msciwoj24
17.11.03, 16:15
Gazeta Wyborcza obrywa!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Otrzymaliśmy "List otwarty" do Adama Michnika, redaktora naczelnego "Gazety
Wyborczej", datowany - nie bez powodu, ze względu na Święto Niepodległości -
11 listopada 2003 roku. Redakcja "Dziennika Zachodniego" uznała, że waga
poruszanej sprawy i lista 66 jego sygnatariuszy w pełni uzasadniają
publikację tego dokumentu. Poniżej drukujemy także podobny w treści protest
Zarządu Oddziału Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej w Katowicach,
skierowany do redaktora naczelnego katowickiego dodatku "GW", Jerzego Wójcika.
Szanowny Pan Adam Michnik
Redaktor Naczelny "Gazety Wyborczej"
Szanowny Panie Redaktorze!
W "Gazecie Wyborczej" (dodatek katowicki z dnia 31 października 2003 r.) w
przeddzień Wszystkich Świętych odkryliśmy ze zdumieniem i smutkiem
nierzetelny i kłamliwy materiał zatytułowany "Wieża bez mitu?" W naszym
odczuciu kwestionuje on, z nieznanych przyczyn, polski charakter Katowic i
podważa udokumentowaną, tak ze strony polskiej, jak i niemieckiej, obronę
miasta we wrześniu 1939 roku. Opublikowane w tonie sensacji fragmenty raportu
gen. Neulinga (w czyim tłumaczeniu?) zestawiono z tekstem literackim jako
dowód nieprawdziwości opisywanych w nim zdarzeń. Taka analiza kompromituje
dziennikarzy Pańskiej gazety, bo o różnicy między światem fikcji literackiej
a rzeczywistości uczą w szkole podstawowej.
Bulwersuje także pokazanie wyłącznie zdjęcia Niemców witających wojska
hitlerowskie, bez uwiecznionego wizerunku polskich obrońców Katowic
prowadzonych ulicą 3 Maja na egzekucję przy ul. Zamkowej.
Teksty grzeszą dyletanctwem. Autorzy (B. Wieliński i A. Klich) albo nie
znają, albo celowo pomijają całą bogatą literaturę przedmiotu zarówno w
postaci książek, artykułów, jak i audycji telewizyjnych, np. nie wiedzą też o
istnieniu książki niemieckiego korespondenta wojennego Georga Bartoscha "OS
wird frei", w której jest rozdział "Der Marsch nach Kattowitz" opisujący, co
się działo na katowickim Rynku, zapomnieli również o numerach "Kattowitzer
Zeitung" i "Oberschlesische Volksstimme" z 1939 r. Wojska niemieckie
wchodziły do Katowic nie tylko od strony Mikołowa, ale i od Bytomia, nie
tylko Wehrmacht, ale SS, SA, a ponadto freikorps. Fakty te także kwestionuje
p. Wieliński, bo nie pisał o nich Neuling; nie pisał też o setkach trupów
polskich powstańców, harcerzy i cywilów na podwórzu i w kostnicy szpitala na
ul. Raciborskiej, w kaplicy cmentarnej przy ul. Francuskiej, o wozie, z
którego zwłoki w mundurach harcerskich i powstańczych widłami zrzucano do
otwartego grobu na panewnickim cmentarzu, o egzekucji w panewnickich lasach.
Ponieważ Neuling ich nie opisał, to prokuratorom po wojnie prowadzącym
dochodzenie w tej sprawie protokół z ekshumacji się przyśnił, a rodziny,
które identyfikowały bliskich, cierpiały na omamy wzrokowe. Natomiast gen.
Neuling był odpowiedzialny za cały teren operacyjny i za wszystkie zbrodnie
popełniane w Katowicach.
Koronnym dowodem złej woli autorów (lub braku wiedzy) jest twierdzenie, iż
legendę (!) wieży spadochronowej rozdmuchała komunistyczna propaganda!
Przecież ona właśnie z nią walczyła nie przebierając w środkach! Dzieje
wydawnicze "Wieży spadochronowej" Kazimierza Gołby, autora, którego nazwisko
znalazło się na listach purgacyjnych w latach stalinowskich, długa i pełna
kłód rzucanych pod nogi droga do pomnika harcerskiego na katowickim Rynku,
losy rodziny dowódcy Powstańczej Obrony Katowic - Nikodema Renca,
rozstrzelanego wraz z synem na katowickim Rynku, i dziesiątki podobnych
przypadków, to bardzo bolesne dowody tego, że było dokładnie odwrotnie, że
taki obraz Śląska wiernego swej polskiej Ojczyźnie był bardzo nie na rękę
komunistycznej propagandzie, że celowo niszczono i zacierano ślady. Tak też
zniszczono archiwum Kazimierza Gołby. Tylko że kilka lat wcześniej napisał on
swą książkę, a nie odwrotnie, jak twierdzi pan Bartosz T. Wieliński.
Można by w nieskończoność wykazywać niekompetencję autorów, ale może lepiej
po prostu, Panie Redaktorze, zaprowadzić ich do biblioteki.
Wieża spadochronowa w katowickim parku Kościuszki, płyta pamiątkowa na
katowickim Rynku, tablica na cmentarzu przy ul. Sienkiewicza, miejsce straceń
w panewnickich lasach i zbiorowa mogiła powstańców i harcerzy na panewnickim
cmentarzu to konkretne (a jest ich więcej) miejsca w topografii stolicy
Śląska dokumentujące to, co wydarzyło się tu we wrześniu 1939 roku.
Nie można więc udowodnić prezentowanej w przywoływanym tekście tezy, że tego
nie było!!!
Panie Redaktorze! Bardzo prosimy, aby takie kłamliwe i nierzetelne teksty o
Śląsku nie ukazywały się w "Gazecie Wyborczej".