baran.0
04.06.08, 22:06
Wróciłem tu po paru dniach, by spisać myśli. By podzielić się nimi i usłyszeć
czyjeś zdanie. W przeciwieństwie do ostatniego razu jestem dość przytomny i
mam trochę więcej zapasu czasu, mimo że przed chwilą wróciłem po 12 godzinach
pracy.
Czytam od jakiegoś czasu wasze posty, wasze wyznania, wątpliwości,
poszukiwania i poznaje wasz sposób patrzenia na świat. Odniosę się do paru
wątków pośrednio.
Na forum padło hasło 'pięknej kobiety'. Jaka kobieta jest piękna? Zadano mi to
pytanie parę dni temu. Wg mnie aktualne pojęcie piękna jest przez wiele kobiet
i mężczyzn bardzo błędnie pojmowane. To, że jakaś kobieta się podoba jednej
osobie nie znaczy, że innej się podobać nie będzie. "Jaki jest Twój ideał
kobiety?" - moje ulubione pytanie... odpowiedź dość prosta - ideały są nudne i
w praktyce nie istnieją. Kobieta jest dla mnie piękna gdy jest sobą. Gdy daje
się poznać taką jaką jest. Wygląd jest rzeczą przemijającą. W niczym nie
przeszkodzi gdy partnerka podoba się innym facetom lub gdy uważają oni ją za
brzydką. Ważne jest by partner patrząc na nią widział w niej osobę z którą
chce dzielić swoje życie, swoje smutki i radości. Jednak podejście, że każda
kobieta może być piękna i, że wygląd może mieć znacznie bardzo małe również
może się okazać szkodliwe. Od kobiety którą kochałem usłyszałem kiedyś, gdy
wyznałem (odpowiadając na jej narzekanie jakaż to ona brzydka jest), że
przecież nie mógłbym być z brzydką kobietą : "Jeżeli znam jakiegoś faceta
który mógłby być z brzydką kobietą i być szczęśliwym to jesteś nim jedynie Ty".
Tak mógłbym być z kobietą którą inni uważają za brzydką, ale mi musiała by się
podobać. Nie w znaczeniu fizycznym, ale pełnym. Takim, że gdy ją zobaczę to
stwierdzę, że dobrze wygląda z tym czym ją natura obdarowała i pozwoli się
poznać taką jaką jest a nie taką jaką chce ja widzieć świat. Bo nieważne czy
kobieta ma piersi ogromne, zwykłe czy wręcz niewidoczne, nieważne czy ma
ogromną pupę czy wygląda jak przecinek. Ważne by była sobą bo nikim innym
nigdy nie będzie, nie ważne co ze sobą zrobi, prędzej czy później zawsze i tak
będzie sobą więc po co udawać?
Gonienie za ideałem zapędziło nas w dziwną stronę, kilogramy make upu na
twarzach, solaria, farbowanie włosów, powiększanie piersi, operacje
plastyczne, odtłuszczanie itp. Jak dla mnie chore. Niby wszystko by podobać
się facetom, ale jakim facetom? Czemu gdy mówiłem Jej, że przepięknie wygląda
gdy zakręcają się jej naturalnie włosy, Ona z uporem maniaka je prostowała?
Chciała się podobać mnie, sobie czy komuś innemu? Wydaje mi się, że kobiety
same sobie w wielu wypadkach szkodzą. Bardzo to subiektywne, wiem.
Takie zdanie na zakończenie wątku. Mawiało się kiedyś "Każda potwora znajdzie
swego amatora". Ja w to wierze. Uważam, że każdy może się komuś podobać, na
swój sposób, czy tego chce czy nie.
Kolejny wątek, czyli związki trwałe i nietrwałe. Kiedyś uważałem, że to
mężczyźni szukają krótkich przygodnych związków, a kobiety są kochające i
szukają kogoś kto będzie je kochał. Życie dość boleśnie uświadamia jak bardzo
możemy się mylić.
Przerażają mnie zarówno faceci jak i kobiety szukający kogoś "na przygodę". By
mieć trochę przyjemności. Czy tylko to się dla Was liczy? Przyjemność,
zaspokojenie, kopulacja? Czym w takim razie różnimy się od zwierząt? Nawet w
ich świecie są pary które łączą się na stałe i pozostają tak aż do śmierci.
Czasem zdaje mi się, że niektórzy ludzie już dawno stracili poczucie tego czym
jest miłość. Bo czym jest miłość tak naprawdę? Jest wszystkim co nas otacza.
Nie opisze jej biologia, chemia, psychologia ani żadne słowa. Ja nauczyłem się
o niej tylko jednego: Gdy kogoś kochamy naprawdę to nie kochamy za coś tylko
MIMO WSZYSTKO.
Dlaczego samotne osoby to często te które potrafiły by zaofiarować miłość do
grobowej deski, wierną i nie wymagającą, bezinteresowną i głęboką? Czemu takie
osoby są odrzucane na rzecz 'zabawy'? Czemu słyszą "Jesteś ideałem na
męża/żonę ale nie teraz"? Czemu kobiety wybierają facetów którzy się nimi
pobawią, poszaleją z nimi w łóżku i zostawią? Czemu faceci wybierają sobie
częściej kobiety którym nie zależy? Nie zwracamy uwagi na to, że czas szybko
mija a nasze decyzje mogą bardzo znacząco wpłynąć na to jakie będzie nasze
życie, jak będzie się żyło naszym dzieciom i czy będziemy szczęśliwi. Za
często nie zdajemy sobie sprawy z wagi naszych decyzji. Za często nie jesteśmy
odpowiedzialni za to co robimy. Za bardzo opieramy życie na samych
przyjemnościach licząc na to że odpowiedzialność nigdy nie przyjdzie.
Jeszcze o jednym zaskoczeniu życiowym napisze. W swoim życiu większość czasu
byłem wychowywany przez matkę i siostrę. Uczono mnie, że kobiety należy
szanować, pomagać im i dbać jak najmocniej o nie. Gdy parę lat później
usłyszałem zdanie ojca o tym, że nie można być za dobrym dla kobiety
pomyślałem, że bredzi i ma beznadziejne podejście. Dlatego będąc w związku
byłem zawsze na każde zawołanie, każdy kaprys i starałem się być jak
najlepszym partnerem. Okazuje się, że gdy chwilę człowiek zajęty odpuści na
rzecz czegoś ważnego(praca, nauka itp.) zostaje oskarżony o brak
zainteresowania i to, że już mu nie zależy. Nie mówię tego tylko z własnego
doświadczania ale i z obserwacji znajomych i ich związków, gdy facet ma okazję
zarobić dodatkowe pieniądze by wiodło się lepiej i nie ma go jeden weekend
nagle słyszy się, że on już odchodzi do przeszłości... No mnie coś trafia gdy
coś takiego słyszę bo zaczyna być dla mnie coraz bardziej jasne, że ojciec
którego wyśmiałem miał jednak jakąś rację w tym co mówił. Przeraża mnie to.
No i ostatni rzecz na dziś. Czemu nie rozmawiamy? Ile osób potrafi sobie w
związku powiedzieć wszystko - dosłownie wszystko? Dzielić swoje problemy i
starać się je wspólnie rozwiązywać? Uważam, że gdyby ludzie rozmawiali o
swoich obawach i lękach, o tym co im nie odpowiada w związku o tym czemu mają
wątpliwości, czemu chcą opuścić swego partnera to było by nam wszystkim
łatwiej. Czy naprawdę ludzie myślą, że zatajenie prawdy o powodach odrzucenia
drugiej osoby będzie dla niej mniej bolesne? By siedziała i myślała czemu?
Uważam, że lepiej powiedzieć prawdę niż najwspanialsze kłamstwo.
Mam też pytanie do osób które narzekały, ze po jednym spotkaniu ta osoba już
się nie odzywa. Czy mieliście/miałyście na tyle odwagi by powiedzieć tej
osobie, że zachowuje się jak dziecko? Czemu wolimy na coś narzekać niż starać
się rozwiązać problem mówiąc osobie która problem stworzyła co myślimy?
Gdybyśmy byli wobec siebie szczerzy było by nam łatwiej, ale mało kto tak potrafi.
Na dziś kończą mi się siły witalne. braki w filozofii uzupełnię gdy ktoś o nie
zapyta.
Dziękuje za przeczytanie tych dziwnych myśli.
Trzymajcie się.