Dodaj do ulubionych

Pierwszy małżeński kryzys...

08.11.06, 09:53
...dopadł nas w bodajże 52. dniu małżeństwa ;-) Ot kłótnia jakich wiele przed
ślubem było, tradycyjnie wyzwiska i tłuczenie się też.
Niby jest już OK, ale - że tak powiem - straciliśmy cnotę, hihi. Naiwnie
myślałam, że jednak po ślubie wykażemy się dojrzałością i takich ostrych scen
nie będzie. Cóż, myliłam się.
Pozostaje wierzyć, że będzie tylko lepiej...
Obserwuj wątek
    • soova Re: Pierwszy małżeński kryzys... 08.11.06, 10:05
      ashton napisała:

      > ...dopadł nas w bodajże 52. dniu małżeństwa ;-) Ot kłótnia jakich wiele przed
      > ślubem było, tradycyjnie wyzwiska i tłuczenie się też.
      > Niby jest już OK, ale - że tak powiem - straciliśmy cnotę, hihi.

      Nieźle to wróży na dalszą przyszłość...

      Naiwnie
      > myślałam, że jednak po ślubie wykażemy się dojrzałością i takich ostrych scen
      > nie będzie. Cóż, myliłam się.
      > Pozostaje wierzyć, że będzie tylko lepiej...

      Ja bym tak bardzo w tę przyszłość nie wierzyła. Ale cóż, zdaje się, że mleko już
      się rozlało...
      • mojave Re: Pierwszy małżeński kryzys... 08.11.06, 11:01
        wyzwiska i tluczenie sie???
        • karolinka123 Re: Pierwszy małżeński kryzys... 08.11.06, 11:04
          no tak,takie cos po zaledwie 52 dniach od slubu wrozy sielankowe wrecz zycie:(
          • annajustyna Re: Pierwszy małżeński kryzys... 08.11.06, 11:08
            A ja codziennie nazywam meza debilem,a on mnie glupkiem. Takie nasze
            pieszczotliwe okreslenia;)))). Moze te wyzwiska u Ashton tez nie takie
            straszne:))).
            • ashton Re: Pierwszy małżeński kryzys... 08.11.06, 11:25
              Powtórzę - żadna to dla mnie nowość takie nasze zachowanie, nasz związek to
              pasmo ciągłych kłótni i godzenia się ;-) i nie pytajcie dlaczego w takim
              układzie zdecydowaliśmy się na ślub, bo sama nie wiem, hihi.
              Nie nowość - ale pierwszy raz po ślubie, dlatego przeżywam jak nigdy dotąd.
              Aaa, i wszystko na trzeźwo :-)))
    • ania_1609 Re: Pierwszy małżeński kryzys... 08.11.06, 11:12
      Ashton, brałam ślub tego dnia, co Ty. Dokładnie w czwartą rocznicę naszego
      związku. Też już zaliczyliśmy awanturę, ale w porównaniu z tym, jakie były
      awantury, kiedy się "docieraliśmy", nazwałabym tę ostatnią "wymianą zdań na
      wysokim C" :-)))
      Awantury się zdarzają, czasem pomagają oczyścić atmosferę, zresztą, co Ci będę
      mówić, sama wiesz.
      Gorzej, jakbyście mieli ciche dni. Moja teściowa zawsze się obrażała i Adam na
      początku robił podobnie, nie odzywał się do mnie. Mówiłam mu: wolę, żebyś na
      mnie nakrzyczał, niż się obrażał. No i teraz mam :-)))
      A wyzwiska i tłuczenie się? Cóż...ważne, żeby nie powiedzieć za dużo. A dla
      każdego co innego jest wyzwiskiem. Np.dla mojej mamy: zamknij się, jesteś głupi
      itp. są niedopuszczalne, a dla niektórych są w powszechnym użyciu :-))
      A poza tyn najważniejsze, że potraficie się godzić :-)))
      Pozdrawiam szesnastowrześniówkę :-))
    • triss_merigold6 Re: Pierwszy małżeński kryzys... 08.11.06, 11:18
      Cudnie. Może lepiej zastanówcie się nad powstrzymaniem od rozmnażania?
      Chyba, że lubicie taki hard core, pijany tatuś z nachlaną mamusią tłuką się po
      pyskach a potem idą do wyra zrobić sobie kolejne dzieciątko.
      • ania_1609 Re: Pierwszy małżeński kryzys... 08.11.06, 12:19
        A Ty, Triss nie kłócisz się nigdy z mężem?
        Poza tym wydaje mi się, że nie chodzi o tłuczenie się po pyskach po pijaku,
        tylko bardziej o tłuczenie talerzy i trzaskanie drzwiami. Tak przynajmniej to
        odebrałam.
        • triss_merigold6 Re: Pierwszy małżeński kryzys... 08.11.06, 12:25
          Owszem ale nie uważam przekraczania pewnych granic za normę o której się pisze
          z uśmieszkami tylko za coś wstrętnego i wyniszczającego związek.
          Ashton na innym forum pisała o tym, że się tłuką, że dochodziło do rękoczynów.
          Ależ ma panna powod do dumy... taki burzliwy związek... ciekawe czy podbite
          oczy maskuje fluidem czy też dumnie pokazuje.
          • ashton Re: Pierwszy małżeński kryzys... 08.11.06, 12:31
            Bidusia jestem, bo premanentnie mam cienie pod oczami aż do brody (z innej
            beczki: zna ktoś na to radę?) więc faktycznie wyglądam jakbym miała oczy
            podbite ;-)
            • annajustyna Re: Pierwszy małżeński kryzys... 08.11.06, 12:46
              A oklady z esencji herbacianej? Mi troche pomagaja. Sa tez specjalne kremy na
              cienie pod oczami + fluid (ale te metody pewnie znasz)...A jakie sa te
              rekoczyny? Na zdjeciach wygladacie tak niewinnie...
              • ashton Re: Pierwszy małżeński kryzys... 08.11.06, 12:50
                To ja mam ciężką rękę i jak mówię po raz enty i nie dociera do niego... to
                niestety. Dlatego nie chcę mieć dzieci ;-)
                • annajustyna Re: Pierwszy małżeński kryzys... 08.11.06, 12:51
                  To uwazaj, bo kiedys Ci odda...A o dzieciach trzeba bylo myslec przed slubem
                  koscielnym.
                  • ashton Re: Pierwszy małżeński kryzys... 08.11.06, 12:53
                    Zresztą co do dzieci się zobaczy jeszcze... może za iks lat nadam się na
                    matkę... a oddać oddał w końcu, nic dziwnego (dobra kończę, bo faktycznie
                    patologią to trąci)
          • ashton Re: Pierwszy małżeński kryzys... 08.11.06, 12:48
            Do dumy nie - ale do podzielenia się z innymi tak.
            Bo - przewrotnie - bardziej wierzę w trwałość takich właśnie związków niż tych,
            w których są same słodkości i różowości, a małżonkowie mówią z
            przekąsem "jesteśmy 20 lat po ślubie i ani razu się nie pokłóciliśmy". Ale jak
            już się pokłócą, to dramat, bo nie wiedzą co z tym fantem zrobić. I wcale się
            nie dziwię, że nie wiedzą.
            Chciałam, aby moje "opowieści z meliny" były przykładem na to, że u niektórych
            etap tak zwanego "docierania się" trwać może całe życie i docieranie bolesne
            może być. Nie trzeba wiać gdzie pieprz rośnie od razu, gdy ukochana osoba głos
            podniesie. A tak zwane "granice" są pojęciem względnym - chociaż akurat ta, że
            mąż wraca nad ranem pijany w sztok i na dzień dobry daje żonie po twarzy, jest
            bezwzględna ;-)
            • chicarica Re: Pierwszy małżeński kryzys... 09.11.06, 10:12
              Jest pewna różnica pomiędzy zwykłymi kłótniami (bo ja też nie wierzę w "nigdy
              się nie pokłóciliśmy") a kłótniami połączonymi z rękoczynami.
    • ania_1609 Re: Pierwszy małżeński kryzys... 08.11.06, 12:45
      Co do wyzwisk...Oczywiście, są pewne normy ogólne, ale też każdy ma swoje
      indywidualne granice. I to własnie ich głównie nie powinno się przekraczać. Dla
      mnie o wiele boleśniejsze by było, gdyby w kłótni mąż nazwał mnie leniem i
      pasożytam (nie pracuję na razie i on nas utrzymuje), niż jeśli mi powie, że mam
      się zamknąć. I odwrotnie, dla niego egoista jest bardziej obraźliwe
      niż "głupi". Najważniejsze, by o tym wiedzieć i nie używać "bolesnych"
      określeń. A jeśli dla kogoś dupek czy tłuścioch jest kompletnie neutralnym
      wyrazem i nie narusza jego granic, to niech sobie tak mówi...
    • mynia_pynia Re: Pierwszy małżeński kryzys... 08.11.06, 21:29
      Mam koleżanki z pod tego samego zodiaku, obie bardzo różne, a jednak...
      Jedna jest wybuchowa szalona, wiele razy byłam przy jej kłótniach z chłopakiem,
      kosmos ...;) Normalnie darli się w niebogłosy, poduszki fruwały, jedno drugie
      gryzło, że aż krwiaki mieli, ale za chwile miłość kwitła ... uwielbiam ich.

      Druga koleżanka, spokojna i opanowana, kiedyś się mnie pytaj jak się kłócę ze
      swoim nie mężem, więc mówię, że u nas jest twarda wymiana zdań na docinki, a
      jak juz mnie ogarnia furia to biorę psa na spacer i idę na fajkę ;)
      A ona mi mówi że jak ona się kłuci z mężem to garnki latają ;) Potrafią się
      strasznie wyzywać, że ma ochotę mu dołożyć ;) - kto by się spodziewał ;)?
    • g0sik Re: Pierwszy małżeński kryzys... 08.11.06, 23:46
      Nie ma to jak dostać porządny wpierdziel i spędzić noc na dworze. I jeszcze się
      cieszyć, że małżonek ciężką rękę ma i gębę potrafi porządnie obić. Musiałaś być
      bardzo zdesperowana wychodząc za faceta który lał Cię już przed ślubem.....W
      niektórych środowiskach najważniejsze jest aby starą panna nie zostać, a potem
      latami przed znajomymi udawać, że sielanka jest...
      • ashton Re: Pierwszy małżeński kryzys... 09.11.06, 08:07
        Umiejętność czytania ze zrozumieniem poszukiwana na gwałt ;-)
        • uttaa Re: Pierwszy małżeński kryzys... 09.11.06, 10:35
          Ashton, nie przejmuj się, to nie kryzys, to po prostu zwykła awantura:)
          A przed ślubem udało wam się wytrzymać tyle dni bez kłótni.....oj chyba nie,
          nie martw się, wszystko w normie.
          • ashton Re: Pierwszy małżeński kryzys... 09.11.06, 10:44
            Faktycznie się nie przejmuję.
            Uznaję - jak zawsze - swoją winę, diabeł ze mnie wcielony.
            Szkoda mi tylko straconych złudzeń (o święta nawiności!) że małżeństwo nieco
            mnie utemperuje :-)
            • mojave Re: Pierwszy małżeński kryzys... 09.11.06, 10:51
              nie potrafisz się opanować? A może jakieś warsztaty lub spotkanie z
              psychologiem pt "jak opanowywać agresję" Nie pisze tego złośliwie:)
    • bacha1979 Re: Pierwszy małżeński kryzys... 09.11.06, 11:00
      Sorry ashton, ale nawet nie jestem sobiew stanie wyobrazić takich rzeczy...Moim
      zdaniem to nie jest normalne...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka