ignorant11
10.10.03, 01:48
Orły pod czarną banderą
Piraci rodem z Polski
Pierwsi piraci polskiego pochodzenia pojawili się na Morzu Karaibskim w XVII
wieku. Pochodzili przeważnie z Kaszub i Żuław.
HENRYK MĄKA 2003-10-07
Obok angielskich i francuskich piratów, od wielu dziesiątek lat grasujących
na tych wodach, właśnie Holendrzy zasłynęli z dużej dzielności i
bezwzględności w tym "fachu". W łupieniu hiszpańskich galeonów przewożących
złote i srebrne wyroby oraz kruszec tych szlachetnych metali z Nowego Świata
osiągali niemałe sukcesy. Ze swych zbójeckich wyczynów na morzu, a także
grabieży hiszpańskich miast na wybrzeżach amerykańskiego kontynentu zasłynął
zwłaszcza herszt holenderskich piratów Piet Heyn, który po zagrabieniu tzw.
srebrnej floty w zatoce Matanzas na Kubie uhonorowany został przez swego
króla tytułem admirała, a następnie wszedł w poczet narodowych bohaterów
Holandii. Wielką sławę zdobył również na karaibskich wodach urodzony w
Elblągu z matki Polki i ojca Holendra korsarz niderlandzkiej korony
Aleksander Exqemeling, który na hiszpańskich galeonach zdobywał fundusze na
ukończenie studiów medycznych. Już jako lekarz okrętowy holenderskiej floty
pod zmienionym nieco nazwiskiem: John Esquemeling wydał w 1678 roku książkę
opisującą swoje pirackie przygody pt. "Bukanierzy amerykańscy", tłumaczoną
potem na wiele języków, w tym również na polski.
Opuszczeni przez Cesarza
Stając się bezwzględnymi czcicielami czarnej flagi z trupią główką i
skrzyżowanymi piszczelami, Polacy bywali także w głównej bazie sławnego
pirata angielskiego kpt. Henry’ego Morgana – Port Royal na Jamajce i głównej
siedzibie piratów francuskich na wysepce Żółwiej koło Haiti. Z różnych
powodów przenosili się oni z holenderskich na angielskie i francuskie
jednostki pirackie. Jednak do największego rozwoju polskiego piractwa na tym
akwenie przyczynił się... Napoleon.
W latach 1801–1803 kilkadziesiąt żaglowców przywiozło bowiem na San Domingo
dwie półbrygady zorganizowanych na włoskiej ziemi Legionów Polskich: łącznie
5 500 oficerów i żołnierzy. Wraz z 35-tysięcznym korpusem ekspedycyjnym
Francuzów walczyć mieli z rebelią czarnych niewolników, którzy poważnie
potraktowali hasła francuskiej rewolucji: wolność, równość, braterstwo.
Napoleon uznał jednak, że "niewolnicy znieważyli majestat Francji".
Rozpoczęły się niezwykle krwawe walki, w których zwyciężyli Murzyni. Pomogła
im w tym epidemia żółtej febry i innych chorób tropikalnych, dodatkowo
osłabiających francuskie wojska. Część ocalałych z wojennej tragedii
legionistów dostała się do angielskiej niewoli i w fatalnych warunkach
przebywać musiała na Jamajce, część (około 450 osób) osiedliła się na Haiti,
część natomiast, z braku innych możliwości zarobkowania, zajęła się
piractwem, wykazując się niebywałymi wręcz talentami w tej nowej dziedzinie
wojowania.
Jednym z takich pirackich okrętów dowodził kpt. Ignacy Blumer, wcześniej szef
batalionu na San Domingo. Zdarzyło się bowiem, że powracający z setką
rekonwalescentów po żółtej febrze statek francuski pod dowództwem komandora
Bissela zagarnięty został przez brytyjski bryg "Recoon". Anglicy natychmiast
uprowadzili na swój okręt Francuzów, natomiast Polakom apatycznie siedzącym
wzdłuż burt pozwolili kontynuować podróż do Europy. Gdy synowie Albionu
odpłynęli, kpt. Blumer zadziałał błyskawicznie: zdumionym rodakom oświadczył,
że obejmuje komendę nad okrętem. Od tej chwili wraz z porucznikiem Lipińskim
i Birnbaumem oraz starymi wiarusami legionowymi łupił na karaibskich wodach,
dając się mocno we znaki przede wszystkim Anglikom. W rezultacie licznych
walk i morskiego rozboju Blumer i jego kompani nieźle się wzbogacili, aż
wreszcie uparty kapitan doprowadził swych żołnierzy pod rodzinne strzechy.
Sam natomiast zaciągnął się do wojska Królestwa Polskiego i wkrótce mianowany
został generałem.