claire.ampres
17.01.10, 15:55
Chciałabym, a z przyczyn obiektywnych nie mogę.
I widzę wyraźnie zmiany. Widzę też mój powrót do bezkompromisowości. Przez rok myślałam, że da się to ominąć, że wystarczy uśpić swój wewnętrzny krzyk "NIE". Myliłam się. Z jednej strony czuję się lepiej z moim wewnętrznym NIE, z drugiej... widzę, że wszystko, co sobie wymarzyłam i to, co buduję w wyobrażeniach... oddala się z ogromną prędkością.
Próbować otworzyć zamykającą się bramę? Na siłę opuszczać zwodzony most? Może i bym mogła, ale JUŻ wiem, że nie będę w ten sposób szczęśliwa. I... zaczynam widzieć, że mogę w ogóle już nie być w pełni szczęśliwa.
Nie żalę się. Natomiast się obawiam.
W sumie to... w dużej mierze sama sobie zapracowałam na to, co mam. Mogłabym oczywiście podeprzeć się uczonymi i badaniami, że tak nie jest, ale... Nie ma to właściwie znaczenia. Muszę brnąć do przodu, pomimo. I sobie patrzeć z boku na to, co mnie omija.
Nie jęczę. Wyrzucam z siebie mój strach.
I nie postrzegam pesymistycznie. Zadziwiająco dużo we mnie optymizmu. Być może nie tak powszechnie pojmowanego...
Mierzyć siły na zamiary. Mierzyć szanse na możliwości.
Moja bezkompromisowość jest pojedyncza...