the_kami 20.02.04, 23:07 Mojemu kotu dziś obcięliśmy elementy wiadome... Biedulek. Jak już łapy mu się przestały rozjeżdżać, to się władował na pawlacz. Coby zdrowieć. Zawsze mam wątpliwości, jak to robimy :-( Ech. Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
catalina1 Re: mój Rysio... 21.02.04, 10:52 Wątpiliwości niestety chowają się przed zdrowym rozsądkiem A Ryszard pozbiera sie ;-) A Twoja Mamcia zadba, żeby mu to jakoś wynagrodzić jak sądze. Odpowiedz Link Zgłoś
the_kami Re: mój Rysio... 21.02.04, 18:42 catalina1 napisała: > Wątpiliwości niestety chowają się przed zdrowym rozsądkiem No. Jak sobie pomyślę, ile moje 3 zdrowe, odchowane koty mogłyby napłodzić młodych, to... no, to lepiej było wysterylizować zwierzaki. Ech. > A Ryszard pozbiera sie ;-) A Twoja Mamcia zadba, żeby mu to jakoś wynagrodzić > jak sądze. Wiesz, na razie to się wszystkie na Mamę absolutnie obraziły. Nie chcą nawet mięseczka pokrojonego drobno. Hm. Odpowiedz Link Zgłoś
catalina1 Re: mój Rysio... 21.02.04, 19:51 the_kami napisała: > Wiesz, na razie to się wszystkie na Mamę absolutnie obraziły. Nie chcą nawet > mięseczka pokrojonego drobno. Hm. Solidarny strajk zwierzaków?? Ups, poważna sprawa ;-) Odpowiedz Link Zgłoś
the_kami Re: mój Rysio... 21.02.04, 21:32 catalina1 napisała: > Solidarny strajk zwierzaków?? Ups, poważna sprawa ;-) Eeee... już OK. Duża ilość wielosmakowych witaminek i surowa wieprzowinka je ugłaskały troszkę :-DDD Odpowiedz Link Zgłoś
bain_de_sang Re: mój Rysio... 24.02.04, 12:37 catalina1 napisała: > A Ryszard pozbiera sie ;-) To jest - delikatnie mówiąc - myślenie życzeniowe. > A Twoja Mamcia zadba, żeby mu to jakoś wynagrodzić jak sądze. Ciekawe jak??? marcin Odpowiedz Link Zgłoś
raduch Re: mój Rysio... 22.02.04, 10:09 the_kami napisała: > Zawsze mam wątpliwości, jak to robimy :-( Ech. > A my robimy odwrotnie. Znaczy - kotki impregnujemy. Bo one wszystkie wychodzą kiedy chcą. Jakbyś Sylwestra widziała, to bys wiedziała czemu. Najwyżej w okolicy będzie więcej ładnych kociąt. :-)))))))) R Odpowiedz Link Zgłoś
the_kami Re: mój Rysio... 22.02.04, 11:35 raduch napisał: > A my robimy odwrotnie. Znaczy - kotki impregnujemy. My kocicę wysterylizowaliśmy. Nasłuchałam się sporo o wpływie tabletek i ropomaciczu :-( > Bo one wszystkie wychodzą kiedy chcą. No, nasze koty pół roku są kotami zewnętrznymi, a drugie pół - wewnętrznymi. Dlatego wszystkie muszą być... 'zabezpieczone' :-D > Jakbyś Sylwestra widziała, to bys wiedziała czemu. Hm? > Najwyżej w okolicy będzie więcej ładnych kociąt. :-)))))))) Tego chcę uniknąć. Bo i Ryszard i Gniot to takie właśnie 'ładne kocięta'. Tyle tylko, że jak się przybłąkały do mojej Mamy, to składały się głównie ze skóry i z kości. A ile takich pozdychało tudzież pozagryzanych zostało przez psiska, to nie sposób zliczyć. Jak to gdzieś wyczytałam - 'nie rozmnażajmy nieszczęścia'... Odpowiedz Link Zgłoś
raduch Re: mój Rysio... 23.02.04, 15:26 the_kami napisała: > nie sposób zliczyć. Jak to gdzieś wyczytałam - 'nie rozmnażajmy > nieszczęścia'... > Ano, nie rozmnażajcie. Tylko do kociątka trzeba dwojga, nie? Co za różnica czy będzie poobne do mojego kocura czy innego? R Odpowiedz Link Zgłoś
bain_de_sang Re: mój Rysio... 24.02.04, 12:33 the_kami napisała: > Mojemu kotu dziś obcięliśmy elementy wiadome... Moim zdaniem to straszne postępowanie. Dobrze, że nie jesteśmy w stanie wniknąć w psychikę zwierzęcia (zakładając że ją posiada) i dowiedzieć się, jakie spustoszenia może poczynić obcięcie jaj i świadomość??? kota, że już nigdy sobie nie zadupczy. marcin Odpowiedz Link Zgłoś
raduch Re: mój Rysio... 24.02.04, 13:15 bain_de_sang napisał: > Moim zdaniem to straszne postępowanie. Dobrze, że nie jesteśmy w stanie wniknąć > > w psychikę zwierzęcia (zakładając że ją posiada) i dowiedzieć się, jakie > spustoszenia może poczynić obcięcie jaj i świadomość??? kota, że już nigdy > sobie nie zadupczy. To tylko ludzie (no dobra, prawie połowa z nich ;-D) żywi jakieś dziwnie przekonananie, że osobowość mieści się gdzie indziej niż w psychice. :-) R > marcin Odpowiedz Link Zgłoś
bain_de_sang Re: mój Rysio... 24.02.04, 13:45 raduch napisał: > To tylko ludzie (no dobra, prawie połowa z nich ;-D) żywi jakieś dziwnie > przekonananie, że osobowość mieści się gdzie indziej niż w psychice. :-) Nie ogarniam. Co ma wspólnego "umiejscowienie" osobowości z problemem wykastrowania zwierzęcia? marcin Odpowiedz Link Zgłoś
raduch Re: mój Rysio... 24.02.04, 14:05 bain_de_sang napisał: > Nie ogarniam. Co ma wspólnego "umiejscowienie" osobowości z problemem > wykastrowania zwierzęcia? Przypisujesz zwierzęciu cechy, których nie posiada. Naprawdę sądzisz, że on kojarzy co mu zrobiono i jakie będą konsekwencje? No bez jaj... ;-) R Odpowiedz Link Zgłoś
the_dzidka Re: mój Rysio... 24.02.04, 14:16 > Naprawdę sądzisz, że on > kojarzy co mu zrobiono i jakie będą konsekwencje? A kto go tam wie? Byłes kiedyś kotem? ;-))) > No bez jaj... ;-) A propos, czy kot bez jaj nie może sobie podupcyć na sucho? ;) Odpowiedz Link Zgłoś
raduch Re: mój Rysio... 24.02.04, 14:22 the_dzidka napisała: > A kto go tam wie? Byłes kiedyś kotem? ;-))) No nie. A tym bardziej... Eeee, dajmy spokój. ;-D > A propos, czy kot bez jaj nie może sobie podupcyć na sucho? ;) > Aha. Pies nasz, bez jaj, nadal próbuje gwałcić poduszki czy co mu się tam pod [...] nawinie. R. Odpowiedz Link Zgłoś
the_dzidka Re: mój Rysio... 24.02.04, 14:24 > No nie. A tym bardziej... > Eeee, dajmy spokój. ;-D To nie ja zaczęłam ;D > Aha. Pies nasz, bez jaj, nadal próbuje gwałcić poduszki czy co mu się tam pod > [...] nawinie. No widzisz. Więc chyba wielkiego żalu do świata nie ma?? Odpowiedz Link Zgłoś
raduch Re: mój Rysio... 24.02.04, 14:28 the_dzidka napisała: > To nie ja zaczęłam ;D Buchacha. :-D > No widzisz. Więc chyba wielkiego żalu do świata nie ma?? > Wręcz przeciwnie. Agresywny bywał, chapnął kilku ludzi, zawsze pod moją nieobecność. A teraz taki piesio sympatyczny się zrobił. :-) Dla tych pochapanych oczywiście, bo dla mnie niechby tylko spróbował nie być. :-) R Odpowiedz Link Zgłoś
bain_de_sang Re: mój Rysio... 24.02.04, 14:44 raduch napisał: > No nie. A tym bardziej... > Eeee, dajmy spokój. ;-D ROTFL!!!! > Aha. Pies nasz, bez jaj, nadal próbuje gwałcić poduszki czy co mu się tam pod > [...] nawinie. I pewnie nie widzi żadnej różnicy między starą poduszką, a fajną suczką z wywieszonym jęzorem. Gdyby mu amputować łapy, grzecznie by leżał na kanapie i nie widział żadnej różnicy pomiędzy tym, a spacerami, bieganiem po ogródku i zaznaczaniem swojego terytorium. > R. marcin Odpowiedz Link Zgłoś
the_dzidka Re: mój Rysio... 24.02.04, 14:46 > I pewnie nie widzi żadnej różnicy między starą poduszką, a fajną suczką z > wywieszonym jęzorem. Gdyby widział, poszukałby suczki. Skoro nie szuka, to jak to jest z tym instynktem ;) Odpowiedz Link Zgłoś
bain_de_sang Re: mój Rysio... 24.02.04, 15:09 the_dzidka napisała: > Gdyby widział, poszukałby suczki. Skoro nie szuka, to jak to jest z tym > instynktem ;) A co by z nią do cholery robił??? Instynkt mu mówi, że z powodu okaleczenia nie da się już dymać suczek, że trzeba się zadowolić imitacją seksu z pieprzoną poduszką, zamiast zbłaźnić się przed "kobitką". Dlaczego uważasz, że zwierzęta są tak głupie? Niedawno odkryto, że rośliny potrafią się porozumiewać, ostrzegać np. przed atakiem insektów. Nie potrafimy zrozumieć świata, który nas otacza i tyle. marcin Odpowiedz Link Zgłoś
the_dzidka Re: mój Rysio... 24.02.04, 15:13 > A co by z nią do cholery robił??? Instynkt mu mówi, Marcyś, nie instynkt mu mówi, tylko został pozbawiony fabryki hormonów wpływających na popęd seksualny, i tyle. Dymanie poduszki to odruch neurologiczny (?), tak samo jak dymanie ludzkiej nogi ;) A tak poza tym, to kiedy zaczęłam Ci odpowiadać, za słabo klepnęłam Enter i wyszło tak: "Instynkt mu mówi, Marcyś..." ;P Odpowiedz Link Zgłoś
bain_de_sang Re: Kochani... 24.02.04, 15:33 Juz nie mam siły tłumaczyć, że wycinanie jest nie fair, że to czysto egoistyczna ludzka pobudka. I że żadne naukowe wytłumaczenia typu "to tylko fabryka hormonu" do mnie nie trafiają. Poddaję się i zgadzam na przenosiny. Mam tylko jedną prośbę, przy okazji tych amputacji wytnijcie również zwierzakom pupy, coby ograniczyć chodnikową ilość kupy. marcin Odpowiedz Link Zgłoś
the_dzidka Re: Kochany... 24.02.04, 15:40 Ale ja nigdzie sie nie odnosiłam do tego, czy to fair, czy nie fair, tylko do tego, czy kot/pies/osioł ma świadomość tego, że to, co mu obcięto, nosi nazwę jajek ;)) Odpowiedz Link Zgłoś
raduch Re: Kochani... 24.02.04, 15:40 bain_de_sang napisał: > > Juz nie mam siły tłumaczyć, że wycinanie jest nie fair, że to czysto > egoistyczna ludzka pobudka. I że żadne naukowe wytłumaczenia typu "to tylko > fabryka hormonu" do mnie nie trafiają. Poddaję się i zgadzam na przenosiny. Odszczekuję. Hau. > Mam tylko jedną prośbę, przy okazji tych amputacji wytnijcie również zwierzakom > > pupy, coby ograniczyć chodnikową ilość kupy. O przepraszam, mój pies brudzi moje podwórko. :-) > marcin R Odpowiedz Link Zgłoś
bain_de_sang Re: Kochani... 24.02.04, 15:48 raduch napisał: > O przepraszam, mój pies brudzi moje podwórko. :-) Wiem :-) Pies w mieście to temat na osobną dyskusję, ale nie chcę jej podejmować. Pewnie usłyszę, że życie na 40-tu metrach kwadratowych i 5-cio minutowe spacery w celu zrobienia kupy na środku chodnika są spoko. Zwłaszcza jak się ma tylko instynkt :-) marcin Odpowiedz Link Zgłoś
the_dzidka Re: Kochani... 24.02.04, 15:53 > Wiem :-) Pies w mieście to temat na osobną dyskusję, ale nie chcę jej > podejmować. Podejmij, będzie ciekawie ;P > Pewnie usłyszę, że życie na 40-tu metrach kwadratowych i 5-cio > minutowe spacery w celu zrobienia kupy na środku chodnika są spoko. Jakbyś podjął, to byś sie przekonał, że źle prorokowałeś. Na 40 metrach to można sobie kota hodować. Albo żółwia, tylko on mało rozmowny jest.. Odpowiedz Link Zgłoś
bain_de_sang Re: Kochani... 24.02.04, 16:09 the_dzidka napisała: > Podejmij, będzie ciekawie ;P Może kiedy indziej :-P > Jakbyś podjął, to byś sie przekonał, że źle prorokowałeś. Na 40 metrach to > można sobie kota hodować. Albo żółwia, tylko on mało rozmowny jest.. Jestem przekonany, że jest wielu ludzi, którzy mają psy w 40-to metrowym mieszkaniu w centrum miasta i średni spacer trwa 5 minut. Dawno temu moja dziewczyna miała doga w 50-cio metrowym. Dog miał nonstop zabandażowany ogon, bo podczas cieszenia się rozwalał go o różne sprzęty. marcin Odpowiedz Link Zgłoś
the_kami Re: zwierzaki... 24.02.04, 16:24 bain_de_sang napisał: > Juz nie mam siły tłumaczyć, że wycinanie jest nie fair, że to czysto > egoistyczna ludzka pobudka. E-e. Nie o to chodzi. > I że żadne naukowe wytłumaczenia typu "to tylko > fabryka hormonu" do mnie nie trafiają. A tak to ja nigdy nie twierdziłam! > Poddaję się i zgadzam na przenosiny. E? > Mam tylko jedną prośbę, przy okazji tych amputacji wytnijcie również > zwierzakom pupy, coby ograniczyć chodnikową ilość kupy. Eeee... Moja Uśka przez pół roku w roku załatwia się na terenie naszego lasu. Drugą połowę - no cóż, na trawniczki warszawskie. Mamy nawet taką łapkę do zbierania tego, ale wiadomo, jak jest... Co do kastracji/sterylizacji - Marcin, to jest ABSOLUTNIE inaczej. Nie będę twierdzić, że to nie zostawia na zwierzaku/w zwierzaku śladu. Wprawdzie nie taki, jak twierdzisz (psychika, niemożliwość pociupciania, tudzież depresja z powodu niemożliwości rozmnożenia się), ale na pewno - i nie ma co pitolić - wycięcie gruczołu produkującego _naturalny_ i obecny u każdego zwierzęcia danej płci hormon MUSI na to zwierzę wpłynąć. Ale jednocześnie ja wyznaję zasadę, że biorąc pod opiekę zwierzę, biorę za nie odpowiedzialność. Nie tylko za to, żeby miało pełną miskę i wychodziło na czas na spacery. Ale również za jego płodność. Bo jakoś nie leży mi pozwolenie na to, żeby moje zwierzaki produkowały rocznie kilkanaścioro młodych (przypominam: jedna suka - pewnie ze 4 szczeniaki rocznie, dwa kocury - uuuu... już one same z 10 kociąt rocznie by mogły spłodzić, i kocica - kolejne 5 kociaków). Przecież te młode zdychają z głodu w lesie w Nadkolu, albo lądują w schronisku, albo ja mam znaleźć dla nich wszystkich domy (co jest niemożliwe, bo tatusiowie kociaków nie przyprowadzą, wyrodni z nich ojcowie), albo zamieszkać z nimi, co jest niemożliwe z powodu zaledwie pół roku na działce i dość jednak ograniczonych zasobów finansowych. Dlatego właśnie wybrałam - jakkolwiek gónolotnie to brzmi - mniejsze zło. Niech Ci będzie - zrobiłam to z egoizmu. Faktycznie, przeszkadza mi 'zapaszek' kocura. Ale mojej 'duszy', 'moralności' czy cholera wie czemu przeszkadzałaby również świadomość tego, że pozwoliłam moim zwierzakom na niekontrolowany rozród, co z kolei się skończyłóby się śmiercią wielkiej masy ich potomstwa - albo z prozaicznego głodu (wiesz, po ilu dniach głodówki kocia wątroba przestaje funkcjonować?), albo w pyskach dzikich psów na wsi. No, jestem egoistką i okaleczyłam moje zwierzaki. Może - gdyby mogły wybierać - wybrałyby życie na wolności, bez noszenia na rękach przez moją Mamę, miski, weterynarza, ciepła w zimie, ale z jajkami (ROTFL) tudzież macicą. Ja dokonałam wyboru za nie. I powiem Ci, że jednakowoż nie mam wyrzutów sumienia. O! Odpowiedz Link Zgłoś
bain_de_sang Re: zwierzaki... 25.02.04, 13:35 Ja rozumiem Twoje argumenty, ale dlaczego tak brutalnie? Czy nie ma możliwości przecięcia kocurowi nasieniowodu coby wilk był syty i jajka całe? marcin Odpowiedz Link Zgłoś
raduch Re: mój Rysio... 24.02.04, 15:14 bain_de_sang napisał: > A co by z nią do cholery robił??? Instynkt mu mówi, że z powodu okaleczenia nie > > da się już dymać suczek, że trzeba się zadowolić imitacją seksu z pieprzoną > poduszką, zamiast zbłaźnić się przed "kobitką". Ło Matko Bosko Różnorako. R Odpowiedz Link Zgłoś
bain_de_sang Re: mój Rysio... 24.02.04, 14:35 raduch napisał: > Przypisujesz zwierzęciu cechy, których nie posiada. Ja nie przypisuję, tylko domniemuję, że ma. Piszę "zakładając że" i "świadomość???". Nie możesz twierdzić, że zwierzę nie posiada jakichś cech. Albo osobowości. Nie mamy narzędzi, żeby to zbadać i wykluczyć. > Naprawdę sądzisz, że on kojarzy co mu zrobiono i jakie będą konsekwencje? Jestem przekonany, że kojarzy stratę jaj. Jestem przekonany, że jego instynkt, który nakazuje zaspokajanie głodu, pragnienia i przetrwania gatunku nie jest zachwycony. Zwłaszcza, że nie ma zbyt wielu możliwości substytucji. > R marcin Odpowiedz Link Zgłoś
the_dzidka Re: mój Rysio... 24.02.04, 14:45 > Jestem przekonany, że kojarzy stratę jaj. To sie nazywa przeniesienia :) Tak samo, jak dziecku trudno jest uwierzyć, że w innych krajach dzieci od razu "ummieją mówić po zagranicznemu", coś w ten deseń. Dzi (ostatnio jakos bez jaj) Odpowiedz Link Zgłoś
bain_de_sang Re: mój Rysio... 24.02.04, 14:59 the_dzidka napisała: > To sie nazywa przeniesienia :) Żarty żartami, ale mnie to naprawdę oburza. Sam żałowałem, jak obcięliśmy naszej bokserce uszy. Później zaczęły się zapalenia, infekcje, ból, kłopoty. Byliśmy egoistycznymi kretynami. Z jajami jest minimalnie inaczej, zamiast pobudek estetycznych (z uszami głupio wygląda) są pobudki użytkowe. Tak czy siak każdemu (sobie również), kto świadomie obcina zwierzęciu jakąkolwiekt nibyniepotrzebną część ciała mówię: WYPOZDR! marcin > Dzi (ostatnio jakos bez jaj) Odpowiedz Link Zgłoś
raduch Re: mój Rysio... 24.02.04, 15:04 the_dzidka napisała: > To sie nazywa przeniesienia :) Antropomorfizacja to się nazywa, nie żałuj sobie. :-) Tak samo, jak dziecku trudno jest uwierzyć, że w > > innych krajach dzieci od razu "ummieją mówić po zagranicznemu", coś w ten deseń > . W końcu dziecko zrozumie i uwierzy. :-) Co innego zwierzątko. Nie zrozumie. Bo nie rozumuje w ludzkim sensie. Stan emocjonalny psa wynika jedynie z odruchów i instynktów. > Dzi (ostatnio jakos bez jaj) > Raduch. Po prostu Raduch. :-) Odpowiedz Link Zgłoś
the_dzidka Re: mój Rysio... 24.02.04, 15:16 > W końcu dziecko zrozumie i uwierzy. :-) > Co innego zwierzątko. Nie zrozumie. Bo nie rozumuje w ludzkim sensie. No otóz to. Dziecku możesz pokazywac godzinami, że to jest rączka, to jest nóżka, ucho, nosek czy pisiorek. Psu też możesz pokazywać, czemu nie, tyle że to nie wpłynie na jego zdolność pojmowania. Pies nie wie, że właśnie ucięli mu sam-wiesz-co. Nawiasem mówiąc, to chyba dobrze ;-)) > Raduch. Po prostu Raduch. :-) Odpowiedz Link Zgłoś