Dodaj do ulubionych

To będzie długa opowiastka.....

05.08.07, 19:20
To będzie długa opowiastka.....o moim rozpadającym się małżeństwie.
Koniecznie potrzebuję kogoś kto mnie wysłucha i moze coś poradzi. Nie mam się
komu zwierzyć, nie mam żadnych koleżanek (odkąd zaczęłam pracować 3 lata temu
urwał mi sie kontakt z ludźmi).

Poznałam sie z mężem mając 19 lat, zaraz po maturze, przystojny w moim typie
wpadł mi w oko, bardzo go chciałam poznać i udało się, umówiliśmy się i
zaczęliśmy spotykac. Chodziliśmy w sumie chyba ze 4 lata, poznałam już
większość jego rodziny, wszystko stało się takie oczywiste. Jego mama coś mu
tam napomknęła o pierścionku, bo to takie chodzenie do nieczego nie prowadzi.
Zabrał mnie do sklepu, wybraliśmy pierścionek, choć ważne jest to, że ja
bardzo chciałam odłożyć w czasie ten fakt, pamiętam, że jak tam staliśmy w
sklepie to mi serce waliło i brakowało tchu, ale ze strachu. Nie chciałam się
właściwie zaręczać, nic przyrzekać ani myśleć o zaręczynach i ślubie, bo
jakoś tak mi to nie na rękę, czułam się niedojrzała i za młoda (23 lata i
studiowałam jeszcze).
Zaręczyny były w walentynki, kurcze, w dzień z którego wyśmiewałam się zawsze
bo to komercyjne świeto do robienia pieniędzy. No ale tak wyszło.
Dostałam dupny bukiet róż, moja mama też, ładnie to wszystko sobie mój
narzeczony zorganizował. Zapytał czy zostanę jego żona, czułam to okropne
kołatanie wewnątrz, ale powiedziałam tak, bo jakbym coś zaczęła mówić że to
za szybko, żeby poczekać to by mu sprawiło wielką przykrość.
Potem sobie powiedziałam, że jest jeszcze czas się zastanowić, że zobaczymy
jak dalej będzie i takie tam, zawsze jeszcze jest jakiś manewr.
Zaprosiłam jego najbliższą rodzinę na obiad, żeby się poznali z moimi, i żeby
ładnie wyszło, tak ich poinformować wszystkich.


Nasze narzeczeństwo trwało ponad 2 lata. Tak sobie byliśmy razem, a to się
godząc a to kłócąc. Dużo się kłóciliśmy przez cały ten czas, bo ciągle jakieś
problemy powstawały. On sie wychował w tradycyjnej rodzinie, jego mama nie
pracowała dokąd on i siostra nie poszli do szkoły, zawsze zajmowała sie
wszystkim w domu, a ojciec zarabiał, a po pracy dłubał cos na podwórku
(mieszkali w domku). Potem jego mama tez już pracowała, ale dalej tak było,
ze tata w domu nic raczej nie pomagał, tylko same męskie prace.


U mnie to w ogóle inny świat, bo wychowałam sie tylko z matką, a ona była
taka wszechstronna, miała i wyksztacenie i pracę, a jak kran trzeba było
naprawic to brała klucz francuski, albo załatwiała kogo trzeba itd. Musiała
sobie poradzić i świetnie jej to wychodziło. Zresztą odkąd matka została
tylko ze mna, widać było że rozwinęła skrzydła. Wcześniej była przez mojego
ojca trochę zahukana i on rządził, a potem uwolniła się od tych wszystkich
ograniczeń. Starała się mnie zawsze zachęcić do nauki, zebym miała potem
lepiej w życiu, była samodzielna i mogła liczyć na siebie.

Wracając do naszej historii – po dwóch latach takiego homo-nie-wiadomo,
rodzice mojego narzeczonego zaczęli go naciskać co dalej? Byliśmy kiedyś u
nich i rozmawialiśmy, ze chcielibyśmy mieć swoją firmę, albo kupic przyczepę
kampingową, ale na razie to nic nie wiadomo co będzie w przyszłości i takie
tam luźne gadki. No i rodzice wyskoczyli z hasłem ślub. No ja nawet o tym
myslałam, ale chodził mi po głowie ślub cywilny, bo ani ja ani mój narzeczony
nie jesteśmy religijni, poza tym nie cierpię być w centrum uwagi, całej tej
weselnej pompy, jestem nieśmiała, ona ma wieeeeelką rodzinę, wiec koszt
takiego wesela to by było ze 40 000, masakra, u mnie by było góra 10 osób na
ślubie, a poza tym czułam wewnątrz ten strach i chciałam mieć jakąś furtkę.
Według mnie lepiej by było trochę razem pomieszkać, spróbować, nazbierać
kaskę i wtedy jesli wszystko było git, to zrobić ślub kościelny.

No ale mój narzeczony nie bardzo chciał o tym słyszeć. Wesele ma być. Slub
koscielny.
Powiedziałam, ze nie chcę. No to oni na mnie, ze czemu, że to lepiej, za
jednym razem, po co takie kombinacje, w sumie oni są wierzący to może też
miało jakiś wpływ. Wróciłam do domu mocno skołowana i w ogóle nie wiedziałam
co mam robić.
Powiem szczerze, że jak sobie siebie wyobraziłam w kościele, z tyłu masa
ludzi, ja w jakiejś śmiesznej białej kiecce to mi się zimno zrobiło i
poczułam jak mi skóra cierpnie na plecach.
Porozmawiałam z narzeczonym, że nie chce takiego wielkiego wesela, ani nie
mam na to pieniędzy. Ale on bardzo chcial ten kościelny ślub (naprawdę nie
wiem czemu, ale widocznie tak chciał). Pomyślałam, że sytuacja nie jest
prosta i wymaga kompromisu. Powiedziałam, ze dobrze, i tak nie przywiązuję
większej wagi do religii, więc jak mu tak zależy to okej, ale ja chcę żeby to
był skromny ślubek, tylko najbliższe osoby, w małym kościólku, bez mówienia
do mikrofonu, żadnego wielkiego wesela, bo nieśmiała jestem i mnie to
przytłacza. Okej. Ustalone.
Pozałatwialiśmy wszystko, to znaczy głównie ja, bo on jak to facet, zawsze ma
czas, wszystko się zdaży.... . Ślub w małym kościółku, bez mikrofonu,
przyjęcie na 16 osób.
Ale jak sie okazało, im bliżej było ślubu tym więcej osób się pytało kiedy i
o której, cała jego rodzina, ze przyjadą na ślub, u mnie kupa ludzi z pracy,
ksiądz powiedział, że w małym kościólku, przykro mu bardzo, ale nikt nie da
rady posprzątać, bo siostry pojechały gdzieś-tam na całe wakacje i dupa.
Został duży kościól i około 60osób za naszymi plecami.
Żoładek mi cały pływał na myśl o tym.
Jednocześnie z całymi przygotowaniami to tego porąbanego ślubu,
remontowalismy sobie u mnie w domu pokój i narzeczony wprowadził się do mnie.
Zaczęły się konflikty. Porozrzucane ubrania, skarpetki pod łóżkiem, bałagan,
okruszki w kuchni, rozlana woda w łazience, włosy na umywalce, głośny
telewizor, trzaskanie drzwiami, zastawianie mojego samochodu jego autem,
jemu przeszkadza mój kot, czemu mu nie poukładałam papierów albo ubrań jak on
malował, czemu mu nie nakładam obiadu na talerz, czemu jak on wraca to ja
czytam ksiazkę i bez przerwy jakieś haje.
Do tego doszedł ten stres z kościołem, i załamałam się emocjonalnie,
powiedziałam, ze nie chce żadnego ślubu, zeby poszedł odwołać i że ja
wyprowadzam się byle gdzie do hotelu, bo mam go serdecznie dosyć. Poszedł
faktycznie odwołac do tego księdza na dwa dni przed ślubem, ale ksiądz go
zaczął wypytywać czemu, co się stało, i opowiedział mu o mikrofonie i tłumie
ludzi. Ksiadz powiedzial, że zrobi bez mikrofonu, ze najpierw zrobi
przysięgę, potem kazanie, zebym się nie musiała denerwować, a dzień przed
ślubem mamy przyjść i on zrobi nam taką próbę na środku kościoła, zeby się
trochę oswoić. Na tej próbie łzy mi leciały jak grochy, jak mówiłam
przysięgę, a w kościele było pusto.
Na drugi dzień był ślub, rano wypiłam ¾ butelki nerwosolu, babcię wysłałam do
sklepu po listki odświeżające oddech, do kościoła jechałam blada jak trup,
nic nie pamiętam kompletnie ze mszy, w czasie przysiegi patrzyłam na
haftowany liść na ubraniu księdza, żeby tylko wzrok mi się nie przesunął, bo
się zatnę i nie powiem do końca. Jak był koniec to wybiegliśmy prawie z
kościoła, że goście nie mogli zdążyć za nami. Wtedy to czułam w sumie radość,
ze już po wszystkim.
Ale problemy zostają niestety.
Mieszkam z mężem już dwa lata. Ciśnienie mam coraz wyższe, aż 140 jak na swój
wiek i serce mnie kłuje coraz częściej, bo nie ma dnia żebym sie nie
wkur..... na maxa. Już nie mogę po prostu tych nerwów wytrzymać, dwa słowa
wystarczą, żeby była awantura i darcie mordy.
Kiedyś cieszyłam się że będzie weekend, w piątek od rana miałam w pracy dobry
humor, teraz nawet nie wiem czy chce mi sie w ogóle wrócić do domu.

Nie mogę sie wyspać w nocy, bo mąż chrapie. W soboty i niedziele nastawia
sobie budzik na 8, bo albo idzie do pracy co drugi tydzień, albo ma plan
wstać o 8, a potem budzik i tak dzwoni przez godzinę, bo on nie umie wstać.
Kładzie się w nocy, czyli ledwie ja zasnę to on przych
Obserwuj wątek
    • ketyen Re: To będzie długa opowiastka..... 05.08.07, 19:21
      Kładzie się w nocy, czyli ledwie ja zasnę to on przychodzi i mnie obudzi, potem
      chrapie, potem budzik. Aha, bez przerwy dzwonią do niego jakieś osoby z pracy,
      nawet o 7:30 rano.
      No więc poszłam spać do innego pokoju. Wiecznie słyszę na ten temat docinki, w
      towarzystwie wszystkim się żali, jaką ma żonę nienormalną, bo nie chce z nim
      spać.
      Ja nie umiem tak wypocząć, nawet ptaki mnie denerwują jak śpiewają nad ranem, a
      co dopiero chrapanie i wiercenie sie całą noc. Spałam już w stoperach, ale boją
      mnie od tego uszy.
      On ma swoje oczekiwania w stosunku do mnie, ja mam mu robić smiadanie do pracy,
      sprzątać w domu, nakładac mu obiadek, szyć dziury w ubraniach i takie tam. Ja
      nie mam do niego żadnym takich wymagań, i zawsze mu milion razy dziękuję, ze mi
      naprawił coś w aucie, albo skosił trawę. Mieszkałysmy z mamą same i jestem mu
      wdzięczna, ze on to robi, ale nikt mu nigdy nie powiedział, że musi i teraz ma
      to robić. On miał mamę i siostrę i postępuje według swojego schematu, dla niego
      oczywistego, ale mnie to rani.
      Ale to można pominąć, każdy ma swoje obowiązki, moje mogą być sprzątanie,
      gotowanie, pranie itd, okej, ale nie mogę zdzierżyć, jak ledwie posprzątam a tu
      dup, bałagan tu, bałagan tam, gdzie się nie przewinie tam wszystko porozwalane,
      w łazience, sypialni, przedpokoju, aucie, wszędzie. Ile razy się nakrzyczę, ze
      nie jestem tutaj sprzątaczką to za pól godziny zaś wanna nie spłukana,
      nadeptane ślady w przedpokoju, kapa zmięta, plamy z płynu do soczewek na
      stole....... . I zaczyna sie awantura, bo on nie ma czasu, on ma tyle pracy, on
      musi jechać, on musi teraz iść do garażu jakieś głupoty robić, on ma urwanie
      głowy.
      A ja nie mam? Wraca z pracy tak samo jak on, też mam w pracy mobbing, stres i
      dziennie opierdol za wszystko, a jeszcze zakupy (bo pieczywo ma być dziennie
      świeże), obiad i sprzątanie nigdy nie kończącego się bałaganu.
      Cała moja sobota to zapieprz, najpierw zakupy, potem pranie, sprzątanie,
      gotowanie, przygotowanie mięsa na niedzielę, ciasto, jak już przychodzi wieczór
      to mam dość, a ostatnio mąż mi o 18 oznajmia, ze on sie pakuje i jedzie na ryby
      na noc. On jedzie, przynajmniej mam spokój i nie ma chrapania w nocy, ale
      niedziela to znowu jazda. O 8 rano on wraca i jeb drzwiami, dup buty na
      podłogę, wszyscy pobudzeni. Potem on idzie spać i śpi do obiadu, a ja znowu
      cała niedziela w kuchni. Jak po obiedzie pozmywam, to telefon dzwoni i albo my
      mamy jechać do jego rodziców, albo ktoś ma ptzyjechać do nas.
      Goście to w ogóle temat-mina. U niego w rodzinie nikt sie nikogo nie pyta i nie
      umawia, tylko nagle stają w dzrzwiach bez uprzedzenia i to ma być powód do
      wielkiej radości.Na początku to sie w ogóle nie pytał, tylko jak ktoś
      powiedział, że się wprasza to on sie zgodził, a mnie informował w sobotę o 15
      jak mu sie przypomniało, ze za godzinę mamy gości. I potem całą zawartość
      lodówki ( a mieszkamy z moją z mamą i to ona głównie nas utrzymuje jeśli chodzi
      o jedzenie), trzeba dac gościom, no jak to, czym chata bogata i do nocnego
      kupować ciasto i piwo i wszystko. Kto ma to wszystko przygotować – no
      oczywiście żona, kto ma posprzątać po gosciach o 12-tej w nocy – żona.
      Teraz po 15 awanturach mówi ludziom, że uzgodni to z żoną kiedy by mieli
      przyjechać, ale zawsze mi to wypomina, jaka ja jestem nienormalna, wredna i
      niegościnna.
      U mnie bywali też goście w domu, serdecznie przyjmowani, ale po pierwsze sami
      sie nie wpraszali na godzine przed, a poza tym nie było takiego czegoś że mam
      rzucać wszystko i lecieć do sklepu nakupić kiełbasy i zastaw się-postaw się.
      Jak ktoś przyszedł niespodziewanie to dostał herbaty, delicje i co było to
      było. I nie wysiadywał do północy.
      No i dziennie taka afera o wszystko.
      Jeden chce żyć inaczej, drugi inaczej. On oczekuje, że ja się zamienię w
      przykładną żonę, że „zmądrzeję, zmienię się”, a mnie aż cierpnie skóra i
      scyzoryki mi się otwierają jak pomyślę, ze tak by miało wygladać moje życie:
      wieczna rutyna, kuchnia, robota, sprzątanie i zero przyjemnosci.
      Nie mogę tak żyć, ja mam inny charakter. Mam swoje obowiazki od dzieciństwa,
      zawsze miałam swój przydział i nie one mi ciążą, ale przymus. Nie chcę żadnego
      przymusu. Ja jestem delikatna i nie umiem użerać się z kimś, wrzeszczeć i
      wywalczać swoje. Dla mnie dom był zawsze ty bezpiecznym miejscem, do którego
      sie wracało po walkach w pracy. Teraz jest polem bitwy z własnym meżem.

      Nie mogę sobie absolutnie wyobrazić jak ja mam z nim opiekować sie dzieckiem,
      jeśli on uważa że to babska sprawa. Ponieważ nie da rady wszystkiemu podołać,
      to musiałaby sie zwolnić z pracy i zając domem, to zaś się kłóci z moją
      niezależnością, bo nigdy przenigdy nie chcę być uzależniona od męża.

      On jest w ogóle bardzo przekonany o swojej wielkości, jaki to on jest boski,
      dobra partia i jak to dobrze zarobi, obrotny, tylko babe ma złą, czyli mnie, co
      dziennie słyszę.
      Nie za bardzo liczy się z moim zdaniem, jak ja coś mówie, to mi przerywa w
      towarzystwie, albo mnie przekrzykuje, na codzień nie chce rozmawiać o niczym
      ważnym, zawsze ma tylko swoje plany, nie szanuje moich próśb (25 tysiecy razy
      go prosiłam, żeby mi nie zastawiał auta swoim samochodem, ale co tydzień ta
      sama historia, nic sobie z tego nie robi, a jak płaczę z bezsilnosci to pyta
      sie czy już mi przeszło).
      Jak to ja nie umiem sie z nikim dogadać, dzika jestem, nienormalna i dziwna,
      same takie miłe rzeczy opowiada o mnie innym, znajomym rodzinie i mnie tez to
      mówi.
      Jak to nie mam ochoty sie nigdy kochać, zawsze jakaś wymówka. I ze ja nie chcę
      mieć dzieci.
      Akurat prawda jest taka, że nie mamy dzieci, bo jesteśmy przed poważnym
      remontem i to była wspólna decyzja, ze najpierw trzeba zrobić te najgorsze
      brudne prace, a poza tym, on też na razie nie chce i jeszcze te ciagłe kłótnie,
      to się już poważnie człowiek waha nad wszystkim.
      Poza tym on czasami robi okropnie głupie rzeczy: zostawia włączone żelasko,
      klucz w dzrzwiach na zewnątrz na całą noc, otwarty samochód, a szczytem jego
      możliwości było jak pojechał do pracy i zostawił w domu drzwi wejściowe otwarte
      na osciez, bo wynosił rzeczy do samochodu i potem sie zagadał przez telefon i
      pojechal.
      Ten dom to wszystko co mam, jest dla mnie zresztą ważny, bo zbudował go mój
      ojciec, i okropnie się denerwuję, że w takie sytuacji moze być pożar, albo ktoś
      nas okradnie.
      30 letni facet nie powinien chyba robić takich rzeczy.
      On to robi z zabiegania, myslami jest gdzie indziej, ale dorosły człowiek nie
      może być taki nieodpowiedzialny.
      Zresztą ciagle mi coś przebąkuje, ze trzeba sprzedać. Ja nie chce go sprzedać,
      a on wtedy ze zobaczymy i takie tam.
      Już mi zapowiedział, ze zburzy garaż, zbuduje dwa garaże, co spowoduje
      skrócenie ogródka do 4 m kwadratowych, w ogóle nie chce słuchać co ja mam do
      powiedzenia.
      Z wielu wcześniejszych doświadczeń wiem, ze on i tak zrobi tak jak będzie
      chciał i w dupie ma to co ja mówie.

      Mój mąż ma też oczywiście zalety, naprawdę jestem do niego przywiązana, i
      zupełnie nie wiem jak teraz miałabym żyć bez niego po tylu wspólnych latach,
      ale codzienność z nim mnie tak dobija, ze nie widzę już perspektyw na
      przyszłość.
      Mam 28 lat.
      To taki trochę kanał, bo pewnie wszystko już za mną, teraz to ani sobie kogoś
      znaleźć, ani dzieci mieć. Ale nie mogę sie z nim tak męczyć.
      Nie wiem czy w ogóle wytrzymam, bo jak byliśmy narzeczenstwem i parą, to
      zerwałam z nim chyba ze 2 razy, nie mieliśmy kontaktu przez miesiac, a potem
      nie wytrzymałam i zadzwoniłam do niego, myślałam że jakoś sie to wszsystko
      ułoży.
      Żal mi w duszy, ze nie możemy sie dogadać, bo tyle lat razem, i znowu teraz tak
      samemu zostać. Trochę się boję i będę tęsknić, tylko, ze to jest tęsknota za
      tym co mogłoby być a nie za tym co jest teraz.

      Naprawdę nie wiem co robić.
      Uważam, ze mąż powinien wrócić na jakiś czas do rodziców i powinniśmy złapać
      trochę oddechu. Tylko pyt
      • ketyen Re: To będzie długa opowiastka..... 05.08.07, 19:32
        Tylko pytanie czy ja potem znowu nie zrobię tego samego, ze znowu zadzwonię i
        zaś będzie ten sam kanał....
        Chciałabym żeby mi ktoś poradził co mam zrobić, zanim zacznę remont i wdam sie
        w komplikacje finansowe (kto ile zainwestował), i zanim zdecyduje sie na
        dziecko.
        Marzył mi się zawsze spokojny dom, gdzie jest uśmiech i radość, gdzie można się
        rozijać czuć bezpiecznym kochanym, a nie wieczne darcie kotów i kto silniejszy.
        Z drugiej jednak strony obawiam się, ze to mrzonki, a każde małżeństwo tak
        naprawde właśnie tak wygląda, i jakiś wstrętny głos mi podpowiada, ze jak chcę
        mieć męża to się musze pogodzić z przymusem, rutyną i jego fochami, oraz tym,
        ze nie mam za dużo prawa głosu i wolności wyboru. Ale to jakiś koszmar.
        Czy da się żyć szczęśliwie w małzeństwie???????

        • ketyen Re: To będzie długa opowiastka..... 05.08.07, 19:36
          Dziękuję, jeśli ktoś wszystko przeczytał do końca, bo wyszło tego wiecej niż
          myślałam.
          • anya.po.prostu Re: To będzie długa opowiastka..... 05.08.07, 19:56
            przeczytałam do końca i dwie myśli mi się nasuwają:
            1. Jak Ty z nim dziewczyno wytrzymujesz?
            2. Po jaką cholerę za niego wychodziłaś?

            a już kompletnie rozwaliło mnie gdy piszesz pod koniec, że on chce sprzedać dom, który jak zrozumiałam jest domem TWOICH rodziców! Albo przebudować garaż i Ty nie masz nic do powiedzenia. Mieszkacie u Twojej mamy a on panoszy się jak na swoim! I Ty tak spokojnie stwierdzasz, że on pewnie i tak zrobi po swojemu???

            Kompletnie nie rozumiem, że uwiązujesz się na cały weekend w domu i przy kuchni, zapieprzasz jak kucharka i sprzątaczka a on ma jeszcze do Ciebie jakieś pretensje.
            Wiesz, wiele już na ten temat napisano, ale chyba sama dokładnie widzisz już skutki. Facet Cię nie szanuje, gada na Ciebie do znajomych itp. Nie wyobrażam sobie, żeby mój facet miał tak nadawać na mnie do naszych znajomych.
            Pytasz czy małżeństwo już takie musi być?
            NIE!!! Sa ludzie, którzy żyją normalnie, rozmawiają ze sobą a nie wrzeszczą, są małżeńśtwa, które wspólnie podejmują decyzje, które lubią spędzać czas ze sobą, razem przygotować obiad itp.
            Szczytem dla mnie jest to, że gość przychodzi do domu i czepia się Ciebie że czytasz książkę! A co masz robić??? Czekać na niego w korytarzu z kapciami w zębach???
            Sorry dziewczyno, ale weź się obudź i albo pokaż mu gdzie jego miejsce albo pogoń w czortu spowrotem do mamusi.
            Widać z tego postu, że może nie jesteś kimś kto będzie walczyć o swoje, ale przecież ten pajac wlazł Ci kompletnie na głowę. Co na to Twoja mama? Czy ona też pozwala się tak terroryzować we własnym domu???
            • izazdo jakbym czytala o moim ojcu 05.08.07, 20:08
              Mama wytrzymala z nim 28 lat i stoja na krawedzi rozwodu, bo moja mlodsza
              siostra poszla juz z domu. Matka cale zycie powtarzala mu, ze odejdzie gdy
              tylko odchowa dzieci. Jest na skraju zalamania nerwowego. Odejdz, poki nie ma
              dzieci. Nic z tego nie bedzie, w dodatku mozesz sie starac o uniewaznienie
              malzenstwa. Powinnas dostac, spelniasz kryteria.
              • triss_merigold6 Re: jakbym czytala o moim ojcu 05.08.07, 20:14
                I co, dobrze Wam - dzieciom takie poświęcenie matki zrobiło? IMO dzieci nie
                bardzo potrzebują patrzeć jak matka męczyz się dzień w dzień z pasożytem.
            • wielorak Re: To będzie długa opowiastka..... 22.08.07, 16:33
              po przeczytaniu moja ocena jest taka, że z ciebie to też niezłe ziółko i nie
              wszystko jest winą twojego męża. weź na przykład zastawianie twojego auta-
              marudzisz, że cię to denerwuje- a jak mąż chce przerobić i dobudować drugi garaż
              czyli de facto rozwiązać problem to tobie się to nie podoba. uważam że jesteś
              sama uparta i ciężko z tobą się dogadać.
              a że się nie wysypiasz? myślę, że to ty byłac rozpieszczona i mamicóreczka-
              nawet śpiew ptaków ci przeszkadza- współczuję mężowi
              rzeczywiście ma babę jędzę za żonę
            • annubis74 Re: To będzie długa opowiastka..... 29.08.07, 13:17
              Ja też przeczytałam z trudem 3 części tej powiastki i mam pytanie
              jak on z Tobą wytrzymuje?
              Wyłazi z Ciebie nadęta, w wiecznych pretensjach kobieta, która nie
              wie czego chce, na własny ślub została doprawadzona siłą, facet
              chrapie, a ptaki śpiewają.
              Nie wiem czy takie przytruwanie masz w naturze czy Ci sie tak
              zrobiło po ślubie.
              Jesli to drugie, to może rzeczywiście dlatego że nie jesteś
              szcześliwa w małżeństwie, masz nerwice itd.
        • mam_to_w_nosie Re: To będzie długa opowiastka..... 06.08.07, 14:20
          ketyen napisała:


          > Z drugiej jednak strony obawiam się, ze to mrzonki, a każde małżeństwo tak
          > naprawde właśnie tak wygląda, i jakiś wstrętny głos mi podpowiada, ze jak chcę
          > mieć męża to się musze pogodzić z przymusem, rutyną i jego fochami, oraz tym,
          > ze nie mam za dużo prawa głosu i wolności wyboru. Ale to jakiś koszmar.

          Nie, to nie są mrzonki, normalne małżeństwo tak nie wygląda. Oczywiście nie ma
          jednego standardu, różną ludzie mają tolerancję, są udane związki, gdzie kobieta
          wykonuje większość prac domowych, ale jej to odpowiada, a nie jest do tego zmuszana,
          bo mężuś ma kaprys jaśniepański. Tylko, że twój mąż przekroczył już dawno wszelkie
          granice i moim zdaniem nie rokuje na jakąkolwiek zmianę. Zatem jedyne co w tej
          sytuacji wydaje się być rozsądne to pożegnanie z hukiem, ukojenie skołatanych
          nerwów i zaczęcie życia od nowa. Jesteś młoda, wszystko przed Tobą.

          Jeszcze jedno spostrzeżenie, nie wiem jak Ty z nim tyle wytrzymałaś, twoje poczucie
          własnej wartości chyba nie jest za wysokie. No i zacznij w końcu podejmować decyzje
          we własnym imieniu, nie pozwól, żeby inni decydowali za Ciebie - jak w przypadku
          ślubu.

          > Czy da się żyć szczęśliwie w małzeństwie???????

          Tak, znam wiele przykładów.
      • takajakja5 Re: Można jeszcze coś zmienić... 09.08.07, 14:32
        Po pierwsze "nie warto płakać nad rozlanym mlekiem": jest Twoim
        mężem i taka jest prawda. Decyzja o rozstaniu jest trudna, więc
        warto dać sobie ostatnią szansę na zmianę (jego i siebie samej). W
        życiu czasami trzeba się dostosować, pójść czasami na kompromis, a
        czasami nawet wywalczyć swoje. Daj mu rok dwa na zmianę, a przez ten
        czas zapomij o dziecku. Piszę poniższe podpunkty z własnego
        doświadczenia.
        1. Wychodźcie z domu w weekendy. Spotykajcie się ze znajomymi w
        pubach, itp. Nikt nikogo nie będzie obsługiwał i wszyscy będą
        zadowoleni. O której zechcecie to pójdziecie do domu... Poza tym
        odnowisz znajomości, zobaczysz jak jest w innych małżeństwach itp.
        2. Szanuj się dziewczyno. "Jak sama się nie uszanujesz to nikt Cię
        nie uszanuje". Poza tym musisz sygnalizować i głośno mówić o swoich
        potrzebach. Jasne stanie się dla faceta, że jeśli jesteś przemęczona
        obowiązakami i tobie nie pomoże to wówczas nie będziesz miała ochoty
        na nic, a jak w życiu bywa na seks również.
        3. Zrób coś dla siebie, to będziesz miała siłę na wiele rzeczy.
        Jeszcze szczypta zdrowego egozizmu nikomu nie zaszkodziła.
        4. Nie sprzedawaj domu, to Twój azyl i pewność na przyszłość...
        gdyby jednak się nie ułożyło...
        5. Przede wszyskim rób swoje. Spełniaj się w pracy, w jakiejś innej
        działalności poza domem. Kobieta musi być doceniona, jeśli nie w
        domu to gdzieś indziej.
        6. Podziel obowiązki (to wymga czasu, ale warto). Oboje pracujecie,
        poza tym jest równouprawnienie.
        7. Warto porozmawiać z mężem. Znajdź odpowiedni moment, w którym nic
        nie będzie wam przeszkadzało w rozmowie. Mów co czujesz, co sprawia
        Tobie przykrość, ale też radości. Może to jest banalne, ale bez tego
        ani rusz. Jeśli nie będzie chciał Ciebie wysłuchać, zaproponuj
        terapeutę rodzinnego. Sprawi, że będziecie świadomi ostatecznego
        wyboru: razem czy osobno.
        Poza tym wprowadzenie tego w życie jest szalenie trudne, ale pewnie
        i tobie nikt nie mówił że będzie w życiu, a także w małżeństwie
        łatwo...
        Trzymaj się!!!
    • triss_merigold6 Dobrnęłam 05.08.07, 20:11
      Zrób sobie kobieto dobrze i zadbaj o swoje zdrowie psychiczne i fizyczne, bo za
      chwilę będziesz mieć depresję, silną nerwicę i cały zestaw chorób
      psychosomatycznych. Krótko mówiąc: wystaw szanownego małżonka za drzwi i
      przyjmij, że w oczach jego rodziny Ty będziesz winną rozpadu związku. Trudno.
      Jesooo 1/5 tych klimatów wystarczyłaby żeby uciekać z krzykiem.
      Goście - won. Nie umawiali się państwo i przyszli bez własnej wałówki? Won.
      Szkoda życia. Młoda jesteś, zejdzie Ci na odpoczywaniu po małżeństwie ze 3 lata
      a potem spokojnie ułożysz sobie życie.
    • malinowy000 Re: To będzie długa opowiastka..... 05.08.07, 20:22
      masz faceta dupka i tyle
    • gensek Z tego co napisałaś... 05.08.07, 20:40
      wnioskuje,że masz problemy z sobą a nie z facetem.Facet jest jak najbardziej
      standardowy że tak powiem.Z opisu wynika że jesteś bardzo nerwową osobą,trochę
      dystansu i zrozumienia dziewczyno,bo jak mówią" małżeństwo to sztuka kompromisu"
      • charlotte_de_corday Re: Z tego co napisałaś... 05.08.07, 20:47
        No, ja też dobrnęłam do końca i mam Ci do powiedzenia, autorko droga, tylko
        jedno. Nie, to nie jest normalny związek. I NIE, tak nie wygląda normalne,
        zdrowe małżeństwo.
        Weź Ty się poświęć dziewczyno, załóż glany i kopnij gada w dupę, tak, żeby od
        razu na orbitę wyleciał.
        Czytając tę historię, mnie też podniosło się ciśnienie, i zastanawiałam się, co
        mnie najbardziej wkur.wiło - to, że chce przerabiać, ba sprzedawać dom swoich
        rodziców, to, że jest tak cholerną fleją, czy też to, że złośliwie zastawia Ci
        samochód. I tego ostatniego chyba bym już nie zniosła, nawet jakbym musiała za
        to zapłacić z własnego OC.

        Myśl dziewczyno, masz 28 lat, to nie jest starczy wiek, jeszcze spotkasz kogoś
        wartościowego. Po co Ci taki śmieć?
      • anya.po.prostu Re: Z tego co napisałaś... 05.08.07, 20:58
        gensek napisał:

        > wnioskuje,że masz problemy z sobą a nie z facetem.Facet jest jak najbardziej
        > standardowy że tak powiem.

        gensek, to chyba zależy co przyjmujesz za standard
        no chyba, że dla ciebie standardem jest to, że kobieta stoi cały weekend przy garach a facet się jej czepia, że mu papierów nie poskładała
        • gensek Re: Z tego co napisałaś... 05.08.07, 23:04
          jesteś kobietą więc będziesz bronić żony kolesia w ramach "solidarności
          jajnjkowej" ale ja wiem że zawsze prawda leży pośrodku.Nie bronię faceta bo wiem
          że może mieć głupie pomysły,ale zawsze trzeba rozmawiać spokojnie,w kłótni
          człowiek mówi rzeczy,których przeważnie później żałuje,a decyzja o rozstaniu
          rzutuje na późniejsze życie obojga w poważnym stopniu,tak więc proponuję poważną
          rozmowę a nie natychmiastowy rozwód
          • anya.po.prostu Re: Z tego co napisałaś... 06.08.07, 00:10
            gensek napisał:

            > jesteś kobietą więc będziesz bronić żony kolesia w ramach "solidarności
            > jajnjkowej" ale ja wiem że zawsze prawda leży pośrodku.Nie bronię faceta bo wiem że może mieć głupie pomysły,ale zawsze trzeba rozmawiać spokojnie,w kłótni
            > człowiek mówi rzeczy,których przeważnie później żałuje,a decyzja o rozstaniu
            > rzutuje na późniejsze życie obojga w poważnym stopniu,tak więc proponuję poważną rozmowę a nie natychmiastowy rozwód

            gensek, nie bronię jej i oczywiście, że prawda leży po środku.
            ludzie traktują nas tak, jak im na to pozwalamy, i skoro ona gościowi pozwala wejść sobie na głowę, od dwóch lat ciągle mu te mięsa i ciasta piecze, to trudno się dziwić, że gość posuwa się coraz dalej.
            Nie napisałam nigdzie o rozwodzie tylko o tupnięciu nogą i pokazaniu kolesiowi, że dłużej nie da sobą tak pomiatać.

            w Twoim poście przeraża to, że piszesz, że zachowanie jej męża to standard czyli jakaś norma, a ona ma problem bo jest nadwrażliwa.
            Sorry, ale jeśli dla Ciebie normą jest wprowadzenie się do teściów i rozporządzanie ich majątkiem, notoryczne zastawianie żonie samochodu czy przekrzykiwanie jej i przerywanie w towarzystwie to szkoda gadać.
            • gensek Pisząc... 06.08.07, 15:52
              standard miałem na myśli że takie zachowanie wcale mnie nie dziwi(facet sie
              panoszy,syfi i drze japę na kobite)większość Polaków ma to niestety w genach
          • malgorzata_i_mistrz Re: Z tego co napisałaś... 06.08.07, 08:58
            ROTFL! A Ty, Misiu-Pysiu, nie bronisz kolesia ze względu na solidarność gatunkową?

            ______________________

            Mine is an evil laugh!
            • gensek Pewnie że nie... 06.08.07, 15:44
              niby dlaczego miałbym to robić?Niestety wcześniejsze posty pań emanują pewnymi
              nie do końca przemyślanymi rozwiązaniami problemu.Na siłę jeszcze nikt nic w
              związku na dłuższą metę nie osiągnął,tak więc zimna krew,spokój i rozmowa,kopnąć
              w dupę go można zawsze nie? Tak na marginesie autorka postu powinna chyba chyba
              jakieś leczenie zacząć,bo jej zachowanie w opisanych sytuacjach wskazuje na
              głęboką nerwice.
              • swinka-morska Re: Pewnie że nie... 07.08.07, 12:45
                > kopnąć
                > w dupę go można zawsze nie?

                Pewnie. Tylko czasu szkoda.


                > Tak na marginesie autorka postu powinna chyba chyba
                > jakieś leczenie zacząć,bo jej zachowanie w opisanych sytuacjach
                wskazuje na
                > głęboką nerwice.


                Lepiej usunąć przyczyny, niż leczyć objawy.
    • belanna_torres Re: To będzie długa opowiastka..... 05.08.07, 21:15
      Czytałam te wynurzenia z rosnącym przerażeniem. Gdzieś Ty znalazła taki okaz? Na
      wyprzedaży, w promocji Tesco, przerób z odpadów? Facet nadaje się tylko i
      wyłącznie do błyskawicznego wyautowania, nie rokuje na żadną poprawę. Ma wbity
      do głowy jeden jedynie słuszny wzorzec małżeństwa, gdzie on rządzi, a żona jest
      sługą i podnóżkiem. I nie, to się nie zmieni.
      Ten osobnik nie szanuje Ciebie, Twojej rodziny, Twojej pracy, Twoich osiągnięć,
      Twojego zdania. Jak możesz pozwalać mu na takie zachowania? Jak możesz zgadzać
      się na ciągłe sprzątanie po flejtuchu? Na takie komentarze wśród znajomych? Na
      spraszanie Ci bez pytania gości na głowę? Dla niego nie jesteś żoną: jesteś
      bezpłatną kucharką i sprzątaczką.
      Nie chcę się wypowiadać za innych, ale dla mnie każde z tych zachowań byłoby nie
      do pomyślenia, a jestem mężatką od ponad 4 lat.
      Jedyna rada, to wystawić mu walizki za drzwi. Tu nie ma nad czym się
      zastanawiać, o czym rozmawiać ani co ratować.
    • aleola1 masz 28 lat i sadzisz ze juz po tobie? 05.08.07, 21:23
      dziewczyno rozjerzyj sie roznych forach, wiele dziewczyn majac twoje lata
      wlasnie sie zastanawia czy dojrzaly do powaznego zwiazku (i ja tez), inne twardo
      jeszce chca cos dla siebie zrobic, inne wlasnie sie zareczyly....

      uwierz mi wiem co to znaczy mezczyzna ktory depcze twoje poczucie godnosci, a
      teraz wiem co znaczy mezczyzna ktory wyrywa sie z pracy bo sie stesknil, a ma
      mnie na codzien w domu.

      Albo pozwolisz zeby tak cie traktowal ale sama sie z tego wyplaczesz, wszystko
      zalezy od ciebie, to twoje zycie w koncu, ktorego zostalo ci na prawde jeszce
      baaaaardzo duzo baaaaardzo duzo.
    • trusia29 Re: To będzie długa opowiastka..... 05.08.07, 21:41
      Po pierwsze - nie ma nic dziwnego w tym, że lubisz porzadek, ze nie chcesz być
      slużącą i że lubisz spac sama - ja tez sama sypiam z podobnych jak ty powodów i
      w nosie mam to, że niektórzy gdy to słysza robia głupie miny.
      Po drugie - ja rozwiodlam się w wieku 27 lat, tez myslałam ze to koniec świata,
      teraz mam 31 lat, drugiego męża i staramy sie o dziecko. Mój dziadek ożenił się
      po raz trzeci w wieku 75 lat i ostatni 7 lat swojego zycia spędzil bardzo
      szczęśliwy. Więc nie pisz, że teraz juz na wszytsko za późno, wez się w garść i
      zrób cos ze swoim życiem, bo inaczej skończysz w depresji. Powodzenia!
    • caysee Re: To będzie długa opowiastka..... 05.08.07, 22:42
      Ketyen,
      Wcale nie jest za pozno na zmiany. To jest chyba najlepszy moment. Twoje
      malzenstwo zdecydowanie nie jest normalne i to nie jest standard, do ktorego
      trzeba sie przyzwyczaic. Tez mi sie kiedys wydawalo, ze w malzenstwie czy
      zwiazku ciagle sa jakies spiecia, co jakis czas wieksza klotnia i mysli o tym
      czy nie odejsc - ogolnie takie "raz na wozie, raz pod wozem". Tak bylo w moim
      poprzednim zwiazku, potem poznalam meza i okazalo sie, ze moze byc inaczej.
      Mozna sie dobrac tak, ze ma sie wspolne cele, wyobrazenia co do przyszlosci i co
      do roli zwiazku, nie trzeba ciagle prowadzic jakiejs walki o dominacje. Wg mnie
      to nawet nie zalezy od konkretnych ludzi, nie moge powiedziec, ze moj ex byl tym
      zlym, przez ktorego nasz zwiazek sie sypal co jakis czas - my po prostu do
      siebie nie pasowalismy i stad byly te starcia. Wg mnie ty i twoj maz jestescie
      podobnym przypadkiem niedopasowanych ludzi, ktorzy troche za daleko w tym
      zabrneli. Obydwoje macie szanse na stworzenie harmonijnych zwiazkow z kims innym
      i wcale nie jest za pozno. Masz 28 lat, to wcale nie tak duzo na rozpoczecie
      nowego zwiazku. Przed toba jakies 40-50 lat zycia - chcesz zeby ono bylo ciagla
      szarpanina jak pozostale 2 lata? Chyba nie...
    • czekolada_orzechowa Re: To będzie długa opowiastka..... 06.08.07, 12:57
      Dziewczyno, ogarnij się!!! Spakuj kolesia, kopa w dupę na rozpęd, a ty sobie
      poszukaj kogoś normalnego i wreszcie uruchom własne ośrodki decyzyjne...chyba,
      ze lubisz być poniżana, ale w takim wypadku raczej nie opowiadałabyś tego na
      forum, jak sądzę.
      • agbrz78 Re: To będzie długa opowiastka..... 06.08.07, 17:08
        Powiedz mu , żeby spadał i jak dorośnie to niech ewentualnie zapuka do twoich
        drzwi:((
        Wiem , że łatwo jest powiedzieć trudniej wykonać, ale zastanów się tak na
        spokojnie :
        1) Po co właściwie Ci On?
        2) Jak myślisz kim będziesz za 5, 10 lat wspólnego życia?
        3) Czy taki chciałaś mieć związek?
        4) Czy nie należy Ci się szacunek, oparcie?

        A przede wszystkim pomyśl o sobie, kurcze to jest twoje życie , nie pozwól go
        zmarnować:((
        Naprawdę uwierz w siebie i albo go wykop na zbity pysk albo daj mu jeszcze
        jedną szansę i porozmawiaj z nim . A jak nie zrozumie bo jest TŁUKIEM to niech
        spada do mamusi:))
        • ketyen Re:'Ło, bosze ale się wątek rozwinął.... 06.08.07, 18:07
          'Ło, bosze ale się wątek rozwinął.... .
          Wszytko sobie przeczytałam, dzięki.

          Dużo jest racji w tym, ze my się niedopasowaliśmy. Dwa rózne światy.
          W końcu z niego spoko chłop: pijany do domu nie przychodzi, pracuje,
          ceni rodzinę, szanuje rodziców, tak tak. Tylko czegoś tu brak,
          czegoś między nami, co nijak nie pasuje i bez przerwy stwarza
          bolesne zderzenia. Może po prostu przyjaźni.

          Mnie się wydaje, ze jak się ma przyjaciela, przyjaciółkę to zalezy
          nam na drugiej osobie, słuchamy co mówi, staramy sie nie dokuczyć, a
          wręcz przeciwnie, wspieramy się, rozmawiamy, bawimy, pomagamy sobie
          itd.
          Dzisiaj w drodze do/z pracy sobie to uświadomiłam, że u nas tego
          własnie nie ma.
          Oczywiście im bardziej spirala się nakręca, tym więcej urazów, żalów
          i złośliwości.

          Myślałam sobie też o tym, ze on to chyba z domu wyniósł.
          Zawsze, z tego co mi opowiadał, i z tego co ja pamiętam, siostra
          wchodziła mu do pokoju i zostawiała bałagan, siostrzenica rozrzucała
          płyty i żadne prośby w kierunku jej rodziców nie pomagały, zeby to
          zmienić, ojciec budził go w niedzielę o 8 rano na śniadanie i nie
          ważne ze on wrócił z imprezy, albo czytał długo książkę, musiał
          wstać, siostra mu otwierała listy, a on jej dawał 10 zł, zeby mu
          posprzątał w pokoju. Może to jest powszechna sprawa w rodzinach
          wielodzietnych, ale jak dla mnie to jest zerowy brak poszanowania
          czyjeść intymności i robienie co się podoba.
          On sie teraz tak samo zachowuje w stosunku do mnie: jak sie położe
          na godzinkę i mówię głośno i wyraźnie : idę sie położyć, proszę cię
          nie hałasuj, to on mi za 15 wpada do pokoju, czemu internet nie
          działa, albo wali drzwiami, albo telefon non stop dzwoni, albo po
          prostu przyjdzie, zacznie mnie szarpać za rękę "wstawaj, bo cie
          okradną....". Jak go proszę setny raz zeby mi nie zastawiał auta, to
          wiadomo, olewator.
          I tak ze wszystkim. Wręcz zauważyłam, że jak go o coś takiego proszę
          to jakbym ujawniała swój "słaby punkt" i on ma nowy sposób robienia
          mi na złość.
          Okropne.
          U mnie tak nie było. Był szacunek wzajemny, prawo do prywatności.
          Niestyty mąż zamiast przyjąć trochę dobrego z jego domu i trochę
          dobrego z mojego, aby nasza nowa rodzina stała się lepsza, to robi
          wszystkie te rzeczy, które jego denerwowały w rodzinnym domu
          (pamiętam jego skarżenie się: bo siostra mu zrobiła bałagan, bo
          znowu są goście....).
          Jak ja go staram się do tego zachęcić, to jest straszny opór, wyzywa
          mnie od dziwaków, i tylko to co było w jego domu jest jedynym
          słusznym spposobem na życie........no comments.

          To chyba jakiś psychologiczny przypadek! :)



          Ale mam jeszcze do Was pytanie.
          Na tym forum sa ciągle wątki w stylu "Facet kontra obowiązki domowe
          i opieka nad dzieckiem". Mnóstwo kobiet ma z tym problem, ze faceci
          nie chcą pomagac wdomu i nie chcą przyjąc partnerskich relacji.
          To znaczy, ze to się częściej zdarza, nie tylko w moim małżeństwie.
          Umnie mój mąż jasno mi daje do zrozumienia, ze ja mam robić babską
          robotę a on robi męśką (przez męską rozumie się malowanie
          mieszkania, naprawianie samochodu, koszenie trawy i wbijanie
          gwoździ), reszta to moje problemy.







          • gama2003 Re:'Ło, bosze ale się wątek rozwinął.... 06.08.07, 19:11
            No tak, reszta to Twoje problemy- bardzo wygodnie- bo maluje sie
            codziennie, kosi trawe tez a juz samochod naprawia i wbija gwozdzie
            to co godzine...Mjj maz miewa podobnie- ale wiesz- robmy te nasze
            babskie obowiazki z taka czestotliwoscia jak Oni swoje, sprzatanie
            jak malowanie- raz na kilka lat, gotowanie jak koszenie- co tydzien,
            dwa.. itd... wrrrrrrr.... faceci...
          • trusia29 Re:'Ło, bosze ale się wątek rozwinął.... 06.08.07, 19:35
            Mężczyzna będzie się tak zachowywał, jak mu sie na to pozwoli. Mój
            mąż też pewnie gdybym nie wymagała, zrzuciłby obowiązki na mnie.
            Może mój maz z wielką chęcią nie bierze sę za sprzątanie, ale wie,
            że co tydzien musi odkurzyć mieszkanie i umyc podłogi, ja w zamian
            za to prasuję. Wie, że jesli ja gotuję - on zmywa. Ja sprzatam
            kuchnie i łazienkę, kazde sprzata swój pokój, w "duzym" pokoju
            dzielimy obowiazki. Ustaliliśmy to zanim zamieszkaliśmy ze sobą.
            Jestem konsekwentna, nigdy nie wykonuję jego obowiązków za niego
            (poza jednym wyjątkiem - miał wtedy 39 stopni gorączki). Jak nie
            wyrzucil smieci pomimo moich próśb, zaniosłam worek do jego pokoju.
            Nie chcial kupić pieczywa - musial się obejść bez sniadania. JRazem
            wychodzimy do pracy i razem wracamy, dlaczego więc miałabym być jego
            slużącą? Napatrzyłam się w rodzinnym domu jak moja mama biegała
            ciagle za ojcem i wszystko za niego robiła i powiedzialam sobie, że
            ja tak robić nie będę. Ale wszystko trzeba ustalić wczesniej i byc
            konsekwentnym. Obserwujac inne związki dochodzę do wniosku, że
            niektóre kobiety same robią z siebie sprzataczki i kucharki ("nie
            rób nic w kuchni, bo nabałaganisz", "zle prasujesz koszule, ja
            zrobię to lepiej"). Inne z kolei z czasem przejmuja wszystkie
            obowiązki na siebie, bo mąż - tak jak mąż autorki watku - tego od
            nich żąda.
            • ketyen Re:'Ło, bosze ale się wątek rozwinął.... 06.08.07, 20:13
              No właśnie, najlespsze jest jak wstaję rano w sobotę i mówię do męża:
              może byś skoczył do sklepu na zakupy (typu chlep, pomidory, jajka,
              sok) i poodkurzał, ja zrobię pranie, obiad, umyję podłogi, itp, a
              potem mielibyśmy czas skoczyć na basen i saunę, albo pooglądać filmy.

              Odpowedź: eeee, przykro mi kochanie, ale muszę jechać do pracy
              zawieźć jakieś części, potem musze skoczyć do Adama bo mu obiecałem
              coś tam, tata mnie proisił, żebym mu podwiózł coś-tam, a potem
              muszę.... .
              No na tym to własnie polega, ze on ma zawsze zajebistą wymówkę, i
              nigdy nie siedzi przed telewizorem jak Ferdek Kiepski, z prostej
              przyczyny, bo go NIE MA.
              Potem jest gadka, bo on jest zalatany, zapracowany, jak jego życie
              wyglada, nie ma chwli dla siebie, a ja sie czepiam i mam wąty.
              Tylko problem w tym, ze ja po pracy rezerwuję sobie ten czas na
              durne sprzątanie, gotowanie i zakupy.
              Może ja też zaczne w stylu: nie ma dziś obiadu, bo musiałam iść do
              fryzjera, a potem musiałam pomóc Marcie bo jej obiecałam, aha
              jeszcze mama mnie prosiła, zeby jej kwiatki podlać.....
              No szlag mnie trafia.
              Jestem wściekla, że on w taki cwany sposób się z tego wszystkiego
              wymiguje.

              Na razie mieszkamy jeszcze z moją mamą i ona zawsze mi troche pomoże
              w takich dniach spiętrzeń, prtzynajmniej garki pozmywa po obiedzie.
              Ale co będzie jak za rok będziemy mieszkali całkiem sami?
              Zostanę sama z całym tym bardakiem.

              Aha, no tak, ja mu kiedyś powiedziałam o obowiązkach domowych to
              powiedział, żebym sie zastanowiła co mowię, wyśmiał mnie i poszedł
              robić rzeczy według swoich planów.


              • triss_merigold6 Krótka piłka 06.08.07, 20:56
                Ten facet się z Tobą nie liczy. Nie szanuje Cię. Lekceważy.
                Wyśmiewa. Nie bierze pod uwagę Twoich potrzeb nawet jeśli
                komunikujesz je jak krowie na rowie. Nie chce spędzać z Tobą czasu.
                Poniża Cię.
                Mało Ci? On się nie zmieni. Powtórz to sobie milion razy. Nie zmieni
                się. Gość nadaje się do odstrzału sanitarnego a nie do związku.
                Jak chcesz trzymać w domu coś co będzie doskonale zbędne, kosztowne
                i syfiące to kup sobie legwana.
              • blada_gaska Re:'Ło, bosze ale się wątek rozwinął.... 07.08.07, 10:03
                Ok, stwierdziłam, że muszę odpowiedzieć. Dziewczyny piszą, że facet
                jest nienormalny bo nie chce Ci pomagać. A ja mam całkiem odwrotnie.
                Mój chce pomagać, coś ugotować, poodkurzać, a ja go do tych prac nie
                dopuszczam. Bo uważam, że to są moje babskie zajęcia, które przy
                okazji bardzo lubie. I odpowiada mi to, że on idzie sobie do ogrodu
                naprawiać auto, czy kosić trawę. Pracuję tak samo długo jak on,
                jestem w domu o 18:30 ale nie przeszkadza mi, że mam po powrocie do
                wykonania jeszcze 1000 prac domowych, a w prawie każdy weekend
                przyjeżdza do nas ktoś w odwiedziny.

                Myślę, że u Was problem jest innej natury. To co Tobie wydaje się
                normalne, dla niego jest dziwne i odwrotnie. Gorzej, że nie ma w tym
                zachowaniu kompromisu albo rozwiązania, które zadowoliloby oboje, a
                jak piszesz rozmów na poważne tematy też nie ma.

                Napisałaś, że jesteście niewierzący, ale ja mimo wszystko
                poleciłabym Wam katolickie warsztaty małżeńskie. Nie pomyśl sobie,
                że jestem jakąś zeschizowaną dewotką, bo jeszcze 4 lata temu
                nieczęsto bywałam w kościele, ale my z moim mimo, że nie było między
                nami konfliktów uczestniczyliśmy w takich weekendowych warszatatch i
                bardzo miło je wspominamy. To jest czas tylko dla Was, nic nie
                odwraca waszej uwagi, można przewne rzeczy obgadać, przemyśleć i
                skoncentrować się na tej drugiej osobie. Może otworzycie oboje oczy
                na to czego do tej pory nie dostrzegaliście...

                Pozdrawiam i życzę powodzenia.
          • belanna_torres Re:'Ło, bosze ale się wątek rozwinął.... 06.08.07, 20:26
            > Na tym forum sa ciągle wątki w stylu "Facet kontra obowiązki domowe
            > i opieka nad dzieckiem". Mnóstwo kobiet ma z tym problem, ze faceci
            > nie chcą pomagac wdomu i nie chcą przyjąc partnerskich relacji.
            > To znaczy, ze to się częściej zdarza, nie tylko w moim małżeństwie.
            > Umnie mój mąż jasno mi daje do zrozumienia, ze ja mam robić babską
            > robotę a on robi męśką (przez męską rozumie się malowanie
            > mieszkania, naprawianie samochodu, koszenie trawy i wbijanie
            > gwoździ), reszta to moje problemy.
            Tyle, że nasze (a przynajmniej moje problemy) nie polegają zwykle na tym, że mąż
            uważa "babskie prace" za nasz obowiązek, a sam uważa się za stworzonego do
            wyższych celów. Raczej jest tak, że on tych prac w ogóle nie zauważa, sądzi, że
            koszulki same się prasują i teleportują do szafy, a "papier sam wyrasta w
            uchwytach"; a konieczność posprzątania zauważy, jak z kurzu wyewoluuje
            inteligentna forma życia, która zacznie opłacać połowę czynszu.
            Twój problem jest znacznie poważniejszy i jest nim brak szacunku Twojego męża do
            Ciebie. Zrzucanie na Ciebie wszystkich obowiązków domowych to tylko jeden z
            przejawów tego braku.
    • veevaa Re: To będzie długa opowiastka..... 06.08.07, 18:04
      Chrapie? O mamo, mój też, kopnę go pare razy w nocy, to przestaje.
      Czy wyście ludzie poszaleli? Ja rozumiem niesmialosc, ale brak wlasnego zdania w
      kwestii tego czy chcę wziąć ślub czy nie - tego nie pojmuję. Mi też w pewnym
      momencie zaczęło zwisać, czy na ślubie będzie 50 czy 100 osób, bo ja chciałam
      wziąć ślub, a nie mieć oprawkę, i inne duperele... Ślub był - był po mojemu. Mąż
      jest też taki, którego sama wybrałam i byłam swojej decyzji pewna.
      Masz przerąbane, wspólczuję...

      poslubny.blox.pl
    • mala_mala Re: To będzie długa opowiastka..... 06.08.07, 21:20
      przeczytalam vszystko lacznie z komentami
      zgadzam sie z poprzednimi vypoviedziami facet nie ma do ciebie szacunku i jak ty
      sie na to zgadzasz???
      ja na zbyt viele pozvalalam mojemu bylemu, nie na tyle co ty
      ale przegial, no i zlozylam pozev i rozvod dostalam
      28 lat i czy sobie kogos znajdziesz...?

      kobito ja mialam takie dylematy v vieku 23lat i przeszlo mi, sa sie z siebie
      teraz smieje, 28lat i tvoje zycie sie dopiero zaczyna!!!

      jestem po rozvodzie, ale mimo zalu,bolu,rozpaczy i zalamania od razu praktycznie
      po podjeciu decyzji ze to koniec zaczelam odzyvac!
      nadal myslalam ze nie przezyje, a jakos coraz latviej z kazdym svitem
      nie viem co cie trzyma przy tym facecie, ale przeczytaj moze jakas ksiazke o
      kobietach ktore kochaja za bardzo...
      podejrzevam ze odnajdziesz tam tez siebie...

      co to k..va znaczy ze on jest taki zalatany, ze svojego zycia nie ma???
      sprobuj cos zmienic vyvalczyc svoja pozycje v tym zviazku by zaczal cie
      traktovac povaznie... bo raczej daleko mu do tego...

      kobieto czy uvazasz ze jest mozlive ze on sie zmieni..? ze cokolviek v tvoim
      zyciu zmieni sie na lepsze z nim...?

      ja bym postavila na rozstanie... i nie ma ze ty sie vyprovadzisz do hotelu

      TO TWOJ DOM, TWOJ OJCIEC GO ZBUDOVAL
      niech on idzie v cholere, albo do mamusi!!!

      moze napisz cos o jego zaletach bo to ze nie pije i nie bije i zarabia to za
      malo, i co z tego ze szanuje svoich rodzicov jak ciebie i tvojej matki nie,
      uciekaj!!!
    • gosiadzika przy tobie 07.08.07, 13:29
      matka Teresa to pikuś, masz u mnie pomnik największej umartwiającej się ku
      chwale swojego Pana i Władcy
      Dziwne że twoja mam tego nie widzi, dziwne że ty z nią nie porozmawiasz, dziwne
      że w ogóle jeszcze żyjesz,

      jeślii ci auto zastawia weź jego kluczyki i mu przestaw albo cofnij i mu zachacz
      przypadkiem , powiesz że nie widzialaś , że myślałąś że przestawił

      dzięi Bogu że dzieci nie macie, bo jeszcze byś z nimi z okna jakiego wyskoczyła
      facet trafił na podatny grunt, mimo że z domu wyniosłaś że mama jest samodzielna
      i radzi sobie bez faceta to sama tego nie potrafisz

      według mnie nie 1/5 tylko 1/10 z tych powodów mi by wystarczyła do wyrzucenia go
      z domu.
      on cie nawet nie kocha, nie szanuje, straszne no nie wiem,
      jeśłi ktoś by mnie wyśmiał wsród moich znajomych to by dostał w pysk a jeśli to
      byłby mój facet to by dostał w jaja, albo dostał by spowrotem ironiczną ripostę
      w rodzaju że "spię sama bo jemu nie staje" - no ale ja jestem wredna.

      podziwiam cie, nie ,,, żal mi ciebie ...obiad ciasto.. a kto ci każe je robić...
      normalnie darmowa sprżataczka..
      ktoś pisał o katolickiej poradni a ja już widze jak mu o tym mówisz, skoro z
      niego taki dupek że robi na złośc i auto ci zastawia, to już widze jak on do tej
      poradni idzie z tobą za rączkę, pewnie by powiedział ; idz sama to ty masz problem

      dorobisz sie pewnie niedługo nerwicy depresji i wrzodów

      czemu nie zrobisz tak jak on, ma czas na ryby na pewno z kolegami a ty co
      siedzisz w domu i zapierdalasz ze szmatą????

      idź się umów z tą MArtą,.. nie macie dzieci jesteś wolna
      • gold-fish Re: przy tobie 07.08.07, 14:27
        Jestem bardzo ciekawa co zdecydujesz. Bo najczęściej gdy jest jakiś
        wątek to są różne porady- różni ludzie to różne zdania. Ale tym
        razem wszystkie jesteśmy jednomyślne. Powinnaś zmienić się. Właśnie
        siebie- jego nie zmieniaj (no chyba, ze na lepszy model). Czemu? bo
        szkoda czasu. Próbowałaś zmieniać przez te wszystkie lata. Nawet
        przed ślubem z nim rozmawiałaś. Teraz czas rozliczeń. Zmień się i
        uwierz w siebie. W małżeństwie moich rodziców było wiele
        nieporozumień. Moja mama była nie szczęśliwa, ale próbowała naprawić
        związek. Szukała winy w sobie. I wiesz co? Po 10 latach tata znalazł
        sobie inną. Mama leczy się z depresji. A co będzie jeżeli będziecie
        mieli dziecko i wtedy on Cię opuści, albo zacznie zdradzać? Wtedy
        też będziesz próbowała go zmienić, naprawić związek.
        Teraz jeszcze masz dużą szansę zmienić swoje życie. Nie marnuj tego
        czasu.I przeczytaj moje motto, poniżej :) To się sprawdza.
    • jakatta Re: To będzie długa opowiastka..... 07.08.07, 14:39
      Z moim ukochanym ustalilam podzial obowiazkow na wstepie :)
      Gdy zobaczylam pierwsza umyta podloge (panele), w jego wykonaniu
      rzecz jasna, prawie sie rozplakalam. Wygladala gorzej niz przed
      myciem. Cierpliwie odbylam Lekcje Mycia Podlogi. Poczatkowo
      poskutkowalo miernie. Po pol roku bylo widac efekty w postaci
      czystego ´´ryneczku´´, a koty po katach i pod meblami.
      Wynoszenie smieci.Jego zadanie. W lutym tego roku cos zaczelo
      zajezdzac capem z balkonu. Mowie: Misiek, co tu jakis pies zdechl
      czy co? Otwieram balkon, a tu za rogiem (nie bylo widac od srodka)
      CZTERY 120 litrowe worki ze smieciami!!! :) Dobry jest co?! I wiesz
      co ketyen? Nie wydarlam sie, bo po prostu ´´wody mi odeszly´´ :)
      wysmialam go, zrobilam zdjecie telefonem i poszlam do lazienki.
      Wieczorem pod oslona nocy wynosil na dwa kursy swoje zapasy :)
      Sobota, Misio robi obiad :) juz wie, ze do kuchni nawet nie wejde
      pozmywac, bo jest tam jak po wybuchu bomby.Syf, kila i mogila. Ale
      obiad smaczny. Wole jednak sama robic (tez pracuje, nie mamy dzieci-
      jeszcze), bo przynajmniej jest niemalze sterylnie czysto.
      Jak chcesz pogadac to napisz na gazetowego maila :)

      ps/ Usmialam sie do lez po przeczytaniu Twojego tekstu:
      w czasie przysiegi patrzyłam na
      > haftowany liść na ubraniu księdza, żeby tylko wzrok mi się nie
      przesunął, bo
      > się zatnę

      Jak nastroj dzisiaj? :)
      • gosiadzika Re: To będzie długa opowiastka..... 07.08.07, 14:43
        a czy twój też cię wyśmiewa przy przyjaciołach ???
        rzeczywiście baaardzo śmieszne
        • jakatta Re: To będzie długa opowiastka..... 07.08.07, 14:54
          gosiudzika nie zrozumialas ´´co autor mial na mysli´´, wiec juz
          tlumacze. Otoz chodzilo mi o ujecie mysli przez autorke watku w
          sposob fantastycznie ciekawy i wzbudzajacy usmiech. Taki czarny
          humor, rozumiesz... Nie napisalam NIC, ze smieszne jest wysmiewanie
          przez meza. Nie wiem skad to wywnioskowalas...:)

          ps/Moj mnie nie wysmiewa, bo mamy oboje specyficzne poczucie humoru
          i czasami wlasnie ludzie (tak jak Ty teraz) nie wiedza o co nam
          chodzi. Wiecej loozu :) i pozdrowienia dla autorki watku za swietne
          formulowanie mysli :)
    • mikams75 Re: To będzie długa opowiastka..... 07.08.07, 17:38
      przyznam, ze nie doczytalam do konca, wybacz...
      moze powinnas w punktach spisac najwieksze problemy i uporzadkowac wg waznosci i
      zastanowic sie co da sie zmienic a co nie.

      Przedslubny stres zapomnij - to sie zdarza wielu parom. My przed samym slubem
      tez sie ciagle klocilismy, bo sytuacja byla nerwowa, mnostwo spraw do
      zalatwienia i kazdy inne wyobrazenie mial. Do tego wtracanie sie tesciow i
      innych dobrze radzacych podsycalo nerwowke.
      Ja jestem bardziej nerwowa od mojego faceta, pilam Melisane Klosterfrau -
      swietne ziolka na uspokojenie, dzieki nim przezylam tez slub ;-)
      Na szczescie po slubie ochlonelismy i skonczyly sie sprzeczki a mnie nie
      doprowadzal do szalu byle zlamany paznokiec ;-)

      A co moge tobie doradzic... Zadbaj o siebie, bo Twoje zdrowie jest
      najwazniejsze. Znajdz metody na relaks - moze joga, spacer po lesie, taniec.
      Kazdy ma jakies swoje metody, cos co sprawia mu radosc.

      Nie wiem czemu spedzasz caly weekend przy garach, bo ja tego nie robie. Po co
      pieczesz ciasto, robisz jakies skomplikowane miesa jesli ci to nie sprawia
      radosci? Na obiad mozna zjesc obsmazonego szybko kotleta, na deser owoce, albo
      spacer na lody.

      Niezaproszonym gosciom nie otwiera sie drzwi, a jesli ci sie to nie uda, to
      zawsze mozesz powiedziec, ze wlasnie masz inne plany i wychodzisz za 15 min i
      spoznic sie nie mozesz bo... pociag ucieknie/znajoma czeka/seans w kinie sie
      zaczyna/cokolwiek innego.

      Oddzielnym tematem jest wciagniecie meza w prace domowe - tego typu watki byly
      nie raz na forum. Facetowi trzeba powiedziec wprost i pewne obowiazki przejmie.
      Gorzej bedzie z zachowaniem czystosci w domu, ale po dluzszym czasie wyrobisz w
      nim choc czesciowo dobre nawyki.
      Glosne zachowywanie sie moze byc zwiazane z jego wada sluchu. Najwyrazniej sam
      nie slyszy, ze halasuje. Mozna przeczyscic u laryngologa.
      Ale generalnie kazdy facet zachowuje sie glosniej niz kobieta, a ty jestes
      nieprzezwyczajona do meskiej obecnosci. Ja tez sie wychowalam tylko z matka i
      wiem, jak to potrafi przeszkadzac. Ale w rodzinach, gdzie jest wiecej facetow
      tego nikt nie zauwaza. Zastanow sie czy celowo halasuje, czy po prostu zachowuje
      sie glosniej niz ty jestes przezwyczajona.

      I wazna rzecz - nie rob awantur, bo do faceta nie dotrze. Trzeba stanowczo i
      spokojnie, bez histerii. Musisz nauczyc sie panowac nad wlasnymi nerwami bo sama
      siebie wykonczysz. Jak nie ten facet, to inny, to ludzie w pracy, sasiedzi,
      kierowcy na drodze, politycy itd. Denerwujacych rzeczy/ldzi jest wystarczajaco
      duzo wokolo nas, ale trzeba umiec sobie z tym dac rade i skoncentrowac sie na
      wyznych rzeczych.







    • mrs.solis Re: To będzie długa opowiastka..... 07.08.07, 17:45
      Przeczytalam caly twoj watek i szkoda,ze nie zaufalas wtedy swojej
      intuicji,kotra az piszczala z rozpaczy na mysl o slubie.
      Jako osoba delikatna jestes dla mnie na straconej pozycji,bo na
      chama trzeba jeszcze wiekszego chama. Gdyby mi maz zlosliwie
      zastawial samochod to albo wypchnelabym go swoim na ulice albo
      zastawialabym jego. Jak mi mowi o gosciach ,ktorzy zwala sie za
      godzine to ja bym powiedziela to przyszykuj im cos,bo ja wlasnie
      wychodze.
      Gdyby skurwiel nie dal mi spac sam by nie przespal od tej pory ani
      jednej nocy. Po pracy zamiast ladowac sie w gary czy zakupy
      poszlabym kupic hamburgera i posiedzeic w parku ,a po powrocie bym
      mu cos wymyslila ze taka zalatana bylam.
      Ty lepiej nawet nie mysl o dziecku z tym typem nie wytrzymasz tego.
      Dziecko to obowiazki,a znajac juz twojego meza bedzie wtedy gosciem
      w domu z tymi samymi wymaganiami czyli zakupy zrobione obiadek
      podany.
      Moj ojciec byl o tyle podobny do twojego faceta,ze musialo byc
      zrobione tak jak on chcial i nigdy nie liczyl sie ze zdaniem mojej
      mamy,a ona to poprostu zaakceptowala dlatego przetrwali. Ja dzieki
      temu wiedzialam jakiego meza miec nie chce i mam takiego ,ktroy
      przede wszystkim jest dla mnie przyjacielem. Tylko ja w domu
      sprzatam,bo lubie miec zrobione po swojemu ,ale maz nie robi zaraz
      syfu wokol siebie,bo sie pilnuje i wie,ze bylabym wkurwiona,bo nic
      tak nie wkurza jak brak poszanowania dla cudzej pracy. Jak przyjdzie
      z ubloconymi butami na czysta podloge od razu ja posciera i jest
      spokoj i nadal czysto.
      Malzenstwo wcale nie powinno wygladac tak jak wyglada twoje.
      Dokonalas zlego wyboru bedac mloda i niedoswiadczona dziewczyna z
      tym,ze teraz jestes dorosla kobieta i zmienily ci sie priorytety.
      Jak mialas 19 lat to nie myslalas,ze kiedys bedziesz robic za jego
      sluzaca ,a on nie bedzie sie liczyl z twoim zdaniem.
      Decyzje musisz podjac sama. Jedyna rade jaka ci chce dac to nie miej
      z nim dziecka bo ewentualna decyzja o rozwodzie bedzie jeszcze
      trudniejsza. Wyobrazaj sobie siebie i jego przez nastepnych 30 lat
      dasz rade?
    • burza4 Re: To będzie długa opowiastka..... 07.08.07, 19:21
      włos się jeży...
      szkoda, że wpakowałaś się w tę drobnomieszczańską atmosferkę, i
      dałaś się wytresować. Drażni cię to, irytuje - ale dalej podejrzewam
      robisz swoje.

      Chcesz wychować chłopa? to zachowuj się jak pani w swoim domu, a nie
      uboga krewna przygarnięta pod czyjś dach.

      masz ochotę robić mu kanapki? rób. Nie masz - nie robisz. NIE
      ROBISZ. Nie chce ci się stac przy garach. NIE STOISZ. Nie chce mu
      się zrobić zakupów? lodówka pusta. Goście przyszli? podajesz
      herbatę. I już.

      zostawił chlew? mój mąż przekonał do sprzątania moją córkę -
      wszystko co na wierzchu spakował do worka na śmieci. To samo polecam
      tobie. Nie umie prać? niech chodzi w brudnych skarpetkach, albo
      zarobi na gosposię.

      zastawił ci samochód - wiesz, ja po prostu popędliwa jestem, i jak
      już ktoś mi zalezie za skórę - to reaguję jak wredna zołza.
      Przestawiłabym mu ten samochód elegancko ze 4 przecznice od domu,
      nie mówiąc gdzie - i niech zasuwa do pracy PKSem. Po paru takich
      akcjach będzie pamiętał gdzie parkować.

      sprawa jest prosta - albo go wychowasz, i zacznie cię traktować
      poważnie - albo ucieknie do mamusi. Jeśli tak to mała strata - bo na
      moje oko zmądrzejesz niedługo i sama go kopniesz w tyłek... swoją
      mamę uprzedzić, żeby nie leciała z pomocą i nie wyręczała gościa.

      Czego robić nie powinnaś - to planować z nim dziecka póki coś nie
      drgnie w pozytywnym kierunku.

      Druga sprawa - dlaczego on się tak szarogęsi w tym domu, należącym
      do twojej matki? i co na to wszystko twoja mama?
      mam nadzieję, że miałaś na tyle rozumu, że nie zrobiłaś go
      współwłaścicielem?
      • jakatta Re: To będzie długa opowiastka..... 07.08.07, 20:38
        burza4 popieram w calej rozciaglosci:

        Chcesz wychować chłopa? to zachowuj się jak pani w swoim domu, a nie
        > uboga krewna przygarnięta pod czyjś dach.
        >
        > masz ochotę robić mu kanapki? rób. Nie masz - nie robisz. NIE
        > ROBISZ. Nie chce ci się stac przy garach. NIE STOISZ. Nie chce mu
        > się zrobić zakupów? lodówka pusta. Goście przyszli? podajesz
        > herbatę. I już.
        >
        > zostawił chlew? mój mąż przekonał do sprzątania moją córkę -
        > wszystko co na wierzchu spakował do worka na śmieci. To samo
        polecam
        > tobie. Nie umie prać? niech chodzi w brudnych skarpetkach, albo
        > zarobi na gosposię.


        Pana trzeba WYCHOWAC. Panowie sie nie obrazaja.
      • ketyen Re: To będzie długa opowiastka..... 08.08.07, 21:12
        Pewnie mi nie uwierzysz, bo widac, ze miętka jestem jak guma...
        Powiedziałam mu, że jak jeszcze raz mi zastawi to mu samochodzik
        odprowadzę na dowolną ulicę w mieście i będzie sobie szukał.
        W moim wydaniu to jest jak na razie "straszenie", no jak mowiłam za
        miękka jestem, ale zrobię to jak jeszcze raz...

        Ktos mi proponował cofając przywalić mu w zderzak, dobre, tylko że
        on ma jeepa z dupnym zderzakiem z przudu. Gdybym cofając do tyłu
        chciała go zaatakować to bym straciła: swój zderzak, swój bagażnik i
        pół tylnej szyby :). Więc odpada, ale strasznie mi się podobało :).

    • ketyen Re: Podnosi mnie na duchu ta Teoria o Chłopach.... 08.08.07, 21:29
      Podnosi mnie na duchu wasz odzew i wsparcie.

      Wszystko czytam dokładnie, mimo że nie odpisuję na posty (dzisiaj
      powrót z pracy miałam o 19:30), ale wszystko sobie analizuję.
      Teraz to mi już woda w wannie wystygła tak się zaczytałam.

      Decyzja, hmm....jesteście ciekawe.
      No więc na początku tego tygodnia nastąpiło jakieś głupie spięcie z
      mężem, i od słowa-do słowa, wszystko mu wygarnęłam, oczywiście w
      sposób mocno histeryczny (płacząc, i rzucając na podłogę jego
      koszulą), i ze już mam zajebiście dosyć.
      Wywiązała się kłótnia, normalne w takiej sytuacji.
      Powiedziałam mu, że nie bede tak żyć dalej i koniec.

      No to on powiedział, ze sie zapyta rodziców czy może do nich wrocić.
      Pojechał, ale sie nie zapytał. Zadzwoniłam do niego, czy już się
      zapytał, więc w końcu to zrobił, ale musiałam go przycisnąć.
      Niby się zgodzili (tzn. niby się pytał).
      Potem powiedział mi, że jesli ja tego chcę, to do końca tygodnia się
      wyprowadzi.

      No ale widzę, że mu to nie w smak. Może go trochę wzruszyło, może
      tak trochę jakby się uderzył w łokieć i prąd mu przebiegł przez
      rączkę.
      Ja bym jednak wolała żeby poczuł 220 V! (tylko że za dobra z
      usposobienia jestem i nie umiem sie tak nad ludźmi znęcać ohhhhh).

      W każdym razie mam taki pomysł:
      powiem mu (spokojnie i bez histerii, jak mi ktoś tu w "Teorii o
      Chłopach" doradzał słusznie), że przez kilka lat "próbowaliśmy" jego
      modelu (który mi chciał koniecznie narzucać) i nie przyniosło to nic
      dobrego, więc moze teraz przez 2 miesiace spróbujmy pomojemu!

      Pokaże mu dokładnie co i jak trzeba robić, gdzie jest Biedronka i,
      że papier toaletowy nie rośnie na uchwytach w łazience...
      I zobaczymy czy dalej będziemy się kłócic o takie głupoty dnia
      codziennego....

      • kiecha3 za miękko !! 09.08.07, 08:48
        Wydaje ci sie że wygrałas wojnę, a nawet bitwy nie zwycięzyłaś..
        trzeba było mu kazac sie wyprowadzić do rodziców.. a co! a tak..on
        jest w domu, miby taki biedny robaczek,a w duchu się z ciebie
        smieje.. bo dałas sie podejść.. niby jest na twoim, a czekac tylko
        powrotu starych zasad..

        ja mam taka propozycję (skoro nie umiesz/nie chcesz postępować
        twardo): spisz na kartce co ci się nie podoba, co chcesz zmienić. Na
        koniec dopisz, że jeżeli te rzeczy sie nie zmienią występujesz o
        rozwód w trybie natychmiastowym.. jak pan maż przyjdzie do domu to
        daj mu tę kartkę i natychmiast wychodzisz.. (najlepiej mijając sie w
        drzwiach mu ją daj) musisz odczekać z dobra godzinke, dwie.. miech
        on przetrawi to w sobie.. nie odbieraj telefonów, nie dzwoń.. tak
        jak by cię nie bylo przez te 2h.. idz do sklepu, na spacer, czy do
        kosmetyczki.. cokolwiek..
        a potem zobaczysz jaka będzie reakcja pana męża..
        P.S. muszisz nauczyc sie stanowczości.. i nie pozwalac sobie na to
        by ktoś (a już tym bardziej mąż, który powinien cie kochać, szanować
        i na rękach nosić) deptał twoją godność.. i nic go nie tlumaczy..
        osobiście uważam że to zwykły dupek, prostak i pierdoła.. ale
        takiego sobie wybrałaś.. i z takim(rozumiem0 chcesz spędzic rresztę
        życia.. działaj tak, by nie zmarnowac sobie najleprzych lat życia..

        i błagam nie miej z nim dziecka.. bo wychowadzie albo kolejnego
        domowego despotę, albo gosposię domową...
        • mikams75 Re: za miękko !! 09.08.07, 11:52
          wyprowadzka do rodzicow nie jest moi zdaniem dobrym rozwiazaniem, bo to go nie
          zmobilizuje. U rodzicow byl najwyrazniej rozpieszczany i nie mial obowiazkow w
          domu, matka robila za niego wszystko.
          Jak sie teraz przeprowadzi do rodzicow to tym bardziej utwierdzi sie w
          przekonaniu, ze u mamusi jest jak w niebie a zona jest wymagajaca wiedzma.
          Naskarzy mamusi a mamusia potwierdzi, ze kochany synek ma racje. I co wtedy? Nie
          ma szans na poprawe!

          Faceta trzeba regularnie wciagac w obowiazki domowe.
          Zrobic spis i zastanowic sie co mozna zmienic, a co mozna zaakceptowac.


          • burza4 Re: za miękko !! 09.08.07, 13:33
            tekst o wyprowadzce to typowy szantaż emocjonalny - obliczony tylko
            na to, żeby GO ZATRZYMYWAĆ ze łzami w oczach, i pogodzić się z
            faktem że on zmieniać się nie zamierza, bo tak mu wygodnie.

            w każdym razie - prosić go nie ma co, bo pokazuje się swoją słabość
            i brak konsekwencji, zdaje się że facet mimo wszystko nie traktuje
            tej histerycznej żony serio. Swoją drogą - jeśli chcesz coś
            załatwić, to rozmowa musi być rzeczowa, a nie okraszona łkaniem i
            wrzaskami. Operuj konkretami, a nie odświeżeniem przeglądu jego
            przewinień z ostatnich 2 lat. Skoncentruj się na tym, czego
            oczekujesz, a nie jak ręce sobie po łokcie urabiasz.

            jesteście u ciebie (mam nadzieję) więc on trochę spasować musi.
            • anya.po.prostu Re: za miękko !! 09.08.07, 14:36
              burza4 napisała:

              > tekst o wyprowadzce to typowy szantaż emocjonalny - obliczony tylko
              > na to, żeby GO ZATRZYMYWAĆ ze łzami w oczach, i pogodzić się z
              > faktem że on zmieniać się nie zamierza, bo tak mu wygodnie.
              >
              > w każdym razie - prosić go nie ma co, bo pokazuje się swoją słabość
              > i brak konsekwencji, zdaje się że facet mimo wszystko nie traktuje
              > tej histerycznej żony serio. Swoją drogą - jeśli chcesz coś
              > załatwić, to rozmowa musi być rzeczowa, a nie okraszona łkaniem i
              > wrzaskami. Operuj konkretami, a nie odświeżeniem przeglądu jego
              > przewinień z ostatnich 2 lat. Skoncentruj się na tym, czego
              > oczekujesz, a nie jak ręce sobie po łokcie urabiasz.
              >
              > jesteście u ciebie (mam nadzieję) więc on trochę spasować musi.

              Burza dobrze gada! W pełni popieram!
              Widać niestety, że zmiękłaś na wspomnienie o jego wyprowadzce, i o to mu pewnie chodziło. W domku u mamusi będzie miał ciepło, wygodnie i wszystko pod nos podane.
              No i wsparcie emocjonalne, że wyrodna żonka nie chce mu usługiwać. Moim zdaniem to żadne rozwiązanie, jeśli chcecie nad związkiem pracować.
              Zamiast krzyczeć, płakać, wykłocać się spisz wszystko na kartce. Słowo mówione, szczególnie KONKRETY czarno na białym mają o wiele większą moc, niż pełna pretensji i płaczu awantura.
              • leaa Re: za miękko !! 10.08.07, 23:20
                Ja wymiękłam jak przebrnęłam przez to wszystko!
                Mam nadzieję , że autorka wątku się nie obrazi ale pewne dygresje same cisną mi
                się na usta.
                Powiem tylko tyle- jesteś na straconej pozycji, ale po części to twoja wina bo
                nie jesteś konsekwentna ani twarda, delikatność i subtelność to piękne cechy ale
                czasem trzeba ujawnić swoje drugie JA.
                Mąż zdominował się w każdym calu, a dominacja psychiczna to najgorsze co może być.
                Znam osobę, której życie przypominało twoje. I co jest po 30 latach? Bez zmian-
                owa kobieta też myślała że zmieni męża, i też jest kobietą kruchą i delikatną.
                Dla dobra dzieci została.
                Zastanawia mnie jedno- czemu w ogóle wyszłaś za mąż? Miałaś tyle obiekcji,
                strach tobą kierował? Bałaś się że jak nie ten to już żaden inny?

                Wydaje mi się że masz najwyraźniej niską samoocenę (sama napisałaś że masz już
                28 lat i jak tu życie sobie układać od nowa, i nowego partnera znaleźć)- lepiej
                ci z nim niż miałabyś być sama.
                Dla mnie to jest chore podejście do życia a z twoich wypowiedzi wynika że w
                sumie nie wyobrażasz sobie życia bez niego- wspominasz o dzieciach, o tym że za
                rok sami macie zamieszkać. Czyli patrzysz w przyszłość i On tam jest.
                Nie ty pierwsza stajesz przed takim dylematem- wychować sobie faceta.
                Wiele kobiet to przerabiało i wiele efektu nie osiągnęło- a nic na siłę nie
                zmienisz, to dojrzały facet, wychowany w taki a nie inny sposób. Wybacz że to
                powiem ale z jego zachowania nie wynika że kocha cię nad życie- człowiek który
                kocha jest zdolny do kompromisu i przede wszystkim myśli o drugiej osobie.
                Jeśli sam nie będzie się chciał zmienić dla ciebie a będzie to tylko robił na
                siłę to za kilka lat możesz w jeszcze większym bagnie siedzieć (już z dziećmi)
                Dajesz się omamiać, ulegasz szantażowi emocjonalnemu.

                Pisać sobie wszyscy mogą, a to jest twoje życie i sama podejmujesz wybory. Życzę
                ci jak najlepiej i obyś nie żałowała swoich decyzji(, a jeśli myślisz że dziecko
                zmieni waszą sytuację i On bardziej zabierze się do pomocy w domu to cóż....../
                przemyśl to co napisały dziewczyny i wstrzymaj się na razie z dziećmi )


                Zapytałaś czy są szczęśliwe małżeństwa- to ci odpowiem - Tak są.


                • wielorak Re: za miękko !! 22.08.07, 16:36
                  co wy piszecie!
                  przecież autorka wątku sama jest niekompromisowa i niepoukładana
                  płacze że mąż jej auto zastawia, że chrapie, no dosłownie jakaś lala malowana a
                  nie normalny człowiek
    • madda_lenka Re: To będzie długa opowiastka..... 05.09.07, 12:11
      Przeczytałam. Fragmentami przyznaje po łebkach bo zbyt chaotycznie.
      Ale.. nie znalazlam nic o milości.... Ani przed ślubem, ani w wersji
      poslubnej... I włąśnie tego w tej "opowiastce" brakuje mi najbardziej
      • to-wlasnie-ja Re: To będzie długa opowiastka..... 06.09.07, 18:30
        Ja tez przeczytalam. Zaskoczylo mnie, ze autorka wyszla za maz, " bo rodzice lubego naciskali " a jej bylo glupio sie postawic . Obecnie zas maz kazda inna osobe ceni wyzej niz ja, bo na jej prosbe o pomoc w zakupach ma wymowki typu " Adamowi obiecalem", " tacie w czyms mam pomoc ", " do pracy musze zajrzec ".
        Wielorak- akurat kwestia chrapania jest przeze mnie doskonale znana i tutaj rozumiem i wierze, ze moze byc nie wyspana i zmeczona. Ptakami tez , pisze zupelnie serio. Ciesz sie, ze masz gleboki sen i to Ci nie przeszkadza :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka