moboj
03.04.03, 11:58
mam nadzieję, że po mojej wypowiedzi nie posypie się na mnie zbyt wiele
ostrych wypowiedzi:) moje poglądy na małżeństwo i życie we dwoje są dla wielu
niezrozumiałe, bo przecież nie są "uświęcone tradycją" (tak mi mówi mama
mojego faceta). do rzeczy.
ja i mój partner jesteśmy razem od 8 lat, mieszkamy razem od lat 6. jest nam
razem bardzo dobrze, bardzo się kochamy i jesteśmy szczęśliwi. teraz
skończyliśmy studia no i teściowa stwierdziła, że już dość życia na kocią
łapę, i że w tym roku ona życzy sobie naszego ślubu i wesela na 200 osób.
ja jestem osobą niewierzącą (jak cała moja rodzina), mój partner wychował się
w rodzinie praktykującej. teściowa biega do kościoła co niedzielę, we
wszystkie kościelne święta, rekolekcje itp. ale zauważyłam, że to bardziej
jest podyktowane chęcią dostosowania się do innych ludzi (bo najważniejsze
jest to, co inni mówią).
ja i Przemek nie odczuwamy potrzeby zawarcia małżeństwa. ja w ogóle nie chcę
mieć ślubu, mój partner twierdzi, że kiedyś chciałby wziąć ślub kościelny. na
razie doszliśmy do wniosku, że kompromisem będzie ślub cywilny, ale nie w
najbliższych latach.
teściowa nam głowę suszy o ten ślub i nie jest w stanie przyjąć do
wiadomości, że ja jestem temu przeciwna. wręcz usiłuje nas zmusić do tego
kroku. te jej warunki mnie dobijają: jak wy weźmiecie ślub to my wam kupimy
to i to - tak jak bym była rzeczą, którą można kupić za np. kafelki do
mieszkania.
wiem, że w kościele jest możliwy ślub osoby wierzącej z niewierzącą, ale cały
kościół napawa mnie taka odrazą, że nie mam potrzeby przysięgania przed
księdzem i Bogiem. obietnice "że cię nie opuszczę" mnie nie rajcują, kościół
nie jest mi potrzebny do złożenia takiej obietnicy. poza tym nie podobają mi
się kiecki ślubne, w życiu bym czegoś takiego na siebie nie ubrała. za diabła
nie ubiorę na nogi białych butów i białych rajstop, bo wygląda to okropnie.
nie bawi mnie też ta cała szopka, cała rodzina się gapi, kiedy my byśmy sobie
składali przysięgę. uważam, że energię i forsę włożoną w ślub i wesele można
spożytkować o wiele lepiej (zwłaszcza, że oszczędzamy na mieszkanie), a takie
wesele to lekką ręką 200 baniek. załatwianie formalności, objazd rodziny z
zaproszeniami - to mnie naprawdę nie pociąga. po prostu tego nie chcę, nie
mam na to ochoty. pierścionki zaręczynowe i obrączki też mnie nie rajcują, bo
nie lubię i nie noszę biżuterii.
zresztą cała ceremonia i wesele byłyby dla mnie męką, bo nie lubię takich
imprez. to na pewno nie byłby dzień mojego życia.
podoba mi się takie życie jakie wiodę teraz, nie chcę tego zmieniać.
podsumowując: najważniejsze powody , dla których nie chcę mieć ślubu (a na
pewno nie kościelnego) to to, że jestem niewierząca, podoba mi się moje życie
obecne. aha, nie bez znaczenia są moje obserwacje poczynione w rodzinie:
wszyscy rozwiedzeni po niemałych problemach i wielkich przejściach z sądami.
a co wy myślicie o małżeństwie i życiu we dwoje? czekam na wymianę poglądów.