Dodaj do ulubionych

Moja Mama... :((

09.08.04, 14:29
Moja Mama ma ok 60 lat. Jest juz na emeryturze, ale w swoim zyciu
przepracowala moze z 10 lat, tak pozatym to siedzi w domu caly czas. To
siedzenie w domu to z jej wyboru, bo ona ma jakies glupie chyba poczucie
wyzszosc, bo za taka mala kase to ona do pracy nie pojdzie, albo za nie
bedzie tak daleko dojezdzac - to rozmowa sprzed jakies 10 lat. Nie ma zadnych
obowiazkow. Nikt od niej niczego nie wymaga. Jest niepoprawna feministka. Dla
niej to wrecz hanba posprzatac, cos ugotowac. Jak mieszkalam jeszcze z nimi
to praktycznie ja sprzatlam i gotowalam, mimo ze studiowala i pracowalam i
czesto spedzalam sobote aby dom wygladal jako tako. Od poltora roku jestem
mezatka i sie wyprowadzilam, a oni zarastaja brudem!! Ojciec charuje od rana
do nocy. Zarabia niezle, maja piekny dom, czesto wyjezdzja. Ale dom
niszczeje :((
Ja nie mam kiedy przyjechac i posprzatac, poniewaz oboje z Mezem pracujemy i
mamy jeszcze swoje mieszkanie do przerobienia. Pozatym nie uwazam, ze jest
moim obiwiaznkiem sprzatac w ich domu. Mama narzeka, ze niby ja plecy bola i
ze ona nie jest sluzaca, ale po gorach to lata!! Ojciec chcial zatrudnic
sprzataczke, ale Mama powiedziala, ze nie trzeba bo ona sprzata przeciez...
Calymi dniami albo czyta ksiazki albo lata gdzies z jakimis kolezankami. I
ciagle ma pratensje do Ojca, ze jej nie sznauje, ze w ogole czegos od niej
chce. Potrafi na niego nakrzyczec bez powodu przy znajmoych. Jak cokolwiek
juz zrobi np obiad (gotuje fatalnie) to chodzi potem i narzeka jaka ona jest
zmeczona i biedna, ze nie ma na nic pieniedzy, a ma na wszystko. Idzie do
sklepu i bierze co jej sie podoba, nie patrzy sie w ogole na ceny.
Byla moja przyjaciolka. Potrafilysmy gadac godzinami. Ale jak juz bylsimy
razem i sie wyglupialsmy z Tata (ja i brat) to zaraz sie obrazala, ze nasze
zarty sa nie na miejscu, albo ze przesadzami z tym wyglupianiem sie...
Noi ma jakies waty do mnie. Jak pierwszy raz zostal jej przedstawiony moj Maz
to powiedziala, ze jego by chcial miec za ziecia, a on wtedy nie byl nawet
moich chlopakiem. Potem slub i niby wsyztsko ok. Ale zauwazylam w pewneym
momencie, ze zaczela mnie lekko buntowac przeciwko Mezowi. Np jak dzwoni do
mnie na pogaduchy i ja np jestem zdenerwowana na cos w pracy to mowi: a co ci
znowu twoj maz zlego zrobil... Mama w ogole nie bierze pod uwage, ze ja
jestem szczesliwa. Z mezczyzna. Bo ona generalnie to mezczyzn nie lubi. Jak
jedzimy odwiedzic rodzine mojego Meza to mowi: wspolczuje ci, ze musisz do
nich jechac. Tak sie sklada, ze bardzo lubie ich odwiedzac, tesciow mniej,
ale sioste Meza i jej rodzinke wrecz uwielbiam!! Dodam, ze moja Mama
praktycznie nie utrzymuje zadnych kontaktow ze swoim rodzenstwem i sie bardzo
nie lubi (teraz juz z wzajemnoscia) z rodzenstwem mojego Ojca. Jak Tato chce
pojechac np na komunie jakiegos mojego kuzyna, to Mama nie jedzie bo Wujek
nie zadzwonil do niej osobiscie i nie zaprosil, do tego uwaza, ze moj Tato
nie powinien takze isc. Konczy sie tym, ze moj Tato idzie sam. I glupio mu
wobec swojej rodzinki... Ma do mnie pretensje, ze ja utrzymuje bliski kontakt
z jej bratem, a w szczegoolnosci z jego corka, a maja ciostra cioteczna.
Nie mozna jej zwrocic na nic uwage, bo od razu sie obraza i zamyka w swoim
pokoju. Nie rozumie takze, ze czlowiek moze byc zmeczony po calym dniu pracy,
mowi: ty w tym wieku zmeczona?? pewnie jestes na cos chora. Jak np w piatek
sprzatamy w domu, to mowi: zmarnowaliscie sobie wieczor, ja ze przeciez samo
sie nie posprzata, no co ona, zebym nie przesadzala... Tak samo jak nie ma
pojecia, ze pieniadze nie leza na ulicy. Ma pretensje, ze na wakacje nigdzie
nie jedzimy, mimo, ze wie ze konczymy urzadzac mieszkanie. Uwaza, ze prowadze
bardzo przyziemne zycie....
Mam do niej coraz bardziej negatywny stosunek. Nie rozumeim jej. Boje sie o
ojca, bo widze, ze coraz z nim gorzej. A moj Tato jest wspanialy. A Mama nie
docenia wsyztskiego co ma. Nie dba o dom, o kwiatki (kiedys bardzo o nie
dbala) zaniedbala siebie. Oddalili sie od siebie dawno. Napewno to nie jest
wina tylko mojej Mamy. Moj Tato tez pewnie sobie odpuscil w pewnym momencie
ich malzenstwo. Nie rozmawiaja ze soba, a jak juz to wlascieiw to nie jest
rozmowa tylko krzyk, czepianie sie, wzajemne pretensje... Mama wszysko co
powie Ojciec to neguje i nie wazne czy Ojciec ma racje czy nie, Mama zawsze
jest przeciwko niemu. Kiedys z bratem probowalismy rozmawiac na ich temat z
kazdym osobno, ale oni wine zwalaja na siebie...
Nie wiem co robic. Mama nie daje sobie wytlumaczyc nic. Dodam, ze jest chyba
w trakcie menopuazy, nie bierze zadnych lekow, ba nie byla u zadnego
babskiego lekarza na badanich, ktore w jej wieku kobieta powinna robic co
roku. Jest za naturalna medycyna. Boje sie o jej zdrowie fizyczne. Ale jak
juz wspomnialam, nie umiem jej pomoc, bo ona nie widzi w swoim zachowaniu nic
zlego, ona uwaza ze to z nami wszyskimi cos jest nie tak, ze sie czepiamy, ze
nikt jej nie sznuje... Od razu sie obraza, placze...
Co robic?? Rozmawiam duzo na ten temat z bratem, ale on nie widzi mozliwosci
zrobienia niczego, poki Mama ma takie podejcie jak ma :((
Pomocy!! Moze ktos ma w domu podobna sytuacje??
Obserwuj wątek
    • aleksandrynka Re: Moja Mama... :(( 09.08.04, 15:07
      No niestety, chyba nic na siłę. Jeśli ktoś uważa, że wszystko ok, że świetnie
      mu się żyje, to chyba nie da się tego zmienić, na siłę uświadamiać, prawda?
      Inna sprawa, że swoim postępowaniem krzywdzi ojca, bo to chyba o niego głównie
      Ci chodzi. To też jest sprawa między nimi, widzę, że tata po prostu się od niej
      odcina, zamyka w sobie, pewnie się poddał i uważa, że nie ma na mamę wpływu.
      Cóż, niech każdy żyje jak chce... Tacie poradziłabym dbanie tylko o siebie, no
      bo jak mama nic nie wymaga, nie odczuwa potrzeby gotowania czy życia w
      czystości, to nie da jej się zmusić. No i absolutnie nie wolno jej orażać go, a
      przy innych to już karygodne. Ale to tata musi interweniować, nie będziesz
      przecież załatwiać spraw za niego. Gdyby tacie na prawdę źle się działo, to
      mógłby w końcu odejść, chociaż to oczywiście cholernie trudno...
      Nic nie poradzisz.
      A kto kogo i po co odwiedza, to już nie jej sprawa. Nie chce znać X czy Y to
      trudno, Ty masz własne zdanie i preferencje, nie zmienisz tego pod jej dyktando.

      p.s.
      skoro to źle, że nie wyjeżdżacie, to może ma jakąś zapasową kasę?
      No ale to ojciec zarabia...
      • martynka6 Re: Moja Mama... :(( 09.08.04, 15:33
        Widzisz, pisalam ze Mama nie przyjmuje zadnych slow krytyki. Ojciec tyle razy
        ja prosil aby glupie uwagi zachowala dla siebie jak sa w towarzyswie, ale Mama
        jakos tego nie przyjmuje. Np sytuacja: przychodza w odwiedzyny do wspolnych
        znjamoych a koleznaka/kolega mowia: o witamy panstwa X (tutaj pada nazwisko
        rodzicow), a moja Mama w tym momencie nie w piec nie w dzieiwc: ale ja tam nie
        jestem wcale X ja jestem Y (podaje swoje panienskie nazwisko).... Ojciec
        pozostawia to bez komentarza, bo cuz ma powiedziec?? Ciagle podkresla, ze Ojca
        rodzenstwo, jego Mama nie sa jej rodzina. Na kazdym kroku. Po co to robi?? Co
        probuje przez to udowodnic?? I to gadanie, ze ja powinnam sie trzymac z daleka
        od rodziny mojego Meza.
        Kolejna sytuacja: jest w kuchni i np otwiera sloik. Nagle wybiega z kuchni z
        wrzaskiem i pretensja do mojego Ojca i brata, ze ona nie moze otworzyc sloika,
        ze nie ma w nich oparcia itp i trzask drzwiami... Nawet nie poprosila o pomoc.
        Ja nie rozmumiem takiego zachowania i oni takze nie. Od razu sie obraza, jedno
        slowo i wielka obraza...
        Widzisz... Na odejscie to chyba troszke za pozno. Sa malzensntwem 30 lat. Oboje
        sobie zdaja sprawe, ze rozstanie by oznaczalo dla nich obojga samotnosc. Nie
        wiem, moze oni wola sie meczyc razem...
        Jesli chodzi o kase, to moja Mama nie ma poczucia w ogole, bo ma na wszystko i
        nie wie ze ktos ma ograniczone finanse, na ktore sam musi sobie zapracowac.
        Mama poprostu tego nie rozumie.
        Martwie sie i o Tate i o Mame, bo ta jej przemiana (kiedys byla normalna,
        fajna, zadbana babka, ktorej zalezalo na Mezu, dzieciach, domu, rodzinie)idzie
        w bardzo niepokojacym kierunku. Myslelismy z bratem nawet o jakims psychologu,
        ale nawet nie potrafie sobie wyobnrazic jej rekacji na nasza propozycje... :(((
        • agaska77 Re: Moja Mama... :(( 09.08.04, 18:24
          Może rodzina Twojego ojca skrzywdziła w młodości Twoją mamę. Np. jej teście jej
          nie szanowali, wyzywali, robili przykrośći? Muszę Ci powiedzieć, że sama jestem
          w takiej sytuacji. Teście mnie nie akceptują, szykanują i wierz mi kiedyś im
          się za to odpłacę, a swoje dziecko będę bronić i chronić przed nimi i przed
          kontaktami z rodziną ze strony mężą. Może o to chodzi Twojej mamie?

          Co do reszty, to myślę, że jest to menopauza, zaburzenia hormonalne a także
          depresja, bez lekarza się nie obędzie.

          Agata
          • woman-in-love Re: Moja Mama... :(( 09.08.04, 20:40

            > Co do reszty, to myślę, że jest to menopauza, zaburzenia hormonalne a
            także
            > depresja, bez lekarza się nie obędzie.


            A według mnie mama za dużo sobie pozwala, bo wszyscy to tolerują. Ojciec nie
            potrafi jej poskromic, ale mógłby przykręcic kasę i zaraz byłby spokój. Mateczce
            fanaberie po prostu się opłacaja, tato - pantofel (sorka za to słowo)
          • martynka6 Re: Moja Mama... :(( 10.08.04, 08:41
            Mama nigdy nie miala problemu z rodzina ojca. Tesc, a moj dzidek umarl dosyc
            wczesnie, tesciowa jej moze nie jest idealem, ale mieszkaly oddzielnie i
            napewno zadnych wyzwisk nie bylo.
            Z rodzenstwem mojego Taty jezdzilismy czesto na wakacje. Mama z siostra Ojca to
            przesiadaywala na wsi po 2 mieiace.
            Nagle w pewnym momencie Mama stwierdizla, ze oni ja olewaja. Ze np jak juz
            wspomnailam wyzej Wujek (brat ojca) zaprasza na komunie syna to dzwoni do Taty
            i zaprasza nas wszystkich, a Mama wymaga aby zaprosil ja osobiscie. Ja tam
            uwazam, ze naturalne jest, ze brat ojca rozmawia z nim, a nie z Mama. Mama
            zawsze, kiedys rozmawiala ze swoim rodzenstwem, a nie moj Ojciec...

            Jesli chodzi o lekarza to wlasnie tu jest problem bardzo duzy. Mama nie pojdzie
            bo ona nie toleruje medycyny. Tylko naturalna. jak kiedys przyjechala koleznaka
            w jej wieku i brala leki hormowanlne (wiadomo menopauza) to Mama powiedziala,
            ze sobie niszczy organizm itp, ze ona w zyciu by nic takiego nie wziela... A
            tyle sie teraz do tego slyszy o raku piersi, macicy itp, ale do niej to nie
            jest argumentem w ogole, ze w jej wieku to jest wrecz konieczne przebadanie
            sie :((
        • aleksandrynka Re: Moja Mama... :(( 09.08.04, 21:04
          to, że ktoś nie przyjmuje żadnych słów krytyki nie oznacza, że można mu tak po
          prostu pozwalać na podobne zachowania...
          A na odejście nie jest za późno nigdy. Jesli ktoś się ma męczyć w związku, to
          czy nie lepiej by było spędzić to, co z życia zostało w miłej atmosferze? No
          ale tu potrzebna jest przemyślana decyzja i odwaga.
          Nie rozumiem do końca zachowania Twojej mamy. Mogę jedynie wysnuć hipotezę,
          że... czuje się niepotrzebna! Zauważ, te wszystkie gderające kobiety, matki,
          zony, gospodynie, jęczą, narzekają, a tak na prawdę potrzebują żeby ktoś je
          zauważył, docenił to, co robią dla rodziny: gotowanie, prasowanie... Tyle
          tylko, że Twoja mama raczej nie para się podobnymi zajęciami. Ale może coś w
          tym jest.
          W każdym razie podtrzymuje to, co powiedziałam wyżej. Na siłę nie
          uszczęśliwisz, ale możesz zrobić coś dla siebie (tata- o ile na prawdę mu źle)
          • woman-in-love Re: Moja Mama... :(( 10.08.04, 07:46
            A czy nie ma gdzieś w tle butelczyny z winkiem? Takie małe krypto-alko...?
            • martynka6 Re: Moja Mama... :(( 10.08.04, 08:34
              Nie nie ma, jestem na 100% pewna!!
          • martynka6 Re: Moja Mama... :(( 10.08.04, 08:56
            Moze czuje sie niepotrzebna, ale to chyba z racji tego ze wlasciei nic z siebie
            nie daje... Bo dla niej tylko istnienja ksiazki, teatr, spacery... Jak robi
            obiad to z taka mina, jakby ja torturowano, naklada potem tak niechlujnie,
            wszystko leci na podloge.... Koszmar!! Od razu odechciewa sie jesc...
            Nie sprzata bo to przeciez hanba, wstyd, zmarnowanie sobie zycia, rzecz
            totalnie zbedna...
            Kwiatki?? Umieraja, mszyce je zjadaja, ale jak kupilam jej srodek na mszyce i
            sie zapytalam jak tam, czy sie porawilo, to Mama powiedziala: phi...

            Nie wiem czego Ona oczekuja, ze mamy ja nosic na rekach?? Ze jest ksiezniczka??
            Czasami nie mam sily na to wszystko... Ciesze sie, ze juz tam nie mieszkam.
            Ojciec, moze macie racje, jest pantoflarzem, nie ma nad Nia zadnej kontroli.
            Czasmi boimy sie z bratem, ze Ona sobie cos zrobi... Naprawde!! Moze to jej
            taktyka, nie wiem.

            • an_ni Re: Moja Mama... :(( 10.08.04, 16:43
              menopauza, a moze poczatki alzheimera - agresja, zmiany humoru, absurdalne
              zwyczaje sa wlasnie pierwszymi oznakami tej choroby
              jak z pamiecia Mamy?
              • martynka6 Re: Moja Mama... :(( 11.08.04, 08:51
                Z pamiecia?? Hm, dobre pytanie. Niby wszystko ok ale jakby sie zastanowic...
                Jak sie ja o cos prosi, np (sory, ze pisze o pierdolach) o to aby przy
                otwieraniu balkonowego okna uwazala na firanke to jak robi to drugi raz to juz
                nie uwaza. Mowi wtedy, ze nie zwrocila uwagi albo jej ulubione powiedzonko: ja
                nie wiem...
                Ale wydaje mi sie raczej, ze w takich przypadkach to albo robi na zlosc, albo
                ma juz tak wszystko gdzies, ze poprostu w ogole nie wziela do siebie uwagi.
                Tak samo jak np za kazdym razem pyta sie brata czy polac mu sosem ziemniaki,
                mimo, ze moj brat od 10 lat je ziemniaki bez sosu...
                Dalas mi w sumie do myslenia teraz... Ale wiesz ta sytuacja trwa juz pare
                dobrych lat i to jej dziwne zachowanie coraz bardziej sie poglebia...
                Pozdrawiam
                • woman-in-love Re: Moja Mama... :(( 12.08.04, 06:25
                  Być może to poczatek jakiejś psychicznej degrengolady (Alz.. niewykluczony) Jak
                  najprędzej weżcie się w garśc i postawcie matce szlaban na pieniądze, bo juz w
                  tej chwili rodzina jest na równi pochyłej. Rozmowa z dobrym psychiatrą, na
                  poczatek "zaocznie". Czy mama sobie coś zrobi? Klasyczna gra - emocjonalny
                  szntaż. Jest za dużą egoistka, prędzej wszystkich wkoło siebie wykończy. Dużo
                  siły życzę.
                  • asiarol Re: Moja Mama... :(( 12.08.04, 11:10
                    Całkowicie zgadzam sie z Tobą, ta kobieta to rozpuszczony potwór, totalna
                    emocjonalna szantażystka, wykończy psychicznie całą rodzinę, przestańcie jej
                    nadskakiwać, przecież ona was wykorzystuje,manipuluje wami, waszymi uczuciami .
                    Czasami dla czyjegoś dobra trzeba nim wstrząsnąc, a nie bezsensownie
                    roztkliwiać się . Najbardziej żal mi ojca autorki wątku, skoro pisze ,że to
                    wartościowy, dobry człowiek i takie paskudne babska jak jej matka nie potrafią
                    docenić tego dobrego co przynosi jej życie, spokojne, dostatnie życie, oddany
                    mąż , udane , wrażliwe dzieci.Jest zmanierowana, roszczeniowa, sfrustrowana,
                    nie cierpię takich ludzi.
                    Przepraszam za chaotyczną wypowiedź, empatię odczuwam w stosunku do autorki
                    wątku,nie jej matki,współczuje i życzę wytrwania
                    pozdrawiam
    • abere8 Re: Moja Mama... :(( 10.08.04, 01:36
      Polecam ksiazke "(Nie)boszczyk maz" Chmielewskiej. Posmiejesz sie troche i moze
      nabierzesz troche dystansu do mamy, bo sytuacja tam byla, mam wrazenie, troche
      podobna do Twoich rodzicow.
      • woman-in-love Re: Moja Mama... :(( 12.08.04, 14:52
        abere8 napisała:

        > Polecam ksiazke "(Nie)boszczyk maz" Chmielewskiej. Posmiejesz sie troche i
        moze
        >
        > nabierzesz troche dystansu do mamy, bo sytuacja tam byla, mam wrazenie, troche
        > podobna do Twoich rodzicow.

        A ja polecam "Emocjonalne wampiry" Albert.J. Bernstein, Dom Wydawniczy "Rebis"
        Poznań 2004
    • martynka6 Re: Moja Mama... :(( 12.08.04, 15:41
      Ja wiem, ze macie racje, ale kazda rozmowa z Mama na ten teman konczy sie
      krzykiem, trzaskaniem drzwi... Karzde slowo Ojca o czym koleiwek jest przez nia
      nagminnie negowane. Zawsze czy Tato ma racje czy nie. Poprotu ciagle ma do
      niego jakies pretensje o byle gowno (sorki).
      Mowilam o sprzataniu, ze nic a nic w tym kierunku nie robi. Ojciec ponoc po
      nocach sprzata w kuchni, bo sie boi ze zaraz jakies robale sie zalegna. Jak
      obiera ziemniaki to jak kawalek obierka spadnie na podloge to nie podniesie...
      Kurzu to maja chyba z centymetr wszedzie... Nie bede mowila co sie dzieje u
      nich w lazience i gdyby nie to ze moj Tato i brat sprzatna w maire mozliwosci
      to.. Az strach pomyslec... Brrrr
      Wszystko olewa. I tylko czyta, non stop czyta... Noi spacery noi obmysla, gdzie
      by tu na wczasy pojechac albo na jakas sztuke pojsc....
      Kiedys powiedzialam przy niej pare przykrych slow o moich tesciach (mam z nimi
      stosunki raczej dobre, choc zdazaja sie spiecia zwlaszcza ja i tesc, ale
      ogolnie tolerujemy siebie nawzejem) to teraz zaluje. Bo to Mame potwierdza w
      tym jej buntowanie mnie przeciw nim. Ogolnie Tato powiedzial, ze Ona to raczej
      juz teraz do wszystkich znajomych ma jakies waty i sie dziwi i obraza, ze nikt
      nie chce rozmawiac z nia (np przez telefon) tylko z Tata. Ogolnie to mysle, ze
      znajomi zapraszaja ich ze wzgledu na Ojca, bo jest naprawde super facetem,
      dusza towarzystwa, najwspanialczym ze wsyztskich (zaraz po moim
      Mezu ;)).Oczywiscie jak Tato np na imprezce sie napije to jest wielki krzyk, a
      jak jakis czas temu sama sie napila i to ostro tak ze Ojciec z Bratem ja po
      schodach wnosili to powiedziala, ze to nie prawda, ze ona to alkoholu nie pije.
      Oo i jeszcze jenda rzecz mi sie przypomniala. Zdarza sie, kazdem ze cos w domu
      zepsuje, np urwie cos, zbije, normalne. U nich jak Mama cos zepsuje to sie
      nigdy nie przyzna, tylko zwala na innych... Tego nie rozumiem.
      Od jakis paru lat Mama nie je miesa. I nam ciagle mowi, ze sie trujemy itp...
      Mowi, ze sie odchudza, ale warzyw i innych rzeczy to sie nawpieprza ile wlezie.
      jak nikogo nie ma w domu, to potrafi zjesc po 4 tabliczki chalwy... Mowi, ze
      jak bede miala dziecko to powinnam w ogole z miesa zrezygnowac juz w ciazy i ze
      ona napewno nie bedzie wnuka karmic ta trucizna...

      Rozmawialam z Ojcem wczoraj, co tu z nia zrobic... Powiedzial, ze chodzi ciagle
      jakos dziwnie pobudzona, ze nawet zaciagnal ja do swojego kardiologa (od paru
      lat Tato bierze leki na obnizenie cisnieania, czym oczywiscie naraza sie na
      ciagla krytyke ze strony Mamy) i lekarz powiedizl , ze Mama ma strasnzie
      wysokie cisnienie. Mama powiedziala, ze jakies glupoty gada i ze ona zadnych
      lekow brac nie bedze...
      Ojciec powiedzial, ze praca jest dla niego wyzwoleniem, ze bardzo niechetnie
      wraca do domu.
      Pieniadze Mama no niby ma, ale to raczje dostaje na biezace potrzeby, na
      jedzenie.... Tak aby miala dla siebie tylko to jakies grosze z emerytury...
      Do psychiatry nie pojdzie... Bo aby sie do niego udac musialaby najpierw sama
      zobaczyc problem, ale ona widzi go raczej u nas.
      Jak czasami jej sie zapomni ta zlosc na Tate jak jestesmy wszyscy razem to jest
      super :))
      A moze jest na forum jakis psycholog, ktory moglby sie wypowiedziec w tej
      sprawie?? Byla bym bardzo wdzieczna.
      Pozdrawiam
      Martyna
      • babeczkaa Re: Moja Mama... :(( 12.08.04, 15:55
        śledzę Twój wątek, myślę że powinnaś przenieść ten wątek na forum psychologia (jeśli takie jest - bo nie wiem) Może tam bedzie jakiś specjalista i coś podpowie,pozdrawiam serdecznie i trzymaj sie!
        B.
        • asiarol Re: Moja Mama... :(( 12.08.04, 16:03
          spróbuj na forum psychologia, gdybyś nie wiedziała gdzie, podaję link
          powodzenia
          forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=210

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka