zuzusia1
23.02.09, 11:31
Wyszłam za mąż rok temu.Juz byłam w ciąży. Od początku
planowaliśmy-tzn. mój małżonek planował, że zamieszkamy w domu,w
którym on mieszkał do tej pory... z jego mamą. Zamieszkaliśmy z nią
jeszcze przed ślubem. Na samym poczatku było dobrze.Świetnie
dogadywałam się z przyszła teściową. Do momentu aż chciałam
pozmieniać firanki w pokoju, który zajmowałam z narzeczonym. Po
zakupach przyszłam do mamy i pokazałam jej wybrane firanki, a ona
powiedziala:Takie szmaty powiesisz w oknach?!?.I to był koniec.Albo
właśnie początek naszych nieporozumień. Było jeszcze kilka podobnych
sytuacji kiedy moja przyszła teściowa chcąc mi doradzić to
krytykowała. Rozmawiałam z narzeczonym o moich obawach.Wydawało mi
się,że jak dziecko przyjdzie na świat to będzie jeszcze gorzej, bo
przecież ona jest matką czwórki dzieci i "zna się na
wychowywaniu"więc na pewno nam także będzie radzić-zresztą nic a nic
sie nie pomyliłam!Prosiłam narzeczonego, zebysmy sie wyprowadzili.
Nie zależy mi na duzym domu z ogrodem, ale na swiętym
spokoju.Najgorsza w tym wszystkim jest postawa mojego męża, niby
widzi ze jest źle miedzy mną i jego matką,ze nie umiem się z nią
dogadać, kiedy mowie mu co jego mama znów powiedziała lub zrobiła on
mi przytakuje mówi ze coś z tym trzeba zrobić ale nic nie robi".Po
ślubie oczywiście nic sie niezmieniło.Albo zmieniło sie bardzo duzo,
bo pojawiło się nasze dzieciatko.Kiedyś rozmawialam z teściową o
tym,że za wcześnie jest na podawanie chleba kilkumiesiecznej córci-
jak wyszłam z kuchni to ona i tak włożyła kawałeczek do małej
buziulki.Wiem,że tak już będzie-ja cos powiem a ona i tak po swojemu!
Nie czuje sie w tym domu dobrze. Wiem,że teściowa nawet nic nie
mówiąc patrzy mi na ręcę-jak gotuję albo piore. Potrafi wejsc do
łazienki jak nastawiam pranie i rzucic mimochodem;"to na 40 stopni".
Niby nic a jednak szlag mnie trafia. I tak jest przez większą część
dnia. Moj mąż wraca póżno z pracy i cały dzien niestety spędzam z
teściową. Kilka dni temu powiedziałam mężowi, ze juz dłużej nie
wytrzymam i chce się wyprowadzić. On na to, ze to nie jest
rozwiązanie i cos z tym trzeba zrobić!!!Z jednej strony wiem, ze mąż
jako najmłodsze dziecko czuje się w obowiązku opiekować matką na jej
stare lata, ale dlaczego kosztem mojego zdrowia psychicznego?
Nie wiem czy stawiać sprawe na ostrzu noża? Dla męża teraz ja i
córka jestesmy najbliższą rodzina...co robić???