Mąż - dziecko

27.11.04, 15:25
Czy są tu jakieś żony, których mężowie zachowuja sie jak duże dzieci? Opiszę
mój przypadek.Ciągle ma jakąś nową zabawkę: samochód, telefon, komputer.
Spędza przy nich cały wolny czs. Zakupy i rachunki robi żona, więc nie ma się
czym martwić. Praca teraz jest, więc po co myślec co będzie później i kończyc
studia( 29 lat). Dziecko - fajna "zabawka". którą się można pochwalić, ale ma
byc grzeczna i nie sprawiac kłopotu. etc, etc............
Wierze, że macie sposoby jak sobie z tym poradzić.
Śą tu takie pechowe żonki z mężem - dzieckiem?
    • anula36 Re: Mąż - dziecko 27.11.04, 15:32
      a ja wierze ze wychowac mozna dziecko moze nastolatka,ale nie doroslego faceta.
      Ale z tego co piszesz to sama go tak rozpuscilas- co to znaczy np ze zakpupy
      robi zona?
      Niechze chlopczyk wrzuci zakupy do nowej zabaweczki samochopdziku i przywiezie.
      Nie przywiezie? Nie je.
      Nie zaplaci rachunku za prad- siedzi po ciemku jak odlacza i komputer bnei
      dziala.
      A zonki z mezem-dzieckiem nie sa pechowe- same sobie takiego mezusia wziely to
      niech teraz niancza,przynajmniej zdrowo myslace kobiety maja wiecej fajnych nie
      dziaciaczkow do wyboru.
    • xapur Zwracasz się do kobiet, ale się wtrącę. 27.11.04, 17:01
      Doskonale rozumiem co masz na myśli i częściowo się z tobą zgadzam. Jak zwykle
      jest jednak też druga strona medalu.
      1. Oczywiście spędzanie czasu przy komputerze, o ile nie przynosi to dochodów
      lub się do tego nie przyczyni w przyszłości jest stratą czasu. Pytanie tylko -
      czemu żałujesz go mężowi skoro sama tu piszesz. Domyślam się, że oprócz tego
      czytasz co nieco na forum - czym to się różni od gry na kompie??? Czas i
      tak "zmarnowany".
      2. Inna sprawa - kobiety, które znam często narzekają, że mają mało wolnego
      czasu. Ale jak już go mają to co robią? Gawożą z koleżanką, łażą po sklepach
      itp., itd. Potem znowu jest lament, że tego nie zdążyła, tamtego... Przy czym
      gwoli ścisłości - nie łażą po sklepach z musu (bo się masło skończyło czy coś)
      ale dlatego, by obejrzeć po raz kolejny jakieś tam wdzianko lub kupić kolejną
      torebkę czy buty. Ja idę do sklepy tylko jak muszę - nie lubię tego, ale czasem
      trzeba coś kupić. Kobiety już niekoniecznie...
      3. Ostatnia rzecz. Jasne, że praca, rachunki i cały ten bajzel utrudniający
      życie jest niezbędny właśnie by żyć. Ale jeśli oprócz niego nic nie ma to po
      cholerę takie życie??? OK, rozumiem jak ktoś nie ma wyboru - 4-ka dzieci, praca
      ciężko i nędznie opłacana - trudno wtedy znaleźć czas na przyjemność. Tyle, że
      chyba nie wszyscy tak mają? Pracuje się po to, by żyć, a nie na odwrót - to
      moje zdanie, jak ktoś się nie zgadza to co innego.
      • sol_bianca Re: Zwracasz się do kobiet, ale się wtrącę. 03.12.04, 19:00
        No bardzo mnie cieszy męski głos w tej dyskusji :)
        Niezależnie od faktu, że obie strony mają trochę racji, to wydaje mi się, że
        często w narzekaniu na facetów jest dużo przesady. W ogóle śmieszą mnie po
        równo: wypowiedzi kobiet że "on ciągle gra na komputerze" i wypowiedzi mężczyzn,
        że "ona spędza godzinę w łazience przed każdym wyjściem". Trochę tolerancji,
        proszę. A poza tym:
        1. Często jest tak, że same ich tak wychowałyśmy. Jeśli facet ma: obiadek podany
        pod nos, dom wysprzątany, dziecię przewinięte i kapcie przyniesione, to jak tu
        się dziwić, że nie chce mu się roszyć palcem?
        2. Często też jest to kwestia odmiennych priorytetów. Może dla niego godzinka
        relaksu przed monitorem jest ważniejsza od umycia podłogi? Umyć można jutro.
        Albo pojutrze ;) Czy naprawdę warto się wiecznie stresować?

        Mój [przeszły] mąż też ma hedonistyczne podejście do życia. A ja to uważam za
        zaletę, bo powstrzymuje moje perfekcjonistyczne zapędy. Jak gra na komputerze,
        to mogę czuć się usprawiedliwiona czytając w tym czasie ulubiony komiks ;) Też
        lubi kupować "zabawki", i bardzo dobrze, bo a) widzę, że potrafi się nimi
        cieszyć, b) rozumie, że ja też potrzebuję czasem nowej zabawki (ciuchy, książki,
        kosmetyki...) a wreszcie c) sama korzystam z jego zabawek (w końcu JEGO nowy
        komputer jest tak naprawdę wspólny). A co do wypełniania obowiązków, to owaszem,
        trudno zapędzić go do czegoś, co nie sprawia mu frajdy... ale my kobiety mamy
        przecież swoje metody manipulacji ;)
    • iwosia chyba nigdy nie wydorośleją... 27.11.04, 17:37
      To zbyt pospolite, co teraz powiem, ale to prawda! Że faceci, to wyronięci
      chłopcy, że każdy z nich ma w sobie wiele z dziecka.
      Mój mąż może nie jet taki, jak Twój, ale jego zachowania czasem sprawiają
      wrażenie, jakby pochodziły od 15-latka. Na codzień jet poważny, cichy, niby
      taki już dojrzalszy niż kiedyś, ale jak przyjdzie co do czego, to zastanawiam
      się ile lat ma ten moj mąż? A ma 23, tyle co ja. Niby kobiety są dojrzalsze niż
      mężczyźni - przynajmniej na pewnym etapie życia, ale czasem zdaje mi się, że on
      sie w ogóle nie zmienił odkąd go poznałam, a mieliśmy wtedy oboje po 15 lat.
      Pomaga mi w domu, chodzi po zakupy, itp., ale gdy jest w towarzystwie swoich
      kolegów, rozrabia, jak małe źrebię :-)
      Nie lubię go wtedy, no ale cóż, chyba każdy jet taki, nie wierzę, że to sie
      szybko zmieni.
      A odnośnie tego, że asikh napisała, że jej mąż bawi sie swoimi "zabawkami" -
      przyznaj się, czy Ty się nie bawisz czymś, co masz nowe? Bo ja tak i chyba
      każdy, kto ma nową rzecz, całymi dniami ją rozpracowuje, używa, dopóki już się
      do niej nie przyzwyczai lub mu się nie znudzi.
    • oxygen100 Re: Mąż - dziecko 27.11.04, 17:54
      Ooooooooooo!! to ja chetnie opowiem :)) Moj ostatnio zabaiwa sie w snajpera.
      Zaklada kabure wklada bron staje przed lustem i cwiczy:)))
      1. Wyjmowanie broni na czas repetujac w powietrzu
      2. Celowanie
      3. 1+2+ wydawanie z siebie militarnych odglosow, no wiecie o co chodzi:))

      Tyle ze kazdy ma prawo do wlasnych dziwactw,i nie robi tego moim/naszym
      kosztem. Biedactwo zaniemoglo bo wolami zostalo dzisiaj zaciagniete do sklepu w
      celu kupienia sobie spodni po kilku miesiacach trucia (mojego of kors)No ale
      te glupie zakupy sa takie meczace...........:)))
    • asikh Re: Mąż - dziecko 27.11.04, 18:01
      Szczerze mówiąc liczyłam na trochę zrozumienia. Miałam nadzieje, że odezwą sie
      kobiety, które maja podobny problem. A mam wrażenie, ze to ja jestem winna, bo
      wychowalam sobie faceta - dziecko. Nie chodze po sklepach dla zabicia czasu. A
      to,że spedzam przed komputerem 2-3 h na tydzień lub dwa to chyba nie to samo co
      siedzenie przy kompie od wejscia do domu( dosłownie po przebraniu się) do
      momentu pojscia spac, z dobijaniem sie zeby zjadł w miedzyczasie obiad i zajał
      sie dzieckiem. Walczyłam prośba, milczeniem...Niestety działa tylko na chwile.
      Stąd moj post i nadzieja na znalezienie kogos kto poradził sobie z tym
      problemem. To ze mam takiego meza to moze po czesci moja wina, ale to nie
      znaczy, ze musi dalej tak byc.
      • anula36 Re: Mąż - dziecko 27.11.04, 18:15
        Ale ja cie dokonale rozumiem, bo podobnego jegomoscia spuscilam po brzytwie.
        jest tylko jedna metoda- twarda byc.
        Nie chce jesc obiadu -niech nie je. Pogrzeje sobei pozniej albo nei zle w ogole
        dorosly mezczyna nei umrze od odpuszczenai jednego posilku.
        Co do zajmowania dzieckiem- ustal ze go dzine czy poltorej np miedzy 17 a 18:30
        codziennie ma byc tylko dla dziecka i pilnuj tego.
        Jesli nie bedziesz wyraznie wymagac i wyciagac konsekwencji bedzie tak przez
        najblizsze polwiecze waszego malzenstwa.
      • xapur A tu odezwał się mężczyzna... 29.11.04, 13:39
        asikh napisała:
        "Szczerze mówiąc liczyłam na trochę zrozumienia. Miałam nadzieje, że odezwą sie
        kobiety..."
        W związku z powyższym odzywam się już po raz ostatni. Nie bierz tak sobie
        wszystkiego do serca. Opinie bywają różne: bardziej poważne, mniej i zupełnie
        żartobliwe. Natomiast jakie wnioski z nich wyciągniesz - twoja sprawa.
        Tak bardziej serio to podpisuję się pod radą anuli. Cóż więcej dodać?
    • cavit Re: Mąż - dziecko 29.11.04, 14:03
      Moj maz ciagle jest duzym dzieckiem i tez lubi zabawki. Ale najbardziej te
      erotyczne:))))A rachunki placimy przez internet (no pomijajac ten z warsztatu
      samochcodowego kiedy sie pomylilam i zamiast disela nalalam benzyny:))
    • edi244 Re: Mąż - dziecko 29.11.04, 15:02
      A ja niestety muszę usiąść na jednej ławce z tobą. Mam podobnego w zachowaniu męża. Ale to że tak jest to napewno nie moja wina. Przyznaję że pracuje dość długo i ciężko, czasami od 7 do 20-21. Wiem że pragnie mieć chwilę relaksu, odprężenia ale czasami mam go już naprawdę dość. Potrafi wrócić z pracy i po zjedzeniu kolacji, prysznicu usiąść do kompa i spędzić przy nim cały wieczór a nawet część nocy. A co tak pryz nim robi...siedzi i szuka czy przypadkiem nie jest mozliwe ogldanie tv kodowanej, po czym kombinuje czy cos chodzi na dekoderze ale ogladac to nie ma kiedy bo juz pozno...i tak ciagle
      Nie ma czasu dla naszego 5 miesiecznego synka. A ja zajmujac sie nim przey 24godzinz na dobe mam podobno relaks....
      Ach co za dzieci z tych naszych duzych mezow
    • baoka Re: Mąż - dziecko 29.11.04, 15:41
      Witam Asikh, generalnie ja mężatką nie jestem - ale mam czasem problem z moim
      facetem.
      Niestety też czasem zachowuje sie jak małe dziecko - i takie chwile "słabości"
      jestem w stanie mu wybaczyć - gdy kupuje sobie coś nowego i bawi sie tym potem.
      Generalnie ja podchodze do problemu tak: nie pomozesz przy zrobieniu obiadu -
      nie jemy wcale - zjedz kanapki - po 2, 3, 4 razech nudzi mu się i przynajmniej
      pomaga w tym co ma ustalone -niby nic wielkiego (zrobienie surówki, czy obranie
      ziemnniaków) ale zawsze coś. Na zakupy całe szczęscie chodzimy razem - jeśli on
      nie chce iść - bo zimno, wieje i inne niesprzyjające okolicznosci - robie mu
      listę i mówie - nie chciałeś iść razem idziesz sam - skutkuje szybko w ciagu
      pół godziny gotowy jest na zakupy (jeśli jednak sie nie kusi na zakupy i
      wybiera pojscie sam - zawsze cos kupi nie tak a ja wówczas złośliwie mówię zeby
      jednak zwracał uwagę na to co mówię przed zakupami - zawsze wcześniej wszystko
      objaśniam co ma kupić - jakie warzywa, jaką wędlinę itd) - po 1 czy 2 takich
      zakupach samotnych - chodzi razem ze mną bez większego gadania.
      Generalnie wielkim sukcesem jest to, że czasem przez cały weekend nie właczymy
      komputerów - jest to rzadkość - ale prośby i rozmowa jednak poskutkowały - być
      moze dlatego ze jesteśmy jednak parą z małym stażem więc jeszzcze chce spędzac
      trochę czasu ze mna a nie tylko z grami. Jednak czasem jest i tak ze przez
      kilka kolejnych wieczorów słysze tylko odgłosy jakiejś gry i nie mam szans
      na "audiencję" - ale jestem w stanie to zrozumieć. Na razie dzieci nie mamy
      więc trudno w tej kwestii mi się wypowiadać - ale wydaje mi sie być dobrą radą
      którejś z dziewczyn - że Twój mąż ma sie zajac dzieckiem np godzinkę czy dwie
      dziennie dzieckiem - zeby chociaż wiedziało co znaczy mieć ojca.
      Generalnie życzę Ci powodzenia - wydaje mi sie ze powinnaś troszkę bardzioej
      postawić na swoim i przede wszystki rozmawiać - powiedz ze masz dosyć, ze
      czujesz sie sfrustrowana, niedoceniona, że chcesz mieć chociaż godzinkę czasu
      dla siebie - choćby na spacer..
      Pozdrawiam ciepło :)
      • anula36 Re: Mąż - dziecko 29.11.04, 22:00
        Baoczko,wlalas mi miod w serce ze sa jeszcze fajne asertywne kobitki:)
        Podrawiam i zycze powodzenia:)
        • baoka Re: Mąż - dziecko 29.11.04, 22:58
          :)))
          Małymi kroczkami do przodu kobiałki :)
          Nie mówię zeby od razu stawiać na głowie cały świat - ale do przodu i dbajmy o
          własne ja:)
          :)
          Więcej uśmiechu, uśmiechniętym łatwiej w życiu
    • tomoe Re: Mąż - dziecko 02.12.04, 12:32
      Rozumiem, że to budzi Twoje rozżalenie, bo jak już sie pojawi dziecko, to
      wypadałoby wydorośleć... Ale porzyznam, że ja jako osoba bezdzietna mam dużo
      radości z powodu dziecinności mojego męża. Owszem, potrafi wywalić całe nasze
      oszvczędności na aparat cyfrowy. Potem oboje się tym bawimy i mamy kupę radości.
      Od kompa odpędzamy się nawzajem. Czasem mąż przez tydzień siedzi do 3 - ciej bo
      wgra sobie jakąś grę (na szczeście robi to z umiarem, bo przy takim trybie życia
      na dłuższą metę by wymiękł). poza tym lubi być głaskany i drapany oraz ogólnie
      zaopiekowany. Wszystkie te słabości popieram na całej linii i nigdy nie usłyszy
      ode mnie złego słowa na ten temat. Natomiast w zamian: a/ ja gotuję, ale on
      zmywa. b/ sam prasuje sobie koszule c/ chodzi ze mną na zakupy i to on ciągnie
      mnie do każdego nowootwartego centrum handlowego. d/ płaci rachunki. przez
      internet. (Słyszac przy tym "oooo, ale Ty jesteś mądry!"). Ja robię zakupy
      (słysząc "ooo, ale Ty jesteś dzielna") e/lubi mnie taką, jaka jestem. i
      wzajemnie. Więc może zaakceptować jego dzięcięcość tam, gdzie to jest możliwe, i
      w zamian też dostanie się trochę akceptacji?
    • vinca Re: Mąż - dziecko 05.12.04, 10:23
      Tak sobie myślę ze wszystkie te sytuacje mają dwie strony. Jeśli siedzi przy
      komputrze i sie bawi to zawsze można mu wymyślić taką zabawkę żeby bawił sie z
      Tobą przynajmniej.
      Mój mężczyzna baaardzo dużo czasu spędza przed komputerem (czasem jest tak że
      przyjeźdża o 21.00 i nawet nie zdejmując kurtki siada do komputera) ale
      niestety nie mogę mu złego słowa powiedzieć bo to jest jego praca, i mimo że on
      jest to tak jakby go nie było. Na szczęście poza tym bardzo lubi mi pomagać i o
      nic nie muszę go 2 razy prosić, tym bardziej że czesto sam się domyśla.
      Zgadzam sie jednak z osobą któa napisała że absolutnie niczego nie można
      twojemu męzowi podtykać pod nos; znam dziewczynę (22 lata) która swoejmu męzowi
      nawet pastę na szcoteczkę wyciska. On nie robi dosłownie NIC, a znałam go zanim
      wzięli ślub i wiem że naprawde potrafi być samodzielny i dawać sobie radę -
      tylko po co skoro wziął sobie służącą...
      Weź sie w garść dziewczyno, olej go, zadbaj o siebie, wyjdź w tym czasie z
      domu, zobaczymy komu pierwszemu się znudzi;-)
      Pozdrawiam
Pełna wersja