mini49
14.12.06, 11:24
Od 3,5 roku jestem w związku z moim narzeczonym. On ma 28lat a ja 23.Jestem
jego pierwszą dziewczyną a ja byłam juz w dłuższym związku. Myslałam, że fakt
iż jestem jego "pierwszą" zawsze bedzie sprawiał, ze bede sie radować. -
Cudownie- mówiła moja mama- to znaczy, że czekał na ciebie, że własnie ty
jesteś mu pisana. Długo i ja tak myślałam.
Od pierszego wejrzenia strzała amora uderzyła w nas wielką siłą. Zakochalismy
się w sobie bez pamięci i juz po 2 miesiącach oświadczył mi sie. Zgodziłam
sie. Slub zaplanowalismy za 1,5 roku w wakacje....
I tu zaczyna się mój problem.........
Oswiadczył sie ale nie zrobił totalnie nic aby doszło do ślubu. Cieszył sie
codziennymi spotkaniami i ciągle tłumaczył, że bedzie sie starał, że wyjedzie
zarobić pieniążki, że bedzie szukał lepszej pracy. Ale tylko mówił. Byłam
wtedy zbyt zakochana aby naciskać na niego i "zmuszać" go do czegokolwiek.
Odpuściłam bo było cudownie.......Ale odpuściłam tylko w rozmawianiu o tym a
w głębi siebie nadal mocno tego pragnęłam.
Po długim okresie czasu, gdy minęła owa planowana data ślubu, znów
postanowiłam walczyc. Zwłaszcza,że on ciągle powtarzał, ze mnie mocno
pragnie, ze tylko ze mna chce spędzić życie, ze mnie kocha. Zaproponowałam
nowa datę slubu- na sierpnien 2007 roku. Zgodził sie. Zapewniał iz tym razem
juz napewno zrobi wszystko aby do tego doszło. Dzis mamy juz połowę grudnia a
on nie zrobił nic. W rozmowach na ten temat przyznaje, że troche za wolno do
tego się zabierał i że teraz będzie inaczej. Może........... ale teraz to ja
się poddałam. Teraz juz nawet nie jestem pewna, czy chcę takiego faceta który
ociąga się jak tylko może i olewa tak ważne sprawy. Zaczynam tracic
nadzieje,, że moje marzenia się spełnią, że on pokaże, że jest facetem i że
warto z nim być. On tylko mówi ze warto, zebym dała szanse. Ze on tak mocno
kocha i zebym go nie zostawiała......
Kocham go szalenie mocno ale boje się znów marzyć. Boje śie znów cieszyć
planami na przyszłośc aby znów się nie zrazić. A ta obawa odsuwa mnie od
niego coraz bardziej. Nie umiem przekonać samej siebie, że warto dać szansę,
mimo ze tak mocno kocham.
Nie wiem co robic, czy wmawiać sobie ze warto czy odejść i dać jemu spokój?
Bardzo go kocham i chciałabym znów uwierzyć ale to nie takie proste. Nie mam
recepty na zmianę swojego utartego toku myślenia.
Czasami myśle, że błędem jest wiązać sie z facetem bez doświadczenia