violetta76
22.03.04, 15:07
Mam problem z teściami, jak większość z nas J
Na początku wydawało mi się, ze oboje i teść i teściowa są w miarę w
porządku. Mieszkają ok. 200 km od nas, więc wiedziałam, że nie będziemy się
często widywać, tylko raz na jakieś 2 – 3 miesiące.
I było by powiedzmy ok., gdyby nie to, ze ich podejście do życia, ich
mentalność jest tak skrajnie różna od mojej i poniekąd od mojego Męża, że
przed każdym spotkaniem tydzień chodzę zła, a każdy telefon od nich (dzwonią
raz na tydzień) wyprowadza mnie z równowagi na jakieś 2-3 dni.
Zaczęło się od organizacji ślubu. Teściowie pochodzą z małego miasteczka, ale
raczej mentalność maja głęboko „wsiową”. Wszystko było nie tak: dlaczego
restauracja, a nie jakaś sala szkolna z balonami, dlaczego „tylko” 50 osób,
musi być taniec do białego rana ( z mężem chcieliśmy obiad dla najbliższych),
teściowa chciała, aby ona z moją Mamą same gotowały i jak moja Mama
powiedział, ze nie, to teściowa była lekko obrażona, bo „na pewno będzie za
mało jedzenia”. Wesele odbyło się w moim mieście, to też źle, bo u nich na
pewno było by taniej...
Potem wielkie oburzenie, bo od razu po ślubie my w samochód i w podroż
poślubną, bo moglibyście z nami posiedzieć skoro już przyjechaliśmy, a po co
wy w ogóle w te góry jedziecie...
Po ślubie wykańczaliśmy mieszkanko, moi Rodzice troszkę nam pomogli
finansowo, a teściowie ależ skąd!! I nie o to chodzi, ze nic nie dali, tylko
o ich podejście, ze skoro moi rodzice dali, to mogliby nam większy telewizor
jeszcze dokupić, a w ogóle to wzialiście pożyczkę z pracy, a to teściowie,
(czyli moi rodzice) nie mogli wam dać tych pieniędzy?? Wkurza mnie to
strasznie.
Następna sprawa to podejście do prowadzenia domu. Ja nie jestem typem kury
domowej, dla mnie posprzątać i zampomnieć. Gotowanie lubię, ale traktuje to
bardziej jako hobby, a nie codzienne odbebnianie obiadu, na ktore i tak nie
mam czasu, bo pracuję do późna. Teściowa potrafi czasami zadzwonić do mojego
Męża (do 30-to letniego faceta!!), z pytaniem czy aby nie chodzi, aby
głodny... W ogóle to ona żyje tylko gotowaniem. Każda czynność
podporządkowuje posiłkom i dosłownie całymi dniami siedzi przy garach. Musze
przyznać, ze gotuje świetnie, ale wmusza na sile jedzenie, u nich posiłek to
wielka uczta, głupio mi odmawiać, ale musze. Po pobycie weekendowym musze
dojść do siebie przez parę dni.
Noi ich teksty: ty czytasz książki?? A po co?? Ty masz czas?? Powinnaś
przyjść do domu i zrobić mężowi obiad. Ja na to, ze czytanie to dla mnie
wielka przyjemność i odpoczynek, a oni, ze przecież obiad, mąż musi odpocząć,
na co ja, ze ja tez musze odpocząć, a oni, ze przecież maź pracuje, ja ze ja
także pracuje równie ciężko, co on...
Następny tekst: wy znowu jedziecie w góry?? A po co?? Szkoda pieniędzy,
jeszcze sobie nogi połamiecie chodząc po tych górach... Na narty?? Przecież
to tak drogo, a w ogóle, po co wam to, a co będziecie tam jeść??
Ostatnio jednak obydwoje przegięli: to kiedy będziecie mieli dziecko?? Ja na
to, ze w swoim czasie, najpierw musimy się oddluzyc (tutaj pytanie pada po
raz kolejny w moja strone: a to twoi rodzice nie dadzą wam pieniędzy??),
Mowie, ze z jednej pensji czyli mojego męża to trudno by nam było w trójkę,
na co teśiowa: przecież twoja mama może się dzieckiem zając, a Ty do pracy.
Na co ja, ze moja mama się nie zajmie, na co teściowa: no to dziecko do
żłobka... Prawie wybuchnelam, własnego wnuka do żłobka posyłać!! Grzecznie
odpowiedzialam, ze nie po to chce mieć dziecko, aby mi go jacyś obcy ludzie
wychowywali. Teść oczywiście się musiał wtrącić: ale przecież szkoda Twojego
miejsca pracy....
Zbilżają się święta. Teściowie maja przyjechać na parę dni. Ostatnio
(odwiedzają nas raz na rok, na szczęście) poprzestawiała mi kwiatki,
przniosła komodę na buty w inne miejsce „bo tak jest przecież
wygodniej”...Teraz na pewno przyjdzie i znowu będzie krytykować urządzenie
naszego domu, że po co nam tyle książek, tutaj to powinny stać w szafce w
widocznym miejscu jakieś zastawy,
Najbardziej się boje momentu kiedy wybuchnę!! Oni i tak już mnie chyba nie
lubią, bo zawsze neguje ich podejście. Nie dlatego aby im zrobić na złość,
tylko dlatego ze oni maja jakieś dziwne podjecie do wszystkiego: tz
najważniejsze jest jedzenie (zdecydowanie) i sprzątanie... Nie mają żadnych
zainteresowań, nic nie czytają, tylko siedzą w domu i gotują i sprzątają. I
nie potrafią zaakceptować, że ktoś może mieć inny tryb życia niż oni.
Co mam zrobić?? Mąż to widzi, ale on jest przyzwyczajony to znosić ze
stoickim spokojem. Fakt, teściowie nie maja na nasze życie wpływu, nie
wtrącają się do nas jako do pary. Tylko w sumie komentują. Ale ja nie
potrafię już dłużej siedzieć cicho.
Kocham mojego Męża najbardziej na świecie i jestem z nim niesamowiecie
szczęścliwa i nie chcę aby doszło do takiego momentu kiedy powiem mu: albo
ja albo oni...