25.05.07, 08:44

Czy są granice, których przekraczać nie wolno?



CHANTAL DELSOL - Profanowanie kultury




--
smile)
Ba.
Obserwuj wątek
    • kamfora Świat nieukończony 25.05.07, 08:45

      Zagadnienie ograniczeń wyraża się w pytaniu: do jakiego punktu człowiek może
      przemieniać świat, w którym żyje, nie niszcząc przy tym samego siebie? Dodam od
      razu, że nie mam odpowiedzi. Nie posiadamy już powszechnie akceptowanych
      dogmatów, które dostarczałyby odpowiedzi jasnych i precyzyjnych. A zresztą,
      filozofia nie jest powołana do dostarczania odpowiedzi, ale do zastanawiania
      się nad pytaniami. Sądzę jedynie, że stajemy wobec takiego zagadnienia, o
      którym nigdy nie powinniśmy przestać myśleć: po pierwsze dlatego, że
      ograniczenia zmieniają się wraz z upływem czasu i granice zapewne nigdy nie
      zostaną ostatecznie wytyczone; po wtóre zaś dlatego, że ludzkie działanie
      pozbawione tego rodzaju namysłu łatwo wkracza na złe drogi. Zatem nawet
      względność ograniczeń nie może nas przekonać, byśmy przestali o nich myśleć.
      Najpierw trzeba stwierdzić, że zagadnienie ograniczeń dotyczy człowieka,
      ponieważ jest on stworzeniem kulturowym, a to znaczy – podległym nieustannej
      przemianie. Bezustannie stara się on przekroczyć to, czym jest, aby osiągnąć
      coś więcej i coś lepszego. I właśnie rozwój – nieprzerwany i przekazywany z
      pokolenia na pokolenie – odróżnia go od zwierząt.
      Tym bardziej jest to prawdziwe w odniesieniu do kontynentu europejskiego, który
      dziedziczy kulturę przekształcania świata wywodzącą się z chrześcijaństwa. Mit
      biblijny wyraża to w sposób jasny: Bóg nie pozostawił nam świata statycznego,
      lecz świat nieukończony. Do nas należy doskonalenie go i, jeśli wolno mi tak
      powiedzieć, ukończanie go w nieskończoność. Charakterystyczna dla Europy idea
      postępu wpisuje się w ten specyficzny sposób rozumienia ludzkiego bycia-w-
      świecie.
      Tak więc w imię postępu posuwamy się naprzód poprzez wieki, wkraczając na
      nieznane terytoria: morza i nieba, poznania, techniki... Aby ulepszyć nasz
      świat zmuszeni jesteśmy zakłócać jego porządek: nieustannie przekraczamy
      granice. Spójrzcie na ewolucję nauk: przedstawia się ona jako nieprzerwany ciąg
      kwestionowania przyjętych poglądów, obalania tradycji i zwyczajów. Do tego
      stopnia, że wielcy odkrywcy zawsze bywają niezrozumiani, znienawidzeni, uważani
      za anarchistów i za niebezpieczne indywidua, których myśl im współczesna odsuwa
      na bok i skazuje na przetrwanie. Szczególnie dobrze wiecie o tym tu, w
      Krakowie, gdzie w jednym z waszych kościołów umieściliście sławne słowa
      Kopernika: „Sapere Auso” – myślenie jest w tym znaczeniu zuchwalstwem, jest
      transgresją („myśleć to mówić nie” – powiada filozofia).
      Chociaż nieustanna wola przekraczania ograniczeń stanowi jeden z naszych
      najważniejszych wyróżników, to przecież bardzo dobrze wiemy, że transgresje nie
      są bezkarne, że istnieje cena do zapłaty. Jednakże ten problem przedstawia się
      następująco: nigdy nie wiemy z góry, od jakiego przekroczenia poczynając,
      trzeba będzie płacić, ani jaka będzie cena. Dręczy nas to. Wymyślamy trzy
      europejskie postacie (grecką, niemiecką i angielską), które na przestrzeni
      tysiącleci opowiadają o tym niepokoju transgresji. Oto Prometeusz, Faust,
      Frankenstein. Postacie układają się w genealogię. Ich dynastia nas prześladuje.
      Chodzi o to, by transgresja, siła napędowa ulepszania świata, ostatecznie nie
      zniszczyła ludzkości, której miała za zadanie służyć.
      --
      smile)
      Ba.
      • kamfora Rozterki Frankensteina 25.05.07, 08:46
        Kiedy transgresja niszczy byt, staje się profanacją. Czy oznacza to, że gest
        zniesienia ograniczeń ostatecznie dotyka jakiegoś nienaruszalnego, świętego
        jądra? Jakiego? Tego nie wiemy.
        To być może najważniejsze z pytań zadawanych w naszych czasach – gdyż jesteśmy
        spadkobiercami stulecia największej profanacji. Istota totalitaryzmów zawierała
        się w twierdzeniu: jeżeli chodzi o człowieka, wszystko jest możliwe. Profanacja
        człowieka przedstawia najistotniejszą modalność totalitaryzmów. Sądziły one, że
        nie ma nic do sprofanowania, że nie ma żadnego nienaruszalnego jądra, że
        człowiek może bezkarnie stać się czymkolwiek. Skutki XX wieku pozostawiają nam
        takie przekonanie: nasze przerażenie wobec tego, co się stało, jest dowodem, że
        naruszyliśmy pewien porządek. Ale jaki? Tego nie wiemy. To stulecie swoim
        gorzkim doświadczeniem uczy nas, że istnieje coś, co można sprofanować. Lub
        też – by powtórzyć za Hanną Arendt – że jeżeli idzie o człowieka, nie wszystko
        jest możliwe.
        Sądzę, że wciąż ponawiane w naszej epoce roszczenie, że „wszystko jest
        możliwe”, niesie w sobie potencjalny ładunek zbrodni. Innymi słowy, straciliśmy
        prawo do transgresji bez jednoczesnego myślenia o profanacji. Nie możemy już
        utrzymywać, że nie ma nic do sprofanowania. Dlatego właśnie jestem
        konserwatystką. Nie dlatego, bym uważała, że należy utrzymywać porządek świata
        takim, jaki jest. To byłoby idiotyzmem, zwłaszcza w Europie (choć wciąż
        istnieją ludzie, którzy uważają, że porządek świata powinien być odtwarzany co
        do joty z pokolenia na pokolenie, a najmniejsza ewolucja stanowi niebezpieczną
        transgresję). Być konserwatystą oznacza nieustannie poszukiwać miejsca, gdzie
        znajduje się owo nienaruszalne jądro, którego profanacja zraniłaby byt. Byt,
        którego wolność, bezpieczeństwo, dobrobyt chce się ulepszać. Nie oznacza to
        zaprzestania ruchu w przód, lecz ruch do przodu z przezornością, aby nie
        zniszczyć tego, co ma być ocalone. Oznacza to, że w trakcie nieustannej,
        dobroczynnej i koniecznej ewolucji pozostaje coś, co powinno być uchronione i
        ocalone. Co?
        To my sami musimy definiować to na każdym kroku. My, nie posiadający nigdy
        absolutnej pewności, ale wyposażeni w roztropność, z której Bóg uczynił dar
        Salomonowi lub też w to, co Arystoteles nazywał prudentia (grecka „phronesis”wink.
        Pytanie pozostaje otwarte: w jaki sposób odkryć ograniczenia?
        Nie posiadamy już powszechnie przyjętych dogmatów, które wskazałyby nam, gdzie
        znajdują się ograniczenia. Na przykład definicji „natury” ludzkiej, dzięki
        której wiedzielibyśmy, gdzie kończy się transgresja, a zaczyna profanacja.
        Jesteśmy jedynymi na świecie istotami przekonanymi o tym, że potencjalna
        zbrodnia znajduje się w naszych rękach, ale nieświadomymi miejsca, od którego
        się ona zaczyna.
        Jest zatem prawdopodobne, że musimy wypróbowywać doświadczenia transgresji,
        obserwować ich następstwa, rozważać je i wycofywać się w przypadku, gdy
        czujemy, że zniszczylibyśmy coś istotnego. Innymi słowy: ponieważ przestaliśmy
        już wierzyć w dogmaty, które dawniej mogły wstrzymywać nasze działania,
        zapobiegając niebezpieczeństwom, zmuszeni jesteśmy próbować, a więc podejmować
        ryzyko zniszczenia, zanim zrozumiemy, czy jest to transgresja i postęp, czy
        profanacja.
        Oznacza to, że przemiany techniczne, medyczne, społeczne, których celem zawsze
        jest ulepszenie kondycji ludzkiej, wprowadzane być powinny nie tylko z
        entuzjazmem, jaki towarzyszy nowym zdobyczom, ale także z pełną cierpliwości
        uwagą (taką, która porównuje planowane skutki z uzyskanymi wynikami) oraz z
        uczciwością (która zdolna jest uczynić krok w tył, jeśli planowane ulepszenie
        nie nastąpiło, lub, jeśli nastąpiwszy, spowodowało niedopuszczalne
        nieszczęścia). Uderza mnie fakt, że gdy w Holandii legalizuje się eutanazję,
        prasa francuska oklaskuje to jako „zniesienie kolejnego tabu” – co nie wróży
        nic dobrego dla zdolności osądu skutków transgresji. Nie chodzi o to, byśmy z
        zamkniętymi oczami szli w kierunku Postępu uświęconego w imię dodatkowych
        swobód osobistych. Chodzi o takie kierowanie się ku ciągłemu ulepszaniu naszego
        istnienia na ziemi, które uwzględnia wszelkie aspekty tego istnienia, oraz – co
        pragnę ze szczególną mocą podkreślić – stara się zawsze chronić najsłabszych
        (ewolucja prawa rodzinnego zmierza w stronę poszerzania osobistych swobód
        dorosłych, coraz bardziej zaniedbując ochronę dzieci). Czy nam się to podoba,
        czy nie, jedyne, co nam pozostało, by wyznaczyć granice transgresji, to
        doświadczenie nieszczęścia, a zwłaszcza nieszczęścia najsłabszych. Do tego
        jeszcze trzeba chcieć liczyć się z takim doświadczeniem.
        Chcę przez to powiedzieć, że posiadamy możliwość osądzania dobrodziejstw oraz
        zgubnych skutków naszych doświadczeń. W tym celu trzeba jednak odrzucić
        ideologię, spojrzeć na fakty w pełni przytomnie i z pokorą, otworzyć oczy na
        nasze nadużycia, przyznać, że nie jesteśmy demiurgami i że nie wszystko wolno
        nam bezkarnie. Ta pełna skromności postawa nieczęsto spotykana jest wśród nas,
        ludzi współczesnych. Pomimo wszystkiego, co wydarzyło się w XX wieku, nadal
        snujemy marzenia Frankensteina, który w miejsce Boga stworzył życie. Lub też –
        by powołać się na aktualne przykłady – pragniemy sprawić, by dziecko miało dwie
        lub trzy matki, by para homoseksualna miała dzieci itp.

        --
        smile)
        Ba.
        • kamfora Pokora wobec bytu 25.05.07, 08:47
          Odroczony proces przeciw totalitaryzmom apeluje o coś więcej, niż niezgoda na
          ich skutki widoczne w postaci terroryzmu. Przywołuje myśl o ograniczeniach.
          Totalitaryzmy charakteryzowała przede wszystkim pewność, że o człowieku nie
          można orzekać niczego. Ograniczenia są orzekaniem o człowieku. Nadają one
          człowiekowi imię i tożsamość, gdyż imieniem bytu jest to, co go odróżnia, a tym
          samym, ogranicza. Lekcja XX wieku nie ogranicza się do tego jednego „nigdy
          więcej Auschwitz”. Głębiej przedstawia się ona tak: posiadamy takie
          ograniczenia, których sobie nie wybieramy, a które wyrażają naszą fundamentalną
          skończoność. Trzeba będzie przyjąć istnienie „kondycji ludzkiej”, nawet jeśli
          jej kontury są płynne i trzeba ją będzie nieustannie na nowo definiować Trzeba
          przyjąć istnienie determinantów właściwych naszemu byciu ludźmi. Nie zadowalać
          się głoszeniem praw człowieka, lecz zastanowić się nad pytaniami: kto to jest
          człowiek? (czy jest czymś więcej niż zwierzę? – to zaś nakazuje nam z uwagą
          rozważyć tezy głębokiej ekologii, które w chwili obecnej wsączają w umysły nowy
          panteizm) oraz: czym jest człowiek? Czy potrzebuje on autonomii i
          odpowiedzialności, by budować siebie? Czy powinien on być rozpatrywany jako
          jednostka, czy jako podmiot?
          Taka postawa wymaga zaprzestania eksperymentowania na człowieku. Przeciwnie,
          wymaga zgody na liczenie się z doświadczeniami transgresji. Eksperymentowanie
          wyraża wolę opanowania rzeczywistości ludzkiej, naginania jej do naszych
          życzeń, modelowania jej podług naszych chęci. Liczenie się z doświadczeniem
          jest otwarciem na rzeczywistość. Tylko ono może wznieść bariery na brzegu
          przepaści. Zagubiliśmy odruch pokory wobec bytu. Musimy się go ponownie
          nauczyć – niczym utraconej praktycznej umiejętności.

          Tłum. Ewa Mukoid

          Tekst ten prof. Chantal Delsol wygłosiła na Uniwersytecie Jagiellońskim 31 maja
          2001 r., podczas sesji zorganizowanej w ramach „Dni Tischnerowskich”. Autorka
          jest kierownikiem Katedry Filozofii Politycznej i dyrektorem Ośrodka Studiów
          Europejskich w paryskim Uniwersytecie Marne la Vallée. Po polsku ukazała się
          jej książka „Zasada pomocniczości” (Znak, Kraków 1995). Ks. Tischner pisał o
          innej książce Delsol, opublikowanej w 1996 r. „Le Souci contemporain”
          („Współczesna troska”wink. Fragment tej książki, z towarzyszącą mu dyskusją, ukaże
          się w październikowym numerze miesięcznika „Znak”.

          --
          smile)
          Ba.
          • krytyk2 Re: Pokora wobec bytu 25.05.07, 11:31
            Wszystko to prawda.Mam jedna refleksję.
            Wydaje mi sie ,że nawet po pokonaniu wielu obiektywnych trudności związanych np
            z filozoficznym/resp naukowym / zdefiniowaniem natury człowieka,pozostaje
            jeszcze ograniczony zakres mozliwości wprowadzenia go w życie.Obserwuje ,jakie
            trudności napotyka traktat o ograniczeniu emisji dwutlenku węgla do
            atmosfery.Negatywny wpływ tego czynnika na zachwianie stosunków termicznych na
            ziemi jest ewidentny nawet dla ucznia szkoły podstawowej a jednak rządy krajow -
            głownych emitentów CO2-nie chca parafować traktatu i wprowadzić ograniczeń w
            zycie.Ekonomia,pogoń za zyskiem będą nadal silniejszym argumentem w
            tej "dyskusji".Do tego dochodza jeszcze argumenty ideologiczne/jak np w
            przypadku eutanazji,małżeństw homoseksualnych i prawa do adopcji dzieci przez
            te małżeństwa/-powoływanie się na wolnośc osobistą człowieka,prawa człowieka,itd
    • scand Re: GRANICE 25.05.07, 09:25
      Współczesny człowiek ciągle przekracza jakieś granice, które wydawały się
      nieprzekraczalne. Wniosek z tego, że przekroczyć można dowolne granice -
      uzasadnienie zawsze się znajdzie. Człowiek utracił swą stałą "naturę" i stał
      się formą miękką niczym ośmiornica.

      • scand Re: GRANICE- uzupełnienie 25.05.07, 10:44
        Tak sobie pomyślałem że nadzwyczajna współczesna ideowa plastyczność człowieka
        wynika z tego że człowiek zaczął być utożsamiany prawie wyłącznie z umysłem
        czyli mózgiem. Wszystko inne jest NIE - ISTOTNE. Skoro więc istota człowieka
        została sprowadzona do tak plastycznego organu jakim jest mózg nic dziwnego że
        człowiek wydaje się być układem dowolnie programowalnym.
        Dodatkową zmianę szykuje nam biocybernetyka, mózg pozostaje nadal ważną częścią
        ale jest uzupełniany różnymi technicznymi gadżetami ( chocby odtwarzacz mp3 +
        słuchawki) ktore również wydają się nie mieć jednej definitywnej postaci.
        Stąd więc byc może bierze się owo współczesne rozedrganie istoty człowieka.
        • kyos mózg 31.05.07, 10:32
          scand napisał:

          > Tak sobie pomyślałem że nadzwyczajna współczesna ideowa plastyczność
          > człowieka wynika z tego że człowiek zaczął być utożsamiany prawie wyłącznie z
          > umysłem czyli mózgiem. Wszystko inne jest NIE - ISTOTNE. Skoro więc istota
          > człowieka została sprowadzona do tak plastycznego organu jakim jest mózg

          istotą człowieka jest jego psychika i pamięć, to one określają jego
          indywidualną tożsamość --organem odpowiedzialnym za przeżywanie doświadczeń,
          ich analizę i archiwizację (a ponadto sterującym procesami życiwoymi
          organizmu) --jest mózg
          to śmierć rdzeniowo-mózgowa jest uznawana przez lekarzy i bioetyków za koniec
          istnienia człowieka; człowiek ograniczony do mózgu (np. całkowicie
          sparalizowany) może żyć; człowiek bez mózgu nie
          to nie jest "ideowa plastyczność", to jest rzeczywistość

          --
          "Ludzie bowiem prędzej przeboleją śmierć ojca niż stratę ojcowizny."
          (Niccolo Machiavelli "Il Principo")
          • scand Re: mózg i metafora programu 31.05.07, 13:10
            > to nie jest "ideowa plastyczność", to jest rzeczywistość ..

            chodziło mi o to że w wielu dzisiejszych sytuacjach mówi się iż człowiek musi
            być przygotowany na przeprograwowanie (musi się adaptować) .... albo
            inaczej ... człowieka zaczyna się traktować w analogii do najbardziej
            wpływowego elementu współczesnej cywilizacji czyli komputera. W czasach
            fascynacji zegarami powstała filozoficzna koncepcja człowieka-maszyny
            (Kartezjusz , La Metrie i inni), dzisiaj wymiana oprogramowania jest dominantą.
            Sam człowiek staje się bezkształtny i tu szara substancja mózgu jest dobrym
            obrazem tej bezkształtności. Wszyscy ludzie mają podobnie wyglądające mózgi
            (przynajmniej dla laika) w przeciwienstwie do aparycji zewnetrznej którą
            uznaje się wobec czyności programowania za nie-istotną i która sama podlega
            programowaniu ( weźmy np. programy reklamowe farb do włosów).
            • kyos Re: mózg i metafora programu 01.06.07, 13:50
              jeśli chodzi o manipulowanie wyglądem zewnętrznym - o ile wiem to miało ono już
              miejsce we wspólnotach zbieracko-łowieckich (malowanie henną, kolczyki,
              rytualne okaleczenia)

              jeśli chodzi o przeprogramowywanie mózgu (że człowiek to robot) - pojawiają się
              takie głosy, ale są nieliczne; rzadko dopuszcza się zmianę tożsamości (np.
              seksualnej -chociaż tu mówi się o wyrównaniu cielesnej tożsamości do duchowej)

              poza tym zapominasz o DNA smile

              --
              "Ludzie bowiem prędzej przeboleją śmierć ojca niż stratę ojcowizny."
              (Niccolo Machiavelli "Il Principo")
              • scand Re: mózg i metafora programu 04.06.07, 08:44
                > jeśli chodzi o manipulowanie wyglądem zewnętrznym - o ile wiem to miało ono
                już
                > miejsce we wspólnotach zbieracko-łowieckich (malowanie henną, kolczyki,
                > rytualne okaleczenia)

                Teraz jest jednak istotna różnica. Sugestia zmiany koloru włosów zostaje wydana
                za pomocą mediów elektronicznych - można więc zatem powiedzieć że ludzie (
                głównie kobiety) są programowane elektronicznie wink

                Swoją drogą ciekawa jest ta ucieczka człowieka - jak słusznie zauważyłeś obecna
                od bardzo dawnych czasów - w kierunku szeroko rozumianej maski. Kiedyś np.
                zakładano maski aby ustrzec się przed demonami - maska miała powodować że
                danego człowieka było ciężej rozpoznać a więc i zaatakować. Stąd także zabawa z
                podwójnymi imionami - "prawdziwym" i tym na użytek demonów. Związane to było
                zatem z pewnego rodzaju lękiem. Czyżby nasza cywilizacja także była przesycona
                owym pierwotnym lękiem i to właśnie kobiety były nim bardziej przesycone, gdyż
                częściej uciekają w kierunku maski ?
                • witekjs Re: mózg i metafora programu - maski 04.06.07, 10:54
                  Myślę, że kobiety nie zakładają masek częściej.
                  Wszyscy mamy ich kilka, często nie zdając sobie sprawy, że je zakładamy również
                  przed samym sobą.
                  One potrafią tworzyć tak piękny obraz, że sami najmocniej wierzymy, że jest to
                  nasza twarz.
                  Problemem jest to, że w takiej sytuacji dla innych staje się ona nieszczelna i
                  nierzadko możemy okazać się śmieszni.
                  Niezwykle mocno widoczne jest to dzięki mediom.
                  Również internetowi...wink

                  Witek
                  • scand Re: mózg i metafora programu - maski 04.06.07, 11:37
                    Maska może mieć różne formy. Są bardzo subtelne maski psychologiczne które
                    faktycznie mogą być bardziej dla siebie niż dla innych.
                    Tu zajmujemy się maską widoczną czyli zmianą wyglądu która rozprzestrzeniła się
                    obecnie szeroko i jest aktywnie wspierana przez różnych producentów masek.
                    Chyba jednak znajdują oni posłuch bardziej wsród kobiet choc i wsród mężczyzn
                    jest coraz więcej takich którzy zmieniają sie wg algorytmu mody. Są jednak na
                    razie w mniejszości.
                      • scand Re: mózg i metafora programu - face lifting 05.06.07, 09:09
                        Żyjemy zatem w czasach ucieczki od samego siebie. Jest to zresztą zgodne z
                        przytoczonym przeze mnie paradygmatem ciągłej gotowosci na przeprogramowanie.
                        Z tymi operacjami czasami jednak jest też jak z tym farbowaniem włosów - efekt
                        końcowy jest znacznie gorszy niż stan początkowy - np. nie podoba mi się co
                        jedna znana piosenkarka zrobiła ze swoim nosem - zatracił po operacji miękkość
                        i teraz wygląda jak czarownica z bajki o Jasiu i Małgosi smile
                          • scand Re: mózg i metafora programu - face lifting 06.06.07, 09:02
                            Ciekawe jest to, że zmieniają aparycję także osoby, którym się powiodło, jak by
                            nie było, przy wykorzystanieu "starego" wyglądu. To że osiągnęli sukces nie
                            wystarcza jednak i nie powstrzymuje ich od ucieczki od samego siebie. Chcą
                            zaaplikować zmiany, które i tak są przecież krótkotrwałe.
                            • witekjs Re: mózg i metafora programu - maski 06.06.07, 10:07
                              Te osoby, często uważają, że powiodło im się pomimo nieakceptowanego wyglądu.
                              Poza tym, z czasem wygląd się zmienia... wink
                              Do omawianych masek trzeba dodać jeszcze wąsy i brody, długie lub bardzo krótkie
                              włosy, kolczyki, wiecznie noszone kapelusze, na zwykle łysej głowie.
                              Istotne jest również, jaki rodzaj ubioru wybierają niektóre osoby.
                              Odrębnym zagadnieniem jest, związany z tym sposób zachowania wiecznego
                              nastolatka, na przykład - Kuba Wojewódzki, Szymon Majewski.
                              Znacznie częściej tylko ludzie estrady mogą sobie pozwolić na te, wielekroć
                              kiczowate, a bardzo serio traktowane korekty urody.

                              Witek
                              • scand Re: mózg i metafora programu - maski 06.06.07, 10:20
                                > Do omawianych masek trzeba dodać jeszcze wąsy i brody, długie lub bardzo
                                krótki
                                > e
                                > włosy, kolczyki, wiecznie noszone kapelusze, na zwykle łysej głowie.

                                No, nie. Coś co jest naturalne nie jest maską.
                                Cos co jest łatwo separowalne także nie. Ubranie więc nie jest maską chocby
                                było jak najbardziej dziwaczne. Chociaz z drugiej strony taki czador np. czy
                                nie jest to klasyczna maska uwarunkowana kulturowo ? Tak, jest pewna trudnośc
                                definicyjna maski. Maską należałoby uznać to co przesłania stan naturalny. Z
                                tym że ubranie właśnie przesłania smile choć z drugiej strony wiemy że tak
                                naprawdę nie zmienia.
                                • okimita Re: mózg i metafora programu - maski 06.06.07, 19:18
                                  Polubiłem tramwaj, wolę, zamiast bębnić palcami po kierownicy w korkach,
                                  ale o maskach, wchodzę przednim pomostem, przez ułamek ja i pasażerowie
                                  na się patrzymy, i co, postacie nieruchomieją, stop-klatka, brakuje
                                  tylko chrzęstu spadających przyłbic. Umarły tramwaj, czy inny Kantor jakiś.
                                  Odwracam się tyłem, wkładam maskę, bo inni patrzą wsiadając.
                                  • scand Re: mózg i metafora programu - maski 11.06.07, 09:37
                                    Tramwaj to wolność. Zamiast wciąż reagować na inne zhermetyzowane bezwględnie w
                                    karoseriach samochodowych byty mozna poddać się przyjemności obserwacji
                                    rzeczywistości miejskiej, oczywiście ... także poprzez maskę ale jednak
                                    bardziej zwiewną smile
                • kyos Re: mózg i metafora programu 04.06.07, 22:39
                  scand napisał:

                  > Czyżby nasza cywilizacja także była przesycona owym pierwotnym lękiem i to
                  > właśnie kobiety były nim bardziej przesycone, gdyż częściej uciekają w
                  > kierunku maski ?

                  niektórzy potrzebują maski bo uważają że tylko w ten sposób mogą uzyskać
                  tożsamość akceptowaną przez innych

                  nie sądzę by to warunkowane płcią --zresztą to raczej mężczyźni jako
                  występujący na zewnątrz swoich domostw/plemion/państw przybierali barwy, maski,
                  dziwne stroje; to mężczyźni byli również pierwszymi aktorami (odgrywającymi
                  również role kobiece, bo kobiety "nie mogły" grać); nie zapominaj też o takich
                  męskich modach jak unisex czy metrosex smile

                  --
                  "Ludzie bowiem prędzej przeboleją śmierć ojca niż stratę ojcowizny."
                  (Niccolo Machiavelli "Il Principo")
                  • scand Re: mózg i metafora programu 05.06.07, 09:04
                    > nie sądzę by to warunkowane płcią --zresztą to raczej mężczyźni jako
                    > występujący na zewnątrz swoich domostw/plemion/państw przybierali barwy,
                    maski,
                    >
                    > dziwne stroje;

                    Było to zapewne także związane z tym że mężczyni byli uważani za bardziej
                    podatnych na ataki demonów, w szczegóności demonów pochodzących od ich wrogów
                    którzy zgineli z ich ręki. Kobiety ograniczone do kręgu wewnetrznego były z
                    natury lepiej chronione przed wrogiem prawdziwym i urojonym.
                    Dziś jednak wiara w demony odeszła choc wiara w duchy jakby pozostała - czy
                    moda bowiem nie jest swego rodzaju duchem, który acz niewidoczny to jednak
                    oddziaływuje ?
                    • kyos Re: mózg i metafora programu 08.06.07, 10:54
                      scand napisał:

                      > Było to zapewne także związane z tym że mężczyni byli uważani za bardziej
                      > podatnych na ataki demonów, w szczegóności demonów pochodzących od ich wrogów

                      ...kojarzonych z kobietami smile

                      stąd tyle zakazów religijnych związanych z kobietami w różnych kulturach (m.in.
                      islamu, chrześcijaństwa, taoizmu, hinduizmu)

                      --
                      "Ludzie bowiem prędzej przeboleją śmierć ojca niż stratę ojcowizny."
                      (Niccolo Machiavelli "Il Principo")
    • zettrzy Re: GRANICE 25.05.07, 19:18
      granice przekraczalo sie zawsze
      przekraczanie granic dzisiaj wprawia nas w nerwowosc poniewaz dotyczy nas
      bezposrednio, ale czyz np. odrzucenie wiary w czary i zakaz przesladowania
      czarownic nie byl przekroczeniem jakiejs granicy dla naszych przodkow? tyle, ze
      to bylo kiedys, wiec bagatelizujemy zjawisko
      czlowiek ma niestety - lub stety - niesamowita zdolnosc adaptacji, zarowno do
      zmian w otoczeniu jak do swoich wlasnych pomyslow; czymze byl lot Amalii Earhart
      jesli nie przekroczeniem granicy? granicy zarowno fizycznej, uwarunkowanej
      owczesnym stanem techniki, jak psychicznej, bo nie jest latwo byc samemu oko w
      oko z niszczaca przyroda i mimo to wierzyc ze jednak sie uda wink
      wydaje mi sie ze ograniczenie przekraczania granic do aspektu negatywnego -
      przekroczenie MUSI byc szkodliwe - jest powodem dla ktorego druga polowa upiera
      sie przy przekraczaniu granic; a co do niezmiennosci swiata i form kultury, czy
      to nie tradycjonalista Asnyk napisal "przezytych ksztaltow zaden cud nie zmusi
      do istnienia"?
      oczywiscie sa zjawiska szkodliwe, ktore nalezy ograniczac, ale jakos w moim
      odbiorze takowe nie kwalifikuja sie jako "granice do przekroczenia" - raczej
      jako smiec cywilizacyjny, ktory nalezy usunac poniewaz przeszkadza nam w
      przekraczaniu prawdziwych granic
      --
      reszty nie trzeba

      MAKE STYLE NOT WAR
      • zielona-oliwka Re: GRANICE 25.05.07, 23:57
        Oczywiście, że tak wink Aczkolwiek wszystko zależy od kontekstu wink

        Proszę wybaczyć mi nadmierną szczerość, ale niektóre wątki poruszają tematy,
        które nurtują raczej dzieci, niźli dorosłych ludzi, a dla nas są już raczej
        trywialne wink
        --
        Moja biżuteria
        • kamfora Re: GRANICE 26.05.07, 07:06
          zielona-oliwka napisała:

          > Proszę wybaczyć mi nadmierną szczerość, ale niektóre wątki poruszają tematy,
          > które nurtują raczej dzieci, niźli dorosłych ludzi, a dla nas są już raczej
          > trywialne wink

          Padały tu już zarzuty o trywialne podejście do tematów, o brak umiejętności
          prowadzenia prawdziwej dyskusji, ale samym tematom nikt jeszcze trywialności
          nie zarzucił. Kiedyś dzieckiem będąc marzyłam o tym czasie dorosłości, gdy już
          będę znała odpowiedzi na wszystkie nurtujące mnie pytania...
          Wychodzi, że wciąż daleko mi do dorosłości wink

          Miłego weekendu!
          --
          smile)
          Ba.
          • witekjs Re: GRANICE 26.05.07, 10:42
            Wspaniałe jest to, że dzięki Google internet jest bez granic.
            Znalazłem właśnie doskonały pomysł poznańskiej uczelni, ciekawe jak rozwijają
            sie te zajęcia. Może powstały już fakultety internetowe ?

            Witek
            Przedruk tekstu:
            "Dobre wychowanie 09-07-2004
            Na wykłady z dobrego wychowania już wkrótce zaczną chodzić studenci poznańskich
            uczelni. Nauka savoir-vivre’u na studiach to pomysł rektorów szkół wyższych z
            Poznania.

            savior1Rektorzy uznali, że dobre wychowanie to wyśmienity pomysł, tym bardziej
            że właściwie nie uczy się go ani w podstawówkach, ani w gimnazjach. Już od
            przyszłego semestru studenci będą mogli wybrać przedmiot „Dobre wychowanie”.
            Zajęcia nie będą obowiązkowe.

            Studenci dowiedzą się m.in. jak rozpocząć i zakończyć rozmowę telefoniczną, jaki
            strój jest odpowiedni na daną okazję czy jak zachować się wobec przyszłego
            pracodawcy. Zajęcia poprowadzą kulturoznawcy. Rektorzy wszystkich poznańskich
            szkół wyższych sondują na razie, ilu studentów zechce skorzystać z tych zajęć
            już od przyszłego semestru.

            W jednej z poznańskich uczelni, Wyższej Szkole Umiejętności Społecznych już
            prowadzone są takie zajęcia. Są obowiązkowe i kończą się egzaminem.

            Zobacz na
            www.wsus.poznan.pl"
            studia.korba.pl/1,17216,2714,art.html
            • okimita Re: GRANICE 26.05.07, 21:47
              "dodać powagi", droga Zettrzy, no nie tylko. Wszyscy zachwycają się urodą
              mojego kota, a o mojej urodzie to raczej się nie wypowiadają, mogę powiedzieć,
              że ja podpieram się urodą mojego kota. Myślę że podobnie jest z tą zielono-
              oliwkową, jak naubiera tych wisiorków, to zbiera zachwyty nad swoją biżuterią.
              • zettrzy Re: GRANICE 26.05.07, 23:14
                no widzisz... z tymi zachwytami nie wszystko bylo tak, koraliki nie szly jak
                swieze bulki, ale nie o to chodzi - powiedzmy mala przekroczyla granice dobrego
                smaku, i jesli przyjmiemy ten kat widzenia to jej post stanowi ilustracje jednej
                z tez postawionych w niniejszym watku - to jest, ze przekraczajac nalezy uwazac
                na to jaka granice i w ktora strone przekraczamy
                --
                reszty nie trzeba

                MAKE STYLE NOT WAR
        • scand Re: GRANICE 28.05.07, 10:48
          > Proszę wybaczyć mi nadmierną szczerość, ale niektóre wątki poruszają tematy,
          > które nurtują raczej dzieci, niźli dorosłych ludzi, a dla nas są już raczej
          > trywialne wink

          Filozofia jest w stanie cofnąć się do pytan najbardziej podstawowych a więc
          także tych zadawanych przez małe dzieci, które rozstrzygane są u poczatku
          świadomego życia. Czy bowiem nie dziecinne w istocie były np. watpliwości
          Kartezjusza wobec własnego istnienia ?
        • mu_ndek Re: Oliwka 12.06.07, 12:22
          Ups – Oliwka dolała do ognia? Do granic do majteczek?
          Ale Ona przecież tylko Zielona
          A reszty... nie trzeba

          Z wakacyjnym pozdrowieniem
    • pastwa Re: GRANICE 26.05.07, 23:56
      kamfora napisała:


      > Czy są granice, których przekraczać nie wolno?

      "Nie wolno" w jakim sensie, ze prawo niby nie pozwala, bo jesli nie, to
      wszystkie granice mozna przekraczac bez wzgledu na skutki...
      • kamfora Re: GRANICE 27.05.07, 00:11

        Chodzi o wyrażone w tekście Delsol pytanie:

        "Do jakiego punktu człowiek może przemieniać świat, w którym żyje, nie niszcząc
        przy tym samego siebie?"

        Prawo to granice zakreślone przez człowieka, często poza granicami dotychczas
        uznawanymi jako nieprzekraczalne.



        --
        smile)
        Ba.
        • pastwa Re: GRANICE 27.05.07, 00:26
          kamfora napisała:


          > "Do jakiego punktu człowiek może przemieniać świat, w którym żyje, nie
          niszcząc przy tym samego siebie?"

          To sie okaze dopiero wowczas kiedy przekraczajac kolejna granice ksztaltowania
          swiata ow czlowiek zniszczy samego siebie..rozumiem ze czlowiek to cala
          ludzkosc, a nie pojedynczy egzemplarz, bo inaczej granic a granic bedzie.
          Wedle mojej wyobrazni mozemy zniszczyc nawet swiat w jakim obecnie zyjemy, o ile
          potrafimy zwiac do innego.
          • kamfora Re: GRANICE 27.05.07, 16:07
            pastwa napisał:

            > To sie okaze dopiero wowczas kiedy przekraczajac kolejna granice ksztaltowania
            > swiata ow czlowiek zniszczy samego siebie..rozumiem ze czlowiek to cala
            > ludzkosc, a nie pojedynczy egzemplarz, bo inaczej granic a granic bedzie.

            Rozumiem, że bliższy jest Ci eksperyment niż doświadczenie?

            W dobie demokracji wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za przyszłość naszego swiata.
            Oczywiście można sobie powiedzieć: "po mnie choćby potop" ale myślę, że raczej
            większość ludzi wolałaby umierać w poczuciu, że gatunek ludzki nie zniknie
            razem z nimi, że ich dzieci/wnuki/prapra...prawnuki będą się również cieszyć
            krótkim ale pięknym życiem na Ziemi...
            Ciągle musimy odpowiadać na pytania, czy granicę zakreślić w tym miejscu, czy
            może dwa kroki dalej. Coś jak przy zbudowaniu jakiejś superautostrady: czy
            ograniczyć dopuszczalną prędkość, czy też może ograniczenia wprowadzić już
            przy produkcji pojazdów?
            Na osiedlowych drogach oprócz znaków ograniczenia prędkości są budowane garby,
            żeby wręcz wymusić na opornych kierowcach zdjęcie nogi z gazu.
            Czy w dziedzinie moralności/medycyny są jakieś miejsca, w których należałoby
            położyć jakiś garb?


            > Wedle mojej wyobrazni mozemy zniszczyc nawet swiat w jakim obecnie zyjemy,
            > o ile potrafimy zwiac do innego.

            Pytanie brzmi: jak nie zniszczyć tego nie mając pewności, czy ten inny będzie
            się nadawał do zamieszkania wink. Oczywiście przede wszystkim chodzi o to, jak
            sprawić, żeby inni ludzie (m. in. nasze dzieci/wnuki) nie chcieli niszczyć
            tego naszego (i jednocześnie swojego) świata .

            --
            smile)
            Ba.
            • scand Re: GRANICE 28.05.07, 09:19
              Watpię żeby stawali aż takie GRANICE smile
              Postu po prostu nie ma więc może nie został wysłany skutecznie ??
              Czasami jednak nie wiem dlaczego zdalnie wylogowują człowieka zanim zdąży
              wysłać tekst - nadal nie lubię ponadto ich maniery "archiwizowania" starszych
              postów..
              • zettrzy Re: GRANICE 29.05.07, 01:54
                wyslany byl skutecznie, bo go widzialam na ekranie na koncu watku, i jesli
                gdzies przepadl, to nie z uwagi na wylogowanie, bo napisalam potem inne posty i
                te sa

                tak nawiasem mowiac, to nie jest jedyny post ktory poszedl w kosmos, albo sie
                polamal, chociaz polamanie latwiej wytlumaczyc - trafila sie po drodze ktoras z
                tych nieziemskich reklam i poprzestawiala sylaby w moim tekscie
                --
                reszty nie trzeba

                MAKE STYLE NOT WAR
                • kamfora Re: GRANICE 29.05.07, 07:58
                  zettrzy napisała:

                  > wyslany byl skutecznie, bo go widzialam na ekranie na koncu watku, i jesli
                  > gdzies przepadl, to nie z uwagi na wylogowanie, bo napisalam potem inne posty
                  > i te sa

                  Oj, nie jestem pewna co do tego, że go widziałaś na końcu wątku, a właściwie to
                  jestem pewna, że go nie widziałaś, tylko teraz Ci się wydaje, że widziałaś smile)
                  Posty (albo ich części) znikają gdzieś w czeluściach serwera forumowego (czy
                  jak mu tam) w trakcie wysyłania. Gdy się pojawią w wątku - może je wykasować
                  osoba mająca uprawnienia admina (m.in. ja). Wykasowanie polega jednak jedynie
                  na usunięcia tegoż posta z pola widzenia użytkowników forum - ci, którzy mają
                  uprawnienia admina nadal widzą (i mogą czytać, choć nie mogą nań odpowiadać
                  cytując) skasowany post. Z racji braku powodu - kasowanych jest bardzo mało
                  wpisów. Kasują przeważnie autorzy z racji jakichś braków technicznych
                  (powtórzenie/niedziałający link itp)
                  Zaręczam Ci, że Twojego posta nie ma wśród skasowanych smile.

                  --
                  smile)
                  Ba.
                  • zettrzy Re: GRANICE 29.05.07, 22:37
                    nie sadze ze on jest skasowany, natomiast jestem pewna ze cos sie potentegowalo
                    w zakresie permanentnego zapisu - to nie jest pierwszy czy jedyny raz kiedy
                    posta widzialam w watku w nocy, ale nazajutrz poszedl to wielkiego zbioru
                    danych w niebie
                    dotyczy to postow wyslanych w godzinach wczesnych porannych czasu serwera, wiec
                    moze trafiam na jakis backup i dlatego... a moze to cale ustrojstwo tak dziala
                    ze lepiej nawet sie nie domyslac co moglo sie zdarzyc wink
                    --
                    reszty nie trzeba

                    MAKE STYLE NOT WAR
        • witekjs R.S.Robins, J.M.Post "Paranoja polityczna" 11.06.07, 10:26
          "Robert S. Robins i Jerrold M. Post w książce pt: "Paranoja polityczna" w
          niezwykle wnikliwy sposób pokazali, jak nienawiść i płynąca z niej agresja mogą
          wpłynąć na porządek społeczny i demokrację. Paranoiczną osobowość mieli
          przywódcy - Hitler, Stalin, Pol Pot, jak również ci, którzy w imię
          chrześcijaństwa, islamu, judaizmu sięgali po władzę. Jest to doskonała książka,
          która pozwoli na zrozumienie wielu zjawisk zachodzących w życiu społecznym i
          politycznym.
          Należą do nich: terroryzm, fanatyzm religijny, walka o władzę, utrzymywanie
          władzy itp"...

          www.popowski.pl/ciekaw/index2.html
          • scand Re: R.S.Robins, J.M.Post "Paranoja polityczna" 11.06.07, 13:11
            Ciekawa książka która zapowiada się bardzo ciekawie.
            Te wszystkie przykłady dowodzą jednak, że paranoidalnośc jest bardzo powszechna
            w polityce , do tego powszechna że może ... normalna ??? Jest tak być może
            dlatego, że w polityce często ukrywa się swoje cele a te często są negatywne i
            wcale nie aż tak wzniosłe. Jednak taka strategia jest politycznie skuteczna, w
            każdym razie skuteczniejsza od naiwnej otwartości i wyciągania do wszystkich w
            szczery sposób przyjaznej dłoni. Ten kto udaje przyjaźn jest nie do odróżnienia
            od tego kto jest przyjazny szczerze ale ma tę przewagę że w dogodnej sytuacji
            bez kosztów emocjonalnych może zmienić strategię polityczną.
            Oszukiwanie popłaca, wiedzą to już zwierzęta a wsród ludzi oszustwa przyjmują
            postać tak dalece wysublimowaną, że można je nawet uznać za pewien rodzaj
            ludzkiej prawdy !

    • witekjs Re: GRANICE - STRACH 15.06.07, 15:12
      Przed wielu laty, skutecznie chroniła nas przed bandytami na ulicach liczna
      obecność MO i ich "cywilnych" kolegów z UB, SB i innych służb...
      Kosztowało to nas "jedynie" tyle, że milicjant był ostatnim, do którego należało
      zwracać się o pomoc w sprawach, nie związanych z ciężkimi, kryminalnymi
      przestępstwami.
      Po roku 89 wszyscy byliśmy tak bardzo szczęśliwi, że w końcu nie będziemy
      musieli bać się, nareszcie "naszej" Policji i służb walczących z bandytami,
      zorganizowaną przestępczością i rzeczywistymi wrogami Polski...
      Błąd!!
      Od 6:00 rano, znowu każdemu z nas może koś, "przez pomyłkę" - wywalić drzwi z
      futryną, lub z pracy, w kajdanach wyprowadzić do miejsca, jak słynne kiedyś w
      Warszawie "Cyryla i Metodego"...
      Trudno myśleć o tym spokojnie.

      Witek
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka