raszefka
04.10.03, 16:43
Czy powinni mieć swój udział w wychowywaniu dzieci? Jaki? Czy tylko w szkole,
czy poza nią również? Czy mogą czegoś zabronić, czy powinni zwracać młodzieży
uwagę w miejscu publicznym?
Takie mi się nasunęły pytania po rozmowie z przyjacielem. Jest od niedawna
nauczycielem biologii w gimnazjum i twierdzi, że będzie uczniom niczego
zabraniał (oprócz wkładania mu kosza na głowę), bo to i tak nieskuteczne, i
nawet powinni wszystkiego sami spróbować, żeby potem wybrać, co dobre, co
złe... Zabrakło mi argumentów, ale uważam, że coś tu jest nie tak.
Gówniarstwo samo nie wybierze, a kiedy dorośnie - czy nie będzie za późno? On
szczęściarz nie wpadł w nałogi, nawet palenie rzucił kilkanaście miesięcy
temu.
Jeśli prawo zabrania sprzedaży alkoholu i papierosów nieletnim, to czy
również szkoła = nauczyciel, nie powinien mieć takiej sprawy na uwadze?
A może ja mam jakieś abstrakcujne problemy? Nie palę, nie ćpam, nie piję, a
dzieci nie mam, co mnie to może obchodzić?