Dodaj do ulubionych

mieszkanie moje, a prawa? jego?

29.12.06, 23:33
mam dosc 'rzeczowy' i 'materialny' problem.
mam 20 lat i mieszkam w swoim własnym m2. ufundowanym rzecz jasna przez
Rodziców, ale z Nowym Rokiem darowizna przejdzie na mnie.
mam też - co zupełnie naturalne w tym wieku - partnera, 5 lat starszego.
między nami bywa różnie, ponieważ mnie natura obdarzyła dość stanowczym
charakterem i tegoż samego nie poskąpiła jemu. w związku z tym bronimy
swojej niezależności - mimo wszystko jednak w dość sympatyczny i zdający
egzamin sposób.

od czasu kiedy zamieszkałam sama pojawił się problem. w wakacje mieszkaliśmy
u mnie razem - on dostał zapasowe klucze, pozwoleństwo na wszędobylstwo i
udział w domowych decyzjach. bez wiedzy rodziców. teraz zaczęły się studia -
moje. praca - jego. i pioruny zawisły nad naszym związkiem.

ja twierdzę, że luby powinien mnie uprzedzać o swoich wizytach, albo
przynajmniej zapytać, czy może u mnie spać przez 4 dni z rzędu i nie wtrącać
mi się gdzie co stoi. tymczasem on - bez cienia skrępowania, a wręcz
przeciwnie - z pretensją! - rozkłada mi laptopa na części pierwsze, robi
wyrzuty, że nie ma kluczy i mówi, że czuje się jak idiota,kiedy pyta, czy
może u mnie nocować. mamy wobec siebie dość poważne zamiary, ale między
bogiem a prawdą to jeszcze nie małżeńśtwo, a ja uwielbiam moją domową
swobodę. i może nawet nie o samo mieszkanie chodzi - przecież oczywistym
jest, że lubię jak u mnie jest, tylko martwi mnie ta roszczeniowa postawa w
stosunku do czegoś, co nawet nie do końca jest moje.
nie lubię, kiedy materialne sprawy się wcinają w związek, ale coraz gorzej
się z tym czuję. delikatnie drażni mnie postawa - 'będę o 18 bo mam ochotę',
kiedy ja mam jeszcze naukę, kilka spraw do załatwienia. nie szczypię się i
mówię, że ten termin jest dla mnie nieodpowiedni i wolałabym trochę później -
i tu zaczyna się litania, że to dziwne, że musi mi mówić o której będzie,
skoro jesteśmy razem.
według niego powinnam pobiec do rodziców, prosić o pozwoleństwo i błagać go,
żeby ze mną zamieszkał....

pomóżcie, trochę chociaż, bo nie wiem już, czy to ja jestem rozpieszczoną
panienką z dobrego domu, czy też mój mężczyzna nie do końca rozumie zasady
dobrego współżycia i ochrony swojej osobowości i zasad...?
Obserwuj wątek
    • yariska83 Re: mieszkanie moje, a prawa? jego? 29.12.06, 23:46
      Nie rozumiem dlaczego w wakacje mógł robić co chciał( miał klucze itp.), a
      teraz jakieś ograniczenia?
      • adr3nalina Re: mieszkanie moje, a prawa? jego? 29.12.06, 23:54
        spiesze z odpowiedzia.
        po 1) w wakacje mialam bardzo duzo czasu, teraz wstaje o 6, pedze na uczelnie,
        wracam do domu o 18 i jedyne o czym marze to szybki prysznic, nauka i sen. (juz
        nie wspomne, ze mam w domu jednoosobowe lozko, wiec nie ma mowy o wyspaniu sie
        tam razem...ale w wakacje nie przeszkadzalo)
        po 2) a w zasadzie powinno byc po 1 - na poczatku wakacji 'nie fikal' to
        znaczy, nie uwazal, ze mu sie klucze NALEZA, tylko podziekowal i staral mi sie
        pomagac. potem na miesiac wyjechalismy. po powrocie jakby mi zmienili partnera -
        naczynia pozmywaj sobie sama, ja ide na trening i bede o 23. mieszkanie
        zmienilo sie w hotel, wiec powiedzialam - basta. ale skruchy brak.
        po 3) w wakacje nie odwiedziali mnie rodzice, teraz robia to regularnie, a nie
        byliby zachwyceni tym, ze nocuje u jej corki mezczyzna.
        po 4) chodzi rowniez o zasade. nigdy nie odmowilam, kiedy chcial u mnie zostac
        na noc. nigdy mu niczego nie zabronilam - czasem - jak w poscie wyzej -
        napomknelam, ze mozna pewne rzeczy zorganizowac inaczej. wiec nie rozumiem,
        czemu tyle wysilku sprawia mu zapytanie sie o tak prosta rzecz. chce po prostu,
        zeby zrozumial, ze nie wszystko co rodzicow jest w przenosni nasze. ze kiedy
        idziemy na zakupy, to ja kupuje rzeczy dla siebie, a on moim zdaniem, powinien
        kupic to, na co ma ochote i placic za to, co wzial dla siebie, bo nie nie
        siedze na pieniadzach, nawet ich nie zarabiam, tylko dostaje od rodzicow i za
        to musze sie ubrac, wyzywic, oplacic rachunki. on przeciez ma swoja prace i
        swoich rodzicow, wiec moglby sie dolozyc.

        ufff...
        • yariska83 Re: mieszkanie moje, a prawa? jego? 29.12.06, 23:59
          Poprostu chłopak sie przyzwyczaił do tego. A czy on mieszka sam czy z
          rodzicami. Jeżeli to drugie to nie dziw sie, że chce się od nich wyrwać. Musisz
          z nim szczerze porozmawiać. pozdrawiam
          • adr3nalina Re: mieszkanie moje, a prawa? jego? 30.12.06, 00:06
            z rodzicami.
            probowalam rozmawiac, ale na poczatku rozmowy jest 'dobrze, masz racje', a po
            dwoch tygodniach kolowrotek i sytuacja wraca do 'normy'. zdaje sobie sprawe, ze
            wiekszosc kobiet poszlo by na ugode i z milosci do misia pozwolily mu szalec bo
            dobytku, ale mnie taki uklad meczy. tym bardziej, ze on chcialby miec wszystko
            pod kontrola - co gdzie stoi, kto do mnie przyszedl w tygodniu, kiedy go nie
            bylo. zaznacza teren. teren, ktory nie nalezy do niego....

            podla jestem?
    • caysee Re: mieszkanie moje, a prawa? jego? 29.12.06, 23:58
      Mysle, ze on sie przyzwyczail do tego, ze mial klucze, mieszkal tam i teraz
      dziwne mu sie wydaje pytanie ciebie o pozwolenie czy moze wpasc. Z jednej strony
      masz racje, jak sie do kogos chce przyjsc, to sie zwykle pyta, czy ten ktos nie
      ma innych planow. Ale z drugiej strony skoro jak piszesz mieszkaliscie razem i
      macie wobec siebie powazne plany, to mysle, ze zwiazek nie jest na etapie
      randkowania i umawiania sie na dwie godzinki 3 razy w tygodniu i w takim razie
      wcale sie nie dziwie facetowi, ze ma ochote byc u ciebie jak najwiecej,
      chociazby to bycie mialo polegac na tym, ze 80% czasu ty cos czytasz, a on
      siedzi przy kompie. Mysle, ze facet doskonale sobie zdaje sprawe z tego, kto
      jest faktycznym wlascicielem mieszkania, a to ze chce wpadac do ciebie bez
      uprzedzenia wcale nie swiadczy o "roszczeniowej postawie".
      • adr3nalina Re: mieszkanie moje, a prawa? jego? 30.12.06, 00:03
        byc moze sie przyzwyczail. ale z gory mowilam, ze sytuacja wakacyjna, to
        sytuacja wakacyjna, a w pazdzierniku troszeczke sie to zmieni.
        jest mi zwyczajnie przykro, bo uwielbiam dawac. z poswieceniem dla ukochanej
        osoby tez nie widze problemu - ale w momencie, kiedy ta osoba to do docenia, a
        nie uwaza za naturalne i obowiazkowe.
        na razie mamy uklad, ze przyjezdza do mnie w piatek, a wyjezdza w poniedzialek
        rano - wiec nie jest to dorywcze randkowanie. ale czesto w trakcie takich
        weekendow wychodzi szydlo z worka, czuje sie ustawiana we wlasnym mieszkaniu,
        padaja pytania, czemu nie ma nic w lodowce. nie ma, bo ja zarywam noce na nauce
        i odzywiam sie kawa, a do niego nie dociera, ze nie jestem jego rodzicielka i
        nie bede podstawiac pod nos kolacji, za ktora zaplaca moi rodzice.

        • caysee Re: mieszkanie moje, a prawa? jego? 30.12.06, 00:07
          > i odzywiam sie kawa, a do niego nie dociera, ze nie jestem jego rodzicielka i
          > nie bede podstawiac pod nos kolacji, za ktora zaplaca moi rodzice.

          No, to inna bajka. Skoro on mieszka u ciebie wlasciwie 5/7 dni w tygodniu, a do
          tego sam zarabia, to mysle ze nawet sam powinien byl wyjsc z inicjatywa
          skladania sie chociazby na jedzenie.
          • yariska83 Re: mieszkanie moje, a prawa? jego? 30.12.06, 00:09
            od piątku do poniedziałku ;-)
            • caysee Re: mieszkanie moje, a prawa? jego? 30.12.06, 00:23
              > od piątku do poniedziałku ;-)

              Aaa, no to 3/7, ale mimo wszystko i tak powinien sie dolozyc.
          • adr3nalina Re: mieszkanie moje, a prawa? jego? 30.12.06, 00:14
            kiedys przebakiwalam o tym, zaczelam od nawykow zywieniowych - ja jadam bulki z
            serem na sniadanie, obiad i kolacje. w tym ukladzie starcza mi do 1. a poniewaz
            on takich bulek jada 8 na sniadanie, na obiad konia z kopytami, a na kolacje
            1,5litra mleka..... ale nic z ukladu nie wyszlo.
            bylo jeszcze wytlumaczenie, ze jemu rodzice pieniadzy nie beda dawac. i to byl
            doskonaly argument na wakacje. teraz juz pracuje sam i dostaje dosc przyzwoite
            pieniadze. ale wydaje je na sprzet fotograficzny albo inne pasjonujace zakupy
            na allegro.
            wiem, ze wylewam tu mnostwo zolci. ale boli mnie to wszystko. tym bardziej, ze
            moje dotychczasowe chwyty nic nie dawaly, a poza tym 'majatkowym' problemem
            dogadujemy sie fantastycznie. boje sie, ze dzisiaj to jest mieszkanie, jutro
            bede miala poukaldany zyciorys, a pojutrze bede mu oddawac pensje i otrzymywac
            20 zl na kupienie sobie czegos ladnego... ;)
            • yariska83 Re: mieszkanie moje, a prawa? jego? 30.12.06, 00:18
              Na twoim miejscu nie zapełniałabym lodówki dla niego. Zgłodnieje to nastepnym
              razem przyniesie ze sobą. Facetów nie wolno przyzwyczajać do dobrego, bo wtedy
              będziemy musiały wszystko za nich robić.
              • caysee Re: mieszkanie moje, a prawa? jego? 30.12.06, 00:30
                Yariska ma racje. Trzymaj w lodowce tyle jedzenia, ile ci potrzeba, jak
                zabraknie na kolacje i sniadanie, to idz kup 2 bulki i kawalek sera, a on niech
                sobie kupi sam. W ten sposob oczywiscie mozna popasc w skrajnosc i wyliczanie
                sobie kazdej kromki chleba*, ale pomysl, ze jak teraz nie dojdziecie ze sprawami
                finansowymi do porozumienia, to po ewentualnym slubie tym bardziej nic sie nie
                polepszy.


                * moja przyjaciolka byla 3 miesiace w USA, pracowala tam w wakacje i mieszkala z
                para, ktora wlasnie wyliczala sobie wydatki co do centa - liczyli kto ile zjadl
                kromek chleba, klocili sie burzliwie o to, ze jedno zuzywa wiecej papieru
                toaletowego niz tego wymaga koniecznosc ;) itp. Paranoja.
                • adr3nalina Re: mieszkanie moje, a prawa? jego? 30.12.06, 00:37
                  moze to jest jakis sposob. nie chcialabym takich drastycznych scen :) to dosc
                  delikatne kwestie. ostatnio zasugerowalam mu, zeby kupil zel pod prysznic :)
                  poniewaz on potrafi sie kapac 4 razy dziennie, wiec ja po tygodniu maszeruje
                  spod prysznica do kosza z pusta butelka. ale zrobil dosc niewyrazna mine.
                  najgorsze, ze on twierdzi, ze mu jest przykro. ja wierze. mi tez jest przykro.

                  ale rozmawialam tez z moja starsza siostra, jest juz po slubie, rowniez
                  mieszkala sama i jej obecny maz placil za swoje wyadtki, nie czul sie w
                  mieszkaniu jak pan i wladca i robil jej obiad :) ja swojego albo musze jeszcze
                  troche poduczyc i stworzyc mu opcje kompromis ... a jak to nie przejdzie, to o
                  slubie nie ma mowy.
                  • annb Re: mieszkanie moje, a prawa? jego? 30.12.06, 10:06
                    bez drastycznych scen się nie obejdzie
                    mieszka i korzysta z mediów-niech się dokłada
                    nie chce-pogon trutnia
                  • caysee Re: mieszkanie moje, a prawa? jego? 30.12.06, 10:39
                    > troche poduczyc i stworzyc mu opcje kompromis ... a jak to nie przejdzie, to o
                    > slubie nie ma mowy.

                    No i tak trzymac. Milosc miloscia, ale w sprawach finansowych, podejsciu do
                    wydatkow malzenstwo powinno sie zgadzac, bo inaczej ciagle bedzie wojna o
                    duperele. Kiedys gdzies czytalam, ze wlasnie najwiecej malzenstw rozpada sie
                    przez klotnie o pieniadze. Poki jest to mozliwe, a w waszym przypadku jest,
                    lepiej jest pomieszkac razem i przetestowac jak sie pod tym wzgledem
                    dogadujecie, niz brac sie za slub z nadzieja, ze on sie zmieni. Poczytaj sobie
                    archiwum tego forum, dosyc czesto dziewczyny zala sie, ze nie umieja sie dogadac
                    co do wydatkow, ze maz wydaje pieniadze na bzdury, albo wrecz przeciwnie - ze
                    wydziela pieniadze co do grosza. Zwykle w takich przypadkach wychodzi, ze
                    wczesniej ze soba nie mieszkali, albo ze ona widziala jakies sygnaly, ale miala
                    nadzieje na zmiane. Takze obserwuj poki mozesz, probuj wypracowac jakis kompromis :)

                    Pozdrawiam!
        • red55 Re: mieszkanie moje, a prawa? jego? 30.12.06, 17:17
          znajdź sobie faceta,który odwiedzi cię raz w tygodniu,zapełni lodówkę i nic nie
          będzie chciał no może troszkę seksu ale będzie miał 70 lat i pełen prtfel
          bo tobie to nic w głowie tylko to,że mieszkanie jest twoje i on ci przeszkadza
          to najlepiej pogoń gościa i będziesz miała tzw.święty spokój i dożyjesz jako
          singiel do staropanieństwa bo problem to jest niestety w tobie a nie w nim
          jesteś typową egoistką i materialistką lepiej żeby facet zrezygnował sam bo
          pewnie nie wie w co się pakuje
          • adr3nalina Re: mieszkanie moje, a prawa? jego? 30.12.06, 18:40
            leczymy kompleksy? :)

            napisalam, ze mam dosc stanowczy charakter. taka mnie wychowali, z tym mi
            dobrze. przed mezczyzna tez sie nie masuje, wiec widzialy galy, co braly :) ale
            oczywiscie dziekuje za punkt widzenia :)
    • paul_ina Re: mieszkanie moje, a prawa? jego? 30.12.06, 01:04
      > boje sie, ze dzisiaj to jest mieszkanie, jutro
      > bede miala poukaldany zyciorys, a pojutrze bede mu oddawac pensje i otrzymywac 20 zl na kupienie sobie czegos ladnego... ;)

      Myślę, że nic takiego Ci nie grozi, ponieważ spoza Twoich postów wyziera obraz mądrej, poukładanej, sympatycznej dziewczyny, która nawet kocha z głową :)

      Ale do rzeczy. Jeśli nie dokłada się do rachunków za media i czynsz, a korzysta w 3/7 z mieszkania i towarzyszących mu zdobyczy cywilizacji, powinien kupować jedzenie na te dni, kiedy mieszkacie razem. Nie tylko dla siebie, ale również dla Ciebie. Powiedz mu to wprost i daj chwilę do namysłu - czy woli płacić Ci 3/7 wszystkiego (w tym abonamenty za udogodnienia, z których nie korzysta - np. tpsę - wszelkie koszty związane z mieszkaniem) - czy też w czwartek / piątek wieczorem iść na zakupy do biedronki czy innego lidla i kupić jedzenie na trzy dni dla Was obojga. I tak co tydzień.

      Przy okazji - masz sto procent racji pisząc wprost, że tak naprawdę kwestia dotyczy finansowania ukochanego przez Twoich rodziców. Mądre dziecko wychowali.
      • zdzichu-nr1 Re: mieszkanie moje, a prawa? jego? 30.12.06, 01:27
        Kolega jest rozpieszczonym synusiem, niestety.

        Skoro z domu nie wyniósł tego, jak się zachowuje mężczyzna z klasą, no to życie
        go w końcu nauczy. Jestem na 100% pewien, że po konkretnej rozmowie on się
        ŚMIERTELNIE OBRAZI i może nawet zamarkować zerwanie z Tobą, no, ale tuczenie
        trutnia jest znacznie gorszym wyjściem. W końcu nie jesteś w wieku, w którym
        trzeba płacić za seks;-)
        • chicarica Re: mieszkanie moje, a prawa? jego? 30.12.06, 11:06
          Dobrze ujęte.
          Oczywiście jest taka opcja, że gościu uzna Cię za wyrachowaną s*kę, ale lepiej
          żeby to zrobił teraz niż jak będziesz mieć 40 lat i dwójkę dzieci.
    • donkaczka adrenalina 30.12.06, 01:52
      miło poczytać dziewczyne mającą 20 lat i tak fajnie poukładane w głowie :)

      mogę sie tylko podpisać pod tym co przeczytałam powyżej

      nie są dziwne Twoje wymagania i przemyślenia, Twój ukochany jest jeszcze
      egoistycznym gówniarzem, ale z takich wyrastają czasem fantastyczni mężowie :))
      masz dobrą sytuację, bo to co sie dzieje w Twoim związku wiele dziewczyn
      przerabia po slubie, a to juz lekka wtopa

      wymowna jesteś nad wyraz, więc utwierdzę Cie tylko, że dobrą masz postawę
      życiowo-związkową, argumenty i zasady ustalisz sama

      pamiętaj tylko, że lepiej byc twardą i stanowczą teraz i sprowokowac starcie, po
      którym albo się dogadacie i "żyli długo i szczęśliwie" albo nie

      miałam 2 "poważnych" narzeczonych, teraz drugiego męża, więc jak widzisz nie
      wahałam się kończyć związków, gdy nie rokowały na przyszłość
      a nie jest to łatwe
      ale było warto, mam super męża i Tobie też takiego życzę :)
      • anniszka Re: adrenalina 30.12.06, 08:16
        Powiem jak bohater "Wyjścia awaryjnego" - oj, podobasz mi się, dziewczyno!! :)
        Tylko się nie zmieniaj, a będziesz miała miłe, pogodne i mądre życie z mądrym
        partnerem (wcale jednak nie jest powiedziane, że z osobnikiem wyżej opisanym).
        Co do konkretów, powiem tyle: ze swoim obecnym mężem byłam przed ślubem siedem
        lat. To kawałek czasu. I nawet tuż przed samym ślubowaniem on przychodził
        ZAWSZE mnie wcześniej uprzedzając. Robił
        drobne zakupy, naprawiał drobne usterki - bez proszenia. Co dostrzegł, czego
        się domyślił, to wykonał. Teraz, gdy już mieszkamy razem, zastaję czasami
        przeuroczy widok, gdy mój małżonek np. kuchenkę pucuje lub
        w markecie wkłada do kosza MÓJ ulubiony szampon i mówi "BIORĘ, bo CI się
        kończy" (a uzywamy różnych kosmetyków, mając różne upodobania). Mamy osobne
        konta, ale umowa jest jedna - ja robię wszelkie opłaty, on kupuje jedzenie i
        wszelkie rzeczy potrzebne do mieszkania. Ponieważ opłaty są wysokie, a ja
        nauczycielską pensję mam raczej haniebną - mąż sam dopytuje pod koniec
        miesiąca, czy nie potrzebuję np. droższego kosmetyku, książki, czy nie
        poszłabym do kina, teatru, itp. Nie czuję się zależna w najmniejszym stopniu, w
        domu mam PARTNERA, który we wszystkim mi pomaga na równi. A więc, droga
        autorko, postawa jaką reprezentujesz absolutnie nie jest roszczeniowa, a
        jedynie normalna. Dająca Ci możliwość patrzenia w przyszłosci z politowaniem na
        większość cudzych małżeńskich problemów. Oby tak dalej.
        • anniszka Re: adrenalina 30.12.06, 08:24
          Zapomniałam pozdrowić. Jesteś sporo młodsza ode mnie, ale chylę czoło. Niejedną
          forumowiczkę powinnaś wziąć na korepetycje "z życia".
    • chicarica Re: mieszkanie moje, a prawa? jego? 30.12.06, 10:47
      Szczerze mówiąc, widzę tutaj chłoptasia, któremu mamusia wszystko pod nos
      podstawia i odpowiedzialną dziewczynę, mającą pojęcie o samodzielności. Może
      Twój partner myśli, że Tobie te pieniądze na utrzymanie spadają z nieba bo Ci
      rodzice dają.
      Doskonale Cię rozumiem także w kwestii "szarogęszenia" się w Twoim mieszkaniu.
      Ja również przez kilka lat mieszkałam sama, sama się utrzymywałam i mój obecnie
      już mąż, kiedy siedział u mnie po kilka dni, dokładał się do jedzenia i
      wydatków, a każda jego wizyta była zapowiadana nawet na kilka dni przed ślubem,
      pomimo że miał własne klucze. Rozumiem Cię, jesteś jeszcze b. młoda i w tym
      wieku nie czas jeszcze na wikłanie się w układy typu stare dobre małżeństwo. Mam
      też wrażenie, że czujesz się "duszona" przez partnera, jego zbyt częstą
      obecność, kontrolę i panoszenie się w Twoim domu.
      Myślę, że nadszedł czas na poważną rozmowę. Wyjaśnij mu, że musisz mieć czas na
      to, żeby za nim zatęsknić. Wyjaśnij mu też sprawy finansów, jedzenia itp. Po
      jego reakcji poznasz, czy to człowiek z którym warto się wiązać. Może pójdzie po
      rozum do głowy, ale bądź też przygotowana na inne ewentualności, bo coś mi się
      wydaje, że gościu po prostu fajnie urządza się Twoim kosztem. Obym się myliła.
      • annb bliższa koszula ciału 30.12.06, 11:20
        chicarica -raczej
        jego nie boli objadać i korzystac z pieniedzy pani, bo to nie jego rodzice i on
        na te pieniadze cięzko pracują.
        uważa ze skoro dają to mają i nalezy brac, brac aż źródełko nie wyschnie , bądz
        się sponsorka nie zbuntuje.
        a wszystko w imię miłosci
        a pani boi się postawić bo jeszcze pan sobie pojdzie
        z takim nastawieniem niech sobie idzie w swiat...daleko
    • przyszla_mezatka Re: mieszkanie moje, a prawa? jego? 30.12.06, 11:57
      Adrenalina, ja tez sie dopisze, bo chce Ci pogratulowac zdrowego podejscia.
      Dziewczyny juz napisaly, ale ja powtorze: masz dobrze poukladane priorytety.
      Jestes mloda, ale w tym co piszesz widac dojrzalosc i niezaleznosc.

      Pierwsze wrazenie jakie mialam po przeczytaniu Twoich postow bylo takie: Twoj
      facet chce Cie kontrolowac.
      Byc moze rowniez chodzi o to, ze jest przyzwyczajony do tego, ze mamusia
      wszystko robi za niego, ale ta chec kontroli jest wyrazniejsza.
      To, co napisalas o sprawdzaniu kto Cie odwiedza w tygodniu, kiedy go nie ma, o
      decydowaniu o ktorej godzinie przyjdzie do TWOJEGO domu, o rozkrecaniu laptopa,
      o krytykowaniu stanu lodowki - po prostu facet chce Cie ustawic.
      Ten moment z lodowka... Czytajac to pomyslalam: przeciez to Your Fuckin'
      lodowka, jak mu sie nie podoba, to niech ja zapelni! ;)
      Dla mnie takie wtracanie sie do Twoich rzeczy i organizowanie Twojego czasu to
      wstep do jakiejs chorej kontroli.

      Bylam w podobnym zwiazku, wiec wiem co mowie ;) Facet byl bluszczem i pierwsze
      symptomy byly dokladnie takie jak u Ciebie. Na szczescie sie wyrwalam, a teraz
      jestem z mezczyzna, ktory szanuje moja przestrzen, ale jest na tyle blisko, ze
      daje mi ogromne wsparcie. Sa takie zwiazki, ale trzeba dbac o szacunek dla
      wlasnych granic.

      Nie musisz chyba stosowac radykalnych rozwiazan, typu rozstanie albo awantury,
      ale badz asertywna i szanuj sama siebie, jesli Twoj chlopak nie bedzie umial z
      tym zyc, to oznacza, ze nie jest Ciebie wart.
      • przyszla_mezatka PS. 30.12.06, 11:58
        Dla przestrogi i inspiracji przeczytaj sobie watek: Mezczyzni wola zolzy, na
        forum Kobieta.

        Powodzenia! :)
    • anya.po.prostu Re: mieszkanie moje, a prawa? jego? 30.12.06, 13:31
      Z Twojego postu wynika, że facet bardzo wygodnie się ustawił w Waszym związku. Ma bowiem:
      -młodszą dziewczynę z mieszkaniem
      -rachunki w mieszkaniu opłacone przez rodziców dziewczyny
      -jedzenie w lodówce zakupione i zapłacone przez dziewczynę
      -swoją pensję, którą może w całości przeznaczać na własne hobby
      -miłe gniazdko do którego może swobodnie przychodzić, ale w którym sprzątać nie musi, bo przecież nie jego.
      -w razie gdyby dziewczyna chciała zagonić go do zmywania lub nie zaopatrzyła na czas lodówki, on zawsze może udać się do mamusi, gdzie z pewnością nikt od niego takich strasznych rzeczy nie wymaga.

      Oczywiście trochę przerysowuję, ale tylko po to, aby Ci pokazać, że fochy Twojego faceta są absolutnie nie na miejscu a jego zachowanie jest niesamowicie dziecięce i roszczeniowe.
      Przecież on chyba doskonale wie, skąd Ty bierzesz pieniądze na rachunki, na jedzenie. Czy on nie ma za grosz męskiej ambicji aby być utrzymywanym przez Twoich rodziców?
      A już nie wyobrażam sobie takiej bezczelności, żeby przyjść do kogoś do domu i mieć pretensje, że lodówka jest pusta!
      Myślę, że pan powinien się zdecydować czy chce być traktowany jak gość czy jak domownik.
      Jeśli chce być gościem, któremu się pod nos obiadek podaje i na którego czeka czysta pościel to powinien się pogodzić z tym, że czasem gości się zaprasza a czasem nie. I goście nie powinni szarogęsić się po cudzym mieszkaniu.

      Jeśli chce być traktowany jak domownik i móc przychodzić i wychodzić kiedy chce to powinien wziąść pod uwagę, że obowiązkiem domownika jest dbać o wspólne gniazdko: wynieść śmieci, pozmywać, kupić jedzenie czy płyn pod prysznic.

      Twój pan wydaje się żonglować pomiędzy gościem a domownikiem, korzystając z przywilejów obu ale nie ponosząc żadnej odpowiedzialności.

      Myślę, że warto usiąść i na spokojnie przedyskutować zasady Waszego pomieszkiwania.

      Jedno co mogę powiedzieć na obronę Twojego faceta to wydaje mi się, że taka sytuacja jest mało korzystna dla związku.
      Mężczyzna, jeśli ma jakieś instynkty "zdobywcy i opiekuna" to w sytuacji gdy kobieta zapewnia dach nad głową, utrzymanie i jedzenie może po prostu oklapnąć z motywacji i nastawić się tylko na branie.
      Czasem wydaje mi się, że zbyt zaradne kobiety, które wszystko zapewniają i we wszystkim wyręczają swoich partnerów, same kręcą na siebie bicz i przyzwyczajają mężczyznę do pewnej nieudolności.

      Oczywiście trudno wymagać, żebyś oddała mieszkanie rodzicom i czekała aż partner się zmotywuje i coś zorganizuje. Ale weź pod uwagę, że im bardziej on się przyzwyczai do wygody jaką mu zapewniasz, tym trudniej będzie go zmotywować do zrobienia czegokolwiek.
      • horpyna4 Re: mieszkanie moje, a prawa? jego? 30.12.06, 20:47
        Anya, nic nie przerysowałaś, to wszystko święta prawda. I rzeczywiście właściwie
        ujęłaś podstawowy problem - facet raz chce być gościem, raz domownikiem,
        zależnie od tego, jak mu w danej sytuacji wygodniej. Myślę, że dziewczyna nie
        powinna z nim dyskutować, tylko mu to jasno powiedzieć i podkreślić idiotyzm
        takiego zachowania. A następnie odesłać do mamusi, żeby sprawę przemyślał w
        oddaleniu. Zmądrzeje, to może wrócić. Bo na razie jeszcze nie dorósł do związku.
    • peresia Re: mieszkanie moje, a prawa? jego? 30.12.06, 23:56
      Adrenalina, ja Cię nie chcę do niczego namawiać, ale żebys przypadkiem nie
      obudziła się z ręką w nocniku, bo zadowalanie tylko jednej strony nie ma nic
      wspólnego z partnerstwem.
      Twoja sytuacja wydaje się być analogiczna do sytuacji mojej koleżanki, z tym że
      ona jest juz pięć lat po ślubie.
      Jak teraz wygląda jej życie? Koleżanka obecnie nie pracuje, bo mają
      półtorarocznego synka. Drugie w drodze. Facet zarabia grosze, dostają zasiłek z
      MOP-su, resztę dokładają jej rodzice.
      I ma status pana i władcy w rodzinie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka