eriksson1
23.11.05, 13:40
moj problem chyba nieco odbiega od klasycznego ujęcia.
jesteśmy ze sobą cztery lata, był moim pierwszym facetem. te cztery lata -
może nie constans, bo w tak zwanym międzyczasie zdarzył się drobny wypadek i
na jakiś czas się rozstaliśmy, ale to nieważne.
w każdym razie.
cięzko jest mi się dookreslic. trafilam na ideal! ideal potrafi wyslac mi 30
smsow jak mnie kocha, potrafi stac pod moją uczelnia i czekac z drugim
sniadaniem, wiem, ze dalby mi gwiazdke z nieba, gdyby tylko mogl. wie lepiej
niz ja, kiedy mam miec okres, jakie biore leki i na co chorowalam w
dziecinstwie. potrafi sie rozplakac, kocha komedie romantyczne, dramaty
wojenne i moze ze mna chodzic 3 godziny po sklepach przebierajac miedzy
ciuchami. i to nie tak, ze w kazdej sukience jestem piekna, tylko juz stad
chodzmy. nie ten kolor, nie ten fason - na zakupy jest lepszy niz
przyjaciolka.
i chyba wlasnie to sprawia, ze on mi sie wydaje malo...meski?
nie wiem. czasem on probuje sie zachowywac jak facet, a ja wtedy smieje sie z
boku i troche mi go zal, bo wiem, ze taki nie jest. ma wiecej kobiecego
pierwwiastka w sobie niz ja.
i czasem po prostu czuje sie od niego...lepsza? to nie jest moja proznosc.
ale on zyje pod pantoflem, nie widzi, ze ja szukam jegogranicy wytrzmalosci,
ustepuje mi i jeszcze klepie po glowce. nawet kiedy ja jawnie probuje go
zdenerwowac.
wiem,ze to moze brzmiec dziecinnie..
kobiety raczej narzekaja na swoim mezczyzn, ze sa zbyt szorstcy, nie pamieta
o urodzinach.
a ja czasem po zajeciach wole pojsc z kolezankami na piwo i papierosa, a nie
wysluchiwac serenad publicznie. wole poczuc te odrobine niepewnosci, ze
jeszcze dzisiaj nie dostalam od niego smsa. chcialabym,zeby kocham bylo czyms
szczegolnym, a slysze to ciagle i ciagle... i nie radze sobie. jestem taka,
ze potrzebuje tez dawac cos od siebie, a on mi to ta swoja dobracia i wrecz
kobiecoscia uniemozliwia..
ratunku :(