Dodaj do ulubionych

ŚLĄSKIE WIERZENIA LUDOWE, OBYCZAJE I PRZESĄDY

04.10.03, 23:47
ŚLĄSKIE WIERZENIA LUDOWE, OBYCZAJE I PRZESĄDY

Miecław II





Tekst mógł powstać dzięki mojej nieżyjącej już babci.



Niedawno w jednej z lokalnych gazet ukazujących się w Katowicach natrafiłem
na ciekawy tekst. Otóż etnografowie dokonali odkrycia, teraz już wiedzą, skąd
się biorą “podciepy” i czyimi są dziećmi. Dziwożon i “leśnych diabłów”
mianowicie. Nietrudno (jeśli ktoś zna wierzenia Słowian) zidentyfikować owe
diabły leśne jako Licho. Wspomniano w artykule również o południcach,
utopcach, strzygach i innych fantastycznych istotach, w tym o Skarbku
zazdrośnie strzegącym w kopalniach czarnego złota – węgla.



Nie są to dla mnie rzeczy nowe, a fakt, że etnografowie teraz dopiero
uporządkowali legendę świadczy o tym, że niezbyt uważnie zajmowali się Górnym
Śląskiem. Ja mogę na podstawie własnych obserwacji i rozmów dorzucić jeszcze
więcej wierzeń, przesądów i obyczajów ludu śląskiego, owej tajemniczej ludowo-
lumpenproletariackiej kultury pogranicza. Robię to z dwóch powodów: aby
ocalić od zapomnienia, oraz by udowodnić słowiańskie korzenie Ślązaków,
czasami “zbyt niemieckich” dla Polaków, a zawsze zbyt polskich dla Niemców.



Tak się złożyło, teraz sądzę, że szczęśliwie, że wychowywała mnie babcia, a
nie rodzice. Babcia posługiwała się gwarą śląską w sposób całkowicie
naturalny, inaczej mówić nie umiała, a nawet, gdy bardzo się pilnowała
zdradzał ją specyficzny akcent, typowa dla Śląska wymowa “y” jako samogłoski
pośredniej między “i” a “y” (“Trziy grziyby”wink, nosowe “u” oraz wtrącone tu i
ówdzie gwarowe słowo. Wbrew powszechnej opinii, gwara śląska ma więcej
wspólnego z archaiczną polszczyzną niż z językiem niemieckim, niemieckie
naleciałości są późniejsze. Ocalało w gwarze prapolskie, z pierwszego
dokumentu w języku polskim pochodzące słowo “pobrusić”, z tym, że zmieniło
znaczenie i teraz oznacza “naostrzyć”, nie zaś mleć.



Babcia uważała się za gorliwą katoliczkę i w istocie nią była, wierzącą,
praktykującą osobą. Nie miała pojęcia, ile elementów pierwotnej, pogańskiej
kultury kultywowała na co dzień, dzięki czemu mogłem je poznać. Powróćmy do
naszych “podciepów”. Pełna wersja legendy mówi, że podciepy były to dzieci
dziwożon i Licha, tak odstręczające wyglądem i zachowaniem, że ich własne
matki – dziwożony nie chciały ich znać i podmieniały na nie ludzkie
niemowlęta. Babci zdarzało się i na mnie, gdy coś jako dzieciak nabroiłem,
mówić “ty podciepie”. Nie wiem, jak jest w innych miejscach Polski, ale na
Śląsku utopce mieszkają również w studniach, oprócz tego że w naturalnych
zbiornikach wodnych. Wyobrażano je sobie jako postać z grubsza ludzką, lecz o
zielonej skórze i błonie między palcami rąk i nóg, jak u żab.



Typową chyba jedynie dla Śląska postacią jest Skarbek – skrzat o wielkiej
magicznej mocy pilnujący kopalni. Gdy jest dobrze traktowany, pomoże,
uratuje, wskaże nową żyłę węgla czy kruszcu. Gdy natomiast poskąpi mu się
ofiary, potrafi zmylić drogę, zawalić strop i zasypać górnika. Bardzo nie
lubi kobiet, starsi i miejscowego pochodzenia górnicy do dziś nie lubią
wycieczek szkolnych, podczas których zjeżdżają na dół i dziewczęta.
Mówią: “Skarbka nam rozgniewają” i spluwają dla odegnania uroku.



O południcach od babci nie słyszałem, za to o strzygach owszem. Za strzygę
uważa się kobietę złą za życia, która po śmierci, dopóki jej zwłoki nie
rozłożą się całkowicie, nadal prześladuje te same osoby co i za życia. W
gwarze nazywa się je “szcziygi”. Licho również jest obecne, gdy kiedyś
spędziłem z babcią noc u rodziny w leśniczówce i chciałem w nocy iść na
pobliską polanę popatrzeć na gwiazdy, odradzała mi to, tłumacząc, że może
mnie licho porwać.



Chyba tylko tutaj tak powszechnie do dziś wzywa się Peruna. “Pieronie”, a
nawet “pieronie ognisty” jest powszechne i najczęściej jest
typowym “przecinkiem” zamiast ogólnopolskiego kur... , czyli jest
bluźnierczym przekleństwem, choć niemal nikt już nie zdaje sobie z tego
sprawy.



Uważa się, że śmierć, tu zwana śmiertką bądź kostuchą ukazuje się żywym na
krótko przed śmiercią w postaci kościotrupa z kosą, w czarnym płaszczu do
ziemi, z kapturem na gołej czaszce. W przypadku mojej babci to się
sprawdziło, powiedziała, że przyszła po nią “ta z kosą” dwa dni przed
śmiercią...



Żywa jest wiara w czarownice i uroki. Trzeba splunąć lub posypać solą, by
urok odegnać. Kobiety podejrzane o złośliwe czary to “heksy”, tu akurat z
niemieckiego, czyli czarownice.



Człowiek jednak nie pozostaje bezbronny wobec tych wszystkich sił. Na
wąpierza czy strzygę skuteczną bronią jest czosnek, u babci nie dość, że
zawsze wisiał w kuchni, to jeszcze co wieczór zjadała przynajmniej pół
ząbka, “coby scziygę somym dychaniem odegnać”. Dobrym amuletem dla domu jest
podkowa przybita nad drzwiami, a osobistym – kawałek sznura użytego przez
wisielca. O wisielcach mówi jeszcze jeden przesąd: gdy nieoczekiwanie zerwie
się silny wiatr, starzy ludzie mówią, że na pewno ktoś się powiesił.



Nie wolno podarować partnerowi czy partnerce butów, “bo w nich odejdzie”.
Nie powinno się przechodzić pod drabiną, jeśli czarny kot przebiegnie drogę
należy nadłożyć drogi, a gdy to niemożliwe splunąć i zasypać solą . Bardzo
źle wróży, gdy ptak uderzy o szybę: to zmarły bliski zapukał po kogoś z
domowników. To samo wróży wycie kilku psów naraz.



Najbardziej jednak zaskoczył mnie obyczaj sylwestrowy. Któregoś razu babcia
zdecydowała się spędzić sylwestra u znajomych, mnie zaś zostawiła kartkę z
poleceniami. “Napalić w piecu, kupić to i tamto, postraszyć drzewa”. Jak to:
postraszyć drzewa??? Proste: należy zaraz po północy wyjść do ogrodu czy sadu
z siekierą i do każdego drzewa owocowego po kolei zwrócić się tymi słowy: “Ty
cholero! Jak mi nie bydziesz dobrze rodzić w tym roku, to cie zetna!”.



Elementy kultu Matki Ziemi są lepiej zakamuflowane, ale je również można
znaleźć. Babcia zawsze bardzo dbała o to, by żadnych odpadków organicznych
nie wyrzucać do kosza, a jedynie na kompost, “do ziemi”. Któregoś razu
zmusiła mnie nawet, bym powyciągał z kubła obierki z jabłka. Podobnie popiół
z pieca, trzeba go wysuć (wysypać) na ziemię, w specjalnie do tego
przeznaczone miejsce. Wszelkie prace w ogródku można wykonywać dopiero w
trzeciej dekadzie marca – całkiem, jak przed wiekami...



Pozostałością krwawej ofiary może być obyczaj towarzyszący ubojowi drobiu.
Każdą kurę, kaczkę, gęś czy inne domowe ptactwo po zabiciu należy
najpierw “okapać”, mimo, że rodowici Ślązacy uwielbiają czerninę, bez żalu
oddają ziemi sporo swego przysmaku.



Na wsiach Śląska Cieszyńskiego i sąsiedniej Ziemi Żywieckiej do dziś się
kolęduje, z turoniem, a jakże. Wiele jeszcze mitów, obyczajów i przesądów
zachowała śląska ludowa kultura. Może warto wybrać się kiedyś do jakiejś wsi
w okolicach Raciborza czy Orzesza i porozmawiać ze starymi autochtonami,
zanim zaginie... Ja przynajmniej mam taki zamiar.











Obserwuj wątek
    • borebitsa Re: ŚLĄSKIE WIERZENIA LUDOWE, OBYCZAJE I PRZESĄDY 05.10.03, 01:20
      Nie tylko na Śląsku sie mówi na y|i szczególnie na ostatnie samogłoski. tak
      samo a jest często wyminione na o.

      Moja biłogłowa z okolic Wielunia a to prawie połowa drogi między czestochową a
      Łodzią też mi donisła że tak tam godli.

      O tym posypyeaniu solą naplutego to nie słyszałem. Wszak na blizej tam do soli
      z ziemi. Czy na wesele sypiesię moze solą na szczęscie? Wiem że ten stary
      zwyczaj zachował się jeszcze w żeszowskim gdzie nie używa się ryżu. Bo jakże to
      słowiańskie?

      Ja pamiętam w Raciborzu że nie wolno było nadepnąć na pęknięte płyty w chodniku
      bo tyle razy ile śię nadepnie w drodze do przedszkola tyle lipst w zyciu. Niby
      to nie problem bo lipsta nażyczona a może mądrość ludowa chwaliła stateczne
      życie a nie hulanki. Tak naprawdę nie wiem czy to z tymi lipstami to prawda bo
      znam to od innych ciut starszych a o takie szczegóły nie wypadło pytać.

      Obrywanie nóg z pająka kursarza taką szkoła korsarskiej matematyki otrzymałem
      na mazowszu a ciekawe czy na Śląsku to też zostało w pamięci dziedziczenia
      dzicinnego. Uważam że ciągłość pokoleń dzieciarni tworzy niezależny kanał
      przekazywania pamięci historycznej bardzo niepodatny na wytrzebienie z pamięci.
      Tak to pewnie dlatego zachowały się kolędy sięgające pogańskich czasów. A
      pająka nogi to zaczątekm bo ma te ma tiki, tak sobie drga wyrwana, a patrzyło
      się która bedzie drgać dłużej.

      zabawa w chowanego to też pewnie stare przysposobieni obronne na wypadek W.
      Entliczek pentliczek czerwony kamyczek idę już, a może inaczej?
      na Cybalist zastanawiają sie nad wyliczanką ene due dra, że jest w wielu
      językach a sięga conajmiej celtyckich czasów. Alibabki spiewały ane due rabe
      połknął bocian żabe. Żaba Tadeusza? w brzuchu mu się rusza. Nie wiem kto jest
      autorem tego textu , niemiej wydaje mi się zę jest on całkowicie odwieczny.

      Bardzo ciekawe uwagi tym bardziej że wiele jeszcze niezisanych a giną szybko.
      A z tym okapywaniem to sięga czasów ponad 10 tys lat. I podobne jest wsród
      indian, Także w naszych myśliwych zwyczaju po zabiciu zwierzyny nalezy złamać
      zieloną gałązke i okropić ją krwią by potem pól włozyć zwierzęciu do pyska by w
      zaświatach miało zawsze co jeść. Jakże to mało rasistowskie podejście żeby
      nawet zwierzętom dusze przypisać. Czy nie było jekiegoś specjalnego podejścia
      wobec jedzenia serc ? I skąd wiadmo kiedy przestać okapywanie? Akurat
      potrzebuje tych szczegółow by rozstrzygnąć fragment jak przetłumaczyć fragment
      w Codexie Rahonczym tekście pisanym zapomnianym pismem (wwww.intellact.com)


      Proszę o więcej także liki jak znasz
      Pozdrowienia

      • msciwoj24 Re: ŚLĄSKIE WIERZENIA LUDOWE, OBYCZAJE I PRZESĄDY 05.10.03, 13:39
        Niestety nie moge znalezc linku do tego artykulu,ale mam inny moze Cie
        zainteresuje.

        mieclawii.w.interia.pl/g.htm

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka