oblocznosc
22.05.11, 19:50
Pogodziłam się z myślą, że nie każdemu pisana jest miłość, że dobrze jest jak jest. W miarę spokojnie, bez nadmiernego szarpania się z uczuciami, bez zadawania setek pytań, począwszy od: dlaczego? a skończywszy na: dlaczego ja?
Doskonale wiem, że takich „ja” jest sporo na świecie. Samotnych, pojedynczych, właściwie na co dzień zadowolonych. W zabieganiu tygodniowym nie ma czasu na roztrząsanie kwestii samotności. Może tylko wieczorami jest trochę smutno, gdy nikt nie czeka z obiadem, kawą, gdy nie ma komu opowiedzieć, jak minął dzień., wreszcie, gdy nikt nie opowiada, jak to zdenerwował go szef.
I tylko w dni wolne jakoś smutniej, bo wszędzie rodziny, pary, ludzie wspólnie spędzający czas, ewidentnie radośni i zadowoleni. A taki ktoś jak ja, nie ma co ze sobą począć, nie to nieprawda, może zrobić wiele rzeczy, ale zrobione po raz kolejny samotnie już nie cieszą, bo po co? Co z tego, że zauroczył mnie jakiś widok, skoro nikt nie jest częścią tej chwili i nikt po latach nie będzie o tym ze mną pamiętał...
I tak samotnie mijają dni, miesiące, zwyczajnie, raz miło, raz mniej i tylko gdzieś z tyłu głowy kołacze się pytanie: czy tak żyjąc można być szczęśliwym?
Podczytuję Was od jakiegoś czasu, dziś postanowiłam się odezwać, mam nadzieję, że będę mogła zostać z Wami dłużej.