jakbar2
03.01.04, 20:33
Mam sąsiadów studentów, którzy w pewien okropnie mokry i zimny wieczór
odratowali kocurka, który szedł za nimi , okropnie płacząc. Kocurek rósł i
przybierał na wadze. Panowała ogromna radość. Wczoraj jeden z młodych ludzi
zadzwonił do mnie i powiedział, że ich kocurek dziwnie sapie.Jak zobaczyłam,
że ich kocurek właśnie będzie rodził, nie wpadając w panikę, zadzwoniłam do
swojego zaprzyjaźnionego weta. Wet nie przyjechał, kocur rodzi. Zadzwoniłam
do koleżanki z kociego forum. Przez 4 godziny prowadziła poród przez telefon.
Urodziło się 5 kotków. Dzisiaj mają już jeden dzień życia za sobą. Ich mama
nadal ma na imię kocurek