ignorant11
13.02.06, 04:23
Sława!
Komuna gminna
Tygodnik "Wprost", Nr 1209 (12 lutego 2006)
www.wprost.pl/ar/?O=86654
Samorządy niszczą prywatne firmy, czyli likwidują miejsca pracy
Aleksander Piński
Współwłaścicielem Międzynarodowych Targów Katowickich, do których należy
feralna hala, pod której gruzami zginęło ponad sześćdziesiąt osób, jest
oprócz skarbu państwa gmina Katowice. Do polskich samorządów należy ponad
półtora tysiąca podobnie źle zarządzanych, przynoszących straty firm. Gminy
zajmują się m.in. produkcją przetworów mięsnych, lotami pasażerskimi, budową
i prowadzeniem basenów, obróbką drewna, udzielaniem kredytów bankowych.
Dzięki niezgodnemu z prawem wsparciu lokalnych władz i nieograniczonemu
dostępowi do pieniędzy podatników spółki należące do samorządów bawią się w
biznes, wypychając z rynku rentowne prywatne firmy. Tylko w 2005 r. UOKiK
ukarał za działania szkodzące konkurencji Katowice, Zakopane, Gorzów
Wielkopolski, Łomżę i Grudziądz. Chociaż w większości wypadków miejskie firmy
przynoszą straty, lokalne władze ich nie prywatyzują, ponieważ pracują w nich
politycy, ich krewni lub znajomi, a ustawiane przetargi pozwalają w prosty
sposób wyprowadzać pieniądze z kasy miast. W większości stanów USA, prowincji
Kanady i regionów Nowej Zelandii lokalnym władzom nie wolno zakładać własnych
firm, a jeżeli samorząd ma pieniądze, by założyć biznes, to oznacza, że
podatki są zbyt wysokie i powinny zostać obniżone. W Stanach Zjednoczonych
nawet majątek przejęty przez lokalne władze za nie zapłacone podatki musi
zostać natychmiast sprzedany. Dostosowanie sytuacji do standardów
amerykańskich, czyli sprzedaż wszystkich firm należących do samorządów,
przyniosłaby władzom lokalnym około 40 mld zł. To tyle, ile kosztowałoby
wybudowanie w każdym mieście wojewódzkim linii metra.
Worek bez dna
Każda polska gmina, powiat, miasto w myśl ustawy o samorządach gminnych i
powiatowych może prowadzić działalność gospodarczą. Zachętą są wytyczne rządu
o obowiązku tworzenia miejsc pracy. - Gminy tworzą miejsca pracy, ale
najdroższe w Polsce, a przy tym likwidują prywatny biznes. Wspomniana ustawa
wprowadziła proceder swoistej nacjonalizacji jeszcze nie do końca
zdenacjonalizowanej gospodarki - ocenia Rafał Antczak, ekspert ekonomiczny
CASE. Noblista Friedrich August von Hayek pisał, że pieniądze znajdujące się
w kieszeni podatnika mają siłę nabywczą od dwóch (Stany Zjednoczone) do
trzech (Europa Zachodnia) razy większą niż wtedy, gdy są przepuszczane przez
kasy państwowe. Oznacza to, że pseudobiznesowe "komuny", tworząc jedno
miejsce pracy, trzy likwidują. Wśród miast prowadzących działalność
gospodarczą prym wiedzie Warszawa. Stolica ma ponad 70 firm łącznej wartości
ponad 4 mld zł. Samorząd warszawski prowadzi hurtownię rur, przedsiębiorstwa
robót drogowych, korporację taksówkową, ma kilka fabryczek metalowych, a
także znaczące udziały w przedsiębiorstwach budowlanych oraz produkcji
materiałów budowlanych i bitumicznych. Do miana prawdziwego holdingu aspiruje
Poznań. Stolica Wielkopolski zajmuje się nie tylko prowadzeniem budownictwa
mieszkaniowego i akwaparku, ale też ma zakłady remontowe autobusów, firmę
kredytową, telewizję kablową itd. Właśnie w Poznaniu najlepiej widać
szkodliwość prowadzenia biznesu przez władze lokalne. Od niedawna towarzystwa
budownictwa społecznego mogą funkcjonować jak deweloperzy, czyli budować i
sprzedawać mieszkania po rynkowych cenach. Sejm pozostawił jednak przepis
umożliwiający sprzedaż przez gminy należącym do nich TBS gruntów bez
przetargu, po zaniżonych cenach. Skorzystały z tego władze Poznania, które
podarowały należącym do nich TBS działki o powierzchni dwóch hektarów
wartości 45 mln zł. Deweloperzy, którym nikt nie podaruje gruntów wartych
kilkadziesiąt milionów złotych, nie będą mieli szans konkurować z TBS.
Gminy bardzo często stosują dumping, by wykończyć prywatną konkurencję, a
następnie podnieść ceny i odbić sobie wcześniejsze straty z nawiązką. Mogą
tak postępować - jeżeli należąca do gminy firma zacznie przynosić straty,
samorząd najzwyczajniej w świecie zacznie ją subsydiować z pieniędzy
podatników.
Władza na ratunek
Tam gdzie firmy należące do władz miejskich mają kłopoty, samorząd, czyli
właściciel, spieszy na odsiecz, sekując konkurencję. Czasami, jak w wypadku
Międzynarodowych Targów Katowickich, firmy miasta wspierane są przez sądy.
Przypomnijmy, gliwicki sąd rejonowy wydał kuriozalny wyrok uwalniający MTK od
odpowiedzialności za wcześniejsze szkody spowodowane nieodśnieżaniem dachu
hali targowej. Rejestr grzechów gminnych "komun" biznesowych liczy setki
pozycji. Uprzywilejowaną pozycję wykorzystuje na przykład należąca do
Warszawy korporacja taksówkowa MPT. Podczas gdy prywatni taksówkarze muszą
czekać kilkanaście miesięcy na uzyskanie licencji od władz miasta, MPT
postanowiło w 2005 r. zwiększyć tabor o 20 nowych samochodów i bezzwłocznie
otrzymało zezwolenie od władz.
Synekura dla królika
Równie nieefektywne, ale znacznie bardziej szkodliwe są inwestycje
realizowane przez samorządy zwykle pod szczytnym hasłem "zaspokajania potrzeb
mieszkańców" (budowa obiektów sportowych, kulturalnych itp.). Skutek jest
taki, że oferowane usługi nie dość, że są drogie, to przeważnie złej jakości.
Na prywatnych inwestorów nie ma jednak co liczyć, bo władze zablokowały im
dostęp do rynku.
Sztandarowym przykładem takiego marnotrawstwa jest budowa Parku Wodnego
Warszawianka za 120 mln zł. Basen wybudowany w 1999 r. za pieniądze
warszawiaków miał oferować mieszkańcom tanie usługi i przynieść miastu zyski.
Po sześciu latach strat spółka przyniosła pierwszy zysk - 700 tys. zł. W tym
tempie odzyskanie zainwestowanych pieniędzy, nie mówiąc o zysku z kapitału,
potrwa 171 lat. Na podobnych inwestycjach zawiodły się władze Polkowic (koszt
budowy 50 mln zł) i Zakopanego (5 mln zł). Dlaczego zatem samorządy nie chcą
się pozbywać deficytowych i drogich firm? Odpowiedź jest prosta: w tych
firmach umieszcza się krewnych i znajomych królika, na dodatek można im
więcej płacić niż na przykład w urzędach.
Imperium absurdu
Władze miejskie nie tylko nie prywatyzują komunalnych spółek, ale próbują
odzyskać rynek, który przejęły prywatne firmy. Tak dzieje się na przykład na
wartym 3 mld zł rocznie rynku wywozu śmieci (działa na nim około 3 tys.
prywatnych firm). Grudziądz i Gorzów Wielkopolski w 2005 r. zobowiązały
prywatne firmy, by korzystały tylko z miejskiego wysypiska śmieci. Katowice
przyznawały prawo do wywozu komunalnych śmieci tylko tym prywatnym firmom,
które utylizowały je w należącej do miasta kompostowni. Tymczasem miejska
kompostownia odmawiała przyjęcia śmieci od prywatnych firm. "Straciliśmy
wszystkich klientów"- skarży się Andrzej Olejak, współwłaściciel firmy Auto-
Ład.
Kwintesencją absurdu jest sprawa jednej z siedemdziesięciu spółek należących
do Warszawy. Miasto wydało na powstanie Strefy Ekonomicznej Lotniska Okęcie
800 tys. zł, choć firma nigdy nie rozpoczęła działalności. Teraz władze
miejskie jej nie likwidują, ponieważ koszt likwidacji spółki jest wyższy niż
jej utrzymywania. Stefan Kisielewski mawiał, że socjalizm bohatersko walczy z
problemami, które sam tworzy. Samorządy boją się, że po sprywatyzowaniu
wszystkich należących do nich spółek zabraknie im problemów do rozwiązywania.
I wielu innych wymiernych korzyści.
Współpraca: Jan M. Fijor
Pozdrawiam i zapraszam na:
Forum Słowiańskie