Dodaj do ulubionych

utrata nadzieji na jego zmianę

14.12.06, 11:24
Od 3,5 roku jestem w związku z moim narzeczonym. On ma 28lat a ja 23.Jestem
jego pierwszą dziewczyną a ja byłam juz w dłuższym związku. Myslałam, że fakt
iż jestem jego "pierwszą" zawsze bedzie sprawiał, ze bede sie radować. -
Cudownie- mówiła moja mama- to znaczy, że czekał na ciebie, że własnie ty
jesteś mu pisana. Długo i ja tak myślałam.
Od pierszego wejrzenia strzała amora uderzyła w nas wielką siłą. Zakochalismy
się w sobie bez pamięci i juz po 2 miesiącach oświadczył mi sie. Zgodziłam
sie. Slub zaplanowalismy za 1,5 roku w wakacje....
I tu zaczyna się mój problem.........
Oswiadczył sie ale nie zrobił totalnie nic aby doszło do ślubu. Cieszył sie
codziennymi spotkaniami i ciągle tłumaczył, że bedzie sie starał, że wyjedzie
zarobić pieniążki, że bedzie szukał lepszej pracy. Ale tylko mówił. Byłam
wtedy zbyt zakochana aby naciskać na niego i "zmuszać" go do czegokolwiek.
Odpuściłam bo było cudownie.......Ale odpuściłam tylko w rozmawianiu o tym a
w głębi siebie nadal mocno tego pragnęłam.
Po długim okresie czasu, gdy minęła owa planowana data ślubu, znów
postanowiłam walczyc. Zwłaszcza,że on ciągle powtarzał, ze mnie mocno
pragnie, ze tylko ze mna chce spędzić życie, ze mnie kocha. Zaproponowałam
nowa datę slubu- na sierpnien 2007 roku. Zgodził sie. Zapewniał iz tym razem
juz napewno zrobi wszystko aby do tego doszło. Dzis mamy juz połowę grudnia a
on nie zrobił nic. W rozmowach na ten temat przyznaje, że troche za wolno do
tego się zabierał i że teraz będzie inaczej. Może........... ale teraz to ja
się poddałam. Teraz juz nawet nie jestem pewna, czy chcę takiego faceta który
ociąga się jak tylko może i olewa tak ważne sprawy. Zaczynam tracic
nadzieje,, że moje marzenia się spełnią, że on pokaże, że jest facetem i że
warto z nim być. On tylko mówi ze warto, zebym dała szanse. Ze on tak mocno
kocha i zebym go nie zostawiała......
Kocham go szalenie mocno ale boje się znów marzyć. Boje śie znów cieszyć
planami na przyszłośc aby znów się nie zrazić. A ta obawa odsuwa mnie od
niego coraz bardziej. Nie umiem przekonać samej siebie, że warto dać szansę,
mimo ze tak mocno kocham.
Nie wiem co robic, czy wmawiać sobie ze warto czy odejść i dać jemu spokój?
Bardzo go kocham i chciałabym znów uwierzyć ale to nie takie proste. Nie mam
recepty na zmianę swojego utartego toku myślenia.
Czasami myśle, że błędem jest wiązać sie z facetem bez doświadczenia
Obserwuj wątek
    • mini49 Re: utrata nadzieji na jego zmianę 14.12.06, 12:10
      ponadto wydaje mi się ze jest chyba rozpieszczonym duzym chłopcem. Ma juz 28
      lat i nadal mieszka z rodzicami w malutkim pokoiku. Dopiero niedawno i to pod
      moim naciskiem zrobił prawo jazdy. Autka swojego oczywiście nie ma. Zarabia
      przeciętnie ale nigdy na nic mu nie starcza i nie ma też samomobilizacji i
      chęci aby to zmienić. Jest facetem który po pracy idzie na salę ćwiczyć mięśnie
      i nic poza tym go nie interesuje. No i chyba ja go interesuje troszeczkę, bo
      spotykamy sie niemal codziennie. W weekendy kiedy ja jadę na zajęcia on jedzie
      na ryby........ zamiast poszukac ofert pracy w internecie, napisac Cv. Na takie
      sprawy on nigdy nie ma czasu a na przyjemności tak.
      Martwię sie, że on nigdy nie bedzie potrafił sie sam do czegoś zebrac, że długo
      trzeba bedzie go prosić aby coś zrobił. Nie wiem czy starczy mi na to sił.
      Samej jest mi trudno być twardą, dodawać otuchy i sobie i jemu.
      Czasami zachowuje sie tak, jakby chciał aby podac mu wszystko an tacy. Zebym to
      ja po skonczeniu studów wyjechała zarabiać albo ze on sam nie wyjedzie bo
      bedzie tesknic.Wkurza mnie to jak cholera i nie wiem czy jego obiecywane zmiany
      naprawde mają szanse?
      Oprócz tych wad, jest cudownym facetem. Troslkiwym, czyłym, wiernym, ciepłym.
      Nic oprócz tego co wyzej napisalam nie mogę mu nic wiecej zarzucic.
      Jak myslicie, czy teraz gdy juz wie, ze mnie traci, bedzie potrafił naprawde
      sie zmienic?
      • martab15 Re: utrata nadzieji na jego zmianę 14.12.06, 12:26
        Witaj.Jeśli już teraz on z lekka olewa czy będzie ten ślub czy nie to nie za
        dobrze wróży.A poza tym widze że przeszkadza ci to że jemu na niczym nie
        zależy ,nie szuka lepszej pracy,itd. to póżniej ten temat będzie cie jeszcze
        bardziej wk....


        > Jak myslicie, czy teraz gdy juz wie, ze mnie traci, bedzie potrafił naprawde
        > sie zmienic?

        Jeśli teraz się troche zmieni to tylko dlatego żeby cie na krótko uspokoić,a po
        ślubie będzie miała to gdzieś bo już babe będzie miał.
      • annubis74 Re: utrata nadzieji na jego zmianę 14.12.06, 12:47
        a Ty coś robisz w związku z planowanym ślubem?
        mam wrazenie, że każde z was ma nadzieje ze to drugie się tym zajmie
        mój mąż też nie ma specjalnych talentów organizacyjnych i też nie wiedział jak
        sie zabrać do organizacji ślubu- dzięki temu ja przeforsowałam taką imprezę
        jaką chciałam:)))
        Przygotuj listę spraw które musicie załatwić - takie listy sa nawet w necie, a
        później w podanej kolejności nalezy plan realizować czyli mówisz miśkowi: "Dziś
        idziemy szukać sali, jutro wybieramy zaproszenia itd"
        jeśli planujecie ślub na sierpien 2007 czasu jest nadto - myśmy sie
        zorganizowali w pół roku
        powodzenia
        • domi_mikolka Re: utrata nadzieji na jego zmianę 14.12.06, 12:54
          ja też byłam głównym motorem napędowym jeśli chodzi o organizację, tzn.
          zarządzałam całością: dziś robimy to, jutro tamto, za tydzień idziemy szukać
          lokalu, a za miesiąc do księdza itd. większości facetów się wydaje, że ze
          wszystkim zdążą i na wszystko mają czas, a potem budzą się z ręką w nocniku:)
          mój mąż potem się już tak w to wkręcił, że sam się dopytywał kiedy co będizemy
          załatwiać. wiesz jak to mówią, mężczyzna jest głową a kobieta szyją - ktoś tą
          głową musi pokierować:)
          • lenchen Re: utrata nadzieji na jego zmianę 14.12.06, 13:19
            Uważam, że wesele i organizacja tej imprezy to jeszcze małe piwo w porównaniu
            do tego, co będzie cię czekać po , przez całe życie małżeńskie. Wszystko
            wskazuje na to, że twój wybranek jest nieporadnym chłopcem, który jeszcze nie
            dorósł do roli bycia mężczyzną/mężem/ojcem. I to ty będziesz szyją i głową,
            będziesz zasuwać na mieszkanie, opłaty, urlop, sprzątać, gotować, latać po
            urzędach, załatwiać... Ja bym była bardzo ostrożna. Jego postawa/zachowanie
            teraz raczej nie zmieni się po ślubie (na 95%). Przemyśl sprawę. Chcesz żyć z
            nim naprawdę??
      • anek45 Re: utrata nadzieji na jego zmianę 14.12.06, 15:19
        Wyjście za mąz to spełnienie twoich marzeń?!!! No cóż, skoro masz tylko takie?
        Na poziomie 12-latki... Spytałas choć raz faceta, jakie on ma marzenia?

        A co ty, aniołku, wniesiesz do waszego małżeństwa? Jak duże masz mieszkanie lub
        dom? Oczywiście, TY nie mieszkasz z rodzicami. Jak wysoką pensję? Jaki
        samochód? Oczywiście, masz prawo jazdy od kilka lat. Co zrobiłas, jeśli chodzi
        o przygotowania do ślubu?

        W weekendy kiedy ja jadę na zajęcia on jedzie
        > na ryby.......
        A co? Ma siedzieć na kanapie i wzdychać z tęsknoty za tobą?

        >W weekendy kiedy ja jadę na zajęcia on jedzie
        Studiujesz zaocznie? No to na pewno w tygodniu pracujesz, zarabiasz duże
        pieniądze, a po pracy spełniasz swoje liczne zainteresowania (masz jakies czy
        potrafisz jedynie narzekać, że facet ich nie ma?).

        > ponadto wydaje mi się ze jest chyba rozpieszczonym duzym chłopcem.
        Ty z całą pewnością jest rozkapryszoną, niedojrzałą dziuewczynką, która roi
        sobie coś na temat małżęnstwa i księcia na białym koniu. Może zacznij najpierw
        wymagać od siebie, a potem od faceta. Zanim wyjdziesz za mąż, zrozum, ze mąż to
        nie jest maszynka do zarabiania pieniędzy i spełniania woich zachcianek. Masz
        jakieś? o zacznij je spelanić sama, bez oglądania się na kogokolwiek.

        > Czasami zachowuje sie tak, jakby chciał aby podac mu wszystko an tacy
        Możliwe, ze on czasem się tak zachowuje. Niestety, sądząc z opisu, ty robisz to
        non stop.

        > Jak myslicie, czy teraz gdy juz wie, ze mnie traci, bedzie potrafił naprawde
        > sie zmienic?
        Owszem, mam nadzieję, ze się zmieni i zamieni cię na bardziej samodzielny
        model. Po diabła mu pasożyt z pretensami.
    • magdusinska Re: utrata nadzieji na jego zmianę 14.12.06, 13:41
      A ja w tym facecie nie widzę problemu. Problemem jest jego narzeczona, ktora
      chce ślubu, ale nie robi w tym kierunku nic. Chce mieszkania, ale nie robi nic,
      chce więcej pieniędzy, ale nie pracuje. Czegoś tu nie rozumiem. Co złego w tym,
      że facet mieszka z rodzicami, albo nie ma samochodu. My też przed ślubem nie
      mieliśmy, a teraz mamy. Co złego w tym, że chodzi na siłownię lub na ryby.
      Kochana facet ma 28 lat i skończył już swoją edukację, pracuje i zarządza swoimi
      pieniędzmi tak jak chce. A Ty co robisz? Jeszcze studiujesz, kto Ciebie utrzyma
      jak wyjdziesz za mąż? A temat wyjazdu za kasą pomijam zupełnie. Chcesz wyjść za
      mąż i od razu wysłać chłopa daleko, aby pieniążki wpływały na konto. Ja Ci
      powiem krotko, chcesz milionera to sobie takowego znajdź, a nie zawisłaś na
      facecie średnio zamożnym.
      • mini49 Re: utrata nadzieji na jego zmianę 14.12.06, 15:35
        nie chcę milionera ale jesli facetowi jego własna wypłata ledwo starcza do
        końca miesiąca......... bedzie cięzko jeśli trzeba bedzie z tego utrzymać tez
        rodzinę. Ja studiuję i pracuję. Odkładam każdy grosz. Nie mam bogatych rodziców
        którzy wyłożą kasę na wesele i on zresztą też. Dlatego uważam ze powinien
        wyjechać i zarobic choć na samo wesele. Proponowałam, ze teraz gdy zarabia
        grosze, aby wyjechal pierwszy a ja zaraz po ukonczeniu studiów bym do niego
        dojechała ale on zawsze znajdował argument na nie. Dorobić tez nie moze, bo
        zawsze cos. tłumaczy się, że ci co cos mają to albo od rodziców albo z
        przekrętów. Jestem innego zdania bo mam wiele znajomych i wiem ze cięzko
        pracują na kazdy grosz. Moj zadawala sie pracą od 7 do 15 i wiecej go nie
        interesuje. Troche to przykre.
        • magdusinska Re: utrata nadzieji na jego zmianę 14.12.06, 15:47
          mini49 napisała:

          > nie chcę milionera ale jesli facetowi jego własna wypłata ledwo starcza do
          > końca miesiąca......... bedzie cięzko jeśli trzeba bedzie z tego utrzymać tez
          > rodzinę.

          A to on sam ma pracować na tą rodzinę? Sorry, ale jak na razie to Ty pracujesz
          na siebie i swoje studia. A studia to jednak duże obciążenie dla budżetu. Coś o
          tym wiem.

          >Nie mam bogatych rodziców którzy wyłożą kasę na wesele i on zresztą też.
          Dlatego uważam ze powinien wyjechać i zarobic choć na samo wesele.

          A to on sam to wesele ma zrobić? Ty oczywiście nie poczuwasz się do obowiązku.

          Proponowałam, ze teraz gdy zarabia
          > grosze, aby wyjechal pierwszy a ja zaraz po ukonczeniu studiów bym do niego
          > dojechała ale on zawsze znajdował argument na nie.

          Po ukończeniu studiow czyli za 2 lata. Uważasz, że facet, ktory się nawet nie
          ożenił pojedzie i będzie na Ciebie zapieprzał. Ma chłop rację.
          I wcale się nie dziwię, że odwleka ten ślub. Też nie chciałabym być wołem roboczym.
        • anek45 Re: utrata nadzieji na jego zmianę 14.12.06, 15:53
          Sorry, zachrzaniac kilkanascie miesięcy, zeby lalunia przez jedną noc mogła
          poczuć się księzniczką. Nie stać was na wystawne wesele, to go nie robiucie. A
          jesli chcesz mieć hulankę, to na nią zarób. Proste jak drut.

      • burza4 Re: utrata nadzieji na jego zmianę 16.12.06, 17:53
        > Czegoś tu nie rozumiem. Co złego w tym,
        > że facet mieszka z rodzicami, albo nie ma samochodu.

        problemem jest jego marazm życiowy i to, że jako partner będzie kulą u nogi a
        nie wsparciem. Skoro dziewczyna ma 23 lata i już teraz jej to przeszkadza, to
        za 10 lat (nawet jeśli się pobiorą) go zostawi, bo nie wytrzyma z facetem,
        którego trzeba wlec, wiecznie mobilizować do zrobienia czegokolwiek.

        Nie w tym rzecz, czy już ma czy nie - rzecz w tym, żeby on nie ma żadnych
        ambicji, planów na przyszłość, że NIE ROBI NIC konstruktywnego, jakby
        spodziewał się, że samo spadnie. Trzeba mieć dążenia i je realizować, a nie
        spędzać życie siedząc na kanapie i dłubiąc w nosie.

        pierwsza moja myśl po przeczytaniu posta autorki była "dziękuj bogu dziewczyno,
        że ślubu nie załatwił, masz jeszcze czas, nie pchaj się w coś, co nie rokuje".
        Inaczej za rok, dwa, obudzi się z ręką w nocniku i facetem, który jest ciężarem
        a nie wsparciem. On nie potrzebuje żony, tylko drugiej mamusi.
    • beatakat Re: utrata nadzieji na jego zmianę 14.12.06, 13:46
      Jeśli chodzi o ślub, to ja większość załatwiałam i popychałam do przodu. Ale
      niepokoi mnie to, że nie szuka pracy, że mieszka z rodzicami, że musiałaś
      go "zmuszać" na prawo jazdy... mnie to nie wygląda dobrze. Faceci są wygodni i
      ile mogą, tyle zwalą na kobiety. Moja szwagierka ma takiego męża który dużo
      mówi, ale nic nie robi. Problemem jest wszystko: kupno czegoś do mieszkania,
      sprzątanie, jedzenie, facet nie zrobi nic jak się go nie "kopnie". A Ty już
      teraz to zauważasz. przykro mi ale mnie to nie wróży dobrze... w końcu będziesz
      miała dosyś miłego chłopca, a będziesz chciała mężczyzny, stanowczego,
      władczego, na którym możesz polegać. A on chyba taki nie będzie...
      • yvona73pol Re: utrata nadzieji na jego zmianę 14.12.06, 13:54
        ale on juz ma prace.... tylko nie chce wyjezdzac za granice po wiecej kasy;
        brak organizacji by mnie mniej zmartwil, gdyby nie te ryby.... to moze byc
        nalog, wiem co mowie
        • magdusinska Re: utrata nadzieji na jego zmianę 14.12.06, 13:59
          yvona73pol napisała:

          > ale on juz ma prace.... tylko nie chce wyjezdzac za granice po wiecej kasy;

          A musi? Widocznie jemu wystarcza to co już posiada. A jak narzeczonej to
          przeszkadza to tak jak pisałam wcześniej niech sobie znajdzie milionera, albo
          wyjedzie razem z nim. Dziewczyno od kiedy to facet jest do zaorania i harowania
          na obczyźnie?
          > brak organizacji by mnie mniej zmartwil, gdyby nie te ryby.... to moze byc
          > nalog, wiem co mowie

          A może ryby to po prostu hobby. Nie ma nic złego w tym, że facet ma zainteresowania.
          • panisiusia Re: utrata nadzieji na jego zmianę 15.12.06, 10:44
            Ale tu nie chodzi o zabranianie hobby...Dziewczyna napisała wyraźnie, że gość
            wyjazd na ryby traktuje jako wymówkę do nienapisania cv!

            28letni facet mieszkający z rodzicami może po prostu nie znać pewnych realiów,
            zwłaszcza jeśli mamusia zbyt apodyktyczna, albo nadopiekuńcza. Może być tak
            bardzo przekonany o słuszności takiego modelu życia, że nawet nieświadomie
            przenosi na narzeczoną funkcje matki.

            Nie rozumiem tego ataku na autorkę wątku: czy mobilizowanie faceta, by znalazł
            pracę za 1200 a nie za 700 to naprawdę kaprysy rozpieszczonej księżniczki?
          • yvona73pol magdusinska 15.12.06, 11:34
            a czy ja pisalam ze cos musi? oswiecilam tych co maja klopot z czytaniem ze
            zrozumieniem ;)))
            neutralnie raczej ;) ja nie mam zupelnie zdania czy jakis obcy chlop ma
            gdziekolwiek wyjezdzac...
            a co do ryb... no coz, moze mam traume, bo moj padre mial taki nalog, mozliwe,
            ze gdyby mu przyszlo wybierac zawiezc kogos z rodziny do szpitala czy na ryby
            to moglby wybrac ryby.... znaczy ryby byly znacznie wyzej w hierarchii niz
            rodzina, bo zawszec to czysta przyjemnosc i adrenalinka, nie zadne obowiazki :/
    • caysee Re: utrata nadzieji na jego zmianę 14.12.06, 17:28
      Slub slubem. Jezeli uwazasz, ze organizacja slubu to juz jest powod do
      szczescia, to zastanow sie co bedzie po nim. Bez przesady, urzadzenie jednego
      dnia zabawy jest niczym wielkim w porownaniu do urzadzenia sie w zyciu. Jezeli
      twoj facet nie potrafi sie sprezyc zeby zorganizowac ten jeden dzien, to cienko
      widze wasza rodzine w przyszlosci.
    • kaatrin Re: utrata nadzieji na jego zmianę 14.12.06, 21:42
      Zaproponowałam
      > nowa datę slubu- na sierpnien 2007 roku. Zgodził sie. Zapewniał iz tym razem
      > juz napewno zrobi wszystko aby do tego doszło. Dzis mamy juz połowę grudnia a
      > on nie zrobił nic

      Co mial zrobic? A co ty zrobilas?? Zorganizuj sama, wyjdz sama z inicjatywa.
      Zrobilas chociaz liste gosci?

      Bardziej niz to podejscie do slubu martwiloby mnie, ze facet mieszka w wieku 28
      lat z rodzicami w klitce.


      • magdusinska Re: utrata nadzieji na jego zmianę 15.12.06, 00:15
        Kaatrin to, że facet mieszka z rodzicami to w dzisiejszych czasach żadna nowość.
        A jaki to problem? Dla mnie żaden. Można mieszkać z rodzicami i być super
        samodzielnym facetem, a można mieszkać samemu i mamusia mieszkanie Ci urządza
        lub obiadki przynosi. To akurat nie jest regułą kto z kim mieszka. Ale czemu
        panna cała w pretensjach, a sama nic nie robi.
    • niunia2828 Re: utrata nadzieji na jego zmianę 15.12.06, 11:08
      ...ztroszke się dziwie,że nie rozmawiacie o tym otwarcie, mówcie sobie oswoich
      odczuciach, smutkach, nadziejach skoro tak się kochacie. A swoją drogą to też
      fakt,że faceta trzeba czasem za rączkę zaprowadzić i pokazać " ja chcę żeby
      było tak i tak"....a zwłaszcza w takich sprawach..
    • mini49 Re: utrata nadzieji na jego zmianę 15.12.06, 13:16
      Niektórzy z Was mnie rozmunieją a inni myślą, że jestem rozkapryszoną lalunią.
      Ja naprawdę nie chcę ani ograniczać mojego chłopaka ani wymagać zbyt wiele.
      Chodzi o normalne życiowe sprawy. Jak to jest możliwe, że ja zarabiając mniej
      od niego, potrafię zapłacić za studia i jeszcze odłożyć parę groszy na naszą
      przyszłość? Potrafie w międzyczasie chodzić na kurs a on? Żyje powoli i wydaje
      mi się, że zbyt powoli. Nie wkurza mnie, że ma hobby, wręcz przeciwnie. Ale
      zeby to hobby nie zabierało mu całego cennego czasu, który mógłby poświęcić na
      bardziej pozyteczne sprawy. Nie musi rezygnowac z przyjemności ale chce aby
      umiał podzielic czas na to i na inne sprawy.
      Rozmawiamy duzo, bardzo dużo na ten temat.I on wie, że nic do tej proy nie
      zrobił, że tak naprawde się nie starał. Przyznał sie do tego. I za każdym razem
      mówił, że teraz bedzie inaczej, że bedzie myslał jak zdobyć wiecej pieniedzy
      abysmy szybciej byli razem. On bardzo chce jaknajszybciej sie pobrac ale wkurza
      mnie ze tak sie ociąga aby coś zacząć, coś osiągnąć. Naprawde mysle, ze nabrał
      on już nawyków starokawalerskich i cięzko mu jest zacząć żyć inaczej.Zwłaszcza,
      że mieszkając z rodzicami dostaje wszystko pod nos. Ja tez mieszkam z rodzicami
      ale mam dopiero 23 lata a po drugie sama musze zarobić na studia i
      przyjemności. Dziwię sie, ze tyle czasu mieszka zrodzicami i nie przeszkadza mu
      to- choc teraz twierdzi ze jednak przeszkadza. Dziwie sie, ze nie mobilizuje
      go to do tego aby coś zmienić.
      Zaręczając się ze mną chyba przecież wiedział na co się porywa, co go czeka. Ze
      trzeba bedzie skromniej zyc aby coś odłożyc.
      Do konca studiów zostało mi niecałe poł roku. Moze i bede musiała wyjechać
      zarobić troche wiecej ale on moze wyjechać juz teraz. Skoro tak bardzo chce się
      ze mna ożenić- to w czym problem?! Mysle, że jemu albo sie nie chce albo sie
      boi ruszyc w wilki swiat gdzie bedzie zdany tylko na siebie.......
      Rozumiem, trzeba wiele odwagi aby rzucic wszystko i wyjechac. Ala jak wczsniej
      pisałam- on nigdzie nie musi jechac. Jesli bedzie umiał ze swojej pensji cos w
      koncu odłożyc, jesli może znajdzie jakąś dorywczą prace- to wtedy sobie
      poradzimy. Chce tylko aby wkoncu w tym kierunku zaczął coś robic a nie tylk sie
      tłumaczył.
      Boję sie, że on sie nigdy nie zbierze, że zawsze bedzie tylko mówił i
      obecywał.Potrzebuje pomocy z jego strony a nie- tak jak niektórzy myslą- zeby
      zarobił za mnie i mnie utrzymywał. Nie chce całe zycie matwic sie o sprawy
      finansowe naszego związku.
      • gosiadzika Re: utrata nadzieji na jego zmianę 15.12.06, 14:01
        mój chopek jak mi się oświadczył to też nie wiedział co dalej ma robić. Trzeba
        razem usiąść zrobić listę gości (myśy mieli prawie setkę), kto ZA TO ZAPłąCI -
        to jest chyba najważniejsze. Nam sponsorowali rodzice, a ty ze swoimi
        rozmawiałaś? masz pojęcie jakie to są koszta?
        A po śłubie co? pójdziecie mieszkać każdy do swoimch rodziców, czy do jego klitki?
        A jak was nie stać to weźcie na razie tylko cywilny ,i.. no właśńe co.. macie
        gdzie mieszkać razem?
        • yvona73pol Re: utrata nadzieji na jego zmianę 16.12.06, 10:47
          mini, tak pomijajac sprawe ogranizacji wesela, to twojemu chlopu zawsze bedzie
          sie tylko "mowilo a nie robilo", on ma inne priorytety w zyciu, nie ma ochoty
          sie zarzynac, mimo, ze widzi korzysci z tego plynace, stad te deklaracje... on
          bedzie sobie spokojnie plynal przez zycie na falach, w sensie, gdzie go
          poniesie to dobrze.... pytanie czy ty chcesz tak zyc (i mozesz); to nie jest
          krytyka, taki sposob na zycie ani lepszy, ani gorszy, przynajmniej wrzodow na
          zoladku nie bedzie ;))) kazdy ma inny charakter, jemu to odpowiada...
          skad wiem, ze sie nie zmieni? ano, taki byl moj ojciec, to sie napatrzylam ;)))
          zreszta wszelkie szumne zmiany dla drugiej osoby w zwiazku... ech, to juz temat-
          rzeka sam w sobie
      • annubis74 Re: utrata nadzieji na jego zmianę 16.12.06, 13:25
        jeśli facet ma byc twoim mężem to wymagać powinnaś ale w granicach rozsądku.
        ja np. mogę zrozumieć punkt widzenia faceta, który nie chce tułać sie za
        granica i harować tam na wasze wesele - to bez sensu przepuścić zarobki z kilku
        miesięcy w jedną noc. poza tym, czy on ma jakieś kwalifikacje (wykształcenie,
        znajomość języka) które daje mu szanse na prace za granicą
        myslę że zamiast zastanawiać sie póki co nad slubem, to może spróbujcie
        zamieszkać razem - zobaczysz jak sie facet sprawdza w życiu codziennym, a poza
        tym będzie czas oduczyć go starokawalerskich nawyków - a jak sie nie sprawdzi
        to bedzie czas zrezygnować
        czytajac twoje posty mam wrażenie że oboje chyba jesteście niezbyt dojrzali
        albo niezbyt pewni tego pomysłu ze ślubem
    • kiecha3 Re: utrata nadzieji na jego zmianę 16.12.06, 14:05
      a ja dziewczyne dobrze rozumiem... może nie ze wszystkimi jej opiniami sie
      zgadzam.. ale tez mam faceta.. który.. jak by to ująć a nie przesadzić.. to
      pierdoła.. sam nic nie zrobi.. nie pomyśli.. dopuki ktoś mu nie powie, nie
      pokaże sam nica nic nie popróbuje.. taki.. duży-mały chłoiec.. i podobnie jak
      autorka wątku.. zastanawiam sie czy wytrzymam z tym.. z tą jego nieporadnością..
      tym wiecznym czekaniem na moje zdanie.. wiem gdziue popełniłam błąd... ale nie
      umiem go naprawić.. od początku naszego związku dominowałam go.. przyjęłam role
      steru i okrętu.. i on sie poddał mojemu kierowaniu... a teraz.. jak już
      wydoroślałam.. chce faceta a nie potulnego chłopca.. chce sie czuć przy nim
      bezpiecznie.. chce by mnie przytulił.. a nie przytulał sie do mnie.. banalne..
      ale straszne.. od takich zwyczajnych prozaicznych czynności sie zaczyna.. a
      kończy.. niestety na poważnych.. tak jak któraś dziewczyna pisała.. wymagam
      pewnych rzeczy... ale sama też w stosunku do siebie nie jestem bezkrytyczna.. a
      jednak nie siedze jak mój luby z założonymi rękoma... tylko działam.. ja w tym
      roku skończyłam studia.. w ciągu niecałego miesiąca znalazłam prace... po 1,5
      miesiąca lepszą nową... daje korepetycje.. żeby tylko jakiś grosik wpadł..
      podczas gdy on.. od przeszło roku pracuje i ojca nie mając z tego praktycznie
      nic.. poza zusem.. i opłatami.. raz na 2-3 m-ce dostanie wypłatę 500zł... i
      dobrze mu z tym.. nic nie zmienia... ech...
    • azzure1 Mini, Twój facet musi być świetny w łóżku 20.12.06, 02:51
      bo z tego, co napisałaś, to życiowo jest beznadziejny, więc nic innego nie
      przychodzi mi do głowy, co mogłoby Cię przy nim trzymać.
      Sama zresztą napisałaś, że straciłaś nadzieję, że się zmieni.
    • mynia_pynia Re: utrata nadzieji na jego zmianę 20.12.06, 12:43
      To facet nie dla Ciebie.
      Nigdy nie będzie wam dobrze, ty masz inne nastawienie do życia.
      Potrzebujesz faceta przedsiębiorczego, zaradnego, pewnego siebie.
      Ja wyczuwam na odległość "cioty życiowe", sama jesteb bardzo zaradna i nie
      wyobrażam sobie żeby nakłaniać kogoś do wszystkiego.
      Zapał ci szybko siądzie jak będziesz coś chciała i tylko tobie będzie na tym
      zależało.
      Baw się dziewczyno masz 23 lata, rzuć do w diabły, poszalej trochę, a trafisz
      na kogoś kto ma takie jak ty podejście do życia.

      Nie warto marnować młodości na kogoś kto ma w dupie czyjeś potrzeby !!!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka