starymason
30.01.05, 16:54
VÁCLAV BURIAN
Jeden z najważniejszych czeskich dziennikarzy XX w. Ferdinand Peroutka,
wkrótce po pierwszej wojnie światowej i powstaniu niezależnej Czechosłowacji,
zadał w swej książce pytanie: „Kim jesteśmy? ”. Uważał jednak, że powinna ona
mieć tytuł: „Kim nie jesteśmy”, bo była polemiką z ulubionymi wyobrażeniami o
czeskim charakterze narodowym. Jego broszura należy do kanonu czeskiej
autorefleksji. Osiemdziesiąt lat temu wiara w odwieczne cechy narodu i
narodowe mity trzymała się mocno. A dziś żywych mitów narodowych trzeba w
Czechach szukać ze świecą.
Rynek Starego
Miasta w Pradze. Co roku przeżywa najazd turystów z całego świata (fot.
Wojciech Franus)
Czesi mają w Polsce sporo przyjaciół, wielbicieli pisarzy – Bohumila Hrabala,
Milana Kundery, Václava Havla, Jarka Nohavicy – i kibiców czeskich piłkarzy.
Ale wiadomo też, jaki jest w Polsce negatywny stereotyp Czecha: pije dużo
piwa, gada, Ojczyznę oddaje bez walki, choć może teraz po sukcesach
piłkarskich jest nieco lepiej. Gdy to Czech słyszy od kogoś innego, trochę
się obraża, ale tak naprawdę sam o sobie myśli podobnie. Niedostatek dobrego
samopoczucia zadziwia podobno nawet komisarza UE Güntera Verheugena. No i
Szwejk. Znów, nie jest zbyt grzecznie, gdy to powie cudzoziemiec, ale Czech
właściwie się zgadza, że najbardziej znany w świecie bohater czeskiej
literatury jest autoportretem narodowym.
Szkopuł w tym, że, po pierwsze, sam Szwejk dzieli los literackiej klasyki:
niezbyt jest czytany, a wyobrażenia o nim wywodzą się raczej z adaptacji
filmowych i kilku aforyzmów. Po drugie: pewność, jaki jest tak naprawdę
Szwejk, szybko znika w trakcie lektury powieści. Wnet okaże się bowiem, że
bohater jest raczej narzędziem prowokacji, skandalu – raz rzeczywisty idiota,
raz inteligentny kpiarz, ma wiele twarzy... A śmieszna wprawdzie, lecz w
istocie makabryczna powieść na pewno nie jest odą do piwa i łatwego życia,
choć – nie czytając jej – niejeden Czech, nie tylko Polak, tak sobie ją
wyobraża