Dodaj do ulubionych

małżeństwo/kocia łapa - co myślicie?

03.04.03, 11:58
mam nadzieję, że po mojej wypowiedzi nie posypie się na mnie zbyt wiele
ostrych wypowiedzi:) moje poglądy na małżeństwo i życie we dwoje są dla wielu
niezrozumiałe, bo przecież nie są "uświęcone tradycją" (tak mi mówi mama
mojego faceta). do rzeczy.
ja i mój partner jesteśmy razem od 8 lat, mieszkamy razem od lat 6. jest nam
razem bardzo dobrze, bardzo się kochamy i jesteśmy szczęśliwi. teraz
skończyliśmy studia no i teściowa stwierdziła, że już dość życia na kocią
łapę, i że w tym roku ona życzy sobie naszego ślubu i wesela na 200 osób.
ja jestem osobą niewierzącą (jak cała moja rodzina), mój partner wychował się
w rodzinie praktykującej. teściowa biega do kościoła co niedzielę, we
wszystkie kościelne święta, rekolekcje itp. ale zauważyłam, że to bardziej
jest podyktowane chęcią dostosowania się do innych ludzi (bo najważniejsze
jest to, co inni mówią).
ja i Przemek nie odczuwamy potrzeby zawarcia małżeństwa. ja w ogóle nie chcę
mieć ślubu, mój partner twierdzi, że kiedyś chciałby wziąć ślub kościelny. na
razie doszliśmy do wniosku, że kompromisem będzie ślub cywilny, ale nie w
najbliższych latach.
teściowa nam głowę suszy o ten ślub i nie jest w stanie przyjąć do
wiadomości, że ja jestem temu przeciwna. wręcz usiłuje nas zmusić do tego
kroku. te jej warunki mnie dobijają: jak wy weźmiecie ślub to my wam kupimy
to i to - tak jak bym była rzeczą, którą można kupić za np. kafelki do
mieszkania.
wiem, że w kościele jest możliwy ślub osoby wierzącej z niewierzącą, ale cały
kościół napawa mnie taka odrazą, że nie mam potrzeby przysięgania przed
księdzem i Bogiem. obietnice "że cię nie opuszczę" mnie nie rajcują, kościół
nie jest mi potrzebny do złożenia takiej obietnicy. poza tym nie podobają mi
się kiecki ślubne, w życiu bym czegoś takiego na siebie nie ubrała. za diabła
nie ubiorę na nogi białych butów i białych rajstop, bo wygląda to okropnie.
nie bawi mnie też ta cała szopka, cała rodzina się gapi, kiedy my byśmy sobie
składali przysięgę. uważam, że energię i forsę włożoną w ślub i wesele można
spożytkować o wiele lepiej (zwłaszcza, że oszczędzamy na mieszkanie), a takie
wesele to lekką ręką 200 baniek. załatwianie formalności, objazd rodziny z
zaproszeniami - to mnie naprawdę nie pociąga. po prostu tego nie chcę, nie
mam na to ochoty. pierścionki zaręczynowe i obrączki też mnie nie rajcują, bo
nie lubię i nie noszę biżuterii.
zresztą cała ceremonia i wesele byłyby dla mnie męką, bo nie lubię takich
imprez. to na pewno nie byłby dzień mojego życia.
podoba mi się takie życie jakie wiodę teraz, nie chcę tego zmieniać.
podsumowując: najważniejsze powody , dla których nie chcę mieć ślubu (a na
pewno nie kościelnego) to to, że jestem niewierząca, podoba mi się moje życie
obecne. aha, nie bez znaczenia są moje obserwacje poczynione w rodzinie:
wszyscy rozwiedzeni po niemałych problemach i wielkich przejściach z sądami.

a co wy myślicie o małżeństwie i życiu we dwoje? czekam na wymianę poglądów.
Obserwuj wątek
    • ksia78 Re: małżeństwo/kocia łapa - co myślicie? 03.04.03, 14:32
      Dwa lata temu maz (wtedy chlopak) kupil mieszkanie i zaproponowal, zebym sie
      wyprowadzila z akademika i zamieszkala i nim. Akurat zaczynalam pracowac,
      rownolegle do studiow, urzadzanie mieszkania, wspolne inwestycje itd.
      Stwierdzilam,ze oczywiscie, czemu nie, tylko najpierw wezmiemy cywilny...
      Zgodzil sie, chociaz wtedy byl na etapie pt. "jak chcesz, mnie jest wszystko
      jedno". Po roku wzielismy koscielny, takze u nas na kocia lape praktycznie nie
      bylo, czulabym sie niepewna i teraz moj luby mnie popiera, sam mowi, ze musi
      byc "ta pewnosc", o ktorej spiewaja w "czy te oczy moga klamac". Ale jak ktos
      lubi, to czemu nie. Gdyby kiedys moje dziecie chcialo "sie wyprobowac" z
      dziewczyna, to prosze bardzo, za wlasne pieniadze, oczywiscie, zadnego
      podrzucania jedzonka. Obiad w niedziele, no problem, ale niech zyja na wlasny
      koszt. Wyrodna matka ze mnie!

      Pozdrawiam pochmurnie (za oknem)
      • drobny.kurczak Re: małżeństwo/kocia łapa - co myślicie? 04.04.03, 09:23
        Przez trzy lata mieszkalismy raem "na kocia lape". Razem z kotem, naprawde.
        Miedzy nami bylo ok. Kupilam mieszkanie, wprowadzilismy sie tam, zaczelismy
        urzadzac. Przyszla sprawa kredytów. Jednej osobie trudniej go wziac, latwiej
        malzenstwu. Ale nie to bylo glownym powodem przypieczetowania naszego zwiazku w
        USC. Byla to pewnosc (zyskana juz po tych latach bycia razem), ze chcemy
        spedzic ze soba zycie ze wszystkimi konsekwencjami (dobrymi i zlymi) tej
        decyzji. Slub praktycznie nic nie zmienil w naszych ukaldach. Ale latwiej nam
        wystepowac "na zewnatrz" jako maz i zona. Oboje bowiem mamy dosc publiczne
        zawody i czesto zdarzaja nam sie oficjalne sytuacje. Czasem naprawde bycie zona
        ulatwia zycie. Pozdrowionka.
    • titicaka Re: małżeństwo/kocia łapa - co myślicie? 04.04.03, 10:05
      Ogolnie mowiac ja jestem za malzenstwem, slubowaniem na dobre i zle,
      obraczkami ,itd...
      Jednak jesli chodzi o Ciebie Moboj ,to doskonale rozumiem dlaczego nie chcesz
      sie pobierac.Uwazalabym,ze postepujesz troche egoistycznie (z uwagi na
      partnera ,ktory chce slubu i to koscielnego!) gdybys nie zgodzila sie na
      cywilny. Dla mnie ludzie mieszkajacy ze soba szesc lat to malzenstwo ,z czy bez
      obraczki.Z tego co napisalas to wnosze ,iz koscielny i weselisko na 200 osob
      bylyby naprawde meczarnia dla Ciebie (i przez Ciebie dla Twojego
      partnera).Jednak ja na twoim miejscu zdecydowalabym sie na cywilny przy
      okolicznosci planowania dzieci , by miec wspolnie nazwisko ,itd.Nie musisz
      nakladac bialych kiecek ,bialych rajstop , trwa dosc krotko , nie wydajesz tyle
      kasy , zapraszasz najblizszych , maly obiad po ...i po krzyku.A obraczek nikt
      Ci nosic nie kaze...
      A te prezenty od tesciowej ...licza sie tez przy cywilnym ;;)?
      POZDRAWIAM.Mieszkajaca jeszcze na kocia lape Bea.
      • izapietrzak Re: małżeństwo/kocia łapa - co myślicie? 02.04.04, 12:53
        Bea slicznie napisalas:)
        pozdrawiam serdecznie
        Iza
    • moboj Re: małżeństwo/kocia łapa - co myślicie? 04.04.03, 10:18
      cześć. dzięki za odzew:)
      z tym ślubem cywilnym to był mój pomysł. stwierdziłam, że skoro ja nie chcę
      ślubu w ogóle a On chce kościelny to kompromisem jest cywilny. długo trwało
      zanim Go przekonałam i pewnie podobna przeprawa czeka nas z Jego rodzicami. Bo
      raz, że nie chcemy tego ślubu w najbliższych latach, a dwa, że dla Jego rodziny
      jedynie cywilny to życie w grzechu.
      tak sobie myślę, że krecią robotę odwaliła tu Jego matka. pisałam już o niej w
      temacie o teściowych. tymi swoimi namowami, awanturami, że ślub ma być , bo ona
      tego chce i koniec, sprawiła, że ja się zniechęciłam jeszcze bardziej do całej
      tej rodzinki. ja jestem bardzo przekorna i rogata dusza, więc jak Ona chce tak,
      to ja odwrotnie:) gdybym się godziła na wszystkie jej pomysły od samego
      początku to do końca życia siedziałaby mi na głowie i urządzała moje życie. a
      tego bardzo nie lubię, bo nawet moi rodzice tego nie robią.
      pewnie uznacie mnie za wariatkę, ale tak sobie często myślę o tym ślubie
      kościelnym i normalnie czuję, że gdybym się na to zgodziła to tak, jak by mi
      ktoś zabrał resztki wolności. głupie, nie? ale tak czuję i nic na to nie
      poradzę i to nie ma nic wspólnego z moim partnerem, to siedzi we mnie.
      pozdrawiam i miłego dnia życzę:)
      • gusiak_mama_kacperka Re: małżeństwo/kocia łapa - co myślicie? 09.04.03, 11:28
        Głupie ;-)

        Ale do rzeczy. Ja wesel nienawidzę, białych rajstop też nie. I miałam tak
        cudowna imprezę zypełnie "nieweselną", że nie żałuję ani chwili. Ślub w
        kościele skróciliśmy ze względu na mojego niewierzącego ojca do 15 minut. Było
        świetnie. I życie w małżeństwie jest takie... inne niż na kocią łapę. Mam
        wrażenie, że bardziej odpowiedzialne. Na kocią łapę żyłam z moim obecnym
        ślubnym 4 lata. Ślub dał mi poczucie, że należymy do siebie, jakąś pewność,
        radość. Naprawdę małżeństwo to świetna instytucja.
        Co do Twoich obaw - nie wiem, czemu nie chcecie brać ślubu teraz, choć z tego,
        co piszesz wynika, że się kochacie, jest Wam dobrze itd. Rozumiem opór wobec
        teściów - moi też chcieli wesela na 100 par, bo tak się u nich robi. A ja wesel
        nienawidzę - i postawiłam na swoim - było tylko (lub aż) 50 osób. Jeśli dla
        Twojego partnera ślub kościelny jest czymś b. ważnym, to można załatwić coś
        takiego, jak "jednostronny ślub kościelny" - Ty nawet się nie bedziesz musiała
        pojawić w kościele - moja mama ma taki ślub z ojcem. Pomyśl, czy robienie na
        przekór teściowej nie sprawia przykrości Twojemu partnerowi, który ma swoje
        poglądy i pewnie chciałby byś je szanowała...
        Inna sprawa - zauważyłam, że ludzie, którzy nie mają dobrych wzorców (znają
        dużo par po rozwodach) są sceptycznie nastawione do małżeństwa. I jest to chyba
        zrozumiałe. Ale wierz mi- są pary, które żyją ze sobą ponad 20 lat i nadal
        autentycznie się kochają. Mam dużo szczęścia, bo mam w moim bliskim otoczeniu
        jest takich par bardzo dużo (między innymi moi i męża rodzice) i mam skąd
        czerpać garściami dobre przykłady. Ale jesli się rozejrzysz to też je
        dostrzeżesz. I jeszcze jedno - wszystkie związki przechodzą kryzysy - i te
        dobre i te złe. W małżeństwie łatwiej się z nimi uporać, bo z założenia
        jesteście ze sobą na zawsze. W związku "na kocią łapę" po prostu zatrzaskuje
        się za sobą drzwi...

        Jestem orędownikiem życia w małżeństwie i będę je reklamować, bo naszym związku
        wiele się poprawiło po ślubie (nawet nie wiem czemu ;-) ), bo znam małżeństwa
        które trzymają się za ręce, przytulają, choć małżonkowie mają ponad 50 lat. Bo
        nie wiem co to za głupia moda nastała - na życie bez ślubu, bez dzieci... to po
        co żyć?

        Możesz zobaczyć fotki z mojego slubu na www.wegrowscy.republika.pl - może Ci
        się spodobają i zmienisz zdanie...
        • moboj Re: małżeństwo/kocia łapa - co myślicie? 10.04.03, 10:43
          gusiak_mama_kacperka napisała:

          > Ale do rzeczy. Ja wesel nienawidzę, białych rajstop też nie. I miałam tak
          > cudowna imprezę zypełnie "nieweselną", że nie żałuję ani chwili. Ślub w
          > kościele skróciliśmy ze względu na mojego niewierzącego ojca do 15 minut.
          Było swietnie. I życie w małżeństwie jest takie... inne niż na kocią łapę. Mam
          > wrażenie, że bardziej odpowiedzialne. Na kocią łapę żyłam z moim obecnym
          > ślubnym 4 lata. Ślub dał mi poczucie, że należymy do siebie, jakąś pewność,
          > radość. Naprawdę małżeństwo to świetna instytucja.

          no właśnie. gdybyś przeczytała mojego kolejnego posta, to byś tam wyczytała, że
          poszliśmy z moim partnerem na kompromis, i że może kiedyś weźmiemy slub
          cywilny. ślub kościelny naprawdę byłby dla mnie nie do zniesienia. jak widzisz
          ślub nie jest nam potrzebny do rozwiązywania poważnych problemów.
          my jesteśmy razem już 8 lat. i takie życie, jakie prowadzimy, też nam daje
          radość, i też jest odpowiedzialne. i też mamy poczucie, że należymy do siebie.
          gdyby tak nie było ten związek pewnie by się rozpadł, nie uważasz? jak ktoś
          jest nieodpowiedzialny to mu ślub kościelny raczej nie pomoże, tak mi się
          wydaje.

          > Co do Twoich obaw - nie wiem, czemu nie chcecie brać ślubu teraz, choć z
          tego,
          > co piszesz wynika, że się kochacie, jest Wam dobrze itd.

          no i niech tak zostanie. mnie jest dobrze, mojemu partnerowi też.

          Rozumiem opór wobec
          > teściów - moi też chcieli wesela na 100 par, bo tak się u nich robi. A ja
          wesel nienawidzę - i postawiłam na swoim - było tylko (lub aż) 50 osób. Jeśli
          dla
          > Twojego partnera ślub kościelny jest czymś b. ważnym, to można załatwić coś
          > takiego, jak "jednostronny ślub kościelny" - Ty nawet się nie bedziesz
          musiała
          > pojawić w kościele - moja mama ma taki ślub z ojcem. Pomyśl, czy robienie na
          > przekór teściowej nie sprawia przykrości Twojemu partnerowi, który ma swoje
          > poglądy i pewnie chciałby byś je szanowała...

          mój partner ma takie samo zdanie na temat upierdiwych uwag swojej mamusi jak
          ja. my nie robimy na przekór teściowej, my po prostu chcemy żyć swoim własnym
          życiem, beż wtrącania się osób trzecich, czyli teściów. przecież my im nie
          narzucamy niczego, więc czemu oni to robią? ja w sumie nie jestem w stanie tego
          pojąć: moi rodzice o nic nie pytają, do niczego się nie wtracają, bo uznali, że
          nie wypada, bo to nasza prawa, a nie ich. a rodzice mojego partnera - to zdanie
          nas obojga - najchętniej urządziliby nam całe nasze życie nie pytając nas o
          zdanie. dziwisz się, że nam się to nie podoba? poza tym dla niego ślub
          kościelny jako taki też nie jest jakiś bardzo ważny, bo z niego taki katolik
          jak z koziej d... trąbka:) ten kościelny to ze względu na tradycję, taką, jak
          malowanie jajek na wielkanoc czy ubieranie choinki na boże narodzenie.
          aha, i właśnie dlatego, że oboje się bardzo szanujemy poszlismy na kompromis:
          skoro on chce kościelnego, a ja nie chcę ślubu w ogóle to kompromisem jest
          cywilny. uczciwe, prawda?

          > Inna sprawa - zauważyłam, że ludzie, którzy nie mają dobrych wzorców (znają
          > dużo par po rozwodach) są sceptycznie nastawione do małżeństwa. I jest to
          chyba zrozumiałe. Ale wierz mi- są pary, które żyją ze sobą ponad 20 lat i
          nadal autentycznie się kochają. Mam dużo szczęścia, bo mam w moim bliskim
          otoczeniu
          > jest takich par bardzo dużo (między innymi moi i męża rodzice) i mam skąd
          > czerpać garściami dobre przykłady. Ale jesli się rozejrzysz to też je
          > dostrzeżesz. I jeszcze jedno - wszystkie związki przechodzą kryzysy - i te
          > dobre i te złe. W małżeństwie łatwiej się z nimi uporać, bo z założenia
          > jesteście ze sobą na zawsze. W związku "na kocią łapę" po prostu zatrzaskuje
          > się za sobą drzwi...

          trzaskaliśmy drzwiami jak mieliśmy po 19 lat. już dawno z tego wyrośliśmy.
          teraz ZAWSZE rozmawiamy. a kryzys też mieliśmy jeden wielki i wyszliśmy z niego
          bez szwanku. żadne z nas nawet nie pomyslało, że można odejść. rozmawialismy,
          rozmawialiśmy.... aż się kryzys skończył. lekko nie było, ale dobrze się
          skończyło. poza tym w małżeństwie też można trzasnąć drzwiami, nie uważasz?

          > Jestem orędownikiem życia w małżeństwie i będę je reklamować, bo naszym
          związku
          > > wiele się poprawiło po ślubie (nawet nie wiem czemu ;-) ), bo znam
          małżeństwa
          > które trzymają się za ręce, przytulają, choć małżonkowie mają ponad 50 lat.
          Bo
          > nie wiem co to za głupia moda nastała - na życie bez ślubu, bez dzieci... to
          po co żyć?

          dobre pytanie. zadaj je jakiejś kobiecie, która nie może mieć dzieci.

          > > Możesz zobaczyć fotki z mojego slubu na www.wegrowscy.republika.pl - może
          Ci się spodobają i zmienisz zdanie...

          jasne, po obejrzeniu kilku fotek mam zmienić zdanie:) ładne, ale nie,
          dziękuję. moja teściowa też ma taką nadzieje, że jak byłam na ślubie kilku
          przyjaciółek to od razu się "nawrócę" i zacznę marzyć o białej sukni. dobre:)
          a ja nie reklamuję żadnego sposobu życia, bo każdy powinien żyć tak jak chce,
          prawda? my nikomu krzywdy nie robimy, sobie wzajemnie też nie. nie uważam, żeby
          życie bez ślubu było głupia modą, zabrzmiało to lekko obraźliwie. ja nikomu nie
          napisałam, że życie w małżeństwie jest głupie. napisałaś to tak, jakby
          zamążpójście i rodzenie dzieci było szczytem marzeń i celem życia każdej z nas.
          otóż wyjście za mąż nie jest moim marzeniem. na pewno wszystkie zalety
          małżeństwa, które masz na myśli my mamy w swoim związku. również poczucie
          bezpieczeństwa. to bardzo złudne myślenie, ze kwadrans spędzony w kościele
          przypisuje ci tę druga osobę na zawsze.
          a co do dzieci: to, że ich nie mam w wieku 25 lat to nie znaczy, że nie chcę
          ich mieć w ogóle. zamierzam je mieć, ale jak już trochę popracuję i będę miała
          własne mieszkanie. nie ma nic bardziej nieodpowiedzialnego niż rodzenie
          dziecka, kiedy się nie ma kasy a potem trzeba liczyć, że rodzice pomogą.
          rodzice już swoje dzieci odchowali.
          pozdrawiam.
    • titicaka Re: małżeństwo/kocia łapa - co myślicie?do Gusiak 09.04.03, 14:33
      Hej Gusiak , Wasze fotki bardzo mi sie podobaly ...wygladaliscie slicznie... i
      tak sie rozmarzylam , a tu jeszcze trzy miesiace i dwa dni ...
      Pozdrawiam ...
      Ps.Jak sie robi taka strone ?
    • s_silva Re: małżeństwo/kocia łapa - co myślicie? 29.04.03, 14:45
      Hej.
      Coś mi się wydaje, że nie interesuje cię co inni na twój problem... co myslą.
      Gdy Gusiak diametralnie różni się z tobą zachowujesz się jakbyś miała o to
      pretensję. Wybacz ale sprawiasz od samego początku wrażenie osoby, która myśli
      co myśli, i tak nie zmieni tego co sobie założyła na początku. Nie szukasz
      rozwiązania swojego problemu... tylko opowiadasz o nim, i nic nie zmienisz, i
      tak...
      Już pominę fakt, że zawsze listę gości można skrócic i zawsze znajdzie się
      miejsce gdzie za osobe zapłacisz 80-100zł a nie 300zł. Wszystko zależy od menu,
      chyba,że lubisz i jadasz wyłącznie "kawior i małże"? Poza tym to nie musi być
      impreza całonocna w restauracji, może byc obiad, grill nawet ognisko przy
      stadninie koni. Skoro jesteście 8 lat to może na 10 rocznicę urządzicie sobie
      małą uroczystość - z racji jubileuszu?
      Miłość to podarunek dla nas, kompromis, czasem poświęcenie... albo prezent od
      nas, który nas dużo "kosztował"...
      Białe suknie? Niekoniecznie, teraz moda dopuszcza inne kolory: beże,
      czerwienie, błękity..., obrączka jest sumbolem ślubu, który można trzymać
      w "pudełku ze skarbami z wakacji".
      Wystarczy trochę dobrej woli... Ale tobie się nie chce zmieniać obecnego stanu
      rzeczy, więc nie ma problemu, tylko upierdliwa teściowa...
      Małżeństwo jest wygodne, bo reguluje waszą sytuację prawną. Jeśli go kochasz i
      nie masz, serio, żadnych wątpliwości to nie broniłabyś się tak rękami i nogami.
      Może jesteś pewna partnera, ale czy jesteś pewna siebie - "na dobre i na złe, w
      zdrowiu i w chorobie, aż śmierś was nie rozłączy". Bieda, choroba, brzydota
      starości..., a może to że biorąc ślub w kościele obiecujesz,że "przyjmiesz
      potomstwo" jakie ci się przydaży? Z różnych powodów nie chcemy iść przed ołtarz
      i podpisać "wyroku na dożywocie".
      Strasznie mało w tobie spokoju... zaszyj się w swojej głębi i pomyśl cicho, o
      co tak na serio ci chodzi? Czego pragniesz , tam w środku, a nie na forum, w
      domu, rodzinie, czy gdziekolwiek indziej...
      W życiu pragniemy różnych rzeczy, ale każdy ma jakieś ukryte lęki, i oszukuje
      samego siebie. Samoświadomość , to ważna sprawa. Ważne też by żyć tak, by nikt
      przez nas nie płakał. To czasem wymaga poświęcenia... ale jest piękne, bez
      względu na to , czy wierzysz w jakiś Absolut, czy nie..
      Życzę ci wszystkiego naj... i nie ma tu znaczenia co ja myślę o małżeństwie i
      kociej łapie.
      Pozdrawiam i życzę powodzenia, w "pomnażaniu" wspólnych lat. To piękne być
      razem :), ze sobą, a nie obok siebie...
      • moboj Re: małżeństwo/kocia łapa - co myślicie? 29.04.03, 16:01
        s_silva napisała:

        > Hej.
        > Coś mi się wydaje, że nie interesuje cię co inni na twój problem... co myslą.

        witaj:):):)
        ale ja nie mam zadnego problemu:):):) dlaczego pomyślałaś, ze ja mam problem?
        po prostu zaproponowalam moderatorce tego forum, żebysmy podyskutowały o życiu
        bez slubu i malżeństwie, titicaca się zgodziła i stąd ten wątek. opisem
        własnych poglądów zagaiłam rozmowę. chciałam dowiedzieć się co inni sądzą na
        temat ŻYCIA WE DWOJE, a nie tego, co inni sądzą o mnie. nie prosiłam tez o
        nawracanie mnie na właściwy tor, bo nie uważam, zebym robiła coś niewłaściwego.

        > Gdy Gusiak diametralnie różni się z tobą zachowujesz się jakbyś miała o to
        > pretensję. Wybacz ale sprawiasz od samego początku wrażenie osoby, która
        myśli co myśli, i tak nie zmieni tego co sobie założyła na początku. Nie
        szukasz rozwiązania swojego problemu... tylko opowiadasz o nim, i nic nie
        zmienisz, i tak...

        po raz kolejny powtórzę: źle mnie zrozumiałaś. ten wątek był założony przeze
        mnie, żeby pogadać o różnych "sposobach" zycia we dwoje. skoro ten wątek
        założyłam to uczestniczę w dyskusji, a moja odpowiedź dla Gusiaka była
        najzwyczajniej w swiecie normalna.
        to, co napisałam w pierwszym moim poście i w kolejnym to moje poglądy, moje
        przemyslenia. tak żyję i przez jakiś czas nie zamierzam niczego zmieniać. nie
        szukam rozwiązania żadnego problemu, bo go nie mam:):):) śmiać mi się trochę
        chce. naprawdę mnie źle zrozumiałaś. opowiedziałam o swoich poglądach, to
        prawda. i na razie ich nie zamierzam zmieniać.

        > Już pominę fakt, że zawsze listę gości można skrócic i zawsze znajdzie się
        > miejsce gdzie za osobe zapłacisz 80-100zł a nie 300zł. Wszystko zależy od
        menu,chyba,że lubisz i jadasz wyłącznie "kawior i małże"? Poza tym to nie musi
        być impreza całonocna w restauracji, może byc obiad, grill nawet ognisko przy
        > stadninie koni. Skoro jesteście 8 lat to może na 10 rocznicę urządzicie sobie
        > małą uroczystość - z racji jubileuszu?

        zeszło na temat imprezy, więc i tu odpowiem: nie jadam małży, a ni niczego, co
        może do mnie zamrugać z talerza. nie zastanawiam się nad tym, ile wydać na
        osobę, bo żadnej imprezy nie będzie. a impreza z okazji 10 - lecia na pewno
        będzie, ale na pewno bez rodzinki, i na pewno nie weselna.

        > Miłość to podarunek dla nas, kompromis, czasem poświęcenie... albo prezent od
        > nas, który nas dużo "kosztował"...

        kocham i jestem kochana, oboje jesteśmy szczęśliwi. to wszystko. kompromis?
        jest i kompromis - w wielu sprawach. będzie i w sprawie ślubu, już o tym
        pisałam. skoro mój partner chce kościelnego (ale nie dlatego, ze jest wierzący,
        tylko dlatego, ze taka tradycja - jak ubieranie choinki), a ja nie chcę ślubu
        wcale to za jakiś czas będzie cywilny. ale to będzie cywilny bez naszych
        rodzin, tylko ze świadkami. mój partner wie, dlaczego ja tak bardzo nie chcę
        wyjść za mąż. i dlatego, że tak bardzo mnie kocha to i nie zmusza. i jest
        gotowy żyć tak, żeby mnie było dobrze. to, że ja tego slubu nie chcę nie ma nic
        wspólnego z moim mężczyzna i on to rozumie.

        > Białe suknie? Niekoniecznie, teraz moda dopuszcza inne kolory: beże,
        > czerwienie, błękity..., obrączka jest sumbolem ślubu, który można trzymać
        > w "pudełku ze skarbami z wakacji".

        obojętnie jaki kolor: suknie ślubne mi się nie podobają.

        > Wystarczy trochę dobrej woli... Ale tobie się nie chce zmieniać obecnego
        stanu rzeczy, więc nie ma problemu, tylko upierdliwa teściowa...

        oj, jest wyjątkowo upierdliwa. ale na szczęście ostatnio poluzowała. ona nie
        wie tego, co wie mój partner, a nawet gdyby wiedziała to i tak nie zrozumiałaby
        mnie i moich poglądów. ja po prostu nie lubię jak się mnie do czegoś zmusza. a
        ona to robi podpierając się wyjątkowo głupią i prostacką argumentacją. bo co
        mnie może obchodzić, że jej sąsiedzi gadają? albo, że jej rodzina ze wsi gada?
        mój partner popiera mnie, nie ją.

        > Małżeństwo jest wygodne, bo reguluje waszą sytuację prawną.

        tak, tak. znam to. moja koleżanka ze studiów wyszła za mąż z tego powodu. i nie
        jest to dobry powód do wyjścia za mąż, wierz mi.

        Jeśli go kochasz i nie masz, serio, żadnych wątpliwości to nie broniłabyś się
        tak rękami i nogami.

        powody, dla których ja nie chcę wyjść za mąż nie leżą we mnie, ani w moim
        partnerze. to jest coś poza... moje przeżycia z przeszłości. sorki, dziwnie mi
        się zrobiło, nie chcę teraz znowu sobie wszystkiego przypominać. to jest bardzo
        bolesne, tragiczne...

        > Może jesteś pewna partnera, ale czy jesteś pewna siebie - "na dobre i na
        złe, w zdrowiu i w chorobie, aż śmierś was nie rozłączy". Bieda, choroba,
        brzydota starości..., a może to że biorąc ślub w kościele
        obiecujesz,że "przyjmiesz potomstwo" jakie ci się przydaży? Z różnych powodów
        nie chcemy iść przed ołtarz i podpisać "wyroku na dożywocie".

        wierz mi: w naszym związku było już dobre i zle, była ciężka choroba, będzie i
        starość, i zmarszczki, i reumatyzm, i sztuczne szczęki:) i to wszystko
        przeżyjemy niezależnie od tego, czy będziemy się nazywać "małżeństwo",
        czy "para bez ślubu". było wiele sytuacji, których nie przetrwałby niejeden
        związek. nasz przetrwał i oboje jesteśmy pewni siebie i tego, że będziemy razem
        już do końca.
        co do potomstwa: pewnie, że będziemy mieli dzieci. jedno albo dwoje. takie
        zaplanopwane i wyczekane, ale w swoim czasie. na razie nie mamy dość pieniędzy,
        oszczędzamy na mieszkanie, ja muszę jeszcze zrobić specjalizację, bo na razie
        jestem tylko logopedą ogólnym. dzieci będą, oczywiście, że będą.


        > Strasznie mało w tobie spokoju... zaszyj się w swojej głębi i pomyśl cicho,
        o co tak na serio ci chodzi? Czego pragniesz , tam w środku, a nie na forum, w
        > domu, rodzinie, czy gdziekolwiek indziej...

        dzięki za psychoanalizę, ale sporo się pomyliłaś (to pewnie stąd, że źle
        zrozumiałaś moje zamiary). spokoju we mnie dużo i to spokoju zdobytego z
        wielkim trudem. choć teraz mi się trochę popsuł, bo za sprawą twojego postu
        wróciły bardzo bolesne wspomnienia... nie jestem jakąś tam smarkulą: wiem,
        czego oczekuję od życia, od siebie. wiem to od bardzo dawna.

        > W życiu pragniemy różnych rzeczy, ale każdy ma jakieś ukryte lęki, i oszukuje
        > samego siebie.

        znów pomyłka. zawsze jestem szczera aż do bólu. wobec siebie samej i wobec
        innych.

        Samoświadomość , to ważna sprawa. Ważne też by żyć tak, by nikt przez nas nie
        płakał. To czasem wymaga poświęcenia... ale jest piękne, bez względu na to ,
        czy wierzysz w jakiś Absolut, czy nie..

        i też nikt przeze mnie nie płacze. do tej pory to ja wylewalam łzy przez
        innych. bardzo dużo łez, wierz mi...

        > Życzę ci wszystkiego naj... i nie ma tu znaczenia co ja myślę o małżeństwie i
        > kociej łapie.

        wzajemnie:):):)

        > Pozdrawiam i życzę powodzenia, w "pomnażaniu" wspólnych lat. To piękne być
        > razem :), ze sobą, a nie obok siebie...

        pomnażać na pewno będziemy, nieważne pod jakim szyldem. bycie razem - pewnie,
        że piękne.
        ja życzę uważniejszego czytania:):):)
    • moboj Re: małżeństwo/kocia łapa - co myślicie? 29.04.03, 16:03
      przezytałam jeszcze raz mojego posta:) ja nigdzie nawet nie wymieniłam slowa
      problem. chciałam podyskutować i tyle.
      • s_silva Re: małżeństwo/kocia łapa - co myślicie? 02.05.03, 00:53
        ok.
        sorki...
        masz rację
        To pokrótce do tego co pisałam wcześniej...
        Jeszcze raz przepraszam.
        Nie chciałam cie denerwować, zmuszć do pamiętania o tym o czym już się
        zapomniało...
        Szerokiej drogi dla Was obojga!

        Jeśli zaś chodzi o mnie to po swoich dziewięciu latach z partnerem (w tym 6
        przed, a 3 po ślubie), to było dobrze nam wtedy i jest dobrze teraz. Wzięliśmy
        ślub, bo oboje tego chcielismy, dziecko było zaplanowane rok później. Tak
        właściwie, gdy się nad tym zastanawiam, to wiele rzeczy nam się
        poukładało "po". Nagle z nieba spadło nam mieszkanie ( prawie 50m2 w Warszawie)
        i tani kredyt (chyba jakieś 5%, spłata kończy się nam za niecałe 3
        lata),samochód -"po" - od rodziców (Maluch, który dopiero teraz wymieniliśmy na
        Sienę). Braliśmy ślub bez lepszych perspektyw, wynajmowane mieszkanie, nic tego
        miało nie zmienić. Dosłownie w miesiąc po ślubie pojawił się samochód i
        mieszkanie na 3, 4. Niczym manna z nieba. Jak to się mówi? - Głupi zawsze ma
        szczęście.
        Kryzysy? kilka mamy za sobą, z czego jeden większy "przed" i jeden już "po". Na
        to nie ma magicznych zaklęć, nie mozna ucieć przed życiem, zawsze jakaś
        przeszkoda czy górka do ominięcia się znajdzie. Ważne, aby robić to razem...
        Nasi rodzice też nie sa absolutnie święci i tolerancyjni...( nie rozwijam tego
        tematu - jest tendencyjny:)).
        Wiem jedno - zawsze, ale to zawsze będziemy razem. I ja i on jestesmy gotowi
        oddać za siebie życie, tylko jakie to byłoby życie samemu...? Nie ma takiej
        opcji. Jesteśmy razem, we dwoje, z małym ogonkiem - 1,5 roczną córeczką:).
        • moboj Re: małżeństwo/kocia łapa - co myślicie? 02.05.03, 11:33
          cześć silva.
          oj, faktycznie mieliście szczęście: mieszkanie, samochód... super.
          samochód pewnie i nam się trafi, bo tata mojego chłopaka już nie bardzo może
          jeździć ze względu na stan zdrowia, więc samochód trafi do nas. co do
          mieszkania: tu już trochę gorzej. mamy co prawda jakieś oszczędności poczynione
          jeszcze przez naszych rodziców, więc coś na początek jest. resztę kasy będzie
          trzeba "pozyczyć" od banku, potem to spłacać.... aj, ile z tym problemów:):):)
          pozdrawiam weekendowo wszystkie kobitki:)
          • isma Re: małżeństwo/kocia łapa - co myślicie? 02.05.03, 13:17
            "Lepiej sie nie zenic, niz sie rozwodzic" - napisal kiedys do mnie ktos madry,
            przyjaciel z Gazetowego Forum zreszta. Wiec, jesli ktos ma sie rozwodzic, to
            rzeczywiscie lepiej sie nie zenic.

            Bylismy przez dwa lata wspolnie mieszkajaca para, jestesmy malzenstwem, mamy
            dziewieciomiesieczna corke. Z przyczyn niezaleznych od nas najpierw
            wzielismy "slub" cywilny, po pol roku - slub koscielny (bardzo zreszta tego
            poslizgu zalujac - ale sie nie dalo, i juz). Wiele, naprawde wiele sie zmienilo
            po slubie, a zwlaszcza po przyjsciu na swiat corki - na lepsze oczywiscie (no,
            kryzysy tez byly, oboje jestesmy uparciuchy, tylko ja na sposob
            ekstrawertczny,a maz na sposob introwertyczny, a dochodza jeszcze roznice
            kulturowe, bo maz jest cudzoziemcem).

            Odpowiedz na pytanie, dlaczego, jest dla mnie i dla mojego meza bardzo prosta -
            dlatego, ze w sakramencie malzenstwa dziala Duch Swiety, i my w to wierzymy.
            Dla nas to nie jest, jak ktos tu napisal, kwestia "przysiegania przed ksiedzem"
            i "15 minut w kosciele", ani tez gwarancja dozywotniosci malzenstwa, bo w
            Kosciele nie ma rozwodow. I wiaze nas, tak naprawde, nie to, ze "przysiegalismy
            komus", tylko nasze wlasne sumienie, bo przysiegalismy przed Bogiem. Inaczej
            mowiac, ja nie moge miec gwarancji, jako "koscielna zona" (podobnie jak
            zona "cywilna"), ze moj maz mnie nie opusci, bo to jest kwestia jego wolnosci i
            jego sumienia. Ale wiem, ze ja go nie opuszcze, bo taki jest moj wolny wybor,
            zgodny z moim sumieniem. No i moge tez myslec, ze on sadzi podobnie.

            Ale oczywiscie szanujemy wolnosc i sumienie innych, ktorzy nie wierza w to samo
            co my, i dlatego nie gorszy nas wieloletnie zycie na kocia lape. W zgodzie z
            wlasnym sumieniem tak zylismy, dopoki nie upewnilismy sie, ze laczy nas
            rzeczywista, trwala milosc, taka z Listu do Koryntian. Nie gorszy nas
            przeciwstawianie sie tzw. oficjalnej moralnosci czy literalnie rozumianym - bez
            uwzglednienia kategorii sumienia - nakazom religijnym. Gorszy nas natomiast
            hipokryzja ("slub dla rodziny", mowiac haslowo). Albo sie ma odwage zycia
            zgodnie ze swoimi pogladami, albo nie.

            Uff, ale jezuicka tyrade napisalam. Autorke watku pozdrawiam i zycze spokoju -
            rowniez spokoju sumienia - w kazdej sytuacji (wiem, latwo sie mowi, ja mam
            tesciowa tysiace kilometrow stad ;-).

            Is.
            • moboj Re: małżeństwo/kocia łapa - co myślicie? 02.05.03, 17:40
              witaj isma:)
              dziękuję za pozdrowienia i także pozdrawiam.
              miło wiedzieć, że sa na świecie osoby, które żyją w zgodzie ze swoją wiarą i
              przekonaniami i jednocześnie nie próbują do tych przekonań nawracać innych.
              bardzo mi się to w Tobie podoba:)
              pozdrawiam jeszcze raz:)
              • isma Re: małżeństwo/kocia łapa - co myślicie? 02.05.03, 22:13
                Mmmm, zbytek komplementow. Po prostu pamietam, jak mnie nawracali i jak mnie to
                krancowo wtruwalo - a potem... "samo" przyszlo.
                A poniewaz samo przyszlo, to i jest takie jakies skundlone, nieortodoksyjne
                (ale podobno kundelki najwierniejsze, hi hi ;-). No wiec jadam mieso w piatek
                (cos musze jesc, ze wzgledu na karmione piersia alergiczne dziecko jestem na
                diecie bezmlecznej - madry znajomy mawia, ze nie nalezy mylic postu z dieta),
                nie mam czasu na rekolekcje (jestem z tych, co uczynkiem... staraja sie nie
                grzeszyc) tudziez nie slucham Radia Maryja (mamy odbiornik nastrojony na Opera
                FM, i dobrze).
                Cywilnie tez jestem - jestesmy z mezem - nieortodoksyjni: zawierajac kontrakt
                cywilny zadecydowalismy, ze dzieci beda nosic moje nazwisko, bo tak jest
                praktyczniej - cudzoziemskie nazwisko meza sprawia mnostwo klopotow we
                wszelakich instytucjach). Nie bylo limuzyny, wideo, welonu, wesela, tylko obiad
                na bodaj 15 osob, prosilismy slubnych gosci, zeby nie przynosili kwiatow, tylko
                ofiarowali pieniadze dla hospicjum dla chorych na raka, ktorego oboje jestesmy
                wolontariuszami (ile bylo gadania, ze to zly omen, jej).
                Ale za to sami wybralismy sobie na Mszę sw. ekstrawagancki tekst Ewangelii,
                zupelnie nieslubny - o facecie, ktory wysylal swoich dwoch synow do pracy do
                winnicy. No i jeden oczywiscie (jak to bywa w takich opowiesciach)
                entuzjastycznie obiecal, ze pojdzie, ale nie poszedl. Za to drugi (jak to bywa
                w takich opowiesciach) najpierw sie obruszyl, a potem jednak stawil sie gdzie
                trzeba. I to tez jest komentarz do Twojego zagajenia o skladaniu zyciowych
                obietnic. Ja jakos wole tych, co to nie rzucaja slow na wiatr, tylko robia, co
                trzeba zrobic.

                Aha - ktos juz pisal w tym watku, jak to sypnelo mu wszelkimi dobrami tuz po
                slubie. Nam wprost przeciwnie (zwlaszcza jesli mowa o tych materialnych, ale
                nie tylko, bo nasz slub sprawil - znowu, z powodu specyficznej sytuacji, na
                ktorej omawianie nie ma tu miejsca - ze czesc znajomych przestala nas znac),
                ale jakos latwiej sie bylo z tym godzic. No i teraz, powolutku, zaczyna sie
                poprawiac. "Wszystko przetrzyma"..., nieprawdaz?

                Wiec, wracajac do tematu tego watku: milosc wszystko przetrzyma. Ze slubem czy
                bez, byle wedlug wspolnego wolnego wyboru. Tesciow tez.
                • titicaka Re: małżeństwo/kocia łapa - co myślicie? 03.05.03, 15:57
                  - Chyle glowe i zgadzam sie z Wami dziewczyny ! -

                  Isma napisała:
                  "Milosc wszystko przetrzyma. Ze slubem czy
                  bez, byle wedlug wspolnego wolnego wyboru."
    • annst Re: małżeństwo/kocia łapa - co myślicie? 04.05.03, 02:47
      Nie czytałam wszystkich odp. , ale mam nadzieje, że piszę na temat.

      Byłam ostatnio na slubie kosicelnym znajomych. Oboje pochodza z bardzo (!)
      tradycyjnych rodzin, ale postawili na swoim i nie zrobili wesela. zaraz po mszy
      i po zyczeniach od gości wsiedli w swoich ślubnych strojach do samochodu i
      wyjechali na lotnisko...a tam w podróż do Egiptu. Rodzinka przygotowała skromny
      obiadek z przepitka dla gości....nawet nie brakowało Młodej pary!
      Nie namawiam byś zrobiła podobnie skoro nie chcesz kościelnego, ale możesz
      przezyc ten dzien (cywilny slub) jak to WY chcecie a rodzinka niech sama sie
      bawi skoro chce!
      • moboj Re: małżeństwo/kocia łapa - co myślicie? 04.05.03, 14:28
        annst napisała:

        > Nie namawiam byś zrobiła podobnie skoro nie chcesz kościelnego, ale możesz
        > przezyc ten dzien (cywilny slub) jak to WY chcecie a rodzinka niech sama sie
        > bawi skoro chce!

        to ciekawy ten pomysł - tak po amerykańsku;) no i ja własnie tak podejrzewam,
        że w sumie rodzince para młoda jest najmniej potrzebna do całej imprezy. dla
        rodzinki z mojej strony najwazniejsza byłaby okazja do wypicia niestety...

        kościelnego rzeczywiście nie chcę, do cywilnego moze dojdzie, ale to tez chyba
        nie prędzej niż za kilka lat. na razie zadne z nas o tym nie mysli i nie
        planuje. ale dzięki za podsunięcie pomysłu:) pozdrawiam:)
        • civic2 Re: małżeństwo/kocia łapa - co myślicie? 31.05.03, 16:18
          witam wszystkich. i od razu krzyknę, że moje poglądy na życie we dwoje były
          identyczne jak Moboj. no właśnie, były. żadna siła na świecie nie była w stanie
          przekonać mnie do ślubu. po prostu taki miałam pogląd na życie i już koniec
          kropka. mój partner oczywiście tak samo (ma już ślubne doświadczenie i się
          zraził). ale pojawiła się malutka istotka i ona przewróciła nasze życie do góry
          nogami. wzięliśmy ślub po pięciu miesiącach jej funkcjonowania o własnych
          siłach. z punktu widzenia moich poprzednich poglądów poniosłam porażkę, ale
          patrząc na to teraz - zwyciężyliśmy wszyscy razem. pozdrawiam.
          • beataig Re: małżeństwo/kocia łapa - co myślicie? 16.06.03, 22:14
            a u nas wszystko to wygląda tak-juz cztery lata zyjemy na"kocią łapę"-mamy
            rocznego synka.I tolerancyjną rodzinkę-w większości (ci mniej tolerancyjni-
            wspominają od czasu do czasu ze przydałoby się...-ale na szczescie nasz
            kontakt z nimi jest tak sporadyczny ,że-niech mówią...)Początkowo męczyli nas
            wszyscy seniorzy-o ślub, ktory w ich przekonaniu był równoznaczny z
            posiadaniem wnucząt.Gdy po pewnym czasie wnuczek pojawił się- ich marzenia
            zostały spełnione- w związku z czym pytania "kiedy ślub?" ucichły...Paradoks-
            szczegołnie że zyjemy w kraju gdzie bardzo czesto to własnie dziecko jest
            powodem do szybkiego ślubu- znam wiele takich przypadków(chociazby wśród tej
            wyzej wspomnianej dalszej rodziny którą kłoje w oczy nasz związek- to dopiero
            hipokryzja..."zeby ludzie nie gadali")a z raszta-to nie moja sprawa-podobno
            zyjemy w wolnym kraju i niech kazdy zyje jak chce byleby nie krzywdził innych.
            Nie zapieram sie ze nigdy nie weżmiemy ślubu-czasami nawet zastanawiamy sie
            nad tym-nasz skarbek poniesie nam obrączki...Ale jeszcze nie teraz-mógłby się
            przewrócic przed ołtarzem -ma przeciez dopiero rok...

            Pozdrawiam
      • aarabeska Re: małżeństwo/kocia łapa - co myślicie? 01.03.04, 11:40
        a u nas mimo mojego bardzo silnego sprzeciwu (na poczatku) bedzie wesele... i
        powoli sie z tego ciesze :))
        Zaznaczam, mowie tu o zabawie weselnej, bo slub i to konkordatowy byl
        planowany. Ja juz tak mam, ze nie chce "na kocia lape". Ale rozumiem, ze ktos
        inny wcale nie musi podzielac mojego nastwienia. Jak juz pisaly przedmowczynie -
        byle w zgodzie ze soba...

        Powodzenia w Waszej drodze zycia
    • www.anna Re: małżeństwo/kocia łapa - co myślicie? 01.10.03, 14:18
    • ann.k Re: małżeństwo/kocia łapa - co myślicie? 02.10.03, 14:35
      Będę przyziemna.

      Planujecie zakup mieszkania. Niestety nie macie szans posiadać go wspólnie.
      Właścicielem może być tylko jedno z was. A wiesz co to oznacza w przypadku
      śmierci właściciela? Że jeśli nie przemieszkasz w tym mieszkaniu 30 lat,
      zostajesz zwyczajnym gołodupcem. Mieszkanie, jego oszczędności, dostają jego
      spadkobiercy. Jako konkubina, nie masz prawa do spadku po nim.

      Potrzebujecie kredyt na mieszkanie. Nie dostaniecie go na siebie razem.
      Dostaniecie go oddzielnie. A ten już będzie niższy niż byście dostali będąc
      małżeństwem.

      Trudniej wam będzie załatwiać wszelkie sprawy urzędowe. Nawet tak banalne jak
      odbiór listu poleconego na poczcie.

      W świetle prawa nie jesteś dla niego osobą "bliską". A to oznacza, że nawet w
      szpitalu mają prawo odmówić Ci odwiedzenia go i zdobycia rzetelnej informacji o
      jego stanie zdrowia.

      W przypadku pojawienia się dzieci na świecie musisz deklarować kto jest ojcem,
      on musi deklarować akceptację dziecka i wyrazić zgodę na nadanie mu swojego
      nazwiska. Nie jest to tak banalne jak po prostu pójść z odpisem ze szpitala i
      poprosić o rejestrację w USC.

      Chwilowo inne trudności do głowy mi nie przychodzą. Zaraz pewnie mi powiesz, że
      wy już tyle lat razem i problemów nie było, ale tak naprawdę, z tego co
      piszesz, poza wspólnym miejscem zamieszkania, nie macie nic co by było wspólne.
      Biel sukni można zastąpić bielą garnituru. Dobrze uszyty wygląda super
      seksownie :).
      • moboj Re: małżeństwo/kocia łapa - co myślicie? 02.10.03, 15:05
        ann.k napisała:

        > Będę przyziemna.
        >
        > Planujecie zakup mieszkania. Niestety nie macie szans posiadać go wspólnie.
        > Właścicielem może być tylko jedno z was. A wiesz co to oznacza w przypadku
        > śmierci właściciela? Że jeśli nie przemieszkasz w tym mieszkaniu 30 lat,
        > zostajesz zwyczajnym gołodupcem. Mieszkanie, jego oszczędności, dostają jego
        > spadkobiercy. Jako konkubina, nie masz prawa do spadku po nim.

        a no to dziwne, co piszesz, bo własnie nasi przyjaciele kupili mieszkanie. też
        żyją na kocią łapę. po prostu wszystko reguluje się notarialnie i tyle.
        jesteśmy wtedy współwłaścicielami - tak, tak - nasze prawo coś takiego
        przewiduje. zresztą rodzice mojego przyjaciela z paczki nie wzięli nigdy ślubu
        i też są współwłaścicielami swojego mieszkania.

        >
        > Potrzebujecie kredyt na mieszkanie. Nie dostaniecie go na siebie razem.
        > Dostaniecie go oddzielnie. A ten już będzie niższy niż byście dostali będąc
        > małżeństwem.

        na szczęscie dwa kredyty nie będą nam potrzebne:)

        >
        > Trudniej wam będzie załatwiać wszelkie sprawy urzędowe. Nawet tak banalne
        jak
        > odbiór listu poleconego na poczcie.
        >
        > W świetle prawa nie jesteś dla niego osobą "bliską". A to oznacza, że nawet
        w
        > szpitalu mają prawo odmówić Ci odwiedzenia go i zdobycia rzetelnej
        informacji o
        >
        > jego stanie zdrowia.

        nie jest ta źle jak piszesz. bylismy już kilka razy w takiej sytuacji kiedy ja
        zachorowałam, byłam w szpitalu. lekarze bez problemu udzielali informacji.
        wystarczyło powiedzieć, że mieszkamy razem od wielu lat i w tym mieście nie
        mamy żadnej innej rodziny. lekarze naprawdę nie robili problemu.

        >
        > W przypadku pojawienia się dzieci na świecie musisz deklarować kto jest
        ojcem,
        > on musi deklarować akceptację dziecka i wyrazić zgodę na nadanie mu swojego
        > nazwiska. Nie jest to tak banalne jak po prostu pójść z odpisem ze szpitala
        i
        > poprosić o rejestrację w USC.

        właśnie niedawno ten temat był poruszony na edziecku. rozmawiałam też na ten
        temat z urzędniczką z USC i ona wyjaśniła mi wszelkie sprawy związane z
        uznaniem dziecka i nie jest to aż takie skomplikowane jak mi tu sugerujesz.

        >
        > Chwilowo inne trudności do głowy mi nie przychodzą. Zaraz pewnie mi powiesz,
        że
        >
        > wy już tyle lat razem i problemów nie było, ale tak naprawdę, z tego co
        > piszesz, poza wspólnym miejscem zamieszkania, nie macie nic co by było
        wspólne.

        nie no, słuchaj, bo to dyskusja na temat małżeństw i związków nieformalnych, a
        nie nasza deklaracja majątkowa.

        >
        > Biel sukni można zastąpić bielą garnituru. Dobrze uszyty wygląda super
        > seksownie :).
        >
        ale po prostu my nie chcemy ani białej sukni, ani białego garnituru.
        • ann.k Re: małżeństwo/kocia łapa - co myślicie? 02.10.03, 16:18
          Nadal nie rozumiesz. I co z tego, że będziecie współwłaścicielami? W przypadku
          śmierci jednego z was, połowa mieszkania wcale nie przypadnie drugiemu w
          udziale. Jako składnik spadkowy dostanie się prawnym spadkobiercom. Dotyczy to
          zarówno Ciebie, jak i Twojego chłopaka. Tak samo Ty możesz zostać na lodzie,
          jak i on. Również niewiele więcej należeć się będzie waszym dzieciom.

          A ten kredyt to już próbowaliście wziąć? Nawet same banki tego nie ukrywają, że
          osobom indywidualnym udzielają mniejszych i mniej chętnie kredytów. No ale
          jeśli nie widzicie w tym problemu to w porządku. Dzieki takim optymistom
          napędza się koniunktura.

          Sama widzisz (to a propos sytuacji w szpitalu), że już musisz się tłumaczyć na
          jakiej podstawie chcesz się zobaczyć ze swoim chłopakiem. Może Tobie sprawia
          przyjemność takie publiczne tłumaczenie sie co i jak. Mnie to bardzo męczyło.

          Wniosek, że nie macie nic wspólnego (czyli żadnego wspólnego dobra majątkowego)
          wysnułam na podstawie Twoich postów w tym wątku. Pomijamy psa, telewizor czy
          budzik. To są drobiazgi, chociaż i o to ludzie potrafią się ciągać po sądach.

          Co zaś do zdania: "ale po prostu my nie chcemy ani białej sukni, ani białego
          garnituru", jeszcze niedawno twierdziłaś, że to Ty nie chcesz ślubu w ogóle.
          Natomiast Twój chłopak nie wyklucza slubu w przyszłości. Drogą krakowskiego
          targu zaproponowałaś mu cywilny.

          Moim zdaniem ślub ma sens. Tobie napisałam o skutkach ekonomicznych, bo zdajesz
          się innych cech nie dostrzegać. I masz do tego prawo. Ale ja uważam, że
          pakowanie się we wspólnotę majątkową z kimś, kto prawnie jest nam obcy, to już
          nadmierny optymizm graniczący z nieodpowiedzialnością. Zwłaszcza, że jak
          rozumiem, mówimy tu o stałym życiu na kocią łapę, a więc o sytuacji kiedy
          rozłożonej na lata.
          Każdy ma swój sposób na życie. Ty masz taki. Obyś nigdy nie musiała go
          weryfikować. Ale jeśli zainteresowałaś się legalizacją konkubinatu to wiesz, że
          głównie o zabezpieczenie materialne w nim chodzi. Nie wszystko da się kupić na
          spółkę. A gdyby nawet to co? Kto ma jeździć samochodem, który w połowie należy
          do Ciebie, a w pozostałych częściach do kilku innych osób. Na razie trafiłaś na
          ludzi życzliwych, ale nie wszyscy tacy są. Fajnie jest żyć chwilą, ale jesteś
          jeszcze młoda i nie patrzysz na to, co będzie za 10 czy 20 lat.
          • moboj Re: małżeństwo/kocia łapa - co myślicie? 02.10.03, 18:57
            droga ann.k - trzeba było od razu napisać, że jestem młodą smarkulą, która nie
            myśli o tym, co będzie za 10, czy 20 lat i darowac sobie te długie posty
            osądzające mnie niezbyt miło. zawsze tak ze wszystkich drwisz?
            w szpitalu mój facet nie musiał się tłumaczyc, po prostu powiedzial, ze jest
            moim partnerem życiowym i tyle - wszyscy chętnie udzielali informacji. nawet
            zostawał na noc w szpitalu, zeby mi pomóc w razie czego. nie było z tym
            żadnego problemu.
            widzisz, ty mnie od razu osądziłaś. czy ty myslisz, że ja o tych wszystkich
            rzeczach, o których ty napisałaś nie wiem? nie mam 15 latek, żyję już trochę
            na tym świecie, a swoimi doświadczeniami mogłabym obdzielic kilka
            pięćdziesięcioletnich osób.
            poza tym ja nie stworzyłam tego wątku po to, żeby mnie ktoś osądzał.
            widocznie życie w konkubinacie (ach, to urocze słowo) nie jest az tak
            uciążliwe, skoro jest trochę osób, które się na takie życie decydują, mają w
            tych związkach dzieci, samochody, mieszkania, działki i cokolwiek sobie
            zażyczą. pewnie, że jest troche trudniej ze sprawami urzędowymi, ale daruj,
            nie jest moim marzeniem wychodzić za mąż, zeby urzędy były zadowolone. w ogóle
            ślub nie jest moim marzeniem, ale jeśli kiedyś w ogóle się zdarzy to będzie to
            ślub cywilny, kościelny nie wchodzi w rachubę.
            mam nadzieję, że już sobie darujesz ten pouczający ton. nie rozmawiasz z
            przedszkolakiem.
            pozdrawiam.
          • moboj Re: małżeństwo/kocia łapa - co myślicie? 02.10.03, 19:00
            ann.k napisała:

            > Moim zdaniem ślub ma sens. Tobie napisałam o skutkach ekonomicznych, bo
            zdajesz
            >
            > się innych cech nie dostrzegać. I masz do tego prawo. Ale ja uważam, że
            > pakowanie się we wspólnotę majątkową z kimś, kto prawnie jest nam obcy, to
            już
            > nadmierny optymizm graniczący z nieodpowiedzialnością. Zwłaszcza, że jak
            > rozumiem, mówimy tu o stałym życiu na kocią łapę, a więc o sytuacji kiedy
            > rozłożonej na lata.

            a co do tego akapitu: wiesz, moja mama wzięła kiedyś ślub z moim ojcem.,
            czyli (pisząc twoim językiem) nie byli sobie prawnie obcy. i co? i mama
            została z gołym tyłkiem i bez grosza, bo takie mamy sądy i prawo w tym durnym
            kraju.
            no i niech Ci będzie - jestem nieodpowiedzialna. jesli tylko ma ci to humor
            poprawić....
            • ann.k Re: małżeństwo/kocia łapa - co myślicie? 02.10.03, 19:21
              Ależ się uroczo zaperzyłaś. Jak zresztą w swoich wszystkich wcześniejszych
              postach. Zupełnie jak przedszkolak kiedy się neguje jego wypowiedzi. Aż chce
              się ciągnąć temat, tylko... po co? Na tyle odpowiedzi, w zsadzie różnych, nie
              zgodziłaś się z ani jednym poglądem. Masz swoje wyrobione zdanie, swój pogląd i
              nie zamierzasz go zmieniać. To po co w ogóle ten wątek?
              • moboj Re: małżeństwo/kocia łapa - co myślicie? 02.10.03, 19:28
                ann.k napisała:

                > Ależ się uroczo zaperzyłaś. Jak zresztą w swoich wszystkich wcześniejszych
                > postach. Zupełnie jak przedszkolak kiedy się neguje jego wypowiedzi. Aż chce
                > się ciągnąć temat, tylko... po co? Na tyle odpowiedzi, w zsadzie różnych,
                nie
                > zgodziłaś się z ani jednym poglądem. Masz swoje wyrobione zdanie, swój
                pogląd i
                >
                > nie zamierzasz go zmieniać. To po co w ogóle ten wątek?
                >
                >

                a ty byś się nie wkurzyła, gdyby Ci ktos napisał, że jesteś nieodpowiedzialna
                i za młoda, i że nie masz pojęcia w co się pakujesz? wątpię, żebyś pozostała
                spokojna. nie uważam, żebym była nieodpowiedzialna. długo myslałam nad tym,
                jak chcę żyć. rozmawiałam z rodzicami mojego kumpla z paczki, którzy zyją w
                konkubinacie od prawie 30 lat. pewnie, że jest trudniej, ale ja to wiem,
                jestem tego świadoma, przemyślałam to wszystko dokładnie. nie jest jakąś
                smarkulą, która rzuca się na żywioł, bo nie taki mam charakter. do wyboru
                takiego, a nie innego sposobu zycia skłoniły mnie moje doświadczenia, niestety
                niezbyt wesołe. wiesz, ja się chętnie zamienię na poglądy, na doświadczenia
                tylko, ze tak się nie da. trudno, stało się, mam takie poglądy, jakie mam, nie
                potrafie już ich zmienić. na szczęście mój facet to wszystko rozumie. niech
                będzie, że jestem naiwna, ale wiem, że musi być dobrze. będzie dobrze. bo w
                końcu mnie też musi spotkac cos dobrego w tym zakichanym życiu.
                • ann.k Re: małżeństwo/kocia łapa - co myślicie? 03.10.03, 10:00
                  Moboj, nie zrozumiałaś mnie. Opisałaś swoją sytuację jako punkt wyjścia. No
                  dobra. Ale przecież nikt nie próbuje Cię tutaj przekonać do zmiany swoich
                  poglądów. O tym garniturze to tak napisałam, że jest to jakaś alternatywa dla
                  kiecek, bo przecież nie kazda dziewczyna musi lubić kiecki. Zadałaś w temacie
                  pytanie: co myślicie. Napisałam co myślę. Od strony bardzo przyziemnej -
                  ekonomicznej, która dla mnie akurat ma najmniejsze znaczenie w małżeństwie. Ale
                  są ludzie, dla których ma. Którzy tylko po to biora ślub, żeby oszczędzić na
                  podatkach. Ludzie różnie w życiu ryzkują. Jedni biora niekończące się kredyty
                  wiedząc, że za miesiąc mogą stracić pracę. Inni mając stały i pewny dochód,
                  boją się kreydtów.
                  Ja w życiu napatrzyłam się na szczęśliwe małżeństwa. I na nieszczęśliwe
                  konkubinaty, gdzie zazwyczaj to dziewczyna została wyślizgana przez faceta.
                  Dlatego ja bym w to nie weszła. Ja wierzę, że moje małżeństwo za 30 lat będzie
                  szczęśliwe. Ty wierzysz, że za 30 lat wciąż będziecie tak szczęśliwi jak teraz.
                  Tak samo Tobie, jak i mnie, może się nie udać.
                  Jeżeli Cie oceniałam, to tylko na podstawie tego co napisałaś. A nawet nie
                  Ciebie, a Twój pogląd na życie z mężczyzną.
                  • moboj Re: małżeństwo/kocia łapa - co myślicie? 03.10.03, 14:36
                    ann.k napisała:

                    > Ja w życiu napatrzyłam się na szczęśliwe małżeństwa. I na nieszczęśliwe
                    > konkubinaty, gdzie zazwyczaj to dziewczyna została wyślizgana przez faceta.

                    ja akurat niestety widziałam odwrotne sytuacje. nie znam żadnego zgodnego i
                    udanego małżeństwa w mojej dośc wielkiej rodzinie, więc zraziłam się do tej
                    instytucji bardzo. zdążyłam też zauważyć, że nawet, kiedy ma się ślub to można
                    (choć jest się ofiarą, ale nie ma się kasy na przekupienie sędziego) zostać
                    bez grosza przy duszy i z facetem pijakiem w mieszkaniu, które nie jest jego
                    własnością.

                    > Dlatego ja bym w to nie weszła. Ja wierzę, że moje małżeństwo za 30 lat
                    będzie
                    > szczęśliwe. Ty wierzysz, że za 30 lat wciąż będziecie tak szczęśliwi jak
                    teraz.
                    >
                    > Tak samo Tobie, jak i mnie, może się nie udać.
                    > Jeżeli Cie oceniałam, to tylko na podstawie tego co napisałaś. A nawet nie
                    > Ciebie, a Twój pogląd na życie z mężczyzną.
                    >

                    mam nadzieje, że i mnie , i Tobie się uda.
              • moboj Re: małżeństwo/kocia łapa - co myślicie? do ann.k 02.10.03, 21:33
                widzisz, założyłam ten wątek po to, żeby różni ludzie mogli się tu
                wypowiedzieć. opis mojej życiowej sytuacji miał być tylko wstępem do rozmowy.
                tylko wstepem. po prostu przedstawiłam mój pogląd. i nagle co druga osoba
                zaczęła mnie oceniać: zrób tak, a nie tak, każda kobitka marzy o białej sukni,
                jesteś nieodpowiedzialna, nie myślisz o tym, co będzie za 20 lat.... bla bla
                bla. ja nie oczekiwałam żadnych porad ani ocen. moje poglądy są jednoznaczne,
                przemyślane. nie oczekuje rad - gdybym ich oczekiwała to bym to zaznaczyła.
                nie chcę też, żeby ktoś mnie oceniał. ja nikomu nigdy nie mówiłam - nie
                wychodź za maż, bo to się skończy rozwodem. i chciałabym też, żeby nikt nie
                mówił ciągle mi: twój związek jest zły, bo nie dostaniesz kredytu, nie
                odbierzesz listu, dziecko będzie trzeba uznać. ja to wszystko wiem. mam
                przyjaciółkę prawniczkę, mama pracuje w banku, a ciotka mojego faceta jest
                urzędniczką USC. wszystko juz wiem: o kredytach, o testamentach i spadkach, o
                uznaniu dziecka, o wielu jeszcze innych rzeczach. jestem świadoma tego, ze
                pewnie nie jest łatwo, bo prawo i społeczeństwo troche u nas dziwne, ale ja
                się tego nie boję, bo wiem, ze droga jaką wybrałam da mi szczęście. jestem
                szczęsliwa teraz, w moim związku. nie byłabym szczęsliwa w małżeństwie i
                dlatego mój partner do niczego mnie nie zmusza i całkowicie mnie rozumie.
                i dlatego tak bardzo mnie wkurza, kiedy ktoś zaczyna mnie pouczac takim tonem,
                jak Ty to zrobiłaś. to chyba zrozumiałe, prawda?
                • adzia_a Re: małżeństwo/kocia łapa - co myślicie? do 06.10.03, 14:03
                  Powiem tak - dla mnie ślub miał znaczenie tylk oz tego powodu, że jestem
                  wierząca. Gdyby nie to, nie widzę żadnych powodów zmuszających mnie do zawarcia
                  małżeństwa. Sprawy finansowe można załatwić w inny sposób, tylko trzeba się
                  więcej nachodzić ;-)

                  natomiast zaciekawiła mnie postawa Twojego faceta. Piszesz, że jest wierzący,
                  więc chciałby ślub - i czy w takim razie wystarczy mu ślub cywilny? Przecież
                  ślub cywilny to nie sakrament, więc co mu to da z punktu widzenia wiary?

                  PS. Ostatnio byłam na ślubie jednostronnym - to chyba niezłe wyjście :-)
                  • anma Re: małżeństwo/kocia łapa - co myślicie? do 09.10.03, 23:13
                    Zgadzam się z tą wypowiedzią - myślę tak samo. Dla mnie tez slub jest ważny
                    głównie z powodu wiary. Owszem ułatwia również sprawy urzędowe ale gdybym go
                    miala brac tylko po to to nie wiem...
                    I też nasuwa się mi pytanie. Jesli chłopak jest wierzący to jak się ma do tego
                    życie bez slubu? No fajnie, ze on Cie rozumie i uznaje Twoje zdanie, ale
                    byłoby miło gdybyś i Ty go zrozumiała i uszanowała jego światopogląd. Ślub
                    jednostronny jest w tym wypadku rzeczywiście idealnym rozwiązaniem. Ja na
                    przykład żałuję ze kiedy my braliśmy slub nie było jeszcze konkordatu i
                    musieliśmy brac udział w załatwianiu sprawy urzędowej w asyście całej rodziny.
                    Dla mnie to tak jakby sprosić całą dalszą i bliższą rodzinę żeby pójsc złożyć
                    zeznanie podatkowe w urzędzie skarbowym. Bo dla mnie ślub cywilny to tylko
                    sprawa urzędowa. Ale zaznaczam - dla mnie.
                    • moboj Re: małżeństwo/kocia łapa - co myślicie? do 10.10.03, 23:27
                      anma napisała:

                      > Zgadzam się z tą wypowiedzią - myślę tak samo. Dla mnie tez slub jest ważny
                      > głównie z powodu wiary. Owszem ułatwia również sprawy urzędowe ale gdybym go
                      > miala brac tylko po to to nie wiem...
                      > I też nasuwa się mi pytanie. Jesli chłopak jest wierzący to jak się ma do
                      tego
                      > życie bez slubu? No fajnie, ze on Cie rozumie i uznaje Twoje zdanie, ale
                      > byłoby miło gdybyś i Ty go zrozumiała i uszanowała jego światopogląd.

                      no właśnie już wyżej wyjaśniłam. on po prostu wierzy w Boga, wie, że on
                      istnieje, ale to się nijak u niego nie przekłada na religijność. i tyle.
                  • moboj Re: małżeństwo/kocia łapa - co myślicie? do 10.10.03, 23:23
                    adzia_a napisała:

                    > Powiem tak - dla mnie ślub miał znaczenie tylk oz tego powodu, że jestem
                    > wierząca. Gdyby nie to, nie widzę żadnych powodów zmuszających mnie do
                    zawarcia
                    >
                    > małżeństwa. Sprawy finansowe można załatwić w inny sposób, tylko trzeba się
                    > więcej nachodzić ;-)

                    no i to "chodzenie" mnie nie przeraża:) wszystko da się jak najbardziej
                    pozytywnie załatwić.

                    >
                    > natomiast zaciekawiła mnie postawa Twojego faceta. Piszesz, że jest
                    wierzący,
                    > więc chciałby ślub - i czy w takim razie wystarczy mu ślub cywilny? Przecież
                    > ślub cywilny to nie sakrament, więc co mu to da z punktu widzenia wiary?

                    mój facet wierzy w Boga, ale nie lubi samej instytucji Kościoła (a był
                    ministrantem przez 10 lat i oboje należeliśmy do oazy) i dla niego ślub
                    kościelny jest taką samą tradycją jak choinka na boże narodzenie i malowanie
                    jajek na wielkanoc. sama mam dośc rygorystyczne podejście do ślubu
                    kościelnego i uważam, ze powinni brać go ludzie, którzy przestrzegają
                    wszystkich zaleceń KK - ja się do tego nie kwalifikuję, on także, więc dla
                    mnie nie ma dyskusji. on też chętnie przystał na ślub cywilny, bo ja w ogóle
                    nie chcę wychodzić za mąż i ten ślub jest dla nas kompromisem.

                    >
                    > PS. Ostatnio byłam na ślubie jednostronnym - to chyba niezłe wyjście :-)
                    >
              • aga173 Re: małżeństwo/kocia łapa - co myślicie? 02.10.03, 22:27
                Masz rację rób to co Ty uważasz za słuszne (w końcu to twoje życie)NIKT NIE MA
                PRAWA O NIM DECYDOWAĆ!!!!!!jestem katoliczką ale wcale nie mam zamiaru ci
                prawić morałów!!!Jesteście szczęśliwi to żyjcie tak jak chcecie a teściowa?No
                cóż z nią nie będziesz mieszkać.POZDRAWIAM
                • ainer1 Re: małżeństwo/kocia łapa - co myślicie? 08.12.03, 21:42
                  czesc!

                  jestem szczesliwa, wierzaca, za soba mam slub koscielny i wczesniejsze
                  mieszkanie razem.
                  Jezeli nie czujesz POTRZEBY slubu to go nie bierz.
                  A tesciowej mozesz sie zapytac - po co Ci ten slub?

                  Ja mialam swoj taki jak chcialam, kiecke jak chcialam (moja tez nie byla biala -
                  to nie jest obowiazkowe, co wiecej - dopiero niedawno nastala moda na biale beze
                  wczesniej kiecki byly kolorowe bo ludowe i tyle), gosci jakich chcialam i czas
                  jaki chcialam - piekny dzien.
                  Ale za to zaplacilam wysoka cene - tzn do dzis moja mama ma do mnie pretensje ze
                  zrobilam swoj slub i wesela tak jak chcialam :)
                  Z doswiadczen wlasnych i znajomych - widze ze w okolicuy slubu wiekszosci
                  rodzicow kompletnie odbija to juz nie tylko "postaw sie a zastaw sie" ale nawet
                  przerzucanie realizacji swoich najczesciej neispelnionych marzen na dzieci.
                  Zalosne i obciazajace dzieci.
                  Gdybym jednak miala to robic jeszcze raz - NIC bym nie zmienila.
                  Uwaga!
                  nigdy nie sadzialam, ze wogole wyjde za maz:) bo jestem bardzo niezalezna :)
                  ale jesli nie masz PRZEKONANIA - NIE RÓB NIC WBREW SOBIE

                  rozwody to najbardziej stresująca (po zawale) rzecz jaka moze spotkac czlowieka :)))

                  pozdrawiam,
                  Renia

    • mamarta77 Re: małżeństwo/kocia łapa - co myślicie? 09.12.03, 11:57
      a mi sie nie podoba autorka tego postu -jesli ktos opisuje tu swoje prywatne
      sprawy i to ze szczegolami to powinien sie spodziewac komentarzy, i to nie
      koniecznie zawsze przychylnych bo przeciez kazdy ma inne zdanie na kazdy
      temat, natomiast pani moboj odpowiada bardzo niegrzecznie na kazdy komentarz
      nieprzychylny -to po co zaklada taki watek? albo sie chce z innymi
      podyskutowac albo nie -tylko po co wtedy wyzywac dziewczyny od smarkul itp?
      ogolnie beznadzieja! nie pozdrawiam -Marta
      • moboj Re: małżeństwo/kocia łapa - co myślicie? 09.12.03, 13:32
        witaj:) przeczytałam wszystkie swoje posty. w żadnym z nich nie nazwałam
        nikogo smarkulą. nie uważam też, żeby moje posty były niegrzeczne. jak już
        wcześniej pisałam: opis mojej sytuacji miał być tylko wstępem do pogaduszek o
        różnych sposobach na życie, nie o mojej sytuacji. nie chciałam porad dla
        siebie, bo ich nie potrzebuję.
        a ja pozdrawiam:) monika:)
      • moboj Re: małżeństwo/kocia łapa - co myślicie? 09.12.03, 13:33
        aha, jeszcze dodam, ze na tym polega właśnie to nasze babskie forum -
        rozmawiamy o naszych osobistych, nieraz bardzo osobistych sprawach.
        pozdrawiam:)
        • malena_b Re: małżeństwo/kocia łapa - co myślicie? 29.02.04, 23:41
          Przeczytałam wszystkie posty dosyć uważnie i zupełnie nie rozumiem "ataku" na
          autorkę postu. Temat, jak każdy inny - kolejna okazja do wymiany opinii i
          podzielenia się spojrzeniem na konkretną sprawę.
          Moja dewiza życiowa jest taka, by żyć przede wszystkim w zgodzie z samym sobą.
          Wszyscy inni " życzliwi " ludzie dla mnie nie istnieją. Dlatego Moboj, za żadne
          skarby nie daj się zmusić do tego czego nie chcesz!! Zupełnie nie przeszkadzają
          mi pary, żyjące na " kocią łapę " ponieważ ja sama taką tworzę:) Mieszkam razem
          z moim mężczyzną niecałe 2 lata, póki co wynajmujemy mieszkanie ale w przyszłym
          roku przeprowadzamy się do już do własnego. Jest nam ze sobą bardzo dobrze,
          obydwoje jesteśmy pewni, że będziemy ze soba do końca życia i ślub nie jest nam
          potrzebny by samych siebie w tym utwierdzić, czy dać sobie jakąś "gwarancję" -
          w końcu ślub to nie kupno zegarka na który dostajesz gwarancje - przepraszam za
          skojarzenie:) Myślenie w stylu : "Był ślub to już na pewno zawsze będziemy
          razem" jest dla mnie szczytem niedojrzałości i swoją drogą oszukiwaniem się, co
          nie prowadzi do niczego dobrego.
          Ślub jednak będzie - bo tego chcemy, oboje, była to nasza wspólna decyzja na
          którą nikt w żaden sposób nie wpłynął, rodzina została jedynie poinformowana o
          tym fakcie.
          Jestem przekonana, że między nami ślub niczego nie zmieni, dalej będziemy tą
          samą kochającą się parą i gdybym miała takie a nie inne powody żeby go nie brać
          na pewno bym tego nie zrobiła. A, że ich nie mamy to w przyszłym roku
          powiemy 'TAK' ;) Ślub jest dla nas po prostu kolejnym krokiem, na który już
          jesteśmy gotowi. Szanuje jednak wszystkich i szacunku oczekuję w zamian.
          To czy para żyje w wolnym związku czy małżeństwie nie ma dla mnie żadnej
          różnicy, najważniejsza jest miłość, która może być w związku żyjącym na kocią
          łapę a wcale nie musi być obecna w małżeństwie...
          Moboj - Bardzo ciepło Cię pozdrawiam i życzę Ci kolejnych wielu, wielu lat w
          tak szczęśliwym związku jakim tworzycie :-)
          • driadea Re: małżeństwo/kocia łapa - co myślicie? 01.03.04, 09:50
            Ja z moim mężczyzną mamy zamiar się pobrać, ale "dopiero kiedyś" (1,5,10
            lat...?), mamy czteromiesięczną córcię, jesteśmy razem prawie 4 lata i jest
            nam cudownie.
            Zaznaczam, że nie jesteśmy przeciwnikami instytucji małżeństwa. córka ma
            nazwisko taty, ale w szpitalu wpisali w książeczkę moje nazwisko
            ( i nic ich nie obchodziło, jak się mała będzie potem nazywać, mówili, że to
            potem sami sobie pozałatwiamy, a muszą wpisać nazwisko matki-ponoć takie są
            przepisy. Byłoby inaczej, gdybyśmy byli po ślubie, ale mieli inne nazwiska). Po
            zarejestrowaniu małej w USC pozmieniałam dane w dokumentach i już. W USC
            potraktowali nas zupełnie dobrze, najdłużej rozmawialiśmy z kierownikiem
            nt. imienia córeczki (chciał ze mnie wyciągnąć skąd ten pomysł)- Gloria.
            Mała jest na moim ubezpieczeniu, a chociaż też obydwoje mamy stare dowody,
            nie wpisali nam dziecka. Narazie wszędzie spotykamy się z
            życzliwością, ludzie może i się dziwią, że nie jesteśmy małżeństwem, ale nikt
            nie jest nieprzyjemny...
            Pozdrawiam
          • moboj Re: małżeństwo/kocia łapa - co myślicie? 07.03.04, 19:26
            malena_b napisała:

            > Przeczytałam wszystkie posty dosyć uważnie i zupełnie nie rozumiem "ataku" na
            > autorkę postu. Temat, jak każdy inny - kolejna okazja do wymiany opinii i
            > podzielenia się spojrzeniem na konkretną sprawę.

            ha! witaj Maleno. jako jedna z niewielu zrozumiałaś, ze mój post miał być tylko
            wstępem do dyskusji, a nie ocenianiem mojego życia i namawianiem mnie do ślubu.
            dzięki:)

            > Moja dewiza życiowa jest taka, by żyć przede wszystkim w zgodzie z samym
            sobą.
            > Wszyscy inni " życzliwi " ludzie dla mnie nie istnieją. Dlatego Moboj, za
            żadne
            >
            > skarby nie daj się zmusić do tego czego nie chcesz!!

            nigdy nie robię niczego wbrew sobie. robię tylko to, co sama uznaję za
            stosowne. postępowanie wbrew własnym poglądom byłoby dla mnie nie do przyjęcia.

            > Moboj - Bardzo ciepło Cię pozdrawiam i życzę Ci kolejnych wielu, wielu lat w
            > tak szczęśliwym związku jakim tworzycie :-)

            dziękuję za ciepłe słowa i Tobie także życzę dużo szczęścia.
    • anek.anek Re: małżeństwo/kocia łapa - co myślicie? 01.03.04, 13:02
      Hej, podobny wątek rozpoczęłam kilka dni temu na forum "feminizm" ("a komu
      przeszkadza konkubinat).
      Żyję tak samo od 10 lat,z tym, że od prawie trzech jesteśmy szczęśliwymi
      rodzicami. Niestety spotykam się czasem z przykrymi doświadczeniami i
      reakcjami na nasz brak ślubu. Może kiedyś zresztą go weźmiemy (ale też na pewno
      cywilny, bo obydwoje jesteśmy niewierzący)... To niestety faktycznie ułatwia
      wiele spraw w szczególności urzędowych.
      Jednak większość kwesti np. majątkowych możecie załatwić bez ślubu. wystarczy
      pójść do notariusza! Tylko, że niestety trzeba iść do niego za każdym razem
      kiedy chcecie ustalić jakąś wspólwłasność. Rzecz dotyczy się również mieszkania
      za wyjątkiem mieszkania na prawie spółdzielczo-własnościowym. w tym przypadku
      niestety faktycznie jeśli nie jesteście małżęństwem nie ma szans na
      ustanowienie współwłasności. My własnie takie mieszkanie teraz kupujemy.
      Właścicielem będzie mój partner, ale ale też zaproponował sposób zabezpieczenia
      mojej osoby (w przypadku śmierci nie miałabym żadnych praw, pomimo wspólnych
      kosztów utrzymania lokum). Podpisujemy umowę cywilno-prawną mówiącą o pożyczce
      pieniędzy (na połowę mieszkania). Mnie takie zabezpieczenie nie przyszło nawet
      do głowy, bo ufam swojemu partnerowi, ale z drugiej strony po namyśle doszłam
      do wniosku, że to jest uczciwe. Zresztą Robert sam to zaproponował, a gdyby nie
      on, to pewnie zażądałby tego mój ojciec, który trochę nam pomaga w kupnie
      mieszkania.
      Najbardziej irytuje mnie jednak we wszystkich dyskusjach na temat małżeństwa vs
      konkubinat, przekonanie osób pro małżeskich, że takim parom ja moja chodzi o
      mozliwość łatwego rozstania, że w razie problemów trzaskają drzwiami i już... Z
      pewnością w przypadku młodszych par, to ma znaczenie, ale to chyba bardziej
      chodzi o sam wiek i może dotyczyć również klasycznych nażeczeństw.
      Pary dojrzalsze, z dłuższym stażem traktują swoje "wolne" związki tak samo ja
      małżeństwa. I mnuie osobiście obraża to, gdy twierdzi się, że np. nie chce nam
      się rozwiązywać konfliktów, tylko po prostu pakujemy manatki i koniec. To
      wielka bzdura. Mamy taki same problemy, ale też tak samo je rozwiązujemy jak
      małżeństwa! Chodzi o szacunek dla drugiej osoby. Jeżeli nie ma go w wolnym
      związku, to nie byłoby również w małżeństwie!!!!
      Drugim argumentem "przeciw" konkubinatowi, z jakim się często spotykam, to
      problem dziecka. Ze swoich doświadczeń już wiem, że to nie ma żadnego
      znaczenia! Synek nosi nazwisko partnera, ma identyczne prawa (zgodnie z
      kodeksem) jak dzieci małżeńskie. Niewykluczone, że kiedy pójdzie do szkoły
      zaczną się pytania dlaczego ja mam inne nazwisko niż on, ale to też powoli
      chyba przestajedziwić, bo wiele moich koleżanek pozostało przy swoim nazwisku
      po ślubie. Zreszta mam nadzieję, że do tego czasu zostanie ustanowiona ustawa o
      konkubinacie. Żyj tak jak chcesz i nie daj się!
      • dalloway Re: małżeństwo/kocia łapa - co myślicie? 01.03.04, 17:51
        Ja już nie mogę się doczekać, kiedy będę mężatką. Uwielbiam śluby, a od pewnego
        czasu prawie obsesyjnie myslę o swoim - chociaż nawet jeszcze nie mam
        pierścionka na palcu. Wiem jednak, że już na mnie czeka i myślę, że kolei
        obrąćzkę założę w czerwcu albo wrześniu przyszłego roku. Czasem aż mi głupio
        przed samą sobą, że jestem jak taka mała głupia dziewczynka, która marzy o
        białej sukni (tylko nie beza yyyyyyyyy) i welonie. Ale oczywiście przyjemno ści
        ślubno-weselne to nic w porównaniu z wartością jaką jest dla mnie małżeństwo i
        to nie w sensie formalnym, ale jako sakrament. Według reguł Moboj może się nie
        kwalifikuję do ślubu kościelnego, bo wcale nie przestrzegam wszystkich zaleceń
        Kościoła, jak to ujęła, ale starm się, a zgodnie z moją wiarą katolik ma prawo
        błądzić - grunt by zawsze starł sie i pracował nad powrotem na dobrą drogę. Nie
        mam na tyle silnej woli, żeby nie ulegać pokusom seksulanym, ale ten grzech
        bardzo mi ciąży. Nie będę przecież biegała co sobotę do spowiedzi z fałszywym
        zapewnieniem o postanowieniu poprawy, żeby w niedzielę przystąpić do komunii -
        a z kolei to że nie mogę pójść do komunii bardzo mnie boli. Ten problem również
        rozwiąże mi małżeństwo, choć oczywiście nie jest to przyczyna, dla której chcę
        je zawrzeć. Po prostu na samą myśl o byciu mężem i żoną i o boskiej pomocy dla
        takiego związku rozpiera mnie wielka radość.

        Ale to nie znaczy, że komukolwiek doradzałabym, by robił tak ja. W moim
        katolicko - konserwatywnym środowisku jestem troche czarną owcą, bo nie
        wygłaszam nigdy publicznych tyrad na temat tego bezboznego ziutka, co to zyje z
        ziuta na karte rowerową itp. co wiecej, gdy ktosś tak gada w mojej obecności
        dostaje białej gorączki i bywa to zarzewiem konfliktów. jednak mam silnie
        zakorzenione przekoanie, że każdy żyje tak jak chce i jest to kwestia jego
        sumienia, wyborów, gustu i czego tam jeszcze a obcym wara.

        Z trzeciej strony - kończę prawo i jestem głeboko przekonana,że jednak w naszym
        kraju wspólne życie bez ślubu cywilnego to duże ryzyko. Twoje argumenty o USC i
        notariuszach są słuszne, choć ja nie byłabym taka optymistką. Że i żonę, a nie
        tylko konkubinę, można puścić w skarpetkach - to też prawda (choć moim zdaniem
        prawo "rozowodowe" nie jest w Polsce złe ani krzywdzące - zawsze tak jest w
        zyciu, że jakiś drań może się starć wykorzystać sytuację, ale są dobre i
        sprawnie działające środki obrony!). Najwiekszy jednak problem rodi sie na
        gruncie prawa spadkowego - i tu już nie pomoże nawet notariusz, bo wszytsko da
        sie obalić. Za dużo się nasiedziałam w sądzie na praktykach i naprotokołowałam
        takich obrzydliwych, by ktokolwiek mnie przekonał, że jest inaczej. Nie chcę
        oczywiście nikogo namawiać, by z tego powodu brał ślub - choćby dlatego, że
        gdyby mnie namawiano, żebym nie brała, to zaraz dostałabym furii - a nie czyń
        drugiemu itd... Ale gdybym miała komuś doradzać nie ajo kobieta, czy złowiek w
        ogóle tylko zimna prawnicza maszyna, na pewno mówiłabym: tylko ślub, inaczej
        nic nie chroni twoich interesów, a wypadki chodzą po ludziach.
        • anek.anek Re: małżeństwo/kocia łapa - co myślicie? 01.03.04, 22:11
          No, fakt. W sprawach spadkowych mogę tak naprawdę liczyć na "łaskę" rodziny
          partnera. No, oczywiście nasze dziecko dziedziczy tak, jak by było z
          małżeńskiego łoża, ale to oddzielna kwestia. ale dlatego właśnie bardzo
          chciałabym żeby weszła w życia rozsądna ustawa konkubinacka.
          Życzę wszystkiego dobrego (... na nowej dordze życia:)
        • ann.k Re: małżeństwo/kocia łapa - co myślicie? 16.03.04, 18:58
          No to Cię trochę koleżanko poniosło. Nie ma czegoś takiego jak prawo do złego
          postępowania. Ty masz postępować dobrze. I to jest Twój obowiązek. Masz
          przestrzegać przykazań. A wszelkie zło może być czynione tylko w nieświadomosci
          i jako takie z całą pewnością zostanie wybaczone, jeśli tylko zobaczysz, że
          postąpiłaś źle i obiecasz poprawę.

          Jesli juz twierdzisz, że jesteś katoliczką, to chociaż się podwalin tego
          katolicyzmu naucz. Zdrówko.
      • moboj Re: małżeństwo/kocia łapa - co myślicie? 07.03.04, 19:39
        anek.anek napisała:

        > Jednak większość kwesti np. majątkowych możecie załatwić bez ślubu. wystarczy
        > pójść do notariusza!

        no właśnie:)

        > Najbardziej irytuje mnie jednak we wszystkich dyskusjach na temat małżeństwa
        vs
        >
        > konkubinat, przekonanie osób pro małżeskich, że takim parom ja moja chodzi o
        > mozliwość łatwego rozstania, że w razie problemów trzaskają drzwiami i już...
        Z
        >
        > pewnością w przypadku młodszych par, to ma znaczenie, ale to chyba bardziej
        > chodzi o sam wiek i może dotyczyć również klasycznych nażeczeństw.
        > Pary dojrzalsze, z dłuższym stażem traktują swoje "wolne" związki tak samo ja
        > małżeństwa. I mnuie osobiście obraża to, gdy twierdzi się, że np. nie chce
        nam
        > się rozwiązywać konfliktów, tylko po prostu pakujemy manatki i koniec.

        tak, też wiele takich bzdur usłyszałam, że niby przy pierwszym problemie
        zwiniemy manatki i kończymy związek. koń by się uśmiał...:) ja i mój partner
        jesteśmy razem od 9 lat, mieszkamy razem od 7. niedługo kupujemy nasze własne
        mieszkanie. traktujemy nasz związek bardzo poważnie, będziemy ze sobą do końca
        życia. kiedy tylko jesteśmy razem to każdy problem jesteśmy w stanie
        rozwiązać:):):) uważam, ze tworzymy związek bardzo udany i wiele małżeństw
        mogłoby nam pozazdrościć.

        Drugim argumentem "przeciw" konkubinatowi, z jakim się często spotykam, to
        > problem dziecka. Ze swoich doświadczeń już wiem, że to nie ma żadnego
        > znaczenia! Synek nosi nazwisko partnera, ma identyczne prawa (zgodnie z
        > kodeksem) jak dzieci małżeńskie. Niewykluczone, że kiedy pójdzie do szkoły
        > zaczną się pytania dlaczego ja mam inne nazwisko niż on, ale to też powoli
        > chyba przestajedziwić, bo wiele moich koleżanek pozostało przy swoim nazwisku
        > po ślubie.

        po ewentualnym cywilnym ja i tak pozostałabym przy swoim nazwisku, bo w Polsce
        takie nazwisko jak moje nosi tylko moja rodzina. zresztą nie widze powodu, dla
        którego po ceremonii ślubnej nagle miałabym stać się osobą o innym nazwisku.
        • anek.anek Re: małżeństwo/kocia łapa - co myślicie? 09.03.04, 12:03
          Jeszcze jedno, ktoś wcześniej napisał, że banki dają większe kredyty
          małżeństwom. To nie jest prawda. Oceniając zdolność kredytową bank ocenia
          również wiarygodność klienta. W naszym przypadku (hurra! wczoraj dostaliśmy
          kredyt na mieszkanie!) mój partner podał zgodnie z prawdą, że ma na utrzymaniu
          rodzinę : partnerkę i dziecko. I tak zostało wpisane w dokumenty bankowe. Jego
          wiarygodność wzrosła po tym, że ma dziecko, czyli nie może pozwolić sobie na
          utratę zarobków. Jeżeli bank ma wątpliwości, to po prostu prosi o żyrantów.
          Małżeństwa o tyle dostają większy kredyt, że ich dochody się sumują, ale to nie
          ma znaczenia przy kupnie mieszkania (poza spółdzielczym o czym już pisałam
          wcześniej - tylko jedna osoba może być właścicielem!) bo po prostu możecie
          sięstarać obydwoje o kredyt i mieszkanie bęzie stanowiło współwłasność, a każdy
          z was będzie miał do spłacenia swoją część kredytu.
          Na szczęście pojawia się coraz więcej udogodnień dla konkubinatów, ale moim
          zdaniem i tak jeszcze za mało.
    • romain Re: małżeństwo/kocia łapa - co myślicie? 09.03.04, 19:17
      Mogę się tylko zgodzić z powyższymi wypowiedziami, zarówno jeśli chodzi o
      kredyty jak i zachowanie własnego nazwiska po ślubie!!
      Dla mnie najdziwniejszą rzeczą z jaka spotkałam się niedawno wśród moich
      znajomych, było powzięcie decyzji o ślubie ze względu na a)kupno mieszkania, b)
      wzięcie kredytu, c) wspólne zamieszkanie.
      To wręcz umowa handlowa.
      Ja jestem ze swoim przyjacielem 6 lat, mieszkamy razem, i jesteśmy szczęśliwi.
      Czy zalegalizowanie związku z ww. powodów uszczęsliwiłoby nas bardziej??nie
      sądze, śmieszy mnie to wręcz. Niestety stereotypy łatwo się nie zmieniają
      • anek.anek Re: małżeństwo/kocia łapa - co myślicie? 10.03.04, 12:22
        Jeśli chodzi o mieszkanie, to już pisałam powyżej, zę faktycznie może się to
        okazać problemem. My kupujemy mieszkanie spółdzielcze i zgodnie z obowiązującym
        prawem w takim mieszkaniu nie może być dwóch właścicieli (współwłaścicieli),
        jeśli nie są małżeństwem. Ja zaryzykowałam. Podpisaliśmy jednak umowę o
        pożyczce pieniedzy (ja pożyczam swojemu partnerowi, on będzie właścicielem
        mieszkania), ale wprzypadku np. śmierci mojego partnera nie zostanę
        właścicielką, mogę się jedynie na podstawie tej umowy domagać od jego
        spadkobierców (nasz syn! + chyba jego rodzina) pieniędzy z tego weksla.
        • jagoda29 Re: małżeństwo/kocia łapa - co myślicie? 10.03.04, 16:58
          Spółdzielczo-własnościowe prawo do lokalu można kupić na współwłasność (bodajże
          od 1,5 roku).Kupilismy z narzeczonym rok temu takie mieszkanie (a właściwie
          spół.-własn. prawo do niego) - i w akcie notarialnym mamy współwłasność 50% na
          50%. Jedynie członkiem spółdzielni jest tylko jedno z nas, ale to nie ma
          znaczenia z punktu widzenia własności.
          Zapytaj notariusza.
          • maga791 Re: małżeństwo/kocia łapa - co myślicie? 10.03.04, 18:10
            A ja cale moje (moze jeszcze niezbyt dlugie bo 24 letnie) zycie wojowalam, ze
            slubu nigdy nie wezme, albo najwyzej po jakims czasie wspolnego mieszkania, ze
            na poczatek to napewno tylko "kocia lapa" itd...I taka bylam o tym przekonana.
            Naprawde tego chcialam. A tydzien temu moj Mezczyzna wlozyl mi na palec
            pierscionek zareczynowy... :) Teraz mamy ustalic date slubu. I mam mieszane
            uczucia. Ciesze sie bardzo, bardzo... :-) Bo to jest taki pierwszy "namacalny"
            gest ze strony mojego faceta, dowod na to, ze chce ze mna byc tak "na
            powaznie", na zawsze... A z drugiej strony czuje sie "osaczona". Wiem, ze i tak
            mielismy byc razem, planowalismy to juz od dawna, ale nie moglismy sie na to
            zdecydowac ze wzgledu na "srodowisko", na poglady osob nam najblizszych, ze
            wzgledu na presje spoleczna (chociaz mieszkamy w bardzo duzym miescie...) I
            teraz juz wiem, ze chyba jednak nikt mi nie pozwoli na to "sprawdzenie
            zwiazku", na to wspolne mieszkanie przed. itd. Wiem, ze w tej chwili nie
            wzielibysmy tego slubu "dla nas" ale dla innych, dla srodowiska... I sto razy
            bardziej chcialabym, zebysmy podejmowali takie decyzje z zupelnie innej
            motywacji. A w tej sytuacji czuje sie zmuszona do "nagiecia" moich pogladow do
            sytuacji :-/ Co o tym myslicie?
            • anek.anek do Magdy791 13.03.04, 17:12
              A co na to Twój narzeczony? ja też mam tak, że im większe społeczne naciski,
              tym bardziej się buntuję (pisałam już o tym wyżej, że tak naprawdę to jest
              główny powód naszego braku ślubu. Chociaż też wcale nie wykluczam, że go
              weźmiemy, ale na pewno tylko dla siebie, a niez powodu tych nacisków. Pewnie
              wtedy usłyszę "no, nareszcie" itd... Wszyscy będą mieli satysfakcję, że w końcu
              nas przekonali,a ja znów się będę wkurzać.
              Jestem zwolenniczką mieszkania ze sobą nawet przed ślubem. Ale nie wyrażałabym
              tego, że "to napróbę", bo wtedy nie ma to sensu. Jeśli chcecie ze sobą
              wcześniej zamieszkać, to: 1. nie słuchaj otoczenia (masz 24, a nie 14 lat!!!),
              2. zamieszkaj z mężczyzną tak jakby już bł Twoim małżonkiem, a nie żeby
              sprawdzić czy się do tej roli nadaje. Bo z takim nastawieniem, faktycznie
              możecie się szybko rozstać:)Mało który mężczyzna (i kobieta też) "sprawdza się"
              w roli współmałżonka. To kwestia docierania się i wielkich kompromisów.
            • moboj Re: małżeństwo/kocia łapa - co myślicie? 15.03.04, 11:04
              już dawno nauczyłam się, że mam tylko jedno życie, i że muszę je tak
              wykorzystać, żebym to JA była szczęsliwa i z niego zadowolona. robię to, co JA
              uważam za stosowne. nie słucham niczyich nacisków, marudzenia rodziców mojego
              partnera. nie zrobiłabym niczego pod presją środowiska. jeśli będę kiedyś
              chciała wziąć cywilny to to zrobię, ale wtedy, kiedy ja będę miała na to ochotę
              i zdanie innych nie ma tu żadnego znaczenia.
              Maga, ja pochodzę z małego miasteczka (choć od 7 lat mieszkam we Wrocławiu), a
              głównym problemem rodziców mojego faceta jest opinia innych ludzi, ale mam to
              gdzieś. pozdrawiam:)
          • anek.anek Re: małżeństwo/kocia łapa - co myślicie? 13.03.04, 17:03
            Dziekuję za podpowiedź, ale to włąsnie notariusz nam tak powiedział (i tak
            wyczytałam na forum "dom i nieruchomości). No, cóż, wiem, że w ubiegłym roku
            zmieniło się prawo spółdzielcze (można takie mieszkanie wyłaczyćze spółdzielni
            itd.), więc może trafiła na niedouczonego notariusza. zdarza się, a teraz i tak
            jest już za póxno, bo już dokonaliśmy zakupu.
    • edytafg1 Re: małżeństwo/kocia łapa - co myślicie? 16.03.04, 16:31
      Do Moboj -popieram cie calym sercem!!! Naet nie wiesz jak sie ucieszylam ze
      wreszcie jest ktos o podobnych pogladach do mnie!
      Ja nigdy nei marzylam o bialej sukni i nie chcilam miec slubu koscielnego -4
      lata temu wzielam cywilny ze wzgledu na kredyt mieszkaniowy (latwiejsze
      formalnosci itd)Uchodze w rodzinei za dziwaczke bo- nie nosimy z mezem
      obraczek, mamy osobne konta bankowe, boze narodzenie -wigilie spedzamy we
      dwojke..Trzymam za ciebie kciuki -najwazniejsze to zyc wlasnym zyciem i wedle
      wlasnych przekonań.pzodrawiam cie cieplo!
    • odalie Re: małżeństwo/kocia łapa - co myślicie? 20.03.04, 23:52
      > kiecki ślubne, w życiu bym czegoś takiego na siebie nie ubrała. za diabła
      > nie ubiorę na nogi białych butów i białych rajstop, bo wygląda to okropnie.

      Kto powiedział, że to musi być białe??? :)
    • odalie Białe, nie białe 21.03.04, 00:18
      A teraz poważnie.

      Jak kto nie chce, niech nie bierze. Zawsze się tylko czytając posty podobne do
      opinii Moboj dziwuję, czemu geje tak bardzo chcą tych ślubów. Poważnie. Tylu
      ludzi hetero nie potrzebuje ślubu, a tylu, z drugiej strony, gejów tak bardzo o
      prawo do ślubu walczy.

      Jak kto chce niech nie bierze, ale niech też da w spokoju brać tym, co chcą (to
      niekoniecznie do Moboj). Ja chcialam z powodów dwóch, a właściwie trzech:

      - powód nr 1 - dziecko. Byłam z facetem i byliśmy parą. Staliśmy się rodziną.
      Chciałam być ta rodziną w taki sposób, żeby nikomu nic nie wyjaśniać,
      tłumaczyć, żeby to było formalnie oczywiste.

      - powód nr 2 - papierkowo-formalny. Żeby hurtowo załatwić wspólnotę majątkową,
      wspólne nazwisko, nazwisko i status dla dziecka i te pe i te de.

      - powód nr 3 - żeby otrzymac sakrament. Jestem niedobrą katoliczką, ale miałam
      taką bardzo silną potrzebę. Długo by tłumaczyć.
      • romain Re: Białe, nie białe 22.03.04, 22:39
        odalie napisała:

        > A teraz poważnie.
        >
        > Jak kto nie chce, niech nie bierze. Zawsze się tylko czytając posty podobne
        do
        > opinii Moboj dziwuję, czemu geje tak bardzo chcą tych ślubów. Poważnie. Tylu
        > ludzi hetero nie potrzebuje ślubu, a tylu, z drugiej strony, gejów tak bardzo
        o
        > prawo do ślubu walczy.

        Może oni mają podobne podejście do Twojego, może też są "niedobrymi
        katolikami", chcą stworzyć rodzinę??mieć wspólne nazwisko itp. itd.....
        Ja osobiście uważam, że powinni mieć do tego prawo, niestety - nie mają!
    • kokosia Re: małżeństwo/kocia łapa - co myślicie? 15.04.04, 20:57
      ja jestem wierzaca. Moj maz nie byl, kiedy sie poznalismy. Mielismy slub. Bylam
      w kapeluszu i zwyklej kremowej sukience z szalem. Wydaje mi sie ze powinnas
      sluchac twojego mezczyzny nie jego rodzicow. Jesli go kochasz bedziesz
      wiedziala co robic.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka