adr3nalina
29.12.06, 23:33
mam dosc 'rzeczowy' i 'materialny' problem.
mam 20 lat i mieszkam w swoim własnym m2. ufundowanym rzecz jasna przez
Rodziców, ale z Nowym Rokiem darowizna przejdzie na mnie.
mam też - co zupełnie naturalne w tym wieku - partnera, 5 lat starszego.
między nami bywa różnie, ponieważ mnie natura obdarzyła dość stanowczym
charakterem i tegoż samego nie poskąpiła jemu. w związku z tym bronimy
swojej niezależności - mimo wszystko jednak w dość sympatyczny i zdający
egzamin sposób.
od czasu kiedy zamieszkałam sama pojawił się problem. w wakacje mieszkaliśmy
u mnie razem - on dostał zapasowe klucze, pozwoleństwo na wszędobylstwo i
udział w domowych decyzjach. bez wiedzy rodziców. teraz zaczęły się studia -
moje. praca - jego. i pioruny zawisły nad naszym związkiem.
ja twierdzę, że luby powinien mnie uprzedzać o swoich wizytach, albo
przynajmniej zapytać, czy może u mnie spać przez 4 dni z rzędu i nie wtrącać
mi się gdzie co stoi. tymczasem on - bez cienia skrępowania, a wręcz
przeciwnie - z pretensją! - rozkłada mi laptopa na części pierwsze, robi
wyrzuty, że nie ma kluczy i mówi, że czuje się jak idiota,kiedy pyta, czy
może u mnie nocować. mamy wobec siebie dość poważne zamiary, ale między
bogiem a prawdą to jeszcze nie małżeńśtwo, a ja uwielbiam moją domową
swobodę. i może nawet nie o samo mieszkanie chodzi - przecież oczywistym
jest, że lubię jak u mnie jest, tylko martwi mnie ta roszczeniowa postawa w
stosunku do czegoś, co nawet nie do końca jest moje.
nie lubię, kiedy materialne sprawy się wcinają w związek, ale coraz gorzej
się z tym czuję. delikatnie drażni mnie postawa - 'będę o 18 bo mam ochotę',
kiedy ja mam jeszcze naukę, kilka spraw do załatwienia. nie szczypię się i
mówię, że ten termin jest dla mnie nieodpowiedni i wolałabym trochę później -
i tu zaczyna się litania, że to dziwne, że musi mi mówić o której będzie,
skoro jesteśmy razem.
według niego powinnam pobiec do rodziców, prosić o pozwoleństwo i błagać go,
żeby ze mną zamieszkał....
pomóżcie, trochę chociaż, bo nie wiem już, czy to ja jestem rozpieszczoną
panienką z dobrego domu, czy też mój mężczyzna nie do końca rozumie zasady
dobrego współżycia i ochrony swojej osobowości i zasad...?