a może być
i mieć?
zastanawiam się, na ile my, ludzie zwani ziemianami, potrafimy cieszyć się z
tego co juz mamy?
czy ktokolwiek z nas potrafiłby przyznać, że dla niego najważniejsze to
wartości duchowe, uczucia i wnętrze?
czy potrafilibyśmy zrezygnować z wartości materialnych, wiedząc, że wszystko,
co mamy to zdrowie i status quo?
chyba nie, bo człowiek musi ulepszać, rozwijać się. ludzie mądrzy nie sa
konformistami. wszyscy ludzie mają marzenia.
ale jak się nie pogubić? jak nie dać się wciągnąć w stereotypowe modele typu:
szczęście=mąż+dziecko+domek z ogródkiem
lub
kariera+kasa+rodzina+wczasy na majorce
czy to sa stereotypowe modele?
czym jest szczęście?
gdzie ja w tym wszystkim jestem?
czy mogę pragnąć?
o czym mogę marzyć, by nie być konformistką?
a może szczęście ja+homeostaza mojego środowiska+inni ludzie wokół mnie+zdrowie?
napisałam ja, kobieta o analogowym umyśle rzuconym w zdigitalizowany świat....
(to z cytat z
californication 
)