Dodaj do ulubionych

Chory układ

07.06.07, 18:08
Mój kolega (kiedys myslałam - przyjaciel)tkwi w jakims chorym ukladzie. Swego
czasu mial romans z dziewczyna, która w tym czasie kiedy zaczęli sie spotykać
wyszła za mąż (o ironio- ona nawet był na slubie i weselu). Spotykali sie
nadal także po slubie (nie rozumiem po co ona za mąż wyszła???). Po jakimś
czasie okazało się że jest w ciąży, urodzila córkę, która ma teraz prawie 3
lata. Ona raz twierdzi że ojcem jest mąż, raz że ten kolega. Mój kolega kocha
ja caly czas, nie potrafi ułozyc sobie życia bez niej, ona powiedziała mu, ze
wybiera męża i dla dobra rodziny sie nie rozwiedzie. Dodam, ze teraz
mieszkają w innych miastach (na poczatku w tym samym), więc on pisze do niej
sms-y, ona potrafiła go ignorowac tygodniami, ale jak pokłoci się z mężem czy
ma zły dzień znów daje mu nadzieje.... On jest dla niej zrobić w stanie b.
wiele. Kocha i ja i to dziecko (co do którego nawet nie wie na pewno czy jest
jego), choc prawie sie nie widuja i rzadko sypiają ze soba. Ostatnio zacząl
spotykac się z inna kobieta, podobala mu się, troche sie chyba nawet
zakochał, ale gdy tylko dowiedziała się o tym dawna kochanka zaczęla się
wsciekać, robic awantury, straszyć, ze nie zobaczy dziecka a potem dawac mu
nadzieję, ze z nim będzie. Nowa dziewczyna nie wytrzymala psychicznie, bo on
sam nie wiedzial czego chce, oklamywał te nową dziewczynę ciagle, mówiąc, ze
zerwal kontakt z tamtą. I teraz znow utrzymuja kontakt sms-owo telefoniczny z
dawna kochanką... Nic z tego nie rozmumiem... Ona go nie chce, wybrała męza
ale nie pozwala mu ułozyć sobie życia. On z kolei, uzalezniony od niej
niszczy zycie innym (chocby dziewczynie, z która był ostatnio i ktora go
kochala na tyle, ze zewrała ze swoim popzrednim facetem). A ten mąż, który
wychowuje nie swoje dziecko i którego zona zdradza? Ja nie wiem, jak ludzie
umieją żyć w takim kłamstwie. Myślałam kiedyś, że to mój przyjaciel,
pomagałam mu, pocieszalam, ale po tym co zrobil teraz wobec tej drugiej
dziewczyny zaczynam nim gardzić... Nie jestem święta, ale takiej obludy nie
rozumiem, takiej podlości... Czy ja za surowo to oceniam??? I jeszcze jedno -
ja musze zyc z tym co wiem i tez czuje sie nie fair wobec tego oklamywanego
męża przez sama fakt, ze te wiedze posiadam i nigdy sie z nim nia nie
podziele. Jedyne co mi zostalo, to wykrzyczec o na forum, tu przynajmniej
jest sie na tyle anonimowym, bo osoby tego dramatu nigdy nie pozostały
rozpoznane.
Obserwuj wątek
    • brak.polskich.liter Re: Chory układ 07.06.07, 18:24
      Jesli postawa moralna i wybory zyciowe kolegi Cie brzydza, to po cholere ciagnac
      znajomosc? Bez sensu.
      • trusia29 Re: Chory układ 07.06.07, 19:02
        Bo jest (byl?) moim przyjacielem, bo był mi bardzo bliski i dlatego, że
        chcaiałbym zeby byl szczęśliwy. Ale nie umiem juz go zrozumieć.
    • triss_merigold6 Re: Chory układ 07.06.07, 18:44
      IMO jak Ci nie pasi to nie pozwalaj, żeby kolega streszczał Ci peruwiańską
      telenowelę. Co do jego wyborów - widziały gały co brały, albo zrywa kontakt z
      damą albo nie kwęka.
      • malutki_kwiatusek Re: Chory układ 07.06.07, 18:53
        heh ale nie rozumiecie że to jej (były?) przyjaciel? Trusiu, coz, musisz
        przywyknąć że zdarzają się takie sytuacje życiowe... on po prostu się zakochał
        po uszy i chce byc tylko z nią... po za tym ma perspektywe że to może być jego
        dziecko - szanse pewnie 50% ;) - i tym bardziej mu na niej zależy. Jedynie
        biedny jest mąż tej kobitki która go zdradza i jest on pewnie tego nie
        świadomy. Współczuje Twojemu koledze, bo wiem co znaczy być zakochaną bez
        pamięci bez wzajemności, a niektórzy nawet po 50 latach będą wspominać takie
        miłości... jak się nie przeżyje, to się nie zrozumie...
        • annajustyna Re: Chory układ 07.06.07, 18:56
          Trafilas jak kula w plot, wiesz? Facet byc moze faktycznie jest uzalezniony
          psychicznie od kochanki, no i jeszcze ta swiadomosc, ze moze byc ojcem malej.
          Strasznie chora ta sytuacja, naprawde:///.
          • trusia29 Re: Chory układ 07.06.07, 19:01
            Wiem, ze chora. Do tej pory cały czas mu współczulam, wspieralam go, on
            strasznie ją kocha... Ale teraz przestaje rozumieć, dlaczego on innych
            krzywdzi... Ten mąż... Ta druga dziewczyna, która bardzo to przezyła, jest na
            skraju załamania, a on jakby tego nie widział. Ja zupelnie nie wiem co robic. A
            tamtej kobiety nigdy nie zrozumiem, jak można życ w takim klamstwie i jeszcze
            nie pzowolić być szczęsliwym osobie, która sie ponić kocha. Chcialabym nadal go
            wspierać, ale czuje że slabne.
    • czekolada_orzechowa a co cię to obchodzi? 07.06.07, 19:42
      Jest pełnoletni, a to wolny kraj.
      • trusia29 Re: a co cię to obchodzi? 07.06.07, 19:54
        Masz racje - jest pelnoletni, obchodzi mnie o tyle, że jest mi bliski i widze
        jak cierpi.
        • chicarica Re: a co cię to obchodzi? 08.06.07, 08:45
          Na własne życzenie cierpi, dziewczyna (ta mężata) nim manipuluje a ten durny
          leci bo zobaczył kawałek dupy. Niestety, nauka kosztuje i gościu sam na własne
          życzenie oberwał po tyłku i na własne życzenie dalej obrywa.
          Szkoda mi tylko tego męża i tej nowej dziewczyny, ale też mają swój rozum.
          • maya28 Re: a co cię to obchodzi? 08.06.07, 08:59
            W sumie w tej historyjce prawie nic nie wiemy o tym mężu męczenniku, a może on
            ma lub mial romans i dlatego ta żona jego/kochanka innego ma takie rozdwojenie
            jaźni? Znałam taki przypadek..
            • trusia29 Re: a co cię to obchodzi? 09.06.07, 21:48
              Nie znam jej męża osobiście, ale osamego tego kumpla słyszałam, że ona nie ma
              mu nic do zarzucenia.
      • karolinka123 Re: a co cię to obchodzi? 09.06.07, 22:32
        czekolada_orzechowa napisała:

        > Jest pełnoletni, a to wolny kraj.

        Z ta roznica, ze niektorzy maja serce i martwia sie o zdrowie psychiczne itd.
        innych. Ale Ty kochana nigdy tego nie pojmiesz chyba:(
        • czekolada_orzechowa Karolinko, pojmuję, a jakże! 10.06.07, 09:54
          Tylko, ze to się u mnie nazywa wpieprzanie w nieswoje sprawy, a nie martwienie
          i serce.
          • karolinka123 Re: Karolinko, pojmuję, a jakże! 10.06.07, 10:53
            czekolada_orzechowa napisała:

            > Tylko, ze to się u mnie nazywa wpieprzanie w nieswoje sprawy, a nie martwienie
            > i serce.

            Dobrze, ale tu moim zdaniem dzieje sie tragedia. Ty przeszlabys obojetnie wobec
            czegos takiego? Pomysl, ze przyjaciel (dorosly, tak tak) ale jednak ma taki
            problem, nie potrafi sobie poradzic itd- nie wpieprzalabys sie?
            A tak w ogole jakbys slyszala, widziala, ze dziecko jest katowane w jakims domu
            tez bys poiwiedziala ze nie wpieprzasz sie? bo oni sa dorosli i wiedza jak maja
            wychowywac dzieciaka? bez urazy, ale takie przeslanki zachodza z Twojego postu.
            • czekolada_orzechowa Re: Karolinko, pojmuję, a jakże! 10.06.07, 19:26
              Odpowiadam po kolei: Dorosłemu przyjacielowi nie wpieprzałabym się. Dzięki temu
              jeszcze mam przyjaciół, polecam.
              Druga zaś poruszona przez ciebie sprawa to klasyczny argument ad personam,
              czyli nie mający najmniejszego związku z tematem dyskusji atak osobisty, który
              w merytorycznej dyskusji nie powinien zostać użyty, jako, ze nie rozmawiamy o
              katowanych dzieciach, tylko o dorosłych, którzy mają prawo robić, co chcą.
              Równie dobrze mogłabym napisac, ze jesteś rasistką i dręczycielką zwierząt.

              a przesłanki wynikają, o ile wynikają, a nie zachodzą. Zachodzą idiotki na
              wakacjach.
              • karolinka123 Re: Karolinko, pojmuję, a jakże! 10.06.07, 23:36
                No wiem, ze to bylo kiepskie porownanie.
          • trusia29 Re: Karolinko, pojmuję, a jakże! 10.06.07, 12:24
            czekolada_orzechowa napisała:

            > Tylko, ze to się u mnie nazywa wpieprzanie w nieswoje sprawy, a nie
            martwienie
            > i serce.

            masz prawo tak uważać, ja ma prawo marwwić sie o kogos mi bliskiego
    • pendecha Re: Chory układ 10.06.07, 03:21
      Powinnas powiedziec jej mezowi, niech zrobia test DNA i sie sprawa wyjasni.
      Dziecko ma prawo znac prawdziwego ojca.
      • trusia29 Re: Chory układ 10.06.07, 12:20
        Nie znam jej męża (jej osobiście też nie), ale moglabym do niego dotrzeć. Nie
        umialabym jednak tego powiedzieć, uwazam, ze to sprawa jej i męza. Chodzi mi
        tylko i wylacznie o to, żeby mój kumpel sie przestal męczyć. Zresztą juz i tak
        nie mogę mu pomóc. Wczoraj powiedzial mi, ze nie może się ze mna kolegować, ona
        mu zabronila BO JEST ZAZDROSNA. Poddałam sie, niech on zyje jak chce. Nie mozna
        pomóc komuś, kto tego naprawdę nie chce.
        • karolinka123 Re: Chory układ 10.06.07, 13:19
          trusia29 napisała:

          > Nie znam jej męża (jej osobiście też nie), ale moglabym do niego dotrzeć. Nie
          > umialabym jednak tego powiedzieć, uwazam, ze to sprawa jej i męza. Chodzi mi
          > tylko i wylacznie o to, żeby mój kumpel sie przestal męczyć. Zresztą juz i tak
          > nie mogę mu pomóc. Wczoraj powiedzial mi, ze nie może się ze mna kolegować, ona
          >
          > mu zabronila BO JEST ZAZDROSNA. Poddałam sie, niech on zyje jak chce. Nie mozna
          >
          > pomóc komuś, kto tego naprawdę nie chce.
          oni oboje sa chorzy. zazdrosna? a co on ma powiedziec, skoro ona sypia rowniez z
          mezem! na dodatek Ty sie tylko z nim przyjaznisz. Albo umow go z
          psychologiem(chociaz na sile go nie zaciagniesz) albo powiedz o wszystkim jej
          mezowi! nie moze byc tak ze ona niszczy zycie swoimi kaprysami wielu osob!
          • trusia29 Re: Chory układ 10.06.07, 19:17
            Na wizyte u psychologa namawialam go wiele razy, nic z tego. On jest od niej
            psychicznie uzalezniony a ona to wykorzystuje. Nie wiem o co jest zazdrosna, w
            miedzyczasie miala jeszcze jeden romans i on o tym wie. Ona po prostu sama nie
            chce go, ale innej go nie odda. Gdy go odtracała wyplakiwal mi sie w rękaw.
            Teraz znów jest w euforii bo okazala mu troche łaski. Naprawde tym razem się
            poddałam, szanuje jego żadanie nie kontaktowania się z nim, choć znamy sie od
            3 lat od 2 przyjaznilismy sie. Nie pomoge mu na sile.
            • crises Re: Chory układ 12.06.07, 12:32
              Trusia, ja Cię doskonale rozumiem, bo sama mam prawie identyczny układ, z tą
              różnicą, że dziecko akurat na pewno nie jest tego pana, a pani nie wyszła za
              mąż, tylko zmienia sobie gachów od czasu do czasu, a ten pan jest dobry w
              przerwach między kolejnymi gachami, ewentualnie jako pocieszyciel i obrońca,
              jak kolejny gach na przykład bije.

              Dlaczego nie umiem przejść obok tego obojętnie? Bo ten pan to ktoś bardzo,
              bardzo mi bliski, jedna z najbliższych osób, jakie mam na tym świecie, i od
              wielu lat patrzę, jak przegrywa życie: ile razy pojawia się ktoś, z kim mógłby
              sobie ułożyć życie, związek się rozpada, bo pani pozbywa się kolejnego gacha i
              ten pan znów jest potrzebny. Bo docierają do mnie przebłyski jakiegoś
              kompletnie chorego układu: on strasznie przeżywa wszystko, co się u niej
              dzieje, i o tym opowiada, przy tym jest nieobiektywny i drażliwy (mnie nie
              wolno tego skomentować ani się z nim nie zgodzić), a nie mam odwagi, żeby mu
              powiedzieć, że nie chcę o tym słuchać, bo się boję, że się obrazi. Bo to
              wszystko źle wpływa na naszą przyjaźń, mam wrażenie stąpania po cienkim lodzie,
              nigdy nie wiem, w jakiej będzie fazie: czy akurat jest w łaskach u pani i jest
              zadowolony i szczęśliwy z życia, czy odrzucony, załamany i wkurzony.

              Niestety, jest kimś dla mnie bardzo ważnym, wiele dla mnie znaczy, wiele razy
              pomógł mi w życiu. Nie umiem zrezygnować z tej przyjaźni tak po prostu, jeśli
              się skończy, będę potwornie cierpieć.
              • trusia29 Re: Chory układ 13.06.07, 18:32
                Ja wlasnie cierpię, bo nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy... Utrata
                przyjaciela bardziej boli chyba niz utrata kochanka. Ja bylam wobec mojego
                kumpla szczera, jesli mnie pytal o zdanie, ale on zwykle nie pytał, tylko
                potrzebowal żeby go wysłuchac. Wysłuchiwałam go zawsze, czasem kosztem czasu
                poświęcanego wlasnemu mężowi, któremu musze przyznać, że byl baaaardzo
                cierpliwy i wyrozumialy, rozumiejąc nawet moje powroty o 2 w nocy, bo
                pocieszalam przyjaciela... Teraz mnie pociesza, że go utraciłam. Dzięki temu
                zblizyłam się do mojego męża, choć bylo miedzy nami czasem nie najlepiej i
                nawet myślałam o rozwodzie. Zrozumialam co mam, i kto jest prawdziwym
                przyjacielem. Mam nadzieję, ze w przypadku twojego kumpla i twoim, sprawy
                przybiora inny, lepszy obrót.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka