ignorant11 21.07.03, 19:10 Sława! Link do linków o Bosni Hercegowinie: wiem.onet.pl/wiem/fts.html?q=Bosnia+i+Hercegowina&szukaj.x=24&szukaj.y=10 Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
ignorant11 Re: Bośnia i Hercegowina 07.08.03, 04:20 MUZUŁMANIE BOŚNIACCY Nowa encyklopedia powszechna PWN © Wydawnictwo Naukowe PWN SA MUZUŁMANIE BOŚNIACCY, Bośniacy, naród południowosłow. wyodrębniony gł. ze względu na wyznanie i związaną z nim obyczajowość; ok. 1,9 mln (1991); M.B. mają etniczny rodowód wspólny z Serbami i Chorwatami oraz Macedończykami, natomiast różnią się religią — przechodzili na islam w różnych okresach niewoli tur.; przyczyny przechodzenia na islam były różnorodne — społ.-ekon., ale również rel. (m.in. związane z bogomilizmem), później także kulturowo-polit.; posługują się dialektami języka serbskochorw. z wpływami języka tur.; zachowali lud. kulturę słow., nasycając ją kolorytem orientalnym, co dało w rezultacie oryginalny konglomerat kulturowy, z doskonale zachowanymi archaicznymi formami kultury materialnej i duchowej, zwł. literatury ustnej (lud. pieśni epickie i liryczne, bogata proza); orientalną specyfikę bośniackiego zderzenia kultury muzułm. i chrześc. przejęła regionalna literatura pisana, także współcz. (I. Andrić, M. Selimović). WIĘCEJ: encyklopedia.pwn.pl/49331_1.html Odpowiedz Link
ignorant11 UE nie jest gotowa do operacji w Bośni - uważa ame 31.08.03, 00:01 UE nie jest gotowa do operacji w Bośni - uważa amerykański generał dp 05-08-2003, ostatnia aktualizacja 05-08-2003 16:48 Unia Europejska może nie poradzić sobie z przejęciem misji pokojowej w Bośni od 2004 r. - uważa amerykański generał James Jones, dowódca NATO w Europie. Operacja pokojowa w Bośni ma być największa w historii wspólnych działań wojskowych Unii. Uwagi Jonesa, który zasugerował, że Bruksela powinna raczej skoncentrować się na działaniach policyjnych, które już prowadzi, wywołały w Europie irytację. Zdaniem brytyjskiego dziennika "The Independent" uwagi generała USA to "kolejna oznaka napięć transatlantyckich". Amerykanie od dawna chcieli przekazać sprawę Bośni Europejczykom, lecz teraz uznają region za jeden z ważnych w wojnie z terroryzmem. Ignorant +++ Odpowiedz Link
ignorant11 Kłopoty wicekróla 31.08.03, 00:03 Kłopoty wicekróla Dawid Warszawski 30-07-2003, ostatnia aktualizacja 30-07-2003 18:02 Bośnia musi się nauczyć niepodległości w praniu - pisze Dawid Warszawski Może jednoosobowo wetować ustawy. Może usunąć ze stanowiska dowolnego urzędnika, z premierem włącznie. Może nakazać zamknięcie gazety lub rozgłośni. Za decyzje nie odpowiada de facto przed nikim z wyjątkiem mgławicowej międzynarodowej Rady Wprowadzania Pokoju w Życie, w której reprezentowanych jest ponad 50 państw, w tym i to, którym rządzi. Nic dziwnego, że władza wysokiego przedstawiciela społeczności międzynarodowej w Bośni porównywana bywa do władzy brytyjskiego wicekróla w kolonialnych Indiach. Ale Brytyjczyk Paddy Ashdown niewiele robi sobie z tej krytyki. "Mam robotę do zrobienia i zamierzam ją wykonać" - mówi. - "Nie zamierzam nikogo przepraszać, że działam zbyt szybko. Ten kraj potrzebuje ludzi niecierpliwych." Ale on sam pierwszy przyznaje, że jego najważniejszym celem jest sprawić, by stał się niepotrzebny. By Bośnia mogła wreszcie rządzić się sama. Wysocy Przedstawiciele rządzą krajem od zawarcia niemal osiem lat temu pokoju w Dayton. Ich absolutna władza była zrazu niezbędna, gdyż pokój sklecił z dwóch podzielonych linią frontu i nienawidzących się połówek jedynie fikcję państwa. Poprzednicy Ashdowna usuwali ze stanowisk polityków obciążonych zbrodniami wojennymi, szerzących nienawiść lub po prostu skorumpowanych. Narzucili krajowi nową flagę, która przyjęła się zresztą głównie na międzynarodowych konferencjach. Bośniacy różnych odłamów, którzy walczyli i ginęli pod własnymi sztandarami, nie mieli powodu czuć do niej nabożeństwa. To w znacznej mierze dzięki ich wysiłkom kraj nie żyje już w cieniu wojen - tej, która się w Dayton zakończyła, i tej następnej, której wybuchu wszyscy się od Dayton spodziewali. Ale cena była wysoka. W pierwszych wyborach przeprowadzonych pod ich nadzorem frekwencja wyniosła 107 proc. Po zasadnym zamknięciu kilku gazet i rozgłośni za szerzenie nienawiści prasa ostrożniej krytykuje przedstawicieli, a gdy to czyni, jest oskarżana o krycie własnych ciemnych interesów. Wreszcie bośniaccy politycy, zwolnieni z ostatecznej odpowiedzialności za swe decyzje, odzwyczaili się od ich podejmowania. Nikt dziś nie prowadzi publicznej debaty na temat podziału skąpego budżetu i tego, kto ma ponieść ciężar nieuchronnych cięć. Inwalidzi wojenni? Uchodźcy? Rodziny ofiar? W Bośni tylko byłym zbrodniarzom i obecnym mafioso powodzi się dobrze i nawet Ashdown nie ma pomysłu, jak dobrać im się do skóry. Za to dobrano się do skóry jemu. W opublikowanym niedawno raporcie szanowana grupa ekspertów z niemieckiej Inicjatywy Stabilizacji Europejskiej wezwała go, by do przyszłego roku złożył urząd i by nie miał już następców. Bośnia, jak twierdzą, dojrzała już do niepodległości. Inni eksperci z niemniej szanowanej Międzynarodowej Grupy Kryzysowej uważają, że musi odejść, ale przedtem powinien jeszcze przeprowadzić radykalne reformy. Ashdown zareagował na te raporty. Gdy to samo pisała prasa bośniacka, milczał. Jej opinia się dla niego nie liczyła i ten fakt, wśród wielu innych, przemawia raczej za opinią Inicjatywy. Nawet bowiem jeśli nie wiadomo, kiedy kraj dojrzał do niepodległości i jakie są tego kryteria, pewne jest jedno - osiągnąć to można jedynie na własną rękę. W innym wypadku jego opiekunowie znajdą się w sytuacji tatusia, który kupiwszy synowi aparat, obiecuje mu, że kiedy nauczy się robić ładne zdjęcia, to tatuś kupi mu też film. Nie ma zdjęć bez filmu, a niepodległości bez odpowiedzialności. Odpowiedz Link
ignorant11 Armia serbska w Bośni sprzedaje broń 31.08.03, 00:06 Armia serbska w Bośni sprzedaje broń afp, mar 10-08-2003, ostatnia aktualizacja 10-08-2003 18:55 Ministerstwo obrony Republiki Serbskiej w Bośni ogłosiło przetarg na sprzedaż 105 czołgów, około stu dział i ponad 40 tys. części uzbrojenia piechoty. Aukcja będzie nadzorowana przez NATO-wskie siły stabilizacyjne (SFOR) w Bośni, które zweryfikują kupców do niej przystępujących. Zgodnie z międzynarodową umową armia serbska w Bośni ma czas do końca roku na pozbycie się nadmiarów broni. - Jeśli nie zostanie sprzedana, zniszczymy ją - zapowiedział rzecznik SFOR Mark Hamilton. Odpowiedz Link
ignorant11 Co zostało z Sarajewa (1) 06.09.03, 22:55 Co zostało z Sarajewa Gojko Berić 05-09-2003, ostatnia aktualizacja 05-09-2003 20:40 Sarajewo jest dzisiaj podzielone religijnie i narodowo bardziej niż kiedykolwiek w ostatnich 50, i więcej, latach - pisze Gojko Berić. W czasie trwającego cztery lata serbskiego oblężenia miasta i wewnętrznego terroru lokalnych band bośniackich życie w Sarajewie nie mogło przezwyciężyć polityki etnicznych i religijnych podziałów, choć czasem udawało się zdziałać niejedno mimo lub wbrew niej, a nawet tu i tam wykorzystać ją dla własnych celów. Wojenne Sarajewo było dowodem na to, jak bardzo nienawiść i narzucone podziały są nienaturalne i niefunkcjonalne. Ale gdy skończyła się wojna, fakt ten nie miał już żadnego znaczenia. Sarajewo jest dzisiaj podzielone religijnie i narodowo bardziej niż kiedykolwiek w ostatnich 50, i więcej, latach. Wzajemne zaufanie Bośniaków, Serbów i Chorwatów zostało w większości przypadków stracone, choć zostało coś jeszcze z tradycyjnego bośniackiego obyczaju, że ludzie spieszą sobie nawzajem z pomocą. Jednak zawsze pozostaje jakaś pociecha. Gdybym nie poznał niedawno pewnego Włocha, nie wiedziałbym, jakie mam szczęście, mieszkając w Sarajewie. Giuseppe wędruje po krajach południowo- wschodniej Europy i sprzedaje rozmaite maszyny jednej włoskiej firmy. Niestety, nie umiałem mu pomóc w tym, co najbardziej go interesowało: jak się nazywają największe tartaki w Bośni, gdzie się znajdują i jak do nich dotrzeć. Giuseppe myślał pewnie, że dziennikarz musi wiedzieć tyle samo o politykach, knajpach i burdelach co o tartakach i niedźwiedziach. Żeby nie rozczarował się ostatecznie, zaprowadziłem go do królestwa Baszczarszii, tam, gdzie podają najwykwintniejsze cievapczicie w Sarajewie. Zamówiłem najlepsze mięso z rusztu. Giuseppe studiował maszynoznawstwo w Słowenii i mówił do mnie zabawną mieszaniną włoskiego, słoweńskiego i byłego języka serbsko-chorwackiego. - Moja dusza ożywia się na Bałkanach. Uwielbiam Bałkany - powiedział. - Rzym mnie nudzi, bo w Rzymie mieszkają tylko Włosi. A Sarajewo jest magnifico, na ulicach spotyka się najrozmaitszych ludzi. Kelner przyniósł jeden większy i jeden mniejszy talerz ze specjalnościami z rusztu. - O mamma mia! - wykrzyknął Giuseppe. - Super! - oznajmił po pierwszym kęsie i powtórzył to jeszcze wiele razy, po czym dodał: Signor Berić, pan to jest szczęśliwym człowiekiem! Dlaczego? Bo może pan jeść cievapczicie każdego dnia. Ach, ci szaleni cudzoziemcy, pomyślałem. Nic nie rozumieją. Im w Sarajewie zawsze jest dobrze, czy przyjeżdżają tu na trzy dni, czy na cztery lata. Wiele razy myślałem, że byłoby lepiej, żebym i ja, jak wielu innych, wyjechał z tego miasta i tej zatopionej Atlantydy, zwanej Jugosławią. A teraz jakiś Giuseppe przekonuje mnie, że jestem szczęśliwy, bo tu zostałem. Pieprzony Giuseppe! Nie masz pojęcia, w jakim kraju żyję. A jednak Giuseppe w pewnym sensie ma rację - w życiu wszystko jest względne. Zwłaszcza gdy chodzi o sarajewskie cievapczicie. *** W nadchodzących dniach zacząłem spotykać coraz więcej byłych mieszkańców Sarajewa nazywanych tu Sarajlijami. Przyjeżdżali z różnych stron świata odwiedzić miasto, które opuścili w czasie wojny. Ponowne spotkanie ze starymi adresami zawsze jest ekscytujące, ale w miarę upływu lat wzajemna emocjonalna więź słabnie. Sarajewo pod wieloma względami nie jest już tym miastem co kiedyś, a ci, co go opuścili, przynależą do jego przeszłości. Byli współmieszkańcy to teraz dwa odrębne światy - jeden żyje w piekle transformacji i nędzy, mentalność drugiego zdołał już zmienić kapitalizm. Tym, którzy opuścili Sarajewo, coraz trudniej będzie je poznać, a Sarajewo niełatwo ich rozpozna. Przy czym trudno powiedzieć, kto bardziej się zmienił. Gdybym musiał wybrać, powiedziałbym: jednak Sarajewo. Wiele w nim tego, co było, ale jeszcze więcej tego, czego nie było nigdy. Demograficzny obraz miasta zmienił się drastycznie. W czasie oblężenia i zaraz po wojnie wyjechało z Sarajewa około stu tysięcy mieszkańców, przeważnie przedstawicieli klasy średniej. Ich miejsce zajęli bośniaccy uchodźcy z prowincji i nie zamierzają już wrócić do swoich domów. Oporni są na miejską tradycję metropolii i nie okazują ochoty, by zmienić swoją kulturę życia, swoje nawyki i obyczaje. Ulice pełne są żebraków i głodnych dzieci, a miasto przytłoczone jest prymitywizmem, wygląda na opuszczone i brudne. Wąska elita intelektualna - ta, która przeciwstawiła się etnicznym podziałom i stanowi szczególną wielokulturową sektę - spotyka się w kilku kultowych miejscach przy okazji promocji książek, wystaw i tym podobnych imprez. Sarajewo jest dzisiaj wyraźnie, choć nie tylko, bośniacko-muzułmańskim miastem. Chorwatów jest zaledwie 15 tys., a przed wojną było ich dwa razy więcej. Serbów jest przynajmniej pięć razy mniej niż przed wojną, ocenia się, że około 30 tys. Wśród zatrudnionych na publicznych stanowiskach, w szpitalach, szkołach i na uniwersytetach stanowią pozycję niezauważalną. W gronie 70 tegorocznych absolwentów medycyny tylko jeden nie jest Bośniakiem. Większość sarajewskich Bośniaków takiego Sarajewa nie chciała, ale Alija Izetbegović w głębi duszy zadowolony był z drastycznej zmiany demograficznej struktury miasta. Dla niego było to jedyne zadośćuczynienie za ogrom ludzkich ofiar i utracone terytorium. Jednak już słychać pytanie: czy takie Sarajewo to nadal główne miasto, czy tylko administracyjne centrum Bośni i Hercegowiny? *** Z punktu widzenia demokracji i praw człowieka liczebny stosunek Bośniaków, Serbów i Chorwatów nie jest sprawą najważniejszą. Istotne są stosunki między nimi. A to jest właśnie ta sfera, która wymyka się wszelkim wnioskom ostatecznym. Religijne i narodowe podziały będące następstwem krwawej wojny są wciąż żywotne i pytaniem jest, kiedy staną się sprawą drugorzędną politycznie. Każdy incydent, w który zamieszani są przedstawiciele różnych narodowości, każde zabójstwo, każde obraźliwe graffiti, każde zbezczeszczenie nagrobków (z reguły katolickich, prawosławnych i żydowskich), każda bomba podłożona pod czyjś samochód, próg domu czy biuro - a w Sarajewie ostatnio zdarza się to niemal codziennie - wszystko to jest naznaczone narodowościowo. Kardynał Vinko Puljić od dłuższego czasu i w kraju, i za granicą skarży się publicznie na trudną sytuację sarajewskich katolików i Chorwatów. Wciąż nie może się doczekać lokalizacji na budowę kościoła archidiecezjalnego, a istniejące świątynie narażone są na ataki i często pojawiają się na nich obraźliwe graffiti; jakieś obmierzłe typy napadają siostry zakonne, a sam kardynał też spotkał się z tym, że był opluwany i obrażany. Helsiński komitet praw człowieka Bośni i Hercegowiny po sprawdzeniu potwierdził, że informacje te są prawdziwe. Chorwaci obciążają tymi religijno-narodowościowymi ekscesami bośniackie władze. Są przekonani, że władze nie chronią ich przed napastnikami i tym samym pośrednio dają sygnał, że to oni, Chorwaci, są tu zbyteczni czy wręcz niechciani. To, że Sarajewo jest pod wieloma względami miastem muzułmańskim, nie stanowi odkrycia. Jak powiedział wybitny chorwacki intelektualista Ivan Lovrenović, "to była jego cecha dominująca historycznie i nie przestała być aktualna, na tym też polega urok jego tożsamości". Zajmując się od lat studiowaniem historycznej idei Bośni i Hercegowiny, wspólnego życia i tolerancji jej narodów, kultur i religii, Lovrenović dostawał cięgi ze strony katolickiego kleru i chorwackich nacjonalistów. Jednak on i kilku jemu podobnych doczekali się politycznej oraz intelektualnej dyskwalifikacji z najmniej oczekiwanej strony - ze strony bośniackiej. Lovrenović, literat i felietonista magazynu "Dani", uznany został za "międzynarodowego najemnika" w służbie Wielkiej Serbii i Wielkiej Chorwacji! Tygodniami prowadzono przeciwko niemu ponurą kampanię na łamach Odpowiedz Link
ignorant11 Re: Co zostało z Sarajewa (2) 06.09.03, 22:59 To, że Sarajewo jest pod wieloma względami miastem muzułmańskim, nie stanowi odkrycia. Jak powiedział wybitny chorwacki intelektualista Ivan Lovrenović, "to była jego cecha dominująca historycznie i nie przestała być aktualna, na tym też polega urok jego tożsamości". Zajmując się od lat studiowaniem historycznej idei Bośni i Hercegowiny, wspólnego życia i tolerancji jej narodów, kultur i religii, Lovrenović dostawał cięgi ze strony katolickiego kleru i chorwackich nacjonalistów. Jednak on i kilku jemu podobnych doczekali się politycznej oraz intelektualnej dyskwalifikacji z najmniej oczekiwanej strony - ze strony bośniackiej. Lovrenović, literat i felietonista magazynu "Dani", uznany został za "międzynarodowego najemnika" w służbie Wielkiej Serbii i Wielkiej Chorwacji! Tygodniami prowadzono przeciwko niemu ponurą kampanię na łamach dzienników "Dnevni Avaz", nacjonalistycznego "Ljiljana" i pozbawionego skrupułów agresywnego "Waltera". Nie uniknęła też publicznego linczu na stronach wspomnianych gazet moja skromna osoba, i to tylko dlatego, że poparłem Lovrenovicia. Skończyło się na kilku zadrapaniach i wkrótce zostawiono mnie w spokoju. W podobny sposób "odstrzelono" wcześniej poetę Marka Veszovicia, autora książki "Smrt je majstor iz Srbije" (Śmierć przychodzi z Serbii) i emerytowanego generała Jovana Divjaka, Serba, który będąc pułkownikiem JNA (Jugosłowiańskiej Armii Ludowej), pełnił służbę w Bośni, a tuż przed samą wojną wstąpił do armii Bośni i Hercegowiny, stając się z czasem jedną z legend wojennego Sarajewa. Veszovicia nazwano czetnikiem, bo sprzeciwił się rozpisanej na głosy kampanii przeciwko mieszanym małżeństwom, którą swego czasu rozpoczęła grupa intelektualistów z kręgu Wspólnoty Islamskiej, a generał Divjak uznany został za "moralne zero", po tym jak w wywiadzie udzielonym belgradzkiej gazecie "Veczernje Novosti" opowiedział o istnieniu muzułmańskich obozów i prywatnych więzień dla Serbów. Te i inne ataki na kilku wybitnych nie-Bośniaków, którzy od pierwszego dnia wojny stanęli po stronie narodu bośniackiego, a także Bośni i Hercegowiny, wielu obserwatorów uznało za wyraz radykalizacji muzułmańskiego nacjonalizmu w samym centrum państwa. Lovrenović przytacza słowa swojego byłego przyjaciela, znanego bośniackiego intelektualisty, który powiedział mu tak: "Ty swoim pisaniem robisz Bośniakom krzywdę, bo stwarzasz iluzję, że wspólne życie z Serbami i Chorwatami jest możliwe". Zwolennicy tezy o narastającej bośniackiej nietolerancji wobec katolików i prawosławnych obecnych w ich religijno- etnicznym środowisku powołują się na wrażenia jednego z najbardziej znanych żyjących pisarzy sarajewskich z jego pielgrzymki do Mekki i pobytu w tym mieście: "Przybywszy do Mekki, ujrzałem tłumy ludzi, którzy dotarli tu ze wszystkich stron świata, by odbyć hadż, i tak spełniła się moja modlitwa skierowana do Boga, dova, żeby przynajmniej przez jakiś czas wszędzie wokół mnie byli tylko muzułmanie". Więcej jednak jest takich, którzy uważają, że chodzi o próbę wyeliminowania z życia publicznego wszystkich wtykających nos na muzułmańskie podwórze. Chodzi o to, że liczba znanych osobistości z najbliższego otoczenia Alii Izetbegovicia - od ministra policji w czasie wojny i byłego premiera federalnego po grupę generałów oraz posłów do parlamentu - przeciw którym toczą się postępowania sądowe lub którym grożą oskarżenia o popełnienie przestępstwa, naprawdę robi wrażenie. Chodzi o klasyczne dorabianie się na wojnie, przemyt broni i narkotyków, nadużywanie pozycji zajmowanej w strukturach władzy. Muzułmańscy przywódcy polityczni i religijni przekonują swój naród, że zastosowanie sankcji prawnych wobec tych ludzi doprowadzi do "kryminalizacji Bośniaków". *** W tę sarajewską opowieść niespodziewanie wkroczyła też wnuczka Tity Svetlana Broz, kardiolog z zawodu. Svetlana Broz tuż przed wojną opuściła Belgrad, po czym, jak wiadomo, opublikowała książkę "Dobrzy ludzie w czasach zła" będącą efektem jej wojennych podróży po Bośni, a teraz mieszka w miejscowości Hadżici pod Sarajewem. Pod koniec czerwca na spotkaniu Stowarzyszenia Niezależnych Intelektualistów "Krug 99" powiedziała, że Sarajewo ma na swym sumieniu wielką plamę z czasu oblężenia: "Nierzadko można było usłyszeć w Sarajewie, że dzieci z mieszanych małżeństw to bękarty. I to sprawiło, że przeważająca część nich wraz z rodzicami poszukała schronienia w Australii, Kanadzie lub Ameryce". Według Svetlany Broz "mieszane małżeństwa to największa siła bośniacko- hercegowińskiego społeczeństwa, to oni wyrwą Bośnię z mroku, w który wpędziły ją nacjonalistyczne mózgi". Dokonana przez nią gloryfikacja mieszanych małżeństw zirytowała poetę Dżemaludina Laticia, swego czasu uważanego za ideologa SDA (Stranka Demokratske Akcije), partii Izetbegovicia. Latić już przed paroma laty nazwał dzieci z mieszanych małżeństw "frustratami", co wywołało w Sarajewie najgorętszą polemikę od czasu zakończenia wojny. Co poniektórzy dziennikarze odpowiedzieli Laticiowi, że jest faszystą. Wypowiedź Svetlany Broz sprowokowała Laticia do ponownego zabrania głosu w tej sprawie. Nazwał mieszane małżeństwa "titowskim projektem, który został wymyślony po to, by muzułmanie przestali istnieć jako naród". Te brednie można oczywiście uznać tylko za owoc nazbyt wybujałej wyobraźni poety. *** Jednakże Sarajewo pełne jest p aradoksów. Religijne i etniczne podziały są dominującym czynnikiem w polityce rządzących partii narodowych, ale, o dziwo, mniej rzucają się w oczy w codziennym życiu. Można się było o tym przekonać przy okazji "sprawy Lovrenovicia", kiedy to znaczna liczba znanych Bośniaków stanęła w obronie chorwackiego intelektualisty. To niejedyny dowód na to, że Sarajewo zachowało jądro miasta multietnicznego i jakąś zadziwiającą normalność, tak niewspółmierną do przeżytej tragedii. Jak poświęcisz temu miastu swój rozum, oczy i serce, staje się ono o wiele bardziej skomplikowane, niż można by było pomyśleć. Najbliższy prawdy o dzisiejszym Sarajewie jest chyba Miljenko Jergović, urodzony w tym mieście Sarajlija, który od dziesięciu lat mieszka w Zagrzebiu i uchodzi za jednego z największych pisarzy chorwackich młodszego pokolenia: "O tym, że nie ma już tamtego Sarajewa, nasłuchałem się od Sarajlijów w całej Europie, ale i od tych, którzy mieszkają w tym mieście. Można by zrobić leksykon pokazujący, czego to nie ma w Sarajewie. Ale będzie to tylko mityczna połowa prawdy. Druga połowa sprowadza się do stwierdzenia, że Bośnia i Hercegowina jest przepięknym, okaleczonym krajem, pełnym wielkich kretynów i wielkich ludzi". Przełożyła Dorota Jovanka Cirlić Gojko Berić jest Serbem urodzonym i mieszkającym w Sarajewie, gdzie przeżył również lata oblężenia. Jest komentatorem dziennika "Oslobodjenje" i tygodnika "Dani", autorem książek "Śmierć latem w Dubrowniku", "Sarajewo na końcu świata", "List do niebiańskiego narodu" Odpowiedz Link
issa12 Tu tez wykasujecie? 20.04.04, 01:06 Masakra w Srebrenicy była ludobójstwem Lista zidentyfikowanych i pogrzebanych dzisiaj ofiar Srebrenicy. Na rozpoznanie czeka jeszcze kilka tysięcy ciał. Ich nazwisk na tej liście nie ma Fot. Jerzy Gumowski / AG ZOBACZ TAKŻE • Kontrowersyjne zeznania generała Morillona przed haskim Trybunałem (25-02-04, 19:11) afp, dp 19-04-2004, ostatnia aktualizacja 19-04-2004 17:02 Tak orzekł sąd apelacyjny ONZ-owskiego Trybunału ds. Zbrodni w byłej Jugosławii. Decyzja może stanowić precedens dla wielu spraw, m.in. byłego prezydenta Jugosławii Slobodana Miloszevicia Trybunał rozpatrywał sprawę generała Radislava Krstica, który dowodził oddziałami serbskimi w Srebrenicy w 1995 r. Jego żołnierze zabili tam ponad 7 tys. muzułmańskich mężczyzn i chłopców. Trybunał nie przychylił się do argumentów obrony, że liczba ofiar była "zbyt mało znacząca" w skali całej Bośni, by mówić o ludobójstwie. (Według konwencji genewskiej z 1948 r. ludobójstwo to "czyny popełnione w celu zniszczenia w całości lub w części grupy narodowej, etnicznej, rasowej lub religijnej). 56-letni Krstic jest jedynym skazanym dotychczas za ludobójstwo podczas wojen w b. Jugosławii; w 2001 r. otrzymał karę 46 lat więzienia. W poniedziałek Trybunał skrócił jednak wyrok o 11 lat, przychylając się do argumentu, że generał nie był "głównym wykonawcą" ludobójstwa. "Wszystkie dowody wskazują na to, że wiedział, że do tych morderstw dochodzi, i że pozwalał używać ludzi i środków będących pod jego dowództwem, by je umożliwić" - stwierdził sąd. Został więc uznany za winnego "pomagania i współsprawstwa" ludobójstwa. Wśród 60 zarzutów stawianych przez Trybunał w Hadze Slobodanowi Miloszeviciowi jest m.in. zarzut dotyczący ludobójstwa w Srebrenicy. wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2028759.html Odpowiedz Link
issa12 Re: Tu tez wykasujecie? 20.04.04, 01:08 1 Al-Fatiha U ime Allaha, Milostivog, Samilosnog 1. Tebe, Allaha, Gospodara svjetova, hvalimo, 2. Milostivog, Samilosnog, 3. Vladara Dana sudnjeg, 4. Tebi se klanjamo i od Tebe pomo} tra`imo! 5. Uputi nas na pravi put, 6. na put onih kojma si milost Svoju darovao, 7. a ne onih koji su protiv sebe srd`bu izazvali, niti onih koji su www.kuran.gen.tr/html/bosnaian/001.php3 Odpowiedz Link