mysz54
10.06.04, 14:58
witam wszystkich,mam straszny problem. Jestem w związku z mężczyzną 10lat.
Nasz związek się sypie a ja nie wiem dlaczego. Dwa lata temu poznałam tego
drugiego. Zauroczył mnie ale traktowałam to jako oderwanie od problemów.
Między nami doszło do pocałunków, ale nic pozatym. Chyba się w nim
zakochałam, aż wstyd się przyznać ale nie mogłam nad tym zapanować. ( w moim
związku nie było wtedy najlepiej, miałam dosyć bycia tylko'dziewczyną'). Po
powrocie do domu, bo to było na wyjeździe,powiedziałam o wszystkim mojemu
facetowi. Płakaliśmy oboje. Wtedy stała się rzecz dziwna, on zaczął ze mną
rozmawiać , jak nalezy wszystko naprawić, jakie błędy popełnialiśmy itp.
przez jakiś czas było dobrze ale potem... wszystko się zmieniło,
zaczął 'wyżywać' się na mnie że go skrzywdziałam. Ciągle się kłóciliśmy,
stracił do mnie zupełnie szacunek, traktował mnie okropnie. Sam się do tego
przyznał, że jest hamem- tłumaczył ze nie ma na to wpływu, bo ciągle cierpi
że go tak skrzywdziłam. Dlatego pozwalalam na takie traktowanie bardzo długo,
bo zasłużyłam sobie na to. Pewnego dnia powiedziałam dość. Albo mi wybaczy i
będzie normalnie, albo się rozstaniemy. Zostaliśmy razem, nie wiem jak ale
zaczęło nam się układać.
Problem jest taki ze nic nie mogę mu zarzucić ani mieć jakiekolwiek pretensji
bo kończy się to kłotnią i wypominaniem mi ze ja go zdradziłam, i to moja
wina, że tak jest. Przestał mnie przepraszać jesli zrobi mi przykrość, bo jak
twierdzi - nic złego nie zrobił. Zawsze ja jestem winna, kiedyś bylo zupełnie
na odwrót. Wiem sama jestem sobie winna ale.. kiedyś to on mnie zdradził,
fakt był b. młody i byl to też tylko pocalunek, przyznał się a ja bardzo
cierpiałam, ale postanowiłam zostać z nim i mu wybaczyć. I wybaczyłam , nie
mściłam się . Jak mówię ze on też mnie skrzywdził kiedyś, to twierdzi żebym
nawet nie porównywała tego.
Nie mogę zrozumiec go, to po co ze mną jest? A jak jest to czemu mnie
krzywdzi? Wiem że mnie kocha,okazuje mi to na każdym kroku. Może chciałby
odejść ale jest ze mną bo mnie kocha. I boi się . Ale jak kocha to czy nie
lepiej prestać ranić i zyć na nowo? Moze ktoś był zdradzony, może ktoś z was
go rozumie, dlaczego tak robi? i czy jest szansa że to przejdzie? Czy lepiej
mam odejść.