byłem w sklepie po śmietankę piątnica 18%

cena 1,80zł - pamiętałem. zazwyczaj jak robię zakupy, to biorę papierek i resztę rzucam se na półkę. stwierdziłem w końcu ambitnie, że trza deczko ogarnąć, zebrać te drobniaki i je w końcu wydać. nazbierałem w miedzi 1,87

pamiętałem cenę śmietanki, więc wziąłem 1,80 w samej miedzi i do sklepu. wiedziałem, że będzie się burzyć. nie chciałęm robić większych zakupów, żeby inna suma nie wyszła. ojoj jak się burzyła. uzbierała 80gr i mówi: daj mi normalną złotówkę. a ja do niej, że leży w miedzi przed nią, bo ona, że tu na pewno nie ma tyle. a ja jej, że policzyłem i jest. sie burzyła i nie chciała liczyć, aż wzięła miedź z kasy (nie moją) w garść i bulgoce - no to masz to! sugerujac, że to dla nich nie ma wartości. odsunąłem się, bo tę garść wyciągnęła w moim kierunku. szkoda, że nie wystawiłem dłoni i w ostatniej chwili jej nie cofnąłem, to by musiała to se zbierać z posadzki

esz te wiejskie przekupy ;/
wiedziałem, że może być z nią taka heca, bo kiedyś nawet o torebkę pyskowała, żeby zabierać ze sobą. co najlepsze to nie jest jej sklep, tylko ona tam pracuje. trochę za bardzo się wczuwa jak w swoje.