ignorant11
29.07.04, 00:11
Sława!
Dlaczego Stalin kochał Tarzana?
Krwawy dyktator był istnym kinomaniakiem. Niczym hollywoodzki producent
przerabiał scenariusze, a nawet pisał teksty piosenek. Przerażający portret
Stalina kinematokraty przedstawia brytyjski historyk, który jako pierwszy
dotarł do tajnych radzieckich archiwów.
SIMON SEBAG MONTEFIORE
Prywatne sale kinowe znajdowały się w każdym z domów Stalina, a w ostatnich
latach przed śmiercią kino stało się dla dyktatora nie tylko ulubioną formą
rozrywki, lecz również źródłem inspiracji politycznych. Było to jedno z
miejsc, z których sprawował władzę w radzieckim imperium, wcielając w życie
nowatorską ideę rządów – ideę kinematokracji, czyli rządów kina.
Uwielbiał filmy, lecz był przy tym kimś więcej niż zwykłym kinomanem. Z
moskiewskich archiwów KPZR, a także z udostępnionych ostatnio osobistych
dokumentów Stalina wynika, że uważał się za genialnego producenta, reżysera i
scenarzystę filmowego, a co więcej – za najwyższego cenzora.
I co dziś zobaczymy?
Sugerował tytuły, historie i wątki, przerabiał scenariusze i teksty piosenek,
pouczał reżyserów, dawał wskazówki aktorom, zarządzał powtórki zdjęć i
cięcia, by w końcu zatwierdzić dany film do dystrybucji. Takiego
nagromadzenia funkcji nie udźwignął nawet Goebbels, minister kultury i
oświaty w hitlerowskiej Trzeciej Rzeszy. Tymczasem w radzieckiej Rosji Stalin
postrzegał się (patrząc z dzisiejszej perspektywy) jako Sam Goldwyn i Harvey
Weinstein, Steven Spielberg i Martin Scorsese, Joe Eszterhas i Richard Curtis
w jednej, własnej osobie.
Po przeciągających się do późnej nocy obradach Stalin proponował zazwyczaj
seans filmowy, a potem kolację. Krocząc na czele swej świty, przemierzał
kremlowskie alejki i dziedzińce, by w sali kinowej Wielkiego Pałacu
Kremlowskiego zasiąść w pierwszym rzędzie wraz z Berią, Mołotowem oraz
Andriejem Żdanowem, swym pełnomocnikiem w sprawach kultury.
– I co towarzysz Bolszakow pokaże nam dzisiaj? – zwykł pytać Stalin, a
przerażony minister kinematografii Iwan Bolszakow musiał trafnie odgadnąć
nastrój wodza. Gdy ten miał akurat dobry humor, można było zaryzykować nową
produkcję radziecką.
Stalin traktował swoją rolę najwyższego cenzora bardzo poważnie. Lenin
mawiał, że „dla nas kino jest najważniejszą dziedziną sztuki”, a dyktator
najwyraźniej się z nim zgadzał. Począwszy od wczesnych lat 30., nadzorował
ogromną radziecką produkcję filmową w najmniejszym nawet szczególe, patrząc
przychylnym okiem nie tylko na dzieła socrealistyczne, lecz również na wesołe
komedyjki jazzowe. Po obejrzeniu pierwszej, „Świat się śmieje” z 1934 r. w
reżyserii Grigorija Aleksandrowa, Stalin był tak uszczęśliwiony, że wezwał
reżysera i oświadczył: Czuję się, jakbym wrócił z miesięcznych wakacji. Potem
dodał w żartach: Zabierzcie oryginał reżyserowi, bo jeszcze coś zepsuje.
Stalin zlecił nakręcenie kolejnych trzech komedii, utrzymanych w podobnej
stylistyce, wśród których znalazła się jego ulubiona – „Wołga, Wołga” z 1938
roku. W archiwach odnaleziono nawet odręczne zapiski wodza z rymowanką,
mającą służyć za słowa do jednej z piosenek: „Piosnka radosna łatwo w ucho
wpada/Nie znudzi się nigdy, bo w serce zapada/Jej słowa znają już nawet
drzewa/bo każdy w mieście i na wsi ją śpiewa”. Stalin interesował się każdym
reżyserem i każdym filmem. W dokumentach archiwalnych można znaleźć
propozycje tytułów jego autorstwa oraz listy najlepszych jego zdaniem
scenarzystów, których często zapraszano na spotkania instruktażowe z
mistrzem. Archiwa obfitują także w dokładnie ponumerowane komentarze do
wszelkiego rodzaju filmów, jak na przykład „Aerogradu” Dowżenki z 1935 roku.
Pozdrawiam i zapraszam na:
Forum Słowiańskie