aglajaaa 18.02.09, 21:19 Jakie macie przemyślenia na ten temat... na temat ludzi, którzy zdecydowali się na ten krok... krok, który bez wątpienia był ostatecznym... Czy to wyraz desperacji, tchórzostwa, a może... Odpowiedz Link Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
frip0 Re: (samo)bójcy 18.02.09, 21:23 Ja miałem znajomego którego zostawiła dziewczyna i zrobił to Odpowiedz Link
mappi Re: (samo)bójcy 18.02.09, 21:37 aglajaaa napisała: > Jakie macie przemyślenia na ten temat... na temat ludzi, którzy zdecydowali > się na ten krok... krok, który bez wątpienia był ostatecznym... > Czy to wyraz desperacji, tchórzostwa, a może... > ...wariactwa?? właśnie jaki to wyraz... .to naprawde nie wiem czy trzeba mieć jakieś ogromne zaburzenie psychiczne...bo człowiek z natury wyposażony w mechanizmy obronne...nie jest w stanie dokonać tak prostej samodestrukcji... a jednak... zdarza sie... pamiętam taką informację w lokalnej gazecie...małżeństwo po 60 -ce... skoczyli z okna...trzymając się za ręce ... potem pisali że mieli ogromne problemy finansowe...duże pożyczki..kredyty ...ja sobie nie wyobrażam...że mogłabym zrobić coś takiego... ale może dlatego że nigdy nie zabrnęłam w ślepy zaułek...skąd nie było by wyjścia ...odwrotu... ech aglajaaa bardzo trudny temat... Odpowiedz Link
jchlebowska Re: (samo)bójcy 18.02.09, 21:47 Kazdy ma ten slaby punkt, ktory moze dprowadzic do destrukcji. Niestety mlodziez jest bardziej wrazliwa Odpowiedz Link
aglajaaa Re: (samo)bójcy 18.02.09, 21:48 Mappi, zdarza się... często się zdarza... nawet zbyt często... Trudnych tematów nikt nie lubi... Lepiej to co trudne pozostawić... i tak przechodzimy obojętnie... a za ścianą ludzie... ... Odpowiedz Link
frip0 Re: (samo)bójcy 18.02.09, 21:48 Mappi dokładnie tak -temat trudny bo nie wiemy co nas czeka- nieuleczalna choroba , wypadek z naszej winy nie jest trudno się załamać Odpowiedz Link
hesse.1 Re: (samo)bójcy 18.02.09, 21:52 W niektórych przypadkach Stachura i jego List do pozostałych.Dużo wyjaśnia.Nawiasem Nie poszło to na marne już ile razy? I jeszcze Była w tym też Kobieta, "Gałązka Jabłoni". Wybrał lekką, krótszą... Jeszcze nie jeden/a , zrobi to samo, nawet nie podając przyczyn.Czy jest to słuszne?Nie podanie przyczyn ? Nie odpowiedzenie sobie na pytanie jaki mam tu sens? Nie mnie teraz to osądzać.Ciężar gatunkowy życia, jest zależny od wielu czynników.Nie znam nawet ziarenka wagi takich zachowań.Spostrzegam jednak tylko to, co chcę.czyż to mi nie wystarcza, żeby próbować dostrzec coś jeszcze? Odpowiedz Link
gapuchna Re: (samo)bójcy 18.02.09, 22:07 Jesteś kolejną osobą, która w ciągu jednego dnia posługuje się przykładem Stachury. I to też jest mężczyzna. Jakoś nie mam atencji do jego pisania..... Odpowiedz Link
kasiabrzoza Re: (samo)bójcy 18.02.09, 22:20 Ja myśle, że to nie jest takie trudne, zwłaszcze jeżeli się wszystko traci i wpada się w depresję . Na przykład jeżeli się miało faceta, (albo kobietę) i on odszedł, albo miało się dziecko jedno jedyne i ono odeszło. Chyba jestem w stanie ich zrozumieć. Odpowiedz Link
kawamija Re: (samo)bójcy 18.02.09, 21:56 Napisze słowko o pewnej odmianie samobójstwa ...kiedy choroba nowotworowa w schyłkowej fazie.........kiedy ciało bardziej przeszkadza niz służy...kiedy potrzeby fizjologiczne to niefizjologiczny ból......hmmm........nie wykluczam.......teoretyzuje, ale nie wykluczam....... Odpowiedz Link
jchlebowska Re: (samo)bójcy 18.02.09, 22:02 I masz racje ja za duzo w zyciu widzialam smierc.Rak to straszna choroba. Dzisiaj czytalam, ze czeste jedzenie chipsow powoduje raka, bo dodawali tam jakis srodkow. Sami nie wiemy co jemy. Teraz malo kto umerze na starosc . Odpowiedz Link
aglajaaa Re: (samo)bójcy 18.02.09, 22:04 "...bo już nie jestem z tego świata i może NIGDY z niego nie byłem..." Odpowiedz Link
mappi Re: (samo)bójcy 18.02.09, 22:08 ...są przypadki gdzie śmierć jest czymś oczekiwanym... szczególnie w przypadku choroby... ostatnio w tv był film "W stronę morza" polecałam... kto oglądał wie...co mam na myśli... mężczyzna uszkodził sobie rdzeń.w wyniku złego skoku do wody... przez 30 lat żył w atmosferze wspaniałej milości i troski... lecz jego spraliżowane ciało stało się dla niego więzieniem... ...dusza uwięziona w ciele.... bez krat... chciał umrzeć...i udało mu się ...z uśmiechem na ustaach p.s. przepraszam za spłycenie treści (bo film przepiękny i na faktach) ale chodziło mi o sam temat Odpowiedz Link
mar-ek_001 Re: (samo)bójcy 18.02.09, 21:59 cześć to tchórzostwo ucieczka przed dręczącymi ich problemami i chwilowa odwaga gdy robią ten ostatni krok Odpowiedz Link
aglajaaa Re: (samo)bójcy 18.02.09, 22:09 Tchórzostwo? A nie wydaje Ci się, że taka decyzja wymaga.. odwagi? Bo przecież nie jest jedną z wielu jakie podejmujemy co dnia, ta jest nieodwracalna... A ja myślę o tym co ludzie przeżywali decydując się na ten krok desperacji... a może próbę wołania.. ludzi... Odpowiedz Link
kawamija Re: (samo)bójcy 18.02.09, 22:14 W przypadku męzczyzn częściej jest decyzją, w przypadku kobiet częściej krzykiem , który nieadekwatnie do działań ma cel, by się nie udało............ Męzczyzni potrzebują mniej czasu na tę " decyzje", kobiety tygodniami gromadzą np leki i .......wtedy najczęsciej im się udaje... tak kiedys czytałam. ....i jeszcze jeden aspekt .....czy samobojców nalezy ratować ????......przecież nie ma leczenia na siłę i za karę.. ? Odpowiedz Link
aglajaaa Re: (samo)bójcy 18.02.09, 22:16 Ratować... uwierz... inaczej spojrzą na życie... Odpowiedz Link
kasiabrzoza Re: (samo)bójcy 19.02.09, 10:34 Ratować zdecydowanie. Znajoma miałą w rodzinie taki starszny przypadek. Młoda dziewczyna, z 15 lat, wzięła tabletki (niespełniona miłość, kompleksy). Chwilę potem zadzwoniła do mamy i ekspresowo zawieźli ją do szpitala. Cały czas mówiła mamusia ja nie chcę umierać,uratuj mnie, uratuj. W szpitalu zrobili co trzeba i wydawało się, że przeżyje, ale rano zadzwonili ze szpitala, że było za późno, za silna dawka. Nie chciałabym, żeby coś takiego szczeliło mojemu dziecku do głowy. A widac, że o ile wydawało jej się, że chce umrzec, to tak naprawdę nie chciała umierać. Jak każda z nas. Wprawdzie skończyłyby się nasze cierpienia, ale zaczęły cierpienia osób, które kochamy. Odpowiedz Link
lorelei74 Re: (samo)bójcy 18.02.09, 22:17 Leczenia nie ... ale ratowania życia tak. A lekarze muszą wykonywać swoją przysięgę Hipokratesa. Takie ich zadanie ... Odpowiedz Link
lorelei74 Re: (samo)bójcy 18.02.09, 22:06 Czy nam to oceniać? Czy to tchórzostwo ... czy desperacja ... arogancja ... a może wolność wyboru? Ostatnia chwila na podjęcie własnej decyzji? Różnie się życie układa ... i kończy. Odpowiedz Link
uny Re: (samo)bójcy 18.02.09, 22:13 całkiem niedawno chciałem ze sobą skończyć... dlaczego? ból i natłok mysli był nie do zniesienia. tyle pytań i żadnej odpowiedzi. wszystko straciło sens, nic nie było już ważne. Dlaczego tego nie zrobiłem? nie wiem, ale było bardzo blisko. Odpowiedz Link
uny Re: (samo)bójcy 18.02.09, 22:20 powstrzymało... rozejżałem sie po prostu i coś mnie zastanowiło. ale powiem, że coś mi po tym zostało. przestałem sie bać. nie boje się niczego. Odpowiedz Link
hesse.1 Re: (samo)bójcy 18.02.09, 22:27 agalaja- zacytuję: "Bo kto MOŻE trwać w tym świecie, niechaj trwa i ja mu życzę zdrowia". Kto Może Trwać? Czasem Żyć? Spać, jeść pić? Kto? Wystąpić przeciw najoczywistszej oczywistości.Stłamsić ja, zniszczyć, zabić.Wiem, okrucieństwo leży w naszej naturze.Ale leży w naszej naturze coś jeszcze. Odpowiedz Link
kawamija Re: (samo)bójcy 18.02.09, 22:30 ojej troche się przeraziłam.......tak wielu z Was miało takie myśli....nie zdawałam sobie sprawy..... uny.....jakies skrajności.........mysli samobójcze,a potem niczego sie nie boje......masz lekarza ? powaznie pytam ? Odpowiedz Link
aglajaaa Re: (samo)bójcy 18.02.09, 22:35 kawamija, widzisz.. bo tak to jest... zaczynasz do czegoś dojrzewać... a kiedy przyjdzie chwila przebudzenia... WIESZ... i będziesz pamiętać, a strach... człowiek przestaje się bać i nabiera (dziwnej) ufności... Odpowiedz Link
kawamija Re: (samo)bójcy 18.02.09, 22:50 aglajaaa napisała: > kawamija, widzisz.. bo tak to jest... zaczynasz do czegoś dojrzewać... a kiedy > przyjdzie chwila przebudzenia... WIESZ... i będziesz pamiętać, a strach... > człowiek przestaje się bać i nabiera (dziwnej) ufności... sama napisałaś.........dziwnej ufności......lęk nie jest zły......zły się staje, gdy nie pozwala wyjśc po bułki do sklepu... jak mozna się nie bać niczego ??.......ja dzisiaj jadąc bałam się jak cholera ......ale slisko.......te skrajne uczucie/przeczucie sa potrzebne dla całości obrazu.... po przebudzeniu z koszmarnego snu szuka się ciepła, drugiego człowieka.....ale nie bez pytań, nie bez wymagań.......... trudno mi pisac , bo nie miałam mysli samobójczych, bo......mam córkę i chce być z Nią , przy Niej........bo wierze jeszcze, ze bede miala z kim się wtulic w koc na moim ukochanym pomoście na Mazurach....... Odpowiedz Link
uny Re: (samo)bójcy 18.02.09, 22:52 nie mam żadnego lekarza. i nie potrzebuje lekarza. ja nie miałem myśli samobójczej, ja byłem w trakcie realizacji... chwila, rzut okiem i ze 190 zrobiło sie dużo mniej, minąłem znajomy filar wiaduktu... tylko teraz niczego sie nie boje (ale nie wiem czy to problem) Odpowiedz Link
kawamija Re: (samo)bójcy 18.02.09, 22:55 uny napisał: > nie mam żadnego lekarza. i nie potrzebuje lekarza. > ja nie miałem myśli samobójczej, ja byłem w trakcie realizacji... > chwila, rzut okiem i ze 190 zrobiło sie dużo mniej, minąłem znajomy > filar wiaduktu... > tylko teraz niczego sie nie boje (ale nie wiem czy to problem) nie no teraz to sie chwalisz , ze Twoja fura wyciąga 190 :- ))))))))))))))) to tak dla rozlużnienia atmosfery, bo temat trudny i cięzki .... Odpowiedz Link
uny Re: (samo)bójcy 18.02.09, 22:58 tiaa wyciąga. i to przyznam spory problem w tej chwili. Odpowiedz Link
aglajaaa Re: (samo)bójcy 18.02.09, 23:00 To coś takiego jak brak strachu przed tym co najważniejsze i nieuchronne... Bo stanęłaś oko w oko ze śmiercią, która przecież wyjdzie na spotkanie każdego z nas... tylko, że ty sama ją zaprosiłaś... Dalej pozostają sprawy codzienności, ale stają się one takie małe, błahe... Nie wiem, może tylko ja tak to odczułam... Może inni mają zupełnie inaczej... Odpowiedz Link
uny Re: (samo)bójcy 18.02.09, 23:15 dokładnie. kiedyś widziałem taki tekst: "kocham śmierć, bo tylko ona na mnie czeka". coś w tym jest. a ja zdałem sobie sprawę z nieważności wielu rzeczy. Odpowiedz Link
aglajaaa Re: (samo)bójcy 18.02.09, 22:32 Coś jeszcze, mówisz... Tak, jest Dobre Uczucie... Ale widzisz, że często z jego braku... byty zanikają... trwanie ustaje... nadziei brak... a wiara... nie wystarcza... gdy miłości nie ma... Odpowiedz Link
hesse.1 Re: (samo)bójcy 18.02.09, 22:40 i właśnie między innymi kasuję niektóre cholerne posty, żeby jednak człowiek nie był człowiekowi wilkiem. Miłości nie ma? hm... ja czasem też czuje jakąś pustą przestrzeń...ale nie zwalam tego na brak.Może dlatego, że mam duszę samotnika? Może dlatego, że w jakimś już stopniu "pogodziłem się ze światem"? Odpowiedz Link
aglajaaa Re: (samo)bójcy 18.02.09, 22:48 Ale sam mówisz, że w jakimś (tylko) stopniu... Prawdziwy samotnik widzi pustkę... odczuwa ją... pewnie inaczej niż inni... ale zawsze... Odpowiedz Link
hesse.1 Re: (samo)bójcy 18.02.09, 22:53 Życie i jednocześnie maksymalna zgoda ze światem nie są możliwe.Nasza osobowość, jest przeznaczona do innych celów.Duchem stajemy się z czasem, to trwa jakiś czas, godny i cenny czas. zostawiam po sobie ślad,czarną bruzdą jak zakrzepłą krwią znaczę wczoraj przeznaczone dni, a jeszcze przede mną widnieje flaga kresu. białą twarzą łopoce, jak dumny narkotyk liże moją skórę tęsknym płomieniem w niczym nie przypominając szyderczego uśmiechu woła-ukochany chodź do mnie,to ja twoje zagubienie we własnym morzu nieskończonych słowem myśli i poddaje mi dumne rozwiązania: jedynym celem szczęście,gdzieś pośród traw... żeby znaleźć drogę i cierpliwość...i dalej dzięki temu być... Odpowiedz Link
aglajaaa Re: (samo)bójcy 18.02.09, 23:08 Hesse, ja chyba nie powinnam czytać Twoich słów układających się w poetycki wyraz duszy... Przyzwyczaję się do Słów... będę tęsknić za ich brakiem... A tęsknota to choroba gorsza niż brak nadziei... I pewnie też mieści się w temacie... Odpowiedz Link
hesse.1 Re: (samo)bójcy 18.02.09, 23:14 mr_all.republika.pl/przebudz/przeb00.htm czasem warto dzielić się słowami i wyciągać jakieś wnioski. Odpowiedz Link
lorelei74 Re: (samo)bójcy 18.02.09, 22:20 Nie wiem, jak Wy, ale też mam czasem podobne stany jak uny. Czyli samonapędzające się myśli, których nie sposób wyłączyć ... To prowadzi do ostatecznych rozwiązań ... Tylko co nas właśnie potrafi własnie powstrzymać? Nadzieja? Jednak? Odpowiedz Link
aglajaaa Re: (samo)bójcy 18.02.09, 22:23 Wiem, że mnie nie potrafi nic zatrzymać... czasami tej nadziei też brak... Odpowiedz Link
lorelei74 Re: (samo)bójcy 18.02.09, 22:25 Owszem i czasem tej nadziei brak ... ale jednak dalej barujemy się z losem ... Odpowiedz Link
lorelei74 Re: (samo)bójcy 19.02.09, 22:37 A może właśnie inny człowiek ... nie sądzisz aglajaao? Odpowiedz Link
aglajaaa Re: (samo)bójcy 19.02.09, 19:06 Hesse.. widzę, że próbowałeś "przemycić" mi osobę de Mello Został moim drogowskazem jak jeszcze byłam młodą zagubioną osobą... A "Przebudzenie" w formie papierowej od prawie 10 lat wciąż ze mną... Odpowiedz Link
hesse.1 Re: (samo)bójcy 19.02.09, 19:29 więc jakieś wnioski? czy tylko łle, blee..., jak mi źle...? Odpowiedz Link
aglajaaa Re: (samo)bójcy 19.02.09, 19:58 "łe, ble... jak mi źle..." Moje wnioski... de Mello... i moje życie... to epos (a co najmniej esej... nadal nie zakończony..) Ale dziś chyba nie będę w stanie... bo nalizałam się (dosłownie!) kleju z kopert... i trochę dziwnie się czuję Nie przypuszczałam, że może to tak działać... to chyba szkodliwe... A swoją drogą nie wiem co mnie napadło z tym zmienianiem pracy w czasie kryzysu... No, ale ja zawsze muszę inaczej niż wszyscy... Wrzucę tu moje przemyslenia (czy wnioski) jak myśli pozbieram, bo dziś u mnie dzień jakiś "techniczny" (zbytnio!) Odpowiedz Link
dilmum Re: (samo)bójcy 19.02.09, 09:51 Przecztałam wszystkie wspisy w tym temacie. Z jednej strony zrobiło mi się faktycznie bardzo smutno, że tylu ludzi, którzy myśleli o samobójstwie jest wsród NAS. Ale ja chciałam o "mojej" formie samobójstwa. Ja zamiast rozstawać się z życiem myślę o innej ucieczce od spraw z którymi czasem nie mogę sobie poradzić. To przeniesienie się w góry. Gdzieś w jakąś głuszę, gdzie ludzi spotyka się raz w roku. Czasem myślę, że byłoby to dla mnie najlepsze rozwiązanie. Takie samobójstwo, bo przecież... jak inaczej wytłumaczyć odcięcie całkowite od świata? Ale wtedy niestety (czy stety) zaczyna dochodzić do wszystkiego rozum i zaczyna się myśleć o codziennych sprawach. I wtedy okazuje się, że tak łatwo się to nie uda. Że można to i tamto usprawnić "tutaj" i jeszcze jakiś czas można będzie tak żyć. A później? Przychodzi myśl, że może jakoś się to wszystko poukłada... także... jak to ja mówię: cykoria po prostu Odpowiedz Link
rumunska_ksiezniczka Re: (samo)bójcy 19.02.09, 10:15 dimlum, napisałaś, że dla ciebie formą samobójstwa było by odcięcie się od świata, ucieczka przed nim. ja patrzę na sprawę troszkę inaczej, podobnie jak niektóre osoby w tym wątku. samobójstwo jest sposobem - najczęściej - na ucieczkę przed sobą samym. przed problemami ale tez przed uporczywymi myślami. wiele osób, w tym ja, ma chwile, kiedy myśli sobie, co by było gdybym skończył/a ze sobą? jak wtedy by było, jaka byłaby reakcja bliskich (to dotyczy nie tylko samobójstwa ale i śmierci w ogóle). i to akurat sa normalne myśli, wiele wrażliwych osób tak ma. gorzej jeśli takie myśli powracają i gdzieś w końcu pojawia się myśl, ze to jest pewien sposób na rozwiązanie problemów (a właściwie nie na ich rozwiązanie, ale ucięcie). kiedyś przeczytałam, że samobójstwa nie popełniają osoby zdrowe psychicznie, bo żaden normalny człowiek nie ma odruchu odebrania sobie życia. jednak przypadki samobójstw zaskakują, czasem ludzie robią to jakby w afekcie - chwilowej niepoczytalności, pod wpływem nagłego steru. nie wiem, jak jest na prawdę. wiem tylko, ze czasem w chwilach wyjątkowo głębokiego stanu depresyjnego - który przydarza mi się na szczęście rzadko, ale jednak - mam pewność, że taki będzie mój koniec. jeden z dwóch. albo zostanę starą alkoholiczką, topiąca swoje żale i smutki w butelce wódki, czy innego trunku. albo dam sobie kiedyś z tym wszystkim spokój, bo w końcu nie wytrzymam i po prostu - puszczę. pozwolę temu odpłynąć w niebyt. czy tak będzie nie wiem, mam nadzieję, ze nie. ale takie myśli się pojawiają i nie zaskakuje mnie to, ze ludzie się do tego przyznają. to jest naturalna konsekwencja stanów z poganiacza depresji. trzeba nad sobą pracować i dostrzegać pozytywy, gdzie się da. ale ucieczka od samego siebie - to jest cel odebrania sobie życia (jaźni). Odpowiedz Link
dilmum Re: (samo)bójcy 19.02.09, 10:24 księżniczko, ja tak to widzę jak opisałam. Nie potrafiłabym odebrać sobie świadomie życia. Zawsze pozostaje jakaś iskierka nadziei. Nawet gdzieś daleko będąc zaszyta z dala od ludzi... miałabym tą iskierkę. Zgasłaby razem ze mną. Nie wyobrażam sobie inaczej i szczerze współczuję ludziom, którzy myślą o skończeniu swojego życia... tak definitywnie. Wiem, nie można skończyć życia niedefinitywnie. Choć dla mnie taką formą jest zaszycie się gdzieś z dala od wszystkiego. Piszesz o reakcji bliskich. To jest też powód dla którego nie mogłabym tego zrobić. Wiem, że sprawiłabym im ogromny ból, nie potrafiliby sobie tego wytłumaczyć. Aaa!! Dobrze, że nie jestem wrażliwa na przekręcanie mojego nicka Odpowiedz Link
rumunska_ksiezniczka Re: (samo)bójcy 19.02.09, 10:37 rzeczywiście, dobrze, że nie jesteś wrażliwa na przekręcanie swojego nika chodzi o to, ze umysł ludzki jest zaskakującą maszyną, która może płatać figle. są ludzie, którzy miewają stany depresyjne, myślą o odebraniu sobie życia, jednak w praktyce nigdy by tego nie zrobili. a są tez ludzie, którzy myślą, że nigdy by tego nie zrobili, a jednak w afekcie np. robią. ale to tak ogólnie piszę, absolutnie nie mam na myśli nikogo konkretnie. piszesz o tlącej się iskierce nadziei. człowiek, w którego umyśle jest pustka i ból, nie dostrzega żadnych iskierek. to jest podstawą do odebrania sobie życia. to świetnie, że jesteś tak nastawiona do życia. podziwiam i zazdroszczę Odpowiedz Link