mala.miii
05.08.07, 22:52
Witam
Jestem tak zszokowana i zalamana ze nie wiem od czego zaczac zeby obiektywnie
przedstawic sytuacje w ktorej sie znalazlam. a mianowicie:
Od 2 lat jestem w stalym zwiazku. Mieszkamy razem, pracujemy oboje, mamy
wspolnych znajomych, jestesmy przez nich uwazani za bardzo dobrana, wesola
pare. Planujemy slub i dzieci za powiedzmy 2 lata.
Jestesmy razem szczesliwi, ufamy sobie bardzo, wiem ze moj facet bardzo mnie
kocha, czesto mi to mowi, okazuje to kiedy jestesmy sami i w towarzystwie
znajomych. Wspieramy sie w trudnych chwilach, pomagamy itd.
Ja mam wyzsze wyksztalcenie. lepsza prace, jezdzimy moim samochodem (to tak
dla pelnego zobrazowania sytuacji). Moj parner nie skonczyl szkoly sredniej,
ma kiepska prace.
Oboje mamy normalne, sprzyjajace nam rodziny, zadna patologia, zadnego alkoholu.
Zmobilizowalam mojego faceta zeby zrobil mature i poszukal lepszej pracy, nie
dlatego ze mi wstyd, chce poprostu zebysmy byli szczesliwi, godnie zarabiali i
pracowali i zyli na normalnym srednim poziomie (bo na razie to ja ratuje nasz
budzet).
A teraz do senda sprawy...
Zostalismy zaproszeni do znajomych na grila na dzialke. Wszyscy fajnie sie
bawilismy, byl alkohol itd. Jako ze ja jestem w tym zwiazku osoba mniej
rozrywowa, o ok 2 w nocy poczulam ze jestem zmeczona, bylo zimno, czesc osob
tez juz poszla wiec powiedzialam ze chcialabym juz pojsc do domu.
Rozwinela sie awantura moj facet byl wstawiony troche i zaczal mi przy
wszystkich ublizac. Ze mi sie nigy nic nie podoba bo ja jestem wielce
wyksztalcona pania z dobrego domu, z dobra praca i najwyrazniej zle sie bawie
w towarzystwie prostakow (co bylo nieprawda). Bylo mi bardzo przykro i wstyd,
powiedzialam ze gada glupoty, ze jest piany i lepiej zebysmy juz poszli. Wtedy
faktycznie wyszlismy a w drodze stalo sie cos co mnie zszokowalo.
On zaczal mnie szarpac, byl bardzo agresywny i wsciekly (nigdy nie spotkalam
sie z agresja z jego strony). Najpierw to zbagatelizowalam, powiedzlam ze ide
do domu a on niech robi sobie co chce, wtedy on, zlapal mnie i kazal siedziec
na tej dzialkowej drodze bo on wlasnie tu i teraz che byc i wygarnac mi
wszystko. Trzymal mnie tak sila, nie moglam wtsac ani sie ruszyc. Bylam w
szoku, poplakalam sie, prosilam zeby mnie puscil, zaczelam sie go bac.
Probowalam przemowic mu do rozsadku, ze jesli mnie kocha niech pozwoli mi
poojsc do domu bo jest mi zimno. W koncu sie podnioslam i dalam mu w twarz
zeby sie opanowal i zapytalam jak on mogl mi zrobic cos takiego. Wtedy on
zlapal mnie z calych sil, rzucil mna o ziemie i szarpal mnie z calej sily .
Blagalam!!! go zeby mnie puscil i pozwolil wrocic do domu (200m). Po godzinie
takiej szarpaniny, kiedy w pobliskiej drode zaczeli krecic sie ludzie,
przeszlo mu troche i wrocilismy do domu. Mam posiniaczone cale rece.
Rano powiedzialam ze sie wyprowadzam, ze nie mial prawa wymuszac
posluszenstwa sila na kims kogo twierdzi ze kocha. Ze normalna osoba nawet pod
wplywem alkohol, nie zrobilaby czegos takiego. Nie mam juz do niego szacunku,
poczulam sie ponizona i zdeptana.
On mnie caly czas blaga zebym wrocila, mowi ze kocha ze nie wie co w niego
wstapilo bo przeciez nigdy podobna sytuacja nie miala miejsca. Twierdzi ze to
byl pierwszy i ostatni raz. I ze to nie bylo zadne pobicie (bo nie dal mi z
piesci w morde) tylko szarpalismy sie troche :////
Nie wiem co o tym myslec, kocham go gdzies tam w srodku, wiele razem
przezylismy (rok temu mialam raka i on wspieral mnie najbardziej) ale jestem
przerazona tym co sie stalo. Nie wiem czego moge sie po nim spodziewac, nie
wiem czy nastepnym razem lub kiedys kiedy bedziemy rodzina, poprostu nie
stlucze mnie kiedy cos bedzie nie po jego mysli.
Nie wiem cy moge dac mu szanse. Czy to jest juz przemoc, czy mi sie cos
uroilo? Czy takie rzeczy zdarzaja sie w normalnych zwiazkach?
Moze my faktycznie jestesmy z 2 roznyh swiatow i mamy inne spojrzenie na pewne
sprawy?
Przepraszam ze tak dlugo ale chcialam abyscie mieli pelen obraz sytuacji bo
juz sama nie wiem co robic.
pozdrawiam