Dodaj do ulubionych

matka mojego narzeczonego...

30.05.07, 19:57
Matka mojego narzeczonego dosc wyraznie, zbyt mocno i brutalnie probuje
sprawic ze sie rozstaniemy, nie bede mowic tutaj o jej drobnych uszczypliwych
uwagach na moj temat, skupie sie na tym co naprawde stanowi problem...przez 4
lata moj ukochany pracowal ze swoim ojcem, bo ten obiecal nam i moim rodzicom
ze za 4 lata pracy dolozy sie nam do mieszkania, moj narzeczony pracowal
bardzo duzo i gdy zarobil juz na pol mieszkania...jego rodzice kupili
mieszkanie siostrze, tlumaczac ze on jako mezczyzna poradzi sobie w zyciu,
potem obiecali mu w zamian samochod, i tez oczywiscie decyzji nie
dotrzymali...moj narzeczony sie wyprowadzil, nie mieszka z nimi, ma swoja
prace...wiele bardzo wiele lez mnie to kosztowalo, tak jakby sie mialo
marzenia a one nagle prysly...4 lata meczarni, rezygnacji z wszystkiego i na
koniec o malo sie nie rozstalismy, najpierw bronil rodzicow potem przyznal mi
racje, powiedzial ze nic go nie zabolalo bardziej...oni jeszcze probowali nim
manipulowac tym ze jego siostra ma synka ze ma mu kupowac prezenty, robic im
zakupy...mieszkamy 400 km. od nich, ja ich prawie wcale nie widuje...ale
planujemy slub, wesele, nie wiem jaki teraz numer nam wytna, co
radzicie...jestesmy szczesliwi kochamy sie bardzo ci jego rodzice to nasz
najwiekszy problem
Obserwuj wątek
    • nod26 Re: matka mojego narzeczonego... 30.05.07, 20:28
      NIe rozumiem twojego żalu pomijajac uszczypliwosci matki narzeczonego.Twoj
      facet ma jak widac głowe od parady.Gdyby racjonalnie myslał o przyszłosci to
      żadałby systematycznie zarobionych pieniedzy i odkładał na konto.Teraz nie
      miałby prooblemu.Jak widac mu na tym nie zależało a teraz rozpacz.Nie rozumiem
      tez z jakiego powodu mielibyscie sie rozstać,czy powodem jest kasa i samochod.Na
      to mozna sobie zapracowac i nikomu niczego nie zawdzięczać.Jesli sie kochacie to
      nic nie powinno stanąc na drodze do waszego szczescia.
    • yoana.p Re: matka mojego narzeczonego... 31.05.07, 08:51
      Nie zgadzam sie z wami KOmu ufać jak nie własnej rodzinie - RODZICOM????? Fakt
      jezeli już wczesniej wycinali takie numery że byli nie konsekwentni to należało
      w bardziej przemyślany sposób podejsć do sprawy W zasadzie nie liczyliście na
      kogos za friko, tylko sobie na to zapracowaliście Co innego dostać a co innego
      zapracowac sobie Straciłabym szacunek i zaufanie do takich tesciów!!! W
      zasadzie ja cię rozumiem bo u mnie było podobnie - wycofano sie ot tak z umowy
      My ponieśliśmy koszty a ktoś na tym zyskał Z RODZINĄ DOBRZE WYCHODZI SIE NA
      ZDJECIU!!!
      • stokrotka000 Re: matka mojego narzeczonego... 31.05.07, 14:58
        Dziekuje za zrozumienie :) dokladnie to naprawde duzo nas kosztowalo, moj
        ukochany pracowal od switu do nocy, w tym czasie mielismy takie marzenie,
        cel...poswiecalismy sie oboje, wiedzac ze warto, bo marzymy o domku, wlasnym
        swiecie...wiele bolu, lez, wyrzeczen...a jego rodzice nam prosto w oczy mowili
        ze rozumieja nas, pomaga nam, bo wiedza jak to jest na poczatku malzenstwa, ze
        marzy sie miec swoje miejsce na ziemi...i potem co? szok!!! poza tym to
        powodowalo ze wciaz bylismy zwiazkiem na odleglosc...i to bylo bardzo
        trudne...gdybysmy wiedzieli prawde nie poswiecalibysmy sie tak bardzo a juz
        napewno dawno bysmy byli razem w jednym miescie a nie oddaleni od siebie
    • g0sik Re: matka mojego narzeczonego... 31.05.07, 09:52
      Czy ta brutalność polega na tym, ze nie kupili synusiowi mieszkania i
      samochodu? Jak już jesteś taka roszczeniowa to ciągnij od swoich rodziców a nie
      liczysz na kasę teściów....
      Faktycznie masz problem.....z pazernością.
    • stokrotka000 do gOsik 31.05.07, 14:49
      To nie tak ze rodzice nie kupili dla narzeczonego mieszkania...on na nie
      pracowal codziennie od rana nieraz do bardzo pozna do 22...buduje domy, wiec od
      niego zalezalo ile pracuje, sam ustalal terminy, zaufal rodzicom ale nie wiem
      czy mozna do konca nazwac to naiwnoscia albo jakas roszczeniowa postawa, to
      byla propozycja jego rodzicow, zeby pracowal z ojcem, pomagal mu w prowadzeniu
      fimrmy i zapewne co sie okazalo potem aby nie wyjezdzal z rodzinnego miasta
      domu, jego rodzice chyba mieli wlasnie taka wizje ze zostanie z nimi...nas
      dzielila odleglosc, ale skoro oni tak obiecali, to moznabylo sie pomeczyc...w
      koncu to normalne ze marzymy o domu, tu nie chodzi o jakis materializm, ale o
      marzenia zeby miec swoje miejsce na ziemi, swoj domek, swoj swiat stworzony z
      ukochana osoba...a potem gdy marzenia pryskaja, gdy ludzie ktorzy powinni
      wspierac byc zawsze zyczliwymi robia cos takiego...Martwie sie co wytna na
      slubie czy weselu...mialam zal do narzeczonego bo on na poczatku przyznal im
      racje, powiedzial ze tak jego siostra nigdy nie zarobi na mieszkanie...dopiero
      potem zrozumial jak bardzo oni nas zranili, plakalam chyba z tydzien...
          • nod26 Re: do gOsik 31.05.07, 20:32
            Widze tylko jeden powod nad ktorym mozesz płakac,to ze masz narzeczonego
            nieudacznika.Jak sie pracuje to sie zada zapłaty miesiecznej.Powiedz jak mozna
            pracowac i byc na utrzymaniu rodzicow i nie dostawac wynagrodzenia.To jest
            chore,takiemu facetowi nalezy nakopac(nie wiem czy taka osoba poradzi sobie w
            życiu)nie mowiac juz o odpowiedzialnosci za rodzinę.
              • nod26 Re: ... 01.06.07, 22:44
                stokrotka000 napisała:

                > Okrutne te Twoje slowa...


                Jesli Cie uraziłam to przepraszam ale nie myslałam ze to tak strasznie dla
                Ciebie zabrzmi.Pomysl tylko jak człowiek musi sie długo uczyc zeby zrozumiec
                słowa "kochajmy sie jak bracia a liczmy sie jak żydzi",okazuje sie że to
                powiedzenie rowniez trzeba stosowac do najbliższych.Nie oceniam Twojego chłopaka
                ze w kazdej innej sytuacji podobnie sie zachowuje ale wybacz raz jeszcze tu
                tyrajac i nie zadajac comiesiecznego wynagrodzenia dał plamę.Mysle ze wiedzial
                ze moze sie z czyms takim liczyc,on rodzicow zna lepiej niz Ci sie wydaje.
    • stokrotka000 Re: matka mojego narzeczonego... 31.05.07, 23:33
      Moj narzeczony nie jest nieudacznikiem zyciowym i to pewne...dlaczego to nie
      bede tlumaczyla, ale radze komus bardziej zastanowic sie wydajac takie
      sady...nie znasz mnie ani mojego narzeczonego opisalam tylko fragment naszego
      zycia, ktore jest o wiele bardzie zroznicowane i bogatsze i nie sklada sie
      tylko z tego co tu opisalam...
      • chicarica Re: matka mojego narzeczonego... 01.06.07, 06:54
        Stokrotka, oczywiście że nie jest nieudacznikiem. Został OSZUKANY, nie otrzymał
        zapłaty za pracę. Wydawałoby się, że własnym rodzicom można zaufać w sprawach
        tego rodzaju, ale okazuje się że jednak nie. Potraktujcie to jak bardzo
        kosztowną lekcję, a na przyszłość najlepiej żadnych finansowych układów z
        rodzicami, a jeśli jakieś, to tylko i wyłącznie na papierze, poświadczone
        notarialnie. Niestety, z takimi ludźmi tak trzeba. Widać są osoby, które jak
        zobaczą 5 zł, to chętnie wycyckają rodzonego syna.
          • stokrotka000 Re: matka mojego narzeczonego... 01.06.07, 10:23
            O tak dokladnie, dziekuje Wam za zrozumienie :)...najpierw pojawia sie smutek,
            bo przeciez rodzicom sie ufa, nie potrzeba potwierdzen na papierze, licza sie
            ralacje na innym poziomie milosci...a potem okazuje sie ze rodzice bardziej
            cenia pieniadze...najgorsze jest ze teraz udaja wobec nas ze nic sie nie stalo,
            usmiechaja sie sa milusi...a mnie na ich widok az trzesie...jak tak mozna zyc w
            takim zaklamaniu obludzie? Tesciowa czasem tylko wtraci miedzyslowami, milutko
            i udajac ze sie troszczy jakas uwage na nasz a najczsciej moj temat...
    • stokrotka000 Re: matka mojego narzeczonego... 01.06.07, 23:07
      Najgorsze jest ze jego rodzice wciaz nam cos obiecuja...jak nas spotkaja,
      dzwoniac do Niego ze pomoga mu, ze doloza mu do dzialki, ew. domku...on wciaz
      im ufa, wiec moze i jest nieudaczniekiem...:(...taki swiat takie zycie,
      nowoczesna dzungla ekonomii, ktora trzeba oswoic
      • rillia Re: matka mojego narzeczonego... 02.06.07, 12:41
        Nie jest nieudacznikiem. On ma nadzieję, że jego rodzice przejrzą na oczy i
        zrozumieją swój błąd. I boli Go to co zrobili. Broni ich bo wie że nie są źli i
        nie mają złych intencji, ale nie rozumie toku ich rozumowania i postępowania.
        Czuje sie oszukany, ale przecież to jego rodzice, których kocha i na swój sposób
        nadal im ufa.
        Może Ci trochę rozjaśniłam co jak myśli twój M. To dla niego naprawdę trudna
        sytuacja. Musisz Go wspierać, bo jest mu już wystarczająco ciężko. Napewno
        czuje, że Cię zawiódł. Okaż mu trochę zrozumienia.
        Jeśli nie masz bliższych kontaktów z teściami to olej. Nie warto się przejmować.
        Było minęło, pozostał smród. Otwórz szeroko okna i postaraj się zacząć od
        początku nie myśląc o tym jakby mogło być. Kochacie sie i jesteście szczęśliwi
        to najważniejsze.
        • stokrotka000 Re: matka mojego narzeczonego... 02.06.07, 18:49
          Dziekuje Ci bardzo rillia :) bardzo zyczliwe te Twoje slowa...i ztozumienie.
          wiem ze tak jest, ze jemu tez bylo b. ciezko uwierzyc ze rodzice mogli zrobic
          cos takiego...jestem z nim, wiem ze teraz powinnismy liczyc tylko na siebie,
          wspeirac kochac bo to jest najwazniejsze my...a reszta swiata zalezy od nas :)
          pozdrawiam i zycze Ci wiele dobrego:)
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka