julka-to-ja
31.08.07, 11:58
Moje małżeństwo robi się bez sensu. Wczoraj mielismy 2 miesiąc
małzeństwa. Były tylko moje łzy. Przynajmniej jeden slubny przesąd
sie spełnił (niestety) ze jak panna młoda przed slubem płacze to
dobrze, bo pozniej już nie będzie. Ja w dniu slubu byłam wesoła jak
nigdy. No i sa efekty.
Mam wrazenie, że nie sprawdzamy się jako małżeństwo dla osób z
zewnątrz. Nie ma współpracy i jedności. Gości prosiliśmy żeby
zamiast kwiatów wreczyli nam słodycze, ktore w ich imieniu mielismy
przekazać dzieciom z domu dziecka. Kazdy pochwalił pomysł, ucieszył
się, ze bedzie miał swoj wklad w cos dobrego. I co??Slodycze nadal
stoją w szafie (było ciepłe lato, wiec wole nei wiedziec jaki jest
ch stan).Nie mamy swojego samochodu, mąż czasem zostaje po godzinach
w pracy, wiec ja nei jestem w stanie tego zorganizować, a sama nie
pojade.
Już pomijam sprawę podrózy poślubnej (na której na dobrą sprawę nie
byliśmy), bo już sie przyzwyczaiłam, ze tego typu sprawy muszą być
organizowane przeze mnie i z mojej inicjatywy. Wyjazdy, spotkania ze
znajomymi-to najczesciej moje pomysły. Jak mi się marzy, zeby kiedyś
wymyslił jakąś fajną wycieczke (nawet rowerem po okolicy) i mnie na
nią po prostu zabrał.
Ale wrócmy do meritum sprawy. 2 dni temu wyszła sprawa taka iż mój
mąż się do mnie nei odzywa. Miałam okres w życiu kiedy paliłam. Bylo
to palenie "sezonowe", tylko u siebie mieszkaniu (czasy studenckie)
nigdy w miejscu publicznym, z przerwą wakacyjną. Od kiedy poznałam
sie z mężem był bardzo negatywnie do tej sprawy nastawiony. Ale ze
na początku byl to zwiazek na odległosc to sobie popalałam przez
jakis rok. Pozniej znalazlam prace w miejscowości męża, tu sie
przeprowadziłam, po roku zamieszkalismy razem w jego mieszkaniu, po
2 latach (tuz przed slubem) w naszym (choc oficjalnie będącym
własnością moich rodziców). Przez te 2 lata nidy nie sięgnełam po
papierosa. 2 miesiące przed slubem coś mnei skusiło, chciałam
sprawdzić czy to mnei ciągnie, co ja w tym widziałam (bywało że
wypaliłam paczkę dziennie ).Stwierdziłam że to mi już nie pasuje.
Tylko ze nie niestety paczke zosatwiłam w schwoku torebki. Ostatnio
mąż robił porządki (to był w sumie pierwszy dzień keidy zaczeło sie
wszystko super układac) i trafił na tę paczkę. Wiedział, ze torebkę
mam od jakiegos pol roku wiec wiedzial, ze to nei są jakies stare
zapomniane papierosy.
No i od tego momentu sie do mnie nie odzywa. Siadam koło niego
przytualm sie, ale on traktuje mnie jak powietrze.Zero rozmowy.(choc
jego sposobem na kłonie jest krzyk i choleryczne podejscie). WIem,
ze czuej sie oszukany i olany bo ciagle mu obiecalam, ze nie bede
palić. Ja mam ochote przejsc nad tym do porzadku dziennego. ALe
wiem, ze on traci do mnie zaufanie.
Co mi napiszecie wszsytko przyjme. Moze spojrze na sprawe pd innym
kątem.
Bo ostatnio jedno co mi sie kojarzy z małzenstwem to ŁZY.