Dodaj do ulubionych

Konrad Wallenrod Prusów

17.07.04, 10:46
Ożywa legenda Herkusa Montego, pierwszego pogromcy Krzyżaków

Herkus Monte uczynił więcej dla swojego ludu niż Robin Hood czy Wilhelm Tell
dla swego - mówi Józef Burniewicz, olsztyński dziennikarz i historyk, twórca
idei usypania pod Olsztynem wielkiego kopca, który będzie sławić Herkusa
Montego, XIII-wiecznego pruskiego wojownika, bohatera walk z Krzyżakami.
- Przez kilka lat rozbijał duże armie i wodził za nos najlepszych rycerzy
średniowiecznej Europy. Trzeba oddać sprawiedliwość Prusom, narodowi, który
żył na tych ziemiach i który w haniebny sposób unicestwiono - mówi
Burniewicz.
Pomysł usypania kopca ożywił legendę Herkusa Montego. Wojownik stał się
patronem jednej z warmińskich szkół podstawowych, miłośnicy tradycji
rycerskich urządzają biesiady jego imienia, powstał nawet zespół rockowy
Herkus Monte.
Kościół patrzy na Herkusa niechętnym okiem. Hierarchowie olsztyńscy prosili
Burniewicza przed trzema laty, by budowa kopca nie rozpoczęła się podczas
obchodów millenium i męczeńskiej śmierci św. Wojciecha. Kto bowiem zabił
naszego męczennika? Właśnie Prusowie. W świadomości przeciętnego Polaka
Prusowie to ci, którzy nie chcieli przyjąć chrześcijaństwa, nie chcieli żyć
według praw świata feudalnego i w dodatku napadali na nasze ziemie. To po to,
by przeciwstawić się ich ekspansji, Konrad Mazowiecki sprowadził Krzyżaków.

Rycerz Henryk, wódz plemienia Natangów
Herkus Monte przyszedł na świat w okolicach dzisiejszego Górowa Iławeckiego w
1225 r., a więc na rok przed sprowadzeniem rycerzy Zakonu Szpitala
Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie na ziemię
chełmińską. Herkus pochodził z zamożnego rodu Montemidów z plemienia
Natangów.
Młodych Prusów porywano z ich wiosek i grodów, by służyli rycerzom zakonnym;
czasami ojcowie sami wydawali swych synów najeźdźcom. Herkus trafił do braci
zakonnych w Magdeburgu, oddany pod ich "opiekę" przez rodziców. Został
ochrzczony i nadano mu imię Henryk. Już wkrótce władał mieczem jak mało kto,
co szybko zwróciło uwagę Krzyżaków. Z łatwością nauczył się też niemieckiego
i łaciny.
Jako dwudziestoparolatek, już rycerz zakonny, wrócił w rodzinne strony. Mniej
więcej wtedy, w 1249 r., po wieloletnich zmaganiach z najeźdźcą
przedstawiciele pruskich plemion w obecności legata papieskiego podpisali z
Krzyżakami w Christburgu (dzisiejszym Dzierzgoniu) dekret pokojowy. Prusowie
zobowiązywali się m.in. do porzucenia pogańskich praktyk, wyrzeczenia się
wielożeństwa i odbudowania zniszczonych kościołów. Zakon zaś miał ochraniać
pruskich poddanych. To przyrzeczenie Krzyżacy jednak notorycznie łamali.
Zdaniem Jerzego Necia, historyka i autora monografii o życiu Herkusa Montego,
zakon sprowokował bunt, by dokonać fizycznej eliminacji Prusów, gdyż układ
dzierzgoński mógł się stać "zaczątkiem budowy chrześcijańskiego państwa w
Prusach, ale bez udziału rycerzy-mnichów".
W 1260 r. wybuchło antykrzyżackie powstanie. Jego bezpośrednią przyczyną było
podstępne wymordowanie członków pruskiej starszyzny, która przybyła
negocjować z rycerzami zakonu. 13 lipca tego samego roku Żmudzini, pobratymcy
Prusów, zadali rycerzom zakonnym druzgocącą klęskę nad jeziorem Durbe w
Liwonii (Inflanty). Wtedy właśnie Henryk Herkus Monte przeszedł na stronę
swoich rodaków. Na początku walki z zakonem nie zamierzał się jednak wyrzekać
chrześcijaństwa. Wysłał petycję do papieża Urbana IV. Opisał bestialstwo
Krzyżaków i prosił o poparcie dla swojego ludu, uroczyście oddając go pod
opiekę papieską. Petycja pozostała bez odpowiedzi. Rozgoryczony Henryk Herkus
zwrócił się znów do swych dawnych bogów. Stał się na powrót Herkusem -
walecznym wodzem plemienia Natangów.

Powiesić legendę
W pierwszej fazie powstania (nazywanego drugim powstaniem pruskim) Prusowie
niemal osiągnęli zwycięstwo. 20 września 1260 r. wszystkie plemiona pruskie
uderzyły jednocześnie, co całkowicie zaskoczyło Krzyżaków. Zanim zakonowi
udzielono pomocy z Zachodu, prawie cały kraj został wyzwolony. Oparły się
jedynie załogi zamków utrzymujących kontakt ze światem drogą morską -
Królewca, Bałgi, Elbląga oraz jedyna twierdza w głębi pruskiego terytorium -
Bartenstein (zamek bartoszycki padł w końcu po trzech latach). Natangia była
wolna!
Pobici Krzyżacy zaczęli się uciekać do podstępów. Przekupywali niektórych
Prusów nadaniami ziemi w zamian za wpuszczenie za bramy warowni. Henryk Monte
nie pozostawał im dłużny. W stroju rycerza zakonu przybywał do twierdz i
siedzib krzyżackich i wyprowadzał braci na pewną śmierć albo do niewoli.
Przez siedem lat armia Herkusa nie dopuszczała wrogów na swój teren, ale
potem sytuacja zaczęła się zmieniać. Zakon zakończył wojnę z księciem
pomorskim Świętopełkiem, Krzyżaków zaczęli wspierać Polacy zaniepokojeni
wdzieraniem się Prusów na ziemię chełmińską. Prusowie nadal jednak trzymali
się mocno. Na Natangów uderzyły świetnie wyszkolone posiłki czeskie, ale
nawet one nie poradziły sobie z wojownikami Herkusa. Krzyżacy wiedzieli
jedno: po śmierci wodza Prusowie wpadną w popłoch. Dowiedziawszy się przez
szpiegów, gdzie zatrzymał się Herkus, porwali go, a potem publicznie
powiesili (ten rodzaj śmierci był uznawany przez Prusów za szczególnie
hańbiący). Po uduszeniu kat przebił jeszcze dla pewności serce Herkusa
sztyletem.
Rachuby okazały się słuszne: opór Natangów zaczął słabnąć. Powstanie w
Prusach trwało jeszcze ponad 10 lat, ostatnie siedliska oporu unicestwiono w
1283 r.

Pomnik wystawiony przez Mickiewicza
Pozbawieni wielu praw, którymi cieszyła się większość napływowej ludności,
Prusowie zostali zepchnięci na własnej ziemi na najniższy szczebel hierarchii
społecznej (za zabicie Prusa trzeba było na przykład zapłacić jedynie
stosunkowo niewielką grzywnę) i zmuszeni do dźwigania wielkich ciężarów
ekonomicznych na rzecz nowych panów.
Pod koniec trzeciej dekady XVI wieku Prusowie powstali raz jeszcze i ponieśli
druzgocącą klęskę. Potem de facto ulegli germanizacji. W XVII wieku ślad po
tym narodzie ostatecznie zaginął. Legenda Herkusa Montego po wiekach znalazła
miejsce w literaturze. Pisali o nim pisarze niemieccy i litewscy. W
przypisach do "Konrada Wallenroda" Adam Mickiewicz stwierdził: "Często się
zdarzało, że Prusacy (tj. Prusowie) i Litwini, dziećmi porwani i wychowani w
Niemczech, powracali do ojczyzny i stawali się najsroższymi Niemców
nieprzyjaciółmi. Takim był pamiętny w dziejach Zakonu Prusak Herkus
Monte...". Dlatego można domniemywać, że jego postać zainspirowała wieszcza
do napisania dzieła o krzyżackim rycerzu, który zgubił swój zakon. Postaci
wodza Natangów poświęcony jest film fabularny, zrealizowany w latach 70. na
Litwie. Imię Montego nosi uniwersytet w Kłajpedzie, a od 1999 r. - szkoła w
Kamińsku.

Rafał Geremek
Wolni Prusowie
Winni zagłady Prusów są pośrednio też Polacy, bo to polski książę ściągnął w
1226 r. Krzyżaków na ziemię chełmińską. Polacy nie potrafili się skutecznie
bronić przed najazdami pruskich wojowników. Niektórzy z nich zapuszczali się
pod Łęczycę, a więc prawie w środek ówczesnej Polski. Polscy rycerze
organizowali wyprawy odwetowe, ale grzęzły one w mazurskich bagnach albo
trzebione były w drodze powrotnej, bo Prusowie opanowali do perfekcji leśną
partyzantkę. Trudno było zawrzeć pokój czy rozejm, bo każda wioska pruska
miała swojego króla, niezależnego władcę, który organizował własne wyprawy.
Prusowie to nazwa nadana kilkunastu plemionom żyjącym na terenie późniejszych
Prus Wschodnich. Mówili podobnym językiem, potrafili się porozumieć z
przodkami dzisiejszych Litwinów i Łotyszy, jak oni byli Bałtami, którzy
przybyli w ten zakątek Europy na początku naszej ery. Żyli głównie z uprawy
roli, ale wielu trudniło się handlem (w ziemi odnajdywano także miecze
wykuwane w najlepszych fryzyjskich czy burgundzkich warsztatach). Jan Długosz
napisał, że zarówno pruscy mężczyźni, jak i kobie
Obserwuj wątek
    • tomek9991 Konrad Wallenrod Prusów c.d. 17.07.04, 10:47
      . Jan Długosz napisał, że zarówno pruscy mężczyźni, jak i kobiety chodzili
      codziennie do łaźni, aby "wypędzić z ciała skutki opilstwa z poprzedniego dnia
      i przedłużyć życie".
      Prusowie czcili naturę, funkcję świątyń pełniły tzw. święte gaje (za
      wtargnięcie do takiego gaju skazano św. Wojciecha na śmierć). Nosili amulety,
      czuli potrzebę nieustannego wróżenia. Przed walką składali bóstwom ofiary ze
      zwierząt i ludzi.
      www.wprost.pl/ar/?O=63132
    • oldpiernik Re: Konrad Wallenrod Prusów 17.07.04, 11:06
      W ledwie trzysta lat w niepamięć poszła partyzantka z czasów Mieszka przeciw
      Brandenburczykom... Piastowie nie uczyli się historii? Smutne.

      Z drugiej strony piękna karta w kulturze.
      Litewski szlachcic w języku polskim czci pamięć bohatera Prusów...

      OLDZDYSTANSEM wink
      • tomek9991 Re: Konrad Wallenrod Prusów 17.07.04, 11:31
        Gdyby ludzie uczyli się na błędach przodków, to do dzisiaj żyliby Prusowie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka