Co ze mną pracuje (nie do końca mogę ją nazwać koleżanką. Gwoli ścisłości - nie ta, co nią byłem zainteresowany. Ta, o której post traktuje mogłaby być moją młodocianą matką) zaczęła mi dziś pyszczyć. Ogólnie, jest spadochronem i nie umie nawet poprawnie dodawać (w Excelu!

). No więc najpierw poprzez metaforę zwątpiłem, czy ma maturę (niby ma studia), a później również metaforycznie wyzwałem od orangutanów. Chyba jednak pojęła, bo się zamknęła i zaczęła coś mruczeć pod nosem. Przełożonemu również publicznie oznajmiłem, żeby nie przypisywał sobie moich zasług. Taki dziś dzień.
People are stranger, people in danger...