prawie.normalny.facet
09.12.06, 07:40
Dla dużej części polskiego społeczeństwa nie jest patologią fakt, że w
miejscu pracy szef wykorzystuje swoją dominującą pozycję w stosunku do
podwładnych dla uzyskania korzyści seksualnych. O ile w większości krajów
demokratycznych takie zachowanie jest surowo karanym przestępstwem, o tyle w
Polsce zjawisko to jest lekceważone, a nawet zdaje się mieć dosyć szeroką
społeczną akceptację. Jest to tym bardziej zastanawiające o ile weźmie się
pod uwagę wpływ kościoła katolickiego na kształtowanie poglądów polskiego
społeczeństwa. I właśnie może tutaj dochodzimy do sedna problemu. Do takiej
refleksji skłoniła mnie dzisiejsza wypowiedz ojca Dyrektora, który
indoktrynował swoich wiernych mówiąc, ze jeśli chodzi o seksaferę, to jedynie
miały miejsce "niewłaściwe sytuacje obyczajowe":
wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3781800.html
Oczywiście o ile poglądy ojca Dyrektora nie są wykładnią stanowiska całego
kościoła w Polsce, to lekceważenie problemu molestowania seksualnego w
miejscu pracy wpisuje się całkiem dobrze w tradycyjny model społeczeństwa
lansowany przez kościół czy ugrupowania prawicowe. Bo przecież zgodnie z tym
modelem miejsce kobiety jest w domu przy dzieciach. Natomiast kobiety, które
wychodzą poza ten model i decydują się na prace zawodową same narażają się na
pewne "niewłaściwe sytuacje obyczajowe". A kobietę która w taką "niewłaściwą
sytuację" się uwikła, zwłaszcza tę, która na dodatek zdecyduje się jeszcze
robić szum, spokojnie będzie można określić szeregiem niewybrednych epitetów.
P.S. Pewnie zostanę tu zaraz zmieszany z błotem ale widząc co sie dzieje w
kraju nad Wisłą nie mogłem odmówic sobie tego komentarza ;)