Dodaj do ulubionych

Ja go chyba juz nie kocham...

06.02.05, 10:18
Jestem z moim chlopakiem od 6 lat, 2 lata jestesmy po oficjalnych zareczynach, ale ostatnio tzn jakies pol roku targają mną straszne emocje. Otóż nie jestem pewna czy ja go jeszcze kocham. Czasem nie mam ochoty się w ogóle z nim spotkać, wszystko co mówi - drażni mnie. Kiedyś podczas kłótni zawsze płakałam i to zawsze ja wyciągałam rękę na zgodę - teraz mi jest wszystko jedno, a zamiast wylewać łzy - śmieję się. Aporpo kłotni dodam jeszcze, że on nigdy nie oszczędza w słowach i potrafi na mnie wykrzyczeć najgorsze obelgi, a gdy mu mówię, że coś mi nie pasuje - twierdzi, że postawił swoje warunki, a jak mi się coś nie podoba - to spier... On jest typem faceta lubiącego siedzieć w domu, ustabilizowanego, mama nauczyła go, że wszystko ma podane jak na tacy - nie ukrywam, że ja też przez wiele lat robiłam wszystko, aby on się czuł jak król. Teraz zaczynam tego żałować. Moje życie polega na tym, żeby to jemu było dobrze. Wychodzimy tylko wtedy, kiedy on chce, robimy to na co on ma ochote, nie mogę mieć swojego zdania. Nie wolno mi nigdzie bez niego iść, ale jedyny plus - on też beze mnie nigdzie nie pójdzie... W każdym razie ostatnio mam ochotę od niego odejść, ale boję się, że nie dam sobie rady (mam 21lat więc najlepsze lata spędziłam z nim), że zostanę sama, że nigdy nie znajdę kogoś takiego jak on. Przeraża mnie w ogóle perpektywa rozmowy z nim, nie wiem jak miałabym mu powiedzieć to co czuję... Powiedzcie dziewczyny, czy może byłyście w takiej sytuacji, jak się z nią uporałyście, jak zaczęłyście rozmowę... dziękuję i pozdrawiam :)
Obserwuj wątek
    • lukumon Re: Ja go chyba juz nie kocham... 06.02.05, 10:43

      jeśli masz 21 lat to faktycznie większość życia masz juz za sobą. a przyznaj się
      bez bicia: emeryturę pewnie tę masz nie za wysoką. to dopiero klops!
      *********
      Lukumon
      • ag_nes Re: Ja go chyba juz nie kocham... 06.02.05, 10:47
        najwyraźniej źle to odebrałaś, chodziło mi przede wszystkim o to, że wszystko co poznawałam po raz pierwszy - poznawałam z nim, on mnie nauczył jak życ, i teraz nie wiem czy jestem w stanie nauczyc zyc sie samej... poza tym niektore dziewczyny w moim wieku sa juz zaawansowanymi matkami

        pozdrawiam :p
        • anula36 Re: Ja go chyba juz nie kocham... 06.02.05, 10:51
          Nie no z pewnoscia nie dasz sobie rady bez swojego krola i skonczysz w
          przytulku. I zaden juz takiej starej i zmeczonej zyciem baby nie wezmie.
          Dbaj wiec o niego i caluj po stopach zeby do "spier.." nie dolaczyl kopniaka.
          POstaraj sie tez zajsc w ciaze najpozniej w nastepnym cyklu- zaawansowana matka
          juz niw bedziesz, ale jest szansa ze dogonisz te mniej zaaawansowane- mamusie
          maturzystki.
          • ag_nes Re: Ja go chyba juz nie kocham... 06.02.05, 10:57
            nie rozumiem dlaczego mój wątek spotkał się na tym forum z takim zgryźliwościami i uszczypliwościami? napisałam po to, żeby dowiedzieć się czy ktoś może był w podobnej sytuacji, a nie po to, żeby przeczytać jak bardzo niektóre kobiety gnoją inne za szczerość... nie twierdze, że nie dam sobie rady - co mnie nie zabije to wzmocni - ale nie wiem, czy zdajecie sobie sprawę kochane Panie, jak ciężko jest się odważyć na pewne rzeczy, nie mając wcześniej z nimi żadnej styczności. Ja nie urodziłam się kobietą, która potrafi otwarcie powiedzieć komuś jak bardzo jest beznadziejny i patrzeć na jego minę w tym momencie...Poprosiłam o komentarze szczere - zgadza się, ale nie takie, które będą mnie krytykować i wytykać mi, jak beznadziejna w swoim postępowaniu jestem, ale takie, które podpowiedzą jak zachować się, żeby nie zranić ani siebie ani drugiej osoby - CZYLI WYJŚĆ Z TWARZĄ z tej sytuacji
            • anula36 Re: Ja go chyba juz nie kocham... 06.02.05, 11:13
              wlasnei dlatego ze sama skonczylam zwiazek po 7 latch trwania,majac lat 27 -
              wiem o czym mowie. Jesli nei odpowiada ci bycie zkims,nie ma sensu szukac
              wymowek w stylu"on mnie nauczyl zycia,nie poradze sobie".
              Poradzisz sobie i moze nawet odkryjesz,ze czasami lepiej byc troche samemu niz
              z kims z kim zycie jest nieciekawe.
              Czyli problem jest raczej jak sie rozstac? PO prostu-spotkac sie oi powiedziec -
              zeeni jestes z nim szczesliwa ze nei czujesz juz nic i nei wdawac sie w
              dyskusje "bedzie lepiej, ja sie zmienie"- wiemze latwo sie to mowi ale masz dwa
              wyscia trwac w zwiazku bez satysfakcji albo sie odwazyc.
              I jesscze jedno-dopokinei nauczysz ze zyc sama ni ebedziesz tez umiala zyc
              dobrze z kims-prawdziwy zwiazek opiera sie na milosci 2 niezaleznych
              osob ,wyborze a nie symbiozie.
              • ag_nes Re: Ja go chyba juz nie kocham... 06.02.05, 11:17
                mam pytanie, dlaczego skonczylas swoj zwiazek, tez bylas nieszczesliwa i jak zareagowal wtedy twoj owczesny facet, jak sie czulas i jak pozniej wychodzilas z dolka, a moze od razu ci ulzylo...
                • anula36 Re: Ja go chyba juz nie kocham... 06.02.05, 11:27
                  1.dlaczego- bo chcialam miec normalna rodzine a moj ukochany wolal sluchac
                  mamusi ktora mu slub odradzala i ni emogl sie zdecydowac- wiec postanowilam
                  poszukac chetniejszego do bycia razem.
                  2.oczywiscie ze bylam nieszczesliwa i mialam momenty zwatpienia ,w koncu
                  spedzialm z tym czloweikiem 1/4 zycia
                  3. jak zareagowal? Jak zwykle - z dlugim wywodem zebysmy jeszcze poczekali ale
                  jak zapytalam do kiedy konkretnie - nie byl w stanie udzielic odpowiedzi.
                  4. jak sie czulam? Bylam pewna tego co robie wiec doprowadzilam sprawe do konca
                  5. czesciowo ulzylo od razu ale prawie rok zajelo mi dochodzenie do stanu
                  calkowitej rownowagi.
                • capa_negra To i ja sie dopiszę 08.02.05, 10:28
                  Jeden siedmioletni związek skończyłam gdy miałam lat 27 tak jak anula, drugi
                  gdy miałam 34 lat.
                  Powody były rózne - podstawowe: w pierwszym przypadku to niedojrzałość faceta,
                  w drugim zupełnie inne cele zyciowe.
                  Teraz jestem od 3 lat w związku z innym facetem z tego od roku jestem jego zoną.

                  Kobieto - masz TYLKO czy tez DOPIERO 21 lat i całe zycie przed tobą.
                  Poprostu podziekuj panu za współprace i zacznij zycie od nowa.
                  Jeśli traktuje cie tak jak opisujesz to szansy powodzenia nie widzę.
                  Wiej , bo nie chce za jakiś czas przeczytac twoich postow na forum samotnych
                  matek, albo forum o przemocy w małzeństwie.
                  Jest wielu facetów na swiecie traktujących swoje kobiety jak partnerki, a nie
                  jak służące i chłopców do bicia.

                  Poczatek na pewno będzie trudny, ale wystarczy częściej zacząć spotykac się z
                  przyjaciółmi, wychodzic z nimi i zobaczysz zycie stanie się jasniejsze.
                  I moge sie załozyc, że szybko kogos poznasz i że porównanie może wyjśc mocno na
                  niekorzyśc twojego pożal sie boże nażeczonego.
                  Uszy do góry i powodzenia.
            • kobieta_z_wydm Re: Ja go chyba juz nie kocham... 06.02.05, 18:41
              > napisałam po to, żeby dowiedzieć się czy ktoś może był w
              > podobnej sytuacji

              Np. ja.
              A, tak żeby nie ranić, to się niestety nie da. Jak bardzo go zaboli, to zależy
              od jego charakteru, ale zaboli na pewno. Ale to nie jest powód, żeby męczyć się
              z facetem którego nie kochasz, bo wtedy prędzej czy później zranisz i jego, i
              siebie. Piszesz, że z nim poznawałaś życie - wydaje się, że to własnie cię przy
              nim trzyma. Dobrze to rozumiem, też tak czułam - że jego znam najlepiej, że
              nauczyłam się żyć z nim (a nie sama), że szkoda tych wszystkich wspomnień,
              zmarnowanych lat... Spójrz na to z drugiej strony: to, czego się nauczyłaś (o
              świecie, o ludziach) zostanie w tobie, być może dzięki temu uda ci się stworzyć
              szczęśliwy związek - bo jestes bogatsza w doświadczenia, więcej rozumiesz. W
              moim przypadku to działa, jestem szczęśliwa z nowym facetem, nie popełniłam tych
              błędów, które popełniłam w poprzednim związku.
            • acolita ja byłam! 19.02.05, 22:55
              Ja byłam w podobnej sytuacji! Skończyło się bo On mnie zostawił, ale tuż przed
              tym czułam dokładnie to samo co Ty. Później ciężko było, deprecha (16 kilo
              schudłam), płacz, wyrywanie włosów z głowy. Jak ja będę życ? nikogo nie znajdę
              itd. itp. Minęło kilka lat od rozstania a jestem już szczęśliwą mężatką, za nic
              nie zamieniłabym męża na tamtego chłopaka. Okres bez nikogo był ciężki i
              niemiły nie umiałam sama żyć. Zanim poznałam męża był jeszcze jeden krótki choć
              półroczny romans. W ciągu bodaj trzech lat od rozstania z tamtym poznałam i
              pokochałam tego właściwego obecnie przyszłego tatusia. Naprawde warto
              ZARYZYKOWAĆ ja Bogu dziękuje że mój pierwszy mnie zostawił. Ja byłam na to za
              słaba. Zrób to SAMA a zdrowiej to przeżyjesz ode mnie! Pozdrawiam
        • burza4 Re: Ja go chyba juz nie kocham... 06.02.05, 10:56
          ag_nes napisała:

          > najwyraźniej źle to odebrałaś, chodziło mi przede wszystkim o to, że wszystko
          c> o poznawałam po raz pierwszy - poznawałam z nim, on mnie nauczył jak życ,

          Agnes - on cię nie nauczył, jak żyć - on ci pokazał jak to wygląda wersji mętów
          społecznych!!! to wersja prymitywnego buraka, dobrze by było żeby ktoś inny
          pokazał ci jak NAPRAWDĘ wygląda życie i jak powinien wyglądać związek. W kazdym
          razie nie tak, ze facet mówi do dziewczyny "sp..j"

          i teraz nie wiem czy jestem w stanie nauczyc zyc sie samej... poza tym niektore
          dziewczyny w moim wieku sa juz zaawansowanymi matkami

          A za dwa lata zaczną się rozwodzić... czego im zazdrościsz? tego, że straciły
          młodość? że wprost z zeszytów przeskoczyły do garów i obowiązków? że nie mają
          nic dla siebie, bo podporządkowały się innym? dla mnie to żałosna wegetacja a
          nie życie.
        • jenny1 kończ ten toksyczny związek i to prędko 06.02.05, 11:02
          Związek dwojga ludzi, którzy maja spedzic ze sobą całe życie nie polega na
          tym ,ze jedna strona pręży się i produkuje,a ta druga tylko z tego korzysta i
          nic nie daje w zamian:(dziewczyno Ty jeszcze najlepsze to masz dopiero przed
          sobą ,21 lat??? czyś Ty rozum postradała?! co już innych meżczyzn nie ma tym
          świecie? moja rada: poszalej ile wlezie , poznaj innych mężczyzn, wśród nich na
          pewno będzie taki co bedzie Cię na rękach nosił, zrobi wszystko , byś była
          szczęśliwa, z resztą co ja się będę rozwodzić powiem tak, pogoń drania i to
          prędko ,to nie jest miłośc tylko niewolnicze poddaństwo, a on jeszcze
          wykorzystuje fakt ,się wachasz i boisz powiedziec mu wprost " jest mi z Tobą
          źle, czuje się niekochana, niedoceniana,nie o to mi chodzi w zyciu, chce byc
          szczęsliwa , a przy Tobie nie jestem" a propos ja w Twoim wieku szalałam i nie
          w głowie mi było ani małżenstwo ani macierzyństwo, masz czas i na zamążpójscie,
          i na bycie matką i nie pisz mi ,ze dureń Cię nauczył ,zyć , bo zrobił z Ciebie
          zahukaną , niedowartosciowaną niewolnicę , a poza tym fakt ,że był Twoim
          pierwszym partnerem nie oznacza ,ze masz byc już z nim do końca życia!:( wierz
          mi ,ze to nie jest chłop dla Ciebie, a mówię to ja "stara baba" , która sporo
          doświadczyła ,zanim sie pojawił jej mężuś:D
          • ag_nes Re: kończ ten toksyczny związek i to prędko 06.02.05, 11:10
            dziekuje Ci bardzo, wlasnie takich rzeczy potrzebuje, aby ktos otworzyl mi oczy, ale tak ciezko jest mi powiedziec mu DO WIDZENIA i nie wiem, co ja bym mu mogla powiedziec i jak? najbardziej mnie chyba wlasnie przeraza to, ze gdy powiem, ze koniec, to on nic sobie z tego nie zrobi - a to wlasnie powinien byc glowny motor mojego dzialania. W kazdym razie nie bylabym z nim tych 6 lat, gdyby wiecznie byly tylko zle chwile - bywaly i dobre - wiele razy czulam, ze mnie bardzo kocha i ze jest za mna, problem tylko polega na tym, ze jego rodzice sa na kazde jego skinienie, nauczyli go, ze ma wszystko co chce, nie pokazali mu jak szanowac innych, ze wlasnie trzeba cos z siebie dawac, a nie tylko brac - on nauczyl sie jak wykorzystywac to, ze go kocham ...
            • triss_merigold6 Re: kończ ten toksyczny związek i to prędko 06.02.05, 11:18
              Chyba upadłaś na głowę żeby zaręczać się w wieku 19 lat, średniowiecze
              normalnie. Kopnij gościa w dupę bo po ślubie będziesz zaganianą mamuśką,
              kucharką, sprzątaczką i panią do towarzystwa w jednym. Nie, on się nie zmieni.
              Zajmij się czymś co robią ludzie w twoim wieku: studia, imprezy, wyjazdy, grono
              kolezanek i kolegów, hobby, sporty, dyskusje do świtu.
              Twój pan ma rację: jak ci się nie podoba to spadaj. Na co czekasz?
              • ag_nes Re: kończ ten toksyczny związek i to prędko 06.02.05, 11:23
                wlasnie odkad poszlam na studia otworzyly mi sie oczy :) i wlasnie wiele osob zadaje mi pytanie - na co czekam? nie wiem na co, moze na to, ze wolalabym zeby to on odszedl, a mysl ze moglby byc z kims innym nie daje mi spokoju... ale wiesz chyba wlasnie trafilas w sedno - brakuje mi rozrywki w tym zwiazku, wychodzenia z kolezankami, wyluzowania sie, zabawy, czasu dla siebie... on by tylko siedzial w domu, a ja niestety, zaczelam sie tym nudzic, poza tym TAK perspektywa kury domowej tez mi sie nie widzi, ale jak latwo jest to powiedziec...
                • jayzalogowany Re: kończ ten toksyczny związek i to prędko 06.02.05, 14:02
                  "Kiedyś podczas kłótni zawsze płakałam i to zawsze ja wyciągałam rękę na zgodę -
                  teraz mi jest wszystko
                  jedno, a zamiast wylewać łzy - śmieję się"

                  chyba cos sie skonczylo..
                • kobieta_z_wydm Re: kończ ten toksyczny związek i to prędko 06.02.05, 18:44
                  Normalnie jakbym czytała swoją historię...
                  Tym bardziej radzę ci uciekaj, jeżeli mnie się udało zacząć życie od nowa, to
                  tobie też się uda.
                  I zrozum: to normalne że boisz się jego reakcji, ale TY jesteś najważniejsza i
                  twoje szczęście.
                  • ag_nes Re: kończ ten toksyczny związek i to prędko 06.02.05, 18:58
                    najtrudniej jest zaczac z nim rozmowe, bo on nie traktuje powaznie tego co ja mowie, przyzwyczail sie, ze zawsze bede juz jego i jak zaczynam z nim dyskusje to on po prostu sie smieje :/ , poza tym nie boje sie tylko jego reakxji, ale calej mojej rodziny, ktora wie, ze on ma do niej wejsc, boje sie znajomych ktorzy od zawsze mowia "ty i on"... i nie chce go skrzywdzic, wiem ze gdyby to on mial ochote odejsc to by sie nie obcinal, ale ja tak nie chce... albo moze jak sprowokowac sytuacje w ktorej to on odejdzie??
                    • lukumon Re: kończ ten toksyczny związek i to prędko 06.02.05, 19:25

                      no to teraz będę już poważny. jestem od ciebie starszy i zdarzyło mi sie przejść
                      przez toksyczny związek. doświadczyłem na sobie, ale wiem też z obserwacji, że
                      życiowe tchórzostwo jakie z ciebie wyłazi tonami (a i ze mną było tak samo) jest
                      nie jak by to ktoś powiedział >jednym z najgorszych doradców życiowych<, bo tu
                      nie chodzi wcale o doradztwo. ono jest wręcz niesamowicie destrukcyjne! wielu
                      tchórzom spieprzyło życie do cna! brak odwagi w takim momencie jak ten w którym
                      jesteś może niesamowicie negatywnie zaważyć na twoim dalszym życiu. może nie na
                      całym, ale na pewno na jego najpiękniejszej części. tych strat już nie odrobisz,
                      a życie uczy że nie ma większych grzechów niż grzechy zaniechania. zwiewaj od
                      niego jak najszybciej i nie przejmuj się tymi bzdurami o których piszesz, bo z
                      perspektywy twojego dobra są to zupełne bzdury.

                      i dla twojego wyjaśnienia: absolutnie nie jestem zgorzkniały. jestem we
                      wspaniałym związku ze wspaniałą dziewczyną, tyle że ona koniecznie chce mi
                      założyć na palec to ohydne żółte kółko, a ja się przed tym bronię jak mogę.
                      a syfu jaki niesie czasem ze sobą tak zwana >nowoczesna moralność< nie trawię.
                      no i po kioskach razem z wszechpolakami świerszczyków nie tropiłem. :-))

                      *********
                      Lukumon
                      • ag_nes Re: kończ ten toksyczny związek i to prędko 06.02.05, 19:59
                        dziekuje Wam wszystkim za rady, tylko powiedzcie czemu wtedy, kiedy juz jestem pewna, ze chce odejsc to on nagle (bez wiedzy o moich rozmyslaniach) robi sie mily i kochany? dlaczego wtedy zaczyna mieknac mi serducho? jestem chora od kilku dni, lecze sie na grype, leze w lozku, ledwo na oczy widze, nie spotkalam sie z nim przez ostatnie 4 dni-i nic, a nigdy wczesniej nie bylismy od siebie rozlaczeni na tak dlugo i ja za nim nie tesknie...

                        I kolejna sprawa - czasem zdarzy sie tak, ze to on chce odejsc i chociaz jest to spelnienie moich marzen na dzien dzisiejszy, to w takiej sytuacji czuje, jak grunt zaczyna mi sie walic pod nogami, jestem rozstrzesiona, placze, jest mi zle, bo czuje ze cos mi umyka - a przeciez tak bardzo tego nie chce - wiec dlaczego?
                        Bo jestem rozkapryszona dziewczynka, ktorej ktos odbiera zabawke, czy dlatego, ze moze w jakiejs czesci mojego serca tak naprawde go kocham, a ten kryzys jest tylko chwilowy... Wiem, ze na te pytania musze sobie przede wszystkim sama odpowiedziec, ale po prostu nie umiem !!

                        Dziekuje za Wasze komentarze naprawde - daja wiele do myslenia :)
      • tunczyk_on Re: Ja go chyba juz nie kocham... 09.03.05, 21:24
        no nie wiem....wtedy moze go kochalas, ale czy oplaca sie byz z kim kto obrzuca
        Cie epitetami a nie traktuje jak kobiete? worek kartofli moze jest bardziej z
        nim zbratany
    • silwe Re: Ja go chyba juz nie kocham... 06.02.05, 17:15
      Daj sobie z nim spokój dziewczyno!Ja takiego krótko miałam,bo szybko zmieniłam.
      • suslak Re: Ja go chyba juz nie kocham... 06.02.05, 17:22
        Na moje oko to co się zmieniło to to, że właśnie dorastasz i wyrastasz z faceta,
        z którym byłaś w "dzieciństwie" a on nie nadąża :) Jeśli przyjmiesz radę to
        uciekaj najdalej jak się da od facetów, którzy Cię nie szanują. Musisz sama
        walczyć o swoją godność. Jeżeli Ty jej nie będziesz chronić, to nikt tego za
        Ciebie nie zrobi. Facet, który pomiata Tobą przed ślubem na pewno nie zmieni sie
        na lepsze po ślubie!!!!
        A jak masz 21 lat to fantastyczny czas, żeby zacząć naprawdę żyć :)
    • oxygen100 Re: Ja go chyba juz nie kocham... 06.02.05, 17:44
      Rzeczywiscie Ty stara dupa jestes:)) Wiesz czasem nie ma to jak byc puszczonym
      na gleboka wode. Poradzisz sobie swietnie SAMA. Pod warunkiem ze pozbedziesz
      sie takiej kuli u szyi. To tylko FACET. Rozwydrzony i roszczeniowy w dodatku. A
      najlepsze lata ciagle jeszcz eprzed Toba. pomysl co bedzie gdy sie
      pobiezrecie?? bedzie wszedzie razem?? razem wychodzic razem spac i razem srac??
      PPrzemysl to dobrze poki masz troche czasu do slubu jak mniemam
    • trelka1 Re: Ja go chyba juz nie kocham... 06.02.05, 18:08
      Jesteś jeszcze bardzo mloda i boisz się stać samodzielna. To pewnie Twoja
      pierwsza milość. Zrób sobie bilans strat i zysków, taką tabelkę, wpisz co
      tracisz a co możesz zyskać rozstając się z tym facetem. Nie bój się stanąć na
      wlasnych nogach. Życie zależy w dużym stopniu od nas samych. Powodzenia
    • 18lipiec mam 21lat więc najlepsze lata spędziłam z nim 07.02.05, 17:10
      chyba żartujesz........wszystko co najlepsze dopiero przed Tobą a z nim
      spędziłaś gówniarskie lata i tyle.
    • asia_asica Re: Ja go chyba juz nie kocham... 08.02.05, 07:33
      Miałam faceta, który był chyba sobowtórem Twojego. Byłam z nim 4 lata. TO był
      koszmar. Mam z nim dziecko. Gdy mała przyszla na świat mój eks zaczął traktować
      mnie doslownie jak swoją własność. Odeszlam, ale koszmaru jaki przeżywałam z
      nim od chwili urodzenia córeczki nie zapomnę do końca życia. Dam Ci jedną dobrą
      radę. UCIEKAJ !!
      • dalila84 Re: Ja go chyba juz nie kocham... 09.02.05, 18:05
        a ja stanę w obronie tej dziewczyny a raczej jej wieku!wcale sie jej nie dziwię
        ze tak pisze majac 21 lat(tyle co ja)a powiem wam czemu...ponieważ w tym wieku
        bardzo dużo ludzi już kogoś ma i tym bardziej jest ciężko patrząc na innych jak
        sa szczęśliwi.Wiem co mówię bo u mnie na studiach 1 kolezanka rok starsza
        wychodzi już za mąż(nie z musu)druga o tym myśli w przyszłości(nie mówiąc o
        reszcie)i gdzie się nie siedzi na jakiejś imprezie to tylko o swoich lubych
        gadają i problemach z nimi a mnie się juz rzygać chce od tego i od doradzania
        im...ale tym bardziej właśnie odczuwa się swoją "inność"jako
        osoby "niesparowanej" i to boli...sama miałam podobny problem z rozstaniem choc
        chłopak był bardzo miły,też bałam się znajomych/rodziny itp ale zebrałam
        się,zerwałam świat się nie zawalił,nikt nie robił wymówek bo to moje życie a ja
        teraz się czuję z tym dobrze (choć niekoniecznie w samotności sie dobrze
        czuje;/)w każdym razie wiem jakich błędów nie robić w przyszłości i właśnie
        tego nauczył mnie poprzedni związek!miej odwagę a zobaczysz że będzie dobrze:)
        • ak30 Re: Ja go chyba juz nie kocham... 09.02.05, 21:27
          Nie można, dziewczyny, być z kimś, tylko dlatego, że samemu jest smutno. To
          jakies nieporozumienie. Tym bardziej trzeba podjąć radykalne kroki, że związek
          Ag-nes trwa juz 6 lat. Lada moment rodzina będzie się spodziwać poważniejszych
          deklaralcji. Dziewczyna poczuje się osaczona. Uważam, że powinna zostawić
          swojego kochasia własnie teraz. Życie stoi przed nia otworem. Wystarczy wziąć
          głęboki wdech. Pewnie, że będzie bolało. Intensywnie, ale krótko. 21 lat to
          właśnie czas, by poznawać nowych facetów, by się bawić i cieszyc życiem, a nie
          usługiwać frajerowi, który i tak nigdy tego nie doceni. Jeśli z nim zostaniesz,
          to za kilka lat znienawidzisz i jego i siebie. Staniesz sie zgorzkniałą
          kobietą, która rozminęła sie ze swoim szczęściem, bo bała sie rozwinac skrzydła.
          • ag_nes Re: Ja go chyba juz nie kocham... 09.02.05, 22:42
            piszę do Was wszystkich, aby podziękować za wszystkie posty i rady,
            chcę zaznaczyć, że wczoraj zakończyliśmy wspólnie nasz związek, jest mi strasznie źle, boli mnie serducho, chce mi się płakać, wymiotować- myślę że
            to stres i zaczynam żałować swojej decyzji, nawet skończyło się to tak, że celowym zachowaniem doprowadziłam do sytuacji kiedy on zerwał, ale zaczynam teraz bardzo cierpieć i nie wiem, czy dobrze zrobiłam, bo to boli...
            To jest tak, że nie mogę krzyczeć, bo nie mogę złapać oddechu... :(
            NIe wiem jak długo wytrwam taki stan, ale jest źle.. Tak jakby czegoś nagle zabrakło.... straszne...
            A najgorsze jest chyba to, że on się w ogóle nie odzywa, tak jakby to wszystko
            co razem przeżyliśmy było dla niego nic warte... Myśle ze on jest przekonany, że zaraz do niego zadzwonię i że tęskni, ale ja już nie zrobię nic w kierunku zgody... A może się mylę...
            W każdym razie bardzo mi źle...
            • krasnoloodek Re: Ja go chyba juz nie kocham... 09.02.05, 23:13
              po prawie 6 latach "nagle"
              zdecydowałam się skończyć ten związek, nie żałuję ale nie wiem co ja bym
              zrobiła na jego miejscu. Czuję się z tym strasznie, troche już minęło ale nadal
              to przeżywam. Jeśli osoba, która kocham i wiąże z nią wszystkie swoje plany
              powiedziałaby to co ja powiedziałam... oj nie wiem czy bym przeżyła...
            • jenny1 Re: Ja go chyba juz nie kocham... 09.02.05, 23:19
              Boleć musi, przecież kazdy z nas ma jakas wrażliwość, ale pomyśl sobie ,że
              podjęłaś najważniejszą i najlepszą decyzję dla siebie,wierz mi ,ze gdzieś tam
              znajdziesz swój port w życiu,ze obok Ciebie będzie ktoś , kto nigdy Cię nie
              zawiedzie, bedzie Twoim oparciem, słowem będzie Cię kochał i szanował, wiem ,że
              to co piszę nie jest odkrywcze, ale dojdziesz do siebie i to szybciej niż
              myślisz, zaszalej, zrób coś cennego dla siebie, zacznij szanować swe uczucia,
              zacznij siebie po prostu kochać, poznaj innych ludzi, nie myśl o tym co było, a
              juz napewno niczego nie rozpamiętuj, nie dzwoń do byłego, nie kontaktuj się z
              nim w żaden sposób, znajdź sobie jakies hobby,jeśli Ci źle wyrycz się ile sił
              w płucach,to czesto pomaga zrzucić balast,porozmawiaj z kimś, kto jest Ci
              bliski , i głowa do góry! dziewczyno 21 lat to świetny wiek , by na maxa
              wyszumiec się(te balangi studenckie:D:D), a prawdziwa miłosć sama przyjdzie,
              nawet nie będziesz wiedzieć kiedy:D trzymaj się:D i napisz za jakis czas co u
              Ciebie:D

              Ps Mało sentymentalna jestem , a tu masz wysmażyłam sentymenciaka:D
            • znajoma_nie Re: Ja go chyba juz nie kocham... 09.02.05, 23:21
              Trzymaj sie cieplutko i nie mieknij! Ja mam 25 lat, jestem z facetem do trzech
              lat, mamy dziecko. I ten moj facet jest takze sobowtorem twojego, z tym, ze na
              wszystkie zyciowe pytania odpowiada "nie wiem". Dobrze zrobilas, ze od niego
              zwialas. Ja sie juz zbieram od dwoch lat i jestem slabeuszem i mysle tak jak ty,
              ze wszystko juz za mna, i nikt nie pokocha dziewczyny z dzieckiem innego faceta.
              I zostawialam go juz pare razy i czulam sie dokladnie tak jak ty, poczucie
              ogromnej straty, prawie wymioty, goraczka, etc. Bylam chora jak sie nie odzywal.
              POtem albo po paru dniach on do mnie dzwonil albo to ja sie lamalam. I powiem
              ci: NIE WARTO! Nie szanuje mnie dalej, potrafi powiedziec mi po cos po chamsku,
              tlumaczyc sie potem, przepraszac i po trzech dniach znowu to samo zrobic.
              NIE WARTO! Mnie jest trudno odejsc, bo chyba jestem patologicznym przypadkiem
              uzaleznionej debilnie istoty. To mnie tak w sobie zlosci. Nie badz taka jak ja.
              Przemecz sie. Tacy faceci jak oni sie nie zmieniaja (a dodatkowo jeszcze rodzice
              biedaczkow poglaszcza po glowce). Wiej i nie wracaj. Powodzenia i napisz
              jeszcze jak sie masz. Ja mam nadzieje, ze w koncu sie odwaze i kopne drania w
              tylek. :)
    • ag_nes Re: Ja go chyba juz nie kocham... 10.02.05, 08:42
      to jest drugi dzień w moim życiu kiedy obudziłam się sama...
      nie jest tak źle - mam przy sobie znajomych i rodzinę, na której mogę
      polegać... zobaczymy co dalej będzie, ale pewnie faktycznie dam sobie rade
      myślałam nad tym wszystkim i słusznie tu mówicie, że 21 lat to jest mało,
      ale z drugiej storny właśnie jest masa ludzi, którzy mają już tą "drugą połówkę" a jesli jej nie maja to znaczy, że coś z nimi nie tak...
      Taka panuje ogólna opinia...
      No nic... wychodzę dziś z koleżankami - pierwszy taki wieczór od 6 lat...
      Życzcie mi szczęścia i silnej woli, bo naprawdę mam ochotę do niego zadzwonić,
      jedyne co mnie trzyma przy tym by tego nie robić, to to, że MUSZĘ SIĘ W KOŃCU przekonać ze nie tylko ja jestem osobą p[odtrzymującą ten związek...
      I on też musi wreszcie się sprawdzić.
      Przeciez jesli jestesmy sobie pisani - to będziemy razem...
      • ak30 Re: Ja go chyba juz nie kocham... 11.02.05, 11:01
        Kochana, z kimś może być coś nie tak, jak nie ma drugiej połowy przez dwa lata,
        a nie dwa dni! Weź się w garść i nie użalaj się nad sobą. Daj sobie pół roku na
        ochłonięcie. Odpocznij. Nawet się nie zorientujesz, jak pojawi się przy tobie
        wartościowy facet...
    • teletuba Uciekaj dziewczyno...... 17.02.05, 15:34
    • ag_nes Nastąpił wielki powrót... 19.02.05, 18:25
      Minęło kilka dni, kiedy pożyłam sama i jednak zdecydowałam się wrócić
      do niego, powiem krótko - moje zachowanie dało mu do myślenia i na razie
      (od około tygodnia) bardzo się zmienił, zaczął się starać i być miły,
      co przyznam szczerze - bardzo mnie zaskoczyło... Zaobczymy jak to dalej
      potrwa ale było mi naprawdę źle i nie zgadzam się, że lepiej - właściwie
      nie mogłam się odnależć.. Na razie postanowiłam dać nam jeszcze jedną
      szansę... Dodam tylko i nazwijcie mnie jak chcecie, że podczas tej przerwy
      poznałam dosyć intrygującego i ciekawego faceta i na razie chcę zostawic
      znajomość na etapie koleżanka-kolega, zobaczyny co życie przyniesie...
      Mam tylko nadzieję, że mnie zrozumiecie i nie potępicie mojego zachowania,
      ani w przypadku mojego narzeczonego, ani nowo zapoznanego kolegi ze studiów...
      • opuntia1 do ag_nes 19.02.05, 21:42
        rzadko pisuje na forum ale przeczytalam Twoj post - jakbym widziala siebie
        sprzed paru lat. bylam w identycznej sytuacji. cale studia minely mi na
        siedzeniu w domu z nim. bardzo zaluje tych lat a troche ich bylo. Skoro juz
        teraz widzisz jak bardzo sie roznicie to po co ciagnac ten zwiazek? Roznice
        miedzy wami tylko beda sie poglebiac...
      • acolita Re: Nastąpił wielki powrót... 19.02.05, 23:10
        Zastanów się dziewczyno, zastanów się!!! lata studenckie to najlepszy czas żeby
        ew. być samemu, potem jest ciężej kogoś poznać!!! Trudno kogokolwiek potępiać
        jeśli nie jest się na jego sytuacji, ale jeśli za jakiś czas ukochany Cię
        zostawi albo znów uznasz że go nie kochasz zrozumiesz co większość z
        uczestników forum miała Ci do powiedzenia. Poza tym wydaje mi się że związek
        oparty jedynie na staraniu nie ma sensu, istotą jest zazwyczaj MIŁOŚĆ o której
        napisałaś że jej nie czujesz... Tak czy siak - powodzenia
        • moniq7 Re: marnujesz sie przy nim... 21.02.05, 15:15
          kiedys mialam taka sytuacje...mialam 23 lata i na karku 3 letni zwiazek z
          facetem. tez mi sie wydawalo ze juz jestem stara i w gole na wszystko juz
          pozno....w naszym zwiazku i tak sie nieukladalo ale ja to ciagnelam, zrywalam
          pare razy , potem znow wracalam (dlatego ze on mnie blagal i wrecz nie
          przyjmowal do widomosci ze to koniec).w koncu postawilam na swoim i skonczylam
          to raz na zawsze (pomoglo mi to ze wyjechalam z miasta na pare
          miesiecy)....przez 3 pierwsze miesiace zastanawialam sie czy dobrze zrobilam,
          tez balam sie byc sama.....
          odzylam, zaczelam cieszyc sie zyciem, mialam mnostwo czasu dla siebie,
          zobaczylam ze swiat jest piekny!!!!!!!!!!
          dziewczyno, zostaw go i uciekaj gdzie pieprz rosnie!!!! na twoje pytanie-czy go
          kochasz-mysle ze nie, ty go nie kochasz tylko sie do niego przyzwyczailas!!!!
          tez tak mialam ze mnie wszystko w moim ex draznilo-to nie jest wtedy kochanie...
          wez sie w garsc i rob to na co masz ochote, zrob cos dla siebie, i
          przedewszystkim nie daj sie poniewierac jakiemus draniowi!!!
          trzymam kciuki, tez to przeszlam
          glowa do gory!
          pozdrawiam cieplutko;-)
          • palabola833 Re: marnujesz sie przy nim... 21.02.05, 23:06
            moje drogie,
            ja mam 22 lata (też szczeniak) i jestem 6 lat w związku (toxycznym), podobny
            facet jak Wy opisujecie, długo biłam się ze sobą być albo nie być. 2 m-ce temu
            wyprowadziłam sie od niego (1 krok), od podobnego czasu nie uprawiam z nim
            seksu (nie ma ognia i nie potrafię), ale nadal w tym tkwie, dlaczego? 2 razy
            próbowałam z nim zerwać, raz miesiąc temu, ale gdy zobaczyłam, że cierpi dałam
            mu ostatnią szansę i co? nic z tego nie wyszło, ale spotykaliśmy sie nadal,
            wczoraj powiedziałam, że jednak nie chcę z nim być (przemyślałam to, wiem że
            mogę być sama i że sobie poradzę) ale on całą noc molestował mnie smsami,
            telefonami, 3 godziny spędził pod moim domem, nie spał całą noc, płakał,
            twierdzi, że zrozumiał swoje błędy, zrobi dla mnie wszystko, nie wypuści mnie
            tak łatwo, jak zawalił związek... i wiele innych. Wiem, że z jednej strony jego
            deklaracje są nic nie warte i zapewne wytrwa przy nich krótką chwilę, ale coś
            mnie popycha do tego, żeby jeszcze raz spróbować... nie wiem czemu, może to, że
            widzę, że go to boli, może cały czas się łudzę, że sie zmieni... co ja mam
            robić???

            dodatkowym absurdem jest to, że pojawił się pewien facet w moim życiu, na
            którego widok mam motyle w brzuchu, a na myśl serce szybciej bije (aczkolwiek
            wiem, że to kolejna bariera w moim życiu nie moge z nim być, a razcej nie
            powinnam, bo nie miesza się pracy z życiem zawodowym, ale jest mi w tej chwili
            bliższy niż mój chłopak...)

            czuję sie jak na zakręcie, z jednej strony nie czuję gruntu pod nogami, a z
            drugiej kusi mnie żeby zobaczyć co będzie dalej...

            serce podpowiada jedno, a (może) rozsądek drugie. KTO MI TO WYTŁUMACZY???
            DLACZEGO JESTEM TAKA ROZDARTA??? I CZY POWINNAM CZUĆ WSPÓŁCZUCIE DLA MOJEGO
            CHŁOPA???

            sama nie wiem - najchetniej wyjechałabym z maista na jakiś czas, odcięła sie od
            wszystkiego i skupiła na sobie - ale nie moge, praca, obowiązki itp...

            czekam na rady...
            • moniq7 Re: marnujesz sie przy nim... 22.02.05, 09:01
              uzalaj sie nad nim bo z tego nie wyjdziesz! zainteresuj sie tym nowym face i
              mysl o sobie! (w takich chwilach naprawde trzeba byc egoista)...
              znam to molestowanie, telefony i przekonywanie ze dzie lepieji zeby jeszcze raz
              sprobowac...nie daj sie nabrac!
              zreszta -decyzja nalezy do ciebie...czy wyobrazasz sobie iec z tym czlowiekiem
              dzieci? jezelie nie-to chyba juz wiesz co to oznacza..chyba ze lubisz marnowac
              czas...
      • misiolap Re: Nastąpił wielki powrót... 22.02.05, 14:42
        w zasadzie to Twoje zycie i Twoja sprawa. nie wierze jednak, ze on sie zmienil,
        predzej czy pozniej znow bedzie tak jak bylo a Ty bedziesz sie lapac za glowe i
        pytac, czemu nie skonczylas z tym wczesniej.
        Pamietaj:
        1.faceci sie nie zmieniaja (niektorzy moga zrobic wiele, zeby nas przy sobie
        zatrzymac, ale wiekszosc bynajmniej nie z milosci)
        2.nikt Ci nie powie, ze po zerwaniu bedzie latwo, bo nie bedzie. pamietaj
        jednak, ze latwiej jest przezyc rozstanie, kiedy samemu sie konczy zwiazek niz
        kiedy jest sie porzuconym. taka psychologiczna prawda.

        a wiem co mowie, bo sama mam za soba podobny trzyletni zwiazek i jak teraz na
        to patrze to ciesze sie, ze sie skonczyl, chociaz ponad 1.5 roku mi zajelo
        calkowite wyjscie z tego. mialam wtedy 21 lat i mysli typu: nikogo juz nie
        spotkam, zawsze juz bede sama, to z nim poznawalam swiat...itp. teraz mam lat
        25 i smieje sie z tego jaka glupiutka bylam. zapewniam Cie ze poznasz jeszcze
        mase facetow. ale wybor nalezy do Ciebie. buzka i odwagi zycze!


        _________________
        to tylko swego rodzaju przykrosc nie byc kochanym
        prawdziwym nieszczesciem jest nie kochac
    • alicja_alicja Wyluzuj 22.02.05, 03:00
      Nigdy nie wyjdę za mąż ;o)
      Wyluzuj ja mam 25 lat i nie sieje takiej paniki
      Uwierz mi małżeństwo to inwestycja która NIGDY Ci się nie zwróci!

    • ag_nes nie chce postepowac pochopnie... 23.02.05, 14:45
      witam :)
      czytam i czytam Wasze posty i po prostu wyjsc z podziwu
      nie moge, jak wiele osob mi radzi to wszystko olac :)
      a ja czuje ze odzywam na nowo, powoli wszystko zaczyna
      sie ukladac, on jest inny, ja tez zmienilam podejscie
      i nawet zaczynam wierzyc w to, ze bedzie lepiej...
      a co do kolegi ze studiow to tak jak mowie,
      zobacze co czas mi pokaze, a moze bedzie jakas mila
      sytuacja, ktora to wszystko rozwiaze :) w kazdym razie
      nie chce podejmowac decyzji pochopnie, nie chce odejsc
      i zostac sama, bo nie bedzie latwo wiem to!!chce poczekac
      na to co los mi przyniesie, nawet jesli nazywa sie to
      marnowaniem czasu - mysle ze mam cierpliwosc...
      • paris81 Re: nie chce postepowac pochopnie... 23.02.05, 15:56
        ag_nes życzę Ci pwoodzenia i wytrwałości:)))
        Trzymam za Ciebie kciuki:)))))) Oby Ci się udało wreszcie znaleźć szczęście u boku tego jedynego......
        • tromysza ag_nes 23.02.05, 18:06
          Powiem tylko tak. Mam 29 lat (no prawie), a mając 25 lat rozstałam się z
          facetem podobnym do tego, z którym Ty jesteś. Dziś jestem szczęśliwą mężatką, a
          z tamtej historii się śmieje.
          Przeżywałam dokładnie to samo co Ty- on mnie upokarzał (choć niby kochał) i
          ranił. Kiedy chciał odejść- umierałam z lęku choć przecież wiedziałam, że to
          byłoby najlepsze
          I ja Ci powiem dlaczego tak jest- to jest UZALEŻNIENIE.
          Uwierz, nic się nie zmieni. Będzie coraz gorzej. Czy Ty naprawdę chcesz czekać,
          aż polepszy się Twój związek z kimś, kto mówi: jak Ci się nie podoba, to
          spier....? Naprawdę żal Ci tego kogoś? Zastanawiasz się: jak odejść?
          Więc odejdź po prostu. Jeśli powie: jak Ci się nie podoba, to spierd...,
          odpowiedz: nie podoba mi się więc ...
          Myślę, że każda forma jest dobra by rozstać się z kimś takim. Kochana, ja Cię
          nie pouczam od tak. Przeżywałam taki związek, uważałam, że tamten chłopak
          nauczył mnie życia, seksu i tak dalej. Ale to był stek bzdur. Jesteś jeszcze
          taka młodziutka. Proszę, otrząśnij się.
          Prawdziwa miłość to bliskość, ale i wolność. Szacunek, przyjaźń, zrozumienie.
          Nie życie w symbiozie. Twoje historia przeraziła mnie tak bardzo, bo jest
          podobna do mojej. I wiem, że jeśli masz dobrą "fazę"- zbagatelizujesz mój post.
          I pomyślisz: kretynka. A ze swoim facetem i tak się rozstaniesz. Albo- to
          gorsza wersja- zmarnujesz sobie z nim życie.
          Ja się rozstałam. Dziś jestem szczęśliwa z Innym. Innym, który mnie kocha i
          który nigdy by mnie nie upokorzył, nie powiedział "jak Ci sie nie podoba"- nie
          zrobiłby tego, bo jestem dla niego Ważna. Bo nasz związek oparty jest na
          Miłości.
          Dziś z perspektywy lat wiem, że gdyby ktokolwiek mnie obraził, upokorzył,
          robiłby to ciągle, często- odeszłabym. Z bólem. To pewne. Ale ból bywa motorem
          zmian, lęk przed samotnością jest naturalny w każdym wieku, a oswajanie się z
          nim jest po prostu dorosłością.
          Bo ja wiem, że mój mąż mnie kocha. I ja kocham Jego. Ale kiedyś on może odejść.
          Nawet nie odejść, umrzeć, cokolwiek. I będę musiała być sama. I umiem. Właśnie
          przez to (dzięki temu), że kiedyś rozstałam się ze Złym. Gryzłam ściany, nie
          jadłam, rozpadałam się na kawałki, tęskniłam, umierałam. Uważałam, że już nigdy
          i już na zawsze.
          A jak czuje się ktoś wychodzi z uzależnienia? Właśnie tak.
          Dziś z tamtej historii zostały tylko wspomnienia- już nie bolesne. Raczej
          zabawne, do opowiadania na winie z przyjaciółkami. " Cha cha, byłam kiedyś z
          takim, co mi powtarzał: nie podoba ci się to..., albo biegłam za nim boso po
          śniegu, bo odchodził kolejny raz, albo płakałam, kiedy darł się: kretynka, a
          potem powtarzał: jesteś sensem."
          Jakim sensem? Jaka miłość?
          Proszę, wyjdź ze swojego uzależnienia.
          • ag_nes Re: ag_nes 24.02.05, 00:20
            "I wiem, że jeśli masz dobrą "fazę"- zbagatelizujesz mój post.
            I pomyślisz: kretynka."

            Wcale o tobie tak nie pomyslalam, szanuje twoje zdanie,
            tak jak szanuje kazda wypowiedz na temat mojego postu.
            Nie bagatelizuje sprawy, choc moze troche, ale podziwiam
            wlasnie takie kobiety jak ty, za to ze znalazly w sobie tyle
            sily i odwagi... Ostatnio nawet zdazylo mi sie rozmawiac z dziewczyna,
            ktora byla w podobnej sytuacji, tez rozstala sie z tym facetem,
            dochodzila do siebie przez rok ponad, teraz jest szczesliwa z innym,
            ale powiedziala mi, ze tak jak kochala tamtego "skur..." tak nie
            kocha nikgogo... powiedzcie czemu tak jest, ze zawsze sie kocha
            najbardziej tych, ktorzy nas nie chca??
            Wracajac do tematu chcialam powiedziec, ze moze kiedys znajde
            w sobie tyle odwagi i samozaparcia, zeby zdecydowac sie na pewne kroki.
            Na razie widze, ze moje zwatpienie bylo chwilowe, bo jednak czuje cos
            do tego czlowieka, ale chce poczekac i zobaczyc jak sie to ulozy...
            I powiem tak, kiedys nie odwazylabym sie z nim rozstac nawet na kilka dni
            tak jak ostatnio - teraz juz znalazlam sile ku temu, wiec zobaczymy
            na jakie kroki odwaze sie za jakis czas...

            pozdrawiam cieplo i dziekuje wszystkim za posty
            piszcie prosze bo wasze opinie podnosza mnie na duchu :)
            i ciesze sie ze moge sie z kims podzielic moimi problemami

            dziekuje

            agnieszka
            • tromysza Re: ag_nes 24.02.05, 13:45
              Musisz żyć po swojemu. Iść swoją drogą. Rozumiem to- każdy z nas tak postępuje.
              Gdybyśmy mogły być mądre mądrością naszych mam, babć, starszych koleżanek nie
              byłoby rozwodów, cierpienia i tak dalej.
              To nieprawda, że najbardziej kochamy "skurw...". Ja dużo bardziej kocham mojego
              męża. Naprawdę.
      • marti_ka82 nikt nie zmienia sie z dnia na dzien... 09.03.05, 16:18
        przpraszam mam pytanie czemu ten twoj teraz " idealny facet" zrobil sie taki
        dobry, wspanialy i wogole? i czemu nie byl taki przez caly czas waszego
        zwiazku? nie wierze w to ze zmienil sie z dnia na dzien... jedyne co teraz robi
        to gra, jest aktorem ktory teraz poudaje wspanialego mezczyzne, by miec cie
        przy sobie bo sie do tego przyzwyczail... minie miesiac i mu sie znudzi i wroca
        te czasy ktore krytykowalas na poczatku tego forum... na zmiany potrzeba czasu,
        charakter nie ulega polepszenu czy pogorszeniu z dnia na dzien... nad tym
        pracuje sie miesiacami a nawet latami... kiedy zaczyna nam czegos brakowac
        probujemy to odzyskac, kiedy to juz mamy powracamy do swojej natury... zycze ci
        jak najlepiej ale obawiam sie jednego ze za miesiac znow bedziesz miala
        rozterki... a nowy kolega moze stac sie tak bliski, ze powstanie nowy problem
        zdrady swojego dlugoletniego przyjaciela...
    • abi28 Re: Ja go chyba juz nie kocham... 24.02.05, 15:08
      Jeżeli masz jakiekolwiek obawy to się poważnie zastanów, bo możesz tego żałować
      a będzie już za późno. Naprawdę przemyśl wszystkie za i przeciw.
      Jeżeli wydaje Ci się żę go już nie kochasz to może nie warto sobie głowy
      zawracać.
      Pa.
    • gandzia13 Re: Ja go chyba juz nie kocham... 28.02.05, 22:30
      bylam w podobnej sytuacji i zdecydowalam sie na zycie z nim.teraz tego okropnie
      zaluje,wiec koncz dziewczyno czym predzej,a 21 lat to wcale nie tak duzo,zdazysz
      jeszcze miec kilku facetow:)
    • gandzia13 Re: Ja go chyba juz nie kocham... 28.02.05, 22:31
      problem ze zostanie sama to moze miec moja mama ktora ma 48 lat!ale nie
      ty,mloda,ktora w sumie niedawno wkroczyla w wiek dojrzalosci!
    • pepperann Re: Ja go chyba juz nie kocham... 02.03.05, 11:22
      Tak, byłam w podobnej sytuacji, i posłucahj -UWIERZ SWOJEJ INTUICJI. Jeśli
      czujesz, ze to nie to - postaraj się mu to powiedzieć. Ale jeśli to taki
      rozpieszcozny król, jak był mój - nic nie zrozumie, obrazi się i bęzie
      wywoływał Tobie poczucie winy. Wtedy - uciekaj. Ja też odeszłam od chłopaka, bo
      po prostu czułam, ze pakuję sięw bagno, chociaż padły jużmiędzy nami wielkie
      słowa o przyszłym wsplnym życiu. Było strasznie, a jego znajomi odsądzili mnie
      od czci i wiary. Nie chciałam być zawsze tylko do spełniania jego życzeń i
      usługiwania mu, kuleniu sięw sobie, chowaniu swoich ambicji i ustępowania
      Wielkiemu Jaśniepanu. Kiedy dostrzegłam w nim te cechy - odkochałam się. Miałam
      wtedy 22 lata. I wiesz co? Teraz m,am 27 i za parę miesięcy biorę ślub z
      facetem, z którym od roku mieszkam i który pod każdym względem jest super. AS
      poprzedni związek bardzo mi sięprzydał. Potrafię naprawdę docenić jaki fajny
      jest mój narzeczony. I nie mam wątpkliwości. Odwagi!!!
    • ag_nes jest coraz lepiej :) 02.03.05, 18:15
      pisalam kilka dni temu, ze wrocilismy do siebie i po tej
      sytuacji moj facet sie bardzo zmienil. Do tego stopnia nawet,
      ze zaczelam wierzyc, ze bedzie ok i powiem wiecej, naprawde
      jest dobrze i zaczynam powoli oddychac :) nie wiem, czy moj ksiaze
      sie obudzil, czy moze wreszcie wrocil do siebie, do tego jaki byl, ale
      nigdy dotad nie staral sie tak bardzo jak teraz i mysle, ze tak w glebi
      serca to jeszcze jednak go troszke kocham :) w kazdym razie kochane dziewczyny
      jestescie, ze podnosicie mnie na duchu i pisszecie, to duzo znaczy dla mnie :)
      ja staram sie tu wszystko na biezaco pisac i jak na razie chyba
      nic nie pominelam

      pozdrawiam i caluje :)
      • paris81 Re: jest coraz lepiej :) 07.03.05, 20:31
        ag_nes bardzo się cieszę, że zaczyna wam się układać:)))))))
        W końcu miłość jest najważniejsza i zasługuje na drugą szansę.........
        Wszystkiiego dobrego:)
      • blogmd Re: jest coraz lepiej :) 10.03.05, 13:34
        G.... prawda. to pozory.
        Wpadłaś po uszy, niestety.
        On się nie zmieni, cudów nie ma.
        No cóż, jesteś młoda, a Twój wiek ma to do siebie, że ciągle usiłujesz...
        wynaleźć koło.
        Koło jednak jest już wynalezione, tak samo jak wiadome jest to, że Twój
        wybranek jest taki jakim go opisałaś w pierwszym poście, a szanse na poprawę
        praktycznie zerowe. Wiem, bo tez wchodziłem do tej samej rzeki powtórnie,
        licząc na cud. Cudów nie ma, jesteśmy jacy jesteśmy, a on, rozpieszczony za
        młodu dużo czasu będzie potrzebował żeby zorientować się iż nie przystaje do
        roli PARTNERA. Niestety obserwacje potwierdzają, że takie "naiwne kretynki" są
        wszędzie i zawsze się znajdą.
        Poczytaj to: poziomeczka.blox.pl/html

        Jestem facetem i szczerze Ci radzę - kopnij go w d... i szukaj. Skoro już za
        nim nie tęskniłaś jak miałaś grypę, to Twoja diagnoza z pierwszego postu jest
        słuszna.
        Poza tym jeśli chociaż raz Ci powiedział: jak Ci się nie podoba to ..."
        oznacza, że on też Cię nie kocha i przy pierwszej nadarzającej się okazji
        odejdzie. Teraz ma tylko dobrze i wygodnie - nic więcej.

        M.
    • panitka1 Re: Ja go chyba juz nie kocham... 07.03.05, 17:28
      Zawsze myślałam że jest tak tylko u mnie w związku. Jak przeczytałam to co
      napisałaś czułam się jakbyś pisała mój życiorys. Jestem ze swoim facetem (teraz
      już mój mąż)8 lat z czego 10 miesięcy jesteśmy po ślubie. Mamy cudowną córeczkę
      która ma 6 miesięcy. W trakcie związku chłopak-dziewczyna było identycznie ja
      nigdzie nie mogłam wyjść, a jak coś zrobiłam i zapomniałam mu o tym powiedzieć
      była awantura. Obrażał się za byle co ale to zawsze ja wyciągałam rękę mówiłam
      kocham i przepraszam. A w głebi duszy tłumaczyłam sobie będzie lepiej przecież
      się kochamy nie mogę bez niego żyć. Dalej tak jest nie umiem bez niego żyć ale
      i przy jego boku się męczę. Teraz po ślubie jest jeszcze gorzej wie że już tak
      łatwo nie odejdę bo jest dziecko, zaczęły się przykre słowa, kłótnie. Cały czas
      ja jestem najgorsza a on jest ideałem. Nie wiem co mam zrobić chciałabym odejść
      ale nie umiem może inaczej chciałabym odejść żeby zobaczył że umiem bez niego
      żyć ale taka jest gówniana prawda tak go kocham że wmawiam sobie że będzie
      lepiej ale chyba na próżno. A ja chciałabym, tylko przytulenia wyjścia razem a
      tego nie mam mój mąż potrafi bawić się i żartować ale beze mnie. Trzymaj się i
      nie sugeruj się że u ciebie też tak musi być po ślubie ale przemyśl wszystko Ty
      masz jeszcze czas ja już nie mam już dziecko i muszę też myśleć o córeczce nie
      tylko o sobie. Pozdrawiam.
    • maadzik3 Re: Ja go chyba juz nie kocham... 07.03.05, 20:17
      Nie znajdziesz takiego jak on? Tzn. takiego ktory bedzie wyzywajacym sie na
      Tobie zazdrosnikiem? Mam nadzieje! Dziewczyno uciekaj! Nie ma malzenstwa nie ma
      dzieci - uciekaj! I jakie najlepsze lata!!! Zgroza wieje. Meza poznalam jak
      mialam 24 lata i uwazalam sie za mlodziutka dziewczyne, dwa lata pozniej
      wychodzac za maz tez:))) Dzis, po tzrydziestce, ciagle nie czuje sie staro. Z
      tego co piszesz to Twoja pierwsza milosc. Rzadko takie zwiazki sa trwale i
      udane (choc sie zdarza), ludzie w tym wieku jeszcze dojrzewaja, szukaja swoich
      sciezek w zyciu, zmieniaja sie... Oczywiscie zmieniamy sie cale zycie, ale
      potem juz nie tak dynamicznie, jesli rozwoj w zwiazku nie jest rownolegly (a
      tak jest najczesciej w tym wieku) to ludzkie drogi sie rozchodza, nawet bez
      patologii (sorry, ale dla mnie rzadzenie partnerem, wyzywanie go i zazdrosc
      taka jak Twego chlopca to patologia) - to boli, ale jest znacznie lepsze niz
      marnowanie sobie zycia, patrzenie jak inni trzymaja sie za rece, przelykanie
      lez i samotnosc. I w ime czego???? Zaslugujesz na szacunek, wolnosc, milosc.
      Swoj szacunek przede wszystkim! Wiec szanuj sie i wymagaj tego od innych, a co
      do wieku to nie rozsmieszaj mnie - dopiero zaczynasz dorosle zycie.
      Magda
    • __jw Re: Ja go chyba juz nie kocham... 09.03.05, 20:53
      Słonko... masz 21 lat i boisz się o przyszłość? Stoisz na samym początku drogi.
      Spier... jak najdalej od gościa, jak najszybciej, a najlepiej zrób to
      natychmiast.
    • mary22 Re: Ja go chyba juz nie kocham... 09.03.05, 22:10
      Po kolejnej kłótni, kiedy on powie swoje sakramentalne spier... powiedz OK,
      warunki jakie postawiłeś są nie do przyjęcia, spakuj się i odejdź (jesli
      mieszkacie razem), może do rodziców, do babci (do kogoś kto Cie zrozumie). Masz
      DOPIERO 21 lat i o wiele więcej siły w sobie niz myslisz. Dobrze, jesli
      miałabys przy sobie kogoś, kto Cię wesprze w tych trudnych chwilach "zrywania",
      np. przyjaciółkę. Ktos musi Ci cały czas powtarzać, że robisz OK.
      To Twoje życie, masz je tylko jedno, nie zmarnuj go.
      Pozdrawiam
    • trebin Re: Ja go chyba juz nie kocham... 10.03.05, 10:46
      najpiękniejsze lata dopiero przed Tobą.... może trudno uwierzyc, ale tak
      będzie.... postaraj sie tylko przeżyć je w milszym towarzystwie niz czlowiek, o
      ktorym piszesz....
      powodzenia,
    • someone11 Re: Ja go chyba juz nie kocham... 10.03.05, 11:38
      21 lat..hmmm, wydaje mi sie, ze najlepsze lata jeszcze przed Toba.
      A skoro nie przebiera w slowach a zycie z nim Ci nie odpowiada, nie lacza was
      dzieci, slub - to nie wahalabym sie zerwac. Pomysl co bedzie potem, czy
      wyobrazasz sobie zycie z nim na 10 lat?
      • mama-marty1 Re: Ja go chyba juz nie kocham... 10.03.05, 15:47
        UCIEKAJ!!!chybaże już to zrobiłaś,bo data postu jest nie dzisiejsza.A dlaczego
        tak pisze?ponieważ sama jestem w takim związku i niestety jesteśmy już po
        ślubie.Mamy cudowną córeczkę i to jedyne co mnie z nim łączy.Kiedy czytałam
        Twój opis faceta z którym jesteś to tak jakby ktoś napisał charakterystykę mego
        męża.Zyczę powodzenia !!!Nie warto poświęcać się dla takich ludzi.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka