martynka6
09.08.04, 14:29
Moja Mama ma ok 60 lat. Jest juz na emeryturze, ale w swoim zyciu
przepracowala moze z 10 lat, tak pozatym to siedzi w domu caly czas. To
siedzenie w domu to z jej wyboru, bo ona ma jakies glupie chyba poczucie
wyzszosc, bo za taka mala kase to ona do pracy nie pojdzie, albo za nie
bedzie tak daleko dojezdzac - to rozmowa sprzed jakies 10 lat. Nie ma zadnych
obowiazkow. Nikt od niej niczego nie wymaga. Jest niepoprawna feministka. Dla
niej to wrecz hanba posprzatac, cos ugotowac. Jak mieszkalam jeszcze z nimi
to praktycznie ja sprzatlam i gotowalam, mimo ze studiowala i pracowalam i
czesto spedzalam sobote aby dom wygladal jako tako. Od poltora roku jestem
mezatka i sie wyprowadzilam, a oni zarastaja brudem!! Ojciec charuje od rana
do nocy. Zarabia niezle, maja piekny dom, czesto wyjezdzja. Ale dom
niszczeje :((
Ja nie mam kiedy przyjechac i posprzatac, poniewaz oboje z Mezem pracujemy i
mamy jeszcze swoje mieszkanie do przerobienia. Pozatym nie uwazam, ze jest
moim obiwiaznkiem sprzatac w ich domu. Mama narzeka, ze niby ja plecy bola i
ze ona nie jest sluzaca, ale po gorach to lata!! Ojciec chcial zatrudnic
sprzataczke, ale Mama powiedziala, ze nie trzeba bo ona sprzata przeciez...
Calymi dniami albo czyta ksiazki albo lata gdzies z jakimis kolezankami. I
ciagle ma pratensje do Ojca, ze jej nie sznauje, ze w ogole czegos od niej
chce. Potrafi na niego nakrzyczec bez powodu przy znajmoych. Jak cokolwiek
juz zrobi np obiad (gotuje fatalnie) to chodzi potem i narzeka jaka ona jest
zmeczona i biedna, ze nie ma na nic pieniedzy, a ma na wszystko. Idzie do
sklepu i bierze co jej sie podoba, nie patrzy sie w ogole na ceny.
Byla moja przyjaciolka. Potrafilysmy gadac godzinami. Ale jak juz bylsimy
razem i sie wyglupialsmy z Tata (ja i brat) to zaraz sie obrazala, ze nasze
zarty sa nie na miejscu, albo ze przesadzami z tym wyglupianiem sie...
Noi ma jakies waty do mnie. Jak pierwszy raz zostal jej przedstawiony moj Maz
to powiedziala, ze jego by chcial miec za ziecia, a on wtedy nie byl nawet
moich chlopakiem. Potem slub i niby wsyztsko ok. Ale zauwazylam w pewneym
momencie, ze zaczela mnie lekko buntowac przeciwko Mezowi. Np jak dzwoni do
mnie na pogaduchy i ja np jestem zdenerwowana na cos w pracy to mowi: a co ci
znowu twoj maz zlego zrobil... Mama w ogole nie bierze pod uwage, ze ja
jestem szczesliwa. Z mezczyzna. Bo ona generalnie to mezczyzn nie lubi. Jak
jedzimy odwiedzic rodzine mojego Meza to mowi: wspolczuje ci, ze musisz do
nich jechac. Tak sie sklada, ze bardzo lubie ich odwiedzac, tesciow mniej,
ale sioste Meza i jej rodzinke wrecz uwielbiam!! Dodam, ze moja Mama
praktycznie nie utrzymuje zadnych kontaktow ze swoim rodzenstwem i sie bardzo
nie lubi (teraz juz z wzajemnoscia) z rodzenstwem mojego Ojca. Jak Tato chce
pojechac np na komunie jakiegos mojego kuzyna, to Mama nie jedzie bo Wujek
nie zadzwonil do niej osobiscie i nie zaprosil, do tego uwaza, ze moj Tato
nie powinien takze isc. Konczy sie tym, ze moj Tato idzie sam. I glupio mu
wobec swojej rodzinki... Ma do mnie pretensje, ze ja utrzymuje bliski kontakt
z jej bratem, a w szczegoolnosci z jego corka, a maja ciostra cioteczna.
Nie mozna jej zwrocic na nic uwage, bo od razu sie obraza i zamyka w swoim
pokoju. Nie rozumie takze, ze czlowiek moze byc zmeczony po calym dniu pracy,
mowi: ty w tym wieku zmeczona?? pewnie jestes na cos chora. Jak np w piatek
sprzatamy w domu, to mowi: zmarnowaliscie sobie wieczor, ja ze przeciez samo
sie nie posprzata, no co ona, zebym nie przesadzala... Tak samo jak nie ma
pojecia, ze pieniadze nie leza na ulicy. Ma pretensje, ze na wakacje nigdzie
nie jedzimy, mimo, ze wie ze konczymy urzadzac mieszkanie. Uwaza, ze prowadze
bardzo przyziemne zycie....
Mam do niej coraz bardziej negatywny stosunek. Nie rozumeim jej. Boje sie o
ojca, bo widze, ze coraz z nim gorzej. A moj Tato jest wspanialy. A Mama nie
docenia wsyztskiego co ma. Nie dba o dom, o kwiatki (kiedys bardzo o nie
dbala) zaniedbala siebie. Oddalili sie od siebie dawno. Napewno to nie jest
wina tylko mojej Mamy. Moj Tato tez pewnie sobie odpuscil w pewnym momencie
ich malzenstwo. Nie rozmawiaja ze soba, a jak juz to wlascieiw to nie jest
rozmowa tylko krzyk, czepianie sie, wzajemne pretensje... Mama wszysko co
powie Ojciec to neguje i nie wazne czy Ojciec ma racje czy nie, Mama zawsze
jest przeciwko niemu. Kiedys z bratem probowalismy rozmawiac na ich temat z
kazdym osobno, ale oni wine zwalaja na siebie...
Nie wiem co robic. Mama nie daje sobie wytlumaczyc nic. Dodam, ze jest chyba
w trakcie menopuazy, nie bierze zadnych lekow, ba nie byla u zadnego
babskiego lekarza na badanich, ktore w jej wieku kobieta powinna robic co
roku. Jest za naturalna medycyna. Boje sie o jej zdrowie fizyczne. Ale jak
juz wspomnialam, nie umiem jej pomoc, bo ona nie widzi w swoim zachowaniu nic
zlego, ona uwaza ze to z nami wszyskimi cos jest nie tak, ze sie czepiamy, ze
nikt jej nie sznuje... Od razu sie obraza, placze...
Co robic?? Rozmawiam duzo na ten temat z bratem, ale on nie widzi mozliwosci
zrobienia niczego, poki Mama ma takie podejcie jak ma :((
Pomocy!! Moze ktos ma w domu podobna sytuacje??