blue_velvett
27.01.13, 14:31
Jakoś tak spać nie mogłam dzisiaj i jak już zmaglowałam całą pościel, to się poddałam. Podniosłam roletę i patrzyłam sobie na piękny, spokojny zimowy las... I tak mnie natchnęło, że my, w znaczeniu kobiety i mężczyźni, to chyba sami nie wiemy, czego chcemy. Jak poczytałam dzisiaj na nieśmiałkach te dywagacje na temat pięknych i głupich kobiet materialistek, to zrobiło mi się smutno. Całe życie niezależna i sama na siebie zarabiam, nie mogę się wypowiadać, co do inteligencji, ale to można ocenić w rozmowie. A piękno... Dla mnie piękną jest kobieta, która dba o siebie w harmonii ducha i ciała. Jeśli kobieta akceptuje sama siebie, czuje się atrakcyjna, to chodzi z wysoko podniesioną głową, uśmiecha się do ludzi, bo wszystko jej się wewnątrz śmieje. Niektórzy mówią, że taka osoba ma dobre fluidy, aż chce się przy niej pobyć... I dla mnie to jest najważniejsze. Być z kimś, kto lubi ze mną pobyć, tak po prostu... I kiedy budzę się w nocy, tak jak dziś, to chciałabym usłyszeć czyjś spokojny oddech, a pod palcami poczuć ciepło czyjegoś ciała. Smutno jest, gdy przytula się policzek do zimnej poduszki... To jest moja definicja "piękna" w związku. I nie ma nic wspólnego z zasobnością portfela czy pozycją społeczną. Lecz chyba nie ma się co łudzić, że ktoś mi w to uwierzy...