samysliciel
16.08.19, 23:38
właśnie pół roku od mego sparowania, dlatego postanowiłem napisać w wielkim skrócie jak to wygląda, zważywszy na fakt że przesiadywałem na tym forum wiele lat i było ono dla mnie czasem jak drugi dom niemal.
Jest dobrze, nawet bardzo dobrze, czasem nudno, bo zgrzytów tyle co nic, nie dlatego żeśmy identyczni, po prostu potrafimy rozmawiać, słuchać, zrozumieć swe potrzeby, iść na kompromis. Wszystko zaczęło się etapowo, w internecie, a że było sporo podobieństw, przeszło się na telefon, początki w realu to skok do głębokiej wody, wyjazd za granicę, połączony z pracą. Wygraliśmy kilka razy z przeciwnościami losu, to bardzo scala. Poznaliśmy się gdy byliśmy na sporych zakrętach życiowych, nie mieliśmy nic do stracenia, wszystko do wygrania, opłaciło się. Oboje „chorowaliśmy” na brak pozytywnych uczuć, wrażliwe, empatyczne z nas istoty, dlatego też mamy świadomość tego co zyskaliśmy, móc dzielić z kimś życie, jako nie tyle partnerzy lecz przyjaciele, czyli wg mnie taki wyższy poziom wtajemniczenia. Kiedyś, dawno temu przeczytałem że wpierw trzeba uporządkować swe życie by móc je dzielić z drugą osobą, kwestionowałem takie podejście, uważając że właśnie ta druga osoba niezbędna jest mi do uporządkowania… wygląda że miałem rację, w moim wypadku tak to działa, zyskałem spokój ducha, nabrałem pewności siebie, jestem szczęśliwy, bardzo szczęśliwy, bo mam do kogo wracać w 4 ściany, wiem że może mi brakować wszystkiego, ale i tak dam radę, gdy nie będę sam, to wspaniałe uczucie, które daje niebywałe poczucie bezpieczeństwa i komfortu.
Ona wie, że kiedyś dopadło mnie wielkie zauroczenie, z którego do końca raczej nigdy nie wyjdę, mimo że jest bardzo dobrze, wracam pamięcią kiedy bywało niedobrze. Życie przewrotne jest.