żadne ugrupowania czy media nie będą nam nakazywać, co i jak szybko mamy robić - oświadczył. Jastrzębie ruszyły Im bliżej było do wejścia Polski do Unii, tym nastroje mniejszości niemieckiej ulegały coraz większej radykalizacji. Niemcy manifestują ostro swoją niemieckość. Zgodnie z porozumieniem między województwem opolskim a landem Nadrenia-Palatynat, przedstawiciel Opolszczyzny w Brukseli ma urzędować w biurze przedstawicielstwa tego niemieckiego landu. Nielojalności działaczy mniejszości niemieckiej wobec władz polskich sprzyjają sukcesy w opanowywaniu instytucji samorządowych. Niemcy rządzą w większości powiatów i gmin. To ośmiela. Radny sejmiku opolskiego i członek władz Niemieckiego Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Hubert Beier wezwał do organizowania związku niemieckich dziennikarzy, niemieckiego związku artystów, trzeciego niemieckiego teatru w Opolu, niemieckojęzycznej wyższej uczelni na tym terenie, wojewódzkiego domu kultury niemieckiej. Na przeszkodzie realizacji tych żądań staje tylko brak pieniędzy. Ale to chwilowe, bo liderzy mniejszości niemieckiej nie mieli dotąd problemów z uzyskaniem z Niemiec dotacji na swoją działalność. W tym na Niemieckie Towarzystwo Społeczno-Kulturalne, które - zdaniem niektórych - bardziej przypomina partię niż organizację kulturalną. Wszystko idzie zgodnie z deklaracją popularnego działacza mniejszości niemieckiej Dietmara Brehmera, który w obliczu wejścia Polski do Unii oznajmił: "nie będziemy już tacy układni". Śląscy Niemcy zaczynają nową erę w stosunkach z Polską od działań ideologicznych. - Chodzi o odkłamanie historii, głoszonej w polskich szkołach, historii opartej na mitach - mówi Henryk Kroll. I zaczyna od zakwestionowania granicy polsko-niemieckiej. Jest ona zakłamana, ponieważ - tak głosi Kroll - traktat poczdamski nie ustalał granic, lecz strefę okupacyjną. Jak widać, opolski poseł, walczący o to, by Ślązaków utożsamiać z Niemcami, nie przyjął do wiadomości, że Śląsk należy do Polski. Nowa historia Śląska Zadania napisania historii Śląska po nowemu podjął się domorosły historyk Dariusz Jerczyński, którego jedyną legitymacją do tego była chęć sprostania zapotrzebowaniu separatystów śląskich, konkretnie Ruchu Autonomii Śląska. Właśnie ukazała się na Śląsku jego "Historia narodu śląskiego". Autor bez wykształcenia nie tylko historycznego, ale ogólnego podjął się zadania całkowitego i zasadniczego "odkłamania" - jak głosi - dziejów tego regionu. Obrońcy Górnego Śląska w 1939 r. zostali więc wciągnięci w bezsensowną walkę z Niemcami przez sanacyjną propagandę, która rozsiewała bajdy o polskości Katowic, a Niemcy słusznie, zgodnie z prawem, rozstrzeliwali natychmiast po pojmaniu śląskich powstańców i harcerzy broniących tego miasta. A w ogóle to Niemcy są niewinni wywołania drugiej wojny światowej, zostali bowiem do niej przez Polaków sprowokowani swoim udziałem w rozbiorze Czechosłowacji oraz napaściami na niemiecką ludność na Śląsku. "Działaczy Volksbundu i innych organizacji niemieckich terroryzowała stworzona przez sanacyjne władze bojówka wojewody Grażyńskiego, zwana Związkiem Powstańców Śląskich" - głosi Jerczyński. To odkrywcze antypolskie dzieło wydała Narodowa Oficyna Śląska, związana z separatystycznym Ruchem Autonomii Śląska. Jego oficjalną współpracę z organizacjami mniejszości niemieckiej trzeba odbierać jako wejście na drogę konfrontacji z państwem polskim. Zdaniem szefa oficyny książka Jerczyńskiego ukazuje prawdziwą historię regionu. Stanowi - jak widzimy - kontynuację akcji korygowania polskiej historii przez obciążanie Polaków złem i wybielanie Niemców. Podobnie jak upowszechniana ostatnio nowa, "słuszniejsza" wersja tzw. Krwawej Niedzieli w Bydgoszczy (3 września 1939 r.), przekreślająca wersję ustaloną od dawna przez wybitnych polskich, a także niemieckich historyków i lansująca nową, wedle której "Polacy dokonali niesprawiedliwej masakry na niemieckich bydgoszczanach". Ci okropni Polacy W tym kierunku zmienia się na Śląsku historię polsko-niemiecką, by - uniewinniając Niemców z rozniecenia i przebiegu drugiej wojny światowej - zdjąć odium z niemieckości. Odium przeszkadzające nieco w dumnym głoszeniu przez liderów mniejszości niemieckiej na Śląsku, że Ślązacy to Niemcy. Oto więc Gerhard Bartodziej, działacz tej mniejszości na Śląsku, prezes Domu Współpracy Polsko-Niemieckiej w Gliwicach, głosi publicznie, że winę za całe zło czasu wojny, jakiego doznali Niemcy, Żydzi i Rosjanie ponoszą - Polacy. Przyrównuje polskie obozy pracy, w których po wojnie znaleźli się autochtoni, zaangażowani w reżim hitlerowski, do niemieckich obozów koncentracyjnych. I stawia Niemców w rzędzie ofiar na równi z Żydami, a Polaków na pozycji sprawców tych zbrodni. Głosi ów prezes Domu Współpracy w Gliwicach, utworzonego przez rząd krajowy Nadrenii, niemieckiej rządowej Fundacji Adenauera i rządowej niemieckiej Fundacji Eberta, że gdyby nie wojna, której według niego winni są Polacy, to Niemcy i tak znaleźliby się w polskich obozach, a Żydzi zostaliby wymordowani. Tak więc o ile do niedawna przy niemieckich rozliczeniach z czasami narodowego socjalizmu odpowiedzialnością obarczano głównie hitlerowskich przywódców, to teraz wszystkiemu winni są Polacy. Niemiecka mniejszość na Śląsku w obliczu swoich separatystycznych aspiracji z entuzjazmem podejmuje taką interpretację historii. Gemeindeamt Lasowice Wielkie Dziesięć lat trwają już przepychanki mniejszości niemieckiej z państwem polskim, reprezentowanym przez Urząd Wojewody Opolskiego, o dwujęzyczne tablice informacyjne i symbole niemieckie w instytucjach i miejscach publicznych. Budowane są pomniki sławiące poległych w drugiej wojnie światowej żołnierzy Wehrmachtu i SS, oznaczane symbolami hitlerowskimi, zakazanymi w Polsce. Kulminacją tych praktyk było przywrócenie w miejscowości Szczedrzyk przedwojennej jej nazwy Hitlersee (Jezioro Hitlera). Odpowiedz Link
randybvain Artykuł 2 08.06.04, 13:37 Po nagłośnieniu tej sprawy władze wojewódzkie skontrolowały inne oznaczenia i okazało się, że na 20 pomników w 7 gminach zgodne z prawem były tylko 2. Sytuacja kompromitująca władze polskie, bo takie oznaczenia niedopuszczalne są nawet w Niemczech. Wzbudza to podejrzenie, że SLD-owski wojewoda czuje się bardziej członkiem rządzącej Opolszczyzną koalicji SLD-Mniejszość Niemiecka niż przedstawicielem Państwa Polskiego. Tolerowanie arogancji liderów mniejszości niemieckiej wobec państwa polskiego prowokuje ją do coraz śmielszych akcji. Organizacje niemieckie - jak przekazał parę miesięcy temu Rzeczpospolitej Bruno Kosak, szef klubu radnych Mniejszość Niemiecka w sejmiku wojewódzkim - przygotowują już jednolite wzory tablic z tłem w kolorze unijnym lub w niemieckich barwach narodowych. Na początek dla urzędów, potem dla dworców kolejowych, szkół, bibliotek, urzędów pocztowych. Witając Polskę w UE... Podobne nastroje dają się zauważyć nie tylko na Opolszczyźnie, ale na całych tzw. Ziemiach Odzyskanych. Nazajutrz po włączeniu Polski do UE w kilkunastu miejscowościach Dolnego Śląska pojawiły się liczne plakaty i ulotki takiej oto treści: "Polacy i Czesi, witamy was serdecznie w UE, nasze prawo pracuje sumiennie, by mord nie uległ przedawnieniu". W dalszych słowach oskarża się te kraje o wypędzenie, zgwałcenie i pohańbienie u schyłku wojny 7 milionów Niemców w obozach zagłady i wyraża się nadzieję, że nieruchomości zostaną zwrócone dawnym niemieckim właścicielom. Narastają niepokoje na tle narodowościowym także w Szczecinie i województwie zachodniopomorskim, co sprowokowało polską ludność do powołania Komitetu Obrony Polskości Szczecina. W wyniku inicjatyw samorządowych przywracane jest tam niemieckie nazewnictwo ulic i obiektów, budowane są niemieckie pomniki. Inicjatorzy tłumaczą, że obecna ludność Szczecina nie posiada żadnych korzeni, bo przybyła z innych stron, w zamian za to powinna przyjąć niemieckie korzenie. O ile więc napotykają trudności inicjatywy szczecinian stawiania pomników cenionym przez nich Polakom czy wydarzeniom, to bez przeszkód upamiętnia się niemiecką historię tego miasta, na przykład kontrowersyjnym obeliskiem, sławiącym niemiecki związek narodowy z Kyffhuser. Czy to tylko przypadek? Tak się dziwnie składa, że kiedy narasta nielojalność żyjących na naszej ziemi Niemców wobec polskiej konstytucji i państwowości, podnoszą się i w Niemczech głosy stawiające pod znakiem zapytania fundamenty współżycia naszych państw. Jeden z najpoważniejszych i najbardziej opiniotwórczych niemieckich dzienników - Frankfurter Allgemeine Zeitung - zaatakował mianowicie uchwałę polskiego parlamentu, powziętą niemal jednomyślnie w obliczu znalezienia się Polski we wspólnocie europejskiej, a dotyczącą roszczeń majątkowych niemieckich wysiedleńców. Polski parlament postanowił w niej jednoznacznie, że kwestia poniemieckich majątków jest ostatecznie uregulowana, i że w tych sprawach Polska nie będzie w przyszłości związana jakimkolwiek orzeczeniem instytucji Unii Europejskiej. FAZ uznał decyzję polskiego Sejmu za bezprawie i ignorancję wobec idei europejskiej jako "wspólnoty prawa i wartości". Polska jako członek Unii nie jest władna - zdaniem wpływowego dziennika - wyłączać orzeczeń jej instytucji. Co jest wedle europejskiego prawa niestety prawdą, ale tego prawa nie wolno postrzegać bezwarunkowo. Uchwała Sejmu była wszak odpowiedzią na to, co dzieje się w Niemczech, mianowicie na fakt mobilizacji niemieckich wysiedleńców do akcji rewindykacyjnych wobec Polski. Odpowiedzią na działalność m.in. Pruskiego Powiernictwa i na neonacjonalizm i rewizjonistyczne pogróżki ze strony butnych śląskich Niemców. Na szczęście tak jak jednogłośnie przyjęta była owa uchwała Sejmu, tak zgodnie potępiły niemiecki głos w tej sprawie polskie elity polityczne. W nowej rzeczywistości europejskiej tylko jednolita polityka wobec sąsiadów daje nam szansę na ochronę naszych interesów. Teresa Kuczyńska Odpowiedz Link
randybvain To już się robi nudne. 08.06.04, 13:42 Chcemy, czy nie, Śląsk się zniemczy. Niemcy przyjdą z kapitałem, wykupią domy, ziemię i fabryki, znajdą się w urzędach i będziemy mieli niemiecki Ślląsk w granicach Polski. Bo Polska nie ma Ślązakom nic do zaoferowania poza kolejną wizytą jakiegoś ministerka, gdy górnicy wyjdą na ulice. Bo (niektórzy oczywiście)Polacy uważają Ślązaków za pomiot i swoją własność i takie tam... sami wiecie, bo wałkowaliśmy temat setki razy. Odpowiedz Link