Dodaj do ulubionych

Bośnia i Hercegowina

21.07.03, 19:10
Sława!

Link do linków o Bosni Hercegowinie:
wiem.onet.pl/wiem/fts.html?q=Bosnia+i+Hercegowina&szukaj.x=24&szukaj.y=10
Obserwuj wątek
    • ignorant11 Re: Bośnia i Hercegowina 07.08.03, 04:20
      MUZUŁMANIE BOŚNIACCY
      Nowa encyklopedia powszechna PWN © Wydawnictwo Naukowe PWN SA


      MUZUŁMANIE BOŚNIACCY, Bośniacy, naród południowosłow. wyodrębniony gł. ze
      względu na wyznanie i związaną z nim obyczajowość; ok. 1,9 mln (1991); M.B.
      mają etniczny rodowód wspólny z Serbami i Chorwatami oraz Macedończykami,
      natomiast różnią się religią — przechodzili na islam w różnych okresach niewoli
      tur.; przyczyny przechodzenia na islam były różnorodne — społ.-ekon., ale
      również rel. (m.in. związane z bogomilizmem), później także kulturowo-polit.;
      posługują się dialektami języka serbskochorw. z wpływami języka tur.; zachowali
      lud. kulturę słow., nasycając ją kolorytem orientalnym, co dało w rezultacie
      oryginalny konglomerat kulturowy, z doskonale zachowanymi archaicznymi formami
      kultury materialnej i duchowej, zwł. literatury ustnej (lud. pieśni epickie i
      liryczne, bogata proza); orientalną specyfikę bośniackiego zderzenia kultury
      muzułm. i chrześc. przejęła regionalna literatura pisana, także współcz. (I.
      Andrić, M. Selimović).

      WIĘCEJ:

      encyklopedia.pwn.pl/49331_1.html
    • ignorant11 UE nie jest gotowa do operacji w Bośni - uważa ame 31.08.03, 00:01

      UE nie jest gotowa do operacji w Bośni - uważa amerykański generał


      dp 05-08-2003, ostatnia aktualizacja 05-08-2003 16:48

      Unia Europejska może nie poradzić sobie z przejęciem misji pokojowej w Bośni od
      2004 r. - uważa amerykański generał James Jones, dowódca NATO w Europie.
      Operacja pokojowa w Bośni ma być największa w historii wspólnych działań
      wojskowych Unii. Uwagi Jonesa, który zasugerował, że Bruksela powinna raczej
      skoncentrować się na działaniach policyjnych, które już prowadzi, wywołały w
      Europie irytację. Zdaniem brytyjskiego dziennika "The Independent" uwagi
      generała USA to "kolejna oznaka napięć transatlantyckich". Amerykanie od dawna
      chcieli przekazać sprawę Bośni Europejczykom, lecz teraz uznają region za jeden
      z ważnych w wojnie z terroryzmem.


      Ignorant
      +++
    • ignorant11 Kłopoty wicekróla 31.08.03, 00:03
      Kłopoty wicekróla

      Dawid Warszawski 30-07-2003, ostatnia aktualizacja 30-07-2003 18:02

      Bośnia musi się nauczyć niepodległości w praniu - pisze Dawid Warszawski

      Może jednoosobowo wetować ustawy. Może usunąć ze stanowiska dowolnego
      urzędnika, z premierem włącznie. Może nakazać zamknięcie gazety lub rozgłośni.
      Za decyzje nie odpowiada de facto przed nikim z wyjątkiem mgławicowej
      międzynarodowej Rady Wprowadzania Pokoju w Życie, w której reprezentowanych
      jest ponad 50 państw, w tym i to, którym rządzi. Nic dziwnego, że władza
      wysokiego przedstawiciela społeczności międzynarodowej w Bośni porównywana bywa
      do władzy brytyjskiego wicekróla w kolonialnych Indiach.

      Ale Brytyjczyk Paddy Ashdown niewiele robi sobie z tej krytyki. "Mam robotę do
      zrobienia i zamierzam ją wykonać" - mówi. - "Nie zamierzam nikogo przepraszać,
      że działam zbyt szybko. Ten kraj potrzebuje ludzi niecierpliwych." Ale on sam
      pierwszy przyznaje, że jego najważniejszym celem jest sprawić, by stał się
      niepotrzebny. By Bośnia mogła wreszcie rządzić się sama.

      Wysocy Przedstawiciele rządzą krajem od zawarcia niemal osiem lat temu pokoju w
      Dayton. Ich absolutna władza była zrazu niezbędna, gdyż pokój sklecił z dwóch
      podzielonych linią frontu i nienawidzących się połówek jedynie fikcję państwa.
      Poprzednicy Ashdowna usuwali ze stanowisk polityków obciążonych zbrodniami
      wojennymi, szerzących nienawiść lub po prostu skorumpowanych. Narzucili krajowi
      nową flagę, która przyjęła się zresztą głównie na międzynarodowych
      konferencjach. Bośniacy różnych odłamów, którzy walczyli i ginęli pod własnymi
      sztandarami, nie mieli powodu czuć do niej nabożeństwa. To w znacznej mierze
      dzięki ich wysiłkom kraj nie żyje już w cieniu wojen - tej, która się w Dayton
      zakończyła, i tej następnej, której wybuchu wszyscy się od Dayton spodziewali.

      Ale cena była wysoka. W pierwszych wyborach przeprowadzonych pod ich nadzorem
      frekwencja wyniosła 107 proc. Po zasadnym zamknięciu kilku gazet i rozgłośni za
      szerzenie nienawiści prasa ostrożniej krytykuje przedstawicieli, a gdy to
      czyni, jest oskarżana o krycie własnych ciemnych interesów. Wreszcie bośniaccy
      politycy, zwolnieni z ostatecznej odpowiedzialności za swe decyzje, odzwyczaili
      się od ich podejmowania. Nikt dziś nie prowadzi publicznej debaty na temat
      podziału skąpego budżetu i tego, kto ma ponieść ciężar nieuchronnych cięć.
      Inwalidzi wojenni? Uchodźcy? Rodziny ofiar? W Bośni tylko byłym zbrodniarzom i
      obecnym mafioso powodzi się dobrze i nawet Ashdown nie ma pomysłu, jak dobrać
      im się do skóry.

      Za to dobrano się do skóry jemu. W opublikowanym niedawno raporcie szanowana
      grupa ekspertów z niemieckiej Inicjatywy Stabilizacji Europejskiej wezwała go,
      by do przyszłego roku złożył urząd i by nie miał już następców. Bośnia, jak
      twierdzą, dojrzała już do niepodległości. Inni eksperci z niemniej szanowanej
      Międzynarodowej Grupy Kryzysowej uważają, że musi odejść, ale przedtem powinien
      jeszcze przeprowadzić radykalne reformy. Ashdown zareagował na te raporty. Gdy
      to samo pisała prasa bośniacka, milczał. Jej opinia się dla niego nie liczyła i
      ten fakt, wśród wielu innych, przemawia raczej za opinią Inicjatywy. Nawet
      bowiem jeśli nie wiadomo, kiedy kraj dojrzał do niepodległości i jakie są tego
      kryteria, pewne jest jedno - osiągnąć to można jedynie na własną rękę. W innym
      wypadku jego opiekunowie znajdą się w sytuacji tatusia, który kupiwszy synowi
      aparat, obiecuje mu, że kiedy nauczy się robić ładne zdjęcia, to tatuś kupi mu
      też film. Nie ma zdjęć bez filmu, a niepodległości bez odpowiedzialności.
    • ignorant11 Armia serbska w Bośni sprzedaje broń 31.08.03, 00:06
      Armia serbska w Bośni sprzedaje broń


      afp, mar 10-08-2003, ostatnia aktualizacja 10-08-2003 18:55

      Ministerstwo obrony Republiki Serbskiej w Bośni ogłosiło przetarg na sprzedaż
      105 czołgów, około stu dział i ponad 40 tys. części uzbrojenia piechoty. Aukcja
      będzie nadzorowana przez NATO-wskie siły stabilizacyjne (SFOR) w Bośni, które
      zweryfikują kupców do niej przystępujących. Zgodnie z międzynarodową umową
      armia serbska w Bośni ma czas do końca roku na pozbycie się nadmiarów broni. -
      Jeśli nie zostanie sprzedana, zniszczymy ją - zapowiedział rzecznik SFOR Mark
      Hamilton.
    • ignorant11 Co zostało z Sarajewa (1) 06.09.03, 22:55
      Co zostało z Sarajewa


      Gojko Berić 05-09-2003, ostatnia aktualizacja 05-09-2003 20:40

      Sarajewo jest dzisiaj podzielone religijnie i narodowo bardziej niż
      kiedykolwiek w ostatnich 50, i więcej, latach - pisze Gojko Berić.

      W czasie trwającego cztery lata serbskiego oblężenia miasta i wewnętrznego
      terroru lokalnych band bośniackich życie w Sarajewie nie mogło przezwyciężyć
      polityki etnicznych i religijnych podziałów, choć czasem udawało się zdziałać
      niejedno mimo lub wbrew niej, a nawet tu i tam wykorzystać ją dla własnych
      celów. Wojenne Sarajewo było dowodem na to, jak bardzo nienawiść i narzucone
      podziały są nienaturalne i niefunkcjonalne. Ale gdy skończyła się wojna, fakt
      ten nie miał już żadnego znaczenia. Sarajewo jest dzisiaj podzielone religijnie
      i narodowo bardziej niż kiedykolwiek w ostatnich 50, i więcej, latach. Wzajemne
      zaufanie Bośniaków, Serbów i Chorwatów zostało w większości przypadków
      stracone, choć zostało coś jeszcze z tradycyjnego bośniackiego obyczaju, że
      ludzie spieszą sobie nawzajem z pomocą.

      Jednak zawsze pozostaje jakaś pociecha.

      Gdybym nie poznał niedawno pewnego Włocha, nie wiedziałbym, jakie mam
      szczęście, mieszkając w Sarajewie. Giuseppe wędruje po krajach południowo-
      wschodniej Europy i sprzedaje rozmaite maszyny jednej włoskiej firmy. Niestety,
      nie umiałem mu pomóc w tym, co najbardziej go interesowało: jak się nazywają
      największe tartaki w Bośni, gdzie się znajdują i jak do nich dotrzeć. Giuseppe
      myślał pewnie, że dziennikarz musi wiedzieć tyle samo o politykach, knajpach i
      burdelach co o tartakach i niedźwiedziach.

      Żeby nie rozczarował się ostatecznie, zaprowadziłem go do królestwa
      Baszczarszii, tam, gdzie podają najwykwintniejsze cievapczicie w Sarajewie.
      Zamówiłem najlepsze mięso z rusztu. Giuseppe studiował maszynoznawstwo w
      Słowenii i mówił do mnie zabawną mieszaniną włoskiego, słoweńskiego i byłego
      języka serbsko-chorwackiego. - Moja dusza ożywia się na Bałkanach. Uwielbiam
      Bałkany - powiedział. - Rzym mnie nudzi, bo w Rzymie mieszkają tylko Włosi. A
      Sarajewo jest magnifico, na ulicach spotyka się najrozmaitszych ludzi.

      Kelner przyniósł jeden większy i jeden mniejszy talerz ze specjalnościami z
      rusztu. - O mamma mia! - wykrzyknął Giuseppe. - Super! - oznajmił po pierwszym
      kęsie i powtórzył to jeszcze wiele razy, po czym dodał: Signor Berić, pan to
      jest szczęśliwym człowiekiem! Dlaczego? Bo może pan jeść cievapczicie każdego
      dnia.

      Ach, ci szaleni cudzoziemcy, pomyślałem. Nic nie rozumieją. Im w Sarajewie
      zawsze jest dobrze, czy przyjeżdżają tu na trzy dni, czy na cztery lata. Wiele
      razy myślałem, że byłoby lepiej, żebym i ja, jak wielu innych, wyjechał z tego
      miasta i tej zatopionej Atlantydy, zwanej Jugosławią. A teraz jakiś Giuseppe
      przekonuje mnie, że jestem szczęśliwy, bo tu zostałem. Pieprzony Giuseppe! Nie
      masz pojęcia, w jakim kraju żyję.

      A jednak Giuseppe w pewnym sensie ma rację - w życiu wszystko jest względne.
      Zwłaszcza gdy chodzi o sarajewskie cievapczicie.

      ***

      W nadchodzących dniach zacząłem spotykać coraz więcej byłych mieszkańców
      Sarajewa nazywanych tu Sarajlijami. Przyjeżdżali z różnych stron świata
      odwiedzić miasto, które opuścili w czasie wojny. Ponowne spotkanie ze starymi
      adresami zawsze jest ekscytujące, ale w miarę upływu lat wzajemna emocjonalna
      więź słabnie. Sarajewo pod wieloma względami nie jest już tym miastem co
      kiedyś, a ci, co go opuścili, przynależą do jego przeszłości. Byli
      współmieszkańcy to teraz dwa odrębne światy - jeden żyje w piekle transformacji
      i nędzy, mentalność drugiego zdołał już zmienić kapitalizm. Tym, którzy
      opuścili Sarajewo, coraz trudniej będzie je poznać, a Sarajewo niełatwo ich
      rozpozna. Przy czym trudno powiedzieć, kto bardziej się zmienił. Gdybym musiał
      wybrać, powiedziałbym: jednak Sarajewo. Wiele w nim tego, co było, ale jeszcze
      więcej tego, czego nie było nigdy.

      Demograficzny obraz miasta zmienił się drastycznie. W czasie oblężenia i zaraz
      po wojnie wyjechało z Sarajewa około stu tysięcy mieszkańców, przeważnie
      przedstawicieli klasy średniej. Ich miejsce zajęli bośniaccy uchodźcy z
      prowincji i nie zamierzają już wrócić do swoich domów. Oporni są na miejską
      tradycję metropolii i nie okazują ochoty, by zmienić swoją kulturę życia, swoje
      nawyki i obyczaje. Ulice pełne są żebraków i głodnych dzieci, a miasto
      przytłoczone jest prymitywizmem, wygląda na opuszczone i brudne. Wąska elita
      intelektualna - ta, która przeciwstawiła się etnicznym podziałom i stanowi
      szczególną wielokulturową sektę - spotyka się w kilku kultowych miejscach przy
      okazji promocji książek, wystaw i tym podobnych imprez.

      Sarajewo jest dzisiaj wyraźnie, choć nie tylko, bośniacko-muzułmańskim miastem.
      Chorwatów jest zaledwie 15 tys., a przed wojną było ich dwa razy więcej. Serbów
      jest przynajmniej pięć razy mniej niż przed wojną, ocenia się, że około 30 tys.
      Wśród zatrudnionych na publicznych stanowiskach, w szpitalach, szkołach i na
      uniwersytetach stanowią pozycję niezauważalną. W gronie 70 tegorocznych
      absolwentów medycyny tylko jeden nie jest Bośniakiem. Większość sarajewskich
      Bośniaków takiego Sarajewa nie chciała, ale Alija Izetbegović w głębi duszy
      zadowolony był z drastycznej zmiany demograficznej struktury miasta. Dla niego
      było to jedyne zadośćuczynienie za ogrom ludzkich ofiar i utracone terytorium.
      Jednak już słychać pytanie: czy takie Sarajewo to nadal główne miasto, czy
      tylko administracyjne centrum Bośni i Hercegowiny?

      ***

      Z punktu widzenia demokracji i praw człowieka liczebny stosunek Bośniaków,
      Serbów i Chorwatów nie jest sprawą najważniejszą. Istotne są stosunki między
      nimi. A to jest właśnie ta sfera, która wymyka się wszelkim wnioskom
      ostatecznym. Religijne i narodowe podziały będące następstwem krwawej wojny są
      wciąż żywotne i pytaniem jest, kiedy staną się sprawą drugorzędną politycznie.
      Każdy incydent, w który zamieszani są przedstawiciele różnych narodowości,
      każde zabójstwo, każde obraźliwe graffiti, każde zbezczeszczenie nagrobków (z
      reguły katolickich, prawosławnych i żydowskich), każda bomba podłożona pod
      czyjś samochód, próg domu czy biuro - a w Sarajewie ostatnio zdarza się to
      niemal codziennie - wszystko to jest naznaczone narodowościowo.

      Kardynał Vinko Puljić od dłuższego czasu i w kraju, i za granicą skarży się
      publicznie na trudną sytuację sarajewskich katolików i Chorwatów. Wciąż nie
      może się doczekać lokalizacji na budowę kościoła archidiecezjalnego, a
      istniejące świątynie narażone są na ataki i często pojawiają się na nich
      obraźliwe graffiti; jakieś obmierzłe typy napadają siostry zakonne, a sam
      kardynał też spotkał się z tym, że był opluwany i obrażany. Helsiński komitet
      praw człowieka Bośni i Hercegowiny po sprawdzeniu potwierdził, że informacje te
      są prawdziwe.

      Chorwaci obciążają tymi religijno-narodowościowymi ekscesami bośniackie władze.
      Są przekonani, że władze nie chronią ich przed napastnikami i tym samym
      pośrednio dają sygnał, że to oni, Chorwaci, są tu zbyteczni czy wręcz
      niechciani.

      To, że Sarajewo jest pod wieloma względami miastem muzułmańskim, nie stanowi
      odkrycia. Jak powiedział wybitny chorwacki intelektualista Ivan Lovrenović, "to
      była jego cecha dominująca historycznie i nie przestała być aktualna, na tym
      też polega urok jego tożsamości". Zajmując się od lat studiowaniem historycznej
      idei Bośni i Hercegowiny, wspólnego życia i tolerancji jej narodów, kultur i
      religii, Lovrenović dostawał cięgi ze strony katolickiego kleru i chorwackich
      nacjonalistów. Jednak on i kilku jemu podobnych doczekali się politycznej oraz
      intelektualnej dyskwalifikacji z najmniej oczekiwanej strony - ze strony
      bośniackiej. Lovrenović, literat i felietonista magazynu "Dani", uznany został
      za "międzynarodowego najemnika" w służbie Wielkiej Serbii i Wielkiej Chorwacji!
      Tygodniami prowadzono przeciwko niemu ponurą kampanię na łamach
      • ignorant11 Re: Co zostało z Sarajewa (2) 06.09.03, 22:59
        To, że Sarajewo jest pod wieloma względami miastem muzułmańskim, nie stanowi
        odkrycia. Jak powiedział wybitny chorwacki intelektualista Ivan Lovrenović, "to
        była jego cecha dominująca historycznie i nie przestała być aktualna, na tym
        też polega urok jego tożsamości". Zajmując się od lat studiowaniem historycznej
        idei Bośni i Hercegowiny, wspólnego życia i tolerancji jej narodów, kultur i
        religii, Lovrenović dostawał cięgi ze strony katolickiego kleru i chorwackich
        nacjonalistów. Jednak on i kilku jemu podobnych doczekali się politycznej oraz
        intelektualnej dyskwalifikacji z najmniej oczekiwanej strony - ze strony
        bośniackiej. Lovrenović, literat i felietonista magazynu "Dani", uznany został
        za "międzynarodowego najemnika" w służbie Wielkiej Serbii i Wielkiej Chorwacji!
        Tygodniami prowadzono przeciwko niemu ponurą kampanię na łamach
        dzienników "Dnevni Avaz", nacjonalistycznego "Ljiljana" i pozbawionego
        skrupułów agresywnego "Waltera".

        Nie uniknęła też publicznego linczu na stronach wspomnianych gazet moja skromna
        osoba, i to tylko dlatego, że poparłem Lovrenovicia. Skończyło się na kilku
        zadrapaniach i wkrótce zostawiono mnie w spokoju. W podobny
        sposób "odstrzelono" wcześniej poetę Marka Veszovicia, autora książki "Smrt je
        majstor iz Srbije" (Śmierć przychodzi z Serbii) i emerytowanego generała Jovana
        Divjaka, Serba, który będąc pułkownikiem JNA (Jugosłowiańskiej Armii Ludowej),
        pełnił służbę w Bośni, a tuż przed samą wojną wstąpił do armii Bośni i
        Hercegowiny, stając się z czasem jedną z legend wojennego Sarajewa. Veszovicia
        nazwano czetnikiem, bo sprzeciwił się rozpisanej na głosy kampanii przeciwko
        mieszanym małżeństwom, którą swego czasu rozpoczęła grupa intelektualistów z
        kręgu Wspólnoty Islamskiej, a generał Divjak uznany został za "moralne zero",
        po tym jak w wywiadzie udzielonym belgradzkiej gazecie "Veczernje Novosti"
        opowiedział o istnieniu muzułmańskich obozów i prywatnych więzień dla Serbów.

        Te i inne ataki na kilku wybitnych nie-Bośniaków, którzy od pierwszego dnia
        wojny stanęli po stronie narodu bośniackiego, a także Bośni i Hercegowiny,
        wielu obserwatorów uznało za wyraz radykalizacji muzułmańskiego nacjonalizmu w
        samym centrum państwa. Lovrenović przytacza słowa swojego byłego przyjaciela,
        znanego bośniackiego intelektualisty, który powiedział mu tak: "Ty swoim
        pisaniem robisz Bośniakom krzywdę, bo stwarzasz iluzję, że wspólne życie z
        Serbami i Chorwatami jest możliwe". Zwolennicy tezy o narastającej bośniackiej
        nietolerancji wobec katolików i prawosławnych obecnych w ich religijno-
        etnicznym środowisku powołują się na wrażenia jednego z najbardziej znanych
        żyjących pisarzy sarajewskich z jego pielgrzymki do Mekki i pobytu w tym
        mieście: "Przybywszy do Mekki, ujrzałem tłumy ludzi, którzy dotarli tu ze
        wszystkich stron świata, by odbyć hadż, i tak spełniła się moja modlitwa
        skierowana do Boga, dova, żeby przynajmniej przez jakiś czas wszędzie wokół
        mnie byli tylko muzułmanie".

        Więcej jednak jest takich, którzy uważają, że chodzi o próbę wyeliminowania z
        życia publicznego wszystkich wtykających nos na muzułmańskie podwórze. Chodzi o
        to, że liczba znanych osobistości z najbliższego otoczenia Alii Izetbegovicia -
        od ministra policji w czasie wojny i byłego premiera federalnego po grupę
        generałów oraz posłów do parlamentu - przeciw którym toczą się postępowania
        sądowe lub którym grożą oskarżenia o popełnienie przestępstwa, naprawdę robi
        wrażenie. Chodzi o klasyczne dorabianie się na wojnie, przemyt broni i
        narkotyków, nadużywanie pozycji zajmowanej w strukturach władzy. Muzułmańscy
        przywódcy polityczni i religijni przekonują swój naród, że zastosowanie sankcji
        prawnych wobec tych ludzi doprowadzi do "kryminalizacji Bośniaków".

        ***

        W tę sarajewską opowieść niespodziewanie wkroczyła też wnuczka Tity Svetlana
        Broz, kardiolog z zawodu. Svetlana Broz tuż przed wojną opuściła Belgrad, po
        czym, jak wiadomo, opublikowała książkę "Dobrzy ludzie w czasach zła" będącą
        efektem jej wojennych podróży po Bośni, a teraz mieszka w miejscowości Hadżici
        pod Sarajewem. Pod koniec czerwca na spotkaniu Stowarzyszenia Niezależnych
        Intelektualistów "Krug 99" powiedziała, że Sarajewo ma na swym sumieniu wielką
        plamę z czasu oblężenia: "Nierzadko można było usłyszeć w Sarajewie, że dzieci
        z mieszanych małżeństw to bękarty. I to sprawiło, że przeważająca część nich
        wraz z rodzicami poszukała schronienia w Australii, Kanadzie lub Ameryce".
        Według Svetlany Broz "mieszane małżeństwa to największa siła bośniacko-
        hercegowińskiego społeczeństwa, to oni wyrwą Bośnię z mroku, w który wpędziły
        ją nacjonalistyczne mózgi".

        Dokonana przez nią gloryfikacja mieszanych małżeństw zirytowała poetę
        Dżemaludina Laticia, swego czasu uważanego za ideologa SDA (Stranka Demokratske
        Akcije), partii Izetbegovicia. Latić już przed paroma laty nazwał dzieci z
        mieszanych małżeństw "frustratami", co wywołało w Sarajewie najgorętszą
        polemikę od czasu zakończenia wojny. Co poniektórzy dziennikarze odpowiedzieli
        Laticiowi, że jest faszystą. Wypowiedź Svetlany Broz sprowokowała Laticia do
        ponownego zabrania głosu w tej sprawie. Nazwał mieszane małżeństwa "titowskim
        projektem, który został wymyślony po to, by muzułmanie przestali istnieć jako
        naród". Te brednie można oczywiście uznać tylko za owoc nazbyt wybujałej
        wyobraźni poety.

        ***

        Jednakże Sarajewo pełne jest p aradoksów. Religijne i etniczne podziały są
        dominującym czynnikiem w polityce rządzących partii narodowych, ale, o dziwo,
        mniej rzucają się w oczy w codziennym życiu. Można się było o tym przekonać
        przy okazji "sprawy Lovrenovicia", kiedy to znaczna liczba znanych Bośniaków
        stanęła w obronie chorwackiego intelektualisty. To niejedyny dowód na to, że
        Sarajewo zachowało jądro miasta multietnicznego i jakąś zadziwiającą
        normalność, tak niewspółmierną do przeżytej tragedii.

        Jak poświęcisz temu miastu swój rozum, oczy i serce, staje się ono o wiele
        bardziej skomplikowane, niż można by było pomyśleć.

        Najbliższy prawdy o dzisiejszym Sarajewie jest chyba Miljenko Jergović,
        urodzony w tym mieście Sarajlija, który od dziesięciu lat mieszka w Zagrzebiu i
        uchodzi za jednego z największych pisarzy chorwackich młodszego pokolenia: "O
        tym, że nie ma już tamtego Sarajewa, nasłuchałem się od Sarajlijów w całej
        Europie, ale i od tych, którzy mieszkają w tym mieście. Można by zrobić
        leksykon pokazujący, czego to nie ma w Sarajewie. Ale będzie to tylko mityczna
        połowa prawdy. Druga połowa sprowadza się do stwierdzenia, że Bośnia i
        Hercegowina jest przepięknym, okaleczonym krajem, pełnym wielkich kretynów i
        wielkich ludzi".

        Przełożyła Dorota Jovanka Cirlić

        Gojko Berić jest Serbem urodzonym i mieszkającym w Sarajewie, gdzie przeżył
        również lata oblężenia. Jest komentatorem dziennika "Oslobodjenje" i
        tygodnika "Dani", autorem książek "Śmierć latem w Dubrowniku", "Sarajewo na
        końcu świata", "List do niebiańskiego narodu"
    • issa12 Tu tez wykasujecie? 20.04.04, 01:06
      Masakra w Srebrenicy była ludobójstwem






      Lista zidentyfikowanych i pogrzebanych dzisiaj ofiar Srebrenicy. Na rozpoznanie
      czeka jeszcze kilka tysięcy ciał. Ich nazwisk na tej liście nie ma
      Fot. Jerzy Gumowski / AG


      ZOBACZ TAKŻE


      • Kontrowersyjne zeznania generała Morillona przed haskim Trybunałem (25-02-04,
      19:11)







      afp, dp 19-04-2004, ostatnia aktualizacja 19-04-2004 17:02

      Tak orzekł sąd apelacyjny ONZ-owskiego Trybunału ds. Zbrodni w byłej
      Jugosławii. Decyzja może stanowić precedens dla wielu spraw, m.in. byłego
      prezydenta Jugosławii Slobodana Miloszevicia

      Trybunał rozpatrywał sprawę generała Radislava Krstica, który dowodził
      oddziałami serbskimi w Srebrenicy w 1995 r. Jego żołnierze zabili tam ponad 7
      tys. muzułmańskich mężczyzn i chłopców. Trybunał nie przychylił się do
      argumentów obrony, że liczba ofiar była "zbyt mało znacząca" w skali całej
      Bośni, by mówić o ludobójstwie. (Według konwencji genewskiej z 1948 r.
      ludobójstwo to "czyny popełnione w celu zniszczenia w całości lub w części
      grupy narodowej, etnicznej, rasowej lub religijnej).

      56-letni Krstic jest jedynym skazanym dotychczas za ludobójstwo podczas wojen w
      b. Jugosławii; w 2001 r. otrzymał karę 46 lat więzienia. W poniedziałek
      Trybunał skrócił jednak wyrok o 11 lat, przychylając się do argumentu, że
      generał nie był "głównym wykonawcą" ludobójstwa. "Wszystkie dowody wskazują na
      to, że wiedział, że do tych morderstw dochodzi, i że pozwalał używać ludzi i
      środków będących pod jego dowództwem, by je umożliwić" - stwierdził sąd. Został
      więc uznany za winnego "pomagania i współsprawstwa" ludobójstwa.

      Wśród 60 zarzutów stawianych przez Trybunał w Hadze Slobodanowi Miloszeviciowi
      jest m.in. zarzut dotyczący ludobójstwa w Srebrenicy.

      wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2028759.html
      • issa12 Re: Tu tez wykasujecie? 20.04.04, 01:08
        1 Al-Fatiha

        U ime Allaha, Milostivog, Samilosnog

        1. Tebe, Allaha, Gospodara svjetova, hvalimo,

        2. Milostivog, Samilosnog,

        3. Vladara Dana sudnjeg,

        4. Tebi se klanjamo i od Tebe pomo} tra`imo!

        5. Uputi nas na pravi put,

        6. na put onih kojma si milost Svoju darovao,

        7. a ne onih koji su protiv sebe srd`bu izazvali, niti onih koji su

        www.kuran.gen.tr/html/bosnaian/001.php3

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka