Nikt nie zna jej lepiej niż ja. Nikt nie jest lepszym okazem głupoty niż ja... Ale najgorsze jest to, że nie potrafię uciec spod jej opiekuńczych skrzydeł...
Miałam zapomnieć, poznawać ludzi... może zauroczyć się kimś innym /miałam nadzieję, że to łatwo przyjdzie/ noooo i.. za każdym razem jest nie ten usmiech, nie te oczy, nie ten wesoły wyraz twarzy...
A ostatnio zrezygnowałam ze spotkania z kimś, bo On chciał się spotkać... I spędziłam wieczór samotnie, bo nawet nie zadzwonił... I wiem, widzę każdego dnia, ze on nie jest moim ideałem, że tak wiele mu brakuje, ze nie jest nawet takim filozofem jakim być powinien, ale...
Kochana Redakcjo

jak od tego uciec(?)