Dodaj do ulubionych

15 lat Wyszehradu

17.04.06, 21:27
Sława!
Razem do NATO i Unii
serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34475,3190212.html



Delegacje polska (z lewej), węgierska (z prawej) i czechosłowacka (u dołu) w
węgierskim parlamencie podczas rozpoczęcia trójstronnego szczytu
kontynuowanego potem w Wyszehradzie. Budapeszt, 15 lutego 1991.
Fot. L. Soos / AFP


ZOBACZ TAKŻE


• Piętnaście przyzwoitych lat (01-03-06, 18:59)
• 15 lat Grupy Wyszehradzkiej (01-03-06, 18:57)







Andrzej Ananicz 01-03-2006 , ostatnia aktualizacja 01-03-2006 18:57

Nowe, demokratyczne władze naszych trzech państw składały się z osób, które
albo się znały z działalności opozycyjnej, albo o sobie słyszały. Trójkąt
Wyszehradzki narodził się w sposób jak najbardziej naturalny. 15 lat
istnienia Grupy Wyszehradzkiej podsumowuje Andrzej Ananicz*


Współpraca wyszehradzka uformowała się znacznie wcześniej, aniżeli
proklamowały ją władze Polski, Węgier i Czechosłowacji. W Polsce już w latach
70. dzięki KOR-owi, Niezależnej Oficynie Wydawniczej i innym inicjatywom
niezależnym mogliśmy się zapoznawać z publikacjami czeskich, słowackich i
węgierskich opozycjonistów. Działacze demokratyczni z naszych krajów
spotykali się mimo represji ze strony komunistycznych władz. Wiedzieliśmy, że
mimo dzielących nas granic państwowych nasza percepcja rzeczywistości jest
podobna, a ocena komunizmu identyczna.

Środowisko kwartalnika "Obóz", do którego należałem, zajmowało się wprawdzie
zarazą komunistyczną na całym świecie, ale obszar wyszehradzki był nam
szczególnie bliski. Pisaliśmy o nim często. W pewnym momencie, przy wydatnym
wsparciu naszego wydawcy Czesława Bieleckiego, postanowiliśmy
przygotować "Zonę" - grube pismo w wersji polskiej, czeskiej i węgierskiej.
Dla dodania pracy KGB na okładce każdej z edycji językowych podaliśmy
odpowiednio: Warszawa, Praga i Budapeszt, ale cała robota została wykonana w
Polsce (chwała naszym kolejarzom, którzy pomogli przerzucić część nakładu do
Czechosłowacji i na Węgry). Symboliczne jest, że współredaktorem całego pisma
i edytorem jego węgierskiej części był Ákos Engelmayer, pierwszy ambasador
Węgier w Polsce po odzyskaniu niepodległości.

Grup takich jak nasza było wiele. Działacze opozycyjni odwiedzali się tak
często, jak to było możliwe. Nasi drukarze i spece od nielegalnych nadajników
radiowych uczyli swoich kolegów w Czechosłowacji i na Węgrzech. Koledzy z
tamtych krajów brali udział w strajkach w okresie polskiego "karnawału".

Wyszehrad - konsolidacja

Nowe, demokratyczne władze naszych trzech państw składały się z osób, które
albo się osobiście znały z działalności opozycyjnej, albo o sobie słyszały.
Trójkąt Wyszehradzki narodził się zatem w sposób jak najbardziej naturalny. I
równie naturalnie stanął przed zasadniczym wyzwaniem znalezienia sobie
właściwego miejsca na politycznej mapie Europy. Chcieliśmy jak najszybciej
zapewnić sobie pełną suwerenność i bezpieczeństwo oraz na stałe włączyć się
do zachodniego systemu współpracy.

Pierwszym warunkiem było rozwiązanie Układu Warszawskiego i RWPG. To było
raczej proste, choć nawet i w tej sprawie nie obyło się tu i ówdzie bez obaw
o reakcje Moskwy. Większego wysiłku intelektualnego i uporu wymagały
negocjacje z Moskwą nad nowymi traktatami dwustronnymi oraz umowami o
wycofaniu wojsk sowieckich z naszych terytoriów. W tych sprawach
konsultowaliśmy się niemal cotygodniowo, trzymając się ustalonych wspólnie
propozycji zapisów traktatowych. Nie mogły być one zawsze identyczne, gdyż
np. wojska sowieckie znajdowały się na terytorium Węgier i Czechosłowacji
bezprawnie, w wyniku interwencji zbrojnych, a w Polsce na podstawie fatalnych
umów zawartych po 1945 roku. Trzymaliśmy jednak wspólną linię i te trudne
kwestie zostały rozstrzygnięte bez nadmiernych napięć z naszym byłym Wielkim
Bratem.

W tamtym czasie Europa Zachodnia nie tylko nie widziała nas we własnym
gronie, ale wyraźnie preferowała jakiś nieokreślony typ zaadoptowanego do
nowych warunków status quo. Mimo wspólnych wysiłków w układach
stowarzyszeniowych nie uzyskaliśmy żadnej perspektywy członkostwa we
Wspólnocie Europejskiej, a o naszym wejściu do NATO w ogóle nie chciano
słyszeć. Tak więc, wyrwawszy się z pęt komunizmu, pozostawaliśmy dla świata
zachodniego outsiderami. Zmierzać do niego trzeba było poprzez własne
reformy, aktywność w Radzie Europy i KBWE (od 1994 r. OBWE), kreatywność w
polityce regionalnej (przykładem choćby inicjatywa współpracy Wyszehrad -
Beneluks czy wspólne koncepcje rozwiązania kryzysu jugosłowiańskiego), a
przede wszystkim przez konsekwencję w propagowaniu swych celów strategicznych.

Wątpliwości - bieg pozornie jałowy

Rozpad Czechosłowacji, choć aksamitny, osłabił spójność polityczną grupy.
Trudno było wpasować w nią antyzachodnie i, delikatnie mówiąc, populistyczne
pomysły Vladimira Mecziara na Słowacji. Nie widział w niej sensu premier
Czech Vaclav Klaus, propagujący ideologię indywidualizmu: każdy powinien
liczyć na siebie - jednostka, rodzina, grupa społeczna, naród.

To oczywiście nie oznacza, że wcześniej we wszystkim zawsze się zgadzaliśmy.
Bywało, że jedno z państw rozprowadzało w organizacjach międzynarodowych
wybrane porównawcze dane, wykazujące własne przewagi nad dwoma partnerami
wyszehradzkimi. Zdarzało się to politykom każdego z naszych państw w różnych
okresach, w zależności od koniunktury. Inaczej podchodziliśmy do praw
mniejszości narodowych i diaspory. Co pewien czas pojawiały się utarczki
celne, mimo że naszym wspólnie deklarowanym celem było ustanowienie na naszym
obszarze strefy wolnego handlu jeszcze przed wejściem do Unii Europejskiej.

Kiedy negocjowałem z kolegami czechosłowackimi nasz traktat dwustronny,
zażądali oni, by z tytułu dokumentu usunąć słowo "solidarność" (Traktat o
współpracy, solidarności itd.), bo w ich percepcji jest ono częścią
komunistycznej nowomowy. Nie pomógł mój argument, że nie można komunistom na
zawsze oddawać części własnego słownictwa. Wyrzuciliśmy wobec tego z mojej
inicjatywy sporo innych "skażonych komuną" wyrazów. Węgrzy takich obiekcji
nie mieli, więc teksty trzech umów są różne także w warstwie werbalnej.

Po rozpadzie Czechosłowacji współpraca nie ustała. Była jednak mniej
intensywna i nakierowana bardziej na kwestie gospodarcze. W tym okresie
znoszono, choć z bólami, bariery celne i utworzono fundusz wyszehradzki. Był
to też czas na przemyślenie ponownie, co można i warto razem zrobić w
polityce.

Powrót wartości grupy - dojrzewanie

Dla ponownego uświadomienia sobie kluczowej wagi grupy wyszehradzkiej istotne
były moim zdaniem lata 1995-98. Pierwszym ogromnym zagrożeniem była
amerykańska koncepcja Partnerstwa dla Pokoju. W swej oryginalnej postaci
miała ona zastąpić członkostwo naszych państw w NATO. Tu rolę nie do
przecenienia odegrał prezydent Lech Wałęsa. Zapowiedział odrzucenie w całości
projektu, jeśli nie będzie on przeformułowany na instrument służący włączeniu
nas do NATO. Wbrew większości własnej administracji prezydent Bill Clinton na
spotkaniu z przywódcami wyszehradzkimi w Pradze zgodził się z Wałęsą.

To postawiło przed nami zadanie wspólnego nacisku na państwa członkowskie, a
później propagowania kandydatury Słowacji opóźnionej przez erę mecziaryzmu.
Wymagało to ciągłych skoordynowanych rozmów naszych przywódców z partnerami
NATO-wskimi, aktywizacji naszej dyplomacji i organizacji pozarządowych, a
także rozlicznych debat publicznych z zależnymi i niezależnymi ekspertami
rosyjskimi, grożącymi, że rozszerzenie Sojuszu na wschód przyniesie straszne
konsekwencje.

Kiedy jasne się stało, że szala w tej grze przechyla się na naszą korzyść,
łatwiej było argumentować także na rzecz naszego członkostwa w Unii
Europejskiej. Mimo różnic interesów - czasem bardzo
Obserwuj wątek
    • ignorant11 Piętnaście przyzwoitych lat 17.04.06, 21:31

      Sława!
      Piętnaście przyzwoitych lat
      serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34475,3190220.html


      ZOBACZ TAKŻE


      • Razem do NATO i Unii (01-03-06, 18:56)







      Lubosz Palata* 01-03-2006 , ostatnia aktualizacja 01-03-2006 18:59

      felieton Lubosza Palaty o Grupie Wyszehradzkiej


      Samo w sobie jest to wspaniałe miejsce. Z równiny wyrastają nagle góry, pola
      ustępują miejsca lasom, a rozłożysty Dunaj musi się ścisnąć, by przebić sobie
      drogę dalej na południe. Z Budapesztu jest to taka przyjemna wycieczka na
      niedzielne popołudnie. Zamek na wzgórzu, w którym kiedyś spotkali się królowie
      Czech, Polski i Węgier, to dziś już właściwie ruiny, ale za to majestatyczne.
      Wyszehrad.

      Zamek nosi tę nazwę od wieków. Trzy, a później cztery kraje środkowoeuropejskie
      określają się tak od ostatnich 15 lat. O tym, że Czechy, Polska, Słowacja i
      Węgry stanowią Grupę Wyszehradzką, wiedzą już nie tylko w Brukseli, ale także w
      Korei czy Japonii.

      I to może jest najważniejsza rzecz, jaka udała się w ciągu tego 15-lecia.
      Daliśmy światu jasny sygnał, że nie jesteśmy ani Bałkanami, ani Europą
      Wschodnią, ani też częścią niemieckiej "Mitteleuropy". Udało nam się nawet coś
      więcej. Przywłaszczyliśmy sobie ów pochlebny przymiotnik "środkowoeuropejski",
      czyli niemal coś, co można by określić jako "serce Europy" i co ma świadczyć o
      naszej szczególnej pozycji.

      Nie jest to sprawa bez znaczenia. Zachodnioeuropejczykom, dla których Europa
      przez kilkadziesiąt lat kończyła się na górach Szumawy i wzgórzach Turyngii,
      dajemy w ten sposób do zrozumienia, że ich wyjątkowość na kontynencie jest co
      najmniej względna, a może nawet w ogóle zostaje zakwestionowana.

      I że współczesny kształt Unii Europejskiej, z którego akceptacją i tak już
      wielu na Zachodzie ma problemy, to nie jest jeszcze stan definitywny, ale
      przejściowy. Jeśli Europa faktycznie ma być wspólna, to nie może się ograniczyć
      tylko do swojej zachodniej i środkowej części. Na dłuższą metę nie chcemy
      pogodzić się z obecnym stanem, kiedy to trzy z czterech krajów wyszehradzkich
      stanowią granicę UE. Kto żył kiedyś na granicy, ten wie, o czym mówię.
      Zwłaszcza jeśli jest to granica, która oddziela świat "bogatych" od "biednych".

      Owych 15 lat, kiedy ku smutkowi Słoweńców i złości Austriaków przywłaszczyliśmy
      sobie Europę Środkową, należy do najlepszych okresów we wszystkich naszych
      krajach co najmniej w ciągu ostatniego stulecia. W niektórych przypadkach, jak
      Polska i Słowacja, nawet w ciągu kilku ostatnich wieków.

      Powróciliśmy do Europy głównym wejściem i dziś już jesteśmy, choć trudno nam w
      to uwierzyć, najszybciej rozwijającą się częścią kontynentu. Udało nam się to
      bez zajmowania nowych terytoriów, odkrycia pokładów złota, srebra albo złóż
      ropy. Podstawę naszego rozwoju stanowią praca, demokracja i wolne
      społeczeństwo. Wygląda to na oczywistość, ale w naszej części Europy, o świecie
      nie wspominając, nie zawsze bywało to oczywistością. Niektóre z naszych narodów
      dopiero po raz pierwszy w historii znalazły się w takiej sytuacji. Nie będę
      wymieniać, żeby nie obrazić.

      Jednocześnie po raz pierwszy w historii nikt nam nie zagraża, także my sami nie
      stanowimy dla siebie nawzajem zagrożenia. Wprawdzie Czechom, podobnie jak
      Węgrom, brakuje Bratysławy, a wielu Słowaków tęskni za Pragą podobnie jak
      Polacy za Lwowem, ale z tego powodu nie napadamy na siebie lub innych. To
      prawda, czasami komuś coś się wymsknie, ale Wyszehrad już to przeżył i jeszcze
      przeżyje.

      Przez te 15 lat, co także dla historii stanowi już godny odnotowania okres,
      nauczyliśmy się szanować swoją wyjątkowość i dbać o nią. Odkrywamy nawzajem
      swoje kraje i stwierdzamy, że Budapeszt, Kraków, Koszyce lub Telcz to są
      wspaniałe miasta, równie wspaniałe jak Wenecja lub Paryż, a na dodatek bliższe.
      Nie tylko pod względem geograficznym, ale także ludzkim, uczuciowym. Po
      miastach nadchodzi kolej na książki, filmy, obrazy, piosenki...

      Nie wiem, czy po tych 15 latach zaszliśmy już tak daleko, by móc za siebie
      umierać, gdyby, nie daj Boże, nastąpiła taka konieczność, ale jako narody
      zachowujemy się już wobec siebie przyzwoicie. To znaczy, zazwyczaj tak jest.
      Oby ten stan przetrwał, podobnie jak nasza "środkowoeuropejskość".

      tłum. Tomasz Grabiński



      Autor jest redaktorem czeskiego dziennika "Lidove Noviny"


      Forum Słowiańskie
      gg 1728585
    • ignorant11 15 lat Grupy Wyszehradzkiej 17.04.06, 21:33
      Sława!
      15 lat Grupy Wyszehradzkiej
      serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34475,3190215.html


      ZOBACZ TAKŻE


      • Razem do NATO i Unii (01-03-06, 18:56)







      grab 01-03-2006 , ostatnia aktualizacja 01-03-2006 18:58




      Grupa Wyszehradzka - tak przyjęło się określać współpracę czterech państw
      Europy Środkowej: Polski, Czech, Słowacji i Węgier. Jej początek dało
      podpisanie 15 lutego 1991 r. w węgierskim Wyszehradzie przez prezydentów Polski
      Lecha Wałęsę i Czechosłowacji Vaclava Havla oraz premiera Węgier Jozsefa
      Antalla deklaracji o współpracy tych trzech (a po rozpadzie Czechosłowacji z
      końcem 1992 r. już czterech) krajów "w dążeniu do integracji europejskiej".

      Pomysł narodził się na początku 1990 r. podczas pierwszych oficjalnych wizyt
      Havla jako prezydenta w Warszawie i Budapeszcie. Tradycje wzajemnych kontaktów
      już istniały - polscy i czechosłowaccy dysydenci zaczęli spotykać się
      nielegalnie jeszcze pod koniec lat 70.

      Członków Grupy Wyszehradzkiej połączyły historyczne doświadczenia rządów
      komunizmu oraz chęć szybkiej integracji z NATO i UE (wtedy jeszcze Europejską
      Wspólnotą Gospodarczą). Mimo zmian rządów i prezydentów współpraca jest
      kontynuowana z większym lub mniejszym natężeniem. Nie zaprzestano jej również
      po osiągnięciu w maju 2004 r. zamierzonych celów: wszystkie cztery kraje są już
      członkami NATO i UE.

      Jedyną formalną instytucję Grupy Wyszehradzkiej stanowi Międzynarodowy Fundusz
      Wyszehradzki, który powstał w czerwcu 2000 r. Dysponuje on budżetem w wysokości
      3,2 mln euro - po równo finansują go wszystkie cztery państwa - przeznaczonym
      głównie na dotowanie imprez kulturalnych oraz współpracy młodzieży z krajów
      wyszehradzkich. Siedziba funduszu znajduje się w Bratysławie, jego dyrektorem
      jest obecnie Andrzej Jagodziński, tłumacz i b. dziennikarz "Gazety".



      Forum Słowiańskie
      gg 1728585

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka