zerkam sobie na forum i czytam, jak się spotykacie i jak planujecie
imprezy, i muffiny, i piwko też.....
i naszły mnie takie refleksje: "kiedyś" też mi się chciało, "kiedyś"
też chodziłam, "kiedyś" chciało mi się zakombinować by się gdzieś
wyrwać....dziś już nie....spotkania jeden na jeden
tak...ale
znów nowi ludzie, znów im opowiadać swoją
historię.....hmmm.....raczej nie
o wiele gorzej znosze te wakacje niż minione....Młoda u babci,
pusty dom, mniej pracy, więcej czasu dla siebie....no właśnie dla
siebie
tylko po co.....już się ze sobą długo znam, nawet
bywa że się ze sobą lubimy, tylko powraca pytanie
ale po co
i jeszcze jedna natrętna myśl, że im dłużej jestem sama tym bardziej
dziczeje i świruje, tym bardziej już mi się nie chce, tym bardziej
zaprzeczam jakimś oczywistym prawdom ...chociażby takiej, że lepiej
we dwoje i już....
dziś jestem w pracy i mój szef się śmieje, że mam napęd do pracy
żółwia co się własnie rozpędza....ale mi się nie chce nawet próbować
rozpędzać

...a kiedyś to i na wódeczkę się bardziej miało
ochotę, i był na to czas.....ale i to mija....
i jeszcze sobie uświadomiłam jedną prawdę: że moja samotność tak
naprawdę dociera do mnie w ścianach pustego domu, nie podczas roku
szkolnego jak łazi po nim Młoda, czasem Mama, czasem Brat...teraz ją
najłatwiej zauważyć....i co najciekawsze, i co mi zarzucają moi
znajomi....właśnie w takie chwile często wyłączam telefon, często
siedzie sama w tym domu....po co ?? hmmm...
i niby się bardziej pragnie Kogoś a mniej się go szuka........a i
lęk większy bo niby był czas na szukanie, dopasowywanie i
obwąchywanie się nawzajem....kurde a może za dużo filozofowania,
może by trzeba po prostu Komuś Zaufać, Szanować się Nawzajem i
ZYC...i tyle....aż tyle.