Dodaj do ulubionych

Małżeństwo , a rodzice

18.09.05, 13:18
Mam problem, może nie jest on tak poważny jak inne na forum, ale mnie gryzie.
Napiszcie mi proszę, w szczególności chodzi mi o osoby które są poślubie jak
powinnam może spojrzeć na ten problem.
Generalnie wszystko jest super. Jestem już praktycznie nowopoślubiona
małżonką, za m-c mam ślub i jestem z tego powodu bardzo szczęśliwa, kocham
mojego przyszłaego męża i w druga stronę jest podobie. Kwestią problmowa
pojawia się w podejściu do rodziny. Mój M (powiedzmy że bede do tak nazywała)
jest osoba która bardzo kocha i szanuje swoich rodziców, ale jest nauczony
bardzo dużej samdzielności w życiu. Ne trzyma sie spodniczki mamy i to mnie
bardzo cieszy. Uważa, że jesgo życie nalezy do niego i ma prawo żyć według
własnych zasad, własnych zamierzen i planów itd. czyli poglad którym każdy
człowiek powinien sie kierowac. Jest konsekwentny i wprowadza to skutecznie w
zycie co oznacza mniej wiecej tyle, że chce zalozyc rodzine i spedzac czas
przede wszystkim ze mna we dwoje, ewentualnie z mlodymi ludzmi, naszymi
znajomymi itd. Nie ma duzej rodziny i nie jest nauczony spedzania duzej ilosci
czasu z rodzicami. Jest tez tak poniewaz mnieszka w innym miescie niz rodzice,
ale nawet gdyby mnieszkali blisko, to twierdzi, że odiwdziłby ich raz w tyg. i
tyle. On po prostu uwaza, że kazdy mlody czlowiek kiedy sie usamodzielnia i
zaklada wlasna rodzine to potrzebuje swobody i odpoczynku od rodzicow, a nie
przebywania z nimi non stop na obiadkach itd. Tiwrdzi ze to sie zmnienia z
czasem, kiedy pojawiaja sie dzieci i dziadkowie czesto wtedy pomagaja w ich
pilnowanie jezeli moga i maja ochotę, albo kiedy sa starsi i potrzebuja
opieki. Zgadzam sie z nim w 100%.
Tez uwazam ze czlowiek musi przede wszystkim zyc tak jak chce, musi miec swoje
pasje, zainteresowania, swoj swiat, ze nie mozna zyc czyims zyciem itd i to
bez wzgledu na wiek. Wiec w czym problem? Coz, ja mam duza rodzine i
utrzymujemy ze soba bardzo bliskie kontakty, duze imprezy rodzinne itd.
rodzice i ja mieszkalismy z dziadkami i taka to byla zawsze saga rodzinna. Moj
M jak napisalam wczesniej mial troche inny przyklad w rodzinie, gdzie po
prostu nikt nikogo do niczego nie zmuszal i robila to na co mial ochote,
jezeli nie chcial isc gdzies z rodzicami to nie szedl, a oni go nigdzie nie
ciagneli bo mieli moich znajomych.
Duza rodzina taka jak moja ma swoje plusy i minusy. Jest wiele osob, ktore
pomogą ci i podadza pomocna dłon ale przwda byla tez taka ze nauczona bylam
jezdzic do rodziny z rodzicami bo mnie tak nauczyli. Najczesciej mialam na to
ogromna ochote bo mam wiele kuzynek i kuzynow, ale czasem byly to wycieczki do
ciotek, ktore bylay dla mnie zupelnie neutralne i troche jechalam tam bo tak
wypadalo, bo tak nauczylim mnie rodzice, bo nie chcialam sprawiac im
przykrosci-ale to bylo rzadko. Niemniej jednak teraz kiedy mieszkam z M on nie
chce czesto odwiedzac moich rodzicow, nie dlategi ze ich nie lubi, ale dlatego
ze nie czuje takiej potrzeby, nawet w stosunku do swoich rodzicow-uwaza bowiem
i slusznie ze troska o innych i milosc do ludzi nie przeklada sie na liczbe
spotkan. Moim rodzicom jak zapewnie sie juz domysliliscie przychodzi to z
wielka trudnoscia-zrozumienie mojego M. Oni uwazaja, ze jesli zapraszaja nas
na obiad to powinnismy przyjechac bo tym sposobem ja nie musze gotowac itd.
Moj M nie chce jezdzic w sobote lub niedziele na obiadki bo uwaza ze ma w
weekend lepsze rzezcy do robienia ze mna niz siedzenie u rodzicow czy tesciow
na obiedzie. Raz na jakis czas tak ale nie za czesto. Jemu wlasciwe wystarczy
cos takieo raz na 2 m-ce. Mieszkamy w tym samym miesie wiec nie jest to
kwestia odleglosci. Nie zabrania mi przy tym jezdzic do rodziców i ich
odwiedzac jesli mam na to ochote daje mi auto i mowi "jedz ile razy chcesz, ja
mam swoje pasje ktorym sie poswiecam i sa dla mnie wazniejsze niz siedzenie u
rodzicow". Oczywiscie swieta spedzamy w pelnym rodzinnym gronie. Nie ma tez
nic przeciwko zebysmy wyszli sobie raz na jakis czas z rodzicami moimi lub
jego do kina czy teatru itd. Teoretycznie nie powinno mnie to martwic ale mam
wrazenie ze jak odmawiam mamie obiadu albo przyjezdzam sama to jest im
przykro. Mysle ze to jest uczucie ktore towarzyszy osobom opuszczajacym dom
rodzinny a ja jestem wlasnie na tym etapie. Z drugiej strony mam wrazenie ze
rodzice tez z pewnoscia przezywaja odejscie dziecka z domu i wiem ze maja jak
najlepsze intencje. Chcialabym jednak zeby zrozumieli ze ja mam teraz wlasne
zycie, sa jego wazna czescia ale ja mam tez przyjaciol, pasje, prace, a tydz
ma siedem dni i nie mam czasu zagladac do nich tak czasto jakby chcieli,
podobnie jak moj M. Oni nie do końca to rozumieją. Myślę, że to wynika z
pustki jaka musza wypelnic sobie po moim odejsciu z domu, a na to czesto
potrzeba czasu, dlatego tak wazne jest miec swoje pasje i zainteresowania bez
wzgledu na wiek. Chcialabym tylko nie miec poczucia winy ze jak ich za czesto
nie odwiedzam chociaz mieszkamy w tym samym miejscu, to oni sobie mysla ze mi
na nich nie zalezy. Napiszcie co o tym sadzicie i jak to u was przebiegało? Z
gory dziekuje;)
Obserwuj wątek
    • carimera Re: Małżeństwo , a rodzice 18.09.05, 13:39

      Odpowiadasz na :

      betti66 napisała: Ne trzyma sie spodniczki mamy i to mnie
      > bardzo cieszy.

      Gdyby było odwrotnie to napewno by cie nie cieszyło.Dla mnie to proste.Musisz
      niestety zmienić tryb życia.Jeśli zakłada sie swoja rodzine to trzeba stanąć na
      wysokości zadania.Może twojemu mężowi bardziej bedzie smakował obiad ugotowany
      przez was obojga a u mamusi właśnie raz na dwa miesiące.Mama twoja musi sobie
      uświadomić ze masz teraz swój dom,swoje obowiązki i wcale a nawet nie powinna
      częściej zapraszać ponieważ dzieci chowa sie dla innych nie dla siebie.Pustkę po
      tobie musi zaspokoic sobie innym zajęciem.Powinnas nawet umówić sie z mama ze
      jesli dogadacie się z mężem to sami powiadomicie i wprosicie sie na niedzielny
      obiad.Wszystkim to wyjdzie na zdrowie.


      Chcialabym tylko nie miec poczucia winy ze jak ich za czesto
      > nie odwiedzam chociaz mieszkamy w tym samym miejscu, to oni sobie mysla ze mi
      > na nich nie zależy

      Piszesz jakbyś była niedojrzała emocjonalnie.Zdajesz sobie chyba sprawę ze całe
      życie nie bedziesz malutka córeczka ktora to bedzie trzy razy dziennie biegac do
      mamusi.Zwróc uwage ile tutaj było watków na temat jak to mąz strasznie jest za
      swoja matka,bo odwiedza przynajmniej raz w tygodniu.Zadnej kobiecie taki partner
      nie odpowiadał a ty chcesz wymusic to na swoim mężu.Czy chciałabyś się znależć w
      odwrotnej sytuacji.
    • molly20 Re: Małżeństwo , a rodzice 18.09.05, 14:39
      betti66 napisała: Oni uwazaja, ze jesli zapraszaja nas
      > na obiad to powinnismy przyjechac bo tym sposobem ja nie musze gotowac itd.


      Mama nieświadomie wyrzadza krzywde poniewaz nie kazdy facet chce jadac u
      teściowej.Widzisz twoja mama prowadzi dom i gotuje czy to gotuja wspólnie
      twojemu ojcu.Może twoj mąż tez sobie wymarzył taki dom gdzie to oboje bedziecie
      sporzadzać posiłki.Może jemu bardziej smakuje posiłek przygotowany przez jego
      żonę a nie teściową.
    • moboj Re: Małżeństwo , a rodzice 18.09.05, 15:17
      całkowicie rozumiem Twojego faceta. przesiadywanie u teściów na obiadkach to
      ani przyjemność ani obowiązek. ty chcesz to jedziesz, on nie musi.
      widzę, że on mamisynkiem rzeczywiścire nie jest, ale ty mamusinej spódnicy
      jeszcze się trzymasz.
      ani ja, ani mój partner nie jestesmy szczególnie rodzinnymi osobami, nasi
      rodzice na szczęscie mieszkają 200 kilometrów od nas, odwiedzamy ich dwa razy
      do roku w czasie świąt i czasem wpadamy na kilka dni podczas wakacji. owszem, w
      święta uczestniczymy w takich rodzinnych spędach, ale już w wakacje takich
      posiadówek przy kotlecie unikamy jak ognia.
    • agnieszka_z-d Re: Małżeństwo , a rodzice 18.09.05, 17:56
      Moim zdaniem Twoj przyszły M ma rację - po co ma się silić na uprzejmość, gdy
      wcale nie ma na to ochoty?? I choć nie wątpię, że Twoi rodzice i rodzina to
      fajni ludzie to jestem w stanie zrozumieć, że ma On milion ciekawszych rzeczy
      do roboty niż siedzenie z nimi w weekend. (U mnie było tak samo tylko to ja
      byłam mniej chętna do spotkań z rodzinką. Ale na szczęście mój M także
      stwierdził, że sami możemy wymyśleć sobie mnóstwo ciekawszych zajęć niż obiadki
      rodzinne, więc teraz żadne z nas nie ma z tym problemu)
      Myslę, że jak trochę pomieszkacie razem dojdziesz do analogicznych wniosków;-)
    • o2margo Re: Małżeństwo , a rodzice 18.09.05, 18:19
      To nie jest tak do końca, że się trzymasz mamusinej spódnicy (jak ktoś tu napisał), na pierwszy rzut oka to może się tak wydawać, że Twój M ma rację, ale oby to z czasem nie doprowadziło do tego, że staniecie się takimi "odludkami" nikogo nie odwiedzajacymi, hermetycznie zamkniętymi w swoim domku, do których szczerze mówiąc, nikt nie będzie miał ochoty pojechać. A czasem potrzeba pomocy rodziny i wtedy będzie Wam głupio (obyście nie musieli) poprosic o cokolwiek, żeby sobie nie pomysleli że tylko o to wam chodzi. a co mają sobie pomysleć rodzice, (oprócz radości oczywiście), jak wizyty u nich to będzie podrzucanie wnusia do popilnowania? Musicie to jakoś wypośrodkować, np. niech twoja mama wie, że raz w miesiącu oboke zjawicie się na pysznym obiadku u niej oboje, Ty natomiast odwiedzaj ich tak często, jak tylko masz na to ochotę. Mojemu mężowi, może nie z braku sympatii, ale po prostu nie chciało się chodzić nigdzie, ani do moich znajomych, ani do kuzynostwa (a tez mam liczna rodzinę). Przez to straciłam z nimi taki kontakt, jak miałam kiedyś.
    • pepperann Re: Małżeństwo , a rodzice 18.09.05, 18:44
      Hej, u mnie jest trochę podobnie i nie widzę w tym problemu. Ja jestem bardzo
      zżyta z rodziną i bardzo lubię przyjeżdżać do domu co najmniej raz w tygodniu.
      I jeżdżę. A mój mąż - jeśli ma ochotę to też, a jeśli woli robić coś innego - to
      nie jedzie ze mną. I tyle. Dla mnie te wizyty są przyjemnością, nie obowiązkiem
      i chciałabym,żeby mój mąż też tak je traktował. WIęc nie ma tego, że "co
      niedziela obiadek u mamusi".

      Traktuję wizyty w domu tak, jak spotkania z moją najbliższą przyjaciółką.
      Częściej się z nią widuję bez męża, niż z mężem, bo on nie ma potrzeby spędzania
      z nią tyle czasu. Nie ma z czego robić problemu. Na szczęście moja rodzina do
      nas przyjeżdża rzadziej, nigdy bez zapowiedzi i nie mają zapędów, żeby się
      wtrącać i krytykować. Na początku też musiałam zawsze tłumaczyć, "dziś będę
      sama, bo P. pracuje/ pojechał na rowery / umówił się z kolegami, ale teraz
      wszyscy się przyzwyczaili, że on jest raz na parę wizyt i nikt nie robi z tego
      powodu trudności.

      No i oczywiście pilnuję, żeby spędzać jednak więcej czasu z mężem niż z mamą i
      żeby nie włączać jej w nasze problemy.


    • mikams75 Re: Małżeństwo , a rodzice 19.09.05, 22:53
      moze wpadaj do rodzicow w tygodniu, po drodze z pracy, na krotko. Praktyczne
      jesli Twoj facet pracuje dalej, dluzej itd i za bardzo nie zauwazy Twojej
      nieobecnosci. Nie mam na mysli oczywiscie potajemnego jezdzenia, niech wie gdzie
      spedzasz czas.
      Albo jak ma w tygodniu moze jakies dodatkowe zajecia? (silownia, hobby itp).
      A obiadki wspolne od czasu do czasu. Wytlumacz rodzicom czemu czesciej
      przyjezdzasz sama, wtedy nie beda odbierac jego "unikow" negatywnie.
      A obiadek dla meza do sloiczku :-D No i zaproscie tez czasem sami rodzicow na
      obiad.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka