Dodaj do ulubionych

Czy jestem dziewczyna lekkich obyczajow?

05.05.06, 18:09
Emocje jeszcze nie opadly, wiec moj post moze byc utrzymany w nieco nerwowej
atmosferze za co z gory przepraszam.W skrocie (na ile to mozliwe).
Mieszkam z chlopakiem w domu,ktory kupili jego rodzice,z duzym
ogrodem,jeszcze niezagospodarowanym.Na wsi.Wloskiej wsi.A po drugiej stronie
ulicy mieszkaja jego rodzice z bratem oraz zaraz obok moja swoj sklep z
kurtkami ze skory,to tak na marginesie.
Jakies dwa tygodnie temu postanowilam wyjsc do ogrodu poopalac sie.Wiec
rozlozylam lezak,poszlam na trawe obok domu (byl to ogrod rzecz jasna)ubrana
w najnormalniejszy na swiecie stroj kapielowy.Po jakis dwoch godzinach,dzwoni
tata mojego chlopaka do niego i mowi:jak ty sie nie wsydzisz,ona tak w
kostiumie paraduje przed wszystkimi (czytaj leze na lezaku,zmieniam
pozycje),co ludzie powiedza,tak nie mozna,co za wstyd itp.Moj chlopak go
wysmial i powiedzial,ze sie nie wsydzimy,bo nie ma czego.PO jakims czasie
powtorzylam moj pobyt w ogrodzie.Znowu telefon z tymi samymi
argumentami.Znowu stwierdzilismy,ze nie robie nic zlego.
Od trzech dni (jest piekna pogoda)wychodze na pol godziny,40 minut do ogrodu
(w czasie przerwy na obiad,ktora tu obowiazuje).i...DZis wybuchla awantura.
Przyszla jego mama (tj mama mojego chlopaka) powiedzial,ze nie moge wychodzic
do ogrodu poniewaz ludzie do niej,do jej meza oraz syna(brata chlopaka)
przychodza i mowia,ze jestem, mowiac lagodnie"dziewczyna lekkich
obyczajow",ze jak tak mozna,czy moj chlopak sie nie wstydzi z taka byc itp.
(szkoda pisac,bo sie jeszcze bardziej denerwuje).Powiedziala,ze sie wszyscy
za mnie wstydza,ze takie obowiazuja zasady na tej wsi(nie wiedzial,ze
obowiazuje regulamin).Praktycznie sie przy mnie rozplakala,mowila,ze placze
przez to od kilku dni,ze ja zaladek boli.Spytalam dlaczego nie wyslala tych
ludzi do diabla i stanela w mojej obronie mowiac zeby sie interesowali swoim
zyciem,a kim jestem ja to ona wie.Odpowiedziala,ze na tej wsi sa takie zasady
i koniec.

Z mojej strony:
Po pierwsze nie obchodza mnie idiotyczne gadania ludzi,nie uwazam,ze przez
opalanie sie w swoim ogrodzie nie szanuje sie lub zachowuje jak latwa
dziewczyna (a co to ma wspolnego?)
Po drugie nie obchodza mnie zasady wsi,ktore ludzie narzucaj,kiedy im sie
tylko podoba lub ktore wynikaja z zazdrosci.
Po trzecie przykro mi ,ze rodzice mojego chlopaka nie staneli w mojej
obronie.Dla przykladu moi zawsze bronia mojego partnera,jezeli ktos im
wymysla,a ze to wloch to napewno ku....rz itp.Jego na opowiesci o mnie ze
jestem ku...a ,nic sie nie odzywaja i kaza postepowac jak inni sobie zycza
po czwarte moi rodzice uwazaja,ze nic takiego nie robie i niech sobie ludzie
gadaja.

DZiewczyny prosze powiedzcie co o tym myslicie,bo mam metlik w glowie i
nikogo,komu moglabym sie zwierzyc w chwili obecnej.Chcialabym poznac opinie
innych czy faktycznie moje zachowanie jest karygodne czy po prostu ludzie to
swinie i czepiaja sie byle czego.Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • agnieszka_z-d Olej Wiesniaków:-) 05.05.06, 18:16
      A tak poważnie - .... eeeee tam - tak na poważnie - olej ich i już:-)))
      • merda Re: Olej Wiesniaków:-) 05.05.06, 18:26
        Jasne,ze mi zwisa ich wszystkich opinia,ale nie chce wchodzic na sciezke
        wojenna z rodzicami chlopaka.A jego mama bierze mnie na litosc,mowiac,ze boli
        ja zaladek,ze musi sie za mnie tlumaczyc,ze jej maz nie moze pracowac,ze placze
        nocami.Wiem idiotyzm,ale jak z taka gadac?
        • kruszynka301 Re: Olej Wiesniaków:-) 05.05.06, 18:36
          jeśli zwisa ci ich opinia - to po cholerę piszesz? Opalaj się dalej, wysłuchuj teściów, wkrótce pewnie i męża - i nadal olewaj.

          Nie rozumiem, jak błahe sprawy potrafią skłócić rodziny. Jeśli żyłabym tak jak Ty w purytańskiej wsi, to jednak dostosowabym się do otoczenia - mając na względzie opinię rodziny i męża.
    • mk.1981 nie zawracaj sobie głowy ... 05.05.06, 19:20
      nie zawracaj sobie głowy gadaniem, jestes na swoim podwórku więc masz prawo na
      nim robić co ci się tylko podoba
      a jeżeli chodzi o teściową to powiedz jej żeby tych co tak gadają przysyłała do
      ciebie że ty sobie z nimi pogadasz na ten temat - pewnie nikt nie przyjdzie
      głowa do góry
      pozdrawiam
    • mikams75 Re: Czy jestem dziewczyna lekkich obyczajow? 05.05.06, 19:23
      wprowadzilas sie na jakas wies, ktorej obyczaje sa ci obce i szokujesz
      towarzystwo i jeszcze sie buntujesz.
      Twoj ogrod, twoja sprawa ale jednak w niektorych miejscach panienka rozlozona
      jak na plazy moze dziwnie wygladac - zalezy w jakim miejscu itd, trudno ocenic,
      ale jak sie domyslam jestes na widoku i budzisz ogolne poruszenie, klienci
      sklepu tesciow moga sie pytac o Ciebie i komentowac.
      Posadz jak najszybciej troche krzakow w ogrodzie, schowasz sie przed wscibskimi
      sasiadami i bedziesz sie mogla opalac topless :-)
    • caysee Re: Czy jestem dziewczyna lekkich obyczajow? 05.05.06, 19:27
      Rzeczywiscie, w opalaniu sie we wlasnym ogrodzie w kostiumie do opalania nie ma
      nic nieodpowiedniego i napewno nie mozna cie nazwac kobieta lekkich obyczajow :)

      Uwazam jednak, ze powinnas wziac pod uwage panujace w tej wiosce obyczaje, skoro
      twoje zachowanie przynosi wstyd rodzinie chlopaka oraz doprowadzic moze do tego,
      ze beda twojego lubego obgadywac za jego plecami. Sa takie powiedzenia "co kraj
      to obyczaj" oraz "jesli wejdziesz miedzy wrony, to krakaj jak one" i maja one w
      sobie duzo madrosci. To, co u nas jest akceptowane, w innych miejscach naprawde
      moze budzic zgorszenie.

      Potrafie sobie wyobrazic nawet, ze opalanie sie na co bardziej zapyzialej
      polskiej wsi rowniez wzbudziloby komentarze otoczenia. Z kolei w Polsce chyba
      nawet w najwiekszym i najbardziej postepowym miescie opalanie sie topless we
      wlasnym ogrodku byloby zle komentowane. Czy uwazasz, ze jakby jakas "postepowa"
      Amerykanka z Florydy bylaby dziewczyna twojego (moze teoretycznego) brata,
      mieszkalaby z nim naprzeciwko twoich rodzicow i latem opalalaby sie na ogrodzie
      topless, to twoi rodzice nie zareagowaliby tak samo jak twoi tesciowie i nie
      byloby im glupio przy sasiadach?

      Dobrze dla ciebie, ze potrafisz miec "gdzies" to co ludzie powiedza i nie
      przejmowac sie ich opiniami, ale od kiedy twoje zachowanie sprawia przykrosci
      innym osobom, powinnas jednak zmienic swoje postepowanie. W koncu nic ci sie nie
      stanie, jak sie nie poopalasz (slonce postarza cere;) albo bedziesz sie opalac
      tylko nad jakims jeziorem, basenem, rzeka czy morzem, co tam masz w poblizu. I
      jeszcze jedno - jezeli bedziesz dalej trwac przy swoim, tylko pogorszysz sobie
      stosunki z jego rodzina. Czy takie wyrzeczenie nie jest warte tego, by temu
      zapobiec?
    • kaatrin Re: Czy jestem dziewczyna lekkich obyczajow? 05.05.06, 20:59
      Nie jestes : )
      Dla swietego spokoju zrob sobie jakis parawan. Ja bym sie nieswojo czula lezac
      nawet we wlasnym ogrodzie, gdyby przechodnie mogli mnie widziec w kostiumie.
      Tym bardziej jesli ich to interesuje, a na to wyglada. Po cholere ich
      prowokowac i wzbudzac sensacje - dostarczasz im tanich atrakcji. Tez nie ma
      powodu psuc sobie stosunkow z tesciami - de facto mieszkasz u nich - ja bym sie
      u mojej tesciowej w zyciu nie opalala na widoku jej sasiadek... : )
      • ezdunek Re: Czy jestem dziewczyna lekkich obyczajow? 05.05.06, 21:06
        jesteś w obcym kraju,gdzie obowiązuje trochę inny stosunek do kobiet,bardziej
        patriarchalny niż u nas.W dodatku mieszkasz na wsi,która siłą rzeczy jest
        bardziej konserwatywna.Dla twoich teściów opinia sąsiadów to być albo nie
        być-uszanuj to.Nam może się to wydawać śmieszne,ale jesteś wśród ludzi o trochę
        innej mentalności.
        Nie zapominaj jeszcze o jednej rzeczy:jako cudzoziemka jesteś tam "obca".W
        związku z tym dużo szybciej wezmą cię na języki niż kogoś,czyja rodzina żyje tam
        od pokoleń.Weź to wszystko pod uwagę.
        • yasemin1 Re: Nie nie jesteś nią 05.05.06, 23:19
          Ale dla świętego spokoju przenieś leżak z drugiej strony domu lub rozwieś
          szmatę zasłaniającą parkan i już.
          Nie prowokuj ludzi bo będzie ci ciężko zwłaszcza na wsi.
          • yvona73pol Re: Nie nie jesteś nią 06.05.06, 09:51
            wlasnie , wysoki zywoplot, mata bambusowa i nawet w topless bedziesz mogla
            sobie pohasac (choc to akurat odradzam, niezbyt zdrowe),
            wtedy i wilk syty i owca cala;
            bo - z jednej strony calym sercem popieram, olac innych, ich chore komentarze,
            z drugiej zas strony - w jakis sposob nalezy respektowac otoczenie (jakby nie
            bylo, wies funkcjonowala tak od lat, bez ciebie ;) - stad ten zywoplot
    • minerwamcg Re: Czy jestem dziewczyna lekkich obyczajow? 06.05.06, 12:17
      Nie przyjechałaś na włoską wieś z misją cywilizacyjną. Najwyraźniej owi
      wieśniacy nie mają ochoty uczyć się od Ciebie, co w kwestii damskiego stroju i
      zachowania jest dopuszczalne a co nie. Mają w tej materii własne zdanie i dają
      mu wyraz. Straszliwa bezczelność, bo jak można nie zachwycać się wszystkim, co
      robi tak cudownie wyzwolona Europejka i nie mieć ochoty jej naśladować - ale,
      zdziwię Cię, mają do tego prawo. To oni są tam u siebie - nie Ty.
      • mpingo Re: Czy jestem dziewczyna lekkich obyczajow? 06.05.06, 13:13
        Racja. Proponuję autorce wątku pójście na całość - niech pojedzie do
        któregoś z krajów arabskich i spróbuje przejść się po ulicy już
        niekoniecznie w bikini ale minispódniczce. W ciągu 1 minuty skończy
        z nożem w plerach albo zasypią ją kamienie. Po chwalebnej smierci
        zostanie obwołana Świętą Męczennicą Postępu i będzie miała satysfakcję.
        Z pewnością nie jest kobietą lekkich obyczajów ale lekkomyślna - tak.

        A może to jakaś forma autoagresji ? Trzeba by się temu przyjrzeć....
        Ja nie mam pretensji że na egzaminach wymagany jest ode mnie garnitur
        (i to porządny) i krawat, a w czasie zwiedzania synagogi kipa.
        • merda Re: Czy jestem dziewczyna lekkich obyczajow? 06.05.06, 15:38
          Dziewczyny dziekuje Wam za wszystkie odpowiedzi i rady.Zgadzam sie z Wami.to
          samo zdanie maja moi rodzice,choc sa ludzmi nadzwyczaj tolerancyjnymi i sami
          opalaja sie w kostiumie na balkonie.Mowia,ze w jakis sposob trzeba niestety
          pojsc im na ustepstwo.
          Wiem,ze musze sie dostosowac,jest mi jednak ciezko,bo z natury jestem osoba
          cenniaca sobie wolnosc i lubie sama podejmowac decyzje ze swiadomoscia
          oczywiscie,ze moga wyniknac z tego jakies nieprzyjemne konsekwencje.
          Rowniez dlatego,ze moi rodzice nigdy niczego mi nie narzucali,raczej
          doradzali,ale zawsze mowili decyzja nalezy do ciebie.I moze rowniez dlatego ,ze
          moi rodzice sa bardzo liberalni,podobni do mnie i nie maja staroswieckich
          zasad,do czego jestem przyzwyczajona.Wczoraj rozmawialam z tata chlopaka,ktory
          stwierdzil,ze nie obchodzi go opinia innych,ale jemu osobiscie sie to nie
          podoba i nie zyczy sobie takiego zachowania.Odpowiedzialam mu grzecznie,ze to
          nie on jest moim chlopakiem tylko jego syn,ale dla niego to to samo.
          Dostosuje sie ,bo nie chce zaczynac wojny,ale faktem pozostaje,ze nie pierwszy
          raz jego rodzice wtracaja sie do naszego zycia (uwazam,ze to opalanie to sprawa
          pomiedzy mna a moim chlopakiem) i mam nadzieje,ze w pewnym momencie miarka sie
          nie przewazy...
          I jeszcze jedno dziewczyny.Ogolnie bardzo lubie i szanuje jego rodzicow,ale
          uwazalam i teraz mam tego poswiadczenie,ze mloda para nie powinna mieszkac za
          blisko,a nie daj boze razem z rodzicami.Bo "czego oczy nie widza tego sercu nie
          zal".Ale niestety czasami nie ma wyboru...
          Jeszcze raz dziekuje i pozdrawiam ze slonecznej Itali.
        • merda Re: Do mpingo 06.05.06, 15:54
          mpingo napisał:

          > Racja. Proponuję autorce wątku pójście na całość - niech pojedzie do
          > któregoś z krajów arabskich i spróbuje przejść się po ulicy już
          > niekoniecznie w bikini ale minispódniczce. W ciągu 1 minuty skończy
          > z nożem w plerach albo zasypią ją kamienie. Po chwalebnej smierci
          > zostanie obwołana Świętą Męczennicą Postępu i będzie miała satysfakcję.
          > Z pewnością nie jest kobietą lekkich obyczajów ale lekkomyślna - tak.
          >
          > A może to jakaś forma autoagresji ? Trzeba by się temu przyjrzeć....
          > Ja nie mam pretensji że na egzaminach wymagany jest ode mnie garnitur
          > (i to porządny) i krawat, a w czasie zwiedzania synagogi kipa.

          Widzisz mpingo,ja nawet przez chwile nie pomyslalam,ze robie cos co jest tutaj
          dziwnie widziane,a dowodem na to jest malzenstwo (w srednim wieku) w ogrodzie
          obok,ktorzy rowniez opalaja sie w stroju.Myslalam,ze to wymysly rodzicow
          chlopaka,jego mamy,ktora za dobra opinie wsrod ludzi dalaby sie pociac.
          Umiem dostosowac stroj do sytuacji i wydaje mi sie ,ze stroj kopielowy nie jest
          nieodpowiednim strojem na pobyt w ogrodzie (swoim) w upalny dzien.
          Nikt mi nigdy nie zarzucil,ze jestem nieodpowiednio ubrana,na dyskoteke
          zakladam miniowke,w gory adidasy,do pracy mam marynarki i spodnie.
          Jedyne do czego moge sie przyznac,to to ze nieraz lubie ludzi szokowac,albo
          raczej zaskakiwac.Ale idac opalac sie w stroju ewentualnie pomyslalbym,ze
          starsze bezrobotne panie (jakich tutaj wiele)moga byc lekko zdziwione.Ale
          panika,szok jaki przezyli rodzice chlopaka uwazam,ze jest znacznie przesadzony.
          Moi rodzice sie z tego smiali,wszyscy z mojej rodziny sie opalaja na balkonie,a
          w kolo rozni ludzie,a jakos cieszymy sie dobra opinia i jestesmy ogolnie
          lubiani.Pozdrowienia
          • a_weasley Re: Do mpingo 07.05.06, 13:08
            merda napisała:

            > ja nawet przez chwile nie pomyslalam,ze robie cos co jest tutaj
            > dziwnie widziane,

            No i git, zdarza się, że człowiek nie pomyśli, ale teraz już wiesz.

            > wydaje mi sie ,ze stroj kopielowy nie jest nieodpowiednim strojem na pobyt
            > w ogrodzie (swoim) w upalny dzien.

            To, co jest odpowiednim strojem, jest sprawą miejscowego zwyczaju.
            Na marginesie ośmielę się zauważyć, że to, co dla Ciebie jest upałem, że tylko
            do sadzawki wleźć i nie wychodzić, aż się ściemni, dla Włochów może być po
            prostu ładną letnią pogodą.

            > Moi rodzice sie z tego smiali,wszyscy z mojej rodziny sie opalaja
            > na balkonie, a w kolo rozni ludzie,a jakos cieszymy sie dobra opinia
            > i jestesmy ogolnie lubiani.

            Bardzo mnie to cieszy, ale zapewne Twoja rodzina opala się na balkonie w Polsce
            i tamże cieszy się dobrą opinią...
    • unamatita Re: Czy jestem dziewczyna lekkich obyczajow? 07.05.06, 15:49
      Wstęp posta jakbyś się bzykała z tatą i bratem chłopaka jednoczesnie, a tu
      okazuje się że to taka kicha. Czy u Ciebie na wiosze panuje takie średnowiecze?
      u.
    • mynia_pynia Re: Czy jestem dziewczyna lekkich obyczajow? 07.05.06, 20:00
      Nie czytałam innych postów więc jak się powtórze to sorki.
      Mniemam że jesteś na południu włoch - więc tam jest gorsza "wiocha" niż u nas
      gdziekolwiek w Polsce.
      Moja koleżanka jeździ tam do rodziny, ja tam byłam, mam kuzynkę na południu.
      To że się opalasz w stroju na leżaku to jeszcze nic, jestem pewna że
      doświadczysz w swoim życiu wiele ciekawych reakcji.
      Ja nie mogłam iść sama na pizze w środku dnia z chłopakiem (polakiem) bo
      musiałam mieś przyzwoitkę, dodam tylko że miałam 25 lat !!! Bo nie wypada !!!
    • deodyma Re: Czy jestem dziewczyna lekkich obyczajow? 07.05.06, 22:45
      bzdura! chyba ludzie nie maja co tam robic, dlatego szukaja sensacji.
    • kasica_33 Re: Czy jestem dziewczyna lekkich obyczajow? 08.05.06, 00:24
      Lekkich obyczajów???-bzdura.Co to ma wspólnego z najnormalniejszym na świecie
      opalaniem się?A ci co gadają to pewnie stare dewoty, które się nudzą i muszą po
      prostu pomemłać jęzorem. Jeśli chodzi o rodziców twojego faceta...to sory, ale
      są jacyś dziwni.Powinni stanąć w twojej obronie, a nie podtrzymywać zdanie
      jakiś ludzi z epoki kamienia łupanego.Najważniejsze jest to, że twój facet nie
      popiera zdania wszystkich, włącznie z rodzicami, a to jest chyba dla ciebie
      najważniejsze.Głowa do góry i opalaj się kobieto, bo ostatnio pogoda wymarzona
      do tego typu relaksu:)A tak na marginesie..."wolnoć tomku w swoim domku":)
      Pozdrawiam
      • shakirek13 Czyli 3/4 spoleczenstwa to panienki lekkich obycza 08.05.06, 00:28
        jow? ekhm...no dobra. przeciez bikini to nie bielizna! po to jest
        slonce,lezaczek,ogrod zeby sie w nim opalac prawda?jestes na swoim podworku i
        mozesz chodzic w czym chcesz a te stare dewoty nie maja nic do tego.ale
        wiesz,ludziom na starosc odbija,i to jest prawda,musza sie wyzyc:D
      • merda Re: Czy jestem dziewczyna lekkich obyczajow? 08.05.06, 10:20
        Mieszkam w Toskani,czyli raczej bardziej na polnocy niz poludniu Wloch.
        Niestety nie moge sie pogodzic z faktem,ze dyktuja mi jak sie mam
        zachowywac,kiedy sami nie maja za grosz taktu.Przykladowo zagladaja nam do
        okien co robimy,jego mama wchodzi mi do pokoju w chwili kiedy nie koniecznie
        chce zeby mnie widziala,bo jestem w pizamie lub bieliznie lub w lozku.Wchodzili
        do domu pod nasza nieobecnosc i bez zapowiedzi z ludzmi typu architekt czy
        ksiadz,a jak bym zostawila majtki na lozku lub prezerwatywe na polce?Pozatym i
        mi sie nie podoba,ze spozywaja posilek jak typowa wiocha,mowiac do mnie z
        otwartymi ustami pelnymi jedzenia.Ale sie nie czepiam i nie dyktuje jak maja
        sie zachowywac,bo to w koncu ich sprawa,nawet jezeli ma to zwiazek ze
        mna.Pozatym robia z igly widly,panikuja,ze bede miala zla opinie (to tez moja
        osobista sprawa)tymczasem sasiedzi obok robia to samo co ja,wiec to nieprawda
        ze jestem jedyna.A opinia starych dewotek mnie nie interesuje.
        Ale oni sa sprytniejsi,powiedzieli:my wam pomagamy, wy uszanujcie nasze poglady
        i co mam zrobic?po czym opowiadali caly czas o respekcie, powiedzialam im ,ze
        toleracja polega na akceptowaniu pogladow i zachowan drugiego czlowieka,ale do
        nich argumenty nie docieraja ,ma byc tak jak sobie zycza.
        Wiecie,zawsze marzylam zeby miec ogrod,moc wyjsc sie poopalac ,zjesc w
        ogrodzie,posiedziec itp.Wiec mam ten swoj kawalek ziemi,ale praktycznie nie
        moge z niego korzystac,wiec po co mi on? Sadzenie kwiatkow mnie nie bawi.
        Rodzice chlopaka nie sa dziwni tylko staroswiecy i wydaje im sie,ze czas stanal
        w miejscu,wiec wszyscy powinni robic tak jak im sie podoba,wtedy bedzie w
        porzadku.Mysle,ze tak naprawde we wsi nikomu moje opalanie nie przeszkadza
        oprocz rodzicow mojego chlopaka.Jego mama siedzi w domu cale zycie,sprzata i
        opiekuje sie,juz doroslymi dziecmi.Nie ma pojecia o swiecie,znajomi to ludzie w
        tym samym wieku o tych samych pogladach,to samo dotyczy jej meza.Moze gdyby
        mieli kontakat z mlodymi ludzmi poszezyli by swoje horyzonty i zrozumieli,ze
        ich postepowanie nie koniecznie funkcjonuje w dzisiejszym swiecie.
        Albo chociaz zeby zrozumieli,ze nie nalezy sie wtracac do czyjegos zycia.
        Wiem ,ze zaczynam nudzic,ale nie mam sie komu wyzalic,a ta sprawa mnie dreczy.
        Dziekuje za cierpliwosc i odpowiedzi.Pozdrawiam
        • ezdunek Re: Czy jestem dziewczyna lekkich obyczajow? 08.05.06, 10:28
          powtórzę to,co pisałam wcześniej:jesteś cudzoziemką,czyli "obcą".Jesteś bardziej
          na cenzurowanym i łatwiej przyczepić ci etykietkę,nawet niesłusznie.Znam to z
          autopsji,bo sama jakiś czas mieszkałam w Hiszpanii.
          Zachowanie twoich teściów jest może oburzające,ale niestety typowe na południu
          Europy.Tam nie będziesz gospodynią,dopóki "na chodzie" jest matka twojego męża i
          to teść jest głową rodziny,nie twój mąż.Jesteś wyemancypowana,wiesz co
          lubisz,masz własne zdanie:świetnie.Ale na relacje rodzinne we Włoszech nic nie
          poradzisz,możecie jedynie przenieść się do Polski,żeby żyć tak,jak ty jesteś
          przyzwyczajona
          • ezdunek Re: Czy jestem dziewczyna lekkich obyczajow? 08.05.06, 11:05
            dodam jeszcze,że twoja opinia to nie będzie twoja osobista sprawa,bo cała
            rodzina odpowiada za pojedynczych członków.No a nazywanie ich wiochą...
            cóż,pozostawię to bez komentarza
            • merda Re: Do ezdunek,juz tlumacze 08.05.06, 12:42
              Moze faktycznie uzylam nieodpowiedniego slowa,ale to dla mnie pewien
              przenosnik ,w mowie potocznej mowiacy o tym,iz ludzie zachowuja sie nie
              przyzwoicie,nieadekwatnie do sytuacji,a ich zachowanie jest razace lub
              nieprzyjemne dla otoczenia.Nie majace nic wspolnego z tym,czy ktos mieszka na
              wsi czy w miescie.Jak przykladowo jedzenie z otwarta buzia i pokazywanie innych
              jak zostaja przezuwane posilki.Razi mnie to,a bedac z nimi w restauracji moge
              sie nawet wstydzic.Czy ja im zworocilam uwage? Nie.Uwazam,ze byloby to
              nietaktem.
          • deelaylah glos z - prawie - poludnia ;) 08.05.06, 11:19
            A ja nie do konca sie zgodze. Tez mieszkam we Wloszech, wprawdzie nie na wsi
            (trudno nazwac Rzym wsia;)), ale rodzice mojego partnera maja prawie 70 lat i
            pochodza z konserwatywnej, poludniowowloskiej wiochy, wiec wiem, o czym mowisz
            (merda). Na szczescie w moim przypadku nie dochodzi do tak drastycznych
            sytuacji, ale rowniez odczulam na wlasnej skorze to, o czym piszesz Ty i ezdunek
            - zwiekszone zainteresowanie moim, jako cudzoziemki, zachowaniem, proby
            dyktowania nam, jak mamy sobie zycie ukladac, jak myc naczynia, jak gotowac, jak
            sprzatac, gdzie chodzic itp. I moge powiedziec jedno: to nieprawda, ze wloskich
            relacji rodzinnych nie da sie "przeskoczyc", ze trzeba sie podporzadkowac, ze
            nie mozna ulozyc sobie zycia po swojemu, ze nie mozna sprzeciwic sie "zasadom"
            (w koncu nikt nie jest zobowiazany przestrzegac czegos, co nie jest prawem, a co
            mu nie odpowiada, bez wzgledu na to, czy jest we Wloszech, w Polsce czy w
            Australii), zwlaszcza gdy chodzi o takie bzdury, o jakich piszesz. Wazne jest
            postawienie sie we dwojke, sama jedna mozesz walic glowa w mur do smierci, a i
            tak pewnie niczego nie uzyskasz. Mojemu chlopakowi podobaja sie moje poglady
            (oczywiscie nie wszystkie, ale glownie te dotyczace wolnosci osobistej), powoli
            sam zaczal walczyc z rodzina o swoja przestrzen, obalac "zasady" (sam twierdzi,
            ze jesli komus cos przeszkadza, to jest jego problem, a jesli nie dana rzecz nie
            kloci sie z JEGO swiatopogladem, to nie ma zamiaru sie tym przejmowac, bo ma
            kupe innych problemow na glowie) i postepowac wg wlasnych regul.

            Obiektywnie rzacz biorac, nikomu swoim opalaniem krzywdy nie wyrzadzasz, nago z
            rozlozonymi nogami nie lezysz. Sama twierdzisz, ze sasiedzi robia to samo, wiec
            tesciom pewnie chodzi o to, ze wykraczasz nie tyle poza zasady wsi, co poza ICH
            (i ich znajomych) zasady "moralne". Oni czegos takiego nigdy by nie zrobili,
            wiec nie potrafia zrozumiec, jak ktos moze myslec inaczej niz oni (ech, skad ja
            to znam...;-)). Ja wyznaje zasade zgodnosci z wlasnym sumieniem, a o cudze niech
            sie martwia ich wlasciciele.

            Tak na marginesie, jesli dobrze zrozumialam, to w jakis sposob jestescie zalezni
            od tesciow, a to niestety moze prowadzic do tego typu sytuacji, bo pomagajac
            wam, czuja sie oni upowaznieni do dyktowania regul. My rozwiazalismy to w sposob
            drastyczny - pewnego dnia wynajelismy sobie mieszkanie (a nie oplywamy w
            dostatki) i z dnia na dzien sie wyprowadzilismy. Ani przez chwile tego nie
            pozalowalismy, a nasze stosunki z tesciami ulegly znacznej poprawie. Obie strony
            mniej sie denerwuja - my wtracaniem sie do naszego zycia, oni naszymi pogladami
            i zwyczajami, ktore doprowadzaly ich do nerwicy i bezsennosci.:)

            Powodzenia,
            Dee
            • merda Re: I gdzie ja Cie znalazlam Deelaylah 08.05.06, 12:28
              Witam Dee,znam Cie dobrze z innego forum (jaki swiat jest maly) i zawsze
              cenilam sobie twoja opinie.Rowniez tutaj zgadzam sie z Toba calkowicie jak
              widze,jest Ci mnie latwiej zrozumiec,bo sama mieszkasz we Wloszech i wiesz jak
              niezrozumiale moga byc wloskie zasady zaborczych rodzicow(choc i w Polsce
              zdarzaja sie podobne przypadki)Wczesniej mieszkalismy troche dalej od moich
              powiedzmy, przyszlych tesciow i faktycznie bylo mniej spiec.Ale marzylismy by
              jak najszybciej sie z tamtad wyprowadzic,bo nie bylo to delikatnie mowac, zbyt
              piekne mieszkanie.Tak wiec wprowadzilismy sie do domu ,ktory przed laty
              zakupili rodzice chlopaka dla swoim dwoch synow.Pomogli nam sporo,ale nie
              przewidzielismy,ze cena za to bedzie brak wolnosci i wtracanie sie do naszego
              zycia.Z chlopakiem jestesmy zgodni,on nie popiera ich pogladow jest calkiem
              inny,ale nie chcemy sie stawiac ze wzgledu na tzw dlug wdziecznosci,choc
              stwierdzilismy,ze jak tak dalej pojdzie to zabieramy manatki i dowidzenia,bo w
              koncu nie jestesmy juz dziecmi,mamy inne poglady i chcemy zyc wedlug obranej
              przez nas drogi i nie kierowac sie jakimis staromodnymi,dla nas,
              pogladami.Pozatym wydaje mi sie,ze pomimo tego,iz teoretycznie jestesmy
              rodzina,to powinnismy zostawic sobie przestrzen i o pewnych sprawach decydowac
              sami (tzn.oni za siebie ,my za siebie).Gdyby jeszcze mi dawali rady,to nie, oni
              zadaja,a jak sie zrobi inaczej to sie obrazaja.
              Mam prosbe Dee,czy moglabys mi doradzic,z racji tego,iz sama przechodzilas to
              samo,jak poradzic sobie z nimi,nie urazajc ich,a jednoczesnie nadal cieszyc sie
              swoboda? Z gory dziekuje za odpowiedz.Zaznaczam,ze wyprowadzka jest
              ostatecznoscia,mieszkamy tu dopiero pare miesiecy i najpierw wolalabym
              sprobowac innych rozwiazan.

              p.s."Merda" powstala przypadkiem,wszystko co chcialam bylo juz zajete wiec ze
              zdenerwowania wpisalam merda i zostalo zaakceptowane,wiec juz tak zostawilam.A
              pozatym lubie to slowo,nie majac na mysli tego co tak naprawde wyraza.
              • deelaylah Re: I gdzie ja Cie znalazlam Deelaylah 08.05.06, 12:52
                Mnie tez wydalas sie znajoma, zwlaszcza nick.;) A ja brykam wszedzie, choc tu
                jestem raczej biernym czytelnikiem, czasem sie wypowiem, ale wielka aktywnoscia
                pochwalic sie nie moge.

                Hmm, poweim szczerze, ze ja zrzuclam wszystko na mojego chlopaka, tzn. uznalismy
                oboje, ze skoro to jego rodzice, to lepiej, zebym ja nie stala sie kwestia
                sporna (typu "to ta polska dziewucha poprzewracala ci w glowie";)) i zeby on z
                nimi na drazliwe tematy rozmawial. Miedzy nami omawialismy problem i szukalismy
                rozwiazania, a potem on szedl do rodzicow i przedstawial nasz punkt widzenia. Z
                naszej strony nigdy nie bylo agresji (z drugiej owszem, zdarzalo sie), ja sie
                nie odzywalam, a moj partner staral sie grzecznie wszystko wyjasnic. Czasem sie
                nie udawalo, byly spiecia, placze i klotnie, ale dzielnie bronilismy swoich
                wartosci.:) Fakt, dopoki (na szczescie krotko) mieszkalismy w domu rodzicow,
                bylo ciezko sie postawic, bo to w koncu ich dom, ale w momencie gdy np. wracasz
                do domu i widzisz, ze wyrzucono ci na smietnik rzeczy, ktore mialy dla ciebie
                ogromna wartosc sentymentalna, to trudno to bez slowa zaakceptowac. W koncu sie
                wyprowadzilismy, bo psuly sie relacje miedzy mna a moim chlopakiem, a takze
                miedzy nim a rodzicami, a nie to bylo nasza zyciowa misja.;)

                Wydaje mi sie, ze najlepszym rozwiazaniem bylaby szczera rozmowa (jesli to
                mozliwe, to w wykonaniu glownie Twojego partnera) z tesciami, zeby pokazac im
                wasza dobra wole, aby zrozumieli, ze nie robicie niczego im na zlosc, tylko
                chcielibyscie miec prawo do samodzielnego decydowania o tym, co dla was jest
                dobre, a co zle. poruszylabym rowniez sprawe wchodzenia do twojego pokoju bez
                pozwolenia czy wpuszczania osob trzecich do waszego domu pod wasza nieobecnosc.
                Wiem, ze nie bedzie latwo im to wytlumaczyc, ale moze sprobujcie. A jak sie nie
                uda, to coz, pomyslicie o innych rozwiazaniach...

                PS. A moze wkleisz swoja opowiesc na fiolet, co? Wiesz, ze tam jest sporo
                madrych dziewczyn i pewnie niejedna miala/ma podobne doswiadczenia.:)
            • conejito13 Re: glos calkiem z poludnia. 08.05.06, 12:39
              deelaylah napisała:

              I moge powiedziec jedno: to nieprawda, ze wloskich
              > relacji rodzinnych nie da sie "przeskoczyc", ze trzeba sie podporzadkowac, ze
              > nie mozna ulozyc sobie zycia po swojemu, ze nie mozna sprzeciwic sie "zasadom"
              > (w koncu nikt nie jest zobowiazany przestrzegac czegos, co nie jest prawem, a
              c
              > o
              > mu nie odpowiada, bez wzgledu na to, czy jest we Wloszech, w Polsce czy w
              > Australii), zwlaszcza gdy chodzi o takie bzdury, o jakich piszesz. Wazne jest
              > postawienie sie we dwojke, sama jedna mozesz walic glowa w mur do smierci, a i
              > tak pewnie niczego nie uzyskasz. Mojemu chlopakowi podobaja sie moje poglady
              > (oczywiscie nie wszystkie, ale glownie te dotyczace wolnosci osobistej),
              powoli
              > sam zaczal walczyc z rodzina o swoja przestrzen, obalac "zasady" (sam
              twierdzi,
              > ze jesli komus cos przeszkadza, to jest jego problem...

              Podpisuje sie pod tym fragmentem (i znakomita wiekszoscia calego:) delayli.
              Mieszkam w Hiszpanii i jakby nie bylo, temperament Hiszpanow oraz ich tradycje
              da sie porownac do ich wloskich odpowiednikow;) Natomiast, wyjscie jest jedno:
              maz musi stac za toba murem, wtedy rodzice zobacza, ze to, co dla nich jest
              nienormalnoscia, jest zwyczajnie innoscia, atrakcyjna odmiennoscia, ktora
              wywodzi sie z twojej kultury i kraju pochodzenia. Bez meza walka jest
              przegrana, bo jego milczenie oznacza przyzwolenie na takie zachowanie rodzicow.
              Na poczatku mojego pobytu tutaj moja tesciowa (cudowna kobieta skadinad)
              rowniez chciala mnie 'przerobic' na Hiszpanke z krwi i kosci, ale wraz z mezem
              w zarodku zduszalismy jej zapedy:) Kroki przedsiewzial moj maz. Teraz, '3 lata
              po', jestesmy szczesliwa para mieszkajac blisko tesciow. Dodam, ze podobnie jak
              we Wloszech, tutaj kobiety w wieku naszych mam nie pracuja, czesto nie
              pracowaly nigdy. Sa gospodyniami domowymi i glowami rodziny od ktorych wszystko
              zalezy. I co z tego?:)
              Trzymaj sie cieplutko (u mnie juz upal:) i duzo rozmawiaj z mezem, nie trac
              twojej odmiennosci, atrakcyjnosci, niezaleznosci. Badz soba szanujac ich
              oczywiscie, ale rowniez oczekuj od nich szacunku, nie tylko wymagan w stos. do
              ciebie. Jedyny problem z wyegzekwowaniem tego mozesz miec z racji tego, ze oni
              was utrzymuja (dobrze to zrozumialam?), natomiast to nie zmienia faktu, ze z
              pewnoscia dla twojego faceta jestes wlasnie tym unikatem jaki chcial. Inaczej
              bylby z jakas typowa Wloszka, moze nawet z miejscowosci obok, zeby daleko nie
              szukac;) Pozdrawiam.
              • merda Re: do conejito13 08.05.06, 13:03
                Dziekuje i Tobie conejito13.Troche teraz mam metlik w glowie,bo zgadzam sie
                zarowno z dziewczynami,ktore radzily mi sie podporzadkowac jak i z Toba i
                Deelaylah,ktore dodajecie mi odwagi by jednak walczyc o swoje,czego bardzo
                pragne.Rodzice chlopaka wiedza,ze jestesmy bardzo zgodna para i rowniez w tej
                kwestni nieszczesnego opalanie jestesmy tego samego zdania,wiec dlaczego sie
                wtracaja?Tlumaczylismy im na wszelkie sposoby,ze nie wiedzimy w tym nic
                niestosownego i ze to nasza sprawa,ale oni traktuja nas jak dzieci,ktore sa
                nieswiadome wszystkiego co robia i trzeba ich poinstruowac.Czuje sie tez troche
                jakby chcieli korygowac wychowanie moich rodzicow (bo oni nauczyli mnie,ze to
                nic zlego opalac sie w ogrodzie),a ja slucham TYLKO MOICH RODZICOW,ktorzy sa do
                mnie podobni,zawsze dobrze doradza,w ogole sa jedynym autorytetem.Od innych
                moge posluchac rad,ale rozkazy nie sa przezemnie mile widziane,juz nie mowiac o
                jakis szantazach.My sie stawiamy,ale co tego,oni nie traktuja nas powaznie.
                Napisz prosze jak zdusiliscie zapedy mamay do przerobienia Cie na jej "MODEL"?
                I jeszcze jedno,nie utrzymuja nas tylko pomagaja w urzadzeniu tj. dolozyli do
                mebli,pokupowali inne potrzebne wyposazenia itp.Ale gdybym wiedzial,ze
                odbieranie wolnosci i narzuceni wlasnych opini jest cena,nigdy bym sie na to
                nie zgodzila.Pozdrawiam.
                • conejito13 merda:) 08.05.06, 13:46
                  Ja od wielu juz lat (nie tylko w stos. do tesciow, ale ogolnie) stosuje metode:
                  jednym uchem wpuszczam a drugim wypuszczam to, co wydaje mi sie kompletnym
                  idiotyzmem/ingerencja w moja niezaleznosc. Inaczej zwariowalabym (szef w pracy,
                  tesciowie/rodzice/znajomi, politycy w tv;);)
                  Niegdys tesciowa potrafila zadzwonic do nas o 24 z zapytaniem, czy zjedlismy
                  kolacje i co (chyba bala sie, ze jej syn glodny chodzi). Po kilku telefonach
                  (zazwyczaj odbieralam ja) zaczal odbierac jej syn i polslowkami odpowiadac na
                  pytania. Przestala dzwonic i martwic sie rowniez.
                  Kiedys bylismy niemalze zmuszani w kazda niedziele isc na obiad do tesciow.
                  Dopoki nie pracowalam lub kiedy mialam nienormowany czas pracy (stewka), bylo
                  mi wszystko jedno, zjesc w domu czy u tesciow. Jednak odkad zaczelam pracowac w
                  biurze lubie wykorzystac moje dwa wolne dni w tygodniu w taki sposob, w jaki
                  chce i juz. Mezowi za pierwszym razem powiedzialam, zeby poszedl sam, bo ja
                  chce odpoczac od ludzi, od zgielku, od czterogoczinnego siedzenia przy stole
                  (wiesz, jak jest - obiad nie konczy sie po obiedzie;). Kolejne razy zwyczajnie
                  maz nie chcial beze mnie isc, choc usilnie go namawialam do tego, i tez
                  zostawal ze mna, gotowalismy sami. I tak powolutku odcielismy pepowine, ktora
                  byly wspolne obiady i kolacje a co za tym idzie uzaleznienie, ktore oni
                  wykorzystywali na swoj sposob. Teraz nie jest czyms nadzywczajnym nie widziec
                  ich 4 tygodnie, choc mieszkamy blisko. Zwyczajnie tempo zycia jest ogromne i
                  brak czasu nie tylko dla tesciow, ale ogolnie dla nas samych. I juz nie ma
                  telefonow-szantazy 'ojej, juz tyle sie nie widzielismy, w ogole nie
                  przychodzicie etc'. Kiedy tesciowa mi proponowala np. wspolne wyjscie na zakupy
                  czy wrecz zrobienie nam zakupow (jedzeniowych) odmawialam grzecznie mowiac jej,
                  ze lubimy robic razem zakupy i ze mam dlugasna liste i nie chce jej obciazac.
                  Nawet jak nalegala, odmawialam. Pewnie tez uwaza mnie za 'inna', ale w koncu
                  czy nie jestem inna?;) Z mezem bylismy od zawsze bardzo zgrani w tych tematach.
                  My to my, oni to oni, kompletnie dwie rozne rodziny choc polaczone wiezami
                  krwi. On sam wyprowadzil sie od rodzicow duzo wczesniej zanim sie pobralismy.
                  Niestety nie ma zlotego srodka. Szkoda. Powoli, malymi kroczkami. Nie wiem, czy
                  gotujecie u siebie, czy jecie z tesciami? W jakich strefach zycia oni uwazaja,
                  ze maja nad wami kontrole?
                  My z mezem, nawet w trudniejszych momentach wolelismy jesc cokolwiek niz
                  chodzic do tesciow na 'wykwintny' obiadek. Oczywiscie, kiedy chcielismy, zawsze
                  bylismy i jestesmy milo widziani u nich. To nie jest ostentacyjne odmawianie,
                  tylko prowadzenie wlasnego zycia. To bardzo zcala mlode malzenstwo (wspolne
                  jedzenie czy zakupy), tym bardziej, ze we Wloszech, podobnie jak w Hiszpanii do
                  jedzenia przywiazuje sie bardzo duza wage. Nawet jesli zrezygnujesz z tego
                  nieszczesnego opalania, nie rezygnuj z innych spraw. Bitwa przegrana, ale wojna
                  trwa:):) To oczywiscie tylko przenosnia, natomiast chce powiedziec, ze tym
                  ustepstwem wcale nie 'robisz po mysli tesciow', tylko motywujesz sie do
                  zrobienia innych rzeczy dla was. Nie lubisz jak ci gderaja do ucha - jak
                  najmniej z nimi przebywaj (nawet jesli mieszkaja na przeciwko). Jesli chodzi o
                  klucz do waszego domu, pogadaj z mezem i niech ich poprosi o to, zeby nie
                  przychodzili bez wczesniejszego umowienia sie, bo mozesz np. sie wystraszyc
                  porzadnie, ze to zlodzieje a poza tym, nie czujesz sie komfortowo wiedzac, ze w
                  kazdej chwili moze przyjsc 'kontrola'. Moja tesciowa tez miala na poczatku
                  takie zapedy, natomiast zdarzylo sie, ze pare razy przyszla a ja zwyczajnie nie
                  otworzylam jej drzwi, bo nie bylam 'w stanie' czyt. bralam prysznic, sluchalam
                  muzyki glosno czy spalam. Moze to takie szczesliwe zbiegi okolicznosci, ale
                  chyba daly jej do zrozumienia, ze jestem oddzielna osoba, nie jej corka i musi
                  mnie szanowac (ja do niej do mieszkania przeciez nie wchodzilam bez zapowiedzi
                  i nie grzebalam jej w sypialni). Teraz nie maja nawet kluczy do naszego
                  mieszkania. Niejednokrotnie tesciowie dzwonili do nas i zapraszali na obiad,
                  kolacje czy wspolny wypad do restauracji i odmawialismy, bo mielismy swoje
                  plany, ktorych nie chcielismy zmienic. Takie drobnostki, ktore tworza caly
                  obraz. Przypatrz sie, dlaczego was traktuja jak dzieciaki i nie szanuja waszego
                  zwiazku? U mnie byl to problem obiadow/kolacji/ogolnie jedzenia. Zwyczajne
                  spoufalenie sie. Przestalismy bywac tak czesto na jedzeniu u nich, skonczylo
                  sie. U was moze byc cos innego tym zapalnikiem i problemem.
                  Powodzenia. Nie wszystko od razu i z respektem:) Badz cierpliwa, rozmawiaj duzo
                  z mezem, uda sie wam. Tym bardziej, ze twoj maz rowniez zgadza sie z twoim
                  zdaniem na temat pewnych ich zachowan czy postaw. Nie pozostaje nic innego jak
                  powoli aczkolwiek dobitnie dawac im do zrozumienia wasze postawy.
                  ps. nie wiem, czy jasno wynika z mojego postu, ale my naprawde BARDZO DOBRZE
                  zyjemy z tesciami i BARDZO lubie zarowno tescia jak i tesciowa. Dosc dodac, ze
                  dwa lata temu zabrali sie z nami do Polski na wakacje i bylo supper!
    • panisiusia Re: Czy jestem dziewczyna lekkich obyczajow? 08.05.06, 11:27
      Tak jesteś. Jeśli 2 osoby powiedzą Ci, że jesteś pijana, jesteś. Per analogiam...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka