co zrobic?

20.11.05, 20:02
wiem to moj blad, moja wina, ze zycie potoczyło sie tak czy inaczej, zapewne
niejedna osoba czytajac ten watek wyda taka a nie inna ocene, a jednak
napisze moze ktos powie cos co mi pomoze... zaczne od poczatku 3 lata temu
zakochalam sie w swoim rowiesniku, przed splot wiele roznych spraw nie
zostalismy para, ja balam sie otworzyc, gdyz on wowczas mial problemy z
narkotykami, a nie jedna osoba wie co znaczy zyc z kims kto jest od
czegokolwiek uzalezniony, a on myslal ze mnie cos laczy z jego przyjacielem,
ot taka dziecinada mozna by powiedziec, zrobilam tak jak mowi ta dewiza=>
jesli cos kochasz pusc to wolno, jesli wroci jest twoje, jesli nie- nigdy
tego nie było... czekałam, moj blad bezczynnie czekalam nie wiem na co, ze
gwiazdka mi z nieba spadnie, czy na wielki znak od boga, jakis kopniak od
losu.. nie wiem ... po drodze spotykalam sie z 2 0s0bami, jedna stala mi sie
bliska, ale raczej jak brat niz jako mezczyzna, ale fakt iz byl przy mnie gdy
tracilam wiare w zycie i stalam na krawedzi, walczylam o to by zyc... na
OIOM`ie... wspieral mnie...po 15 miesiacach wzielam z nim slub cywilny,
koscielny jest planowany na czerwiec, on nie przebywa teraz w polsce... bo
wczesniej wrocil tylko na jakis czas dla mnie... jest starszy o 5 lat...
wkrotce po slubie cywilnym tomek bo tak ma na imie ten moj rowiesnik,
otworzyl sie przede mna, jest nam ciezko... bo kazde z nas czuje cos do
drugiej osoby, a boi sie zrobic krok... tomek sie boi ze zrobie krok,
rozwiode sie... a jesli cos nie wyjdzie to on bedzie sie cuzl winny, ze cos
stracilam... ze zaryzykowalam i nic... on nie chce mnie skrzywdzic... (dodam
ze juz nie ma nic wpsolnego z narkotykami od poltora roku, pracuje, zarabia,
utrzymuje sie sam, awansowal ostatnio jest odpowiedzialnym czlowiekiem), on
wie, ze ja wiecej ryzykuje... naprawde nie wiem co zrobic.. nie chce nikogo
zranic, nie chce by ktokolwiek przeze mnie cierpial... ale cokolwiek zrobie
to i tak zostana ranni... chce kochac i byc kochana... ale czy bede miala
pewnosc, ze to co jest i bylo miedzy mna a tomkiem nie jest zwyklym
zauroczeniem? i ze to co mnie wiaze z moim mezem cywilnym jest miloscia tylko
ze zaslepiona tego nie zauwazam? boje sie ze jestem z moim mezem z
wdziecznosci, ze byl kiedy walczylam i mnie wspieral... pokomlikowalam sobie
te zycie... nie wiem co robic...
    • aa47 Re: co zrobic? 20.11.05, 21:17
      zrobic to co mówi serce... i dać sobie troche czasu.
      Pozdrawiam
      • marti_ka82 Re: co zrobic? 20.11.05, 21:40
        tylko ze narazie ciagle serce zaglusza rozum, dziekuje za rade... wiem, ze jak
        nie poslucham serca nigdy nie bede szczesliwa...
        • kiecha3 Re: co zrobic? 20.11.05, 22:00
          miałam podobny problem.. moze w mniejszej skali..ale jednak.. byłam w związku
          już kilka lat i wydawało mi się ze jest ok, że kocham, że on mnie kocha.. i
          nagle pojawił się obiekt do którego pałałam żądzą, namiętnością.. czystą
          fozycznością.. i nie mogłam sie uwolnić z tego koła młyńskiego. nie umiałam byc
          z moich Facetem,a bez niego czułam się jak trawfa na oceania szalejącym
          sztormem... tak źle tak nie dobrze.... zwierzając się mojemu koledze, on
          powiedział jedną rzecz... naucz sie go kochać skoro nie umiesz bez niego żyć..
          tobie radze to samo... nigdy nie wiesz co będzie, albo co by było gdyby.. ale
          nie rezygnuj z tego co znasz i co dobre...
          • marti_ka82 Re: co zrobic? 21.11.05, 14:04
            naucz sie go kochać skoro nie umiesz bez niego żyć..
            > tobie radze to samo... nigdy nie wiesz co będzie, albo co by było gdyby.. ale
            > nie rezygnuj z tego co znasz i co dobre...


            a ty nauczylas sie kochac swojego mezczyzne?
            • onlyja Re: co zrobic? 22.11.05, 02:48
              moja sytuacja pomimo odmiennych okolicznosci jest niemal identyczna...nie umiem
              zyc bez mojego mezczyzny ale nagle pojawil sie ten drugi...glupie to...ale
              przypadek tak sprawil ze sie poznalismy...on wzbudzil we mnie ogrom emocji i
              nawet teraz pomimo ze dzieli nas odleglosc tysiecy kilometrow i nie widzielismy
              sie 5tygodni to nadal tesknie, miotaja mna uczucia, zniknely gdzies uczucia do
              mojego mezczyzny, staram sie...dalam sobie czasu, aby mogly sie odrodzic...jest
              dobrze, milo ale tylko milo i czy tak ma byc? tylko tak? boje sie ze to tylko
              zauroczenie, ze jak zaryzykuje to tylko na poczatku bedzie dobrze, a musialabym
              zaryzykowac cale moje dotychczasowe zycie i wyjechac, rzucic sie jakby na
              gleboka wode, a rozni nas jeszcze duzo innych spraw, nie znamy sie zbyt dlugo
              by znac dobrze charakter drugiej osoby np reakcje w klotni,
              zdenerwowanie,itd... jest mi bardzo ciezko bo z drugiej strony boje sie stracic
              szanse na prawdopodobna milosc mojego zycia. On przyjedzie za miesiac, i co mam
              sie z nim spotkac? nie moge przeciez oszukiwac mojego faceta i robic cos za
              jego plecami :( ale jakas wew sila mnie ciagnie! moje serce pcha mnie ku niemu
              ale moje racjonalne ja mowi kategorycznie nie :( jest mi po prostu smutno bo
              zrezygnowana spuszczam glowe i nie wiem co dalej poczac...
              • marti_ka82 Re: co zrobic? 22.11.05, 06:48
                wiem rozumiem te uczucie... ja tez nie wiem czy umialabym zyc bez lukasza... a
                tomek... 3 lata temu pozwolilam by zauroczenie czy tez milosc nie wiem zostala
                zamknieta w skarbcu do ktorego chcialam zgubic klucz... a jednak sie znalazl...
                teraz... kiedy ryzyko sprawi, iz moge duzo stracic... a czy cos zyskam? nie
                wiem... przeciez tomka znam tylko jako kolege... przeciez przez chwil pare
                rozmowy mozna tyle ukryc... a przez gg nie dowiesz sie wszystkiego... ale
                jednak czuje wciaz jego zapach.. widze smutne oczy kiedy uswiadomil sobie, ze
                ja jestem z kims zwiazana... widze jego usmiech... gdy sie cieszyl ze jestem...
                widze...
                • paulia Re: co zrobic? 23.11.05, 18:20
                  Nie martw sie! Tylko spokoj moze Cie uratowac. Tez przez to przechodzilam. Tez slub wisial w powietrzu.
                  A ja szamotalam sie we wszystkie strony. I w koncu odwolalam slub, bo za bardzo mnie stresowal. Potem
                  wyluzowalam i czekalam na odpowiedz. I ona przyszla, bo wszystkie odpowiedzi sa w nas! Tylko musimy
                  nauczyc sie je slyszec. Pozdrawiam serdecznie
                  Paulia
                  • marti_ka82 Re: co zrobic? 23.11.05, 18:45
                    dziekuje... napewno znajde wlasciwa odpowiedz... mam przeciez sile by ja
                    szukac :) dziekuje wam wszystkim... jak odnajde ja w sobie to napewno sie
                    odezwe...
            • kiecha3 do marti_ka82 26.11.05, 14:05
              tak..i szaleję za min jak za nikim innym.. pomimo 6 lat spędzonych razem..
              • marti_ka82 Re: do marti_ka82 26.11.05, 14:43
                to sie ciesze :) mam nadzieje, ze tak bedzie w twoim przypadku zawsze... czego
                ci z calego serca zycze :)
                • kiecha3 Re: do marti_ka82 27.11.05, 09:06
                  dzięki.. a ja tobie żebyś raz podjęła decyzję i już się jej trzymała do końca...
                  i nie zawracała z raz obranej drogi.. to wiele ułatwia... Powodzenia
Inne wątki na temat:
Pełna wersja