mavika_88
11.01.15, 00:11
Zaczelam sie wiatru bac (odrobine). To nawet nie jest do opisanie. To co slysze, mysle, "widze", czuje. Sprobuje.
Kilkanascie min temu slyszalam. Nie w nablizszej okolicy ale daleko, ze cos silnego nabiera. Juz z dala byl huk, gluchy. W dodatku drzewa go potengowaly. Nigdy, nigdy tak dlugo nie wyczekiwalam na wiatr. Wiedzialam.ze do mnie przyjdzie skoro w oddali sile ppkazywal. Specjalnie wyszlam na zew. Z napieciem czekalam z serduchem w lekkich dygotach. Wiedzialam.ze bedzie ogromny. Czekalam Z podniecem?

ciekawoscia zalana. Doczekalam sie. Na sobie poczulam Jego ogromna sile. Zobaczylam jak wywraca dookola lzejsze elementy. Jak je przesuwa. Dotarl. Widze go. Serducho bardziej dygota. Podziwiam z lekkim.strachem.
Co teraz slysze? Czuje. Ogromna sile. Nawet wyobrazilam sobie jak ogromne lapy dom macaja, uderzaja. Slychac to. Slychac cos silnego mocnego ale w miedzy czasie slychac piski. No i krople deszczu uderzajace w szybe. A nawet skrzypiace drzwi w moim pokoju.
Juz nieco ucichlo. Pewnie wiatrzysko dowiedzialo sie ze o Nim pisze

Zerknelam jaka jest predkosc. 28 km/h nie wierze. Musi byc wiecej.
Poerwszy raz cos takiego slyszalam, czulam, widzialam.
Strach nieduzy za to podziw wiekszy.
Nienormalna jestem zeby mi sie wiatr podobal

Ucichl.... Oklapl.... Juz nie uderza, nie piszczy.
DN