ignorant11
17.10.04, 22:17
Sława!
Niemcy znowu lubią polskie targowiska
gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/72,33181,2343384.html?
a=16781997&v=3#opinie
Leszek Kostrzewski, Zielona Góra 17-10-2004 , ostatnia aktualizacja 17-10-
2004 17:57
Przygraniczne bazary na zachodniej ścianie Polski były już bliskie upadku. Od
wejścia Polski do UE przeżywają jednak prawdziwy rozkwit. Powód? Otwarcie
granic, poprawa jakości towarów i ... profesjonalna obsługa
W Gubinie w Lubuskiem obecnie są dwa bazary z 600 stoiskami. - Od maja handel
na nich wzrósł o 40 proc. To przeszło nasze najśmielsze oczekiwania - mówi
burmistrz Gubina Lech Kiertyczka. - Dzięki temu ludzie mają pracę, a nasze
wpływy z opłat targowych będą wynosić ok. 1 mln zł rocznie.
Co miesiąc przybywa tu kilka-kilkanaście nowych stoisk. Jeszcze większy boom
przeżywają Słubice.
Na tzw. dużym miejskim bazarze przy ul Sportowej jeszcze przed majem br. było
150 wolnych miejsc, teraz wszystkie 1,2 tys. jest zajętych, a kolejka
oczekujących na wolny stragan przekracza 50 osób. Do kasy miejskiej wpływają
większe o kilkanaście procent wpływy z opłaty targowej. Według urzędu miasta
99 proc. klientów miejscowego bazaru to Niemcy. Od maja o 25 proc. częściej
robią zakupy w Słubicach.
Kupcy wydają i kolportują po całym Berlinie (80 km od Słubic) bezpłatną
gazetkę z cenami swoich towarów. Nic więc dziwnego, że Niemcy na zakupy
przyjeżdżają autokarami. W ostatnich dwóch miesiącach odwiedziło Słubice aż
32 takich takich autobusów "zakupowych" (wcześniej tyle autokarów
przyjeżdżało tu przez blisko rok).
O 30 proc. zwiększył się też handel na bazarze w Zgorzelcu (Dolnośląskie).
Wolnych miejsc do targowania nie ma też w lubuskim Kostrzynie.
Unia wszystko zmienia
Bazarowy rozkwit to wielkie zaskoczenie. Od 2000 r. bowiem bazary
systematycznie podupadały.
Handlujący przy granicy zachodniej górale wyjeżdżali do domów, miejscowi
przestali inwestować w swoje stoiska, zmniejszali zamówienia i asortyment.
Wszystko przez to, że Niemcy z przygranicznych landów masowo wyjeżdżali w
poszukiwaniu pracy na zachód. Przygraniczne niemieckie miasta wyludniały się
i tym samym zmniejszała się liczba klientów zza Odry, na których opierał się
cały handel.
Dodatkowa obawa, że po akcesji ceny w Polsce i Niemczech zaczną się
wyrównywać, powodowała, że polscy "straganiarze" pakowali dobytek i zaczęli
rozglądać się za innym interesem. Potwierdza to Roman Fedak, dyrektor
zielonogórskiego urzędu statystycznego: - Obawa, że bazary znikną, była
bardzo poważna. Wszystko zmieniła jednak UE.
Fedak zapewniał, że nikt nie przewidywał, że po akcesji popyt na polskie
kurczaki, wołowinę itp. będzie ze strony Niemców tak duży. - Dzięki temu
rolnictwo nigdzie nie jest tak opłacalne jak w województwach zachodniej
Polski. Rolnicy na pniu sprzedają mleko, warzywa, mięso - zapewnia dyrektor
Fedak. Zyskują też usytuowane wokół bazarów zakłady usługowe.
Otwarcie granicy i lepsza jakość
Co spowodowało odrodzenie bazarów? Henryk Kłapołuch, szef targowiska w
Krajniku (Zachodniopomorskie), podkreśla, że duże znaczenie miało otwarcie
granicy. - Nie ma celników na granicy, możliwy jest szybszy przepływ ludzi i
towarów - mówi.
Burmistrz Gubina zapewnia, że od kiedy jesteśmy w Unii, Niemcy inaczej nas
odbierają. - Nikt nie traktuje już nas jak obywateli drugiej kategorii,
zniknęła bariera mentalna.
Bogdan Walorczyk, prezes Centrum Handlowo-Usługowego "Mały Rynek" w Zgorzelcu
(Dolnośląskie), zapewnia, że duże znaczenie miała poprawa jakości naszych
produktów - wizualna i smakowa. - Po akcesji nasze produkty spełniają
wszelkie przepisy. Niemiec otwiera bagażnik i mówi, żeby wsypać do pełna
truskawek czy ziemniaków - opowiada Walorczyk.
Specjaliści zapewniają, że niemieckie wschodnie landy nie wyludniają się już
w takim tempie jak kiedyś, a ci, którzy zostali, zwiększają ilość zakupów.
Zdaniem burmistrza Gubina w jego mieście Niemiec zostawia średnio w czasie
jednego przyjazdu 34 euro (przed majem było to ok. 20).
Straganiarze mówią, że najczęściej kupuje papierosy (u siebie za paczkę
Marlboro musi zapłacić 4 euro, u nas 6,3 zł), paliwo (tańsze w Polsce o 25
proc), żywność (przebitka nawet trzykrotna).
Roman Fedak dodaje, że duże znaczenie ma też lepsza obsługa. Prawie każdy
właściciel straganu zna podstawy niemieckiego, a nawet... bieżące wydarzenia
polityczne w landach byłego NRD.
- Niemiec może pogadać sobie z Polakiem, potargować się, wychodzi z
poczuciem, że był kulturalnie obsłużony. Dzięki temu nasi sąsiedzi coraz
częściej zamiast zakupów w polskich centrach handlowych czy dyskontach wolą
pójść na bazar - zapewnia dyrektor Fedak.
Wszyscy przyznają, że popularność bazarów zniknie, gdy ceny w Polsce i
Niemczech zbliżą się do siebie. To jednak może potrwać jeszcze przynajmniej
kilkanaście lat.
Pozdrawiam i zapraszam na:
Forum Słowiańskie