04.02.17, 17:26
ten wątek rezerwuję dla siebie, coby parę fotek, wrażeń tudzież zamieścić. Podróżnych, oczywiście.
Obserwuj wątek
    • zbyfauch Zdjęcia są za duże. 05.02.17, 11:41
      Na tabletce czy smartfące nie potrafię ich tak na szybko zmniejszyć. A kombinować i szikać mi się nie chce. Gazwyb nie posiada takiej funkcji, jak np. Facebuk, który automatycznie redukuje przy aplołdzie. Wkleję coś po powrocie.
    • zbyfauch Tak z nawiasu, 05.02.17, 14:48
      (fizjologicznie będzie), to w Azji powszechny jest doskonały, bardzo praktyczny wynalazek, mianowicie prysznic do dupy. W zimnej Europie byłby mniej praktyczny, bo trzeba by go podłączyć do zimnej i ciepłej wody.
      • goskaa.l Re: Tak z nawiasu, 05.02.17, 17:42
        To ustrojstwo nie jest nieznane nawet w Polsce. Są różne rozwiązania, poczynając od klasycznego bidetu poprzez sedes z natryskiem do specjalnej baterii w tym celu. Może być powiązana z baterią umywalkową albo samodzielna. Nazywa się bidetta, sama mam na ścianie przy sedesie i używam nie tylko w tym celu. W poprzednim mieszkaniu miałam bidet, tu łazienka jest maleńka i nie było możliwości zamontowania.
        • mammaja Re: Tak z nawiasu, 06.02.17, 00:05
          Mój bidet zaanektowała kotka, która traktuje go jako poidełko. Doszło do tego, że kłade jej ręczniczek do bidetu, żeby łapki sie nie ślizgały i puszczam mały strumyczek wody wprost do odpływu. Jest szczęśliwa, pije, a także łapie wodę łapką.
          Przepraszam za dygresje, ale nie mogłam się powstrzymać !
    • zbyfauch Wróciłem, jaby co. 28.02.17, 08:37
      I cholera zostawiłem w kolejce plecak, a w środku aparat, dwa pałabanki, dwa wagony fajek (nie, nie dla mnie, nie palę od ponad ośmiu lat), okulary na starczowzroczność (2 pary).
      Pambuk jednak czuwa nade mną, bo wcześniej wyjąłem portfel z kartami, ałzwajsami, hitlerszajnem tudzież.
      Po trzynastej mam ponownie skontaktować się z biurem rzeczy znalezionych.

      Zdjęcia na szczęście codziennie przegrywałem na tabletkę oraz synchronizowałem z guglem.
    • zbyfauch Naiplao Beach 28.02.17, 15:53
      fotoforum.gazeta.pl/photo/8/sd/qf/mqca/kQ93VWM4dbk3BX34xX.jpg
      Pan orze morze, i w ten sposób łowi krewetki.

      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/8/sd/qf/mqca/H3HA7bAaJuRALyPbcX.jpg

      Don Quijote de Naiplao

      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/8/sd/qf/mqca/U5EBQ2nYo6QAg2Cd3X.jpg

      Taki tam, ze sieciom.
        • monia.i Re: Jajnik 01.03.17, 00:38
          jajnik super smile
          Zbychu - jak wybieracie miejsca na wakacje? Jakieś entliczek pentliczek i na kogo wskazano na tego bęc - czy macie jakiś ulubiony kierunek?
          • zbyfauch Re: Jajnik 01.03.17, 09:02
            monia.i napisała:

            > jajnik super smile
            > Zbychu - jak wybieracie miejsca na wakacje? Jakieś entliczek pentliczek i na ko
            > go wskazano na tego bęc - czy macie jakiś ulubiony kierunek?

            Kierunek to od kilku lat Południowa Azja.
            Z trzech podstawowych powodów: a) ciepło b) stosunkowo tanio c) stosunkowo bezpiecznie.
            Na Karaibach, czy w Ameryce Środkowej nie dałoby się spędzić czterech tygodni za tę samą cenę. Afryka raczej odpada. Zresztą byliśmy raz w Kenii i raz na Dominikanie. Było fajnie ale atmosfera nie da się porównać do tej w Azji.
            • zbyfauch Re: Jajnik 01.03.17, 09:08
              W zeszłym roku rozglądałem się po Ameryce Środkowej i po Florydzie. O ile sam przelot mieścił się w tym samym przedziale cenowym, to hotele bądź apartamenty, szczególnie na Florydzie były w cenach zaporowych. Te w rozsądnych cenach komfortem nie dostawały do noclegowni drużyn pociągowych w Ełku. A i to było zabukowane z wyprzedzeniem na rok.
                • kan_z_oz Re: Jajnik 01.03.17, 11:03
                  Ten 'jajnik' sprzedaje jajka kolorowe, czy tez mnie sie wydaje??
                  Co z plecakiem?
                  Zdjecia fajne. Moze zrobisz jakies sprawozdanie z tego co widziales??...haha
                  • zbyfauch Re: Jajnik 01.03.17, 14:15
                    kan_z_oz napisała:

                    > Ten 'jajnik' sprzedaje jajka kolorowe, czy tez mnie sie wydaje??
                    > Co z plecakiem?
                    > Zdjecia fajne. Moze zrobisz jakies sprawozdanie z tego co widziales??...haha

                    Rzeczywiście, część jajec sprawia wrażenie różowości jakiej.
                    Plecaka niestety nie ma.
                    Coś tam na pewno na piszę. Na razie brak nieco natchnienia. Abstrahując od faktu, że jestem w pracy a za pisanie memuarów mnie tu nie płacą. smile
                      • mammaja Re: Jajnik 02.03.17, 00:40
                        Bardzo ciekawe fotki !
                        Zdumiewające dla mnie, nie znającej tego regionu wcale smile Ogromna szkoda plecaka z dobytkiem - no ale najważniejsze że portfel ocalał. Podróż imponująca smile
                        • kan_z_oz Re: Jajnik 02.03.17, 08:41
                          Mnie tez nie placa za pisanie reportazy w pracy. Rozumiem wiec.

                          Odnosnie jajek; widzialam tutaj w okolicy, ze ludzie trzymaja kury przeroznych gatunkow. Jajka sa wiec kolorowe, zaczynajac od znanych kolorow, poprzez niebieskawe i bardziej niebieskawe. Roznej wielkosci - od tych ogolnie znanych, poprzez takie troche ptasie, czyli bardzo male. No chyba, ze gesi, wtedy zaczynaja sie mega-jaja.

                          Rozowych zdecydowanie nie widzialam i znam??? Musisz zrobic jajczane chyba dochodzenie oczywiscie po godzinach i za friko aby ta zagdke wyjasnic.
                        • zbyfauch Re: Jajnik 02.03.17, 12:23
                          mammaja napisała:

                          > Bardzo ciekawe fotki !
                          > Zdumiewające dla mnie, nie znającej tego regionu wcale smile Ogromna szkoda pleca
                          > ka z dobytkiem - no ale najważniejsze że portfel ocalał. Podróż imponująca smile

                          Dzięki za motywację. smile
    • zbyfauch Luźne takie ... 02.03.17, 10:19
      Zamiast relacji może kilka luźnych wrażeń. Dzisiaj o ruchu ulicznym. Ruch uliczny w Azji sprawia wrażenie dużo bardziej chaotycznego niż w Europie. Ekstremalnym przypadkiem jest tu Sajgon, w którym na ulicach panuje rzeczywiście przysłowiowy Sajgon. Tysiące motorynek i samochodów przewalają się szerokimi na trzy do pięciu pojazdów ulicami, częściowo bez oznakowanych pasów ruchu, nie zważając prawie na sygnalizację świetlną, która pełni tu funkcję bardziej ozdobną, niż praktyczną. Europejczyk, który trafia tu po raz pierwszy z przerażeniem staje na skraju chodnika i najpierw rozgląda się za przejściem dla pieszych. Te są, owszem, niemniej ich funkcja jest podobna do świateł. Są nawet przyciski, nie działające, do włączania zielonego. No więc wspomniany Europejczyk, jeśli jest Europejką to się ogarnia przerażeniem a niektóry to i łzami bezsilności oblewa. A jednak w tym chaosie jest metoda. Dzięki niemu ruch funkcjonuje, znaczy się przemieszczają pojazdy i ludzie. Gdyby w Ho Chi Minh City nagle wszyscy zaczęli przestrzegać przepisy w ruchu drogowym, ów ruch zamieniłby się w bezruch. Tak więc przez ulicę przechodzi się tak, jakby wchodziło się do rzeki. Spokojnie, powoli i zdecydowanie. Samochody i motorynki zwalniają, przepuszczają i omijają. Trzeba tylko pokonać pierwotny lęk. smile

      c.d.n.
      • kan_z_oz Re: Luźne takie ... 02.03.17, 10:40
        Podobne wrazenia mialam z Limy/Peru lata temu, gdzie w miescie 11 milionow funkconowaly 3 glowne skyzowania. Reszta byla wylaczona by nie zaklocac ruchu.
        Wszystko funkcjonowalo bez zaklocen i wiekszych wypadkow.

        Podobne spostrzenia miall Pan Maz sprzed lat juz prawie prehistorycznych (1897). Tak samo operowala Syria, ze swoim niesamowicie bogatym zyciem popoludniowym, niesamowita goscinoscia, zabytkami oraz zwariowanym ruchem ulicznym.
      • zbyfauch Re: Luźne takie ... 02.03.17, 10:46
        Powyższy wpis był niejako wstępem do wrażeń z tegorocznego urlopu. (Po Sajgonie spacerowałem kilka lat temu). Chodzi o to, że przeszedłem tam doskonałą szkołę, a przydało się to w innych krajach i miastach, np. w Bangkoku, gdzie w miejcach styku ruchu pieszego i zmotoryzowanego obowiązują podobne zasady, aczkolwiek w okolicznościach mniej ekstremalnych. No i w Bangkoku światła funkcjonują i faktycznie regulują.
        • zbyfauch Re: Luźne takie ... 02.03.17, 11:39
          Aczkolwiek nie jest regułą w Tajlandii, że wszędzie trzeba zdecydowanie wleźć na ulicę i jakoś to będzie. smile Przekonałem się o tym na Koh Samui. Od plaży oddzielała nas dość intensywnie jeżdżona po niej droga. No więc sajgońsko-bangkockim krokiem wszedłem ci ja na nią i omal życia nie straciłem. Na tej wyspie się nie zatrzymują. Co jest kompletnie niezrozumiałe bo na dobrą sprawę, jak się taki na jednym końcu dobrze rozpędzi to na drugim wpadnie do morza. Szczególnie pospieszne są ciężarówki. W większych skupiskach budynków zatrudnieni są specjalni przeprowadzacze przez jezdnię, w kamizki odziani, uzbrojeni milicyjnymi lizakami, zatrzymują ruch i albo przeprowadzają albo wypuszają pojazdy na ulicę.
          • zbyfauch Re: Luźne takie ... 02.03.17, 12:57
            Gwoli ścisłości trzeba wspomnieć, że o ile pieszy musi się mieć na wyspie na baczności, to będąc kierowcą takiej motorynki (wypożyczałem kilkakrotnie w Tajlandii) można liczyć na uprzejmość nawet kierowców betoniarek. Lewa strona (ruch lewostronny) jest udostępniana właśnie motorynkom, a jeśli na poboczu coś stoi to nie ma problemu w ominięciu przeszkody. Nie ma żadnego trąbienia czy straszenia światłami, jak na niemieckich autostradach.
            • zbyfauch Re: Luźne takie ... 02.03.17, 12:57
              W Mandalay ruch jest nieco mniejszy ale ulice tam węższe i częściowo rozkopane. Co ciekawe, ruch w Birmie jest prawostronny a większość samochodów ma kierownicę z prawej strony, z racji importu z sąsiedniej Tajlandii. Po Mandalay jeździłem rowerem i sobie chwalę. Kierowcy nieagresywni a teren płaski. Poza Mandalay Hill oczywiście. Ale tam i tak trzeba po schodkach na górę. W samym centrum można zresztą głównie rowerem albo piechotą bo ulice w ciągu dnia zmieniają się w jedno targowisko.
    • zbyfauch Żarcie 03.03.17, 13:07
      Żarcie w Azji to dla Europejczyka szczególna atrakcja, z racji oczywiście odmiennej kuchni ale przede wszystkim ze względu na tzw. „okoliczności przyrody”. Można oczywiście pójść do restauracji i zjeść, jak u „Chińczyka” za winklem w Europie ale przecież po to między innymi jeździ się do „ciepłych” krajów, żeby z tego ciepła korzystać i jeść na ulicy ewentualnie jeśli w knajpie to na plaży. Oczywiście to jedzenie nie dla każdego. Ekstremalne sanepindy, tudzież ormowcy higieny, pożeracze jedynie schabowego niech sobie chodzą na steki do drogich restauracji. Przy czym naprawdę nie ma się czego obawiać, jeśli je się potrawy gotowane czy smażone. Wysoka temperatura zabija i robala i mikroba. Ja najbardziej lubię sobie wybierać kilka składników, do tego ryż, bądź kluski. Albo zupy. Zupy to osobny rozdział, który wymaga jednak często aktywności własnej. Znaczy, jeśli nie jest to tom yum, czy inne curry, trzeba sobie samemu doprawić. Sosem sojowym, sosem rybnym (bądź ostrygowym), chilli (w różnych postaciach – płatków, pasty z płatków, proszku, octu z posiekanymi papryczkami). Soli na ulicy raczej nie uświadczysz, co trochę denerwuje w przypadku świeżych ogórków pokrojonych w grube plastry. Ja takiego ogórka bez soli raczej nie przełknę. Przy zamawianiu wspomnianego tom yuma czy curry warto pamiętać, że jeśli nie posiada się przewodu pokarmowego z blachy ocynkowanej, na pytanie, „jak ostre” należy najwyżej odpowiedzieć „medium spicy”. Konsumpcję potraw „spicy” zaliczyłbym do sportów ekstremalnych.
    • zbyfauch Osobliwy rachunek 22.03.17, 08:01
      tinyurl.com/kd2yx56
      Nie wiem, czy już wspominałem, że w Tajlandii można się dogadać po angielsku, bardziej oczywiście w knajpach, hotelach czy trochę w sklepach, niż na ulicy. Nie należy jednak silić się na skomplikowane konstrukcje zdaniowe. To muszą być proste komunikaty składające się z jak najmniejszej liczby słów. Jeśli chce się nam siku, nie pytamy "could you tell me, where can i find the next toilet?", bo w tej powodzi słów "toaleta" ginie zupełnie a pytana osoba wzruszy najwyżej ramionami. Należy powiedzieć "toilet?" a uprzejmy Taj/Tajka wskaże ręką, gdzie możemy sobie ulżyć.
      • zbyfauch Re: Osobliwy rachunek 22.03.17, 08:11
        Powyższy tinyurl pokazuje przypadek ekstremalny. Otóż w widocznej na zdjęciu knajpce wachtę trzymała pani nie znająca ani słowa po angielsku, ba ani chilli ani toilet, nawet coca cola?! Zamówiłem dwie zupy pokazując palcem na obrazek w karcie dań. Mimo, że rozcapierzyłem dwa paluchy, pani przyniosła jedną. O drugą musiałem ekstra prosić. Ale najlepszy był rachunek. Oczywiście prostego "pay" nie zrozumiała, ale na widok banknotów zrozumiała, że chcę płacić. Żeby uniknąć nieporozumień, Tajowie często wystukują żądaną kwotę na kalkulatorze, pani natomiast chwyciła za długopis i wypisała mi rachunek na ... swojej dłoni. smile
        • kan_z_oz Re: Osobliwy rachunek 22.03.17, 08:51
          Jest to ciekawe, ze zapisywanie na rece dlugopisem jest tez sposobem u mnie. Nie moge powiedziec aby bardzo popularne to bylo ale sie spotkalam pare razy.

          Widze, ze wspominasz Tajlandie z nostalgia? Tez bardzo lubie Azjatow i gdybym miala troche wiecej czasu wolnego to wakacje tylko tam. Dzieki oddaleniu Australii od reszty swiata, moglam odwiedzic pare lotnisk azjatyckich, sama Azje znajac bardzo blado. Jest to zdecydowanie wejscie w inny swiat. Pomimo tez zageszczenia znacznie wiekszego niz gdziekkolwiek indziej Azja sobie jakos wysmienicie radzi.

          Nie chec ukrasc Ci tematu moimi wspomnieniami, ale pomyslalam, ze sie dopisze bo na nowy watek to sie nie nadaje.

          Pamietam, ze onegdaj przelatujac przez Azje, trafil sie pasazer, ktory nie mogac sie dogadac po angielsku szukajac jakiejs waznej dla niego informacji, zaczal sie bardzo denerwowac, pocic i prawie krzyczec. Obsluga spanikowala (dwie mlode dziewczyny) i spowadzili mu lekarza...bo im wyszlo, ze krzyczy z bolu...haha

          Wydaje mi sie, ze bylo to na Tokijskim lotnisku Narita. Nie wiem co sie dalej dzialo z pasazerem, bo odplynelam w inne obszary tego lotniska. Podejrzewam tylko, ze lekarz pewnie go uspokoil, przeprosil za brak angielskiego i zalatwil to czego brakowalo...klaniajac sie bardzo nisko bardzo szczerze zreszta a nie, ze musial.

          To powoduje, ze czlowiek czuje sie w Azji jak u siebie w domu. Oby sie takowa nie ucywilizowala zbytnio czy zbyt szybko. Co mi przypomina, ze aby zobaczyc prawdziwa nalezy sie bardzo spieszyc, bo nic nie rosnie gospodarczo, ekonomicznie tak szybko jak Azja.
          • zbyfauch Re: Osobliwy rachunek 22.03.17, 09:01
            kan_z_oz napisała:
            > Nie chec ukrasc Ci tematu moimi wspomnieniami, ale pomyslalam, ze sie dopisze b
            > o na nowy watek to sie nie nadaje.

            Ależ ja się cieszę, że moje dziecię jest dokarmiane przez innych. smile
            • monia.i Re: Osobliwy rachunek 22.03.17, 22:22
              Na dłoni w latach szkolnych wyjątkowo paskudne wzory zapisywałam, przed klasówką. Fakt, one wszystkie były wyjątkowo paskudne..
              Winszuję odzyskania plecaka. Nawet fajki nie zginęły?
              • zbyfauch Re: Osobliwy rachunek 23.03.17, 07:17
                monia.i napisała:

                > Na dłoni w latach szkolnych wyjątkowo paskudne wzory zapisywałam, przed klasówk
                > ą. Fakt, one wszystkie były wyjątkowo paskudne..
                > Winszuję odzyskania plecaka. Nawet fajki nie zginęły?

                Mnie się nawet zapisywać nie chciało. Lenistwo odziedziczyłem po mamusi. smile
                Nic nie zginęło, nawet fajki.
                Pożegnałem się właściwie ze wszystkim a poprzedniego dnia, robiąc porządki w szufladzie chciałem wyrzucić ładowarkę do aparatu, której w plecaku nie było. Coś mnie jednak powstrzymało. Chyba to lenistwo, bo musiałbym wstać i przejść się do kosza. smile
          • zbyfauch Re: Osobliwy rachunek 23.03.17, 10:22
            kan_z_oz napisała:
            > Widze, ze wspominasz Tajlandie z nostalgia? Tez bardzo lubie Azjatow i gdybym m
            > iala troche wiecej czasu wolnego to wakacje tylko tam.

            Może nie nazwałbym tego nostalgią, aczkolwiek faktycznie lubię Tajlandię. Zresztą nie tylko Tajlandię, w ogóle kraje tego regionu, a odwiedziłem prawie wszystkie, tzn. Birmę, Malezję, Singapur, Indonezję, Tajlandię, Kambodżę, Laos i Wietnam. Jeśli jednak miałbym tam zamieszkać na stałe, to tylko w Singapurze. Pod warunkiem, że mógłbym sobie zagwarantować warunki życia na podobnym poziomie, co tutaj. smile
    • chris.w4 Re: Jakby co, 17.04.17, 14:02
      ciekawe zdjęcia z ciekawymi komentarzami, gratuluję wrażeń.
      Może kiedyś też wybiorę się? jak dotychczas nie lubię latać na trasach dłuższych niż 5godz.
      • zbyfauch Re: Jakby co, 18.04.17, 07:45
        chris.w4 napisał:

        > jak dotychczas nie lubię latać na trasach dłuższych niż 5godz.

        Nie musisz bukować lotów bezpośrednich. Te są zresztą zazwyczaj droższe. Międzylądując u Araba dzielisz lot na dwa etapy po 5,5 - 7 godzin. To oczywiście więcej, niż 5 ale nie 13. smile

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka