Dodaj do ulubionych

Igo Sym. Amant, sprzedawczyk i zdrajca

07.12.03, 14:10

Obserwuj wątek
    • ignorant11 Re: Igo Sym. Amant, sprzedawczyk i zdrajca 07.12.03, 14:12
      Dziwny prezent dla Marleny

      - W Europie nie ma znaczenia, czy jesteś mężczyzną, czy kobietą. Kochamy się z
      każdym, kto jest dla nas atrakcyjny - zwierzała się Marlena Dietrich
      producentowi Buddowi Schulbergowi podczas swej pierwszej podróży do Ameryki w
      1930 roku, tuż po oszałamiającym sukcesie w "Błękitnym aniele".

      Trzy lata przed rolą Loli Loli, w Wiedniu, podczas kręcenia "Cafe Elektric",
      spotkała Syma. Każde z nich wywiozło z Wiednia pamiątkę krótkiego romansu. Dla
      Syma była to fotografia z odręczną dedykacją Marleny, którą potem pokazywał
      jako dowód dawnej zażyłości z gwiazdą. Dietrich zabrała ze sobą piłę muzyczną,
      podarunek od Igo. Podczas wojny grywała na niej amerykańskim żołnierzom
      wyruszającym na front. Piła stała się jednym z jej rekwizytów, jak cylinder czy
      męska muszka. To Sym nauczył ją grać na tym przedziwnym instrumencie, a Marlena
      nową umiejętność traktowała od tej pory bardzo poważnie. Do dziś w berlińskim
      muzeum gwiazdy znajduje się ten osobliwy podarunek. Zdobi go mała
      tabliczka: "Igo, Wiedeń 1927". Wspomnienie kochanka, który podczas wojny
      znalazł się po drugiej stronie barykady.

      Kłopot językowy

      - Wprowadzenie dźwięku oznaczało dla Syma koniec zagranicznej kariery - mówi
      Kamil Stepan. - Miał kłopoty z wymawianiem "r". Dla twardego języka
      niemieckiego to istotna wada. Wrócił do Polski. Ale był to powrót triumfalny.

      Mógł przebierać w propozycjach. Robił furorę.

      - Wybitnej urody postawny brunet, inteligentny, wykształcony, oczytany, płynnie
      włada kilkoma językami - wspominał go poeta, satyryk i prozaik Tadeusz
      Wittlin. - Jest czarujący, gdyż umie bawić rozmową, ma wrodzony dowcip, gra na
      fortepianie, śpiewa, uprawia sporty, jest mistrzem bilardu i zna mnóstwo
      sztuczek magicznych, czym chętnie się popisuje. Nie może się tylko pochwalić
      talentem aktorskim, lecz ten brak nadrabia urodą. Złośliwi nazywają go pięknym
      statystą.
      - Może i nie był wybitnym aktorem, ale był podziwiany - dodaje Stefania
      Grodzieńska, która tańczyła w kabaretach podczas występów Syma. - U kobiet miał
      niesamowite wzięcie. Krążyły legendy o jego podbojach.

      - Byłam wtedy za młoda, by się do mnie zalecał, i za mało znana, by mówić o
      partnerskich układach - wspomina inna tancerka sprzed wojny, Zofia Wilczyńska,
      która występowała z nim także w filmie "Złota maska" z 1939 roku. - Ale był dla
      nas, początkujących aktorek, bardzo miły, koleżeński, opiekuńczy. Bez
      seksualnych podtekstów. Miał na to zbyt dobre maniery.

      Ordonka zaprzecza

      W 1933 roku Sym trafia na plan "Szpiega w masce". Dostaje mało znaczący epizod
      szefa polskiego kontrwywiadu, który poluje na groźnego szpiega - Hankę
      Ordonównę. Ordonka śpiewa w tym filmie dwa słynne przeboje: "Miłość ci wszystko
      wybaczy" i "Na pierwszy znak, gdy serce drgnie". Sym wypada przy niej blado. Na
      planie Ordonka wydaje się go nie zauważać. Aktorce nie w głowie wtedy nowe
      znajomości, sama miota się między romansem z Juliuszem Osterwą a małżeństwem z
      hrabią Michałem Tyszkiewiczem.

      Jednak rok później cała Warszawa żyje już plotkami o Ordonównie i Symie. Nie
      może być lepszej reklamy dla ich wspólnego widowiska "Gwiazdy areny".
      Operetkowo-cyrkowy spektakl pod wielkim namiotem braci Staniewskich przez
      miesiąc idzie codziennie przy wypełnionej widowni. Furorę robi numer, w którym
      Ordonka popisuje się woltyżerką, a Sym wykonuje akrobacje na trapezie na
      wysokości drugiego piętra, i to bez siatki zabezpieczającej. Oboje w tym czasie
      śpiewają. Publiczność jest zachwycona, miasto ostro bierze ich na języki. Kilka
      lat później we wspomnieniach pierwsza piosenkarka Warszawy zaprzeczy, że
      cokolwiek ją z Symem łączyło. Wtedy jednak już wszyscy będą wstydzić się starej
      znajomości. Aktorka nie przyzna się i do tego, że siedząc na Pawiaku błagała go
      o interwencję u władz niemieckich. O uwolnienie żony zabiegał też hrabia
      Tyszkiewicz. Sym nie pomógł.

      W niemieckim mundurze

      Jeszcze w ostatnich dniach sierpnia 1939 roku w "Expressie Lubelskim" ukazało
      się zdjęcie Syma wśród fotografii z cyklu "Artyści - ulubieńcy Warszawy kopią
      rowy ochronne". Jeszcze podczas oblężenia stolicy udzielał się w służbach
      cywilnych i podobno został nawet lekko ranny podczas niesienia pomocy ofiarom
      zburzonej kamienicy.

      Za to już w październiku po stolicy krąży plotka - Sym paraduje z nazistowską
      opaską na ramieniu.

      - Z opaską? Ja widziałam go w niemieckim mundurze! - oburza się Lidia Wysocka,
      partnerka Syma w "Złotej masce" i ostatnia żyjąca aktorka, która grała z nim w
      filmie. - To był początek okupacji i jeszcze nie rozpoznawałam niemieckich
      formacji po mundurach, więc nie wiem, co to był za uniform. Sym wyszedł tak
      ubrany z jakiegoś urzędu przy placu Piłsudskiego. Nie mogłam się mylić. To był
      on. Nim mnie zauważył, odwróciłam się i ruszyłam na drugą stronę ulicy.

      Mniej szczęścia miała Gena Galewska, córka malarza i scenografa teatralnego,
      znajoma Syma sprzed wojny. To on ją wypatrzył na ulicy i podszedł. Na rękawie
      pierwszorzędnie skrojonej marynarki miał opaskę ze swastyką. - A pani sobie
      wyobrażała, że dawniej żyłem tylko z teatru? Nic podobnego - rzucił w czasie
      rozmowy. Po mieście zaraz rozniosła się wieść, że już przed wojną Sym był
      niemieckim agentem.

      Za wcześnie wypity bruderszaft

      Rzeczywiście, w drugiej połowie lat 30. polski aktor, kaleczący twarde
      niemieckie "r", znów zaczął grać dla berlińskiej Ufy, wytwórni filmowej
      kontrolowanej przez nazistów. Wtedy jeszcze nikt nie mówił o zdradzie. -
      Szwabskiego jazgotu mam już powyżej uszu - zapewniał przy wódce przyjaciół po
      powrocie z Niemiec. Było to tuż przed wybuchem wojny.

      Po wrześniu dostaje kolejne posady w administracji, bywa częstym gościem w domu
      Ludwika Fischera, gubernatora dystryktu warszawskiego. Podobno w amancie
      filmowym podkochuje się żona dygnitarza.

      Sym nie zrywa jednak kontaktów ze środowiskiem aktorskim. Często pokazuje się w
      prowadzonej przez aktorów kawiarence w zamkniętym Teatrze Polskim. - Kiedyś
      sprowadził mi na głowę jakichś filmowców z Ufy - wspomina Lidia Wysocka. -
      Obiecywał złote góry, szybką karierę, wyjazd do Berlina. Ledwo się wyłgałam, że
      za wcześnie na takie plany, że atmosfera wojny nie sprzyja graniu. Mówiąc to
      jednak cały czas się bałam, czy potem Sym się na mnie nie zemści.

      Nie bał się go znany aktor, były legionista Dobiesław Damięcki.

      - Wypije człowiek bruderszaft z jakimś ścierwem, a potem się wstydzi do końca
      życia. Będziesz tu jeszcze, łajdaku, wisiał na latarni - powiedział mu kiedyś w
      tej samej kawiarni. Musiał się za te słowa ukrywać do końca okupacji.

      Oferty składane przez Syma były intratne. Aktorzy w pierwszych miesiącach wojny
      nie mieli żadnych możliwości występowania na scenie. Obowiązywał zakaz
      wszelkiej działalności kulturalnej Polaków. Artyści zajęli posady kelnerów i
      szatniarzy, kto miał szczęście, dawał występy w kawiarniach. Aleksander
      Zelwerowicz został na wsi dozorcą obory, Jerzy Jurandot hodował pomidory,
      Stefania Grodzieńska pomagała fryzjerce. Większość wegetowała.

      W kwietniu 1940 roku Tymoteusz Ortym-Prokulski otrzymał od okupantów koncesję
      na prowadzenie pierwszego jawnego teatrzyku Kometa. Scena z lekkim repertuarem
      mieściła się w sali przedwojennego kina przy ul. Chłodnej. Wkrótce jednak Sym
      zdystansował Ortyma. Dzięki pochodzeniu matki został reichsdeutschem
      (pełnoprawnym obywatelem Rzeszy) i awansował z podrzędnych stanowisk w
      administracji na doradcę gubernatora ds. imprez artystycznych. Powierzono mu
      prowadzenie polskiej i niemieckiej sceny w Theater der Stadt Warschau, w gmachu
      Teatru Polskiego. Prócz tego otworzył teatr Komedia na Kredytowej, w lokalu
      przedwojennego Cyrulika Warszawskiego. Prowadził jeszcze kino Helgoland. W
      wojennej rzeczywistości Warszawy stał się majętny i wpływowy.

      Co bogatsze, to w teatrze

      Konspiracyjny Związek Artystów Scen Polskich ogłosił bojkot wszelkic
      • ignorant11 Re: Igo Sym. Amant, sprzedawczyk i zdrajca (3) 07.12.03, 14:14
        Co bogatsze, to w teatrze

        Konspiracyjny Związek Artystów Scen Polskich ogłosił bojkot wszelkich jawnych
        przedsięwzięć scenicznych. - Pozwoliliśmy jedynie na występy w kawiarniach,
        recytacje i piosenki, bo coś trzeba było aktorom zostawić jako środki do
        utrzymania - mówił po wojnie prof. Bohdan Korzeniewski, członek Tajnej Rady
        Teatralnej. Przejęła ona rolę Związku Artystów Scen Polskich, który nie mógł
        jawnie działać. Według jego oceny około dwustu ludzi teatru nie zastosowało się
        do norm narzuconych przez konspiracyjne władze.
        Ku zaskoczeniu podziemia koncesjonowane teatrzyki cieszyły się dużą
        popularnością. Ogłoszony przez Państwo Podziemne bojkot obywatelski był masowo
        łamany. Podobnie było z kinami. Nie pomagały wypisywane na murach hasła "Tylko
        świnie siedzą w kinie, co bogatsze to w teatrze". Nie dawały efektów akcje
        puszczania śmierdzących gazów na widowni, wywoływanie pożarów, wlewanie widzom
        do kieszeni żrących płynów i golenie głów. Nawet żołnierze podziemia wspominali
        po wojnie, jak po udanej akcji lubili się odstresować na widowni teatrzyku lub
        w kinie. Na tym froncie walki cywilnej Państwo Podziemne poniosło
        klęskę. "Biuletyn Informacyjny", pisemko okręgu warszawskiego ZWZ, pisząc o
        Symie, zawsze dodawał przed nazwiskiem epitet - "kanalia".

        Sym czuł się bezkarny. - Otrzymałem już trzy wyroki śmierci i żyję, a jak
        będzie mi gorąco, to zwieję na stałe do Wiednia i niech mnie tam pocałują z ich
        wyrokami - uspokajał po swojemu aktora Bogusława Samborskiego, gdy ten otrzymał
        pocztą wyrok śmierci za kolaborację.

        Gorąco zrobiło się, gdy Sym zaczął pracę przy realizacji propagandowego
        filmu "Heimkehr" (Powrót) zleconego przez Goebbelsa. Film miał proste
        przesłanie: - przed wojną mniejszość niemiecka była w Polsce torturowana,
        szykanowana i mordowana. Teraz, po powrocie tych ziem do Reichu, całe zło
        minęło. Film miał być kręcony w polskich plenerach, a do roli oprawców mieli
        być zaangażowani polscy aktorzy. Znalezienie obsady wziął na siebie Igo. I
        wywiązał się z niego znakomicie. Ściągnął dziesięciu aktorów, którzy obsadzili
        negatywne role. To przesądziło o jego losie.

        Na Mazowieckiej

        Mazowiecka była najbardziej artystyczną ulicą przedwojennej Warszawy. Tu pod
        nr. 12 mieściła się najsłynniejsza kawiarnia stolicy - Mała Ziemiańska, z
        półpięterkiem okupowanym przez literatów. Obok działały wielce zasłużone dla
        literatury księgarnia i wydawnictwo Jakuba Mortkiewicza, pod 8, 10 i 16 - trzy
        galerie sztuki, pod czternastką znany bar U Wróbla, gdzie na obiady wpadali
        goście Ziemiańskiej.

        W czasie okupacji ulica zszarzała, ale nie straciła do końca dawnego blasku. Na
        czwartym piętrze kamienicy pod dziesiątką zamieszkał Sym. Może nawet mijał się
        na schodach z Ordonką, która po zwolnieniu z Pawiaka mieszkała piętro niżej.

        Wiosną 1941 roku w mieszkaniu przy ul. Mazowieckiej Igo bywał już z rzadka.
        Właśnie przenosił się do Wiednia, gdzie czekało na niego wysokie stanowisko
        przy produkcji filmowej. 7 marca miał wyjechać na stałe. Do załatwienia została
        ostatnia sprawa, która trzymała go na miejscu - trzeba było wyciągnąć brata,
        Freda, z obozu jenieckiego.

        Fred to pseudonim filmowy, bo drugi z Symów też próbował swoich sił przed
        kamerą. We wrześniu 1939 roku był kapelmistrzem w orkiestrze. Potem półtora
        roku spędził za drutami oflagu. Mógł się nawet nie orientować w roli, jaką Igo
        odgrywał podczas okupacji. Wyszedł na wolność tuż przed śmiercią Syma.

        Wyrok

        7 marca 1941 roku o 7.10 odezwał się dzwonek przy drzwiach aktora. Sym nigdy
        nie otwierał nieznajomym, tym razem przy drzwiach pierwsza była bratowa. - My
        do pana Syma - dwóch ludzi stało na korytarzu.

        - Zaraz poproszę - uprzejmie odpowiedziała kobieta i odwróciła się, zostawiając
        otwarte drzwi. Obcy nie czekali na zaproszenie. Weszli za nią do środka. W
        przejściu do pokoju stanął niespodziewanie Igo. Był zaspany, w szlafroku.

        Roman Rozmiłowski "Zawada" i Wiktor Klimaszewski "Mały" nie pierwszy raz brali
        udział w likwidacji. - Masz, łotrze, za Polskę - odezwał się "Zawada". Stojąc
        tuż przed skazanym, wypalił mu prosto w serce. Jeden strzał wystarczył.

        Uciekli bez przeszkód.

        Zachowany wyrok Wojskowego Sądu Specjalnego przy Komendzie Głównej ZWZ jest
        wyjątkowo lakoniczny. Data, kilka słów, nazwisko skazanego. Nie ma
        uzasadnienia, nie ma składu orzekającego. Pełna konspiracja. - Ten dokument to
        i tak wyjątkowy rarytas dla historyka - ocenia Andrzej Krzysztof Kunert, znawca
        Państwa Podziemnego. - Ślad, że wszystko odbyło się zgodnie z prawem. Procedura
        wymagała jeszcze, aby taki wyrok zatwierdził wojskowy zwierzchnik okręgu. W
        przypadku Syma jestem na 99 proc. pewien, że rozkaz wydał osobiście gen. Grot-
        Rowecki. On nie mógł o tym nie wiedzieć.

        Według Kunerta Sym zasłużył sobie na taki wyrok. - Ale ta decyzja ma jeszcze
        jeden aspekt - dodaje. - Nie lubię tego słowa, ale był to również wyrok
        propagandowy. Sym był zbyt znany, a podziemie potrzebowało akcji, która
        przypomni całej okupowanej Polsce, że istnieje armia podziemna, że walka trwa.
        Więc po pierwsze, zrezygnowano z otrucia go, choć padła taka propozycja. A po
        drugie, gdy dotarła informacja, że zdrajca zamierza uciec, zdecydowano o
        przyśpieszeniu akcji. Spektakularne zabójstwo Syma było potrzebne podziemiu.

        Odwet

        Pogrzeb był spędem propagandowym, ale brali w nim udział także polscy aktorzy
        teatrów Symowskich. Gubernator Fischer ogłosił żałobę - zakazał grać wszystkim
        teatrzykom i kinom. Później takie kroki Niemcy podejmowali tylko po klęsce
        stalingradzkiej i zamachu na Kutscherę. Całe miasto oplakatowane było listami
        gończymi za Damięckim, który nie miał z zamachem nic wspólnego, ale na swoje
        nieszczęście jawnie sklął Syma.

        Aresztowano ponad sto osób. 11 marca w Palmirach rozstrzelano w odwecie 20
        zakładników, wśród nich historyka prof. Kazimierza Zakrzewskiego i biologa
        prof. Stefana Kopcia z UW. Zemsta dotknęła także aktorów. Aresztowano Leona
        Schillera, Stefana Jaracza, Elżbietę Barszczewską, Lidię Wysocką, Zbigniewa
        Sawana i wielu innych. - Podobno brali nas według jakiejś listy znalezionej w
        mieszkaniu Syma - mówi Wysocka. Aktorzy przeszli Pawiak, więzienie przy al.
        Szucha, część jeszcze Oświęcim. Najgorzej zniósł to Jaracz. Z obozu wrócił
        schorowany, w 1945 roku zmarł na gruźlicę.

        Nie chcemy wspominać

        Szukałem kontaktu z rodziną Syma. Nie zostawił potomków, ale miał dwóch braci,
        wspomnianego Freda i Ernesta, profesora biologii, konspiratora z AK, który
        prowadził wytwórnię granatów. Ernest zginął w 1950 roku w wypadku samochodowym.
        Odnalazłem jego dzieci. Syn nie przyznał się do pokrewieństwa z Igo Symem. - To
        przypadkowa zbieżność nazwisk - skłamał.

        - Nie chce pan mówić o stryju? - dociekam.

        - Nie.

        Spróbowałem jeszcze z wnukami profesora. - Przykro mi, ale my nic nie wiemy -
        słyszę w słuchawce miły, kobiecy głos. - Ojciec nigdy przy nas nie chciał
        wspominać losów rodziny. Szanujemy jego decyzję.




        Pozdrawiam i zapraszam na:
        Forum Słowiańskie
        nakarm dziecko, kliknij w pajacyka TERAZ:
        www.pajacyk.pl
        Ignorant
        +++
        Pozdrawiam i zapraszam na:
        Forum Słowiańskie
        nakarm dziecko, kliknij w pajacyka TERAZ:
        www.pajacyk.pl
        Ignorant
        +++
        Pozdrawiam i zapraszam na:
        Forum Słowiańskie
        nakarm dziecko, kliknij w pajacyka TERAZ:
        www.pajacyk.pl
        Ignorant
        +++
    • borebitsy A teraz? Ale kino. 07.12.03, 21:26
      Nie trzeba wywiadu by widzieć którzy aktorzy plamią się grając w antypolskich
      filmach.

      Albo błogosławią rzeczywistość gloryfikując "dziki kapitalizm" złodzieji i
      narodowych zdrajców.

      Tendencyjne wstawki które nijak niepotrzebne mają na celu dosrać jakiejś
      opzycyjnej opcji myślenia czy politykowi. Kiler biegnący po gazetkę do
      herbatki, gw*1. "Chołota" blokująca ulicę. Sutenerzy "bohaterzy". itp.
      (może podacie więcej przykładów poliprawiczkowych opłaczonych SCEN)

      To może być niewinna uwaga, jakieś tam brzdąknięcie, klatka do podświadomości,
      mozolne urabianie opini. O nas, o zagranicy.
      O np scena w "Lepiej być Piękńą..", Jak Arab kupuje ruski pistolet. Oczywiście
      arab się zamaskował w narodową biłą chustę smile) jest pełno takich dodatków.

      A amerykańskie kino? "Independentce Day" żydowski aktor ratuje świat wpuszczjąc
      w UFO wirusa. Bad gay ma polskie nazwisko i nieciekawy wygląd(doradca
      prezydenta). Motto "nołbody iz perfekt". hehe jak to by chcieli być najlepsi w
      komputerowe klocki. A jak pięknie zarysowany sojusz zyjonistyczno-negeryjski.
      Świat ocalał. Idzcie do domów ofiara spęniona.

      Aktor zagra jak mu zagrają byle była gaża. Zapewne niewszyscy, może nawet nie
      większść. Może w Polsce polskie filmy wyglądają realistycznie a z daleka to
      często poprawne politycznie kino.

      ALE KINO.






      ad*1 to może ok bo to przecież była surralistyczna komedia smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka